2008

2008-12-31

SMUTEK.
Rok 2008 był smutny i smutno się kończy. Prześladowania chrześcijan w Indiach, w Chinach, w Korei, Wietnamie czy w Turcji zaległy ciężkim smutkiem w moim sercu. Mnóstwo ofiar śmiertelnych. Jaką propozycję na życie ludzkości w pokoju ma świat pozachrześcijański? Strach ogarnia widzących i myślących ludzi. Politycy europejscy ogłuchli zupełnie, podobnie jak w przypadku ludobójstwa w Tybecie. Nie wierzę, by zwykli Europejczycy byli niewrażliwi na cierpienia mniejszości chrześcijańskich poza Europą. Nieszczęściem w Unii Europejskiej są socjaliści, którzy dzierżą władzę w krajach Europy i we władzach Unii. W Hiszpanii widać u polityków nie tylko niechęć wobec zasad życia chrześcijańskiego, tam jest wściekła nienawiść wobec Kościoła Katolickiego. We Francji, podczas paryskiego szczytu UE podjęto wprawdzie temat prześladowań w Indiach, ale na tym się skończyło. Brakło ochoty do działania. Pisałem do ambasadora Indii w Warszawie, setki Polaków pisało z prośbą o interwencję. Głucho. Dopiero dzisiaj w Senacie RP powstał projekt uchwały wzywającej polski rząd do podjęcia działań w obronie prześladowanych chrześcijan w Indiach. Słusznie tam zauważono: „Można by sądzić, że ta tragedia nie interesuje też mediów, które wydarzenia w Indiach kwitują kilkoma zdaniami o charakterze informacyjnym. Gdyby podobne mordy dotyczyły wyznawców islamu czy judaizmu, cały świat podniósłby ogromne larum. Czy to oznacza, że jest międzynarodowe przyzwolenie na zabijanie chrześcijan?”. Idę do Karmelu na modlitwę. Tyle i aż tyle mogę uczynić dla świata, wchodząc w nowy 2009 rok Pański.

2008-12-28

RODZINA.

Czytany dziś list episkopatu porusza aktualne problemy rodzinne, króciutko o problemie „in vitro” także. Tekst był, niestety, mało zgrabny stylistycznie i za długi psychologicznie. Czytało się go z trudem. Ale na pewno był potrzebny. Oczywiście można się spodziewać, że jutro Trybuna (spadkobierczyni komunistycznej Trybuny Ludu) będzie psy wieszała na biskupach polskich. Ona to lubi i używa sobie.
List poruszył we mnie rzadko trącane struny uczuć rodzinnych. Zatęskniłem za rodziną. Pytam siebie, za którą rodziną? Czy za tą, której już nie ma? Wszyscy bliscy pomarli. Czy za tą, której nie było? Jestem przecież celibatariuszem… Stoję jakby w potoku czasu miedzy dwoma wyobrażeniami rodziny. Moja tęsknota, dziś tak mocno obudzona, zwraca mnie ku przeszłości, w której schowali się: matka, ojciec, ojczym i inni bardzo konkretni ludzie. Ta tęsknota odzywa się żalem i uwiera bólem w sercu. Ale także – o dziwo! – czuję w sobie jakąś słodko-gorzką tęsknotę ku rodzinie przyszłej – niedoszłej, której nigdy nie miałem. Nie noszę jej w sercu, nie uwiera i nie dokucza mi. A jednak jest, odzywa się jakimś pra-echem. Podczas rekolekcji ongiś, przed kapłaństwem, powiedziałem Jezusowi: Panie, Ty będziesz moją rodziną, moją żoną, moimi dziećmi, moim wszystkim. – Więc co się dzieje w moim sercu w nabrzmiałej tęsknotą jesieni życia?

2008-12-27

BOLESNA GÓRA.

Na moją świadomość dziś osunęła się wielka góra cierpienia. Z wielu stron dowiedziałem się, że tylu ludzi cierpi. I to nie są jacyś ludzie, żyjący gdzieś tam. To moi znajomi, koledzy, przyjaciele. Ich cierpienie jest na wyciągnięcie ręki, tak blisko, że nie sposób je ominąć. A jednak o niektórych dowiaduję się dopiero dziś. Niestety, jestem mało przenikliwy, to pierwszy wniosek. Bo jak to inaczej nazwać? – Oto dawny student, utrzymujący wciąż kontakt ze mną, od tygodni nie napisał choćby SMS-a. Dlaczego? – Bo dzień i noc czuwa przy swej żonie chorej na raka. Nie przeniknąłem ani sercem, ani myślą tego ciemnego milczenia. Drugi wniosek przynosi mi wielkie zawstydzenie przed Bogiem. Tak często na modlitwie narzekam na starość i na wszystkie bóle, jakie w sobie noszę i czuję. A przecież one są niczym wobec tego cierpienia, jakim dotknięci są moi bliscy.
Ta bolesna góra świadomości przytłoczyła mnie. Zdałem sobie sprawę, że nader często za wcześnie wstaję z klęczek, uwalniając się od modlitwy za drugich.

2008-12-25

JEZUS CHRYSTUS.

Credo ułożonego przez papieża Pawła VI:
Wierzymy w Pana naszego Jezusa Chrystusa, który jest Synem Bożym. Jest On Słowem wiekuistym; zrodzonym z Ojca przed wszystkimi wiekami i współistotny z Ojcem, czyli (po gr.) homousios to Patri, przez którego wszystko się stało. Przyjął On ciało za sprawą Ducha Świętego z Maryi Dziewicy i stał się człowiekiem; równy więc Ojcu co do bóstwa, a mniejszy od Ojca ze względu na człowieczeństwo, całkowicie jeden, nie przez zmieszanie natur (co jest niemożliwe), lecz jednością osoby.  Zamieszkał On wśród nas pełen łaski i prawdy.

2008-12-24

WIGILIA.

Co to za dzień, co to za wieczór? Każdy wie i każdy machinalnie, spontanicznie zagląda przez okno w niebo, szuka pierwszej gwiazdy. Stół wigilijny gromadzi rodzinę. Własną lub przyjacielską (niby rodzinę). Czasem przybywa rodzina przywołana w sercu – tutaj nikt się nie starzeje, a pamięć maluje same cudowne obrazy spotkań dobrych i pięknych. Jeden tylko, niestety, jest mankament, że to są obrazy, które były, przedarły się przez czas i wtopiły się w wieczność. Zmarmurzone już nie dotykają nas. Są nieco zimne, dlatego czasem łza w oku, gdy się zakręci, nie ogrzewa. Opłatek też cichy, leży nieruchomo na stole, chleb niepodzielony.
Jest jeszcze Kościół, rodzina Pana Jezusa świętująca Jego urodziny nocą. Pasterka to noc rozjarzona dziś tylko lampkami. Niestety, u nas dziś nie skrzy się świeżymi płatkami biały śnieg, ani gwiazdki nie mrugają porozumiewawczo na niebie. Noc ciemna, rozpłakana deszczem. Może dlatego, aby człowiek zobaczył w sobie prawdziwe światło – Słowo, które przyszło do swoich.

2008-12-22

TORNADO.

Nad Mazowszem dziś przetoczyło się „tornado” z szybkością ponad 100 km/godz. Dachy domostw fruwały jak wielkie, straszne ptaki i spadały o kilkadziesiąt metrów dalej. Z wyznań poszkodowanej w wiadomościach TVP: Nic mi się nie stało, zobaczyłam, jak dach leci na mnie. Pęd powietrza wepchnął mnie do mieszkania. Chyba bym została przykryta tym dachem!

A we Wrocławiu cisza. Tylko drobny deszcz mówił cichutko, że niebo istnieje.
U dominikanów tasiemcowe kolejki przed konfesjonałami. Tutaj Pan uciszał burze wewnętrzne. Działo się to w kompletnej ciszy.

2008-12-20

POCZĄTEK.

Nie jestem pewien, czy medycyna rozwiąże problem początku człowieka? Czy jest zdolna go rozwiązać? … Ale może pomóc, a nawet już pomogła, stwierdzając, że w rozwoju prenatalnym dziecka od pierwszej chwili zaistnienia nie ma żadnego skoku jakościowego. A to znaczy, że wszystkie cechy i właściwości dojrzałej osoby są w niej (potencjalnie) od początku, czyli od zapłodnienia. W ten sposób filozof czy teolog stawiający tezę, że człowiek zaczyna się od początku swego istnienia, otrzymał mocne wsparcie w badaniach naukowych medycyny.

 

Jasną jest rzeczą, że początku człowieka nie można upatrywać dopiero w chwili narodzin. Tuż przed urodzeniem i po urodzeniu dziecko ma taki sam wygląd. W czasie opuszczenia swego środowiska w łonie matki dziecko nie otrzymuje jakichkolwiek nowych cech, które czynią go bardziej człowiekiem. Medycyna badając jego historię prenatalną, cofając się dzień po dniu aż do chwili połączenia się plemnika z jajem, nie znajduje wydarzenia, w którym „nieczłowiek” staje się człowiekiem. Wszystkie informacje o danej osobie wraz z informacją o sposobie rozwoju znajdują się już w tej małej grudce materii, którą nazwano „zygotą”.

 

 

2008-12-18

GOWIN.

Przez prasę krajową przetacza się burza in vitro. Poseł Gowin zafrasowany, bo wielka jego praca nad ustawą nie zaowocowała zachwytem kolegów z PO, w klubie postanowili popracować grupowo nad projektem ustawy. Pan Gowin konstruował ustawę tak, by była do przyjęcia przez episkopat, tymczasem różne panie dziennikarki już wykrzykują, iż ustawa ma podobać się nie biskupom, lecz kobietom (i mężczyznom) bezpłodnym, im ma służyć. Nadzieja poparcia przez biskupów polskich także zaczęła wyraźnie niknąć po ogłoszeniu przez Watykan instrukcji „Dignitas personae”, która zdecydowanie stawia veto dla jakichkolwiek manipulacji prokreacyjnych w laboratoriach. Księża biskupi, sprzyjający dotychczas wysiłkom krakowskiego posła, jeden po drugim wypowiadają się zdecydowanie przeciwko metodzie in vitro. Niełatwo być katolikiem w libertyńskiej partii.
Burza w Polsce jeszcze nie osiągnęła apogeum, bo zaledwie poczęty projekt rządowy wciąż rodzi się w wielkich bólach.

2008-12-15

W OGNIU CIERPIENIA.

Bóg ze swoja miłością oczyszczającą dociera zwykle bezpośrednio do wybranego człowieka nie przez wielkie wydarzenia kosmiczne, ale przez małe „wypadki”. Np. gdy nieuważny pielęgniarz przekłada niezgrabnie chorego po operacji wymiany stawu biodrowego z noszy na łóżko szpitalne, powodując wywichnięcie stawu.

Jezus nie czerpie radości z cierpienia swych przyjaciół, ale wie, że przez wielkie cierpienie człowiek łatwiej i bardziej autentycznie zwraca się ku Ojcu. Jezus zawsze jest obecny przy człowieku doświadczanym przeszywającym bólem. Z cierpiącym modli się: Boże mój, Boże, czemuś mnie opuścił? Nie moja, ale Twoja wola niech się stanie. W ręce Twoje składam ducha mego.  Jezus kocha prawdziwie, bo sam cierpiał niewysłowioną mękę. Miłość oczyszcza się w ogniu cierpienia. Boga nie można uwielbić rdzawą miłością.

2008-12-13

MODLITWA ADWENTOWA.

Politechnika Wrocławska modliła się dziś za Ojczyznę w kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa. To już 27 lat minęło. Przyszło sporo profesorów, zwykle starszego pokolenia, ale też cieszył widok niemałej grupy studentów. Koncelebrowaliśmy pod przewodnictwem ks. bpa Andrzeja Siemieniewskiego, dawnego studenta Politechniki Wrocławskiej. W słowie Bożym nie tylko adwentowo przygotowywałem serca na przyjście Pana i nie tylko wspominałem tragiczne wydarzenia stanu wojennego, chociaż kilka słów mocnych poświęciłem fatalnym przewodom sądowym nad autorami tej gehenny narodowej. Próbowałem natomiast powiedzieć prosto, że bez przyjęcia chrześcijańskiej definicji osoby ludzkiej nie ma mowy o wolności, o sprawiedliwości i o pokoju miedzy ludźmi i miedzy narodami. Właśnie wczoraj watykańska Kongregacja Nauki Wiary ogłosiła tekst Instrukcji „Dignitas personae”.

2008-12-10

PATRIARCHA.

O zmarłym w piątek nad ranem 5 grudnia 2008 r. patriarsze Moskwy i Wszechrusi, Aleksym II, z dr. Michaelem Bourdeaux, dyrektorem Keston Institute, Centrum Studiów Religijnych w Oksfordzie, rozmawia Monika Libicka. Dr Bordeaux, pytany o zbyt silną pozycję prawosławia w Rosji, mówi:
„Prawosławie jest chronione w Rosji ustawą z 1997 roku. To nie jest zdrowe. Inne religie, z wyjątkiem trzech głównych: judaizmu, islamu, buddyzmu, mają ograniczone prawa. Cerkiew odgrywa też rolę moralnego strażnika wartości narodowych, który mocno angażuje się w politykę Kremla. To zaangażowanie często wykracza poza powszechnie akceptowalne standardy. Np. podczas ostatniego konfliktu w Gruzji patriarcha Moskwy natychmiast poparł rosyjski rząd. Tak samo było podczas krwawych czystek w Czeczenii. Krytycy zmarłego patriarchy Moskwy twierdzą, że za swoją wysoką pozycję w państwie zapłacił równie wysoką cenę. Archiwalne dokumenty bez wątpienia wskazują na to, że Aleksy został zwerbowany przez KGB w Akademii Teologicznej w Estonii na początku swojej kariery. Potem przesuwał się w górę po jej szczeblach przy akceptacji przedstawicieli sowieckiego reżimu. Gdyby nie to wsparcie, jego awans nie byłby możliwy. Jak wiemy, Stalin uczynił Cerkiew narzędziem sowieckiej polityki zagranicznej, dzięki czemu nie została ona skazana na całkowite wytępienie. A Aleksy zawsze identyfikował się z polityką swojego państwa”.

2008-12-09
CZŁOWIEK BOŻY.
Wtedy, gdy po raz pierwszy oglądałem film o wyborze i dorastaniu nowego dalajlamy w Lhasie – stolicy Tybetu, nawet w najśmielszych wyobrażeniach nie widziałem tego, co dziś się zdarzyło. XIV Dalajlama przybył do mojej parafii. Spotkałem go w klasztorze u sióstr karmelitanek. Zapragnął podczas pobytu w Polsce odwiedzić dom modlitwy. Naszemu prezydentowi karmel wydał się najodpowiedniejszy. Podarował nawet siostrom z tej okazji odnowiony na koszt miasta wybrukowany podjazd do bramy klasztoru (od wojny nie był remontowany).
Siedząc obok Jego Świątobliwości, chłonąłem obecność człowieka delikatnego, z dobrym uśmiechem na twarzy, człowieka słuchającego, a jednocześnie jakby zapatrzonego w głąb swego serca. To serce pozwalało mu przekraczać bariery etykiety i rozwiewało w słuchaczach tremę wobec jego czystości i skromności. Człowiek Boży. Natychmiast znalazł porozumienie z karmelitankami ponad przeszkodami językowymi. Zresztą muszę przyznać, ks. abp Marian był przy tym świetnym tłumaczem z języka angielskiego.

2008-12-07

ZACZYNA SIĘ,

PO DWU JUŻ WYDRUKOWANYCH,

3. CZĘŚĆ DZIENNIKA

W DRUKU pt. „CZAS PRZYŁAPANY”

 

2008-11-23

KRÓL WSZECHŚWIATA.

Kończy się dziś, w Uroczystość Chrystusa, Króla Wszechświata, rok liturgiczny. Myśli Kościoła od końca czerwca inspirowane są nauczaniem św. Pawła Apostoła. W parafii naszej w każdy czwartek pochylamy się nad Dziejami Apostolskimi i Listami Pawłowymi. Ta lektura i modlitwa pozwala nam poznać Apostoła Narodów również jako mistyka, człowieka, który zobaczył Jezusa Chrystusa, ukochał Go i uczynił swoim Wszystkim, najwyższą i jedyną motywacją swego życia. Myśl moja zakreśla dziś wielkie koło, by spotkać się ze słowami innego apostoła – pielgrzyma świata – Jana Pawła II. Gdy przyjechał do Polski w pierwszej pielgrzymce papieskiej, nakreślił nam i światu obraz Chrystusa królującego w sercu człowieka. Przekonywał: „Człowieka nie można do końca zrozumieć bez Chrystusa. A raczej: człowiek nie może siebie sam do końca zrozumieć bez Chrystusa. Nie może zrozumieć ani kim jest, ani jaka jest jego właściwa godność, ani jakie jest jego powołanie i ostateczne przeznaczenie”

2008-11-22

MASONI.

Ciekawą Książkę w języku polskim wydało w tym tygodniu krakowskie wydawnictwo „M”. Są to wyznania francuskiego lekarza ginekologa i urologa Maurice’a Cailleta: „Byłem masonem: z mroku loży do światła Chrystusa”. Przez 15 lat należał do masonerii. Był w partii socjalistycznej. Pisze, iż w rządzie Mitteranda było 12 członków loży. Wielcy mistrzowie głównej loży Wschodu Francji i Wielkiej Loży Francji bardzo sprawnie manipulowali Zgromadzeniem Narodowym i doprowadzili do tego, że deputowani niezależnie od orientacji politycznej uchwalili ustawę o depenalizacji aborcji. Caillet swe nawrócenie wiąże ze pielgrzymką do Lourdes i z modlitwą o uzdrowienie małżonki.

Warto tu dodać, że Stolica Apostolska nie zmieniła swego stałego stanowiska wobec masonerii.. W deklaracji podpisanej przez prefekta Kongregacji Nauki Wiary, kard. Josepha Ratzingera, a zaaprobowanej przez Jana Pawła II, czytamy: „Pozostaje niezmieniona negatywna opinia Kościoła w sprawie stowarzyszeń masońskich, ponieważ ich zasady zawsze były uważane za niezgodne z nauką Kościoła i dlatego przynależność do nich pozostaje zakazana. Wierni, którzy należą do stowarzyszeń masońskich, są w stanie grzechu ciężkiego i nie mogą przystępować do Komunii świętej”.

2008-11-21

NAWRÓCENI MORDERCY.

To już drugi głośny przypadek nawrócenia aborcjonisty. Pierwszym był Żyd amerykański Bernard Natanson, który po 75 tysiącach morderstw dzieci nienarodzonych, w 70. roku swego ateistycznego życia, doznał przemiany umysłu i serca, i poprosił o Chrzest św. Bywał w Polsce na zaproszenie Stowarzyszenia Pro-Life z wykładami na temat obrony życia nienarodzonych. Nakręcił wstrząsający film „Niemy krzyk”.

Drugim nawróconym aborcjonistą jest Serb Stojan Adašević, ginekolog wykształcony jeszcze w czasach komunistycznej Jugosławii. W ciągu 26-ciu lat swej praktyki zamordował 48 tysięcy dzieci nienarodzonych. Zdarzało się, że dziennie wykonywał ponad 30 aborcji. Media hiszpańskie i amerykańskie podały w połowie listopada opis jego nawrócenia. Adašević miał sen, w którym widział na pięknej łące mnóstwo dzieci i młodych ludzi. Na jego widok wszyscy w popłochu uciekli przed nim. Stojący obok zakonnik św. Tomasz z Akwinu powiedział mu: To są ludzie, których zabiłeś w czasie aborcji. Lekarz przebudził się przerażony. Na domiar złego przyszedł do niego kuzyn ze swoją dziewczyną prosząc o skrobankę. Nie odmówił mu, zrobił to. Ale kiedy wyciągał z wnętrza dziewczyny zmiażdżone ciało dziecka, zauważył, że małe serduszko pulsuje życiem. Wtedy dopiero uświadomił sobie, że zabił człowieka. Postanowił, że już nigdy nie dokona aborcji. Od wielu lat przewodzi ruchem pro-life w Serbii. Doprowadził do dwukrotnej emisji w TV filmu „Niemy krzyk”.

2008-11-20

OCENA DWUDZIESTOLECIA.

Za rok minie 20 lat istnienia nowej Polski. Krótka ocena z ust ks. Prymasa: „Na pewno do pozytywów trzeba zaliczyć wejście do Unii Europejskiej, bo odizolowanie się byłoby błędem. Liczę jednak, że Opatrzność Boża pozwoli nam pokonać trudności. Jestem przekonany, że po nasyceniu się dobrobytem, które zapewne wkrótce osiągniemy, zwrócimy się do wartości, do wymiaru duchowego”. – Za przyczynę polskich niepowodzeń w ostatnich 20 latach ks. Kardynał uważa brak „osobowości, która potrafiłaby scalić ambicje ludzi. (…) Kolejne rządy były nieudane, mało skuteczne we wprowadzaniu przemian, skłócone. Niestety nadal tak jest. Nie ma męża stanu, który potrafiłby zjednoczyć wokół dobra wspólnego, wokół ważnych idei. Niepokojąca jest też tendencja do ośmieszania wartości, ważnych idei, wiary, a przecież bez nich nie będziemy mieli wokół czego się jednoczyć. Sam wolny rynek nie wystarczy”. [Zobacz jak wyżej].

2008-11-19

CENTRALNA POSTAĆ.

Dziś kolejna rozprawa w procesie autorów stanu wojennego. Warto przytoczyć wypowiedź prymasa Polski kard. Józefa Glempa na temat stanu wojennego i gen. Jaruzelskiego. „Odbierał wolność, choć była znikoma; hamował rozwój, gdy i tak było cofanie; niszczył dialog, tak naprawdę przypominający chłopa mówiącego do obrazu. Był bolesnym początkiem rodzenia się nowego ustroju. Były krzywdy i cierpienia, ale przez to pojawiał się nowy sposób zrzucenia niechcianej władzy. (…) Niewątpliwie Jaruzelski był centralną postacią stanu wojennego. Utraciwszy wiarę religijną, szczerze wierzył w diamat, filozofię Marksa i Lenina. Uważał – takie jest moje przekonanie – że przyszłość Polski związana jest tylko ze Związkiem Radzieckim i blokiem podporządkowanych państw. Oczywiście to człowiek inteligentny, władający dobrą polszczyzną, znający historię, a także sprawy kościelne. Jednak nie mógł wyjść z systemu widzenia świata jedynie po marksistowsku. Jego postawę porównuję do wyznawania systemu Ptolemeusza: słońce radzieckie krążyło koniecznie ponad blokiem, a „Solidarność” ten porządek psuła”.[„ Jaruzelski pod sąd historii”, Rozmowa Bogumiła Łozińskiego z ks. Prymasem Polski, kard. Józefem Glempem; w: Dziennik z dnia 18.11.2008r.]

2008-11-18

KAROLINA KUZKÓWNA.

Ziemię polską nawiedza Błogosławiona Karolina Kuzkówna, bohaterka czystości dziewiczej. W swych relikwiach przyjmowana jest chętnie w środowisku ludzi młodych, szczególnie w Małopolsce. Tam wzrastała i tam dojrzewała jej wiara aż do bohaterstwa w walce o czystość dla Chrystusa. Tam tworzą się liczne kręgi jej młodych naśladowców. Chłopcy i dziewczęta, stojący na progu do małżeństwa, zapatrzeni w Karolinę, przyrzekają Bogu piękne życie narzeczeńskie, czystość aż do ślubu sakramentalnego. Dziś Kościół w Polsce dziękuje błogosławionej Rodaczce za jej bohaterstwo i przykład trafnie ofiarowany naszym rozchwianym moralnie czasom.

2008-11-17

ATEIŚCI.

Brytyjskie Towarzystwo Humanistyczne, to znaczy ateiści cała gębą, oplakatowali autobusy londyńskie hasłami: „Prawdopodobnie Boga nie ma. Przestań się więc zamartwiać i ciesz się życiem”. No, cóż wszystkich innych powinna radować ta skromność w wyrażaniu pewności ateistycznej. Po nich amerykańscy ateiści w New Jersey poustawiali w tunelach metra billboardy z hasłem: „Nie wierzysz w Boga? Nie jesteś sam”. Kiedyś już to przerabialiśmy w we wszystkich dostępnych, czyli ocenzurowanych, gazetach: „Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się”. Nasza rodzima ateistka, etyk z UW, pani Magdalena Środa widocznie widzi w anglojęzycznej kampanii ateistycznej szansę dla odrodzenia rodzimej „demokracji komunistycznej”. Mówi, że tak powinno być też nad Wisłą, zwłaszcza w kwestii religii, która jest u nas wyjątkowo silna. [IDK 17.11.2008r.] Dziękujemy pani etyk za uznanie dla kondycji polskiej religijności.

2008-11-16

ŚWIĘTO MĄDROŚCI.

Zastanowiła mnie nazwa ”Święto Nauki”. Źle mi się ona kojarzy z filozofami i różnymi ideologami wieku Oświecenia, którzy odrzucali wiarę, a na miejsce Boskiego Absolutu postawili właśnie naukę. Ona miała rozwiązać wszystkie tajemnice świata i życia człowieka. Czy nie właściwiej byłoby tutaj mówić o „Święcie Mądrości”? No tak, ale Mądrość nie pozwala się zaszufladkować, ani ograniczyć do książek, sal i laboratoriów uczelnianych. Poza tym można spotkać „człowieka nauki”, któremu w żaden sposób nie można przypisać najniższego nawet stopnia mądrości. I odwrotnie Mądrość może zamieszkać w prostym człowieku. Nauka bowiem zatrzymuje się na progu Wielkiej Tajemnicy istnienia, a Mądrość, dzięki sile Miłości, przeprowadza człowieka przez ten próg. Biblia objawia: „Mądrość jest wspaniała i niewiędnąca: ci łatwo ją dostrzegą, którzy ją miłują, (…) sama bowiem obchodzi i szuka tych, co są jej godni”. [Mdr 6, 12.16].

2008-11-15

DZIĘKCZYNIENIE.

Dokładnie 63 lata temu odbył się pierwszy polski wykład na Politechnice Wrocławskiej. Wrocławskie Święto Nauki było więc dobrą okazją do wyrażenia dziękczynienia Opatrzności Bożej, która chroniła podczas wojny i stymulowała tuż po wojnie ludzi nauki do wysiłku naukowo-dydaktycznego wśród zgliszcz dymiącego Wrocławia. Mszę św. w kościele Serca Pana Jezusa celebrował sam ks. Arcybiskup. I wygłosił homilię. Szkoda, że tak mało profesorów uczestniczyło w tym świętym podziękowaniu, studentów jeszcze mniej.

2008-11-14

ŚWIĘTO NAUKI.

Wrocławskie Święto Nauki w swych obchodach zostało podzielone na trzy dni. Wczoraj Na Wydziale PWT ofiarowano własnemu Wielkiemu Kanclerzowi, księdzu Arcybiskupowi Marianowi Gołębiewskiemu doktorat „honoris causa”. To była wielka uroczystość poprzedzona Eucharystią w katedrze wrocławskiej. Ks. rektor Papieskiego Wydziału dał popis retoryczny w homilii „laurkowej”… I było dużo radości.

Dzisiaj natomiast w auli Politechniki Wrocławskiej było wielkie, ponad dwugodzinne, podziękowanie zasłużonym ludziom na różnych szczeblach służby tej uczelni. Piękna uroczystość, bo przecież umiejętność dziękowania jest wyrazem wysokiej kultury.

2008-11-13

SIOSTRA FAUSTYNA.

Z Kanady otrzymałem zastanawiający list z apelem, by w Polsce nagłaśniać postać i dzieło siostry Faustyny. Apel wydaje mi się z ubiegłego wieku. Czyżby list tak długo wędrował do celu? Przecież w Polsce św. siostra Faustyna jest obecna wręcz w każdym katolickim domu. Książki, broszury, różańce z koronką, obrazki z jej portretem na tle Jezusa Miłosiernego można spotkać wszędzie. Wielu Polaków czyta jej „Dzienniczek”. Katolickie radiostacje o godz. 15-tej gromadzą słuchaczy na koronce do miłosierdzia Bożego. Sanktuarium łagiewnickie nigdy nie jest puste. Trudno, jadąc na południe Polski, nie zahaczyć po drodze o Łagiewniki. Peregrynacja relikwii św. Faustyny Kowalskiej traktowane są w parafiach, jak odwiedziny dobrej znajomej.

2008-11-12

OJCIEC PIO.

Po kraju wędrują relikwie kilku świętych Pańskich. Ojciec Pio stał się bliski Polakom przez książki i filmy dostępne w edycji polskojęzycznej. Pomógł mu zadomowić się u nas Karol Wojtyła, który przecież z nim rozmawiał i pisał do niego listy, a nawet została wysłuchana jego prośba o uzdrowienie pani Półtawskiej. W bardzo wielu domach można spotkać mały, czy większy portret zakonnika z brodą i z obandażowanymi dłońmi. To najczęściej pamiątka po kanonizacji o. Pio przez Jana Pawła II. Wielu jadących do Włoch słyszy prośbę swych bliskich: przywieźcie pamiątkę od ojca Pio. Wielu wybiera się do Pietrelciny na wieść o otwarciu grobu i wystawieniu ciała w szklanej trumnie na widok publiczny. Polscy kapucyni wychodząc naprzeciw tym potrzebom, sprowadzili relikwie świętego swego brata zakonnego i rozpoczęli peregrynację w parafiach.

2008-11-11

BOGATY DZIEŃ.

Miałem dziś bogaty dzień. Przed południem uczestniczyłem we Mszy odpustowej w kościele św. Marcina, rektor zmusił mnie do kazania. Boże, zmiłuj się, jakie to mogło być kazanie! W południe byłem na Rynku wrocławskim obejrzeć wystawy plenerowe na temat roku 1918. Tłumy starszych, dzieci i młodzieży przetaczały się przez Rynek. Grała orkiestra wojskowa. Wieczorem natomiast odprawiłem Mszę św. w intencji zmarłych bohaterskich Polaków, którzy oddali swe życie dla Ojczyzny i za Ojczyznę. Po godz. 20:00 obejrzałem transmisję z Gali w Teatrze Wielkim w Warszawie. Było tam piękne patriotyczne granie i śpiewanie.

2008-11-10

MAŁA HISTORIA.

Historia parafii to jednak przede wszystkim obecność proboszczów w życiu parafian. Najczęściej wspomnienia związane są z pięknymi, czy kiepskimi, spotkaniami z księdzem proboszczem, który „zna nas od dziecka”.

Dziś odprawiłem Mszę św. żałobną za moich dwóch poprzedników, których pamiętają parafianie. Prawie trzydzieści lat proboszczował tu ks. prałat Wilhelm Dorożyński. Trwa o nim pamięć jako o człowieku surowym w kontakcie, ale dobrym dla dzieci, zawsze miał cukierki w kieszeni sutanny. U niego byłem tu przez dwa lata wikariuszem. Gdy odszedł na emeryturę, probostwo objął ks. prałat Henryk Piotrkowski. Jego zapamiętano dobrze podczas powodzi, jak w krótkich spodniach przynosił kanapki i napój parafianom umacniającym brzegi Starej Odry. Proboszczował 13 lat aż do przedwczesnej śmierci. Po nim właśnie wróciłem do Matki Bożej Częstochowskiej już jako proboszcz. Historia się jeszcze nie kończy, choć pobyt mój dobiega końca już dziesiątego roku. Kiedy to przeleciało?

2008-11-09

PIUS XII.

Żydom przeszkadzającym w procesie beatyfikacji Piusa XII trzeba powiedzieć zdecydowane: Stop! Wielkość pontyfikatu, nauczania i życia papieża Pacellego omawiano szeroko na rzymskim kongresie zorganizowanym przez naukowców dwóch papieskich uniwersytetów: Gregoriańskiego i Laterańskiego z okazji 50. rocznicy odejścia do Wieczności wielkiego ascety na tronie papieskim. Ojciec św. Benedykt powiedział podczas audiencji dla uczestników kongresu: „W osobie Piusa XII Pan uczynił swemu Kościołowi nadzwyczajny dar, za który wszyscy winniśmy Mu wdzięczność. (…) Miał on w sobie stały wysiłek i zdecydowaną wolę ofiarowania Bogu samego siebie, nie oszczędzając się i nie zważając na swoje słabe zdrowie. To było prawdziwą pobudką jego postępowania: wszystko rodziło się z miłości do jego Pana Jezusa Chrystusa oraz z miłości do Kościoła i ludzkości. Był on bowiem nade wszystko kapłanem w stałej i głębokiej jedności z Bogiem, kapłanem, który znajdował siły do swej ogromnej pracy w długich przerwach na modlitwę przed Najświętszym Sakramentem, w cichej rozmowie ze swoim Stwórcą i Odkupicielem. Stąd brało początek i impet jego nauczanie, jak zresztą i każdą inną jego działalność”.

2008-11-08

PRZYSZŁOŚĆ.

Gdybym znał przyszłość, czy bałbym się każdego nowego dnia, czy raczej spokojnie każdego wieczoru kładłbym się do łóżka? Ten, który przewlekle choruje na raka, zna swoją przyszłość. Cieszy się, czy panikuje? – To wcale nie od nas zależy. Bóg mnie zna absolutnie dokładnie. To Jemu powierzam moją przyszłość, tę najdalszą także. Kocham Go tak, jak umiem. Czasem za mało, oczywiście. Ale On kocha mnie również tak, jak umie, i to mi wystarczy.

2008-11-07

MAŁY OGIEŃ.

Inwazja wrogów chrześcijaństwa naciera szeroką tyralierą z rosnącą siłą. Od krwawych i niszczących prześladowań w różnych stronach świata poprzez niesłuchanie i lekceważenie nauczania biskupów aż do wyśmiewania  w kulturze i w polityce wszystkiego, co ma charakter sacrum. Zadziwia mnie niezrozumiała opieszałość Wspólnoty Europejskiej w reakcjach na prześladowania w Indiach, Korei czy Wietnamie. Nawet w naszym sejmie rezolucja potępiająca te prześladowania gotuje się na bardzo małym ogniu. Czy to wszystko znaczy, że w Europie jest tylu polityków-antychrześcijan?

2008-11-06

UPODOBANIE.

Skąd w Polsce taka radość z wyboru Afroamerykanina na prezydenta USA? Może odpowiedź rodzi się między kanałami telewizyjnymi? Od dawna aż do przesytu emitowane są filmy amerykańskie z tematyką sądową, gdzie tymi mądrymi i rozważnymi sędziami czy adwokatami są Murzyni. Aż połowie ankietowanych moich rodaków nie przeszkadza program proaborcyjny elekta. Niektórzy ankieterzy pocieszają, że u nas, podobnie jak w Ameryce, z katolików popierają go ci niepraktykujący. Senator Obama w czasie kampanii przedwyborczej na wiecu w Pensylwanii zapytany, jakie jest jego stanowisko w sprawie usuwania ciąży odpowiedział: „Jeśli moje córki popełnią błąd, nie chcę, by miały być ukarane dzieckiem”. Kiedy indziej zaatakowany pytaniem, od kiedy zaczyna się człowiek, odpowiedział: „politycy nie biorą pieniędzy za to, by określać, od którego momentu zaczyna się ludzkie życie”. Paniom po prostu podobał się. Barack Obama – zgrabny, śniady, błyskotliwy, szarmancki, ze swadą w słowie na trybunach – potrafił je zauroczyć, czy raczej emocjonalnie zniewolić. Cóż, ich prawo.

2008-11-05

OBAMA.

W „Chacie wuja Toma” wielka radość! Barack Obama, Murzyn po ojcu rodem z Kenii, prezydentem Stanów Zjednoczonych! Dla czarnoskórych Amerykanów jest to szczyt drogi i uwieńczenie walki o równe prawa, „kropka nad i” dla wojny secesyjnej. Pełna satysfakcja. Ale co czują i myślą inni obywatele, którzy również nigdy nie pochwaliliby handlu niewolnikami? Biskupi amerykańscy nie kryją obaw. Obama należy do protestanckiego, najbardziej liberalnego, Zjednoczonego Kościoła Chrystusa, który od dawna zaakceptował aborcję, na pastorów powołuje czynnych homoseksualistów i stworzył własną liturgię ślubną dla osób tej samej płci. Czy Amerykę czeka nowa, wielka, bratobójcza wojna o tradycyjną, chrześcijańską moralność? Stawka znowu niebagatelna: wolność i życie Amerykanów (nienarodzonych).

2008-11-04

UBECKIE PIEKŁO.

Amerykanie uwijają się jak w ukropie przed urnami wyborczymi między czarnym a białym jutrem najpotężniejszego mocarstwa świata. Do polskich głów ten war polityczny stara się przelewać pan Piotr Kraśko (wnuk towarzysza Wincentego Kraśki) łączami TVP. A moje myśli przysiadły od wczoraj na kamieniach „Golgoty wrocławskiej”. Teatr Faktu TVP I przedstawił wstrząsające widowisko o ubeckich morderstwach politycznych w majestacie (raczej bez majestatu) prawa. Szczególnie zatrzymał mnie końcowy głos w słuchawce telefonicznej oskarżający upartego doktoranta o niedawną śmierć prokuratora, który po wojnie wydawał wyroki z natychmiastowym skutkiem śmiertelnym. No i ta znana skądinąd sekwencja: On przecież wykonywał swoje prawem nakazane zadania. Te słowa kiedyś usłyszane na procesie norymberskim nie dotykały tak boleśnie, jak w tej chwili. Tam byli hitlerowcy, a tu towarzysze Polacy. Niszczyli współrodaków w imię bolszewickiego socjalizmu. Ten spektakl  pozwala nam dziś wyobrazić sobie wyraziście konkretną treść pojęcia „ojczyzny”, jakiej bronili generałowie wprowadzający stan wojenny w grudniu 1981 roku.

2008-11-03

BILANS.

Tysiąc kierowców za kierownicą po spożyciu alkoholu, kilkaset wypadków samochodowych, trzydzieści wypadków śmiertelnych na drogach, oto smutny bilans dwóch dni świątecznych z odwiedzinami grobów. Rokrocznie tak się dzieje. Odebrany przez alkohol rozum mści się nie przebierając w środkach. Najpierw była niekontrolowana pazerność na zagraniczną kasę w maszynce do głosowania. Kilkanaście lat temu nie znalazła się mądra większość i nie postawiła tamy rozlewającej się po polskiej ziemi reklamie piwa. Nektar chmielowy stał się wszędobylski na wszystkich poziomach pokoleniowych. Piwo stało się modne. Niezbędne! Producenci z obcych krajów grzeją ręce na gorącym szmalu, a Polacy bez rozumu giną.

2008-11-02

PAMIĘĆ I ŻAL.

Czasami, niestety, żal przed ostatnim kęsem smacznego ciastka, że za chwile już go nie będzie, jest większy niż żal pożegnalny, gdy umarł człowiek. Zależy wszystko od tego, jak mocno jest się z kimś związanym. Dziesiątki pogrzebów rocznie, a po każdym trzeba wracać do swoich zajęć przerwanych na jedną godzinę. Można jedynie popatrzeć na płacz innych, pomyśleć o jego autentycznej szczerości, pobłogosławić wszystkich i odejść. Przeglądam fotografie z różnych pogrzebów. Czy wszyscy tu poważni, zasmuceni? Wszyscy, oprócz duchownych. Nie, nie jestem tu złośliwy. Po prostu widzę i opisuję. I rozumiem. Ksiądz na pogrzebie tylko na chwilę oderwał się od swoich głównych zadań: służyć żywym! Jest tu przelotem, jak motyl. Tak, dlaczego więc wzruszyłem się głęboko, gdy usłyszałem opowieść o psie, który pozostawał przy drodze, gdzie zginął jego pan w wypadku, przez wiele tygodni? Człowiek wszystko może sobie wytłumaczyć. Psu nie wolno!

2008-11-01

WIELKIE IMIENINY.

„Plejadę Świętych – Wielkie Imieniny” urządzają dziś dzieci z parafii Zwrócona koło Ząbkowic Śl. Chcą przekonać otoczenie, że każdy może być świętym. Nie chcą się przebierać za kościotrupy, straszydła, czarownice i zombi. Dają w ten sposób zdecydowaną odpowiedź na masońskie propozycje flancowane zza oceanu. Wpadł na ten świetny pomysł miejscowy proboszcz, ks. Krzysztof Ziobrowski: „Chciałem zaproponować dzieciom coś, co zastąpi amerykański zwyczaj Halloween, w kulturze masowej kojarzący się ze strachem i ocierający się o okultyzm”. Oczywiście, przy tej okazji dzieci poznają życie swoich świętych patronów, próbują ich naśladować i pogłębiają swoją wiarę. W rodzinach też się dzieje dużo dobrego przy przygotowywaniu strojów. I w ogóle jest to świetna zabawa dla wszystkich. W istocie, Uroczystość Wszystkich Świętych to święto każdego człowieka w Niebie, a na ziemi każdy z nas ma swoje Imieniny, a więc uciecha rodzinna!

2008-10-31

ZŁO NIE ŚPI.

Psychologowie szkolni, wychowawcy, katecheci i duszpasterze bija na alarm, gdyż coraz więcej dzieci, młodzieży, a także studentów, boryka się ze zniewoleniem przez złego ducha. W Polsce rośnie zapotrzebowanie na pomoc egzorcystów. Niektórzy młodzi szukają wpierw ratunku w klinikach psychiatrycznych, często bezskutecznie. Zjawisko staje się groźne. A tymczasem przeróżnej maści liberałowie, wolnomularze, ateiści i sataniści podsuwają naszym dzieciom – niby niewinną, amerykańską zabawę – satanistyczne rytuały, które w istocie uprawiane są podczas święta Halloween, wywodzącego się z pogańskiego celtyckiego kultu boga śmierci – Samhaina. W „Biblii Szatana” można przeczytać jednoznaczną wypowiedź autora, założyciela Kościoła Szatana, Antona Szandora LaVeya, o korzeniach i randze tej rzekomej zabawy: „Zaraz po dniu własnych urodzin dwoma najważniejszymi satanistycznymi świętami są: Walpurgisnacht (Noc Walpurgi) i Halloween (lub wigilia Wszystkich Świętych)”. I cóż powiedzieć o tych propagatorach? Głowy, czy sumienia nie mają?

2008-10-30

ŚWIĘTO DUSZ.

W atłasowych trzewiczkach i tanecznym, bezstresowym krokiem wchodzą do nas niechrześcijańskie zwyczaje amerykańskie (czy wszystkich Amerykanów?), mające na celu nas rozbawić. Najpierw przyszły „Walentynki – święto miłości” z propagowaniem okazjonalnego seksu jako fajnej zabawy i rozkosznej gry zmysłów. Na skutki nie trzeba było długo czekać – ciąża  14-tolatków postawiła (za późno) na równe nogi opinię publiczną.

Następną fascynacją mediów stało się „święto Halloween”. Próbuje się nam wmówić na siłę, że to takie przyjemne i nieszkodliwe zabawianie się w kościotrupy czy wydrążone dynie ze świeczką w środku. Komu zależy na zbanalizowaniu powagi umierania i życia po śmierci? A to przecież w procesie wychowania ma wcale niebanalny wpływ na kształt dojrzewania ku odpowiedzialności przed Panem Bogiem za czyny na ziemi. Chrześcijański „Dzień zaduszny” jest dniem pomocy duszom tych, którzy muszą jeszcze w Czyśćcu wywdzięczać się wobec Bożej sprawiedliwości.

2008-10-29

REWELACJE.

Ćwierć wieku leżała w czyjejś szufladzie ponoć właściwa data uśmiercenia ks. Popiełuszki. Kto i po co trzymał ją w tajemnicy? Na dobrą sprawę jeszcze nie wiadomo, czy to nie jakaś pseudo polityczna podpucha, próba jakiejś rozróby. Czy ktoś chce rehabilitować Piotrkowskiego, czy raczej wsadzić za kraty Kiszczaka? A może chodzi po prostu o jeszcze jedną zadymę antykościelną, w mieszaniu w procesie beatyfikacyjnym? Można śledzić i z niecierpliwością oczekiwać rozjaśnienia tych nowych „rewelacji”, gdy się nie ma nic innego do roboty. Dla mnie sprawa jest jasna jak słońce: ks. Jerzy Popiełuszko został zamordowany przez komunistów za jego żywą, prostą wiarę, za jego dynamiczne i pełne miłości chrześcijaństwo. On dla Jezusa robił to, co robił. Po prostu kochał. Jest męczennikiem i trzeba się modlić o beatyfikację tego wielkiego kapłana – Polaka.

2008-10-28

OBŁOK UZNANIA I SYMPATII.

Dookoła naszego Radia od początku wytworzył się bardzo dynamiczny obłok uznania i sympatii ludzi świeckich. Pomagali nam zawodowcy z Polskiego Radia i Telewizji Wrocław. Ogromną, dobrą wolę wykazywali ludzie z firm specjalistycznych, dzięki nim antena nadawcza z dachu nad „Czwórką” przeniesiona została na wieżę kościoła Marii Panny na Piasku, a następnie na wieżę św. Elżbiety obok Rynku. Stamtąd sygnał radiowy miał być emitowany na cały Dolny Śląsk poprzez nadajnik umieszczony na wieży kościoła na szczycie Ślęży. Poczynione były już pierwsze starania, plany i wyliczenia. Zapowiadało się pięknie. Nie poradzę sobie w tej chwili z pamięcią o wszystkich wrocławianach, którzy dzwonili i przychodzili do studia ze słowami pociechy i ze swoimi taśmami muzycznymi. To było wzruszające. Oczywiście, nie wszystko szło jak po maśle. Byli wokół nas i tacy, którzy nie wierzyli w powodzenie tych wysiłków, traktowali nas z przymrużeniem oka, nazywali nas „radyjkiem”. A i wśród nas nie pracowali sami aniołowie. Wszystkich ludzi pierwszego 5-ciolecia radiowego noszę w swym sercu i Bogu z wdzięcznością powierzam. Ich i ich rodziny.

2008-10-27

RADIOWA RODZINA.

To już poniedziałek, a ja wciąż maltretuję swoją pamięć, sięgając do początków radia RODZINA. Brakło mi bowiem na sobotniej rocznicy pierwszych pięciu lat tworzenia się i rozwijania tej pierwszej katolickiej rozgłośni w naszym mieście. Brakło mi tych wspaniałych ludzi, którzy ongiś – nie przyszli do sekretariatu i nie zażądali pensji dwa tysiące miesięcznie – oni stworzyli ten sekretariat. Oni własnymi rękoma, odgrzybiając ściany i zrywając zbutwiałe podłogi, przygotowali pierwsze studio nadawcze, a następnie studio nagrań zdolne do tworzenia i do emisji programów. Oni przygotowali pomieszczenia dla nowego, obecnego studia nadawczego. Brakło mi tych setek wolontariuszy, od pań w sekretariacie poczynając aż do spikerów i „hebelkowych”, brakło mi bardzo mądrych i twórczych redaktorów. Wszyscy oni żyli atmosferą katolickiego radia i budowali wyjątkowo piękne więzi osobowe.

2008-10-26

ŚWIĘTOWANIE.

Wczoraj Katolickie Radio RODZINA we Wrocławiu świętowało hucznie 15-lecie swego istnienia. Obserwowałem na antenie po zakończeniu swych sobotnich obowiązków w kościele. Uchwyciłem nawet fragment kazania i tak wytrwałem do końca Mszy, gdzie było dużo gratulacji i samozadowolenia. Żeby odreagować te wrażenia słuchowe, sięgnąłem po piękny album odnowionej Sykstyny na Watykanie. Oczarowanie! A przy okazji odświeżyłem w pamięci „Udrękę i ekstazę” Irvinga Stone’a. Renesans, co za czasy! Długo błąkałem się po uliczkach Rzymu i Florencji, zatrzymywałem się w pracowniach malarzy i rzeźbiarzy, wstępowałem na rusztowania watykańskie. Owocem długiej wędrówki była krótka refleksja. Nieprawdą jest, że wspaniała sztuka sakralna zawsze jest świadectwem wysokiej moralności tworzącego ją artysty. Prawdą natomiast jest, że z tej nieprawdy korzystają często moralnie kiepscy ludzie, ukrywający brak sumienia za swymi wytworami.

 

 

2008-10-25

AMBASADA INDII.

Podaję adres i treść petycji do ambasadora Indii w Warszawie w sprawie prześladowań obywateli chrześcijańskich w stanie Orisa i Karnataka. Proszę czytelników o wysłanie tego mejla z własnym podpisem na adres: consular@indem.pl

 

Szanowny Pan C. M. Bhandari

Ambasador Republiki Indii w Polsce

ul. Rejtana 15/2-7

02 – 516 Warszawa

 

Szanowny Panie Ambasadorze!
Chciałbym wyrazić swoje wielkie zaniepokojenie sytuacją chrześcijan w Indiach w stanie Orisa i Karnataka. Z informacji przekazanych przez światowe media wynika, że od grudnia 2007 r. w rejonie tym odnotowano setki zamordowanych i 20 tys. uchodźców chroniących się w dżungli. Kapłani różnych chrześcijańskich wyznań są paleni żywcem. Siostry zakonne są grupowo gwałcone. Chrześcijanie są torturowani, dochodzi do publicznego obnażania. Kościoły płoną, a chrześcijanie ratują się ucieczką w lasy. Akcje są profesjonalnie przygotowane, aby przynieść jak najwięcej ofiar.
W związku z tym zwracam się do Pana Ambasadora z zapytaniem, dlaczego władze Republiki Indii nie interweniują w tych strasznych wydarzeniach? Czy opisane sytuacje są zgodne z Konstytucją Republiki Indii? Mając powyższe na uwadze, pragnę wyrazić swoje największe oburzenie, że w kraju mającym tak piękną kulturę, kraju Mahatmy Gandhiego, ojca demokracji indyjskiej Jawaharlal Nehru dochodzi do takich wydarzeń i nikt z władz Indii nie interweniuje i nie otacza ochroną swoich obywateli.

 

2008-10-24

KULTURA I TOLERANCJA.

Na zaproszenie Stowarzyszenia Twórców i Animatorów Kultury pojechałem dziś do Mieroszowa na inaugurację 12. Turnieju Słowa Literatury Patriotycznej i Religijnej. Miałem wystąpić w dwugłosie z panią profesor z uniwersytetu na temat tolerancji. A po nas miała być część artystyczna na scenie domu kultury, w zaniedbanej sali byłego kina. Kiedyś stary filozof, rektor KUL-u, dominikanin mawiał: jeżeli chcesz poznać kulturę domowników, zajrzyj do ich wychodka. Otwarłem drzwi, nad którymi wisiała kartka z napisem „toaleta”, i o mało nie zwymiotowałem. Przechodzący za mną gimnazjalista, widząc moje trudności, wykrzyknął tryumfalnie: „kiła i mogiła”! Okropność!!! Gimnazjaliści wypełnili do połowy salę, bliżej na fotelach rozsiadła się podstawówka. Oto widownia, o zgrozo, do której miałem mówić – poważnie! – o tolerancji. Trafiła się jednak miła niespodzianka powykładowa. Pięknie zakoncertowała trójka licealistów z Góry na Dolnym Śląsku. Właśnie oni wygrali 11. Turniej w ubiegłym roku. A na zakończenie rarytas! Chór 13 wdów mieroszowskich w żółtych szalach zaśpiewał trzy prawie ludowe piosenki. Później było bardzo miło przy kawie i ciastkach, pogadaliśmy nieco… Przy powrocie zauważyłem, że Mieroszów jest ładnie położony między wzgórzami.

2008-10-23

CIEMNOŚCI.

To co się dzieje w Indiach, w Wietnamie, w Iranie, w Korei… Jak ludzie cierpią! Przeraża mnie. Przeraża nie tylko dlatego, że dzieje się tak straszna niesprawiedliwość w XXI wieku i że nie widać żadnego skutecznego sposobu przeciwdziałania. Dotychczasowe dyplomatyczne działania polityków europejskich i interwencje przedstawicieli Kościoła nie umniejszyły cierpień prześladowanych chrześcijan. Przeraża mnie cisza, jaka otacza sprawę ataków Złego na wyznawców Chrystusa. W mediach polskich gada się o różnych śmiesznostkach prawa w krajach islamskich, a nie przedstawia się bolesnych i tragicznych losów chrześcijan wygnanych, torturowanych i mordowanych. Nie mówi się o dziesiątkach spalonych kościołów i setkach domów, milczy się o gwałceniu zakonnic zabijaniu dzieci przez własnych ojców, dlatego że przyjęły chrzest. Szatan lubi działać w ciemnościach. Zło zabiega o ciemność!

2008-10-22

ISTOTNA POMOC.

I znowu pogrzeb. Tym razem 92-letniej staruszki. Na Mszę św. przyszła liczna rodzina z wnukami i prawnukami. Rodzina ludzi prostych, ciężko, fizycznie zarabiających na chleb. Resztę miejsc w kościele zajęli sąsiedzi, nasi parafianie. I choć zabrakło organisty, śpiew wspólny, modlitewny wzbijał się dynamicznie ku Niebu. Radośnie śpiewaliśmy pieśń zmartwychwstania, dziękując Jezusowi za pełne i bogate życie wiary zmarłej prababci. Oddając hołd Bożej opatrzności, wyrażaliśmy wdzięczność za wszelkie dobro otrzymane od zmarłej i od Jezusa przez zmarłą obdarzającego dobrocią i miłością.

W stosunku do wczorajszej uroczystości pogrzebowej ludzi było mniej, ale modlitwy o wiele więcej. Dużo większa dynamika wiary i wyraźna obecność nadziei.

2008-10-21

WIEŃCE I KWIATY.

Pogrzeb młodej, nawet nie 50-letniej kobiety. Była prawnikiem i zgromadziła przy swej urnie (w metalu pięknie, artystycznie odlanej) sporą część prawników wrocławskich. Wielu z nich przyjaźni się z jej mężem, także prawnikiem. Na Mszy św. w intencji zmarłej nie było ich wielu. Na cmentarzu dopisali. (Obawiam się, że dziś o tej porze trudno było cokolwiek załatwić w sądzie). Wieńców i kwiatów zatrzęsienie. Oczywiście powaga na twarzy tak wielka, że zupełnie sparaliżowała usta podczas wspólnej modlitwy. Ciężko się sprawuje posługę modlitewną wśród wielkiego milczącego tłumu katolików. I ja ze smutkiem myślę, ile pomocy duchowej zabrakło tej duszy w zaświatach osamotnionej wśród rzeszy przyjaciół.

2008-10-20

JAN XXIII.

Dotarła do mnie wieść, że niedługo w Rzymie odbędzie się światowa premiera filmu „Jan XXIII: myśli i pamięć”. Ucieszyła mnie ta wiadomość. Patriarcha Wenecji Angelo Roncalli był wybrany na papieża 50 lat temu, w roku mej matury i wstąpienia do seminarium duchownego. I chociaż jego pontyfikat trwał o rok krócej niż moje studia przed kapłaństwem, to jednak był to czas naznaczony wyraźnie odwagą i świętością tego „proboszcza świata, dobrego papieża Jana”. Cały nasz rocznik w roku święceń postanowił ozdobić tabletu fotografią ojca świętego, który zwołał Sobór Watykański II i umieścić wyznanie: „Wychował nas Jan XXIII”. Czy byliśmy mu wierni?… Ale kochaliśmy go. W okresie pracy na Ostrowie Tumskim często przechodziłem obok pomnika Jana XXIII z podpisem „Pacem in Terris” – z tytułu jego pierwszej encykliki. Patrzyłem z radością na ten obelisk z grubymi rysami postaci papieża Roncallego, choć oficjalnie przez władzę duchowną pomnik nie był dobrze widziany, bo powstał w wyniku manipulacji władzy ludowej wobec księży „patriotów”. Pomnik, choć skarykaturyzowany, przywołuje tę wspaniałą, pełną witalności i dowcipu postać szczęśliwego, świętego człowieka. Przypomina mi radosne lata seminaryjne. Ucieszyłem się głęboko kiedyś na wieść o wyniesieniu Jana XXIII do chwały ołtarzy. Chciałbym obejrzeć ten film.

2008-10-19

ROCZNICA MĘCZEŃSTWA.

Po południu byłem u św. Marcina na Ostrowie Tumskim. Ech, łza się w oku kręci. To już 10 lat, jak opuściłem artystów dla proboszczowania u Matki Bożej Częstochowskiej. Dziś nowy duszpasterz twórców przygotował z nimi piękne spotkanie z księdzem Jerzym Popiełuszką w poezji i pieśniach. Poezja brzmiała dramatycznie, a scenografia doskonale to podkreślała. Pieśni – w sopranie i w tenorze – wzywały Jezusa i wołały do Jego Matki wzruszająco. Można było się modlić i dziękować Bogu za to, że ludzką tragedię chciał przemienić w chwałę człowieka w nadziei zmartwychwstania. Gdy zgasły 24 świeczki przy portrecie Męczennika, na ołtarzu pozostały trzy świece Eucharystii. One dawały światło. Nie pozwoliły ciemnościom zagarnąć nas w śmierć.

2008-10-18

SOBOTA.

Ufff! Co za sobota! Wikariusz z młodzieżą na pielgrzymce do grobu św. Jadwigi w Trzebnicy. Cały dzień wędrowania. Wróci pewnie cały obolały, jeśli nie okulawiony… Ja się uwijałem cały dzień w parafii. Trzy Msze św. z krótkimi kazaniami. Jeden ślub, i to Polki z Niemcem. Przygotowałem teksty dwujęzyczne. Wieczorem nabożeństwo różańcowe. W międzyczasie zbieranie materiałów i redagowanie ogłoszeń parafialnych. Muszą być wyczerpujące, krótko i zgrabnie podane. Po Mszy wieczornej przyszli rodzice ze skargą na katechetę. Ależ tupet! Krzyczeli: wyrzucić go i koniec. Wyrzucić, bo inaczej wypiszemy nasze dzieci z religii w IV klasie. Na szczęście o homilii zdążyłem już pomyśleć. Muszę jutro pogodzić temat o „cesarskim i boskim” z tematyką Światowego Dnia Misji. Może zdążę znaleźć w internecie Benedykta XVI Orędzie na ten dzień. Ufff, powieki same opadają.

2008-10-17

W RATUSZU.

Wczoraj o 15-tej rozpoczęła się w Ratuszu uroczystość jubileuszowa 85-letniego ks. kardynała Henryka Gulbinowicza. Pan Prezydent Rafał Dutkiewicz przywitał pięknie Jubilata i wszystkich wybranych, zgromadzonych gości. Spotkałem tam niemało dobrych znajomych z dawnych lat. Wielu z nich już w słusznym wieku i na ważnych stanowiskach. W stylowym wnętrzu Starego Ratusza, już po części artystycznej, wokół długiego stołu, wszyscy byli rozradowani. Wielu odnalazło siebie nawzajem po parunastu i więcej latach. Pytaniom, śmiechom i uściskom nie było końca. Przypomniały się stare, dobre, choć trudne lata. Warto było na tę chwilę wyrwać się zza rzeki i spod lasu do miasta! Ksiądz Kardynał, który zachwycił gości świetnym przemówieniem, przechodził na koniec w towarzystwie pana Prezydenta przez salę, zatrzymując się przy poszczególnych grupkach profesorów, dyrektorów i prezesów częstujących się suto jadłem i napojem. Przy wyjściu każdy pisał na wcześniej otrzymanych serduszkach swe życzenia i słowa uszanowania dla Jubilata, za to otrzymywał artystyczny prezent. Było naprawdę radośnie, choć spotkałem też jedną zszarzałą twarz o niewidzącym spojrzeniu.

2008-10-16

KONSTERNACJA.

Wszyscy dziś wspominają słodko i radośnie chwilę sprzed 30-tu lat, gdy świat dowiedział się, że nowym papieżem został wybrany nasz rodak Karol Wojtyła. Ale nie wszystkim Polakom wtedy było tak słodko.

W Warszawie w gmachu KC Stanisław Kania powiadamiając telefonicznie o tym Edwarda Gierka, usłyszał jedynie: „O, rany boskie!”. Najwyższy ubek od spraw wyznań, Kazimierz Kąkol, tak opisał atmosferę wśród towarzyszy w Komitecie Centralnym PZPR: „Absolutnie zdegustowani naradzają się towarzysze: Kania, Kowalczyk, Olszowski, Werblan, Łukasiewicz. Konsternacja widoczna. Olszowski wylewa na jasne spodnie filiżankę czarnej kawy. Westchnienia. Ciężkie. Czyrek ładuje się z tezą – wypracowaną przez nas z SDP do KC – „zastanówmy się… ostatecznie lepszy Wojtyła jako Papież tam, niż jako Prymas tu”. Teza jest chwytliwa. Trafia do przekonania. Ulga”.

W Krakowie natomiast na zebraniu partyjnym Związku Literatów Polskich „Na salę dyskretnie wchodzi bufetowa. Pochyla się nad Tadeuszem Hołujem i szepce. Hołuj zrywa się i ogłasza: „Koniec z nami. Radio podało, że Wojtyła został papieżem!”

2008-10-15

FIKOŁEK.

Paskudne rzeczy dzieją się między premierem a prezydentem. Samolotowa afera zadziwiła wszystkich zdrowo myślących w Polsce i za granicą. Delegacja rządowa nie może się zmieścić w wielkim samolocie do Brukseli razem z delegacją prezydencką! Widział to kto kiedy? W Parlamencie Europejskim rządowcy pogrywają prymitywnie, zabierając przepustki na obrady przeznaczone dla delegatów prezydenckich. Pan Tusk widocznie ciągle odreagowuje dawną porażkę polityczną. Władza (wreszcie zdobyta) uderzyła do głowy. Wydaje się, że nieokiełznana ambicja szefa rządu fiknęła dziś kozła na oczach całej Polski. To nie wyjdzie Polakom na zdrowie.

2008-10-14

INTRYGA.

Znów odezwał się naczelny wychowawca biskupów, pan Tomasz Terlikowski. Przeczytał w wywiadzie ks. abpa Henryka Muszyńskiego dla KAI, że w teczce ubeckiej nazwisko abpa figuruje wśród tajnych współpracowników. Abp Muszyński wyznaje: „było to dla mnie ogromne i bolesne zaskoczenie” i dodaje: „Nigdy, w żadnej formie – ani ustnej, ani pisemnej – nie wyraziłem zgody na jakąkolwiek formę współpracy z SB. Nigdy też nie zgodziłem się na żadne spotkanie dobrowolnie czy z własnej inicjatywy, wszystkie one miały charakter konieczny lub nawet wymuszony”. Takie wyznanie nie robi wrażenia na panu Terlikowskim, raczej ufa własnemu nosowi i snuje domysły na temat: dlaczego ks. arcybiskup teraz o tym mówi? Redaktor mógłby po prostu zapytać metropolitę, ale po co? Duchowny może popsuć szyki swą „niepoprawną” odpowiedzią. Redaktor woli własnego autorstwa intrygę i podejrzewa, że „wywiad jest związany z możliwością wyniesienia hierarchy do godności prymasa. Arcybiskup „ucieka do przodu” i wytrąca broń z ręki tym, którzy chcieliby wyciągnąć fakt rejestracji przed samą (jeszcze nieprzesądzoną) nominacją”. Oczywiście, naczelny wychowawca biskupów wolałby przygwoździć metropolitę gnieźnieńskiego tuż przed nominacją na prymasa. Krzyknąłby wtedy na całą Polskę, że jego katolickie sumienie nie może zgodzić się na takiego (jakiego?) prymasa. Niestety, stracił pan redaktor gratkę. Ale myślę, że i za ten komentarz do wywiadu abpa otrzymał niezłą dolę.

2008-10-13

NA SZACHOWNICY.

Od dawna towarzyszę „Solidarności” politechnicznej w posługiwaniu kapłańskim w niezwykłych czasach i najzwyczajniejszych sytuacjach, aliści Komitet Zakładowy zapragnął „formalnego” kapelana. Jaki tego skutek? Od samego Metropolity Wrocławskiego sfrunęła na me biurko nominacja na asystenta kościelnego „Solidarności” Politechniki Wrocławskiej. „Kapelan” mi niestraszny, ale co się czai pod przykrywką „asystenta kościelnego”? No cóż, nominacja jest nominacją! Pionek został postawiony na szachownicy czarno-biało-czerwonej. I jak tu się nie cieszyć…?

 

2008-10-12

ŻYWA PAMIĘĆ.

Już ósmy „Dzień Papieski” zaowocował nie tylko 9-cioma milionami złotych podczas zbiórki do puszek na stypendia dla zdolnej, a ubogiej młodzieży. Były koncerty i spotkania modlitewne, emisje filmowe i sympozja. Było także poświęcenie pomników papieskich. Na Wawelu postawiono na balach dębowych dziewiątą krakowską figurę papieża Polaka, ponoć bez żadnych pozwoleń urzędników miejskich. Jednak najciekawszą pamiątką wydaje się być projekt Centrum Jana Pawła II „Nie lękajcie się” w miejscu, gdzie młody Wojtyła pracował podczas wojny. Centrum z pewnością da okazję i stworzy narzędzia do poznawania nauczania papieskiego. Może wtedy skończy się uporczywe i krzywdzące narzekanie pewnych środowisk na katolików polskich, że Ojca św. czczą, ale jego nauki nie wdrażają w swoje życie. Krzywda tej 30-toletniej uporczywości medialnej polega na tym, że ogląda się tłumy, a nie dostrzega się cudów łaski we wnętrzu indywidualnego człowieka. Wielu młodych ludzi swe nawrócenie ku Chrystusowi zawdzięcza duchowemu spotkaniu (w przeróżny sposób) z Janem Pawłem II.

2008-10-11

W POCIĄGU.

Na dworcu w Kielcach do przedziału wsiadła starsza pani o śniadej karnacji i z pięknymi siwymi lokami okalającymi jej twarz. Oczy miała czarne jak dwa węgielki. Siadając naprzeciw, zainteresowała się moim brewiarzem. – Pan czyta psalmy? – Tak, jestem księdzem. – Ja też czytam, ale po hebrajsku. Niedawno wróciłam ze Stanów. Dla mnie w Polsce biły Boże źródła od urodzenia. Tu chcę umrzeć. Tutaj doznałam największej miłości. Tu uratowano moje życie.

Pociąg pędził, czas uciekał, a rozmowa miejscami zmieniała się w barwne monologi i było w niej dużo wdzięczności dla wielu katolików, sąsiadów z czasów dzieciństwa. Na koniec piękna, szlachetna pani dorzuciła wdzięczność dla pewnego hierarchy rzymskiego, który ułatwił jej wyjazd do Ameryki. Wtedy zapytałem o Piusa XII, czy go znała. Odpowiedź była zdecydowana: bez niego „monsignor” nie odnalazłby mnie w Rzymie. Nie wytrzymałem i opowiedziałem o sprzeciwie rabina z Hajfy wobec beatyfikacji Piusa XII. Odpowiedź mnie zaskoczyła. Nie znam tego rabina – powiedziała pani – ale wiem, że w Ameryce Żydzi nie dążą do pojednania z kimkolwiek innym. Stare żydowskie rodziny w Nowym Jorku przed oczami mają tylko bogactwo. Mówią, że Adonai im błogosławi, skoro fortuna rośnie. O biedocie na wschodzie Europy nie rozmawiają. Zawsze się ich wstydzili i milczeli.

Na stacji Koniecpol moja rozmówczyni obdarzyła mnie ciepłym uśmiechem na pożegnanie. Jej oczy błyszczały. Nie zapomnę tego wejrzenia. – Niech pan przeczyta psalm 73 – powiedziała cicho, odbierając ode mnie na peronie swoją torbę podróżną.

2008-10-10

WRESZCIE.

Dzisiaj Sejm przyjął ustawę przygotowana przez Prezydenta Rzeczypospolitej o finansowaniu KUL-u z budżetu państwa. W ten sposób katolicka uczelnia została zrównana z innymi uczelniami publicznymi. Odtąd rektor, po zapłaceniu wynagrodzeń pracownikom KUL-u, nie będzie już suszył sobie głowy, skąd wziąć pieniądze na inwestycje uniwersytetu. Piętnastu posłów wstrzymało się od głosowania za ustawą, a pięciu opowiedziało się przeciw ustawie. Wynik głosowania bardzo dobry, widocznie ś.p. ks. Radziszewski, założyciel KUL-u w 1918 roku, z zaświatów przemówił wielu posłom do rozumu.

2008-10-09

RABIN HERZOG.

Po wypowiedzi rabina z Hajfy w prasie włoskiej natychmiast zawrzało. Watykanista Andreas Tornielli przypomniał słowa wielkiego rabina Jerozolimy Izaaka Herzoga z 1944 roku: „Naród izraelski nigdy nie zapomni tego, co Jego Świątobliwość i Jego wybitni delegaci, inspirowani odwiecznymi zasadami religii, stojącymi u podstaw autentycznej cywilizacji czynią dla naszych nieszczęsnych braci i sióstr w najtragiczniejszej godzinie naszych dziejów”. A po śmierci papieża Pacellego w roku 1958 ten sam rabin Herzog oświadczył: „Śmierć Piusa XII jest poważną stratą dla całego wolnego świata. Nie tylko katolicy opłakują jego śmierć”.[za IDK z dnia 7.10.2008]. Po 60-ciu latach od holokaustu niektóre środowiska nie chcą dopuścić, by wystygł tak poręczny politycznie mit antysemityzmu.

2008-10-08

ŻYD NA SYNODZIE.

Rabin Hajfy Kohen zachował się schizofrenicznie na Synodzie Biskupów w Rzymie. Na sali obrad powiedział: „Moja obecność na Synodzie Biskupów jest sygnałem nadziei, przesłaniem miłości, koegzystencji i pokoju dla naszego i przyszłych pokoleń”, a w kuluarach do dziennikarzy z całego świata oświadczył, że jest przeciwny beatyfikacji papieża Piusa XII: „Uważamy, że nie powinien być beatyfikowany czy stawiany za wzór, ponieważ nie zabrał głosu, chociaż starał się nam w ukryciu pomagać. Pozostaje jednak faktem, że nie mówił, może bał się, a może miał inne powody, my jednak nie możemy o tym zapomnieć”.

To był policzek wymierzony obecnemu ojcu św., który niedawno odsłonił w archiwach watykańskich wielkie dzieło pomocy i obrony prześladowanych Żydów, jakiego dokonał Pius XII.

2008-10-07

SIOSTRA ŚMIERĆ.

Zmarł dziś pierwszy ordynariusz sosnowiecki, 75-letni ks. bp Adam Śmigielski, salezjanin. Wieczny odpoczynek racz mu dać, Panie. Pamiętam jego spokojną, lekko zawstydzoną twarz, gdy w 1992 nasz kardynał w auli seminaryjnej wywołał go z tłumu duszpasterzy młodzieżowych i przedstawił jako nowego biskupa nowej diecezji w Sosnowcu. Otrzymał od Ojca św. Jana Pawła II niełatwe zadanie: stworzyć na Śląsku nowe struktury diecezjalne: kurię, seminarium duchowne, sąd duchowny, Caritas… Podołał temu i służył ludziom przez 16 lat. Zmogła go choroba nowotworowa, nie przestraszył się wyroku śmierci, jaki niosła ze sobą. Poddawał się w spokoju ubytkowi czasu i zmniejszaniu się sukcesywnie szans na wyzdrowienie. Zżył się ze śmiercią jak z siostrą, która miała go przeprowadzić przez bramę wieczności. Wyobrażam sobie jego radosne spotkanie z księdzem Bosko.

2008-10-06

ZABOBON.

Krzyż, Obraz i pusta rama to znaki, które przerażały komuchów. Dlaczego się bali, przecież sami aż w nadmiarze używali znaków i symboli? Tak, ale dobrze wiedzieli, że za ich znakami nic nie stoi, są puste, wymyślone na potrzeby chwili politycznie usprawiedliwianej. Mam podejrzenie, a buduję je na wielu spotkaniach i rozmowach z koniunkturalistami niewierzącymi, że w duszach polskich komunistów – ochrzczonych i katechizowanych w młodości – miejsce wiary zajął zabobon. Zabobon jest potężnym źródłem lęku wobec metafizycznego świata. O tym właśnie mówi (emitowany dziś wieczorem w TVP) film Pawła Woldana p.t.: „Złodziej w sutannie”. Film opowiada historię z lat 70-tych o uwolnieniu przez młodego księdza Józefa Wójcika kopii obrazu Matki Bożej Częstochowskiej wędrującej po parafiach polskich, a przez ubecję na rozkaz Gierka „zaaresztowanej” w bocznej kaplicy Bazyliki Jasnogórskiej. Film jest potrzebny młodemu pokoleniu, a może przede wszystkim  młodzieżówce dzisiejszej lewicy, by zobaczono do jakich absurdów dochodziła komuna w PRL-u.

2008-10-05

SYNOD.

W Bazylice św. Pawła za Murami w Rzymie dziś rozpoczął swe obrady 12. Zwyczajny Synod Biskupów. Uczestniczy w nim 253 ojców synodalnych: 51 z Afryki, 62 z Ameryki, 41 z Azji, 90 z Europy i 9 z Oceanii, a także zaproszeni przez papieża delegaci innych wyznań chrześcijańskich na czele z patriarchą Konstantynopola Bartłomiejem I, oraz – po raz pierwszy przedstawicielem judaizmu – głównym rabinem Hajfy Szear-Jaszuw Kohenem.
Delegatami episkopatu Polski są: metropolita poznański arcybiskup Stanisław Gądecki, arcybiskup Marian Gołębiewski z Wrocławia, biskup Zbigniew Kiernikowski z Siedlec oraz zaproszony osobiście przez Benedykta XVI metropolita krakowski, kardynał Stanisław Dziwisz. Kardynałowie i biskupi będą obradować przez trzy tygodnie na temat: „Słowo Boże w życiu i misji Kościoła”.

2008-10-04

OBROŃCA WARTOŚCI.

Ciekawy jestem, kto pisze oskarżonemu Jaruzelskiemu teksty obronne odczytywane przez generała w sądzie warszawskim? Sięgają do historii Polski, przywołując piękne karty bohaterskich powstańców i obrońców ojczyzny – wszystko to jako tło dla rzekomo odważnej i koniecznej decyzji z 12 grudnia 1981 roku o urządzeniu ciężkiej i długotrwałej jatki własnemu narodowi. Teksty te kreują generała Jaruzelskiego na ratownika Polski, tylko nie mówią, że sądzony teraz generał miał na myśli Polskę socjalistyczną, a więc nie polską, lecz moskiewską, zsowieconą, tak zwaną „ludową”. Te teksty chcą postawić Jaruzelskiego – wielkiego obrońcę „wartości socjalistycznych”- na początku drogi Polaków do wolności i suwerenności. Kompletny brak wstydu i czysta bezczelność! Ciekawe, czyja to szkoła pisania?

2008-10-03

POLOWANIE NA LWA.

Miał Kraków dawniej swego smoka, ma teraz lwa, albo zupełnie małego lewka. Niektórzy wabią go „Nobel, Nobel”, a inni dali mu imię „Lew Polski”. Tak czy inaczej, duży czy mały, ale z pewnością zwierz polski to jest, bo na zorganizowanie dziś łowów na niego wydano już 50 tysięcy złotych polskich. To niemało, a jak łowy potrwają dłużej, to Lew Polski wyciągnie jeszcze więcej złotówek z kieszeni podatników polskich.

2008-10-02

WARTOŚCI.

Dziś w 44-tym skapitulowało Powstanie Warszawskie. Aby przypomnieć bohaterstwo i zwyczajność tamtych młodych ludzi, reżyser Marcin Piwowarczuk nakręcił film o miłości i ślubach kościelnych w zburzonej i walczącej Warszawie pod tytułem „Żółta bluzka ze spadochronu”. Tytuł zaczerpnięty z wypowiedzi panny młodej, która innego stroju ślubnego nie miała, a materiał zdobył jej narzeczony. Jaki był sens ślubowania małżeńskiego w perspektywie nieznanego jutra? Sens wyrastał z wiary w Boga, miłości mocniejszej niż śmierć i wierności, która trwa, jak wynika ze świadectwa żyjących par, do dziś. Ślub był wyrazem poczucia wolności i stanowił pieczęć położoną osobiście na tych wielkich wartościach. TVP Historia wyemitowała ten film właśnie dzisiaj. Będzie powtarzany. Warto zobaczyć, że nie zawsze ślubowanie miłości wzajemnej przed Bogiem trwa tylko kilka czy kilkanaście miesięcy.

2008-10-01

KOŻUCH.

Na Politechnice Wrocławskiej w auli pełna gala inauguracyjna. Kogo tam nie było! Czytanie nazwisk osób powitanych zajęło kilkanaście minut. Wszyscy byli posegregowani i zaszeregowani odpowiednio, no i oczywiście dokładnie zachowana hierarchia władzy… Na końcu tej nudy i udawanych braw (inaczej popuchłyby dłonie!) zdarzył się piękny kwiatek do kożucha. Byłem zaskoczony i prawdziwie wzruszony, gdy pan rektor na końcu powitał swoją żonę. I podobnie poczułem ciepło pod sercem, gdy odchodzący pan rektor również podziękował  swojej żonie i przeprosił za niską frekwencję swej obecności w domu rodzinnym, zszedł z podestu na salę i ofiarował bukiet czerwonych róż. Proszę o częstsze podobne kwiatki do naukowego kożucha.

2008-09-30

BUMERANG.

Na szczytach władzy ważą się losy peerelowskich, w tym esbeckich, generalskich emerytur. A na dole wrzenie jak w tyglu. Jedni przyklaskują projektowi odebrania, bo to będzie akt dziejowej sprawiedliwości, inni wątpią, wskazując na tysiące stanowisk i funkcji, gdzie ludzie wysługiwali się reżymowi i dzięki którym esbecja mogła pokryć swą siecią donosicieli cały kraj. W jaki sposób teraz dopełnić sprawiedliwości? Jedni mówią: dziś za późno, trzeba było na początku przemiany ustrojowej tych ludzi odsunąć od stołków i żłobów, a drudzy pytają: skąd wtedy było wziąć ludzi czystych na ich miejsce? I tak to po ćwierćwieczu wraca, jak bumerang, piękna teoretycznie – ale czy naprawdę chrześcijańska w zastosowaniu? – idea „grubej kreski” pierwszego po komunie demokratycznie wybranego premiera. Chrześcijańska interpretacja „grubej kreski” brzmi całkiem prosto: przebaczamy i współpracujemy dla dobra wolnej ojczyzny, ale po wyznaniu winy i pokucie, a przynajmniej po przeproszeniu przez ciemiężycieli. Potwierdził to abp Nycz w swym niedawnym liście pasterskim na temat nawrócenia św. Pawła.

2008-09-29

DO PRZODU.

Ćwierćwiekowy nobel 65-letniego Lecha Wałęsy, lidera zwycięskiej „Solidarności”, przyciągnął wielu gości do Zamku Królewskiego w Warszawie. Pan Jubilat był dziś w zupełnie innej kondycji psychicznej niż przed tygodniami, gdy mu stawiano przed oczy dokumenty o współpracy z ubecją. Nie oganiał się i nie wyzywał. Można było zauważyć, że w przemowach częściej obok „ja, moje, mnie” dodawał także „nasze”. Edukacyjnie to ważny krok do przodu w drodze byłego prezydenta. Na uroczystości Episkopat Polski reprezentowało trzech (dyżurnych) dostojników w fioletach, brakło purpuratów.

2008-09-28

BEATYFIKACJA.

Dzisiaj w Białymstoku sub divo, przed Sanktuarium Miłosierdzia Bożego, podczas uroczystej Mszy św. pod przewodnictwem legata papieskiego abpa Angelo Amato, wyniesiony został do chwały ołtarzy ks. Michał Sopoćko. To już druga osoba, po s. Faustynie, zaangażowana w głoszenie Orędzia o Bożym Miłosierdziu w XX wieku, której Kościół przyznał prawo do kultu liturgicznego. W latach trzydziestych niecierpliwemu i gorącemu sercu zakonnicy przychodziła z pomocą teologiczna refleksja i rozwaga księdza profesora. Gdy s. Faustyna chciała w sprawie Święta Bożego Miłosierdzia udać się do Papieża, on pisał do niej: „Święto Miłosierdzia Bożego, którego się domaga Pan Jezus przez Siostrę, będzie ustanowione bez udania się Siostry do Ojca Świętego, zresztą osobiste udanie się Siostry do Rzymu sprawy nie posunęłoby naprzód, a mogłoby zaszkodzić” – pisał ks. Sopoćko 10 lipca 1936 r. W swej roztropności kapłańskiej radził słusznie: „Trzeba naprzód przygotować grunt, uświadomić ogół o potrzebie tego święta, spowodować zbiorową prośbę całego narodu naszego, a przede wszystkim naszych najczcigodniejszych kardynałów, arcybiskupów i biskupów, a wówczas ustanowienie owego święta będzie tylko kwestią czasu”. To proroctwo spełniło się co do joty za przyczyną metropolity krakowskiego, ks. Karola Wojtyły, później papieża Jana Pawła II. On pokonał opór urzędników watykańskich i on ogłosił drugą niedzielę Wielkanocy świętem Bożego Miłosierdzia. On wyniósł do chwały świętych s. Faustynę i konsekrował światowe sanktuarium Bożego Miłosierdzia w krakowskich Łagiewnikach. Jego proces beatyfikacyjny zakończy się najprawdopodobniej w przyszłym roku.

2008-09-27

NOWA BRYKA.

Nasz prezydent miasta rączo dziś ruszył pod górkę ku stolicy. Powozi piękną bryką o dźwięcznej nazwie „Polska XXI”. Czy zasiądzie na tronie prezydenta kraju? – Zobaczymy. Życzę mu dobrze, próbuję zrozumieć ambicje polityczne, ale czy będzie mu tam tak dobrze, jak we Wrocławiu dotychczas? Jego poprzednik poszedł w kamaszach na ministra kultury, ale jakże mu zbiedniała buzia, a jeszcze nie wiadomo, jaki będzie finał awantury wokół mediów publicznych. Ta zadyma może go wyzuć z kamaszy. Warszawa raczej jest przewidywalna, gdy chodzi o nieudanych z tej czy z owej strony.

2008-09-26

OJCIEC WIKTOR.

We wrocławskim radiu „Rodzina” wspominano dziś wieczorem jezuitę z Alei Pracy, ś.p. o. Adama Wiktora, którego patriotyzm nierozerwalnie związał się z duszpasterstwem i jako jedność w pamięci wrocławian świeci czystym blaskiem. Za jego proboszczowania w okresie stanu wojennego kościół Matki Bożej Pocieszenia był autentycznym źródłem pociechy i nadziei dla wszystkich umęczonych wojną jaruzelską. Ojciec Adam był człowiekiem modlitwy i zakochany po uszy w Maryi, Matce Jezusa. Mówią o tym ci, którzy wyłapywali wzrokiem jego krótkie, pełne miłości spojrzenia na obraz w głównym ołtarzu. Gromadził przed obrazem na modlitwie wszystkie grupy społeczne, młodzież i starszych, robotników i intelektualistów, artystów i ludzi nauki. Uczył wiary, pocieszał w tarapatach, a gdy trzeba było, karmił i pomagał materialnie. Swoich parafian znał z autopsji. Jeździł rowerem ulicami swej dzielnicy, zatrzymywał się na krótka rozmowę, podwoził zakupy staruszkom pod dom, a dzieciaków raczył słodyczami z kieszeni. Był odważny, wobec ubeków zachowywał kamienną twarz jak ktoś, kto wie swoje i robi, co do niego należy. Przyjaciół obdarzał często słonecznym uśmiechem. Był świetnym managerem, nie robił wszystkiego za innych. Pokornie tłumaczył się, że czegoś nie potrafi i prosił, aby inni to zrobili. I robili, a on się uśmiechał. Był człowiekiem pomysłowym duszpastersko, ale zawsze uważnie przyjmował pomysły innych. Kochał swoich parafian i wierny był swemu jezuickiemu powołaniu. A jednak odchodził z tego świata (poza Wrocławiem) z nutką żalu w sercu. Kiedyś jego przełożeni, prowincjalni czy diecezjalni, spotkają go w Dolinie Jozafata. Czy przeproszą go?

2008-09-25

KOCHAM WROCŁAW.

Śpiewano dawniej piosenkę „Warszawa da się lubić…”. Dzisiaj już się nie da tak śpiewać. Zresztą, czy ktoś chce? Natomiast wędrując po moim mieście, choćby od Wyspy Tumskiej aż do Rynku, mogę nawet tańczyć, bo Wrocław pokochać można. Jest za co. Miasto pięknieje nam w oczach! Pamiętam gruzy długo, długo po wojnie straszące wypalonymi zgliszczami. Pamiętam „szaberplac” niedaleko Hali Targowej i czarne oczodoły martwych kamienic w sąsiedztwie urszulanek i uniwersytetu. Kościół św. Wincentego pusty i zasępiony nie miał sił, by nieść modły do nieba. A dzisiaj? Jakże tu pięknie! Nie mówię o odnowionym Rynku, bo cała Europa się nim zachwyca. Ale Wrocław to nie tylko szklana fontanna, nowe bruki i kolorowe twarze kamieniczek. Urzekający Wrocław to przede wszystkim wewnętrznie piękni ludzie! Przed wojną jaruzelską bezbożni z całego kraju dobrze się tu czuli i mówili, Wrocław to miasto, w które można się bezpiecznie wpasować. Sieć agenturalna politycznej milicji była tu szczególnie gęsta. Wyłapano i zamordowano wielu żołnierzy AK. A w stanie wojennym miasto tętniło życiem jednocześnie na dwóch poziomach: na powierzchni i w podziemiu. To prawda, że ubecy mieli pełne ręce roboty, a więzienia i areszty pękały w szwach. Ale to właśnie dlatego, że wrocławianie na powierzchni gromadzili się w kościołach na patriotycznych wykładach i modlitwie za Ojczyznę, a w podziemiu podcinali korzenie więdnącej komunie. Gdy przyszła prawdziwa Polska, zupełnie inny Wrocław pojawił się na ulicach w pielgrzymkach, drogach krzyżowych i procesjach. Śpiewające miasto rozkwitło wiarą! Kocham to miasto tak, jak tysiące moich sióstr i braci spod Krzyża Jezusowego, i nie żałuję strachu, ani bólu, ani nocy nieprzespanych, drżenia kolan w drodze na katedralną ambonę, ani aresztu, sądu i przesłuchań na Podwalu. Bóg niech to przyjmie w darze dla mojego miasta.

 

2008-09-24

APOKALIPSA.

W Berlinie organizacja „Pro Familie” bije na alarm: w klinikach niemieckich rocznie morduje się kilkaset dzieci w szóstym miesiącu ciąży. Wiele kobiet decyduje się na późną aborcję, gdy w wyniku badań prenatalnych okazuje się, że dziecku grozi upośledzenie. Na przykład, w przypadku diagnozy, że dziecko urodzi się z zespołem Downa, aborcję w szóstym i późniejszym miesiącu ciąży wybiera 90 % Niemek. I jest to zgodne z obowiązującym od 1995 roku prawem. Syte i wygodne społeczeństwo Boga się nie lęka! Odeprzeć Boga jak najdalej, a wtedy można wygodnie i beztrosko żyć!

Cóż powiedzieć? Poganiejąca Europa tłumnie pakuje się do piekła. To nie jest żart. Kobiecy syndrom poaborcyjny aż nadto dowodzi, że piekło zaczyna się na ziemi. Pan Bóg jest słowny: „Oto przyjdę niebawem, a moja zapłata jest ze Mną, by tak każdemu odpłacić, jaka jest jego praca” (Apokalipsa 22,12).

2008-09-23

AGRESYWNA PUSTYNIA.

W Indiach od miesięcy leje się krew chrześcijan, płoną kościoły, pustoszeją napadane przez niechrześcijan i ograbiane domy, ludzie wierzący w Chrystusa uciekają w przerażeniu i ukrywają się w lasach. Parlament Europejski, jak wielkie, nieruchawe cielsko dinozaura, dopiero zaczyna reagować na te prześladowania i jawne gwałcenie prawa wolności religijnej. Zredagowano wreszcie tekst rezolucji wzywającej władze Indii do natychmiastowego powstrzymania narastającej przemocy względem mieszkających tam chrześcijan. Niestety, wynik głosowania nad przyjęciem rezolucji nie jest pewny, gdyż partiom lewicowym takie zajęcie stanowiska wobec mordowania chrześcijan nie jest na rękę, krytykują projekt, odwlekają głosowanie. A jednocześnie ci sami eurodeputowani popierają projekty budowania ogromnych meczetów w miastach od wieków chrześcijańskich i bronią prawa do spacerów po Europie niedokładnie ubranych, wrzeszczących kobiet i mężczyzn z grup „kochających inaczej”.

Czy Jezus Chrystus, obecny w swych wyznawcach XXI wieku, oprze się dzisiejszym tak agresywnym kuszeniom szatana na pustyni świata?

2008-09-22

PŁATNOŚĆ.

Znowu głośno wśród profesorów z IPN-em w tle. (Trudno się dziwić, że wielu z nich staje ostro  przeciwko lustracji). TW „Lange” to wybitny astronom toruński, odkrywca planety poza naszą galaktyką, znany na wielu uniwersytetach człowiek nauki. Ten przypadek ujawnia cenę, jaką ambitni Polacy w PRL-u płacili za wydostanie się przez żelazną kurtynę do zachodnich środowisk naukowych. Niewychowywana ambicja jest siłą destrukcyjną. Sytuacja była tym trudniejsza, że oni wtedy nie czuli swej „płatności”, to właśnie im płacono w banknotach i w trudno zdobywanej naturze. Czy wolno im było płacić tę cenę? – Nie wolno! Ale to zależy zwykle od tego, czy człowiek w swym wnętrzu słyszy Głos, który o tym mówi.

 

 

2008-09-21

KOEGZYSTENCJA.

Żyjemy w jakiejś strasznie skołtunionej mgle medialno-informacyjnej. Dwie grupy społeczne, nierozerwalne w swoim wręcz bachicznym pragnieniu koegzystencji, politycy i dziennikarze, nakręcają się wzajemnie w jakimś nowoczesnym tańcu chocholim. Z tego polskiego wesela znika codziennie realny dookolny  świat. Czy nie ma na to lekarstwa? – Ależ jest! – mówi nie kochająca polityków dziennikarka Ewa Szumańska: „Przecież gdyby tych panów przestać nagle fotografować i nagabywać o wypowiedzi, po paru dniach zeszłoby z nich powietrze, a kraj stałby się spokojniejszy, mądrzejszy i bardziej estetyczny”. Słusznie, ale przy tym, czy nie trzeba by przywołać do porządku moralnego właścicieli mediów?

2008-09-20

ŻENADA.

Trzem Mędrcom ongiś ani przez głowę nie przeszło, że kiedyś, w XXI wieku,  ktoś będzie gardłował przeciwko nim! Rzecz zaczęła się w Łodzi, zebrano aż 700 tysięcy podpisów pod petycją do parlamentu polskiego o przywrócenie katolickiemu narodowi święta „Trzech Króli” odebranego przez komunę. Wierzę, że to „genius loci” miasta Łodzi zmobilizował ten poryw dla uczczenia tak znakomitych gości w Betlejem. Kompletną żenadą „zawoniało” wczoraj w sejmie, gdy PO uzasadniała swój sprzeciw wobec projektu. PO i postkomuchy nie chcą święta Trzech Króli wolnego od pracy. Nie tak dawno oglądaliśmy zbratanie demokratów z lewicą, i co pozostało po nim? Śmiech na sali! Pan Kropiwnicki osiągnie cel swej inicjatywy sejmowej, gdyż popiera ją nie 700 tysięcy podpisów, ale 30 milionów wierzących Polaków.

2008-09-19

PSIA MAĆ.

Podziwiałem i podziwiam panią Andżelikę Borys za jej dzielną obronę praw Polaków na Białorusi. Polskie władze poprzednie wspierały ją podczas niewybrednych ataków Łukaszenki. Współczuję jej teraz, gdy Tuskowi ludzie chcą ją rzucić na pożarcie białoruskiemu prezydentowi. A ten na dwoje wróży (z fusów!), jak wygrać siebie: w sojuszu z Rosją, czy z NATO. I jak uciszyć zbyt pański i wolny głos Lachów. Ot, polityka, psia mać!

2008-09-18

KARATEKA.

Zaczyna się rozwidniać wokół tajemniczej śmierci ks. Stefana Niedzielaka. Tygodnik „Wprost” podał w sobotę [13.09.2008] na swojej stronie internetowej, powołując się na materiały ze śledztwa prowadzonego od 2001 roku przez IPN, że tego proboszcza warszawskiej parafii św. Karola Boromeusza w styczniu 1989 roku zabił najprawdopodobniej były oficer Komendy Stołecznej Policji, wcześniej funkcjonariusz SB, wyćwiczony karateka, który potrafił zabić ciosem krawędzi otwartej dłoni uderzając w kark.

Ksiądz Niedzielak na Powązkach prowadził działalność upamiętniającą Polaków poległych na Wschodzie, był współzałożycielem Rodziny Katyńskiej, inicjatorem ustawienia na cmentarzu Krzyża Katyńskiego. Wspierał też opozycję. Za swoją działalność niepodległościową był nieustannie nękany i szykanowany, otrzymywał listy i telefony z pogróżkami, bezpieka wielokrotnie podejmowała próby zastraszenia go. Śledztwo umorzono podając, że ksiądz spadł z fotela i umarł. Bezczelność i kpiny w żywe oczy „niezawisłych” ludowych organów!

2008-09-17

GOLGOTA WSCHODU.

17 września 1939 roku o godz. 3:00 nad ranem wojska sowieckie przekroczyły granicę Polski. Nóż w plecy! Wielka gehenna milionów Polaków wziętych w dwa ognie totalitarne. Wcześniej w wielkiej tajemnicy, 23 sierpnia 1939 roku, minister spraw zagranicznych III Rzeszy, Joachim von Ribbentrop i ludowy komisarz spraw zagranicznych ZSRR, Wiaczesław Mołotow podpisali pakt o nieagresji z dołączonym tajnym protokołem, dokonującym podziału stref wpływów Niemiec i ZSRR. Ten pakt wykreślał Polskę z mapy Europy, a Polakom przygotował „Golgotę Wschodu”, która istniała dla bardzo wielu jeszcze długo po zakończeniu wojny. Aż do roku 1989 nie wolno było o tym mówić ani pisać. Od wielu lat modlę się za tych, którzy nie wrócili z Syberii i jednocześnie zastanawiam się, jak mogli o tym nie wiedzieć wszyscy zarządcy PRL-u i jak mógł gen. Jaruzelski urządzić Polakom stan wojenny w latach 80-tych XX wieku?

2008-09-16

ZERO BABIEGO LATA.

Jakaś pretensja pomieszkuje w sercu. Nie wiem do kogo. Połowa września minęła, a tu już tak nieprzyjemnie zimno w przyrodzie. Gdzież to „babie lato” ze słońcem niskim, ale ciepłym i łagodnym? Tęsknić się nie chce. Nostalgie odpłynęły. Co się z duszą rozmarzoną stało? Człowiek zmarznięty kuli się, sztywnieje i staje się nieprzyjemny. Chłopakom na rusztowaniach kiepsko się pracuje, ale może do końca miesiąca zejdą z kościoła? Pozostanie jeszcze gruz do wywiezienia.

2008-09-15

POŻEGNALNY UŚMIECH.

Podczas homilii we Mszy przedpołudniowej w Lourdes, ojciec św. Benedykt XVI podarował Francji uśmiech Maryi. Uśmiech pożegnalny. Dzisiejsza liturgia pokazuje Maryję jako Matkę Bożą Bolesną stojącą pod krzyżem swego konającego Syna. Dziś Chrystus zmartwychwstały tryumfuje w niebie; z twarzy Jego Matki zniknęły łzy, na ich miejsce pojawił się uśmiech. Ten tajemniczy uśmiech, który chcieli nam przekazać średniowieczni mistrzowie pędzla i dłuta. Maryja uśmiecha się niosąc pociechę szczególnie ludziom cierpiącym. Po homilii papież udzielił przed grotą ludziom na wózkach Sakramentu Chorych.

2008-09-14

WIERNOŚĆ.

Dziś święto Podwyższenia Krzyża Chrystusa Pana. „Stat crux dum volvitur orbis” – krzyż stoi, gdy świat się kręci. Tak powtarzają kartuzi od tysiąca lat. W każdej zawierusze dziejowej krzyż Chrystusa zawsze jest tym samym fundamentem wierności i tożsamości chrześcijanina. Czyż nie jest wzruszającym przykładem kardynał Adam Sapieha, który podczas okupacji hitlerowskiej przyjął namiestnika Krakowa czarnym chlebem i czarną lurą? A podczas długich i wyniszczających rządów komunistycznych, czyż nie zadziwił świata kardynał Stefan Wyszyński, stawiając tamę żądaniom ludowej władzy: „Non possumus!”?

2008-09-13

UBECKA LEKTURA.

Czytam IPN-owską „Ojczyznę wolną…” z rosnącym zainteresowaniem. Znalazłem tam nawet fragment z moim nazwiskiem. Są relacje ze spotkań ks. kardynała z duszpasterzami akademickimi. W głowę zachodzę, który to „młodzieżowiec” tak ochoczo kablował bezpiece o naszych spotkaniach. A wydawało się, że duszpasterze akademiccy to taka zwarta, solidarna i solidna grupa kapłańska, zupełnie niepodobna do innych. Ta lektura może bardzo oświecić. Mnóstwo tam zrelacjonowanych rozmów ubeka z bohaterem książki.

2008-09-12

KOMENTARZ DO DZIEJÓW.

Byłem dziś na promocji książki IPN-u o komunistycznej bezpiece wobec kardynała Henryka Gulbinowicza w latach 1970-1990. Spotkanie prowadził prof. Włodzimierz Suleja w sali konferencyjnej Hotelu Jana Pawła II na Ostrowie Tumskim. Publiczność wypełniła szczelnie dużą salę. Osiemdziesięciopięcioletni Kardynał przemawiał ze swadą, z humorem i z nostalgią. Zupełnie nie miał potrzeby mówić o swoich zasługach, szczególnej odwadze czy czymś podobnym. Natomiast przywołał trzy nawały azjatyckie na Europę (w latach 1241, 1683 i 1920), które mogły zniszczyć chrześcijaństwo, gdyby nie odwaga i wiara także i Polaków. Mówca nie zapomniał o czasie „Solidarności”, ale nie rozwodził się. Ideę Miłosierdzia Bożego, rozkwitającą na naszych oczach w XX wieku, nazwał komentarzem do naszych dziejów. W tym komentarzu pojawiają się Polacy, którzy głosząc Boże Miłosierdzie, służą Polsce, Europie i całemu światu. Ks. kardynał wymienił siostrę Faustynę Kowalską, ks. Michała Sopoćkę i Jana Pawła II.

Zabrałem się już do lektury. Widzę, że warto.

2008-09-11

CZASY I OBYCZAJE.

Wizyta w sądzie. Byłem przesłuchiwany w sprawie, wydawać by się mogło, prostej. Przed trzema laty wodociągi miejskie naliczyły dla plebanii rachunek za zużycie w ciągu 12 miesięcy ponad 3100 metrów sześciennych wody. Wynikła z tego suma nie do zaakceptowania. Poprosiłem firmę, by zweryfikowała swe obliczenia, bo jest niemożliwością użycie takiej ilości wody przez dwie osoby przy normalnym korzystaniu z wody. Basenu ani fontanny nie mamy. Żadne bajoro się nie ujawniło na placu przykościelnym. Urzędnicy prywatnie potwierdzali tę niemożliwość, ale plebania skutków tego nie odczuła. Rachunek wisi jak siekiera nad głową do dziś. No i trzeba się sądzić. O, tempora! O, mores!!!

2008-09-10

NIEMORALNY DOGMAT.

Prawdziwą radość przeżywają mieszkańcy wsi Palędzie koło Poznania, przygotowując się do odsłonięcia obelisku upamiętniającego stąd pochodzącego polskiego werbistę, zakonnika i misjonarza, ojca Mariana Żelazka, który całe swe bogate kapłańskie życie ofiarował Jezusowi obecnemu w trędowatych Hindusach. Dla nich założył kilkusetosobową kolonię nad Zatoką Bengalską. Zapewnił im mieszkanie, pracę, leczenie i dla dzieci naukę w szkole. Żył z nimi jak jeden z nich bez obrzydzenia i histerycznego lęku przed zarażeniem się chorobą. Zmarł mając blisko 90 lat. To wielki Polak i wzór dla chłopców szukających swego powołania.

Dlaczego o tym księdzu, bohaterskim Polaku, media nie rozpisują się szeroko? Niedawno minęła 10. rocznica śmierci błogosławionej Matki Teresy z Kalkuty, dlaczego było zupełnie cicho na temat pracy w Polsce Misjonarek Miłości?… Dlaczego chciwie podchwytuje się w mediach każdą sensację złego życia księży czy zakonnic? Dlaczego obrzydza się Polakom obraz Kościoła i obniża autorytet nauczających księży biskupów? Dogmat medialny, że obywatel musi wszystko wiedzieć, jest niemoralny i szkodliwy, gdy dziennikarze nie kierują się zasadą miłości i dobra duchowego swych odbiorców.

2008-09-09

DIABEŁ I POWOŁANIE.

Od kilku dni prasa krajowa bardzo „przejmuje się” spadkiem liczby powołań do kapłaństwa. Jedni ubolewają, inni niezbyt dokładnie ukrywają swą dziwną satysfakcję. Najbardziej „poruszająca” troska pojawia się w Trybunie i, oczywiście, w Wyborczej. Jakoś nikt nie pamięta politycznego diabła marksizmu przez 50 lat wyrywającego z dusz polskich wiarę w Boga, a dziś nikt nie chce widzieć diabła liberalizmu buszującego w sumieniach młodych Polaków. Diabeł niezmiennie jest jeden i ten sam: nieprzyjaciel człowieka w masce przyjaciela.

Gdy mówi się o powołaniu kapłańskim, trzeba pamiętać, że pierwsze słowo w duszy człowieka ma Bóg. Jakkolwiek ważna jest liczba młodych chłopców zgłaszających się do seminarium, to równie ważna i pocieszająca jest niemalejąca liczba pozostających w seminarium.

2008-09-08

GODNOŚĆ MATKI.

Dziś urodziny Matki Bożej. Od V wieku Kościół w Jerozolimie, a od VII w Bizancjum i w Rzymie wspomina fakt narodzenia Maryi pochodzącej z pokolenia Judy, z królewskiego rodu Dawida. Teksty liturgiczne dnia dzisiejszego mogą wywołać zdziwienie. Nic tam nie ma o narodzinach dziewczynki, córki Joachima i Anny, a raczej mówi się o narodzinach chłopca Jezusa, syna Maryi. Oczywiście, Nowy Testament ma swój początek w Nazarecie i w Betlejem, ale przecież nie byłoby narodzenia Jezusa, gdyby wcześniej nie przyszła na świat Jego Matka Najświętsza. I to jest ogromnie wzruszające (chociaż tak naturalne). Bowiem, jeżeli prorocy zapowiadali i uczeni w Piśmie odczytywali, miejsce i czas przyjścia Mesjasza, to Bóg pomyślał jeszcze wcześniej, ustalając w swym planie zbawczym miejsce i czas dla Maryi. A nawet trzeba się cofnąć aż do początku historii ludzi, gdzie Bóg pierwszym rodzicom wypędzonym z Raju ukazuje postać Niewiasty z Dzieckiem na ręku, Ono zetrze głowę węża. I w tym leży wielka godność Maryi, a z niej płyną soki zasilające godność każdej matki.

2008-09-07

PRZEŚLADOWANIA

Diabeł szaleje na Dalekim Wschodzie. Wietnam, Irak, Indie to tereny, na których od dłuższego czasu dzieją się brutalne, krwawe prześladowania wyznawców Chrystusa. Są zabici i ranni. Palone są świątynie katolickie, niszczone domy. Chrześcijanie uciekają z miast, kryją się po lasach. Jeżeli o minionym XX wieku mówi się, że był świadkiem największej w dziejach eksterminacji chrześcijan, to jak oceni historia wiek XXI? Czy nastały już czasy apokaliptyczne?

 

2008-09-06

POMOC.

Amerykanie wreszcie ruszyli na pomoc Gruzji w konflikcie z Rosją. Wiceprezydent USA w Tbilisi użył ostrych słów mówiąc o inwazji armii rosyjskiej na suwerenne terytorium Gruzji. Wielki straszak, supernowoczesny, amerykański okręt wojenny płynie w kierunku Gruzji z 17-tu tonami pomocy humanitarnej na pokładzie. Czy Moskwa się przestraszy?

2008-09-05

ŁADNE RZECZY

– Hej, Horacy, czy to nie ciebie widziałem w niedzielę wychodzącego z kościoła? – Zapytał David swego kolegę na korytarzu w gmachu Parlamentu Europejskiego. – A, cześć….Ttaak, byłem z żoną, odwiedziła mnie z kraju. – Nu, stary – David zaśmiał się rubasznie i poklepał go po ramieniu – rozumiem. Pytam, bo wczoraj nie zauważyłem, byś się wstrzymał od głosu nad rezolucją. Przecież to twój Kościół był krytykowany za to, że nie kocha aborcji, he he. Horacego ubodła ta uwaga kolegi parlamentarnego. Wziął go pod rękę i poszli razem do baru. Przy kolorowym drinku, w głębokich fotelach w ciemnym kącie, zaczął spowiadać się do ucha koledze. – David, nie śmiej się, miałem poważną awarię życiową. Moja znajoma, no wiesz, ta panienka, którą tu poznałem wiosną, dała się zapłodnić. Cholera! I to wylazło w czasie, kiedy żona zapowiedziała się z odwiedzinami. Zapłaciłem za skrobankę. No, powiedz sam, czy ja mogłem głosować przeciw lub wstrzymać się? Przecież mam sumienie, nie mogę dziewczyny potępić. David niespokojnie poprawił się w fotelu, nogę prawą założył na lewą. – Co ty pleciesz, o jakim sumieniu? Po prostu powinieneś był się zabezpieczyć, nie miałeś gumki ze sobą? Horacy poczerwieniał na twarzy, zaczął nerwowo mrugać powiekami i szepnął z kwaśnym uśmiechem na wargach: przecież sam dobrze wiesz, że bez gumki przyjemniej. David dokończył szybkim haustem drinka, wstał, zapalił camela z filtrem i na odchodnym powiedział: Nu, ładne rzeczy…

2008-09-04

IMIĘ BOGA.

Nie będziemy już w liturgii używać biblijnego imienia Boga: Jahwe. Po pierwsze, jak w tradycji żydowskiej, ze względu na uszanowanie dla najświętszego Boga imię to ma być niewypowiedziane. Po drugie, także naśladując tradycję żydowską, będziemy używać słowa Adonai, czyli Pan, niezbędnego dla zrozumienia boskiej tożsamości Chrystusa, który w Nowym Testamencie jest ukazany jako Adonai (po hebrajsku), Kyrios (po grecku), czyli Pan (po polsku).

Taka jest wola Ojca św. Benedykta XVI przekazana wszystkim konferencjom episkopatu. A co na to Świadkowie Jehowy?

2008-09-03

FACHOWCY.

Już od kilku tygodni nie mamy ciepłej wody. Łaźnia „harcerska” już staje się nieco uciążliwa. Zgłoszeni na dziś hydraulicy mieli wieczorem zamontować nowy kocioł… Czy ktoś słyszał o dotrzymanym słowie „fachowców” dzisiejszych? Poszukuję.

2008-09-02

MONACHOMACHIA.

No i mamy współczesną monachomachię, wojnę mnichów. Całe szczęście, że nie w Polsce, bo nie widzę dziś tak pogodnego i z takim poczuciem humoru autora, który mógłby bez poprawności politycznej i bez nienawiści do Kościoła ją opisać. Rzecz dzieje się w Grecji, na Górze Atos, gdzie w 20-tu klasztorach mieszkają, modlą się i…biją prawosławni mnisi. O co się biją? – Jak zwykle, o słuszne i niezbywalne ideały i wartości. Dwudziestu przeciwników porozumienia z Watykanem, zagrożonych wydaleniem z Góry po upomnieniu przez Bartłomieja I, patriarchę Konstantynopola, zabarykadowało się w klasztorze Esfigmenu i wywiesiło białą płachtę z napisem: „Prawosławie albo śmierć”. Zaatakowani przez innych swych braci, odparli nawałę i zagrozili wysadzeniem się w powietrze. Atakującym udało się jedynie uwolnić uwięzionego w samochodzie na parkingu przyklasztornym archimandrytę, ich przełożonego. Losy dalsze tej monachomachii nie są przewidywalne. Wiadomo tylko, że przed półtora rokiem podobną wojnę wznieciło 80 mnichów – „integrystów”. Widocznie animuszu i sił ubyło, albo po części rozum powrócił.

2008-09-01

SMUTEK I LĘK.

Nasza szkoła podstawowa nosi imię Bohaterów Westerplatte, dlatego rozpoczęcie roku szkolnego było poważne i uroczyste, i oczywiście, nie zabrakło wiersz Ildefonsa Gałczyńskiego: „…prosto do nieba czwórkami szli żołnierze z Westerplatte”. Początek tego roku odbywa się niezbyt radośnie, w tle majaczą strajki i pikiety nauczycieli. Ludzie są autentycznie zmęczeni. Brakuje uśmiechu na twarzy, mimo że to czas po wakacjach.

Dziś również odbywały się obchody 69. rocznicy najazdu Niemiec na Polskę. W Wieluniu i na całym prawie Wybrzeżu były Msze św. za poległych, były kwiaty składane na mogiłach, pod pomnikami i tablicami pamiątkowymi. A wszystko to działo się dziś w cieniu szczytu UE w Brukseli, gdzie omawiano sprawę napadu Rosji na Gruzję. Smutek i lęk przed przyszłością.

2008-08-31

RANGA.

Niektórzy politycy mówią, że nieobecność Lecha Wałęsy na dzisiejszych obchodach 28. rocznicy podpisania Porozumień Sierpniowych obniża rangę uroczystości.

Śmiem jednak myśleć, że ta nieobecność raczej obniża rangę osobowości Pana Wałęsy.

2008-08-30

DOBRY KATOLIK.

To jest konsekwentne, gdy lider Wałęsa, który kilka dni temu naubliżał innym członkom Solidarności, dziś – w przeddzień 28. rocznicy podpisania Porozumień Sierpniowych – składa samotnie kwiaty pod Pomnikiem Poległych Stoczniowców w Gdańsku. Komentarz też prosty i wystarczający: „Przecież nawet nie wypada mi z tymi ludźmi, którzy kradną zwycięstwo, czy którzy przeciwko przywódcy występują”. Na Mszę św. uroczystą jutro „dobry katolik” też nie pójdzie, by nie podać ręki drugiemu katolikowi na znak pokoju.
A co na to główny celebrans – Pan Jezus?

2008-08-29

OBROŃCA DZIECI.

Nowy Rzecznik Praw Dziecka napisał swój pierwszy list do dzieci na początek roku szkolnego, a w nim: „Nikt nie ma prawa Was bić ani poniżać. Nikt nie ma prawa Was obrażać. Macie prawo być wysłuchani w każdej sprawie (…) To są Wasze prawa”. Czytam i oczy przecieram ze zdumienia. Nie widzę tu pozytywnych praw dziecka, ucznia, co najwyżej te słowa budują mur obronny przed starszymi kolegami czy nauczycielami. A już konia z rzędem temu, kto w tym liście znajdzie choćby jedno zdanie o obowiązkach ucznia.

Nie ma wyobraźni przenikliwej ten obrońca dzieci, kto nie wdraża je w podstawowe obowiązki wobec innych. Nie kocha dzieci, bo nie widzi, że wprowadza ich przyszłość na drogę życia bez ideałów, bez wartości. Same prawa tu nie wystarczają.

2008-08-28

MĄDRE SŁOWA.

Warto przytoczyć słowa ks. abpa Kazimierza Nycza, które ujawniły burzę w sercu Lecha Wałęsy. „Pytamy dziś, czy ktoś, kto zawiódł, zdradził, może uczestniczyć w budowaniu naszej ojczyzny i jej struktur. Patrząc na świętego Pawła, musimy powiedzieć, że może i powinien uczestniczyć, pod warunkiem, że przeżył nawrócenie tak jak on. Że się przyznał i żałował, i tak jak święty Paweł do końca był świadom swojej niegodności”. Są to słowa mądre, choć twarde, i bardzo potrzebne. Oczywiście panikującym przeciwnikom lustracji oczyszczającej nie spodobają się. A nawiasem mówiąc, z poczuciem „swojej niegodności” wyraźny kłopot mają obaj ex-prezydenci na naszych oczach.

2008-08-27

AMOK.

Były prezydent znów „palnął” i to w autorytet warszawskiego abpa Kazimierza Nycza. Był „w amoku” i zasugerował, że w zbiorach IPN-u są dokumenty świadczące o współpracy abpa z SB. Opamiętały go głosy opinii publicznej i przeprosił hierarchę warszawskiego: „…jestem dobrym katolikiem, chodzę do kościoła (…) Jestem zewsząd atakowany, więc byłem w amoku, nie zrozumiałem i wypaliłem, że różne materiały krążą. O ile wiem, nie ma nic na arcybiskupa Nycza, więc go gorąco przepraszam”.

Ciekawy jestem, kiedy ten „dobry katolik”wyjdzie z amoku, przestanie psuć opinię chodzącym do kościoła i przeprosi wszystkich solidarnościowców, których niejednokrotnie poniżał i mieszał z błotem?

2008-08-26

NA ODPUŚCIE.

Dziś wśród kapłanów na odpuście, oczywiście, temat gorący: wczorajsza debata księży biskupów na Jasnej Górze o kadencyjności urzędu proboszcza. Niestary rządca parafii próbował przekonać resztę, że nasi arcypasterze już rozwiązali wszystkie kłopoty duszpasterskie. Pozostał tylko ten jeden: pełnia władzy nad proboszczami.

Z uwagą słuchałem dziś w Sygnałach Dnia w radiowej Jedynce słów rzecznika Episkopatu Polski. Chciałem dosłuchać się odpowiedzi na podstawowe pytanie: „cui bono”? I dosłuchałem się. Ks. Józef Kloch dobitnie się wyraził: „Ja chcę powiedzieć i podkreślić to bardzo mocno – biskupom chodzi o to, aby i w parafii było dobrze, i jeśli chodzi o danego proboszcza, żeby też było to dla jego dobra”. Wyraźnie słychać, że dyskutanci odpustowi otrzymali oficjalne „dementi”: Nieprawdą jest, że księżom biskupom chodzi jedynie o ich dobro.

2008-08-25

PO PRZERWIE.

Dalajlama bezskutecznie dobija się do najwyższych progów państwowych w Europie Zachodniej, nikt z najwyższego piętra VIP-ów nie ma czasu dla tybetańskiego mnicha i wodza duchowego, przebywającego od 1959 roku na uchodźstwie. Przeszkodą do spotkań jest strach przed utratą licznych interesów handlowo-przemysłowych z Chinami, a ostatnio zapatrzenie w wielkość, rozmach i bogactwo (na pokaz) Olimpiady w Pekinie.
Tymczasem władze komunistyczne Państwa Środka wcale nie oglądają się na wydelikaconych polityków, wracają do swojej roboty. Prześladowania religijne, zawieszone na czas igrzysk sportowych, wznowiono jeszcze przed zgaszeniem płonącego symbolu pokoju i jedności świata. Ks. bp Kościoła podziemnego, wiernego Stolicy Apostolskiej, Juliusz Jia Zhiguo został zatrzymany podczas sprawowania niedzielnej Mszy św. w katedrze w Wuqiu. W czasie liturgii do kościoła weszli policjanci i na oczach kilku wiernych wyprowadzili biskupa. Na razie nie wiadomo, gdzie jest przetrzymywany. Agencja Asia News przypomina, że 73-letni bp Jia Zhiguo od 1989 r. przebywa w areszcie domowym i jest nieustannie nadzorowany przez policję. Wcześniej 15 lat spędził w komunistycznych więzieniach.

2008-08-24

BAJKA SKOŃCZONA.

Ogień olimpijski zgasł. Wybrzmiała muzyka, ustał taniec setek w złotych odcieniach tancerzy, ucichły przemówienia, dym z syczących fajerwerków spłynął na miasto Pekin. Panie w szarych spodniach i beżowych bluzach z miotłami i szufelkami cierpliwie doczekały, aż 90 tysięcy kibiców opuściło największe stalowe, przeszklone Ptasie Gniazdo. Koniec.

I co dalej, panie i panowie sportowcy? Radosne uniesienie zwycięzców (przeważnie Chińczyków), kwaśne miny zdetronizowanych Amerykanów, lizanie ran przegranych czy mało-wygranych ( w tym Polaków)? Co dalej, panowie politycy zauroczeni i otumanieni przez Wielkiego Smoka?… A może by tak wdrapać się na „dach świata” i zobaczyć, co dzieje się z tłamszonym rękami komunistów chińskich religijnym Tybetem?

 

2008-08-23

WYCIECZKA W GÓRY.

Porównałbym wchodzenie pod górę do wieku młodzieńczego, a schodzenie z góry do wieku starczego. Obie drogi mają swój trud, ale trud starca zwykle łączy się z bólem. Bólu nie wynagradza mądrość zdobyta w doświadczeniu życiowym, pozwala jedynie łatwiej godzić się nań.

2008-08-22

KRZESZÓW.

Dziś krokami moimi kierowała wyraźnie Najświętsza Maryja Panna, patronka dnia – Królowa wszechświata. Zupełnie niespodzianie, dzięki zaproszeniu ks. kustosza, stanąłem przy ołtarzu w Bazylice Mariackiej w Krzeszowie. Z wycieczkowicza stałem się pobożnym pielgrzymem. Piękno, które tam otacza i unosi się nad ołtarzem, pochłonęło mnie, a łaska płynąca z Najświętszej Ofiary, wyzwoliła w sercu radość wdzięczności.  Cieszyłem się jak dziecko, że znów stoję na tym świętym i przepięknym miejscu. Pierwszy raz służyłem tu Maryi, jako kleryk, podczas praktyki wakacyjnej blisko pół wieku temu. Małe radości są jak kolorowe kamyki w wielkiej mozaice szczęścia, która objawi swe całe piękno w ostatnim tchnieniu życia.

2008-08-21

POZA MIASTEM.

Ucieczka wakacyjna z wielkiego miasta pozwala człowiekowi nie tylko zakosztować ciszy, ale daje możliwość rozpoznania różnych pokładów ciszy. Cisza potrafi obmyć człowieka ze wszystkich brudów i niepotrzebności nawarstwionych poprzez ciągłe zabieganie, zaaferowanie, zakręcenie morderczego życia w mieście. Oczywiście, człowiek sam stworzył molocha wielkomiejskiego i sam nałożył na siebie jarzmo i ciężar, i niestety, musi w tym kieracie chodzić, nie zawsze w pełnej swej wolności. Odkrycie ciszy poza miastem daje szansę oswobodzenia. Nie tylko chodzi o to strzepnięcie prochu miejskiego, uwolnienie psychiki, pozbycie się kłopotów, ważniejsza jest wolność ducha, której udziela Duch Święty, gdy człowiek pozwala odpłynąć otaczającemu światu, by nie zacieśniał widnokręgu. Wtedy cisza staje się ścieżką do nieba.

2008-08-20

SKANDAL.

Skończyła się niepewność w sprawie „spokoju sumienia” naszej pani minister zdrowia uczestniczącej we Mszy św. po ułatwieniu dokonania aborcji u 14-letniej dziewczynki. Nowy prefekt Najwyższego Trybunału Sygnatury Apostolskiej abp Raymond Burke potwierdził opinie podnoszone niedawno w Polsce, że katolicy, którzy publicznie bronią aborcji, nie mogą przyjmować Komunii św. Tym, którzy podnoszą argument skandalu przy publicznym odmówieniu Komunii św., abp Burke odpowiada, iż skandalem jest nie tyle nieudzielenie komuś Komunii św., ile raczej fakt, że ktoś myśli, iż może ją otrzymać w stanie grzechu śmiertelnego.

2008-08-19

KRZĄTANINA DYOLOMATYCZNA.

Strach maluje wyobraźnię Polaków ognistymi kolorami. Liczba zwolenników amerykańskiej tarczy rakietowej wzrosła podwójnie po napadzie Rosji na Gruzję. Jutro w Warszawie podpisanie umowy z USA. Condoleezza Rice przyleciała już do Polski.

Rosjanie w dalszym ciągu okłamują wszystkich dookoła. Miedwiediew bez zmrużenia oczu mówi o wycofywaniu armii spod Tbilisi, żołnierze w Gori twierdzą, że nic im o takich rozkazach nie wiadomo. Wydaje się, że wreszcie politycy Europy i USA przejrzeli na oczy. Wzmaga się krzątanina dyplomatyczna wschód – zachód. Po tylu dniach!…

2008-08-18

PROF. ŚWIDERKÓWNA.

W szpitalu warszawskim w sobotę zmarła 83-letnia prof. Anna Świderkówna. Miała bogate, pobożne i piękne życie prowadzące ją od starożytnej klasyki do bogactw Objawienia biblijnego. Pamiętam sprzed ponad dziesięciu lat jej drobną i pokorną sylwetkę i szybkie reakcje myślowe w rozmowie przy mikrofonie Katolickiego Radia RODZINA. Po raz pierwszy spotkałem panią Profesor w seminarium duchownym podczas gościnnego wykładu biblijnego. Tam właśnie dała się zaprosić do rozmowy na naszej antenie. Niech Bóg jej wynagrodzi tę niezmordowaną pracę nad popularyzacją znajomości tekstów biblijnych.

2008-08-17

NADZIEJA.

Cieszy fakt, że dziś w wielu kościołach wierni modlą się i za ofiary huraganu, i za ofiary napaści rosyjskiej. Z modlitwą w parze idzie ofiarność na pomoc konkretną dla poszkodowanych. Pierwszy transport z Polski już dotarł do Gruzji. Ojciec św. dziś apelował o stworzenie korytarza powietrznego dla samolotów niosących najpotrzebniejsze produkty spożywcze, leki i odzież. To budzi nadzieję, choć ruscy nie wycofują się.

2008-08-16

TRĄBA POWIETRZNA.

Niezależnie od tego, czy rząd uzna to, co się wczoraj stało, za klęskę żywiołową czy nie, pewne jest, że była to klęska dla wielu, bardzo wielu ludzi po przekątnej kraju od Śląska aż po Podlasie. Stracili swój majątek, niejednokrotnie dorobek całego niełatwego życia. Ze wszystkich dotychczasowych, niedawnych wichur ta była najbogatsza w owoce klęski. Samochody wpadały na siebie. Przewracały się tiry i autobusy z ludźmi. Blisko 200 domów ruszyło z miejsca lub straciło dachy. Ludzie rozpaczają nad ruinami swoich domostw. Ktoś został zabity zwalonym drzewem w swoim domku letnim, ktoś inny przygnieciony powałą swego mieszkania. Młody człowiek na ulicy umarł porażony prądem z zerwanej trakcji elektrycznej. Szereg małych końców świata. Jak to wszystko nazwać z perspektywy Opatrzności Bożej? Czy stamtąd nie widać tego? Widać i to bardzo dokładnie, i nie tylko to, co zewnętrzne. Bóg nie jest globalnym ubezpieczycielem, ale Jego miłosierdzie przepływa kanałami indywidualnymi z serca do serca. Trzeba ciszy i modlitwy. Być może, wielu z tego musi się nauczyć wiele. Bóg jednak nie pozwala zaglądać sobie do rękawa, zwłaszcza dziennikarzom.

2008-08-15

ŚWIĘTO WOJSKA.

Dziś wszystko o wojsku. W Warszawie ulewa, zmiana warty przed Grobem Nieznanego Żołnierza, Apel Poległych i wieńce od polityków. Patrzyłem na posła Niesiołowskiego pod parasolem, stał znudzony, ale przemówienie (bez kartki) pana prezydenta Kaczyńskiego obserwował czujnie, zwłaszcza, gdy była mowa o skłóceniu wśród polityków.

Na ulicach Stolicy defilada i pokaz (mokrych) sił zbrojnych, które wobec wyposażenia rosyjskiej armii wyglądają jak szabelki na konikach w 39-tym. W Tbilisi zrozpaczony Gruzin apeluje do polskiej kamery: wy nam nie przysyłajcie prezydentów, lecz karabiny. Rosyjscy żołnierze plądrują i grabią zbombardowane, opuszczone miasto Gori. Prezydent Francji uśmiechnięty przyjmuje panią sekretarz stanu USA w swej letniej rezydencji nad Morzem Śródziemnym. Dyplomacja zawsze ma czas, a cierpiący ludzie? Ich nigdy nie zabraknie.

W kościołach wspomina się o cudzie nad Wisłą 1920 roku. Wydarzenie na pewno warte pamiętania, zwłaszcza na tle najazdu na Gruzję. Bo cóż człowiek może bez wsparcia nadprzyrodzonego?

2008-08-14

POLITYCY.

Jestem zdumiony, a nawet zaskoczony opinią (wręcz jednorodną) mieszkańców „zagłębia” gdańskiego na temat polityków stąd pochodzących. Taksówkarz w Gdyni o Lechu Wałęsie powiedział twardo: „to zdrajca”. – Czy pan mówi tak po aferze z książką o Wałęsie? Może dał sobie pan wmówić tamte negatywne opinie? – „Niczego nie dałem sobie wmówić, zresztą, proszę popytać innych na Wybrzeżu. Nikt go tutaj nie lubi. Zarozumialec. Nie potrafił wykorzystać swojej szansy dla wolnej Polski. W sumie biedny człowiek”.

Na Helu Kaszubi byli mniej rozmowni. Stary rybak, jeden z trzech siedzących na ławie pod chałupą w Jastarni, na pytanie: czy lubicie tutaj pana Wałęsę? –parsknął śmiechem i powiedział tylko: „jo, jo”. Drugi odpowiedział pytaniem: „Widział ksiądz, jak on żyje sobie?” – Trzeci dodał: „Gwiazda i pani Ania mieszkają w bloku. Skromnie”.

Zapadła długa cisza, rybacy patrzyli w stronę zatoki. Odważyłem się odezwać jeszcze raz: ale Donald Tusk to wasz człowiek… Żachnął się ten w środku: „Przepadł. Swego dziada zdradził”. Wybałuszyłem oczy: jak to?… Zapadła cisza. Najstarszy z rybaków wstając z ławki, powiedział w moją stronę: „On nie ma religijności, proszę księdza”.

2008-08-13

HEGEMON PŁACZE.

Rosja ogłosiła żałobę narodową dla uczczenia ofiar wojny z Gruzją. Flagi opuszczone do połowy masztu, kokardki czarne na flagach, twarze… Ot, i wydumali!

2008-08-12

POTWÓR.

Rosja ogłosiła zakończenie operacji wojskowych w Gruzji, ale samoloty nadal zrzucają bomby na miasto Gori. Czy słowa władców kremlowskich miały kiedyś jakieś znaczenie, choćby zbliżone do prawdy?… Owszem, świat usłyszy o końcu wojny, ale czołgi nie znikną z ulic miast. Nielekki będzie teraz los Gruzinów, sto tysięcy mieszkańców opuściło w popłochu swoje domostwa. Jak żyć? – pytają kobiety dźwigające w tobołach to, co się udało uratować z płonących domów.

Potwór sowiecki wychynął znów z pieczary pierestrojki. Długo milczał. Jest głodny i żądny ludzkiej krwi. Prezydenci Francji, Polski i krajów nadbałtyckich pojechali z propozycjami dyplomatycznymi, ale, jak na razie, nie ma zgody na zawarcie pokoju. Moskwa wmawia światu, że wysłała do Gruzji samoloty i czołgi dla zapewnienia pokoju. Potwór chce cały Kaukaz wyzwolić z wolności.

2008-08-11

CARSKIE PIEKŁO.

Bomby, czołgi, ogień i zgliszcza. Śmierć, zgroza, ból i łzy niewinnych Gruzinów. Ucieczka jednych i determinacja pozostania na swoim innych zaatakowanych. Bezsilna modlitwa rannych i milczenie zabitych. A ponad tym wszystkim żarłoczny, bezkarny ogień i żrący, trujący dym. Pod niebem bezczelne kłamstwa najeźdźców i paraliż umysłowy dyplomacji Zachodu. Car nikomu nie pozwoli panować na Kaukazie.

Dlaczego osiąganie wielkich celów musi być połączone z ogromnym cierpieniem niewinnych ludzi? Jakie piekło dla siebie otwierają politycy gotując piekło wojny dla innych?

2008-08-10

CYNIZMU CIĄG DALSZY.

Od wczoraj trwa wojna w Gruzji. Rosyjskie samoloty i czołgi niszczą dawną republikę, która się nie zgodziła trwać we wspólnocie dawnych Sowietów. Kara musi być, a do tego każdy pretekst jest dobry. Gdyby tam nie było ropy, Rosjanie machnęliby ręką na tę „dziecinadę samodzielności” na Kaukazie. Rosjanie zabili dziś 150 Gruzinów w ich suwerennym państwie tylko dlatego, że zauważono „bezpośrednie zagrożenie dla życia rosyjskich obywateli w Osetii”. Cynizm Miedwiediewa nie mniejszy niż Putina czy Stalina.

2008-08-09

CHIŃSKIE HASŁO.

Od początku budzi we mnie dziwny niepokój hasło chińskich igrzysk: „Jeden świat, jedno marzenie”. Treść tego zdania zależy od tego, kto je wypowiada. Boję się, że w ustach komunistycznej władzy państwa liczącego miliard trzysta milionów obywateli ściśniętych w przyciasnym kraju, to hasło może nieść ukrytą zapowiedź pojawienia się nowoczesnej, żółtoskórej hordy w pięknych i bogatych miastach Europy (także nad Wisłą). Komunistyczni władcy lubują się w przywoływaniu wielkiej historii podbojów. Mają już w swych rękach ogromną sieć biznesową oplatającą Europę i Amerykę. Jeden świat – skośnookich? Jedno marzenie – upojenie globalną władzą? Wszyscy pod jednym berłem, a raczej, pod jedną pałką?…

2008-08-08

OLIMPIJSKA ŚCIEMA.

Przez 4 godziny w Pekinie wszystko było wielkie, kolorowe i świetliste. Dałbym się bez reszty zauroczyć tej magicznej scenerii, bo rzeczywiście, zwłaszcza w pierwszej godzinie spektaklu, wszystko było urzekające starożytnością, bajecznością i kulturalnym orientem. Brakło mi w tym przedstawieniu elementów współczesnych, dzisiejszych. Nagle sobie uświadomiłem, że oglądam internetową bajkę o starożytnym Państwie Środka. Takich Chin nie ma dzisiaj! Spoza cyberprzestrzeni wychylili się jedynie dwa razy chińscy żołnierze. Ludzie z krwi i kości, którzy wciągali obie flagi, chińską i olimpijską, na maszty. Ich martwe (dumne?) twarze, ich wyćwiczony do perfekcji krok w wysokich cholewkach, ich mechaniczne poruszanie się (bez muzyki) przypomniały mi czasy okupacji hitlerowskiej i sowieckiej. Ci ludzie w czarnych mundurach i z okrągłymi czapkami swą obecnością powiedzieli najwięcej o Ludowej Republice Chińskiej: o okrutnych prześladowaniach religijnych, o masakrze kilku tysięcy studentów na Placu Niebiańskiego Spokoju – Tien An Men, o despotycznej okupacji Tybetu. Całe dzisiejsze przedstawienie to jedna wielka (i kosztowna strasznie) ściema rzucona w oczy polityków świata. Kto po takim oczarowaniu będzie chciał zaraz słuchać o tym, że jacyś żołnierze torturują jakiegoś mnicha tybetańskiego w piwnicy jakiegoś urzędu bezpieczeństwa?

2008-08-07

NAD MORZEM.

Słońce na przemian z deszczem. Białe obłoki przeganiane przez czarne chmury. Morze po sztormie uspokaja się powoli. Grzywy fal wciąż jeszcze wysokie walą się bezceremonialnie na piasek i sięgają często aż do połowy plaży. Największą zabawę z nimi mają dzieci, a rodzice niemałą troskę, bo fale cofają się wcale nieleniwie. Wyciszony od wczoraj wiatr zachodni troszkę łagodzi operację promieni słonecznych, a może tylko oddala skutki upragnionego opalania? Wakacyjne ciało leniwie bezwładne wodzi dookoła nieciekawymi niczego oczami, a westchnienia, niby nostalgiczne – bo i za czym tu tęsknić? – zamierają natychmiast w powietrzu. Poleżeć na piasku zbyt długo się nie da. Iść do wody nie ma ochoty, bo ziąb okrutny. Pozostał spacer, ale jak długo pożyje ta chętka, skoro ciało tak ociężałe i rozleniwione. No, ale duch, gdzie się podział hoży duch? – zapytać mógłby ktoś. Usnął przy hibernacji hożego ciała. Historia wręcz nieprawdopodobna.

2008-08-06

SOŁŻENICYN.

Pogrzebano dziś Aleksandra Sołżenicyna. W Moskwie. Długowieczny i wielkiej odwagi człowiek. Pisarz. Jego odwaga płynęła z przywiązania do prawdy i woli dawania świadectwa prawdzie. Cierpiał dla niej. Krytykował komunistów sowieckich za zbrodnie ludobójstwa. Krytykował też liberałów amerykańskich za ich bezserce wobec ubogiej ludności. Sołżenicyn nosił w sobie Boży Dekalog. I nie mógł temu zaprzeczyć, ani też nie chciał. Nazwano go w pewnych kręgach współczesnym prorokiem. Czyżby na wzór w XIX wieku Fiodora Dostojewskiego – budziciela sumień? Na pewno pisarz, jak wielki prorok, odczuł na sobie bolesne skutki sprzeciwów wobec Stalina i jego bolszewickiej polityki.
Jego ciało, żegnane przez tysiące moskwiczan, spoczęło na cmentarzu przy Monastyrze Dońskim, gdzie chowano zmarłych z książęcych rodów rosyjskich i przywódców białej kontrrewolucji. Ceremonia pożegnalna miała charakter religijny. Odbyła się w dniu Przemienienia Pańskiego, w uroczystość niezwykle ważną i cenioną w Prawosławiu.

Pamiętam, jak w latach 70-tych przewoziłem nielegalnie przez granicę dwa opasłe tomy „Archipelagu Gułag” po polsku. W kraju ta opowieść, która przyniosła autorowi wieloletnią tułaczkę bezpaństwowca i nagrodę Nobla, ukazała się dopiero w nowej rzeczywistości ustrojowej, w 1990 roku.

2008-08-05

LUSTIGER.

Mija dziś pierwszy rok po pożegnaniu na drogę do wieczności kardynała Jean-Marie Lustigera w katedrze Notre-Dame w Paryżu. Mam nadzieję, że już wmurowano, jak zapowiadano, w ścianę pięknej gotyckiej świątyni tablicę z wyznaniem zmarłego jej Gospodarza: „Urodziłem się Żydem, po dziadku ze strony ojca otrzymałem imię Aron. Stając się przez wiarę i chrzest chrześcijaninem, pozostałem Żydem, tak jak Apostołowie. Moi patroni, to arcykapłan Aron, Apostoł Jan i łaski pełna Maryja”. Pamiętam jego dostojną, a jednocześnie pokorną, postać przy ołtarzu w otoczeniu mężczyzn i kobiet w długich albach.

Kardynał Lustiger pochodził z rodziny polskich Żydów, ale urodził się w Paryżu. W wielu 14 lat przyjął w katedrze w Orleanie sakrament Chrztu św. Był to rok 1940, a więc rok mego urodzenia. Nikt wtedy nie mógł przewidzieć, że za następne lat 14 w tej samej katedrze 28-letni Jean-Marie Lustiger otrzyma święcenia kapłańskie. Mówiono o nim, że trawiła go „pasja ewangelizacji”, z nią w sercu służył najpierw jako biskup w diecezji orleańskiej, a następnie przez 24 lata jako abp Paryża. Pamiętam, jakim wydarzeniem było wydanie w Polsce świetnych, bo prostych, kazań Lustigera. Sztuką było zdobycie tego niewielkiego zbioru.

2008-08-04

PATRON PROBOSZCZÓW.

Dziś proboszczowie czczą swego patrona, św. Jana Vianneya. Człowiekowi spotkanemu na drodze do Ars, swej nowej parafii, wyznał sens swego posługiwania: zaprowadzę cię do Nieba. I udało mu się. Przywrócił Panu Bogu całe miasteczko, którego mieszkańcy od dawna nie umieli nawet myśleć o pobożnych sprawach. Co więcej, jego potężna wiara karmiona gorącą miłością do Chrystusa poruszyła cały kraj. Przemądrzali Francuzi czasu porewolucyjnego zaczęli szukać źródła swej odnowy w rozmowie z pokornym sługą Kościoła w nieznanym Ars. Pusta nawet w niedziele maleńka świątynia zaczęła wypełniać się pielgrzymami zdolnymi czekać całą dobę w kolejce przed konfesjonałem. Święty Proboszcz spowiadał całymi godzinami odmawiając sobie często snu i jedzenia. Św. Jan do codziennych swych obowiązków duszpasterskich włączał modlitwę, a poza nimi już na nic innego nie miał czasu. Nie remontował kościoła, nie osuszał murów, nie malował ścian, nie brukował ścieżki procesyjnej wokół kościółka, nie zajmował się ogrodzeniem. Dla Jezusa Eucharystycznego jednak ufundował duże, złote tabernakulum. Najważniejsza dla niego była Msza i katecheza niedzielna, a resztę czasu w tygodniu przesiedział w konfesjonale (bardzo niewygodnym!). Tego świętego kapłana mógł mieć na myśli Benedykt XVI, gdy w Warszawie mówił do księży, że świat dziś nie czeka na kapłanów znających się na budownictwie i sprawach ekonomiczno-politycznych. Dzisiejszy ksiądz musi być przede wszystkim duszpasterzem rozmodlonym. Oj, św. Janie, mój patronie, powiedz coś dobrego Jezusowi w niebie w mojej obronie.

2008-08-03

PIELGRZYMOWANIE.

Myślę dziś o niezwykłym fenomenie społecznym i religijnym, gdy cała Polska pokryła się siatką wędrującej modlitwy. Pielgrzymka do miejsca świętego przedziwnie pomaga człowiekowi w poszukiwaniu sensu życia. W takiej drodze można odnaleźć to, co się w biegu zgubiło. Poszukiwacz pielgrzymkowy wspomagany jest różnymi „narzędziami”: Eucharystia, wykłady i konferencje, muzyka i wspólny śpiew, dobre reakcje spotykanych ludzi oferujących gościnę na postojach i wreszcie przeżycie wspólnoty z ludźmi, dla których wiara nie jest bzdurą trącącą myszką. A iluż prawdziwych „aniołów” towarzyszy wędrowcom po to, by poprawić kondycję ich umęczonych stóp! Modlitwa na pielgrzymce, wszystko jedno, czy ta wznosząca się pod niebiosy, czy ta zaczynająca dopiero raczkować, ma szczególną wewnętrzną moc, bo wspomagana jest licznymi wstawiennictwami ludzi starych i chorych. Potężna armia ludzi uwięzionych niemocą w domach i w szpitalach, posyła swoją modlitwę na drogę pielgrzymów.

Nigdy nie dziwię się, gdy młody człowiek mówi mi: proszę księdza, ja nawróciłem się na pielgrzymce. – To jasne! Przecież tyle mocy Bożej i wysiłków ludzkich wtedy się uruchomiło właśnie po to.

2008-08-02

METODA ANIOŁÓW.

Od wczesnego rana, siedząc wygodnie w samolocie, po przebiciu się przez gruby kożuch chmur, fascynowałem się niezwykłymi krajobrazami „zimowymi” zbudowanymi ze śnieżnobiałych obłoków. Niezwykle skuteczny to sposób, gdy się nie chce oglądać „brzydkiej” ziemi. Pewnie wymyślili to aniołowie zmęczeni ingerencjami na ziemi wśród grzesznych ludzi i organizacji przez nich stworzonych. Hmm, a ja tak mocno denerwuję się czasem na zaciągnięte grubą kurtyną niebo. Przepraszam was, świetliści aniołowie Pańscy, za to, że nie dostrzegałem potrzeby odpoczynku po waszej wyczerpującej pracy wśród nas. Dopiero, gdy człowiek wzniesie się nieco pod niebo, ma szansę zauważyć różnicę między ziemią a niebem.

2008-08-01

GODZINA „W”.

Miałem wtedy już 4 lata. Żyłem (jeszcze!) na Wołyniu w obronnym obozie wokół Przebraża, gdy w Warszawie wybiła „Godzina W”. Godzina walki o wolność! Powstanie Warszawskie wyrosło ze zranionej polskiej dumy i z nieśmiertelnych snów i marzeń o wolności. Polacy zakleszczeni między dwiema nieprzyjacielskimi armiami chcieli powiedzieć Europie: tu jesteśmy na swojej ziemi! Bronimy swego dziedzictwa tysiącletniego, naszej Ojczyzny i naszej wiary!

Wiemy, że głos był słyszany na kontynencie, ale nie był usłyszany przez polityków. Ciążą na nich tysiące przedwcześnie zgaszonych ludzkich istnień i cierpienia ich rodzin. Wielka barbarzyńska krzywda obciąża sumienia polityków, którzy widzieli tylko własne racje i argumenty ponad głowami mordowanego (sprzymierzonego!) narodu. Każdy z nich musi zdać sprawę przed Bogiem na sądzie ostatecznym. Muszą ponieść sprawiedliwą karę! Jezus jednoznacznie ocenił zdradę: ” Wprawdzie Syn Człowieczy odchodzi według tego, jak jest postanowione, lecz biada temu człowiekowi, przez którego będzie wydany” (Łk 22,22).
Dzisiaj o godz. 17:00 zapalę świeczkę w oknie i zmówię modlitwę o szczęście wieczne dla wszystkich zmarłych żołnierzy AK, dla harcerzy i harcerek, dla młodziutkich łączników i sanitariuszek, dla poetów Baczyńskiego, Gajcego i innych, dla wszystkich bohaterów Powstania.

2008-07-31

URATOWANY SKARBIEC.

Żal odjeżdżać z Henrykowa. Nie było możliwości, by w czasie ćwiczeń rekolekcyjnych obejrzeć dokładnie wszystkie skarby sztuki sakralnej, które tu uratowano przed grabieżą władzy ludowej. Udało mi się zobaczyć i dotknąć(!) doskonałego reprintu Księgi Henrykowskiej z pierwszym zapisanym zdaniem w języku polskim. Dobrze się stało, że można tu przyjeżdżać i zwiedzać tak odrestaurowane reprezentacyjne sale opactwa, jak i bogate w dzieła sztuk plastycznych wnętrze kościoła. Świetnie prezentują się nie tylko stalle i rzeźby świętych cysterskich, ale zupełnie z bliska można tu przyjrzeć się obrazom mistrza Wilmana… A nade wszystko przyciąga tu cisza. Głęboka cisza pod czystym, błękitnym niebem. Może zawitam tu jeszcze kiedyś jako turysta.

2008-07-30

HENRYKÓW.

W dawnym opactwie cysterskim mieszka ks. Kardynał Henryk Gulbinowicz, 85-letni, dziarski jeszcze arcybiskup-senior, były metropolita wrocławski. Przychodzi na wspólne z księżmi i z klerykami posiłki, jest życzliwie uśmiechnięty do wszystkich spotkanych na korytarzach gmaszyska. Dziś zaprosił księży biorących rekolekcje na kawę popołudniową do sali purpurowej. Jak zawsze, przykuwał uwagę swym kunsztem gawędziarskim i opowieściami z wyższych sfer kościelnych. Chociaż nazwa Henrykowa korzeniami sięga średniowiecznych Piastów, hojnych donatorów opactwa, to jednak od ostatniej dekady XX wieku imię kardynała Henryka mocno przylgnęło do Henrykowa. I słusznie, i sprawiedliwie. Kardynał uratował tę wielką ruinę zdewastowaną podczas wojny i w czasie późniejszym, gdy władza ludowa zabrała Kościołowi prawo własności do tego obiektu sakralnego i umieściła w nim technikum rolnicze. Pod kuratelą Kościoła Wrocławskiego opactwo odrodziło się. Dziś mieści się w nim seminarium duchowne, rezyduje tu pierwszy rocznik kleryków – annus propedeuticus. Od pięciu lat działa tu Katolickie Liceum Ogólnokształcące im. Bł. Edmunda Bojanowskiego z internatem dla ubogiej młodzieży wiejskiej. Poza tym Caritas prowadzi tu dom pogodnej starości oraz warsztaty terapeutyczne dla niepełnosprawnych. Tutaj też podczas wakacji księża odprawiają swe ćwiczenia rekolekcyjne. Życie wróciło na tę cysterską i henrykowską ziemię.

2008-07-29

REKOLEKCJE.

„Bądźmy uczniami Chrystusa” – pod takim hasłem wchodzę dziś w rekolekcje kapłańskie. W ten sposób rozpoczynam swój urlop parafialny. Czuję w kościach zmęczenie. Remonty przy kościele dobijają psychicznie proboszcza. Cóż, ktoś to musi wykonać. Mam nadzieję, że złapię trochę oddechu dla ciała i dla ducha, bo rekolekcje odbywają się w starym opactwie cysterskim w Henrykowie. Grube mury, wysokie i pięknie ozdobione sztukaterią sale, przytulna kaplica. Na zewnątrz dookoła zieleń i zieleń, no i ta niespotykana cisza. Tak łatwo zanurzyć się w nią pod rozsłonecznionym niebem.

Nie mogę przewidzieć treści tych rekolekcji, bo hasło brzmi identycznie jak całoroczny program duszpasterski, a więc zbyt pojemny kosz. Z drugiej jednak strony z tego samego powodu można mieć dobrą nadzieję w zależności od tego, co rekolekcjonista będzie wydobywał z tej pojemności, no i oczywiście, jak będzie podawał. Ćwiczenia prowadzi młody salwatorianin, ks. Jacek.

2008-07-28

HERBERT.

Mija dziś dokładnie 10 lat od śmierci Zbigniewa Herberta, poety, którego zapomnieć niepodobna. W strasznym czasie stanu wojennego szukał nadziei, utwierdzając w przekonaniu, że ostatnie słowo nie należy do „potwora”. Od lutego trwa w Polsce Rok Herbertowski.

Pamiętam pierwszy wiersz Herberta, z jakim się zetknąłem w młodości. Był to „Głos wewnętrzny” z tomu „Studium przedmiotu” z roku 1961. Temat sumienia ludzkiego zawsze mnie interesował i wciąż frapuje, bo przy każdym spotkaniu z nim dowiaduję się o mojej ciągle istniejącej niepewności. „Głos wewnętrzny” wzbudzał we mnie różne uczucia, najczęściej złościł, bo żadna analiza wiersza nie dawała mi pewności. Chyba to dobrze świadczy o utworze, iż nie daje się zamknąć definitywnie w jednej skończonej interpretacji. Ale tak naprawdę nie zależało mi na wierszu, chciałem wydrzeć Poecie tajemnicę sumienia – co on o nim wie? Ostatnio wydaje mi się, że Poeta zakpił sobie z mojej nieustannej potrzeby pewności. Głos wewnętrzny „nie mówi ani tak / ani nie”.

2008-07-27

MIESIĄC TRZEŹWOŚCI.

U progu sierpnia, jak co roku, czytano dziś w kościołach list zachęcający do abstynencji alkoholowej w miesiącu, „który w historii naszej ojczyzny naznaczony jest heroiczną walką o wolność i godność, walką o wiarę i nadzieję na życie w bezpiecznym i suwerennym państwie”. Ten list „trzeźwościowy” po raz pierwszy porusza sprawę nagminnego picia piwa i wskazuje na potężną machinę reklamową przez ostatnie kilka lat nachalnie zachęcającą do picia wszędzie i przy każdej okazji. Czy nasze rodziny rozpoznają zło czyhające na dnie każdego kufla?… Należy wierzyć i modlić się o uzdrowienie narodu. Dlatego ucieszyła mnie przytoczona w końcu listu maryjna modlitwa sługi Bożego Jana Pawła II: „Maryjo, Królowo Polski, Pani Jasnogórska, bądź natchnieniem polskich sumień. Bądź naszą Matką i Wychowawczynią! Nie zrażaj się naszymi słabościami. Bądź dla nas wymagająca![…] Prowadź nas, Ty, która jesteś pierwszą wśród wszystkich wierzących – prowadź Lud Boży na tej polskiej ziemi w pielgrzymce wiary i nadziei. […] Pani Jasnogórska, spraw, aby człowiek na polskiej ziemi zwyciężał mocą tej nadziei, która rodzi się z Chrystusa, z Eucharystii”.

2008-07-26

OSTATNI BASTION.

Na Mszy św. pogrzebowej coraz częściej można zaobserwować, że rodzina osoby zmarłej nie przystępuje do Komunii św. Jest to wręcz cecha charakterystyczna rodzin inteligenckich. I to jest przerażające. Runął ostatni bastion wiary katolickiego społeczeństwa myślącego. W naszej wolnej Polsce, obserwuje się częste odejścia od praktyk religijnych i motywacji nadprzyrodzonych. Smutnym zjawiskiem jest znikoma ilość gości weselnych przyjmujących Komunię św. na Mszy ślubnej, ale do niedawna jeszcze było nie do pomyślenia odprowadzenie człowieka na drogę wieczności bez daru Chleba eucharystycznego. Przed każdą Mszą pogrzebową ustawiały się kolejki przy konfesjonale, dziś już tego nie widać, przynajmniej w wielkim mieście. Co więcej, goście pogrzebowi wybierają raczej obecność pożegnalną przy grobie niż wokół ołtarza eucharystycznego. Pogrzeby wielkich, znanych Polaków stały się manifestacjami (często politycznymi). Nawet motywacja oddania hołdu i wyrażenia wdzięczności kończy się tu, na grobie. Nikt nie docieka dalszej drogi, tej po przekroczeniu bramy śmierci. Czy to jest strach, czy to jest wstyd?… Czy co to jest?

2008-07-25

MULTIKOMPLEKS.

Pamiętam czas, gdy siostry karmelitanki nie mogły modlić się tuż przed murem hitlerowskiego obozu zagłady Auschwitz. Z Holandii przyjeżdżali Żydzi, przeskakiwali przez mur klasztoru i dobijali się do drzwi, by wyrzucić zakonnice, które nic innego nie robiły, jak tylko modliły się za miliony wojennych ofiar szatańskiej nienawiści. Rejwach zrobił się i w Nowym Jorku, i w Tel Awiwie o naruszenie wiecznej ciszy zgładzonych Żydów. W imię zgody i miłości kard. Macharski przeniósł karmel w inne miejsce, nie zmieniając celu obecności sióstr w Oświęcimiu.

Aliści dziś dowiaduję się, że w Lublinie przy ulicy Lipowej, tuż za wielkim cmentarzem, od roku straszy ogromna „Plaza”, potężne centrum rozrywkowe i (oczywiście!) handlowe. To nie bliskość katolickiej nekropolii tak mnie bulwersuje, ale fakt, że Plaza wyrosła na miejscu, gdzie w latach 1939-1943 był obóz pracy SS dla Żydów, z których kilka tysięcy zamordowano obok Lublina na Majdanku.

Kto ten multikompleks rozrywkowo-handlowy tu właśnie wybudował? – Ano, nie do wiary, bogaci biznesmeni żydowscy.

2008-07-24

GORĄCY NAPIS.

„Patrz, pan. Patrz, pan!” – starał się zwrócić moją uwagę lekko przyćmiony współpasażer w tramwaju, pokazując mijaną ścianę odrapanego domu, a na niej duży, koślawy napis: „(s)pali(ć) kota!”. Wszyscy patrzyli w to okno. Zaskoczyły mnie te wielkie nawiasy. Pewna korpulentna pani powiedziała na głos: „a pewnie, nic mu się więcej nie należy”. Za plecami usłyszałem spokojną replikę: „Chamstwo pleni się jak robactwo w tej izbie”.

Nic dodać, nic ująć!

2008-07-23

GRONOSTAJE.

Benedykt XVI po wakacjach sierpniowych (ze swoja ulubioną czarną kotką) może się spodziewać we wrześniu wizyty włoskich miłośników zwierząt i ekologów, którzy już zbierają w internecie podpisy pod listem, w którym proszą Ojca św., by nie przyodziewał się futerkami gronostajów, bo „zwierzęta czują i cierpią, boją się śmierci, gdy idą na rzeź”.

Dodam, że kardynałowie też nie powinni lekceważyć tej akcji, bo Internet szybko rozlewa się po łączach ekologicznych. Następna grupa VIP-ów, która nie może spać spokojnie, to rektorzy wyższych uczelni.

Hmm, ale co ci delikwenci (z papieżem na czele) mają zrobić z pięknymi szczątkami dawno uśmierconych stworzeń Bożych? – Niech sprzedadzą bogatym Amerykanom i pieniądze przekażą ekologom, a ci, jeżeli nie zdołają ufundować nowych salonów piękności dla suczek, to przynajmniej przyczynią się do odnowienia pomników na cmentarzach czworonożnych ulubieńców.

2008-07-22

REWIZYTA.

Hiszpania będzie miejscem światowego spotkania młodzieży w 2011 roku. Tak ogłosił Benedykt XVI. Pewnie Zappatero zrewizytuje Napieralskiego, by w Polsce nauczyć się organizowania świętego czasu radości i młodości. A może obaj panowie zajadli socjaliści zechcą uważnie posłuchać niekwestionowanego autorytetu moralnego? Na naukę nigdy za późno.

2008-07-21

POGRZEB.

Dziś na pogrzebie na Powązkach, przy grobach Bronisława Geremka i Jacka Kuronia, redaktor Michnik ział ogniem miłości żydowskiej do Polaków. Wykorzystał swoje pięć minut na polskiej ziemi świętej.

2008-07-20

SPOTKANIA.

Oprócz młodzieży do Sydney przyjechało wielu ludzi ze świata kultury i polityki z tamtejszego regionu globu ziemskiego. Dla nich, ze względu na odległość z Rzymem, jest to jedyna okazja na spotkanie z głową Kościoła Katolickiego. Jak podaje „The Daily Telegrach”, przyjechał do Sydney prezydent Timoru Wschodniego Jose Ramos Horta. Polityk podziękował Ojcu Świętemu za troskę, jaką mu okazywał po zamachu na jego życie sprzed kilku miesięcy. – Mówiono mi w szpitalu, że co dzień był telefon z Watykanu z pytaniem o moje zdrowie – ujawnił Ramos Horta. Dodał, że sam jest katolikiem i choć jest głową państwa, to uważa papieża za swego przełożonego.
Wielkie emocje, przeżycia i wielkie skupienie modlitewne Światowych Dni Młodzieży w Sydney dziś zakończyły się. Było wiele, najróżniejszych w swych kształtach, kolorach i temperaturze, spotkań, ale – jak wynika z przekazów medialnych – najważniejszym i powszechnie przez młodzież podkreślanym – było spotkanie z Chrystusem.

2008-07-19

ROZŁAM.

Wspólnota Kościołów Anglikańskich rozpada się, taka panuje opinia między biskupami zgromadzonymi w Canterbury na Konferencji, na której tradycyjnie, co 10 lat omawia się bieżące problemy anglikanizmu w świecie. Rozłam spowodowany został udzieleniem homoseksualiście  sakry biskupiej i uchwaleniem zupełnie niedawno prawa kobiet do świeceń biskupich. Na znak protestu 300 parafii w USA odmówiło posłuszeństwa swemu biskupowi i przyłączyło się do prowincji w Afryce, gdzie 250 biskupów na znak niezgadzania się z nowymi uchwałami zbojkotowało udział w obecnej Konferencji Lambeth. Prymas anglikański, abp Rowan Williams, uchodzący w Wielkiej Brytanii za człowieka bardzo mądrego, wyraził ubolewanie, że wzajemne stosunki między biskupami „przyćmił grzech”.

W tej sytuacji wolno chyba zapytać: a co innego „przyćmiło” stosunki między biskupami, gdy Henryk VIII oderwał Anglików od Kościoła Rzymskokatolickiego?

2008-07-18

GIGANTYCZNA DROGA.

Dzięki katolickiej telewizji „Trwam” mogłem we Wrocławiu uczestniczyć dziś w gigantycznej Drodze Krzyżowej odprawianej w Sydney. Tysiące młodych ludzi gromadziły się w różnych częściach miasta, gdzie były celebrowane poszczególne stacje pasyjnego nabożeństwa, a jednocześnie dzięki telebimom każdy mógł uczestniczyć we wszystkich stacjach. Zwykle boję się teatralizacji świętych wydarzeń, ale tym razem cała oprawa teatralno – muzyczna, uwypuklając tajemnicę zbawienia, pozwalała na wyciszenie się uczestników. Kamera pokazywała młode twarze z wyrazem skupienia i napięcia modlitewnego. Treść każdej stacji podawana była przez młodych w trzech segmentach: słowo Ewangelii, rozważanie i modlitwa. W pierwszej stacji modlitwę odmówił sam Ojciec św. Rozważania były lapidarnie skomponowane, a w każdej stacji coś zatrzymywało moją uwagę, było odkrywcze, świeże. Na przykład w stacji 9. „Jezus obnażony i ukrzyżowany” znalazły się takie słowa: „Ubranie chroni nas przed żywiołami, zapewnia nam prywatność i wyraża naszą osobowość. Być obnażonym to być jednocześnie tego wszystkiego pozbawionym. (…) Czasem przychodzą nam myśli, że Boga może nie ma, albo że nas opuścił. Powodem do tego może być agresywny ateizm, który chce nas ograbić z nadziei i miłości”.

Oglądałem to „święte theatrum” przed południem, ale w Sydney był już wieczór. Kiedy Jezus skłonił na krzyżu w śmiertelnym znaku głowę, miasto okryły ciemności.

 

2008-07-17

ZABÓJSTWO.

Niegdysiejszy redaktor naczelny „Więzi”, a więc katolik, dziś na łamach „Gazety Wyborczej” (sic!) wyraża swą opinię wobec stanowiska rzecznika krakowskiej kurii, pytając: „ czy słuszne jest używanie wobec aborcji, która jest niewątpliwie niszczeniem ludzkiego życia, określenia ‘zabójstwo’?”. Wyjaśnienia pana redaktora idą w kierunku, że to nie jest słuszne, bo przecież kobiety, które poddały się aborcji, nie nazwą siebie zabójczyniami, one jedynie będą mówiły, „że tylko odmówiły uczestnictwa w urodzeniu dziecka”. A poza tym takie nazywanie po imieniu aborcji, głębiej podzieli nasze społeczeństwo. Czyli dajmy sobie z tym spokój, bo to „niewiele pomoże zarówno dzieciom nienarodzonym, jak i kobietom w rozterce”.

Ja jednak nie widzę słuszności takiego spokoju. Trzeba uściślić: aborcja nie jest jakimś tam „niszczeniem ludzkiego życia”, jest unicestwieniem konkretnego człowieka! Taka jest nauka Kościoła. Nie rozmywajmy pojęć, a tym samym odpowiedzialności za dzieciobójstwo. Kobiety (czy ktokolwiek inny) po dokonaniu aborcji, swe rozterki powinny niwelować nie przez szukanie łagodnych określeń dla swego grzechu, ale przez wyznanie winy w konfesjonale i przez gorącą prośbę do Dawcy życia o zmiłowanie. A co do pogłębiania podziałów społecznych, trzeba pamiętać o nauce Chrystusa: „ Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi” (Mt 5,37).

2008-07-16

BARANGAROO.

Wczoraj, we wtorek, podczas Eucharystii rozpoczynającej 23. Światowe Dni Młodzieży na stadionie Barangaroo w Sydney, kard. George Pell wygłosił bardzo mądrą i pokorną zarazem homilię. Oto maleńki fragment:  „Mam nadzieję i oczekuję, że przez te następne pięć dni modlitwy i celebracji wasze dusze podniosą się, tak jak moja zawsze się podnosi w podekscytowaniu przed tymi Światowymi Dniami Młodzieży. Jeśli taka wola Boża niech każdy z nas się raduje, że wziął w nich udział pomimo kosztów, niewygód i przebytych odległości. W czasie tego tygodnia mamy wszelkie powody do radości i świętowania wyzwolenia z naszego żalu, odnowienia wiary. Jesteśmy wezwani, by otworzyć nasze serca na moc Ducha. A wam młodym chcę delikatnie przypomnieć, byście w waszym entuzjazmie i podekscytowaniu nie zapomnieli słuchać i modlić się!  Wielu z was przebyło tak długą drogę po to, by móc uwierzyć, że dotarliście aż na krańce ziemi! Jeśli tak się stało, to dobrze, gdyż Pan nasz powiedział swoim pierwszym uczniom, że będą Jego świadkami w Jerozolimie i aż po krańce ziemi. To proroctwo wypełniło się w świadectwie wielu misjonarzy, którzy przybyli na ten wielki południowy kontynent, a dziś spełnia się ponownie przez waszą obecność tutaj”.

2008-07-15

PRL – NR II.

Czy to tylko takie wredne wrażenie, czy to powrót PRL-u? TV podaje tylko strzępy wiadomości o tym, co się (nie)dzieje w Sydney. A do tego wybierają wątki idiotyczno – sensacyjne, jakby setki tysięcy zgromadzonej młodzieży nie modliły się, nie radowały się na ulicach, nie uczestniczyły we Mszy św. na rozpoczęcie ŚDM… Jakby nie było ciepłych i mądrych słów homilii ordynariusza Sydney i jakby gospodarze tego spotkania nie robili nic, by gościom było w Australii jak najlepiej… A co jest w Sydney wg telewizji w Polsce? – Jedynie protesty wobec papieża, przygotowywane pytania do niego na temat pedofilii księży australijskich i wołanie o przeproszenie za nich.

Gdzież tu skala problemów i zjawisk? Czy to ignorancja, czy głupota polityczna? Jak można tak obrażać miliony katolików w Polsce? Autentyczny PRL – nr 2. Przypomina mi to puste albo starymi ludźmi obstawione ulice pokazywane w TVP podczas pierwszych pielgrzymek Jana Pawła II do Ojczyzny.

 

 

 

2008-07-14

AUSTRALIA.

Benedykt XVI wczoraj, w niedzielę, przybył do Australii na spotkanie z młodzieżą świata. Po wylądowaniu w Sydney miał dość unoszenia się w powietrzu, zrezygnował z helikoptera i samochodem udał się do ośrodka rekolekcyjnego Opus Dei w Kenthurst w Górach Niebieskich. Będzie tam odpoczywał do czwartku. Trzeba sobie uzmysłowić, że Ojciec św. ma już 81 lat i że 21 godzin lotu nie mogło go nie zmęczyć. A trzeba jeszcze dodać i to, że przecież na południowej półkuli jest teraz pora zimowa i aura zupełnie inna niż w Rzymie. Potrzeba trochę czasu na akomodację organizmu. Pamiętam sprzed kilkunastu lat, jak ciężko znosiłem dwa pierwsze dni po przylocie do upalnej w styczniu Australii. Najtrudniej było z mijaniem czasu. Gdy moi gospodarze życzyli mi „dobrej nocy”, ja miałem najwyższą ochotę do rozmów, trudno było zasnąć. Rankiem znów trudno było się przyzwyczaić do słońca wschodzącego po prawej stronie horyzontu.

Jan Paweł II odwiedził Australię trzy razy (pierwszy raz jako kard. Karol Wojtyła), ale nawet podczas trzeciej wyprawy (1995) miał 6 lat mniej niż obecnie ma papież.

2008-07-13

ŚMIERĆ POLITYKA.

Dziś zmarł tragicznie, w katastrofie samochodowej, polityk, eurodeputowany, historyk, prof. Bronisław Geremek. Ani pasażerce profesorskiego mercedesa, ani pasażerom dostawczego ducato w tym zderzeniu zło większe się nie stało. Wg wypowiedzi świadka, profesor był w dobrej kondycji psychicznej i fizycznej. Dlaczego więc nagle skręcił na lewy pas jezdni? Odpowiedź jest jedna: żeby spotkać się ze Śmiercią. – Mam jednak żal do Niej. Dlaczego urządziła to spotkanie w taki niehumanitarny sposób?…

To jest tajemnica, do której my w tym życiu nie dotrzemy. Bronisław Geremek już ją poznał. Stoi na progu wieczności pokorny. Tu się buntował przeciwko lustracji, tam już został najdokładniej zlustrowany. „Wieczny odpoczynek racz mu dać, Panie”. Ziomkowie, jeśli wierzą, niech zmówią „Kadysz”.

 

2008-07-12

RACJA.

Dzielny ten nasz pan Prezydent. Wszyscy dokoła, w kraju i za granicą, naciskają na niego, by podpisał Traktat Lizboński. A on czeka niezłomny. Nie boi się jechać na międzynarodowe spotkanie do Paryża, choć spotka się tam z Sarkozym, który niedawno bardzo nieprzychylnie ocenił polskie zwlekanie. Widocznie demokratyczny duch Irlandczyków utwierdził na „nie” pana Prezydenta Polaków. Kto ma rację ? Wieka Europa, czy mała Irlandia oraz niski wzrostem pan Prezydent nad Wisłą…

2008-07-11

WOŁYŃ W OGNIU.

W niedzielę 11 lipca 1943 roku na Wołyniu banderowcy puścili z dymem, po uprzednim wymordowaniu polskich rodzin, gospodarstwa w 125 miejscowościach. A była to nie pierwsza i nie jedyna rzeź polskiej ludności. W latach 1942 – 1944 z rąk UPA zginęło 60 tysięcy Polaków. Nad piękną wołyńską ziemią unosił się czarny dym i swąd palących się żywcem zwierząt. Był tam ludzki ból, strach, przerażenie i rozpacz. Znam to z opowiadań moich krewnych, a przede wszystkim mojej drogiej Mamy. Miałem wtedy zaledwie trzy lata. Musieliśmy nocą uciekać z płonącej wsi rodzinnej Rudnia. Potem przegoniono nas ze wsi parafialnej Kołki, aż schronienie znaleźliśmy na Przebrażu wśród 25 tysięcy innych uciekinierów. Moi wujkowie, wtedy młode chłopaki, wycinali w okolicznym lesie olchy i osiki i stawiali szałasy, w których trzeba było żyć i bronić się. Partyzanci okopali cały obóz i ustawili posterunki i wartowników.

Potem były Kiwerce i ewakuacja w bydlęcych wagonach, przez Kielce, na Ziemie Odzyskane. Przebaczenie oddałem Jezusowi. Jednak pamięć bolesna odzywa się wraz z piekącym na dnie serca przerażającym zdumieniem: jak głęboko może człowiek stoczyć się w diabelską nienawiść?

2008-07-10

SUMIENIE GENERAŁA

Generał Czesław Kiszczak winny, ale nieukarany. Przepisy dla milicji wtedy były inne. Sprawę przedawnioną umorzono. Ciekawe, jakby go osądził Trybunał Norymberski? Sąd w III RP przy wydawaniu wyroków poprzednio i dziś na współautora stanu wojennego, nie był zdolny zauważyć, że śmierć 9-ciu górników wtedy i dziś była i jest taka sama i ten sam ból noszą w sobie rodziny zamordowanych ojców, mężów i braci. Kiszczak zadowolony zapraszał dziś po rozprawie na wódkę do knajpy. Górnicy z kopalni „Wujek” mówią: „To skandal! To niepojęte! Generał Kiszczak powinien sam się przyznać, przyjść w mundurze i się ukorzyć”. Kazimierz Kutz podejrzewa nawet generała, że ma sumienie. Niewątpliwie generał Kiszczak ma sumienie – ale jakie? – komunistyczne, jak generalissimus Stalin.

2008-07-09

STAROŚĆ.

Śmieszna byłaby starość, gdyby nie jej bolesność. Bóle czyhają na staruszka z każdej jego dziury.

Już od 60-tki życie podobne do plastra sera szwajcarskiego; widzisz dużo więcej, ale nic bez bólu.

2008-07-08

ROZWODY.

Media polskie informują o wzroście liczby rozwodów małżeńskich. Zjawisko bardzo niepokojące. Niepokój musi także wzbudzać inne pojawiające się zjawisko w naszym kraju. Rosną jak grzyby po deszczu kancelarie adwokackie proponujące pomoc rozwodnikom w składaniu pozwu do sądu duchownego o „unieważnienie małżeństwa kościelnego”. Rzeczywiście sąd duchowny ma inne procedury niż sąd świecki, ale nie ma potrzeby uciekania się po pomoc do adwokatów. Sąd duchowny nie przeprowadza rozwodów, ani nie unieważnia małżeństw ważnie zawartych w Kościele katolickim, a jedynie sprawdza, czy dane małżeństwo było zawarte nieważnie, czyli nie zaistniało jako związek sakramentalny. Małżonków katolickich ważnie przysięgających sobie wzajemną miłość łączy sam Bóg aż do końca ich życia. Nie da się tego unieważnić! Wszelkie manipulacje nieprawdziwymi, a wygodnymi dla męża lub dla żony, zeznaniami obłożone są sankcją grzechu śmiertelnego, a więc grożą utratą zbawienia wiecznego. Największym nieszczęściem dla duszy katolika jest otrzymanie orzeczenia sądu duchownego o „nieważnie zawartym małżeństwie” na podstawie zeznań nieprawdy. Wtedy bowiem sakrament danego małżeństwa nadal jest ważny przed Bogiem, a współżycie małżonków w nowym związku (nawet uroczyście ślubowanym w kościele) zrywa żywą więź z Bogiem. Grzeszą wtedy również ci, którzy pomagają w składaniu fałszywych zeznań.

2008-07-07

NOWY KWIATEK.

Po Maleszce nowy kwiatek do ogródka firmy „Adam Michnik & s-ka”. Po dziesięciu latach żona Jacka Kalabińskiego, znanego korespondenta, wydrukowała w Rzeczpospolitej rozmowę telefoniczną męża z zastępczynią naczelnego GW. Kalabiński był wtedy śmiertelnie chory: „-Jak się czujesz? -Lepiej. Właśnie szykuję się wrócić do pisania. -Nie musisz. Właśnie dyskutowaliśmy tu w redakcji i zdecydowaliśmy, że „Gazeta” nie może ponosić ryzyka trzymania nieubezpieczonego korespondenta. Zaraz dostaniesz faksem zwolnienie. Widzisz, nie jesteśmy bezwzględnymi kapitalistami, tylko humanitarnymi demokratami, dlatego nie dzwoniliśmy do ciebie w lutym, kiedy gorzej się czułeś”.[Rzeczpospolita z 3 lipca 2008r.].

Nie wiadomo, co tu bardziej szokuje: cynizm, obłuda czy oportunizm?

2008-07-06

CIAŁO I ŚMIERĆ.

Pierwsza niedziela pierwszego miesiąca wakacyjnego. Co najmniej połowa parafian wyjechała na urlopy. W samą niedzielę drogi w kierunku morza już były puste. Dystans z Wrocławia do Międzywodzia można było przejechać w 5 godzin. Rekord! A na plażach niespotykany tłok. Ciało obok ciała. W Liturgii właśnie dziś św. Paweł twardo mówi do Rzymian: „jeżeli będziecie żyli według ciała, czeka was śmierć” [Rz 8,13]. Wyjaśniałem w homilii, co św. Paweł rozumie przez życie wg ciała z pomijaniem wymogów Ducha, i jak należy rozumieć czekającą śmierć. A jednak po Mszy św. kobieta przechodząca obok mnie, lekko tylko zwalniając kroku, rzuciła w moją stronę: mój mąż zdradził mnie nad morzem i wrócił do domu żywy i szczęśliwy… To nie był zwycięski głos. Usłyszałem w nim ból. Cóż mogłem na prędce odpowiedzieć oddalającej się kobiecie? Tylko tyle: czekająca śmierć jest bardzo cierpliwa.

2008-07-05

RELIKWIE.

To była niezwykła sobota, spotkanie ze znajomymi w Borowicach na odpuście św. Jana z Dukli. To maleńkie sanktuarium, „Dukielka”, liczy sobie już 10 lat. I to był pierwszy powód szczególnej podniosłości tegorocznego odpustu, a drugi to przekazanie temu sanktuarium relikwii św. Patrona. Chwila przekazania przez o. Kazimierza, relikwii i ucałowania ich była bardzo wzruszająca. Zakonnik przez 50 lat nie rozstawał się z tą drobiną kości św. Jana Duklańskiego po to, by dziś ofiarować ją w pozłacanym relikwiarzu tej skromnej kapliczce, którą ufundowali w Karkonoszach Ewa i Andrzej Jackiewiczowie, artyści plastycy z Wrocławia. Odczytuję w tym szczególny znak Opatrzności Bożej. Któż by mógł przewidzieć to przed pół wiekiem, a Bóg po prostu realizował swój plan, by na Dolnym Śląsku rozwijał się kult tak wiernego świadka Jezusa Chrystusa. Sam Święty widocznie tego pragnął, bo wysłuchał gorących próśb rodziny, która w latach przełomu ustrojowego znalazła się w wielkich tarapatach. A oni, wdzięczni, ufundowali mu kapliczkę. Siedmiu księży dziś otoczyło ołtarz wraz z pielgrzymami z różnych stron Polski. Było bardzo przyjaźnie.

2008-07-04

MIŁOŚĆ OKRĘŻNA.

Mija już miesiąc od młodzieżowego świętowania na Polach Lednickich pod wodzą dominikanina ojca Jana Góry. Spotkania odbyły się już po raz dwunasty, a przybyło nad Jezioro Lednickie 70 tysięcy młodych pielgrzymów. Mam wrażenie, ze w mediach zbyt skromny wyraz znalazło to bogate i wielkie duchowe wydarzenie. Niestety, władcy i właściciele mediów w Polsce nie są zainteresowani głoszeniem wartości nieprzemijających, nadprzyrodzonych. Źle się dzieje już nie tylko na Zachodzie. Jednak prawdziwe wartości noszone są w sercach uczestników i przez nich trafiają do innych serc. Naprawdę ciekawe są opowieści tych, którzy przeszli przez Bramę – Rybę, ale ja dziś spotkałem człowieka, który powiedział mi: byłem na Lednicy. – To pewnie masz wspaniałe wspomnienia? – Tak, byłem w grupie porządkowej i cieszę się z tego, służyłem innym.

Przypomniałem sobie moje współczucie w sercu dla tych, których oglądałem podczas pielgrzymek Jana Pawła II do Ojczyzny, jak w żółtych furażerkach stali na obrzeżach, z dala od ołtarza, a czasem musieli patrzeć na tłum pielgrzymów odwróceni plecami do ołtarza. Zdarzało się, że w ogóle nie widzieli Ojca św. Warto pomyśleć z wdzięcznością o wolontariuszach w Lednicy. Było ich półtora tysiąca: ratownicy, lekarze, śmieciarze, ochroniarze, służący przy wydawaniu posiłków, przewodnicy, informatorzy itp. Kochali Chrystusa miłością okrężną, służąc bliźnim. Oni służyli, by inni mogli modlić się i przeżyć wyjątkowe spotkanie z Chrystusem. To może być odpowiedź tym wszystkim, którzy pytają, czy można wielbić Boga, stojąc czasem tyłem do ołtarza, ale zawsze twarzą do ludzi?

2008-07-03

OTCHŁANIE WIARY.

Nie szukam w życiu wiary tylko słodyczy i radości, pociechy i uniesienia duchowego, choć muszę przyznać, że najczęściej modlę się do Jezusa, by nie doświadczał mnie boleśnie, bo nie wiem, czy wytrzymałbym próbę. Jednak wyznania Matki Teresy paraliżują mój nerw wiary. Jestem zachwycony jej wewnętrzną mocą wierności Jezusowi, ale z drugiej strony zawstydza mnie, a nawet przeraża, małość mojej kondycji wiary i miłości dla Jezusa.

Dlatego sięgam do innej lektury, choćby na pewien czas. U Brata Rogera z Taizé czytam: „We wnętrzu człowieka zalegają pokłady niepewności, zwątpienia, jemu tylko znanych udręk…, a także czeluści nie wiadomo skąd się biorącego poczucia winy. Z wolna jednak zaczynamy rozumieć, że Chrystus modli się w głębi osoby ludzkiej goręcej, niż przypuszczamy. Z dziecięcą ufnością pozwólmy Duchowi Świętemu, aby modlił się w nas, a zrozumiemy, że owe otchłanie są zamieszkane. I pojawiają się chwile, w których Bóg jest wszystkim.

2008-07-02

SPOWIEDŹ.

Czytam o Matce Teresie z Kalkuty i jej prywatne pisma. Książka mnie momentami denerwuje i zniecierpliwia, bo wszechobecny komentarz do pism Matki jest nie do zniesienia. Z drugiej strony same pisma czasem przerażają ciemnością i pustką w duszy. Myślę, że z tych pism można wyczytać najtragiczniejszą definicję wiary ogołoconej. Tam nie ma żadnych widzeń, błysków obecności, żadnych cudów na potwierdzenie wiary. Ciemna otchłań, czeluść bez Boga. I jest odwaga człowieka wchodzącego w to bezdno, by dojść do Boga.

Dla przykładu przytoczę fragment z notatek spisanych przez Matkę Teresę po spowiedzi: „Czuję w duszy po prostu ten straszliwy ból z powodu utraty – Boga, który mnie nie chce – Boga, który nie jest Bogiem – Boga, który naprawdę nie istnieje (proszę, Jezu, wybacz moje bluźnierstwa – kazano mi pisać wszystko). Ta ciemność, która otacza mnie z każdej strony – nie potrafię wznieść swej duszy do Boga – nie dociera do niej żadne światło ani natchnienie. […] Nie mam w sercu wiary – ani miłości – ani zaufania – tak wiele tam bólu – bólu z powodu tęsknoty, bólu z powodu poczucia, że nie jestem chciana. – Chcę Boga ze wszystkich sił mojej duszy – a mimo to jest między nami – to straszliwe oddzielenie”. [str. 263-264]. Jestem w popłochu.

2008-07-01

KSIĄŻKI.

Osiołkowi w żłoby dano… Wieczorem dostukał się do mnie kurier z Krakowa. „Znak” przysłał dwie książki. Obie pięknie wydane, ale obie jakże różne! Powinny stanąć daleko od siebie w mej bibliotece. Nie staną jednak i nie będą leżały. Obie trzymam w ręku, przeglądam, wertuję, która ciekawsza? Obie znam z recenzji. Każda z nich potrąca inną, odmienną strunę duszy. Muszę przeczytać. Ale od której zacząć? Zacznę chyba od ciemności wiary Matki Teresy z Kalkuty, bo Piotrek, gdy się dowie, że już mam tę książkę, wyrwie mi z rąk. Podobnie było przy lekturze pism św. Jana od Krzyża, musiałem mu natychmiast pożyczyć. Książka o szpiegach sowieckich w Watykanie będzie musiała nieco poczekać, tym bardziej, ze od wczoraj zacząłem Wildsteina „Dolinę Nicości”. Za dużo byłoby naraz obrzydliwości i diabelstwa politycznego. Wierzyć się nie chce, „a to Polska właśnie”!

Biorę więc do ręki prywatne pisma „Świętej z Kalkuty”. Może jej ciemności wiary wydrążą tunel światła w mojej duszy.

2008-06-30

TAK ONGIŚ BYŁO.

W Uroczystość św. apostołów Piotra i Pawła przed 44 laty sprawowałem po raz pierwszy Najświętszą Ofiarę. W przeddzień otrzymałem święcenia prezbiteratu z rąk kard. Bolesława Kominka w prokatedrze św. Stanisława, Wacława i Doroty we Wrocławiu. Prymicje odbywały się w Kostrzy, niedaleko Strzegomia. Tam moi rodzice ciężko pracowali w kamieniołomach na 6-cioletnie kształcenie w seminarium duchownym. Oczywiście, władza ludowa nie dostrzegała Polaków, którzy chcieli służyć Panu Bogu. Żadnych stypendiów dla studentów i żadnej pomocy na prowadzenie uczelni duchownej. Nie przyznawano nam nawet legitymacji studenckich, a więc nie mieliśmy żadnych ulg w komunikacji kolejowej czy miejskiej. Nie było też dla kleryków ubezpieczenia państwowego, ani leczenia, ani wczasowania na koszt skarbu państwa. Ukończenie seminaryjnych studiów filozoficzno-teologicznych to było prawdziwie wielkie zwycięstwo na różnych płaszczyznach. Ciężko było, ale tym radośniejsze były prymicje. Zjechała cała rodzina z różnych stron Polski, najbardziej cieszyła mnie obecność wielkiej grupy studentów z Duszpasterstwa Akademickiego „Pod 4” we Wrocławiu. W ostatnich latach studiów kleryckich z nimi właśnie łamaliśmy sobie głowy nad różnymi filozoficznymi, teologicznymi i życiowymi problemami w kole „Paradoks”. Czuwał nad nami ks. Aleksander Zienkiewicz.

 

Mój Boże, od wstąpienia do seminarium mija w tym roku już 50 lat. Pół wieku! Czas ucieka, wieczność czeka…

 

2008-06-29

POKORA

Uroczystość Świętych Apostołów Piotra i Pawła. Obaj są wielkimi autorytetami dla wszystkich chrześcijan, przez dwa tysiąclecia odbierają najwyższą cześć od współwyznawców i wdzięczność za ich wiarę, którą przekazali następnym pokoleniom.

A przecież nie od początku byli godni naśladowania. Obaj rozpoczynali jako słabi, błądzący ludzie. Ale obaj umieli przyznać się do grzechu. Św. Piotr zdradził Jezusa w najtrudniejszej dla Mistrza sytuacji, gdy skazywano Go na śmierć. Piotr zdekonspirowany jako uczeń Chrystusa „począł się zaklinać i przysięgać: ’Nie znam tego Człowieka’. I w tej chwili kogut zapiał. Wspomniał Piotr na słowo Jezusa, który mu powiedział: ‘Zanim kogut zapieje, trzy razy się mnie wyprzesz’. Wyszedł na zewnątrz i gorzko zapłakał” (Mt 26,74-75). Umiał żałować i w późniejszym nauczaniu nie przysypywał swego grzechu stertą wielkich słów o swych dokonaniach. Ewangeliści przekazali to wydarzenie całemu Kościołowi i nikt się nie boi do dziś, że to może pomniejszyć zasługi pierwszego Apostoła.

Św. Paweł rozpoczynał swą drogę chrześcijańską od prześladowania Kościoła. Nawrócony pod Damaszkiem, skutecznie ewangelizował pogan. W liście do Galatów odważnie przyznaje się: „Słyszeliście przecież o moim postępowaniu ongiś, gdy jeszcze wyznawałem judaizm, jak z niezwykłą gorliwością zwalczałem Kościół Boży i usiłowałem go zniszczyć…” (Ga 1,13). Do ochrzczonych w Koryncie pisze z ogromną pokorą: „Jestem bowiem najmniejszy ze wszystkich apostołów i niegodzien zwać się apostołem, bo prześladowałem Kościół Boży” (1 Kor 15,9). W XX wieku Matka Teresa z Kalkuty mówiła: „Znajomość Boga daje miłość, znajomość samego siebie daje pokorę. Pokora nie jest niczym innym jak prawdą”. Sztuka życia w pokorze wyklucza kłamstwo i „zamiatanie pod dywan”.

 

2008-06-28

PIERWSZY KROK

Od rana zaczęły się rozruchy w Poznaniu 52 lata temu. Byłem już licealistą. Wiadomości z Poznania skąpo spływały w Polskę. Miasto otoczyła milicja, czołgi wyjechały na ulice. Ponad 10 tysięcy żołnierzy pacyfikowało robotników. Strzelanina i strach i śmierć i żałoba. Wiele setek rannych, ponad pół setki zabitych. 250 osób aresztowanych. Powstańcy wyzwolili jeńców politycznych w obozie koncentracyjnym NKWD i UB. Nazajutrz przez radio przemawiał łysy premier, Józef Cyrankiewicz. (Jego portrety wisiały wszędzie w szkole obok Bieruta i Rokossowskiego). To był bardzo elokwentny i inteligentny konformista. Umiałby się zachować przy każdej innej partii. Serce miał zdeprawowane, ale nie ideami socjalistycznymi. Żłobu trzymał się bardzo długo, bo niewielu ludzi tak inteligentnych posiadała partia.. On miał czelność grozić robotnikom, że ręka podniesiona na władzę ludową będzie odrąbana. Pomylił się wierutnie. Czerwiec i Październik roku 1956 to pierwszy dynamiczny krok Polaków ku wolności. Destalinizacja i uwolnienie kard. Wyszyńskiego otworzyło drogę ku likwidacji PZPR-u. Długa to była droga i bardzo kosztowna – życie ludzkie jest bezcenne. O, żeby chcieli o tym dziś pamiętać skłóceni ze sobą politycy.

Pamiętam o tym Czerwcu, bo drżałem wtedy o los starszego kolegi, który studiował w Poznaniu. Jakże się cieszyłem listem od niego, w którym pisał, że jedynie nogę nadwerężył w gonitwie po ulicach z milicją.

 

2008-06-27

FILM O SERCU.

Trudno mi otrząsnąć się z przygnębienia po obejrzeniu „Trzech kumpli”. Największym obrzydzeniem napawają cyniczne odpowiedzi zdekonspirowanego Maleszki. Totalne odkorowanie sumienia. Film pokazuje serce człowieka, który (z jakiej przyczyny?) potrafi uszlachcić, jak świnię, swoje wyższe uczucia, aby ze smakiem konsumować życie. A przecież niejeden taki „maleszka” został zagarnięty w sieć ubecką. Ilu z nich oglądając ten film, zawstydzi się, otrząśnie i nawróci się? Bólem przenika mnie świadomość, bo przecież to są Polacy, ludzie ochrzczeni, a jednak ich serca dały się uwieść skreślaniu przeszłości… Chciałbym, by do ich serc dotarło żarliwe wezwanie Matki Teresy z Kalkuty:

„Przemieńcie wasze serca… Jeśli nie przemienimy naszych serc, nie będziemy nawróceni. Zmiana miejsca nie jest odpowiedzią. Zmiana zajęcia nie jest odpowiedzią. Odpowiedzią jest przemiana naszych serc. A jak przemienia się serca? Poprzez modlitwę”.

2008-06-26

NADZWYCZAJNY.

Lesław Maleszka, ubecki kryptonim „Ketman”, donosiciel na swoich przyjaciół z SKS w Krakowie, na długie lata zostanie symbolem podłości i wydrążonego sumienia. Nikt nie wątpi, że bez jego agenturalnej penetracji krakowskiego, studenckiego środowiska opozycyjnego, Stanisław Pyjas żyłby do dziś. Tymczasem aż do dziś agent Maleszka pracował w Gazecie Wyborczej, mimo że kierownictwo wiedziało od 2001 roku o jego obrzydliwym procederze. Nie da się ukryć, głęboki cień pada na ten wielonakładowy dziennik. Koledzy ubecy bez żenady wyjaśniają, że Lesław Maleszka był nie tylko cennym donosicielem, on był nadzwyczajny! No i żył z tego. Czy ta „nadzwyczajność” sprawiła, że przez tyle lat agent ubecki nie mógł zamknąć drzwi z zewnętrznej strony redakcji Gazety Wyborczej?

2008-06-25

DOBRE RĘCE.

Porywasz mnie, Panie, mimo, że ja wywijam Ci się z rąk jak śliski węgorz. Wydaje mi się po wyciągnięciu z sieci, że znów jest dobrze, bo pływam w wodzie. A prawda jest taka, że pływam na dnie łódki rybackiej. Wiem, ze wybierasz mnie stamtąd, by wypuścić znów na głębię. Ale dlaczego ja wyrywam się z dobrych rąk Twoich?

 

2008-06-24

SPRZECIW.

Ojciec Jana Chrzciciela stanął przed narodzinami syna jak przed wielką tajemnicą. Anioł ją przyniósł. Nie mógł jej pojąć, chciał dyskutować. I dlatego musiał zamilknąć. Ciężka próba, ale u jej końca był już posłuszny Bogu. Stanął wobec wszystkich przeciwnych sądów i napisał na tabliczce: „Jan mu będzie na imię!”. Jego mocny sprzeciw wobec ludzi zrodził się z mocnego zaufania Bogu.

2008-06-23

ZNIEWAGA.

Pani minister zdrowia Kopacz czuje się dobrze po Mszy niedzielnej. Spełniła swój obowiązek urzędnika państwowego, wskazując szpital, gdzie 14-letnia Agata poddała się skrobance. Dziecko w dziecku zamordowano, nie licząc się zupełnie z psychiką 14-latki i z syndromem poaborcyjnym. Internauci z Frondy wszczęli alarm o ekskomunikę katoliczki na ministerialnym stołku, a pan poseł Gowin (PO, katolik) wspomniał o możliwości dymisji z urzędu państwowego, gdy zachodzi konflikt sumienia.

A może by tak państwo katolicy zaczęli mówić o Panu Bogu i o zniewadze Bożej Miłości, jakiej dokonano na oczach wszystkich? Ta zniewaga nie zaczyna się od fotela ginekologicznego.

2008-06-22

BYŁY IMIENINY.

Byłem na niesamowitych imieninach. W zielonych ogrodach, za którymi bielały w dali trzy monumentalne krzyże, przewalał się półtysieczny tłum elegancko ubranych ludzi w garniturach, sutannach i habitach białych. Strumień ludzki powoli przesuwał się w kierunku gospodarza, który odbierał prezenty od gości. Przeróżne rzeczy dawali ludzie wąsatemu solenizantowi. Na piersiach każdego z gości zauważyłem tabliczkę z jakimś napisem. Ciekawostką było to, że na początku każdej tabliczki widniało wyraźne słowo „były”. Były prezydent, były prowincjał, były proboszcz, były sekretarz, były szef ochrony rządu, państwa, bezpieczeństwa, były komuch itp.

Szampanki poszły w górę, gospodarz zaczął zamykać i otwierać oczy i zwilżać językiem wargi, znak, że za chwilę przemówi. Kiedy padły spodziewane słowa: „Nie chcem, ale muszem”, ogólny aplauz wzruszonych gości nie pozwolił solenizantowi dalej mówić. Wśród wiwatów i okrzyków zachwytu na środek wniesiono na ogromnej tacy pieczonego strusia. Danie było pięknie przystrojone mieniącym się wszystkimi kolorami ogonem z pawich piór! Gospodarz ukroił pierwszy kawałek pysznego strusia, uniósł widelec wysoko i mocnym głosem wypowiedział słowo: BYŁEM! I wtedy pospadały tabliczki z piersi gości, którzy w popłochu zaczęli szukać wyjścia, ukradkiem zabierając ze sobą ofiarowane prezenty.

Z nieba spłynęła srebrzysta światłość, a z nią cudowna muzyka sfer. I nagle otwarły się bramy ogrodu i wtargnął na murawę tłum robotników. Na czele szła starsza, drobna pani w grubych okularach. Wyciągnęła w stronę gospodarza rękę, ten ujął ją i… przebudziłem się.

2008-06-21

PARTYNICE.

Miałem wtedy 19 lat kapłaństwa. Wczesnym rankiem szedłem na spotkanie z Ojcem św. Z każdej strony miasta ciągnęły kilometrowe sznury ludzi, a wszystkie zlewały się w jeden wielki trakt u samej bramy hipodromu na Partynicach. Kilka chwil nieprzyjemnych podczas kontroli osobistej w bramie, i już w krainie wolności! Takie wrażenie właśnie sprawiał potężniejący z każdą chwilą kolorowy tłum w ogromnej przestrzeni hipodromu. Oczywiście, tłum był, zwłaszcza w pobliżu gigantycznego ołtarza i na trybunach, poprzetykany ubekami, ale kto by się nimi dzisiaj przejmował.

Aktorzy wrocławscy przy mikrofonach śpiewali i recytowali cudowne strofy patriotyczne. Do milionowej rzeszy ludzi docierały upragnione słowa: wolność, miłość, solidarność, braterstwo i bohaterstwo… Ale też były tam słowa o cierpieniu, więzieniu i przemocy, o barbarzyństwie i zniewolonym umyśle, o bezprawiu i tragicznej samotności. Artyści dodawali otuchy, budzili nadzieję i podnosili ludziom zwieszone smutno w stanie wojennym głowy. Pięknie wyglądały te twarze w jasnym słońcu, nad którymi łopotały biało-czerwone flagi i transparenty. Nad tą radością religijno-patriotyczną unosił się Chrystus Zmartwychwstały w czerwonym, królewskim płaszczu, z dłonią uniesioną do błogosławieństwa, a palce wskazywały znak V, proroczy znak zwycięstwa. Chrystus wychodził ku nam z otwartego na tle niebios Krzyża. Nie widziałem dotąd piękniejszej ilustracji Norwidowych słów: „-Gdzież podział się krzyż? -Stał się nam: b r a m ą”.

Jan Paweł II „sfrunął” ku nam z błękitu w białym helikopterze. Witano go śpiewem, brawami i okrzykami radości. Stałem przy niższej ambonce na stopniach ołtarza i myślałem, że serce mi ustanie z emocji, gdy Ojciec św. przechodził obok po żółtym kobiercu na białych schodach. Trudno też było opanować ogromny aplauz tłumu na widok białej postaci pozdrawiającej wiernych sprzed ołtarza. Czy to cud?  -pytałem jako komentator sam siebie. Musiałem się uszczypnąć i powiedzieć sobie: tak, to jest cud, papież po raz pierwszy we Wrocławiu! Stoi tu, przed nami. Dzban szczęścia wypełnił się po brzegi, gdy po wszystkim, nam służącym przy ołtarzu wolno było ucałować pierścień Rybaka. To działo się naprawdę dokładnie 25 lat temu.

2008-06-20

KOMITET.

Prawie połowa Polaków nie dowierza zapewnieniom Lecha Wałęsy, że nie był uwikłany we współpracę z SB, a 60% Polaków uważa, że jego agenturalna przeszłość nie odbiera mu zasług pierwszego lidera „Solidarności”. Polacy z uśmiechem (niektórzy ze zdenerwowaniem) przyjmują obronne słowa byłego prezydenta w stylu: to ja obaliłem komunę. W Szczecinie powstał Komitet Obrony Lecha Wałęsy.

To wszystko dzieje się przy nieznajomości tekstu książki o Wałęsie i SB. Każdy z dyskutantów telewizyjnych i radiowych przyznaje się, że książki nie czytał. Przypomina mi to czasy komuny, gdy organizowano wielkie zgromadzenia robotników, na których wybrani działacze odczytywali teksty potępiające biskupów polskich za napisanie listu do biskupów niemieckich. Oczywiście, treść listu nigdzie nie była opublikowana.

2008-06-19

TAJFUN.

Rozkręca się z wielką siłą już nie burza, a tajfun z Lechem Wałęsą pośrodku! Przybywa wątków w dyskusjach medialnych, a każdy nowy zasila wywody albo fanów „ikony”, albo zwolenników „wolności słowa”. Gdy włączyli się w debatę politycy, widać wyraźnie ideologizację sporu. Sam Wałęsa broni się impulsywnie, nerwowo reaguje, nie odpowiada na zarzuty, niczego nie wyjaśnia. Robi się gorąco i duszno. Czort zaczął kręcić tą karuzelą. Książki jeszcze na rynku nie ma, ale jarmark wokół niej wielki. Z fragmentów ujawnionych w „Rzeczpospolitej” i z filmu Grzegorza Brauna i Roberta Kaczmarka „TW Bolek”, wyświetlanego wczoraj w I programie TVP, wyłania się nieciekawy obraz elit posolidarnościowych. Dziś w rozmowie ze weteranem „Solidarności” usłyszałem gorzkie słowa: „myśmy cierpieli, a ci na górze własne interesy uklepywali z komuchami”! Przypomniał się zeszłoroczny film „Nocna zmiana”, rozpowszechniany na CD.

Niedobry to tajfun, bo dzieli znów Polaków i odwraca uwagę od spraw istotnych w kraju.

2008-06-18

OTWIERANIE OPINII.

Książka Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka „SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii” już toczy swoje życie publiczne. Toczą się też debaty publiczne. We wstępie do książki można przeczytać: „Znaczna część uczestników tych debat odruchowo odrzuca możliwość, iż młody członek komitetu strajkowego Stoczni Gdańskiej w 1970 r. przez kilka następnych lat mógł – samotny w zderzeniu z machiną SB – być tajnym współpracownikiem bezpieki, a następnie zerwać tę współpracę i zaangażować się w działania opozycji demokratycznej i Wolnych Związków Zawodowych, odrzucić próby ponownego werbunku przez SB, a dzięki swej osobowości i momentowi historycznemu mógł zostać symbolicznym liderem wielkiego ruchu „Solidarności” i światową ikoną antykomunistycznego oporu. Wreszcie jako prezydent wolnej już Polski musiał ustosunkować się do tego epizodu własnej przeszłości – i że wszystkie powyższe odsłony dotyczą biografii jednego człowieka, któremu miejsca w historii Polski nikt nie odbiera”. Jest to wyraźna odpowiedź dana sygnatariuszom niedawno opublikowanego listu w obronie Wałęsy (z kręgu Michnikowej GW), ale jakże inna w swym tonie, jak spokojna i wyważona to odpowiedź. Autorzy książki, wydaje się, chcą otworzyć opinię publiczną na ewentualny fakt przyznania się Lecha Wałęsy do trudnej prawdy bez uszczerbku dla jego wizerunku patriotycznego. Z pewnością tak można również odczytać wypowiedź Janusza Kurtki, prezesa IPN: „Myślę, że po 1976 r. można mówić z całą pewnością o tym, że Lech Wałęsa był autentycznym uczestnikiem opozycji, a później autentycznym przywódcą, to nie ulega wątpliwości”.

2008-06-17

JAGÓD DZBAN.

„Rzeczpospolita” zaczęła drukować fragmenty książki o Lechu Wałęsie z ubekami w tle. Książka będzie w sprzedaży za tydzień, na świętego Jana. „Na święty Jan – pełen jagód dzban”. Wydaje mi się, że nie będą to słodkie jagody, ani dla Wałęsy, ani dla Polski. Trzeba będzie ten deser przełknąć. Z reakcji byłego prezydenta RP, który już zna ten smak, można wnioskować o ciężkim zatruciu ducha. Nie będzie zdrowo w Polsce przez pewien czas.

2008-06-16

KSIĄDZ FRANEK.

W pięknym plenerze Gór Sowich, około 70 km na południowy zachód od Wrocławia, w Jugowicach odbyło się spotkanie mojego rocznika kapłańskiego. W skromnej kaplicy na poddaszu „Albertówki”, założonej przed laty przez naszego znakomitego kolegę ks. Franka Głoda, dziękowaliśmy Panu Bogu za 44 lata służby w kapłaństwie. Gospodarz przyjął nas wielkodusznie w jadalni, i z wyraźnym ukontentowaniem pokazywał dzieło swego życia – „Albertówkę”, gdzie znajdują swoje nowe miejsce w życiu ludzie pogubieni, bezdomni, wyrzuceni poza nawias społeczny. Z nimi właśnie stworzył cudowne miejsce pod niebem, gdzie można znaleźć spokój. Oglądając to wielkie gospodarstwo, niełatwo wyjść z podziwu nad tym, co się widzi i nad planami rozwoju. U księdza Franka zawsze można było zauważyć miłość do natury i do wszystkiego, co Bóg stworzył. Odziedziczył to umiłowanie po swym ojcu Ignacym, ongiś pierwszym gospodarzu na Zabrniu w parafii Szczucin w ziemi tarnowskiej. „Albertówka” to nie jedyne dzieło ks. Głoda, jego parafialna jadłodajnia we Wrocławiu wydaje dziennie 300 posiłków dla ubogich. Wszystkie biedne dzieci w jego parafii zdążyły przeżyć przynajmniej raz piękne wakacje w Górach Sowich. Młodzieżowe grupy parafialne nie muszą się martwić, gdzie zorganizować kolejny weekend odosobnienia i skupienia modlitewnego.

Ks. dr Franciszek Głód przed 30-tu laty ukończył studia psychologiczne na KUL-u. Założył Studium Rodzinne w  parafii św. Elżbiety, prowadzi wykłady z zakresu psychologii rodziny na Papieskim Wydziale Teologicznym, wydał kilka mądrych i praktycznych książek. Ale przede wszystkim jest proboszczem na ul. Grabiszyńskiej we Wrocławiu.

2008-06-15

ARTYŚCI.

U św. Marcina odbyło się dziękczynienie za 25 lat istnienia Duszpasterstwa Środowisk Twórczych we Wrocławiu. Przewodniczył i słowo powiedział ( w otoczeniu kolejnych duszpasterzy) ks. abp Marian Gołębiewski. Pięknie brzmiała oprawa muzyczna liturgii. Po Mszy św. była agapa w Domu Jana Pawła II obok kościoła św. Krzyża na Ostrowie Tumskim.

W rozmowach wspominano ludzi i różne wydarzenia artystyczne, które miały miejsce w minionym ćwierćwieczu. We wspomnieniach, jak zwykle, nie pamiętano chwil złych czy nieudanych i nieprzyjemnych. Dlatego atmosfera była pełna radości i miłego na nowo rozpoznawania czasu. Potrzebne są takie chwile ludziom bezsprzecznie starzejącym się, ale i tym młodym, przypatrującym się z życzliwością temu co było. Pani historia uczy nowe pokolenia na materiale już przerobionym.Dwadzieścia pięć lat naszego Duszpasterstwa, które powstało w czasie stanu wojennego, to także dokonania Pana Boga w duszach twórców. Trudny czas przyniósł wiele nawróceń, otwarcia serc na działanie łaski Bożej. Zaangażowanie artystów w prace i wydarzenia duszpasterstwa wynikały nie tylko z chęci zaistnienia w tak niezwykłej przestrzeni, jaką stwarza wnętrze świątyni, ale w wielu wypadkach prowokowane było odnalezioną w sercu nową tęsknotą i wewnętrznym parciem ku najwyższym wartościom. I za to przede wszystkim dziękowałem dziś Panu Bogu podczas jubileuszowej Eucharystii.

2008-06-14

BICIE PIANY.

Dzieci zafundowały sobie dziecko, a starsi mają problem… polityczny.

A swoją drogą, skąd u pana Millera tyle troski o 14-latkę? I po co mu ta autoaureola dobrego dziadziusia fundującego zagraniczną skrobankę?

Komuna zawsze żywiła się ludzkim nieszczęściem, zdejmowaniem krzyża i odbieraniem praw katolikom. Przez jakiś czas będzie słychać bicie piany lewicowej w Polsce.

2008-06-13

KLUCZ.

Dziś wieczorem zauważyłem, jak młody chłopak zapalił czerwoną świecę przed figurą św. Antoniego, a potem  klęczał skupiony. Zagadnąłem znienacka: czy to dlatego, że on zawsze był młody? -To mój patron, a poza tym kiedyś zgubiłem się Panu Bogu, a on mnie odnalazł. Ksiądz wybaczy, ale nie chcę do tego wracać. Odwrócił się i szedł ku wyjściu. – Szczęść Boże! – rzuciłem mu w plecy. Odwrócił się i z uśmiechem oddał: no, żeby ksiądz wiedział, to ogromne szczęście! Nie chciał dalej rozmawiać. Popatrzyłem na figurę świętego z Jezusem na ręku i z bułką w drugiej dłoni i pomyślałem: zawsze odnajdywałeś zapodziane gdzieś klucze. Czy to znaczy, że człowiek pasuje do zamka w bramie Królestwa niebieskiego?

2008-06-12

ZA OCEANEM.

Pamiętam sprzed wielu lat piękne małżeństwo pracujące w polskiej parafii w Mississauga, blisko Toronto w Kanadzie. Zadziwiali mnie swoim radosnym usposobieniem w pracy charytatywnej, uczynnością i profesjonalizmem w prowadzeniu różnych projektów duszpasterskich w wielkiej parafii. Dopiero w niedzielę przy ołtarzu odkryłem, że on jest diakonem stałym. Pokora i zwyczajność w traktowaniu siebie.

W Polsce musi ruszyć front działań formacyjnych wobec młodych małżeństw. Bowiem w procedurach kancelaryjnych przed zawarciem małżeństwa zwykle wychodzi na jaw żenująco niski poziom wiedzy religijnej, a zachowanie młodych gości na Mszy ślubnej przypomina niemy spektakl teatralny. Trzymiesięczne kursy przedmałżeńskie, jak się okazuje, często są nikomu niepotrzebną formalnością. Młodzi zwykle zadyszani biegają po parafiach na miesiąc przed ślubem w poszukiwaniu kursu. Duszpasterze ratują sytuację i poprzestają na kilkutygodniowych spotkaniach, albo, ostatecznie przyparci do muru, proponują weekendowe dni skupienia dla narzeczonych. Beznadziejność wychyla się też z faktu, że narzeczeni nigdy narzeczonymi nie byli.

Za oceanem mówi się o katolikach, że gdy zdeklarują się wierzącymi, to należą do Kościoła ciałem i duszą. Angażują się mocno w życie parafialne. Młodzi pięknie dojrzewają do wiary i do apostołowania w wierze. Z młodych rodzin łatwo jest wybrać i wykształcić stałych diakonów.

2008-06-11

DIAKONI.

Mamy już w Polsce stałych diakonów. Na razie po jednym w Toruniu i w Pelplinie. Owoc czasu soborowego dojrzewał długo w naszym Kościele. Biskupi polscy bardzo ostrożnie idą drogą włączanie świeckich w struktury Kościoła. Po prostu ten skamieniały klerykalizm nie kruszał, bo dość było kapłanów. Dzisiaj to się zaczyna zmieniać. Kraje Zachodu właśnie z braku powołań, natychmiast otwarły bramy dla diakonów żonatych. U nas pierwszym krokiem, i to od niedawna, było ustanowienie świeckich szafarzy Eucharystii w parafiach. Diakon w parafii ma większe prerogatywy: może odprawiać nabożeństwa, błogosławić śluby, prowadzić pogrzeby, udzielać Komunii i głosić kazania. Nie może jednak odprawiać Mszy świętej i słuchać spowiedzi.

Dobrze jest, gdy ilość powołań kapłańskich nie maleje, bo kapłan nieprzeciążony pracą w parafii jest skuteczniejszy i bardziej pomysłowy duszpastersko. Ale z drugiej strony Kościół nie może być rzeczpospolitą duchownych.

2008-06-10

URZĄD.

Fiskus wojewódzki to tak wielka machina biurokratyczna, że nikt nie powinien zbytnio się gorszyć, spotykając się z urzędniczym bałaganem. A po drugie człowiek jest ułomny i każdemu pomyłka może się zdarzyć.  Ja się nie gorszę, ale żyję z lękiem pod skórą, bo mogę usłyszeć przez telefon, że pani urzędniczka chce się upewnić, czy ma wszystko OK w szufladzie z moimi papierami i poprosi mnie, bym przybył z duplikatami, albo je przysłał faxem. Oczywiście, pobiegnę z dowodami w zębach, albo je przefaksuję, bo lubię te miłe panie. Ale w głowie będzie mi się jarzyło pytanie, czy urzędniczka nie może poprosić swą koleżankę z archiwum o sprawdzenie? – Nie może, bo w takiej masie papierów grzebanie w szafach z dokumentami może spowodować bałagan (albo go ujawnić), a koleżanka może się nieprzyjemnie obruszyć. Siedzi więc (nie)możny urząd na swoim miejscu, a podatnicy (odrywając się od swojej pracy) raz i drugi, i trzeci dobiegają promieniście. Kto tu i z czyich pieniędzy bierze pensje? Kto tu komu powinien służyć?

 

2008-06-09

SPORT.

Nie wszyscy Polacy przegrywają. Robert Kubica wygrał w Kanadzie!

2008-06-08

PIŁKA EURO.

Polska rozpoczęła kopane Euro 2008 i to z Niemcami. Już dwa tygodnie wcześniej dał się słyszeć huk medialny o wygranej Polskiej drużyny. W tym huku nie można było dojrzeć żadnego rozsądnego sportowca czy kibica. Nawet prezydent Wrocławia bał się wychylić z poprawności obowiązującej, bo przecież okrzyczany byłby niepatriotą! To się nazywa dodawanie medialnego „pałera” naszym chłopakom. No i wygrali… handlarze piwa. Na wlewanie w siebie obie sytuacje, wygrana czy przegrana, są dobre.

Gdy na 20 minut przed końcem meczu usłyszałem w radiowej jedynce: „Niemcy prowadzą 1: 0, ale nasza reprezentacja wcale nie rezygnuje”, pomyślałem, że to pasuje na zakończenie Mistrzostw Euro 2008. Nawet druga piłka w naszej siatce nie wtrąciła mnie w przepaść rozpaczy!

2008-06-07

LEDNICA.

Pięknem Lednicy jest nie woda, nie brzegi porośnięte zielonym tatarakiem, nawet nie wielka stalowa ryba-brama. Lednica promieniuje radością, to jest jej prawdziwe piękno. W tym roku młodzi zgromadzili się, by usłyszeć Chrystusowe wyznanie: „Jesteście moimi przyjaciółmi”. Każda dziewczyna i każdy chłopak, który tam się znalazł, musi usłyszeć w swojej duszy bardzo intymne, pełne miłości, ale i uszanowania dla wolności, indywidualne pytanie: czy chcesz być moim przyjacielem? Tak pyta Jezus, który nas wszystkich wcześniej umiłował.

W homilii ks. bp Edward Dajczak powiedział: „Przyjaźni nam potrzeba. Coś się stało, że nie ma miejsca w życiu na przyjaźń, bo ledwie podrośniemy już jest chłopiec i dziewczyna, już musi być gra miłości”. Straszna cywilizacja obrazkowo-doznaniowa okrawa młodość z jej najpiękniejszych, najdelikatniejszych i bezinteresownych, wielkich uczuć i doznań. Młodzi zbyt szybko i niecierpliwie uruchamiają między sobą ciało, a cały cudowny skarbiec duszy, zostawiony na później, może nigdy nie być otwarty.

Przejście przez rybę-bramę z odrzuceniem maski i przyjęciem Jezusa jako Przyjaciela, może także otworzyć dusze na przyjaźń wzajemną młodych. Jezus doskonale uczy przyjaźni. Jego Ewangelia zawiera wiele lekcji na temat prawdziwych przyjaciół.

2008-06-06

ŚWIĘTE ODWIEDZINY.

Po kraju wędrują relikwie kilku świętych Pańskich. Błogosławiona Karolina Kuzkówna przyjmowana jest w środowisku młodych, szczególnie w Małopolsce. Tam ona wzrastała i tam dojrzewała jej wiara aż do bohaterstwa w walce o czystość dla Chrystusa. Tam tworzą się liczne kręgi jej młodych naśladowców. Chłopcy i dziewczęta, stojący na progu do małżeństwa, zapatrzeni w Karolinę, przyrzekaja Bogu piękne życie narzeczeńskie, czystość aż do ślubu sakramentalnego.

Najnowszy święty gość przybywa z Italii. Bohaterska matka, która oddała swe życie dla uratowania rodzonego dziecka. Joanna Beretta Mola, młoda, z pełną kulturą, piękna i zadbana pani, romantycznie kochająca swego męża i bezgranicznie oddana ich własnym dzieciom, przynosi ze sobą wzór współczesnej świętości. Jej relikwie odwiedzają obecnie archidiecezję wrocławską, w przyszłym roku powitamy je w samym Wrocławiu.

2008-06-05

BLISKOŚĆ.

W przestrzeni wiary jest pojęcie: bliskość, wyraża ono ludzkie pragnienie spotkania z Bogiem. Miejsca święte odwiedzane są przez pątników dlatego, że zostały wybrane spośród innych miejsc na ziemi dla spotkania człowieka z Bogiem. Podobnie i ludzie święci są znakami bliskości Boga na ziemi. Po śmierci ich relikwie w dalszym ciągu przypominają nam o obecności Boga działającego na ziemi. Przez przyjęcie w domu, czy w parafii relikwii, dziękujemy Bogu za uświęcenie człowieka, a jednocześnie czujemy bliskość tego wyjątkowego i kochanego człowieka. Wielu niedowiarków gorszyło się widokiem tłumów przepychających się ku Janowi Pawłowi, każdy chciał go dotknąć, poczuć obecność człowieka niezwykłego, wybrańca Bożego. Nie gorszyć się tu trzeba, ale pochylić się z pokorą wobec bliskości Boga mieszkającego w człowieku.

2008-06-04

PŁACZ WE WROCŁAWIU.

Sportowcy dziś smucą się w całej Polsce, ale we Wrocławiu najbardziej przejmujący jest szloch tych, którzy do końca czuwali przy Agacie Mróz, złotej siatkarce, w jej ostatnim meczu. Przegrała z białaczką. Przeszczep szpiku kości nie uratował jej życia. Płaczą koleżanki z drużyny. Cierpi mama Agaty. Dzielnie ten smutek znosi mąż Jacek, którego żona dwa miesiące temu obdarzyła dzieciątkiem, ma dalej dla kogo żyć.

Ciężko jest żegnać osobę odchodzącą z tego świata, gdy ma zaledwie 26 lat i pięknie rokującą nadzieję dynamicznego życia. Walka o życie zawsze obowiązuje. Tak samo jak walka o Wieczność. Płacz w jednym i drugim wypadku niewiele pomaga, chyba że jest to płacz serca rozmodlonego.

2008-06-03

MASKOTKA.

Żywą Maskotkę zafundowała sobie PO. Choć żyje od dawna i bulwersuje opinię publiczną, to dopiero od niedawna otrzymała nominację na dynamiczne logo obozu rządzącego. Bo jakże inaczej traktować naganę, w sytuacji, gdy opinia publiczna oczekiwała wykluczenia. Sama Maskotka obawiała się tego najgorszego. Dziś wie, że zupełnie niepotrzebnie, bo jest potrzebna partii. Kto to taki? Pewien bogaty pan, który wstąpił w szeregi polityków, by wśród nich pobawić się nieco, aż mu się znudzi. Bawi się fatałaszkami i różnymi brzydkimi rzeczami. Produkuje brzydkie oskarżenia i durne pytania, byleby tylko dokuczyć mądrzejszym od siebie. Fascynują się nim media dworskie.

Nurtuje mnie tylko jedno pytanie: czy to prawda, że wyborcy dumni są z takiego ich przedstawiciela w Sejmie polskim?

2008-06-02

SĄSIEDZI.

Wyraźnie mamy wielki urodzaj na różnego rodzaju „dni”. Dziś w Europie obchodzi się Dzień Sąsiada. Podobno zwolenników tej idei w 29 krajach UN jest już około 8 milionów. Idea jest prosta, jak wiele innych dobrych pomysłów wymyślonych przez Francuzów. Trzeba po prostu zdobyć się na odwagę i zaprosić sąsiadów na kawę czy herbatę popołudniową. Proste to, ale i trudne.

W naszej parafii, gdzie domki są otoczone ogródkami, płot ogrodu jest granicą nie do przekroczenia. Każda posesja to suwerenne terytorium, nawet kotu nie wolno przekraczać granic. Sąsiedzi z końca ulicy nie znają nazwiska sąsiada mieszkającego na początku. W bardzo wielu domkach mieszkają staruszkowie, z których jedna osoba ma trochę więcej siły i opiekuje się drugą. W parafii mieszka sporo wdów, mężczyźni szybciej schodzą z tego świata. Osamotnione babcie żyją jedną ideą: chronić! Trzeba pilnować willi aż do powrotu wnucząt, których rodzice przed laty wyprowadzili się do blokowisk. Inne pilnują, choć już nie maja na kogo czekać, bo dzieci czy wnuki wyfrunęły za granicę i na razie nie zdradzają chęci powrotu. Gdy odwiedzam te osoby, często muszę długo dzwonić u bramy i czekać, nim wszystkie rygle zostaną odciągnięte.

W rodzinach średniego wieku nikt na nic nie ma czasu. Nowe firmy tak żyłują swych młodych pracowników, że ci wychodzą rankiem, a wracają wieczorem do domu. Jedynie dzieci potrafią przełamywać opory i granice. Grają w piłkę na całej ulicy, lub zapraszają koleżeństwo do mieszkania na gry komputerowe bez zważania na ogrodzenia posesji.

2008-06-01

DŁUG WDZIĘCZNOŚCI.

Dzień Dziękczynienia został dziś zainaugurowany przez abpa Kazimierza Nycza na Polach Wilanowskich w Warszawie. Była uroczysta Eucharystia i wokół Świątyni Opatrzności wielki piknik rodzinny, bo przecież dziś jest Dzień Dziecka. Ordynariusz warszawski ma nadzieję, że z biegiem lat idea Dnia Wdzięczności w każdą pierwszą niedzielę czerwca obejmie całą Polskę, bo Polacy mają komu i mają za co dziękować. Pomysł ten powstał, jak można się domyślać, z wołania dziadów i pradziadów naszych, którzy przed dwustu laty, w podzięce za opiekę, przyrzekli Opatrzności Bożej wybudować świątynię. Dziś znowu cieszymy się suwerennością kraju, trzeba więc podziękować Bogu, że przeprowadził nas bezpiecznie przez wieki niewoli i doprowadził aż do dzisiejszej wolności. Spłacając dług przodków, dołączamy do nich z własnym dziękczynieniem. Poza Panem Bogiem winniśmy naszą wdzięczność okazać wielkim Polakom, ta świątynia będzie również pomnikiem ich bohaterstwa, chwały i świętości. Ten coroczny dzień będzie także przypominał nam o sztuce dziękowania sobie wzajemnie w rodzinach, w pracy, na uczelniach, wszędzie.

Jest to na pewno dobra idea i świetny pomysł. Dzisiejsza zbiórka pieniędzy w kościołach nie tylko wesprze budowę świątyni, ale także uświadomi Polakom, jak piękne jest polskie słowo „dziękuję”.

2008-05-31

KAPŁAŃSTWO NIE DLA KOBIET.

Ochronie natury i ważności sakramentu kapłaństwa, a więc aby nie wypaczano woli Chrystusa rozumianej jednoznacznie od początku przez Kościół na Wschodzie i na Zachodzie, ma służyć obowiązujący odwczoraj dokument Kongregacji Nauki Wiary. Z treści dokumentu wynika, że osoba usiłująca udzielić święceń kapłańskich kobiecie, jak i kobieta usiłująca je przyjąć, podlegają karze ekskomuniki wiążącej mocą samego prawa, zarezerwowanej Stolicy Apostolskiej.

W ostatnich trzydziestu latach różne środowiska świeckie, zwłaszcza w krajach mocno dotkniętych reformacją, starały się stworzyć wrażenie wielkiej krzywdy uczynionej kobietom przez niedopuszczanie ich do święceń kapłańskich. Pamiętam, jak w mediach anglo- i niemieckojęzycznych krytykowano Jana Pawła II za wypowiedź, iż sam Chrystus wyznaczył do sakramentalnego kapłaństwa tylko mężczyzn. Teraz abp Angelo Amato, sekretarz Kongregacji Nauki Wiary, jednoznacznie potwierdza słowa Sługi Bożego: „Podstawowa racja jest jedna. Kościół nie czuje się władny zmieniać wolę swego Założyciela Jezusa Chrystusa”. Tak więc kropka nad „i” postawiona.  Roma locuta, causa finta!

2008-05-30

POWOŁANIE KAPŁAŃSKIE.

Dziś, w Uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa, cały Kościół, już po raz czternasty, modli się o uświęcenie kapłanów. Kongregacja ds. Duchowieństwa wystosowała z tej okazji specjalny list, w którym można przeczytać: „Jedynym właściwym wymiarem naszego świętego powołania jest radykalizm. To całkowite poświęcenie może dokonać się w nas jedynie jako ponawiana i przemodlona decyzja, którą Chrystus urzeczywistnia potem dzień po dniu. Jakakolwiek postawa inna niż rzeczywista relacja z Nim może stać się ideologiczna”.

Z tym dokumentem Stolicy Apostolskiej pięknie, ale i niepokojąco, współbrzmią słowa biskupów polskich w liście do kapłanów na tegoroczny Wielki Czwartek: „U niektórych kapłanów pojawiło się myślenie o zatrudnieniu w Kościele jako o umowie z Kościołem, którą można zawrzeć, podpisać, i którą można również zmienić, a nawet zerwać.[…] Powiedzmy jasno: nie ma Chrystusa bez Kościoła. I nie ma Kościoła bez Chrystusa. Fundamentem Kościoła – wspólnoty uczniów Jezusa Chrystusa – jest On sam: ukrzyżowany i zmartwychwstały Pan. Osobista, głęboka więź z Chrystusem, przyjęcie Jego stylu służby człowiekowi powinno stanowić najważniejszy rys tożsamości każdego chrześcijanina, a tym bardziej każdego kapłana”.

Modlić się trzeba gorąco do Chrystusa-Kapłana, aby żaden młody ksiądz nie usprawiedliwiał się przed swym przełożonym: „takie czasy, jesteśmy innym pokoleniem”.

 

2008-05-29

BALONIKI Z WODĄ.

Wczorajszy dzień był zupełnie inny w Poczdamie dla Eryki Steinbach, szefowej Związku Wypędzonych, niż dla Nicolasa Sarkozy w Warszawie. Kiedyś i pani Steinbach była w Warszawie. Pamięta, że na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego była grzecznie przez studentów wysłuchana. Nic dziwnego, była przecież gościem w środowisku młodej inteligencji polskiej.

Na uniwersytecie poczdamskim studenci nie tylko nie pozwolili jej mówić o wysiedleniach po II wojnie światowej, ale w ogóle nie wpuścili jej do Audytorium Maximum. W progu powitał ją wielki transparent z jednym słowem: „Spieprzaj!” A młodzież obrzuciła ją balonikami z wodą. Przez trzy budynki ratowała się ucieczką, nigdzie nie znalazła przyjęcia. Wezwana policja nie mogła uspokoić rozgniewanych młodych Niemców, którzy dość mają rewanżyzmu, upolityczniania i fałszowania historii.

Nieszczęśliwa wykładowczyni skarżyła się, że nigdy wcześniej w żadnym uniwersytecie nie doznała takiego (nie)przyjęcia. Tempora mutantur… To może oznaczać początek końca dla tych, którzy nieźle sobie zarabiają -wśród starych Niemców mieszkających kiedyś nad Odrą- na tragicznym temacie powojennego przesiedlenia w głąb Rzeszy. Studenci wyjaśnili pani Eryce (na transparencie), że w wyborach do Reichstagu w 1933 roku Hitler miał najwięcej zwolenników właśnie na ziemiach, które dziś należą do Polski!

2008-05-28

MĄŻ STANU.

Nicolas Sarkozy przyleciał do Warszawy dokładnie na pół dnia. Podpisał z naszym prezydentem deklarację o polsko-francuskim partnerstwie strategicznym, która mówi o ścisłej współpracy politycznej, gospodarczej, społecznej i kulturalnej. Spotkał się też z naszym premierem. Pan Tusk w swojej kiepsko dopasowanej marynarce, z nieskładnymi ruchami rąk i rozbieganymi oczami robił wrażenie siostrzeńca, którego odwiedził niespodzianie bardzo bogaty wuj. Francuski gość obdarował naszych najwyższych polityków takimi samymi butelkami najwyższej klasy koniaku. Oczywiście dziennikarze natychmiast podzielili się na dwa obozy. Jedni zakrzyknęli: faux-pas! Taki Francuz i takie faux-pas!!! A drudzy odpowiedzieli: ależ to wspaniały i wymowny symbol! Prezydent francuski chciał, traktując równo, pogodzić zwaśnionego polskiego premiera z polskim prezydentem. -Inna rzecz, że zwykle ludzie godzą się, pijąc wspólnie koniak, a nie zabierając każdy swoja butelkę do domu…

Oczywiście, gwoździem programu wizyty było przemówienie prezydenta Francji w polskim Parlamencie. Oczarował wszystkich! Mówił zgrabnie, ze swadą, z uśmiechem i, gdy trzeba, z poważną miną. Żonglował słowami: przyjaźń, wierność, przeszłość, przyszłość, Europa… Szczytu sięgnął, gdy obiecał, że od pierwszego lipca polski robotnik będzie mógł pracować dla francuskiego pana. Długa owacja na stojąco. Kilka słodkich uśmiechów do kamery, subtelne pa-pa dłonią prezydencką i… koniec.

Pan Wojciech Pszoniak, aktor bywający na paryskim bruku, westchnął żałośnie w TVN coś na temat braku w Polsce takiego męża stanu.

2008-05-27

NIESPRAWIEDLIWOŚCI CIĄG DALSZY.

Wyrok na Ireneusza K., zabójcę Grzegorza Przemyka, dziś wydany: 4 lata pozbawienia wolności. Wobec poprzednio 4-krotnego uniewinnienia jest to zwycięstwo sprawiedliwości, tak podają niektóre komentarze. Myślę, że nawet przy tym wyroku nie może być mowy o sprawiedliwości. Skatowanie przez milicjantów człowieka na śmierć tylko dlatego, że nie miał przy sobie dowodu osobistego, jest zbrodnią wołającą o pomstę do Nieba! Zbrodnia ta wywołała wielkie trzęsienie ziemi na szczytach bezpieki. I tam przede wszystkim trzeba szukać winnych. Ireneusz K., królik doświadczalny pseudo sprawiedliwości post komunistycznej, przez 25 lat – po zmianie ustroju – nie zaznał spokoju – pięć razy sądzony w tej samej sprawie! Wyroki uniewinniające spokoju mu nie przysparzały. Cierpieli również zupełnie niewinni ludzie – sanitariusze. Tymczasem generał Kiszczak, dyktujący brzmienie wyroku ze wskazaniem na sanitariuszy jako sprawców morderstwa, chodzi sobie w pełnej wolności po polskiej ziemi.

2008-05-26

DZIEŃ MATKI.

Zaprosiłem parafian na modlitwę za własne mamy. Kościół był pięknie wypełniony. Modliliśmy się najpierw na majówce, a potem w modlitwie wiernych podczas Mszy św. Poprosiłem wczoraj, by, kto zechce, napisał słowa wdzięczności i miłości dla swojej mamy, żyjącej na ziemi czy już w wieczności, i złożył na ołtarzu. Nasza modlitwa powszechna była poszerzona właśnie o te piękne wyznania i prośby.

Pierwszy raz zaproponowałem taką formę modlitwy. Myślę, że w następnych latach nabierze  rumieńców. Ważne jest, by uroczystości i święta rodzinne wiązać z Eucharystią, z modlitwą wspólnotową, z otwarciem się rodzin nawzajem na siebie w parafii. Starsze, samotne panie miały łzy w oczach, bo zobaczyły, że nie są aż tak samotne, jak w swoich czterech ścianach odczuwają, bo przecież ktoś i za nie dziś pomodlił się.

2008-05-25

ZNICZ WIARY DLA CHIN.

Z inicjatywy europejskiej organizacji „Kościół w Potrzebie” wczorajsza sobota była dniem modlitw za Kościół katolicki w Chinach. Oba Kościoły chińskie, i ten oficjalny, tolerowany i manipulowany przez komunistów, i ten podziemny, tropiony i prześladowany za łączność ze Stolicą Apostolską, są w wielkiej potrzebie. Potrzebują gigantycznego wsparcia w modlitwie całego Kościoła powszechnego.

Wszystkie poczynania dyplomacji watykańskiej dążące do porozumienia z rządem chińskim owocują jedynym skutkiem: mnożeniem warunków stawianych Stolicy Apostolskiej. Ze strony chińskiej nie ma ustępstw. W związku z przyszłą Olimpiadą w Kraju Środka, dla zrobienia wrażenia na Europie, komuniści posłali śpiewaków i orkiestrę do Watykanu z muzyką Mozarta. Ta maska jednak nie zrobiła wrażenia na monsiniorach za Żelazną Bramą. Papież pragnie porozumienia, bo chce ulżyć tragicznej doli katolików świeckich, biskupów i kapłanów, ale są granice, których przekroczyć nie wolno.

Buta polityczna i pewność siebie władców chińskich jest tak wielka, że chyba tylko Bóg potrafi ich doprowadzić do pokornej tolerancji wobec religii.

2008-05-24

MEMENTO Z NIEBA.

Dziś we Lwowie odbyła się wielka uroczystość beatyfikacji s. Marty Wieckiej, polskiej szarytki, która umarła w 1904 roku mając 30 lat, w tym 12 w zakonie jako pielęgniarka w szpitalach we Lwowie, Podhajcach, w Bochni i w Śniatyniu, a pochodziła z Pomorza. Tysiąc sióstr zakonnych otoczyło wizerunek nowej Błogosławionej, która potrafiła pielęgnować chorych bez względu na narodowość czy religię; w każdym chorym widziała Chrystusa, Jemu usługiwała. Sama wiele cierpiała i dużo się modliła.

Doświadczył ją Pan Jezus wielkim cierpieniem duchowym. Jeden z zazdrosnych (i zdemoralizowanych) pacjentów, po wyjściu ze szpitala, rzucił haniebną potwarz na s. Martę, rozpowiadając plotkę, że jest w ciąży. Obrzucona takim błotem pokorna pielęgniarka cierpiała potwornie. Jej przełożona była dla niej ostoją i pociechą. Oszczerca próbował nawet atakować zakonnice z nożem w ręku. Dopiero na łożu śmierci wyznał swoje łotrostwo i odwołał oszczerstwo. Jezus cudownie przemówił do niej z krzyża, zachęcając do cierpliwego znoszenia przeciwności. Siostra Marta zaraziła się tyfusem przy odkażaniu sali chorych, a podjęła się tej roboty, z całą świadomością zagrożenia, wyręczając pielęgniarza, który miał rodzinę na utrzymaniu.

Świadkowie jej umierania chwilę przyjęcia Wiatyku i odejście pełne spokoju nazwali miłosną ekstazą. Jezus miłosierny zabrał ją do Nieba.Świat medyczny otrzymał nową patronkę. Ale też dziennikarze, którzy jak głodne hieny rzucają się na każdą plotkę seksualną, tratując po drodze godność ludzką i honor kobiety, otrzymali wyraźne memento prosto z Nieba.

 

2008-05-23

NIESPODZIANKA.

Dziś w kancelarii miałem trudną rozmowę. To się zdarza z małżeństwami tak zwanego drugiego rzutu. Zaczęło się od ostrego ataku na Kościół (oczywiście, oberwało się przede wszystkim mnie, proboszczowi) za ból serca rodziców, którym nie pozwala się przyjąć Komunii św., gdy dziecko czyni to pierwszy raz. Mężczyzna przytoczył jeszcze inną sytuację, gdy w jakiejś wiejskiej parafii nie dopuszczono go do roli ojca chrzestnego, gdyż jego pierwsza żona, ślubna, żyje i tam mieszka. Emocje szybko sięgnęły zenitu i zrobiło się bardzo nieprzyjemnie. W końcu powiedziałem: nikt by inaczej państwu istoty tej kwestii nie przedstawił, ani nasz kochany Ojciec św. (na którego dobroć i mądrość kilka razy pani się powoływała), ani Ojciec Pio, ani Siostra Faustyna… Wreszcie, na pożegnanie, zaprosiłem rozgoryczoną parę na wieczorną Eucharystię.

Szedłem ciężkimi stopami do ołtarza, jak pod wielką górę. A tam żywa niespodzianka – czekał na mnie mój Pan, Wspomożyciel. Spojrzałem pod chór, gdy czytałem Ewangelię: „Kto oddala żonę swoją, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo względem niej. I jeśli żona opuści swego męża, a wyjdzie za innego, popełnia cudzołóstwo” (Mk 10,11-12). Jezus, stanął po mojej stronie. Chwała Tobie, Panie! W homilii powtórzyłem w skrócie to, co wyjaśniałem w kancelarii: cudzołóstwo – zapisane w Dekalogu – jest grzechem śmiertelnym, zabija życie Boże w duszy. Człowiek może powrócić do życia duchowego przez radykalne swe nawrócenie. Bóg na nowo musi być zaproszony jako niepodważalny Autorytet.

Po Eucharystii zupełną niespodzianką było to, że ci państwo przyszli do zakrystii z jednym zdaniem: „Dziękujemy za zaproszenie na Mszę świętą”.

 

2008-05-22

KOŁO SIĘ TOCZY

Paskudna gra nieprzyjemnie się rozszerza. GW wydrukowała (niestety, napastliwy) apel wielu znanych osób publicznych w obronie dobrego imienia Lecha Wałęsy, przeciwko redaktorom niewydanej jeszcze książki na temat „Bolka”. Niedługo potem ukazał się apel kilkunastu mniej lub więcej znanych działaczy w obronie wolności badań naukowych, historycznych. Za jednymi i drugimi tworzą się sznurki rozochoconych komentatorów w sieci. Nie przebierają w słowach. Leją na oślep.

Gdy przeczytałem Andrzejowi listę nazwisk w GW, ze zdziwieniem pytając, czy wie, co tam robi pan Jerzy Buzek, usłyszałem odpowiedź charakterystyczną: no, jednego porządnego to oni mogą mieć.

Gra pewnie toczyć się będzie dalej, jak koło puszczone z wysokiej góry. Może wydanie książki ją zakończy, a może nie… Nasze czasy (drugiej odzyskanej wolności) nie mają szczęścia, jak wtedy po roku 1918. Tamtym prezydentom historia do dziś w pas się kłania.

 

2008-05-21

MONITORING.

Konkubent 36-letniej Iwony K. zakatował na śmierć jej 3,5- letniego synka Bartka. Posłów w naszym Sejmie ogarnęła zgroza. Zaczęli myśleć, bo przecież tak nie może być! I co wymyślili? Jakie remedium znaleźli? – Wprowadzenie w kraju elektronicznego monitoringu wszystkich dzieci. Jasne! Już przecież mamy elektroniczne opaski dla przestępców przebywających poza więzieniem.

Gdy słyszę dziś tę straszną historię „ludzi wolnych”, przypominam sobie sprzed lat pełne obśmianie w sejmie projektu prawicowych posłów dotyczącego sprawdzanie uczniów szwędających się poza domem po godzinie 21-ej. Jakiż krzyk podniósł się wtedy w fotelach po lewej stronie sejmowej: zamach na podstawowe prawo człowieka, na wolność osobistą!

I pamiętam też sprzed 44-ech lat słowa bardzo mądrego kapłana, mego późniejszego szefa w DA, księdza Aleksandra Zienkiewicza, na moich prymicjach. Mówił wtedy o zbliżającym się zagrożeniu bezpieczeństwa społecznego poprzez likwidowanie hamulców moralnych w rodzinie, w szkole i w zbiorowiskach pracy. Mówił: gdy się wyeliminuje Dekalog i Ewangelię z życia społecznego, co pozostanie? – Trzeba będzie stworzyć nową klasę urzędników: kontrolerów, nad- i podkontrolerów, kontrolerów ogólnych i szczegółowych, kontrolerów, którzy będą kontrolować innych kontrolerów, itd… Piramida kontrolerów. Monitoring to bardzo nowoczesne słowo.

2008-05-20

GRA W DUPAKA.

Komu zależy na tej paskudnej grze w Polsce? IPN ogłasza, że za kilka tygodni wyda książkę z najnowszymi odnalezionymi w archiwach SB dokumentami mającymi świadczyć o współpracy Lecha Wałęsy z bezpieką. Były prezydent wzburzony wyraźnie dziś rano w radiowej Jedynce replikuje: ”Oświadczam panu, całej Polsce i światu – nigdy nie byłem agentem SB”.

Trudno pojąć tę sytuację. Czy historycy, mając dokumenty na temat agentury ubeckiej pana Wałęsy, nie mogą spotkać się z nim i skutecznie dojść do prawdy przed wydaniem książki? Czy naukowiec badający niedawną przeszłość nie powinien skonfrontować swych wniosków z żyjącym człowiekiem – źródłem osobowym? I wreszcie, czy ludzi nauki nie obowiązują zasady etyczne chroniące cześć i honor człowieka?

Z drugiej strony, dlaczego człowiek kryształowo czysty tak bardzo nerwowo reaguje we własnej obronie? Dlaczego nie ujawnia prawdy (skoro ją zna), a jedynie ogłasza, że jest w posiadaniu niezbitych dowodów? Po co to rozlewanie na Polskę nieprzyjemnych i jadowitych domysłów? Ta gra skłóca ludzi w całym kraju. Na co komu to czekanie?…

To jest wyraźnie (lekko zmodyfikowana) „gra w dupaka”. Jeden drugiemu chce przylać, ale zwleka, bo nie wiadomo, kto komu przyleje mocniej.

2008-05-19

W DESZCZU.

W rzęsistym deszczu na ziemi dolnośląskiej odbyła się wczoraj niezwykła uroczystość ogłoszenia przez Stolicę Apostolską świętą Marię de Mattias patronką miasta Bolesławiec, Włoszkę, założycielkę Zgromadzenia Sióstr Adoratorek Krwi Chrystusa. Ogłoszenia dokonał w obecności licznie zgromadzonych mieszkańców ks. abp Józef Kowalczyk, nuncjusz apostolski. Była też obecna przełożona generalna Zgromadzenia, s. Bernarda Kristič, Chorwatka, wraz z członkiniami Rady Generalnej i świeckimi działaczami włoskiego miasta Vallecorsa, miejsca urodzenia św. Patronki.
Po II wojnie światowej polskie siostry adoratorki w Chorwacji skorzystały z otwarcia granic i z wieloma polskimi rodzinami przybyły do Polski i osiadły tuż za nową granicą, właśnie w Bolesławcu. Spełniło się marzenie s. Lidwiny Sikory, pierwszej polskiej adoratorki Krwi Chrystusa, która jeszcze przed I wojną światową spod Krakowa zawędrowała do Chorwacji i tam odnalazła sens swego powołania. Przez ponad 40 lat nosiła w sercu pragnienie przeszczepienia charyzmatu do Ojczyzny. Wyjazd z Chorwacji był również znakiem Opatrzności Bożej. Dzięki temu siostry uniknęły prześladowania, jakie wkrótce rozpętał w Jugosławii komunistyczny reżym Josipa Broz-Tito. W Bolesławcu siostry zapisały się dobrymi czynami i modlitwami w sercach wierzących mieszkańców, potrzebujących wyraźnego duchowego stymulatora w procesie integracji powojennej. Stworzyły wspaniały ośrodek rekolekcyjny dla młodzieży całej Metropolii Wrocławskiej. Dziś bez sióstr, jak i bez ceramiki, nie można sobie wyobrazić Bolesławca. Na rogatkach obok dzbanów powinna teraz stanąć figura św. Patronki.
Koncelebrowałem w deszczu, mając za sobą pod parasolami rzeszę mieszkańców z prezydentem miasta na czele, i myślałem sobie: tak właśnie należy budować według Serca Jezusowego nowy dom europejski, uwolniony od totalitaryzmów.

2008-05-18

JAN PAWEŁ ŻYJE.

Gdyby Jan Paweł II żył, obchodziłby dziś 88-me urodziny – taką informację usłyszałem dziś rano przez radio. – Ależ On żyje! – krzyknąłem i dreszcz przeszedł mi po plecach. Żyje i to wcale nie tylko w naszych myślach i wspomnieniach. Nasza pamięć jest za krucha, by udźwignąć jego życie. Jan Paweł żyje realnie, choć niewidzialnie, samodzielnie i niezależnie od naszych chęci czy pragnień. Gdyby tak nie było, to psu na buty przydałyby się nasze modlitwy o Jego wyniesienie do chwały ołtarzy, a wołanie o rychłą beatyfikację, „santo subito”, byłoby zwykłą rozróbą wewnątrz Kościoła.

Jan Paweł II żyje w Bogu. To jest inny porządek istnienia. Ten porządek jest bardziej realny niż nasze przeżywanie doczesności, a przede wszystkim, gdy doczesność ma swój początek i koniec, życie w Bogu już się nie skończy. Komu bardziej, niż Janowi Pawłowi, najgorliwszemu słudze Eucharystii w XX wieku mógł Chrystus obiecać realność wieczności? „Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Kto mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie” (J 6,51.57).

2008-05-17

KRĄPIEC, OP.

Wczoraj Lublin pożegnał swego od wielu dziesiątków lat najświatlejszego obywatela, zakonnika i profesora, ojca Alberta Mieczysława Krąpca. Trumna z ciałem o. Rektora, zanim spoczęła na cmentarzu przy ul Lipowej, odbyła prawdziwie królewską drogę po Mszy św. od kościoła oo. dominikanów aż do kościoła akademickiego na KUL-u, gdzie odbyło się wzruszające pożegnanie. Żegnano człowieka, który nie tylko mocno wrósł w struktury tej 90-letniej katolickiej uczelni, ale go odnawiał i przetwarzał, mimo trudnych warunków istnienia w czasach PRL-u. Dzięki jego twórczej myśli powstała tu licząca się w całym świecie szkoła filozoficzna. Pamiętam z czasów mego studiowania, że o kulowskiej filozofii mówiło się po prostu: „trzej Panowie K”. Znaczyło to: Krąpiec, Kamiński i Kurdziałek. Z tej trójki ostatni odszedł o. Krąpiec. Im swą mądrość i karierę naukową zawdzięcza spora liczba absolwentów i współpracowników na Wydziale Filozofii, m.in. s. Zofia Zdybicka, urszulanka i ks. bp Ignacy Dec, pierwszy ordynariusz nowej Diecezji Świdnickiej.

Jestem przekonany, że wrażliwe dusze filozofów chrześcijańskich spotkają nieraz na korytarzach KUL-u przechadzające się postaci św. Tomasza i o. Krąpca, rozprawiające o istocie bytu.

2008-05-16

DOLINA KRZEMOWA.

Prezydent Wrocławia to jest gość! Wszyscy go pokazują w telewizji, chcą z nim rozmawiać, ostatnio o centrum badań naukowych właśnie w stolicy Dolnego Śląska. Będzie, czy nie będzie tutaj EIT? Dlaczego ma być? Bo cała Europa będzie na nas patrzyła. Ma się stać zupełnie nowy, oryginalny „Cud nad Odrą”. Miliard euro przypłynie do Wrocławia. Przyjadą nobliści z całego świata i będą dyskutować razem z naszymi rodzimymi uczonymi, a nawet ze studentami (a jakże!), na różne bardzo mądre i trudne tematy. Wszystkie zacne i uczone oczy skierowane są na Pracze Odrzańskie, gdzie powstanie campus – istna „dolina krzemowa” europejska.

Tymczasem oczy naszych parafian wczoraj pod wieczór były skierowane na „Juwenalia 2008” – nawet nieźle słychać je było na całym Zalesiu. Pole Marsowe jak pobojowisko. Legło pokotem wojsko zachlane przyszłych koryfeuszy wiedzy i nauki. Wielu jeszcze dzielnie trzymało w jednej ręce flaszkę czy puszkę, a drugą obłapiało hoże markietanki. Niektórym z nich przydarzyło się rozdziać zupełnie, pewnie dla ozdoby scenerii nowego narybku młodej inteligencji.

Ciekawe, od jakiego tematu rozpoczną swe dyskusje mędrcy w rodzimej „dolinie krzemowej?

2008-05-15

OBROTNI GÓRALE.

Jasiek, Józek i Tadek, obrotni bracia z Poronina, jak przystało na górali, po śmierci ukochanego Ojca świętego zamknęli swą agencję towarzyską, co dawała niemałą radość życia za kilkaset zielonych, albo innych grajcarów, chłopom z kraju i zagranicy. Wyrzekli się grzechu rozwiązłości i wyuzdania w Poroninie. Dziwili się okoliczni gazdowie temu nagłemu nawróceniu, ale skoro górale mówili pod słowem honoru, to nie wypada nie wierzyć. W Poroninie grzeszne działanie się skończyło jak amen w pacierzu…

Ale zaczęło się w Zakopanem. Braciszkowie najęli 84-letniego  staruszka i to on firmował agencję towarzyską dla męskiej radości. Tak się stało, bo nie do pogardzenia były wartkie strumyki zagranicznych dutków, teraz jeszcze obficiej spływające z kieszeni światowych turystów. Wszystko było cicho sza, biznes się kręcił. Braciszkowie niewinnie milczeli jak grób. Przecież dali papieżowi słowo honoru.

Ale czy to diabeł da kiedy takim spokój? Nie wiadomo skąd wziął się w Zakopanem obcy prokurator i zaczął węszyć. I wywęszył! I co teraz będzie z dutkami i grajcarami, co z biznesem?…

A co z góralskim słowem honoru?

2008-05-14

SPRAWIEDLIWOŚĆ.

Mija dziś 25 lat od śmierci brutalnie pobitego przez funkcjonariuszy MO Grzegorza Przemyka, zgarniętego z ulicy. Dzisiaj też rozpoczął się już piąty sąd nad sierżantem MO Arkadiuszem Denkiewiczem, który w warszawskim komisariacie radził kolegom, jak mają bić, by nie pozostały ślady na ciele. Sierżant poprzednio skazany, jednak nie odsiedział ani jednego dnia swej kary. Jego kolegom umorzono sprawy z braku dowodów. Władze komunistyczne skutecznie zacierały ślady odpowiedzialności milicjantów za śmierć Grzegorza, maturzysty. Czy teraz wyjdzie prawda na jaw?

Grzegorz Przemyk nie był jedyną ofiarą zbrodniczych akcji milicyjnych. Wielu chłopców w jego wieku zakatowano na komisariatach tak, że zmarli po kilku dniach. Bardzo wielu żyje do dzisiaj i pamięta pałowanie podczas wpędzania do okratowanych bud po Mszy św. za Ojczyznę. Druga łaźnia” odbywała się na komisariatach. Urazy i rany goiły się bardzo długo.

Tak mogli postępować ludzie, którzy nie boją się sądu Bożego. Ale właśnie oni są godni największego pożałowania, bo Boża sprawiedliwość nie dopuszcza żadnego zacierania śladów, ani niszczenia dowodów winy. I nie potrzebuje czasu.

2008-05-13

TRZĘSIENIE ZIEMI.

Duchowy przywódca Tybetu wysłał dziś wyrazy współczucia dla Chińczyków dotkniętych wczoraj trzęsieniem ziemi, które pochłonęło tysiące ofiar ludzkich. Dalajlama XIV pokazuje, że nie jest wrogiem narodu chińskiego, wysyła swych przedstawicieli do rozmów z prośbą o uwolnienie więźniów tybetańskich. Nie występuje w roli polityka, lecz jako sługa Ducha chce pokazać, jak bardzo w przyrodzie człowiek jest mały i jak potrzebna jest mu pokora i przyjaźń z drugim człowiekiem.

Podziwiam duchowego przywódcę Tybetu. Od lat pokornie prosi dyplomację europejską o pomoc w pokojowym rozwiązaniu konfliktu. A co politycy zachodni na to? Prezydent Niemiec i pani kanclerz odmówili spotkania z Dalajlamą ze względu na brak czasu. Zbyt wielkie interesy biznesmenów niemieckich ulokowane w Chinach, nie pozwalają na drażnienie tygrysa z Państwa Środka.

Europo! Jakiego trzęsienia ziemi ci  potrzeba, byś do cna nie spoganiała?

2008-05-12

SZCZEGÓLNY DAR.

Kiedyś, dawno temu, święty Augustyn mówił, że Bóg pragnie naszego pragnienia, czyli pragnie, abyśmy Go pragnęli. I chyba w tym duchu odbywało się dziś bierzmowanie – umacnianie wiary w sercach naszej młodzieży. Przeżyliśmy doprawdy piękny wieczór. Ks. bp Józef – senior – przyniósł ze sobą szczególny dar Ducha Świętego: „dar czasu pogłębionego i wyciszonego”. Jego homilia przywołała ten potężny wicher Ducha, który przyprowadził ongiś pod drzwi jerozolimskiego wieczernika pierwszych katechumenów spragnionych prawdy i zbawienia. Nasi młodzi, zasłuchani chłopcy i dziewczęta, dowiedzieli się, że również dzisiaj działa moc Ducha Świętego. Ksiądz biskup przywołał ze swej bogatej pamięci bardzo dramatyczne wydarzenia z końca XX wieku. Jako ojciec duchowny, z okna na II piętrze w seminarium, obserwował ludzi idących do katedry na Mszę św. za Ojczyznę każdego 13-go dnia miesiąca. Widział też, jak ZOMO otaczało świątynię i pałowało pobożnych ludzi, a oni mimo wszystko, niektórzy powaleni na bruk, podnosili się i wchodzili do katedry pełni bólu i skargi, aby prosić Boga o uwolnienie Polski od tej brutalnej przemocy. Prosili i uprosili! Ich mocna wiara utorowała drogę wolności dla naszej Ojczyzny.

Podczas modlitwy biskupiej, spraszającej dary Ducha Świętego na młodych, gdy wyciągnąłem nad ich głowami swe dłonie, czułem radość i pokój wewnętrzny. Moje serce wołało: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi”. Tej, spragnionej Bożych wartości i sensu, młodej ziemi.

2008-05-11

PIĘĆDZIESIĄTNICA.

Wieczernik w Jerozolimie dziś nie wygląda ciekawie, nawet trudno sobie wyobrazić, jak mogła tam odbywać się dziewięciodniowa modlitwa osieroconego pra-Kościoła. Jedno jest pewne, że to w tym miejscu Kościół otrzymał moc nadprzyrodzoną. Apostołowie przestali się bać tych, którzy zabili Jezusa i mogli przyjść i zrobić z nimi to samo. Ich modlitwa była tak serdeczna i tak płomienna, że z ognistymi nad głowami językami wyszli na zewnątrz, gdzie czekała na nich niespodzianka. Duch Święty, rozpoznany w potężnym wietrze, przyprowadził do nich tysiące pielgrzymów z wielu narodów, mówiących różnymi językami. Pierwszemu kazaniu o Jezusie zmartwychwstałym towarzyszył cud rozumienia Dobrej Nowiny przez wszystkich słuchaczy. Duch Święty dał męstwo rozmodlonym apostołom, ale również otworzył serca kilkutysięcznej, różnojęzycznej rzeszy pielgrzymów. Pytali: „Cóż mamy czynić, bracia?” A Piotr odpowiedział: „Nawróćcie się, (…) a weźmiecie w darze Ducha Świętego” (Dz 2,37-39).
Mówi się ostatnio dość często o słabości Kościoła w Polsce, że hierarchia bez Jana Pawła II jest zalękniona i bezradna wobec laicyzacji płynącej z Zachodu. Cokolwiek by się nie powiedziało, Kościół rozmodlony i nawracający się może zawsze odnaleźć w Pięćdziesiątnicy źródło mocy nadprzyrodzonej. Duch Święty nie przestał działać w Kościele.

2008-05-10

JĘZYK MIŁOŚCI.

Uczestniczyłem dziś w niezwykłej uroczystości ślubnej – międzynarodowej: ona: Karolina – Polka, on: Oliver – Niemiec. Pełen kościół dwujęzycznego towarzystwa. Usłyszałem tam wiele słów pełnych dobroci i miłości. Biblia była licznie cytowana z Hymnem o miłości św. Pawła włącznie. Słowa polskie i niemieckie prześcigały się, by wyrazić radość, jaka panowała wśród zgromadzonych.

W pewnym momencie uświadomiłem sobie, że jestem w kościele św. Marcina we Wrocławiu i że jedynie tu przed wojną mogła modlić się Polonia niemiecka. Jednak po roku 1933 nienawiść hitlerowska dotarła i tu. Dekret o zakazie używania języka polskiego w nabożeństwach boleśnie dotknął Polaków żyjących we Wrocławiu. Dom Boży okrył się zasłoną smutku. Wojna przyniosła tu mieszkającym Polakom dalsze nienawistne prawa nazistowskie. Aresztowania kończyły się dla wielu wywózką do obozu koncentracyjnego i śmiercią.

I oto dziś, w wigilię Uroczystości Zesłania Ducha Świętego, w tym historycznym miejscu, ludzie z obu brzegów Odry mówili tym samym językiem miłości. Kiedy pod koniec Mszy św. poprosiłem, by Polacy i Niemcy podnieśli swe ręce i razem zaśpiewali „alleluja”, zrobiło się nadzwyczaj radośnie i nie było wątpliwości, że Duch Święty jest już między nami.

 

2008-05-09

CODZIENNA MSZA.

Ks. kard. Karol Wojtyła kiedyś wyznał bez przechwalania się, że nie było w jego życiu kapłańskim ani jednego dnia bez Mszy św. To jest wzruszające, jeżeli spojrzy się w jego życie przed kapłaństwem. Koledzy szkolni po bardzo wielu latach dawali świadectwo, że Karol codziennie wstępował do kościoła i że bardzo cenił sobie udział we Mszy św. Duch Święty wyraźnie rzeźbił od młodości duszę przyszłego papieża. Rzeźbił w jedynym celu, by Karol umiał i chciał współzbawiać z Jezusem świat. W ostatniej chorobie Jan Paweł II, przykuty do łóżka, prosił swego kapelana, by mógł z nim koncelebrować. W ten sposób swoje cierpienie łączył z Ofiarą Jezusa Chrystusa. Pamiętam swe wzruszenie serdeczne, gdy oglądałem w telewizji ciężko chorego papieża z krzyżem w ręku wpatrującego się w pasję Jezusa Chrystusa, gdy na ekranie przesuwała się procesja wielkopiątkowej Drogi Krzyżowej w Koloseum. Jan Paweł II wyraźnie był zjednoczony z cierpieniem Jezusa Chrystusa – Zbawiciela świata.

Jakże potrzebna jest ta świadomość księdzu, zwłaszcza wtedy, gdy na Mszy św. uczestniczy jedna lub dwie osoby. To takie nieekonomiczne, sądząc po ludzku. Ale przecież w każdej Mszy św. Chrystus zbawia cały świat! Dlatego Msza święta jest potrzebna nawet w takim ubogim wydaniu.

2008-05-08

BUKIET BZU.

Uroczystość św. Stanisława, biskupa i męczennika. Od dzieciństwa pamiętam, że zawsze był to ważny dzień w naszej rodzinie – imieniny ojca! Z niepokojem obserwowałem nadchodzącą wiosnę, zdążą, czy nie zdążą zakwitnąć bzy? Radość ogromna, gdy do życzeń imieninowych mogłem dołączyć wielki bukiet białych lub fioletowych kiści pachnących kwiatów. Stanisław nie od urodzenia towarzyszył memu życiu. Po wojnie, w której straciłem tatę, pojawił się jako drugi mąż mej mamy. Niełatwo było siedmioletniemu chłopakowi zaakceptować „obcego” w rodzinie. Ale przecież to pod jego opieką dorastałem w szkołach i dojrzewałem do decyzji o wstąpieniu na służbę kapłańską. Przez te lata rosła w mym sercu prawdziwa przyjaźń do ojca, a jego autorytet, podkreślany często przez mamę, był niepodważalny. Bóg sprawił, zabierając mamę, że ostatnie lata przeżyliśmy razem z ojcem Stanisławem. Często odwiedzał mnie na Ostrowie Tumskim. Dużo rozmawialiśmy na różne tematy, także o mamie. Dużo też milczeliśmy wspólnie. Ojciec po prostu lubił siedzieć w pokoju, gdzie pracowałem przy biurku. Przeżywaliśmy też razem jego ostatnią drogę. W szpitalu kilka dni leżał nieprzytomny na śmiertelnym łóżku, dużo mówiłem mu do ucha. W ostatnim dniu, gdy trzymałem jego rękę w dłoni, powiedziałem, będziemy się teraz modlić. Wtedy poczułem lekkie drgnięcie jego palców i na ustach na mgnienie oka pojawił się delikatny uśmiech. Tak go zapamiętałem. Ciało pochowaliśmy na katedralnym cmentarzu św. Wawrzyńca we wspólnej z mamą mogile. Pójdę tam z bukietem pięknie rozkwitłego bzu.

2008-05-07

ŚWIĘTO W BUCKINGHAM PALACE.

Dziś w Pałacu Buckingham w Londynie Polak, ks. prof. Michał Heller odebrał Nagrodę Templetona z rąk małżonka królowej Elżbiety, księcia Edynburga, Filipa. Ksiądz katolicki, naukowiec i człowiek głębokiej wiary, przekraczał bramę pałacu królewskiego, idąc śladami innych wielkich wyznawców katolickich: Matki Teresy z Kalkuty, Chiary Lubich i Brata Rogera. Wszyscy oni już są w niebie. Ksiądz kosmolog musi jeszcze trochę popracować na ziemi nad relacjami miedzy religią, teologią a naukami przyrodniczymi, by zarobić na niebo. Zresztą jest jeszcze młodym człowiekiem. Od Benedykta XVI jak i z wielu środowisk naukowych z całego świata napłynęły gratulacje i wyrazy uznania. Ksiądz Heller przyjął nagrodę spokojnie i już zapowiedział, że całą sumę 1,6 miliona dolarów przeznaczy na rozwój interdyscyplinarnego Centrum Kopernika w Krakowie. Współpracownik i kolega laureata, ks. abp Życiński mówi o nim: „Ks. prof. Heller nigdy w życiu nie przykładał uwagi do pieniędzy. Zawsze zostawiał te sprawy na boku. Kto inny organizował mu zakupy, zawsze sporo osób usiłowało go naciągnąć. Teraz chyba nie zdążą (…)”.

Spoko lat minęło, gdy miałem książkę Michała Hellera „Wszechświat i słowo” w ręku. Niełatwa to lektura… Do duszy natomiast przemawiał podczas rekolekcji wielkopostnych.

2008-05-06

NOWY MOST.

Po roku czasu zaczyna się coraz głośniej mówić o tym, że w Europie, niby odnowiony most duchowy spinający oba brzegi Odry, ożyła inicjatywa polsko-niemiecka pod nazwą „Fundacja im. Maksymiliana Kolbego dla dróg pojednania mocą pamięci”. Podjęli tę inicjatywę katolicy pomagający po wojnie więźniom obozów koncentracyjnych i gett pod szyldem „Maximilian-Kolbe-Werk”. Aspekt pamięci podkreślony w nazwie fundacji rokuje nadzieje, że problem pojednania między Niemcami a Polakami wyjdzie z ram sporów politycznych i roszczeniowych, a wstąpi na drogę dochodzenia w prawdzie i sprawiedliwości do właściwej oceny wydarzeń od początku września 1939 roku w samym środku Europy. Oba episkopaty zaakceptowały cele i plany działania fundacji. A to znaczy, że Kościół katolicki w obu krajach nie zapomniał listu hierarchów polskich do „niemieckich braci w biskupstwie” z roku 1965, ani wyznania win przez Jana Pawła II podczas Wielkiego Jubileuszu 2000 roku. Ks. bp Wiktor Skworc lapidarnie określił cel Fundacji: „doprowadzenie do pojednania ludzi niepojednanych”. Patron Fundacji św. Maksymilian pozwala wierzyć, że cel będzie sukcesywnie osiągany. Święta Jadwiga Śląska z pewnością uzyskała w nim solidne wsparcie u tronu Bożego.

2008-05-05

WIOSNA.

Jest maj. Bzy rozkwitły i pachną odurzająco. Przyjemnie jest przejść się obok tych młodych krzewów z cichą świadomością pod powiekami, kto i kiedy je sadził przy płocie plebanijnym. Ileż pracy przez dziesięć lat włożył w tę ziemię Richard (neofita, kleryk, diakon, a ostatnio już kapłan) dla upiększenia otoczenia świątyni pod wezwaniem Matki Bożej Częstochowskiej. Podglądałem go wieczorem, gdy po przylocie z Londynu odwiedzał swoje kolorowe ogródki zdobiące plac wokół kościoła. Patrząc na rozkwitłe krzewy, mówił: tutaj wypoczywam. Doprawdy, maj przynosi człowiekowi radość głębszego oddechu, zanurzenie w kolorach i świergocie szalejących w krzewach ptaków. Trudno się dziwić, że wierzący człowiek śpiewa w maju cześć Matce Bożej, najpiękniejszej ozdobie rodzaju ludzkiego. Natura wiosną narzuca swoje prawa człowiekowi.

2008-05-04

STRACH SŁUCHAĆ!

Radio Watykańskie podało wiadomość, że „29 czerwca podczas uroczystości świętych Apostołów Piotra i Pawła w Watykanie odbędzie się tradycyjne nałożenie paliuszy nowym metropolitom. Wśród nich będzie arcybiskup gdański Sławoj Leszek Głódź”.

A co na to pan Lech Wałęsa, już zdeklarowany „wierny syn Kościoła katolickiego”? Co na to redaktor Tomasz Terlikowski, naczelny dydaktyk biskupów polskich? Może zacznie się nowa lekcja na temat, co i jak powinien papież?… Horribile auditu!

 

2008-05-03

ŚWIĘTO POLONII.

O Dniu Emigranta Polskiego, prócz biskupów polskich, kto dziś pamiętał? Ks. bp Zygmunt Zimowski napisał list do Polaków za granicą z okazji dzisiejszego święta, w którym pokazał istotne zagrożenie dla życia duchowego w diasporze. „Otaczamy dzisiaj modlitwą przebywających z dala od swoich ojczyzn ludzi ze wszystkich narodów, ale szczególnie całą Polonię. Jest to bowiem wyjątkowa dla nas, Polaków, uroczystość, w której myśli i serca biegną w duchowej pielgrzymce na Jasną Górę. (…) Umiłowani Rodacy! Chciejcie uczynić Eucharystię sercem i centrum waszego życia osobistego, rodzinnego i środowiskowego. Bądźcie wierni ważnej powinności uczestnictwa we Mszy Świętej.(…) Desakralizacja i lekceważenie niedzieli jest jednym z najgłębszych upadków współczesnego chrześcijanina, a zarazem jedną z najgroźniejszych prognoz dotyczących ludzkości. (…) Dlatego niestety tam, „gdzie uda się wykorzenić niedzielę – jak napisał Romano Guardini – tam człowiek straci swe religijne oparcie i zostanie wydany politycznym i ekonomicznym siłom”. Dodajmy także – utraci horyzont życia wiecznego, a nadzieja chrześcijańska zostanie zredukowana do osobistego i zbiorowego egoizmu opartego na przyjemności i konsumpcji”.

2008-05-02

FATALNY DZIEŃ.

Co za dzień! Święto flagi polskiej, ale na ulicach słabiutko z białoczerwoną. O, gdyby to było po meczu!…. Czwarty już rok telewizja nawołuje do wywieszania barw narodowych z okien i balkonów, najczęściej powołując się na patriotyzm amerykański. Wygląda na to, że Polacy co innego chcieliby brać od Amerykanów.

Dzień naprawdę fatalny, nawet nie z powodu niesmacznego orędzia Tuskowego o solidarności międzypokoleniowej. Premierzy ostatnio nabrali zwyczaju wycierania sobie gęby politycznej słowem „solidarność”.

Jednak najbardziej popsuła mi dziś humor wiadomość z Turcji, i to z więzienia, że Ali Agca, zamachowiec na Jana Pawła II w 1981 roku, chce zostać Polakiem!!! Tak zapałał miłością do naszego państwa, że gotów jest odsiedzieć końcówkę swej kary za zabójstwo dziennikarza właśnie w polskim więzieniu. Kogo tu jeszcze licho przyniesie?

2008-05-01

ŚWIATŁO NA SKALE.

Dziś dokładnie mija 1300 lat od powstania sanktuarium Mont-Saint-Michel w Normandii, a właściwie na wodach Atlantyku przy zachodnim brzegu Europy. Myślę z radością o tym, bo od dawna moje serce przylgnęło do tego pięknego miejsca. Dziś, tak samo jak w młodości, oglądam z przyspieszonym oddechem zdjęcia tej wysepki, miasteczka i potężnego klasztoru z wieżą, na szczycie której błyszczy w złotej zbroi Archanioł Michał i niestrudzenie obwieszcza światu: „Któż jak Bóg!”. Góruje na straży granic Francji. Podczas wojny stuletniej skutecznie odparł najazd Anglików na księstwo Normandii.

Pytanie, dlaczego nie obronił Francuzów przed krwawą katastrofą rewolucji francuskiej? Pewnie dlatego, że stał daleko od Paryża, na rubieży, a najtrudniej jest stawiać opór wrogowi wewnętrznemu. Po zburzeniu Bastylii krajobraz duchowy najstarszej córy Kościoła uległ radykalnej zmianie. Rewolucjoniści nie tylko wywlekali trupy królów z ich wiekowych sarkofagów i ucinali głowy posągom świętych postaci w kościołach, ale też wieszali na latarniach biskupów i księży katolickich. Zasiane wtedy pogaństwo francuskie, dziś plonuje ślepotą historyczną, nie pozwalając Europie zachodniej odnaleźć jej korzeni chrześcijańskich.

W roku 1975 zwiedzając tę maleńką, skalistą wyspę, doznałem gorzkiego smutku we wnętrzu pustego i zimnego kościoła pobenedyktyńskiego. Od dawna nikt tam nie mógł usłyszeć cudownych śpiewów gregoriańskich na chwałę Bogu, a ludziom ku zbawieniu. Ale okazało się wkrótce, że benedyktyni to zakonnicy uparci. Powrócili w 1978 roku i na nowo zapalili wieczną lampkę eucharystyczną, czerwone światło na krańcach Europy.

2008-04-30

MAŁODUSZNOŚĆ.

Dzisiejsi młodzi Polacy wyjeżdżający za zarobkiem nie robią tłumów w kościołach angielskich, bo i w kraju nie robili. Od dawna w naszych parafiach na Mszach niedzielnych brakuje wiernych średniego przedziału wiekowego, młodych rodzin. Jan Paweł II, gdy przybywał do kraju, mógł liczyć na wielką frekwencję podczas uroczystych celebracji, ale Pan Jezus w zwykłą niedzielę, niestety, nie może. Bywa często, że pogoda znacznie przerzedza obecnych w kościele. W niedzielę słoneczną trzeba wyruszyć za miasto, człowiekowi przecież należy się odpoczynek. A gdy dżdżysto na świecie, jakże tu wyjść z domu? Może do wieczora przestanie padać?… Co więcej, nawet wśród nielicznych młodych rodzin narasta (czy nowe?) kulturowe zjawisko, że do kościoła w pogodną niedzielę wybierają się przy okazji spaceru ze swymi pociechami. W takiej sytuacji ciągłe mitygowanie znudzonego dziecka, lub uganianie się za nim po całym kościele, zabiera rodzicom jedyną w tygodniu okazję, by wyciszyć duszę i wgłębić się w Tajemnicę Boga zbawiającego tu i teraz. Niestety, dla nich Msza św. nie jest upragnionym spotkaniem z Panem Jezusem w znaku Eucharystii, a jedynie obowiązkiem niedzielnym, kołaczącym gdzieś jeszcze na dnie sumienia. Mowy nie ma, by młodzi rodzice chcieli osobno chodzić o innej godzinie na Mszę św.

Małoduszność nasycana lenistwem duchowym sieje spustoszenie na polu wiary. Zauważany, czy nie, wróg Boga (i człowieka!) nie zasypia gruszek w popiele tak w kraju, jak i na emigracji.

2008-04-29

POWIERZCHOWNOŚĆ.

Redaktor naczelny Wiadomości KAI wskazuje na alarmujące wieści od duszpasterzy emigracyjnych o bardzo niskiej, zaledwie kilkuprocentowej, frekwencji Polaków na Mszach niedzielnych. Czy to świadczy o powierzchowności praktykowania wiary w kraju ojczystym? – pyta Marcin Przeciszewski. – Tak. I to nie od dzisiaj. W latach sześćdziesiątych, gdy Ślązacy mogli emigrować jako Niemcy do DDR-u, młode rodziny w okolicach Lipska czy Miśni, po otrzymaniu wstępnej zapomogi od proboszcza, rychło zapominały drogi do kościoła. Dlaczego? Przecież na Śląsku ci ludzie chodzili w każdą niedzielę. Najczęściej odpowiedź brzmiała: bo w Polsce była moda na chodzenie do kościoła, a tutaj nie ma. Słowo „moda” przykrywa tu po prostu brak kontroli społecznej (rodziców, krewnych i sąsiadów) nad praktykami parafian. W po-protestanckim, spoganiałym DDR-owie w niedzielę wykonywało się prace domowe, na które nie starczyło czasu w tygodniu. Przejeżdżając przez nowe blokowiska Berlina czy Lipska można było zobaczyć rozwieszanie bielizny na balkonach.

Nie wiem, jak teraz jest we Francji, Anglii czy w Irlandii. Pamiętam z lat 70-tych, że w Paryżu „na Konkordzie” podczas Mszy więcej Polaków stało pod polskim kościołem niż wchodziło do wnętrza. Wtedy uciekinierzy z kraju przychodzili tu po prostu, by dowiedzieć się o możliwości pracy czy mieszkania. Była to również okazja do wymiany wieści o tym, co słychać w kraju, albo odebrania przesyłki od rodziny.

 

2008-04-28

TRUDNA POEZJA.

Obejrzałem dziś pierwszą część filmu o Janie Pawle II według książki Jerzego Weigla „Świadek nadziei”. W 60-minutowej pigułce całe życie Karola Wojtyły, aż do wyboru na Stolicę Apostolską. Króciutkie, jak błysk flesza, dotknięcia tajemnicy Stwórcy rzeźbiącego swój obraz w duszy człowieka. Znalazło się tam również miejsce na poezję Karola. Marek Skwarnicki, który kiedyś redagował wydanie wierszy Wojtyły, powiedział w filmie, że poezja Karola Wojtyły to trudna poezja i gdyby autora nie wyniesiono na tron Piotrowy, pozostałaby w ukryciu. Można wierzyć panu Markowi, wszak to poeta mówi o poecie, ale ja noszę w sercu kilka zachwytów, które rozbłysły mi przy tej lekturze. Najczęściej przywołują moje serce dwie Pieśni: O Bogu ukrytym i O blasku wody. Wracam do nich w różnych pogodach mej duszy. Tam można skryć się przed słońcem i odpocząć w cieniu kłosów złocistych. Tam można odnaleźć i głębię, i blask innych oczu, a u studni omywać wodą twarz utrudzoną, skosztować sensu umęczenia pustynią. Kiedy pojawił się Tryptyk rzymski, oczywiście, najdłużej zatrzymała mnie pierwsza część (choć najkrótsza) – Strumień. Tu rozlega się nostalgiczne wołanie: „Gdzie jesteś, źródło?!”. Według Wojtyły człowiek jest przyrodą, ma tam swoje miejsce, ale jest więcej niż przyrodą. Płynie z czasem, jak strumień, ale potrafi wracać do swego źródła. Może się obejrzeć za siebie, może myślą dotknąć swego początku, spotkać Stwórcę.

2008-04-27

SZKOŁA BOGA.

Czas wielkanocny pomaga pamiętać Wielką Sobotę sprzed lat, gdy Richard ubrany w albę pochylił głowę nad kamienną czaszą chrzcielnicy. Płakał ze szczęścia, gdy dawał świadectwo o tym, co się zmieniło w jego duszy od przyjazdu do Polski. Potem nastąpiły miesiące wielkiej miłości do Słowa Bożego. Richard nie rozstawał się z Biblią, czytał wszędzie, nawet na schodach podczas przerw miedzy lekcjami. Aż wreszcie wypalił: zakładam własną szkołę językową! Wszystko jest bez sensu, jeżeli nie mogę mówić o Bogu!!! Szkoła Richarda wybuchła we Wrocławiu jak gejzer gorący. Bardzo szybko osiągnęła pułap 200 uczniów, trzeba było ściągać lektorów z Anglii i z USA. Bóg był osobą i tematem wszechstronnie przeżywanym. O Bogu rozmawiało się na lekcjach, dzieci chętnie uczyły się Ojcze nasz i Zdrowaś po angielsku. Co miesiąc uczniowie razem modlili się jak zakonnicy w Taizé przy świeczkach śpiewając psalmy angielskie. Jesienią i wiosną cała szkoła spotykała się na pikniku nad Odrą, gdzie każdy mógł porozmawiać (także po angielsku) z Richardem, o czym tylko chciał. A jakże ciekawe były zajęcia podczas 10-dniowego wakacyjnego obozu językowego w Tatrach czy Karkonoszach! Służyłem tam czasem za kapelana. Richard swoją osobowością gorącego neofity i talentem dydaktycznym ożywiał ducha swej szkoły. Nadał jej tytuł wiele znaczący: „Dove School”. Richard udowodnił, że Bóg doskonale czuje się w szkole, nie należy Go stamtąd wypędzać.

2008-04-26

STAROŚWIECKOŚĆ.

„Gość Niedzielny” podaje, że podręczniki i programy do nauczania języków obcych wyprane są z treści religijnych. Dlaczego? Bo to takie staroświeckie mówić o Bogu. Przychodzi mi na myśl historia lektora z Cambridge Richarda Nesbitta. Na początku lat 90-tych przyjechał do Wrocławia, aby uczyć tu języka angielskiego. To była jego misja pomocy Polsce zbudzonej do wolności po niewoli komunistycznej. Młody, wyzwolony chłopak, świetny dydaktyk uczył renomowanych Kolegium Języków Obcych według renomowanych podręczników sprowadzonych z Anglii. W jego domu nigdy nie rozmawiano o Bogu. Ale w Polsce nie da się żyć tak, by nie napotykać znaków Boga. Mieszkał na stancji w kamienicy i dziwił się, dlaczego ludzie w niedziele nie śpią, tylko od rana chodzą do kościoła, a czasem tłumnie wylewają się z kościołów na ulice miasta i śpiewają. Uczył świetnie, więc uczniów prywatnych mu przybywało, a wśród nich kilku głęboko wierzących katolików. Szukali lokalu na lekcje i właśnie tak trafili do mego mieszkania. Richard, gdy dowiedział się, że jestem księdzem, czuł zażenowanie, ale jednocześnie był mocno zaciekawiony. Rozmowy były trudne, bo Anglik nie znał wcale języka polskiego. Po każdej rozmowie nie czuliśmy rąk, a stół był zasłany kartkami z dziwnymi rysunkami i znakami religijnymi. Na lekcjach pan lektor zaczął rozmawiać z dorosłymi uczniami o życiu religijnym. Musiałem go wreszcie skontaktować z biblistą i filozofem, profesorami z fakultetu teologicznego, którzy znali doskonale angielski. Jakże szczęśliwy był, gdy podczas choroby opiekowała się nim siostra zakonna, która wróciła ze Stanów Zjednoczonych. Godzinami konferowali o Bogu i o życiu zakonnym. Trzy lata trwał ten niesamowicie dynamiczny katechumenat angielskiego ateisty. Aż któregoś dnia Richard poprosił o chrzest.

Już późno, jutro skończę tę historię.

 

2008-04-25

UŚMIECH WEWNĘTRZNY.

Uśmiechałem się w duszy, gdy słuchałem dziś młodego proboszcza, który przyjechał (także) wyżalić się. Dowiedział się niedawno, że go pewne parafianki obsmarowały na jakimś spotkaniu towarzyskim po tym, jak ogłosił z ambony zbiórkę pieniędzy na remont prezbiterium zniszczonego przez czas i wilgoć. Obrzucały epitetami i kłamstwami jak błotem i to z głęboką troską o parafię i z zaniepokojeniem o zgorszenie wśród ludzi. Pocieszyłem (?) kolegę mówiąc, że nazwanie go „materialistą” i „zdziercą” to nie szczyt, jeszcze długa droga krzyżowa przed nim. A dlaczego się uśmiechałem wewnętrznie? Bo tę lekcję proboszczowania mam już za sobą (choć nie wiadomo czy do końca). Choćby dwie trzecie pań w biurach, czy w gabinetach, w sekretariatach, czy pokojach nauczycielskich bluźniło przeciw księdzu, to pozostała jedna trzecia parafian będzie twardo i wiernie budować wspólnotę Kościoła razem z proboszczem.

Na zakończenie rozmowy wyprowadziłem kolegę na plac kościelny, by zobaczył: z jednej strony fasadę świątyni odremontowaną, a z drugiej strony ludzi na rusztowaniach spokojnie pracujących przy tynkowaniu dalszej części murów. Powiedział: możesz być szczęśliwy. Zamyśliłem się (zawsze tak jest, gdy mowa o szczęściu) i po chwili odparłem: niekoniecznie, bo serce mi drży, gdy pomyślę o bluźniercach i oszczercach na sądzie Bożym.

2008-04-24

NAD GROBEM.

Podczas ceremonii pogrzebowej na cmentarzu doszło do nieporozumienia wśród uczestników drogi pożegnania. Stałem dłuższą chwilę i czekałem samotnie przy trumnie nad wykopanym grobem, a uczestnicy toczyli spór przy innym grobie. Podobno wykopano mogiłę na cudzym, już wykupionym miejscu. Wreszcie odważyłem się zaprosić wszystkich mówiąc, że to nieważne, gdzie będzie leżało ciało nieboszczki, tu czy 4 metry dalej. I wtedy usłyszałem donośny kobiecy głos: a dla mnie ważne! To były słowa, oczywiście(!) żyjącej pani, która zapłaciła za to zaanektowane (przez pomyłkę) miejsce.

No cóż, dopóki żyjemy, pieniądze będą miały prawo zakłócić każdą ciszę.

2008-04-23

PROFANACJA.

Neapol nie może uporać się z setkami ton śmieci i odpadów zalegających niesprzątane ulice i place miasta. Ale to nie jedyny problem miasta. Abp Neapolu, kard. Crescenzio Sepe od blisko trzech tygodni ma kłopot z bezdomnymi, którzy wyrzuceni z bezprawnie zajmowanych mieszkań przenieśli się do… katedry. Wnętrze wielkiej świątyni wygląda jak pobojowisko, w nawach i bocznych kaplicach koczują całe rodziny sfrustrowanych neapolitańczyków i mieszkańców okolic spod Wezuwiusza. Kobiety na ołtarzu gotują posiłki na kuchenkach elektrycznych. Liczba koczowników wzrosła ze 150 do 348 osób. Kardynał głowę sobie łamie nad profanacją miejsca świętego, ale sposobu zlikwidowania tej okupacji nie widzi.
Co zrobiłby Jezus w tej sytuacji?… Czy przyszedłby z powrozem i wypędził tłum z „domu Ojca”? Czy zacząłby negocjować z władzami komunalnymi miasta? A może jak francuski zakonnik, ojciec Duval, zacząłby razem z bezdomnymi budować osiedle dla nich?…

2008-04-22

NOWA ZADYMA.

Nasz superdydaktyk i niestrudzony oceniacz kondycji polskiego episkopatu, dziennikarz Tomasz P. Terlikowski, znowu dał głos. Przestał gryźć abpa Głódzia i zaczął użalać się nad małą frekwencją biskupów w ostatnią sobotę na pożegnaniu abpa Gocłowskiego odchodzącego na emeryturę. Zupełnie nie wiadomo, po co ta nowa zadyma. Czy chciał pocieszyć abpa-seniora? Jeżeli tak, to osiągnął skutek wprost przeciwny i bardzo fatalny. Wzbudził bowiem lawinę komentarzy tuż pod swym artykułem w dzisiejszej Rzeczpospolitej, w których większość autorów wypowiadała się negatywnie o byłym ordynariuszu gdańskim. Niedźwiedzia przysługa.
Panu redaktorowi dobrze się żyje, widać na fotografiach prasowych i w TV uśmiechniętą buzię z dodatkowymi zasobami ciała pod brodą, ale przecież nie wolno zapomnieć, że nieodmiennie i w dalszym ciągu: „kto wiatr sieje, zbiera burzę”. Wcześniej czy później.

2008-04-21

AB URBE CONDITA.

Dziś mija, wg Liwiusza z Padwy, 2761 lat od założenia Rzymu – „ab urbe condita”. Czy ktoś zauważa tę (z pewnością legendarną) datę? Cesarstwo rzymskie, które ubogaciło i upiększało miasto Rzym, zostało podzielone pod koniec III wieku na zachodnie i wschodnie, co w rezultacie przyniosło koniec zachodowi w V wieku, a pozwoliło przetrwać na wschodzie  jeszcze 10 wieków. Dzisiejszy Rzym pieczołowicie zachowuje starożytne swe kamienie, ale prawdziwe swe piękno i znaczenie we współczesnym świecie zawdzięcza zupełnie nowej kulturze, której kamieniem węgielnym jest Jezus Chrystus, a nośnikiem – aż na krańce świata – Dobra Nowina głoszona przez Apostołów.
Chrześcijaństwo uratowało Rzym przed kompletnym zniszczeniem w czasie najazdu pogańskich hord z północy kontynentu. Gdyby dzisiejsi politycy zachodni głębiej zaglądali w historię, może odzyskaliby pamięć i nie zaprzeczali znaczeniu chrześcijaństwa w procesie powstawania dzisiejszej Europy. Zburzenie Bastylii przed z góra 200 laty zaburzyło im widzenie historycznej prawdy. Przypomina mi to idiotyzm polskich komunistów, którzy po roku 1944 zaczęli wmawiać Polakom, że nasza historia rozpoczyna się od „Manifestu Lipcowego”. Aż wstyd o tym mówić.

2008-04-20

CHRYSTOCENTRYZM  20 kwietnia

Ameryka pożegnała Benedykta XVI. Na zakończenie papież, rozważając słowa z dzisiejszej Ewangelii, w których Chrystus jednoznacznie stawia siebie jako centrum i apogeum życia chrześcijańskiego, skierował do uczestników świętej liturgii gorącą, ojcowską zachętę: „Zwróćmy się do Jezusa! On jeden jest Drogą, która prowadzi do wiecznego szczęścia, Prawdą, która zaspokaja najgłębsze oczekiwania każdego serca, i Życiem, które zawsze przynosi nową radość i nadzieję dla nas i naszego świata”.
Czy społeczeństwo amerykańskie odnajdzie po 200 latach i ofiaruje na powrót Chrystusowi centralne miejsce w swym (zbyt mocno podbitym biznesem) życiu?

2008-04-19

POKORNA WIELKOŚĆ.

Dziś wieczorem otrzymałem miły telefon od pani Jadwigi Skupnik, wrocławskiej aktorki i profesorki naszej Wyższej Szkoły Teatralnej. Mówiła o moim raptularzu, który czyta i smakuje. Cenne są słowa o „pisaninie” od człowieka, który w sposób nadzwyczaj kunsztowny pracuje w słowie mówionym. Wspomniała o początku zapisanych tam wydarzeń, które już zdążyły cofnąć się o trzy lata. Tak, dokładnie trzy lata temu, po wielkim smutku i pożegnaniu Jana Pawła II, usłyszeliśmy na Placu św. Piotra nowe „Habemus papam”. Po Polaku na stolicę apostolską wstąpił Niemiec. Stało się tak, jak przewidział charyzmatyczny Autor „Tryptyku Rzymskiego” pisząc: Duch Święty wskaże.

Dziś swą trzecią rocznicę pontyfikatu Benedykt XVI przeżywa w Nowym Jorku, w katedrze św. Patryka. Pośród wielkich tego świata, otaczających ołtarz i wypełniających wnętrze świątyni, on jeden, maleńki w swej posturze, wyciszony, autentycznie pokorny. On jeden zdawał się uświadamiać sobie, że prawdziwie wielki jest tylko Jezus Chrystus. Z Niego czerpały moc i wielkość pokorne słowa papieża.

2008-04-18

TEOLOG I DUSZPASTERZ.

Dziennikarze wielkich i małych agencji prasowych powielają przy wizycie Benedykta XVI w USA te same hasłowe tematy: pedofilia księży, połajanie biskupów amerykańskich za kiepskie rozwiązywanie tego skandalu i oddanie hołdu ofiarom tragedii z 11 września 2001 r. Oczywiście, te tematy można było przewidzieć na całe tygodnie wcześniej. Papież rzeczywiście o tym mówi, ale zdumiewający jest sposób, w jaki rozwiązuje trudne sprawy. Jest jednocześnie dogłębnym teologiem i duszpasterzem. Czyż nie o mądrości duszpasterskiej świadczy jego (niezaplanowane!) spotkanie z kilkoma ofiarami molestowania? On z nimi rozmawiał i po prostu z nimi modlił się. W Ameryce jest tym, kim jest wszędzie.
Bardzo trafną charakterystykę trzech lat pontyfikatu Benedykta XVI podał w kilku zdaniach kardynał Georges Cottier OP, były teolog Domu Papieskiego: „Mnie, teologa, cieszy fakt, że Papież położył akcent na misterium wiary: miłość i nadzieję. Benedykt XVI towarzyszy nam w pielgrzymowaniu do centrum życia chrześcijańskiego, którym jest życie w jedności z Chrystusem i Jego Mistycznym Ciałem. W ten sposób pomaga nam odkryć prawdziwą tożsamość chrześcijańską. Trzeba też odnotować wielkie uroczystości liturgiczne. Benedykt XVI przykłada dużą wagę do liturgii i przygotowuje wspaniałe homilie. Homilia jest aktem liturgicznym, a wiara znajduje swój szczególny wyraz właśnie w liturgii”.

2008-04-17
PODWÓJNY SMUTEK.

Dziś kończy swą wizytę przyjacielską premier Izraela Szimon Peres. Naprawdę przyjacielską! Nigdy wcześniej człowiek z Knesetu nie wypowiedział wobec świata takich słów: „Gdyby nie było niemieckiego najazdu na Polskę, do tej tragedii by nie doszło. Również Polacy zapłacili wysoką cenę podczas okupacji”. Prezydent RP Lech Kaczyński podkreślił przy tej okazji wielki wkład Polaków pochodzenia żydowskiego w walkę o wolność naszego kraju: „Tysiące żydowskich żołnierzy walczyło w wojnie 1939 roku. Wcześniej bili się w Legionach Piłsudskiego i w powstaniach. W armii Księstwa Warszawskiego były żydowskie pułki”. Chwała tym bohaterskim Żydom!

Pamięć jednak biegnie dziś też w innym kierunku. Do Wrocławia 17 kwietnia 1945 roku przybyli ubecy z Kielc i z Krakowa. Dymiące jeszcze zgliszcza Wrocławia nie pozwoliły im zamieszkać w stolicy Dolnego Śląska. Osiedli najpierw w Kątach Wrocławskich, a następnie w Legnicy. W końcu roku 1945 osiedlili się na stałe i zaczęli swój zbrodniczy proceder we wrocławskich kazamatach pogestapowskich. Wśród nich obok sowieckich enkawudzistów byli też żydowscy komuniści. Ich „normalną” pracą było wyłapywanie, torturowanie i mordowanie ukrywających się na „Ziemiach Odzyskanych” patriotów polskich, bohaterów AK. Zarośnięte, długo ukrywane groby na Cmentarzu Osobowickim zabrały na wieczny Sąd Boży ten ogrom niesprawiedliwości i nienawiści. Rodziny zabitych długo musiały przechowywać w sercach ogromny ból po stracie najbliższych. Dopiero „Solidarność” wydobyła z zapomnienia losy nieszczęsnych żołnierzy zgładzonych już po zakończeniu wojny.

Jeżeli „smutek narodu żydowskiego”, z którym przyjechał do Polski premier Szimon Peres (urodzony zresztą w Polsce), ogarnia i te wydarzenia z udziałem komunistów żydowskich, to ja jestem gotów smucić się z panem Peresem.

2008-04-16

URODZINY PAPIEŻA.

Ojciec św. swe 81 urodziny i 3 rocznicę pontyfikatu uroczyście i w radosnym nastroju przeżywa w Białym Domu. 12 tysięcy gości w ogrodach prezydenckich zaśpiewało Benedyktowi XVI głośno „Happy Birthday”. Na powitanie Ojciec św. powiedział: „Jestem przekonany, że stojąc przed coraz bardziej złożonymi kwestiami moralnymi i politycznymi, naród amerykański znajdzie w swej wierze cenne źródło wiedzy i inspiracji . (…) Wolność to nie tylko dar, to także wezwanie do osobistej odpowiedzialności. Zachowanie wolności wymaga kultywowania cnoty, samodyscypliny, poświęcenia dla ogólnego dobra”.

Widać wyraźnie, że Benedykt XVI jest dokładnie poinformowany na temat nastrojów panujących w niektórych środowiskach katolickich w USA. Od pierwszego słowa bierze „byka za rogi”. W samolocie na konferencji prasowej nie pominął sprawy księży – pedofilów amerykańskich, a w słowie powitalnym grzecznie, lecz zdecydowanie daje odpowiedź Amerykanom, którzy uprościli naukę Ewangelii. Streszczenie tych nastrojów można znaleźć w wypowiedzi prezesa stowarzyszenia Katolicy za Wolnym Wyborem: „Katolicy w Ameryce uciekają się do aborcji nie rzadziej niż ludzie innych wyznań czy ateiści. (…) W wielu kwestiach katolicy kierują się nie naukami Kościoła, lecz własnym sumieniem. Sami odpowiadają sobie na pytanie, co jest dobre, a co złe. Co jest dobre dla nich i dla ich rodzin. (…) To nie jest tak, że w Kościele biskupi wyznaczają reguły, a my, wierni, mamy ich ślepo przestrzegać. Jeśli wierni w przytłaczającej większości odrzucają część nauk Kościoła, to oznacza, że coś jest z tymi naukami nie tak. Że nie są właściwe. (…)Oczekiwanie od ludzi, że będą się poświęcać, jest moim zdaniem wysoce niewłaściwe”.

2008-04-15

OFIARA I WIERNOŚĆ.

Ojciec św. Benedykt XVI dziś wieczorem ląduje na ziemi amerykańskiej. Jego ósma pielgrzymka zagraniczna. Będzie tylko w Nowym Jorku i w Waszyngtonie. Mam nadzieje, że katolicy amerykańscy znajdą czas na spotkania z papieżem, nie pozwolą zdominować swej wolności i swych myśli przez szaleństwo przedwyborcze.
Ciekawy jestem, co dziś zrobi Ewa Szumańska, znana dziennikarka, podróżniczka i pisarka. Podarowała mi kilka swoich książek. Nasza znajomość sięga czasu stanu wojennego, pracy w duszpasterstwie twórców i działania w Arcybiskupim Komitecie Charytatywnym. Ewa ma wielki dar opowiadania, przy niej nie można się nudzić. Ale uwaga, tu na niejednego czeka pułapka, bo na spotkaniu z Ewą i ze Zbyszkiem (jej mężem, profesorem politechniki) nie ma tematów byle jakich, łatwych, ble-ble po próżnicy. Kto nienauczony gimnastyki umysłowej, lepiej niech swe wyrazy pamięci przekaże telefonicznie…
Otóż Ewa, nieusłuchana palaczka, od pierwszego pielgrzymowania Jana Pawła II, rzucała papierosy na czas papieskiej pielgrzymki. Ssanie nikotynowe bardzo jej dokuczało, ale wytrzymywała, żeby wyprosić u Boga błogosławieństwo dla papieża i dla tych, do których przybywał. Walczyła dzielnie przez cały pontyfikat Polaka.
Czy dziś tak samo zrobiła? Nie wiem, bom winowajca wielki i sporom czasu żadnych wieści stamtąd nie zaciągał. Ale podziw mój dla jej „pro papieskiej ascezy” nie zmalał. Spotykam czasem jej myśli na ostatniej stronicy Tygodnika Powszechnego (a to już osobna historia trwałej wierności).

2008-04-14

ZBRODNIA I KŁAMSTWO.

Z wczorajszego kazania bpa polowego WP Tadeusza Płoskiego:

„Składamy dziś hołd pamięci zdradziecko zamordowanym polskim jeńcom wojennym (…) przetrzymywanym w obozach w Starobielsku, Kozielsku i Ostaszkowie.(…)
Ofiary tamtej zbrodni to kwiat polskiej inteligencji. Obok zawodowych oficerów, oficerowie-rezerwiści – ludzie wielu zawodów, różnych społecznych ról i urzędów. W codziennym życiu byli profesorami wyższych uczelni, nauczycielami, adwokatami, sędziami, lekarzami, przedsiębiorcami, właścicielami ziemskimi, dziennikarzami, pisarzami, itp. (…)
Katyń to nie tylko straszliwa zbrodnia wykonana w majestacie sowieckiego prawa, to również kłamstwo. Kłamstwo powtarzane tysiące razy… Na całe pokolenia słowo „Katyń” w Polsce i na całym świecie pozostanie znakiem ludobójstwa i zbrodni wojennej. U podstaw zbrodni katyńskiej leży decyzja najwyższych władz państwowych i partyjnych Związku Sowieckiego z 5 marca 1940 roku, na mocy której pozbawiono życia 21857 (w samym dokumencie mówi się o 25700 osobach) starannie wyselekcjonowanych przez NKWD obywateli polskich. (…)

Dziś Polacy oczekują od Rosji uznania zbrodni katyńskiej za zbrodnię przeciwko ludzkości, za zbrodnię ludobójstwa, bo taką właśnie była. (…) Oczekujemy też, że poznamy inne, nieznane jeszcze miejsca kaźni Polaków, poza Katyniem, poza Miednoje, Piatichatkami, Kuropatami czy Bykownią. Zgodnie z naszą wiarą, naszym pomordowanym braciom należą się mogiły. (…)

Polskie drogi splatają się od stuleci z drogami Chrystusa. A ci, którzy umierają z Chrystusem, zmartwychwstają wraz z Nim do nowego życia. Wierzymy, że ci nasi bracia, w świętych obcowaniu doznają chwały Zbawienia, która jest przecież powołaniem człowieka.
Pamiętaj zatem, Polsko, o dzieciach swoich, które miłość do Ciebie śmiercią okupiły. Amen”.

2008-04-13

PAMIĘĆ KATYNIA.

Dzień pamięci o zbrodni katyńskiej. W telewizji migawki ze spotkań rodzin katyńskich. Niewiele z tego można było wyczytać. A przecież główny problem jest wielkiej wagi: przebaczenie. Jak przebaczyć, gdy nikt nie prosi o przebaczenie. Rosjanie nie uznają tej zbrodni za ludobójstwo i nie chcą się nią po 60 latach zajmować. Sumienie katolickie dokucza i mówi: należy przebaczyć, Modlitwa Pańska wyraźnie stawia ten warunek. Jedni zgadzają się i mówią: przebaczyć tak, ale zapomnieć – nigdy! Najbardziej wzruszył mnie głoś starszej pani, która ze łzami w oczach mówiła: ja im przebaczam, ale zapomnieć tak trudno. Oj, jak trudno…

We wszystkich Mszach dzisiaj modliliśmy się za pomordowanych Polaków w Katyniu i okolicach. Nie przyszła mi do głowy intencja za oprawców. Niestety.

2008-04-12

WYSTRZELAĆ PTAKI.

Czy rzeczywiście biskupi polscy chcą wystrzelać ptaki śpiewające pod ich oknem? Tak twierdzi red. Terlikowski. Oczywiście ten żart ma ośmieszyć episkopat, który upomina się o to, by media nie tworzyły nacisku na kierownictwo Kościoła przy decyzjach personalnych w obsadzaniu diecezji oraz by dziennikarze (szczególnie katolicy) nie siali zamętu w ludzie Bożym, dzieląc biskupów na nadających się i nienadających się… Powinności dziennikarskiej „służyć prawdzie” nie można oddzielać od miłości, bo wtedy prawda przeczy sobie, krzywdząc człowieka. Gdy się staje na jednym placu z Chrystusem wobec grzesznika, trzeba wreszcie wypuścić kamień z garści.

Myślę, że nie tylko episkopat polski – liczni świeccy i szeregowe duchowieństwo również – chce, by ptaki śpiewały, ale niech nie będą to „słowiki jak byki” (pamiętam z dawna te słowa z piosenki o miłości). Kościół w Polsce pragnie spokoju.

2008-04-11

IKONA TRACI BLASK.

Tylu ludzi mówiło mi dziś o panu Lechu Wałęsie. Niestety, nie mówili dobrze. Mają mu za złe wetowanie możliwości przeniesienia abpa z Warszawy-Pragi do Gdańska. Wałęsowe „on tu nie pasuje” wielu wrocławian uznało za bezczelność, a niektórzy mówią o pysze czy wodzie sodowej. „Wałęsa znów dał plamę!” – to okrzyk zbulwersowanego studenta; jego koleżanka przypomniała obraźliwe słowa wypowiedziane nie tak dawno o obecnym prezydencie Rzeczypospolitej.

Serce marnieje, gdy się słyszy nieopanowane opinie z ust tak znanej osobistości. Autorytetem społecznym już dawno pierwszy lider Solidarności przestał być, zwłaszcza w kraju. Ale za granicą, szczególnie w Stanach Zjednoczonych, Lech Wałęsa jest wciąż ikoną Polski. Jeszcze wielu spryciarzy zbiera punkty wśród Polonii powołując się na znajomości z Panem Lechem. Ikony blakną niezauważenie i z daleka nie widać utraty blasku.

2008-04-10

WIARA I NOMINACJA.

Kiedy przed czterdziestu kilku laty przyjmowałem święcenia kapłańskie, wymagano ode mnie złożenia przysięgi na ręce mego ordynariusza, że będę posłuszny jemu i jego następcom. Zrobiłem to z głęboką wiarą, że samemu Chrystusowi jestem i chcę być posłuszny. Mój ordynariusz to wyraziciel woli Bożej wybrany i namaszczony przez Ducha Świętego. Oczu nie mam zamkniętych, widzę dokładnie ludzką (pełną słabości i grzeszności) stronę Kościoła (a więc i hierarchów), ale jednocześnie ufam, że zawsze na końcu będzie tak, jak Jezus chce. Wiem, że już nieraz w dziejach wspólnoty Kościoła ta wiara się zrealizowała. To nie jest łatwa wiara, ale bez niej – jako wielkiego daru Łaski – nie mógłbym w równowadze przeżyć ani jednego dnia mego kapłaństwa, mego życia. Każdy prawdziwie żyjący miłością i nadzieją w Kościele, ma przecież sumienie. To właśnie przez nie Chrystus przezwycięża większe czy mniejsze tragedie. W tym jest zakotwiczona obietnica zwycięskiego przetrwania Kościoła do końca czasów.

Obecne, szczególnie nieprzyjemne dla katolika, wrzaski dookoła (mającej dopiero nastąpić) papieskiej nominacji nowego ordynariusza w Gdańsku wydają się zdradzać brak takiej wiary.

2008-04-09

DIABELSKIE ŻNIWO.

Co się dzieje w Polsce?… Nie tak dawno było samobójstwo Barbary B. w chwili, gdy zobaczyła we własnym mieszkaniu ludzi z nakazem rewizji. Przedwczoraj znaleziono w celi więziennej wisielca na prześcieradle, Sławomira K., który odsiadywał dożywocie za brutalne porwanie i zamordowanie Krzysztofa Olewnika, syna biznesmena mięsnego. Jesienią w ubiegłym roku podobną śmierć wybrał jego szef gangsterski Wojciech F. Dziś znowu odnaleziono trupa sędziego w Garwolinie, powiesił się po wczorajszej rewizji ABW w jego domu, w związku z akcją antykorupcyjną wśród ludzi rozstrzygających o czyjejś winie lub niewinności.

Jeżeli do tego dołączyć sprzed kilkunastu miesięcy samobójstwa uczniów, to mróz przechodzi po plecach. Nie dla oskarżenia kogokolwiek trzeba na to zwrócić uwagę, ale by ujrzeć rosnące żniwo śmierci jako skutek odrzucenia fundamentu wiary w miłującego Boga. Dekalog, jeżeli nie wróci na swoje poczesne miejsce w życiu społecznym, zostawi pustkę nihilistyczną, w której nasz naród sparcieje i sczeźnie.

2008-04-08

DYNAMIZM PASCHALNY.

Benedykt XVI od początku pontyfikatu nie ukrywa zauroczenia niezwykłą osobowością i świętością życia Jana Pawła II. Mówił o nim tak pięknie w trzecią rocznicę śmierci! Nie przypominam sobie, by któryś z pięciu biskupów Rzymu, jakich przeżyłem przed obecnym papieżem, tak często i z taką pobożną czcią wspominał swego poprzednika. Ta nowość jest uderzającym, osobistym rysem pierwszych trzech lat obecnego Sługi sług Bożych.

Homilia na Placu św. Piotra wygłoszona 2 kwietnia, pokazując „Serce Kościoła wciąż jeszcze zanurzone głęboko w tajemnicę Zmartwychwstania Pańskiego”, rozwidniła obraz nieodżałowanej pamięci Sługi Bożego, który trzydzieści lat wcześniej przyszedł jako pielgrzym „z dalekiego kraju”, by poddać się Duchowi Świętemu w służbie Jezusowi i Jego Kościołowi.

Benedykt XVI mówił: „Jego pontyfikat w całej swej pełni (…) jawi się nam jako znak i świadectwo Zmartwychwstania Chrystusa. Dynamizm paschalny, który uczynił z życia Jana Pawła II całkowitą odpowiedź na wezwanie Pana, nie mógł wyrazić się bez udziału w cierpieniach i śmierci boskiego Nauczyciela i Odkupiciela”. Często powtarzane „Jego Nie lękajcie się opierało się nie na siłach ludzkich ani na odniesionych sukcesach, lecz wyłącznie na Słowie Bożym, na Krzyżu i Zmartwychwstaniu Chrystusa. W miarę, jak pozbawiany był wszystkiego, w końcu nawet mowy, to zawierzenie Chrystusowi jawiło się coraz wyraźniej. Jak w przypadku Jezusa, także u Jana Pawła na koniec słowa ustąpiły miejsca najwyższej ofierze, darowi z samego siebie. (…) Sługa Boży Jan Paweł II zaznał i przeżył osobiście straszliwe tragedie XX wieku i przez długi czas zadawał sobie pytanie, co mogłoby powstrzymać falę zła. Odpowiedź mogła znajdować się jedynie w miłości Boga. (…) Dlatego podczas ostatniej wizyty w Polsce, powracając na swą rodzinną ziemię, powiedział: Nie ma dla człowieka innego źródła nadziei, jak miłosierdzie Boga”.

Karol Wojtyła wypowiedział te słowa w 2002 roku w Krakowie – Łagiewnikach przed obliczem Jezusa miłosiernego. Wtedy też pokazał nam Boską perspektywę czasu, wspominając jak w młodości, w latach zła i nieszczęścia wojennego, przychodził w drewniakach z kamieniołomu do tego miejsca na modlitwę, by wołać: „Jezu, ufam Tobie”. Na tle tego wspomnienia wzruszająco i pokornie przebiegała uroczystość konsekracji światowego sanktuarium Miłosierdzia Bożego. To było pożegnanie Ziemi Ojczystej.

2008-04-07

DWORZANIN.

Zawsze szkoda mi człowieka, który bezsilnie dowodzi swego. Na płachtach „Rzeczpospolitej” redaktor Tomasz P. Terlikowski dzielnie walczy o swoje słowa, które wyrzucał z siebie w twarz abpa Wielgusa ponad rok temu, a które dziś wydają się być zapomniane. A może nawet i podeptane, skoro na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, gdzie przez lata ks. Stanisław Wielgus był profesorem i rektorem, przyznano mu nagrodę Księdza Radziszewskiego, założyciela KUL-u w 1918 roku.

Redaktor ze swadą reformatorską walczy dalej, dzieląc episkopat polski na dobrych i złych biskupów i stwierdzając zupełnie poważnie, że „polski Kościół niczego się nie nauczył”. Arcydydaktyk sprzed roku i ujadacz episkopatu dobrał się teraz do abpa Sławoja Głódzia z praskiej Warszawy. Ze wszystkich tajemnic poliszynela, jakie krążą po kraju, wyciągnął na światło dzienne jedną, najbardziej aktualną, że abp prawobrzeżnej Warszawy będzie wkrótce ordynariuszem gdańskim. I postanowił do tego nie dopuścić. Cały artykuł pomieszczony w „Rzeczpospolitej” służy publicznemu obrzydzeniu osoby byłego bpa polowego.

Żal mi serdecznie pana redaktora, bo chyba nie sięgnął ani razu do gazet z najświetniejszego okresu PRL-u. Nihil novi sub sole! Dusze dworskie w każdym systemie odnajdą swe miejsce, nawet jeżeli król jest niełatwo identyfikowany.

Gdy się jednak ma trochę oliwy w zapasie i przy lampie ewangelicznej choć odrobinę przypatrzy się działaniu Jezusa z Nazaretu, nie popadnie się w nihilizm wściekłości.

2008-04-06

SPOTKANIA NA DRODZE.

Ja też miałem kiedyś spotkanie na drodze, ale nie z Bogiem i nie z człowiekiem, i nie skończyło się dla mnie szczęśliwie. Tak zagadnął mnie Adam z politechniki dziś po kazaniu o spotkaniu uczniów z Emaus na drodze z Chrystusem. – To było spotkanie z…bilbordem. Zaszokowałem księdza? Wielka płachta reklamowa pojawiła się na mojej drodze do pracy. Były tam różne obrazki, bardziej lub mniej ciekawe, czasem przytrzymywały mój wzrok. Aż któregoś dnia zobaczyłem na bilbordzie panienkę, która trzyma w ręku urządzenie elektroniczne, które potrzebowałem do mojego projektu, a którego w Polsce nigdzie nie mogłem zdobyć. Zacząłem wydzwaniać i dobijać się w internecie do różnych firm, do których prowadził mnie, jak po nitce do kłębka, pokazany adres mejlowy na afiszu. Niestety, kłębek nie chciał się łatwo odnaleźć. Wreszcie znalazłem na eBay’u. Klops w tym, że eBay w Polsce jeszcze nie funkcjonował. Niełatwo mi było znaleźć właściwy typ urządzenia. Siedziałem po kilka godzin w nocy przy kompie i szukałem i czekałem. Nawiązałem kontakty z dziesiątkami różnych sklepów i firm, zwłaszcza w Niemczech. Przez dwa miesiące chodziłem jak w amoku, spać nie mogłem. Mój projekt naukowy leżał, a czasu było coraz mniej. Wreszcie znalazłem oferenta aukcyjnego, który sprzedawał właśnie mój model urządzenia. Chętnych do kupna było więcej, podbijali cenę. Ale ja się uparłem i wreszcie kupiłem. Zdążyłem na pół minuty przed zakończeniem aukcji. Sporo nerwów mnie to kosztowało, nie mówiąc o pieniądzach. Kupiłem, i tu się zaczęła moja prawdziwa gehenna. Urządzenie mogłem odebrać jedynie w Niemczech. Zacząłem szukać człowieka, który mieszka za granicą i może mi kupić urządzenie i dostarczyć do Polski. Szukałem przez różne znajomości i nieznajomości. W końcu znalazł się pewien student w Aachen. Kupił, ale zażądał podwojonej sumy. Za głowę się chwyciłem, ale cóż było zrobić? Przesłałem pieniądze. Facet obiecał, że prześle pocztą. Czekałem bardzo niecierpliwie, mejlowałem, dzwoniłem, odwiedzałem codziennie  urząd pocztowy… i cisza. Nikt nic nie wiedział. Student wyprowadził się z akademika. Kamień w wodę!

Oczy otwierałem zdumiony, jakie też to skojarzenia mogą mieć słuchacze kazań niedzielnych! Adam zakończył naszą rozmowę: ksiądz jest optymistą, ale nie każdy ma  dobre spotkania na drodze. Tamci z Emaus mieli wielkie szczęście!

2008-04-05

WEZWANIE WIOSNY.

Dziś jest cieplutko. Jestem zdolny uwierzyć, że świat może być kolorowy, kwitnący i kwiecisty. Bardzo potrzebna mi ta wiara! Chodzenie z Panem Jezusem do chorych nie nastraja wiosennie. Odwiedziłem kilkanaście mieszkań. (Moje chore kolana bardzo odczuły wysokie ganki i piętra). Wszędzie starzy, schorowani ludzie, najwięcej osamotnionych kobiet. Wprawdzie jest zwykle jakaś osoba usługująca, czy pielęgniarka na trzy godziny dziennie, ale to nie wyczerpuje zapotrzebowania na człowieka, nie zaspokaja tej trudnej do określenia, ale wyraźnej tęsknoty. Często czuję się niezręcznie, bo gdy wstaję do wyjścia, widzę niepokój w oczach, a gdy próbuję rozmawiać, brakuje tematu. Moje pytania zostają bez odpowiedzi. Najtrudniejsze jest to, że te staruszki nie chcą, czy nie umieją rozmawiać o Panu Jezusie. Mam podejrzenie, iż nie w pełni pojmują sens tych odwiedzin. Księdzem się cieszą, owszem, ale traktują go jak domokrążcę sezonowego, który coś przyniósł, i to za darmo. Czym te skorupki nasiąknęły za młodu? Jaka była ich religijność przed starczym zdziecinnieniem? One mają po 80, 90 lat. Przeżyły dwie wojny światowe, dwie długie okupacje, w tym morderczą indoktrynację ducha. Czy ktoś zauważa ten skutek doświadczeń między- i powojennych czasów w naszym kraju?

Wiosno, przyjdź jak najprędzej i rozgość się u nas!

2008-04-04

LIST DO ARTYSTÓW.

Mija dziś dokładnie 9 lat od napisania „Listu do artystów” przez Jana Pawła II. Pamiętam, że w odpowiedzi na ten list i na zaproszenie Papieża na obchody Wielkiego Jubileuszu artyści wrocławscy byli w Rzymie jedyną grupą z Polski podczas modlitwy jubileuszowej świata sztuki. I tym większą radość i zadowolenie przywieźli do kraju, bo Ojciec św. ofiarował im sporo swego czasu na specjalnej audiencji.

W wigilię dzisiejszej rocznicy „Listu” aktorzy w radiowej Jedynce oddali hołd papieżowi Polakowi jako wielkiemu artyście i podziękowali za to fundamentalne dla ich twórczości przesłanie. Czerpali całymi garściami z treści tego pisma.

Ojciec święty pisał z głęboką mądrością: „Każda autentyczna forma sztuki jest swoistą drogą dostępu do głębszej rzeczywistości człowieka i świata. Tym samym stanowi też bardzo trafne wprowadzenie w perspektywę wiary, w której ludzkie doświadczenie znajduje najpełniejszą interpretację”. Na zakończenie swego przesłania Jan Paweł II złożył twórcom życzenie: „Niech wasza sztuka przyczynia się do upowszechnienia prawdziwego piękna, które będzie niejako echem obecności Ducha Bożego i dzięki temu przekształci materię, otwierając umysły na rzeczywistość wieczną”.

2008-04-03

MODLITWA I PAMIĘĆ.

Nadspodziewanie dużo ludzi przyszło do naszego kościoła wczoraj na „Apel Papieski” o godz. 21:00. Wszystkie ławki zajęte! Wyciszenie i rozmodlenie wzruszające. Modliliśmy się o jak najszybsze publiczne stwierdzenie Stolicy Apostolskiej o przyjęciu do chwały świętych w Niebie Jana Pawła II. Wysłuchaliśmy bardzo ciepłego i serdecznego przemówienia papieża do chorych w Krakowie w 1979 roku, a po nim słuchaliśmy polskiego tłumaczenia świadectwa siostry Marie Simon Pierre, uzdrowionej z choroby Parkinsona za przyczyną sługi bożego Jana Pawła II. O godz. 21:37 zakończyliśmy Apel.

Dziś rano agencje podały, że o takiej samej godzinie ludzie modlili się w Rzymie przy grobie Jana Pawła II, w Japonii, w Toronto, na Filipinach, w Moskwie… W całej Polsce na bardzo wielu miejscach młodzi i starzy gromadzili się przy światłach zapalonych ku czci i pamięci papieża Polaka. Były też sympozja, koncerty i wystawy. We Wrocławiu odbył się marsz młodych z katedry na Rynek, zwieńczony pięknym koncertem w garnizonowym kościele św. Elżbiety. Ogromna bazylika pomieściła setki uczestników rozmodlonych.

Dziś wieczorem w galerii „Na Jatkach” uczestniczyłem w wernisażu plastyków i poetów pod hasłem „Niech zstąpi Duch Twój…” Kameralne spotkanie dla uczczenia 3. rocznicy odejścia JP II do Ojca zgromadziło wielu artystów z różnych miast kraju. W części nieoficjalnej częstowano kremówkami papieskimi.

W świadomości wiernych polskich rośnie pytanie, czy – przy przeniesieniu ciała do Bazyliki św. Piotra – Kraków otrzyma serce Karola Wojtyły, by złożyć je na Wawelu? I czy od razu będzie mu przysługiwał tytuł „święty”?  Poczekajmy spokojnie.

 

2008-04-02

JAK ODDYCHANIE.

Trzy lata nie zatarły bogatego obrazu tamtych papieskich dni. Wszystko żyje jakby tuż za zasłoną. Wystarczy słowo, fotografia, film czy wspomnienie spotkania, by myśleć o tym, jakby to było wczoraj. Ktoś mi dziś zadał pytanie: czy bardzo kochałem Jana Pawła II? Zaskoczony zwlekałem z odpowiedzią, bo miłość do Papieża-Polaka to coś tak po prostu istniejącego jak powietrze, którym oddycham w każdej chwili. Nie myślę o oddychaniu, ale przecież moje życie od niego zależy. Mogę jedynie zauważyć dziś, że ta miłość rozwijała się wraz z życiem upływającym. Dalej mi było do Papieża młodego, dzielnego, zapracowanego, rozrywanego po całym świecie, zajmującego się tak dynamicznie najważniejszymi sprawami świata i Kościoła. Z biegiem umykających lat ten dystans skracał się. Papież starzał się i ja też, choć dzieliło nas zawsze te dwadzieścia lat. On wyprzedzał mnie. To, jak przeżywał swą kondycję zdrowotną, było zawsze dla mnie szkołą życia wcześniej pokazanego. Pamiętam, że uśmiechnąłem się przy lekturze listu papieża do dzieci. Ten filozof nie umiał pisać do dzieci, chociaż bardzo spontanicznie okazywał im swe uczucia ojcowskie. Ale gdy przeczytałem list do ludzi starych, rozrzewniłem się. To pisał człowiek znający kondycję starców. Zawarł tam nie tylko miłość do ludzi podobnych jemu, ale i prawdę podnoszącą z kolan ku obliczu Bożemu. Trudne tygodnie ciężkiej choroby zabierającej mu wszystko, poczynając od możliwości poruszania się aż po niemożliwość mówienia, wyzwalały we mnie zwyczajne odruchy współ-czucia. Widząc go tak odzieranego przez chorobę, nie mogłem być radosny. Płakałem na wieść o śmierci. Potem przyszła modlitwa i uspokojenie. Papież już jest znów młody. Mi pozostało jeszcze nieco do starzenia się… Mam na stoliku jego fotografię, rozmawiam z nim codziennie wieczorem, gdy proszę o cud uzdrowienia młodego księdza, jak on, filozofa.

2008-04-01

UMIERANIE SŁUGI BOŻEGO

Wierzyć się nie chce, ale dziś upływa już trzeci rok od tych dni, gdy cały Kościół przeżywał długie, bolesne umieranie Papieża Polaka na Watykanie. I pomyśleć, przez te wszystkie dni płynie nieustanna rzeka pielgrzymów, którzy ze wszystkich kontynentów przybywają pomodlić się na grobie Jana Pawła II.

Marco Politi, watykanista, w swej książce tak wspomina odejście Ojca św. do Ojca: „było to wydarzenie, które poruszyło wyobraźnię ludzi, bez względu na to, czy byli to katolicy praktykujący, czy niepraktykujący, protestanci, żydzi, muzułmanie, agnostycy. Historia Jana Pawła II składa się z wielu rozdziałów, o których można dyskutować, zgadzając się z nim lub nie. Ale dwa ostatnie miesiące życia i jego śmierć są rozdziałem samym w sobie. To „dramat sakralny”, podobny do tych, jakie odbywają się w Kalwarii Zebrzydowskiej, albo tragedia grecka. Mamy silnego bohatera, który nagle staje się słaby, nagi, bezbronny i przekształca tę swoją nędzę w przesłanie do świata. Jest to przesłanie o godności osoby chorej, o wartości cierpienia; przesłanie, które człowiekowi wiary mówi, że jego cierpienie jest udziałem w cierpieniu Chrystusa, a niewierzącym – że samo cierpienie i akceptacja cierpienia może mieć znaczenie dla ich przekonań”.

 

2008-03-31

PARADA Z OGNIEM.

Ogień olimpijski zapłonął dziś w Pekinie. Stąd pobiegnie w sztafecie do wielu krajów, ma zwiastować światu „radość i pokój”. Na placu Niebiańskiego Spokoju, gdzie trawa do dziś pamięć pomordowanych studentów, sypano pięknymi, dyżurnymi słowami. Świat byle jak słucha, ale czy rzeczywiście nie uspokaja się nimi? Politycy zebrani na szczycie w Słowenii nie podjęli decyzji o zbojkotowaniu igrzysk w Chinach. Za duże byłyby straty wielkiego biznesu. Zdecydowali się jedynie na wyrażenie potępienia wobec przemocy w Tybecie.

Nikt nie słucha głosu Dalajlamy – niszczenie Tybetu przez komunistów chińskich trwa przecież nie od dziś. W autobiografii przywódcy duchowego Tybetańczyków można przeczytać wstrząsające świadectwo: „metody, jakimi Chińczycy próbowali zastraszyć ludzi, były tak potworne, że przerastały moją wyobraźnię. Dopiero kiedy przeczytałem opublikowany w 1959 roku raport Międzynarodowej Komisji Prawników, uwierzyłem we wszystko, co mi opowiadano. Powszechnymi praktykami stały się: krzyżowanie, wiwisekcje, wypruwanie wnętrzności i ćwiartowanie. Tybetańczyków ścinano, bito na śmierć, palono i zakopywano żywcem, nie mówiąc już o wleczeniu za galopującymi końmi, wieszaniu głową w dół czy wrzucaniu związanych do lodowatej wody. Żeby prowadzeni na egzekucję nie krzyczeli: „Niech żyje dalajlama!”, wyrywano im języki rzeźnickimi hakami”.

Jak można było powierzyć Chinom organizację igrzysk??? Ślepota świata jest przeogromna!

2008-03-30

ZWIERZĘTA W NIEBIE.

Dziś u znajomych rozwinęła się dyskusja na temat duszy u zwierząt. Temat musiał się pojawić, bo w domu są dwa koty, dwa psy i drapieżna fretka. Wszystko żyje w zgodzie ze sobą, aczkolwiek nie bez scysji marginalnych zażegnywanych przez gospodynię, która zna psychikę każdego z tych zwierząt i wie jak je ułagodzić czy uspokoić. Czy na tej podstawie można mówić o duszy w zwierzęciu? Niechybnie pojecie duszy jest dość pojemne.

Zaskoczyło mnie zdanie młodej damy: nie chcę być w niebie, gdzie nie będzie zwierząt. Bóg, kochający Stworzyciel i Ojciec, z pewnością rozwiązał już dawno ten problem. Jednakże na ziemi „ucieczka w zwierzęta” może dowodzić braku stabilnego miejsca wśród ludzi, a to z kolei może tłumaczyć brak zainteresowania miejscem i rolą Boga w niebie.

Teologowie nie stawiają w pierwszym rzędzie pytania o duszę i miejsce zwierząt w niebie pewnie i dlatego, że wyznawcy reinkarnacji mają już ten problem rozpracowany.

2008-03-29

ZŁOTY JUBILEUSZ.

Dzisiejsze przedpołudnie spędziłem na modlitwie w Karmelu. Siostra Stanisława dziękowała Bogu za 50 lat swej konsekracji zakonnej. Człowiekowi ruchliwemu, zwiedzającemu świat cały, aż trudno zrozumieć, jak można przeżyć pół wieku w jednym domu i to zamkniętym. Chyba tylko modlitwa, uwielbianie codzienne Boga, może człowiekowi wypełnić tak czas, aby klauzura nie przemieniła się w więzienie. Wtedy rok liturgiczny ze swoimi różnorodnymi akcentami, upamiętniającymi wydarzenia zbawcze, staje się przestrzenią, w której ludzkie małe „ja” spotyka wielkie i najświętsze, Boskie „Ty”.

Złotej Jubilatce, Siostrze Stanisławie napisałem w liście: „W światłach Zmartwychwstałego Jezusa bledną wszelkie krwawe rany, gasną palące bóle i ustępują mroki niepokoju duszy. Razem z Siostrą Stanisławą dziękuję Bogu za wielką łaskę jej powołania karmelitańskiego i za doczekanie tak pięknego, Złotego Jubileuszu trwania przy Sercu Jezusowym. Niech Jezus Miłosierny nadal przytula i błogosławi, a dzięki modlitwom Siostry Stanisławy niech udziela swego miłosierdzia najzatwardzialszym grzesznikom.

2008-03-28

DAR WIARY.

Minął pracowity Wielki Tydzień z Niedzielą Zmartwychwstania, zbliża się Święto Miłosierdzia Bożego. Dni poświąteczne pozwalają nieco odetchnąć, także podczas Liturgii świętej. Czytania biblijne w prostych słowach mówią o spotkaniach uczniów ze Zmartwychwstałym Jezusem. Myślę o eksksiędzu Tomaszu Węcławskim (dlaczego akurat o nim?), o jego nieszczęściu utraty wiary w Syna Bożego. Przecież jeszcze przed dziesięciu laty pisał w „Znaku”: „cała treść i cały sens słowa „zmartwychwstanie” ma źródło w tym wydarzeniu, do którego zostaje ono tu odniesione, ale wydarzenie to z zasady przekracza i rozsadza kategorie, w których jesteśmy zdolni o nim mówić” (10/1998, s.45).  Coś, co jest, a przekracza ludzkie kategorie myślenia dowodzi tego, że nie człowiek to wymyślił, że zostało mu dane.
Jak straszną rzeczą jest utrata wiary! Sensu życia nie widziałbym dla siebie, gdybym po przebudzeniu nie mógł powiedzieć Jezusowi: dziękuję Ci za życie, za Twą miłość i za dar wiary. Czasami w ciągu dnia wołam: wierzę, Panie, ale wspomóż moje niedowiarstwo. Jezu, ufam Tobie.

2008-03-27

WYSYPKA.

Wychowywanie młodego człowieka nigdy nie było łatwe. Jednakże dziś, gdy w rodzinach i w szkole autorytet Boga nie ma wcale, albo bardzo malutkie miejsce w sercach rodziców czy wychowawców, praca nad dojrzałością osoby ludzkiej stała się bardzo trudna.

Człowiek, od dziecka wychowywany w poczuciu otaczającej go Bożej miłości, wie, że Bóg swoimi nakazami i zakazami nie chce go udręczyć, ale wykuwa mu kamienistą ścieżkę do autentycznego szczęścia. Młody słyszący i słuchający w sumieniu głosu Boga, choć w okresie dojrzewania będzie borykał się z wielu trudnościami, to jednak nie będzie potrzebował od społeczności wścibskiego inwigilowania i podglądania. Bóg, najwyższy i ukochany autorytet przemawiający w sumieniu, potrafi przeprowadzić go bezpiecznie przez każdą „ciemną dolinę” (Ps 23,4).

O, żeby to zrozumieli dzisiejsi medialni obśmiewacze, którzy dostają wysypki na swej skórze, gdy słyszą o przykazaniu „Nie cudzołóż!”.

2008-03-26

PRAWO I DOJRZAŁOŚĆ.

Kiedy Bóg tworzył cywilizowaną społeczność z 12 wielkich rodów semickich, wyprowadzonych z niewoli egipskiej, podarował jej na górze Synaj Dekalog, fundamentalne prawo dla zachowań moralnych. W tym Bożym Prawie znalazł się także zakaz życia seksualnego poza małżeństwem: Nie cudzołóż! Zakaz ten, tak jak i inne zapisy Dekalogu, służy dojrzałości duchowej i fizyczno – psychicznej człowieka.

Prawo tworzone przez cywilizowaną społeczność musi wziąć w obronę i tę intymną sferę życia osoby ludzkiej. Jakie osoby, taka i społeczność. Ale, żeby dobrze skutkować, takie prawo musi być otoczone dobrą wolą i zrozumieniem celu, któremu ono służy. Niestety, na wysokich stołkach siedzi dziś mnóstwo ludzi, którzy chcąc zatrzeć złe wrażenie  swoich grzechów, zamienili „niewierność wobec bliźniego” na „wierność wobec siebie”. Oczywiście, ta fałszywie pojęta wolność będzie się sprzeciwiać każdemu zakazowi, zwłaszcza tyczącemu przyjemności bez granic i za wszelką cenę.

Dzisiejsi medialni naganiacze sensacji za chwilę ucichną. Jak obśmiali propozycję prawnego zakazu seksu do lat osiemnastu, z taką samą bezodpowiedzialnością wejdą do alkowy któregoś z prezydentów, by wystawić na publiczny bezwstyd jego życie seksualne.

 

2008-03-25

ŚMIECH NA SALI.

Pani rzecznik praw dziecka nie znalazła dobrego ucha u dziennikarzy, spikerów, prezenterów i komentatorów medialnych, mówiąc na KUL-u o propozycji prawnego zakazu stosunków seksualnych do lat 18. Wszyscy podawali tę wiadomość w otoczce łatwo uchwytnej kpiny i lekceważącego uśmiechu. Wszyscy chowali w zanadrzu przekonanie: nowy wygłup pani rzecznik. Nikt nie skomentował pozytywnie tego pomysłu.

A szkoda, bo mógłby być punktem wyjścia ku rozwiązaniu pakietu bardzo niebezpiecznych i często tragicznych problemów: szkolnej ciąży, gwałtów i nieobyczajnych zabaw wśród gimnazjalistów i licealistów, a także coraz częstszych samobójstw wśród młodzieży.

Niestety, bardzo „nowoczesne” i modne stało się twierdzenie w opinii publicznej, że przecież prawo niczego nie załatwia. Czy rzeczywiście niczego?

2008-03-24

PRZYZWYCZAJENIE.

Wewnętrznie się uśmiechałem (choć to wcale nie jest śmieszna historia), gdy czytałem dziś na liturgii fragment Ewangelii o przekupstwie i kłamstwie starszych żydowskich na temat zmartwychwstania Jezusa. Żołnierze rzymscy dali się złapać na tę szalbierską zagrywkę po prostu dlatego, że otrzymali forsę i zapewnienie, iż przełożeni nie dowiedzą się o tym.
Prawda zawsze miała i ma kłopoty w ustach nieuczciwych ludzi. Po dwudziestu wiekach od tamtych wydarzeń było jeszcze gorzej. W rządach komuny wszystko opierało się na kłamstwie. Polityka, gospodarka, historia, sądownictwo, a nawet stosunki towarzyskie – wszystko budowane było na kłamstwie czasem brutalnym, a czasem misternie nicią pięknych słów szytym. Na kłamstwie i przekupstwie opierał się dobór kadry kierowniczej i zasady nagradzania, ordery, premie, wczasy „darmowe”. Pochwalane i nagradzane kłamstwo rodziło donosicieli i kolaborantów. Stałą wizytówką kłamstwa były akademie i pochody majowe czy lipcowe. A prasa, radio i telewizja czymże były?… A nad tym wszystkim unosił się strach i podejrzliwość.
Ile z tych przyzwyczajeń przeszło z ludźmi w XXI wiek, do tzw. „demokratyczno – liberalnej” Polski?

2008-03-23

ZMARTWYCHWSTANIE.

W ponury, mroczny ranek usłyszałem dziś pretensję starszej osoby: co też Pan Bóg wyprawia z tą pogodą, kto to widział taką niedzielę wielkanocną? – A po południu, gdy wyszło spoza ciemnych chmur jasne słońce, pomyślałem z radością: ale też Pan Bóg wyprawia! Rozkoszowałem się tym wytęsknionym światłem i blaskiem niedzieli zmartwychwstania. „Bóg jest światłością!”(1 J 1,5). Kiedyś Jezus na Taborze ukazał swój boski blask swym trzem przyjaciołom, wybranym apostołom. Samego zmartwychwstania nikt nie widział. Ono odbyło się nocą, ale – jak zauważył dziś kard. Dziwisz w Krakowie – była to najjaśniejsza noc w dziejach. Badacze wizerunku na całunie turyńskim mówią, że nie mógł tego obrazu namalować żaden artysta i nie mógł on powstać tylko wskutek przeniknięcia do płótna naturalnych płynów organicznych. Ten wizerunek powstał i utrwalił się na skutek potężnego, wręcz kosmicznego, rozbłysku światła. Tak się stało, gdy Jezus wyszedł z grobu odwalając ciężki kamień i zostawiając w grobie pogrzebowe chusty.

 

Aby to przyjąć, trzeba wiary! Sam rozum ludzki nie wystarczy, choć wiele może pomóc. Podobnie wiary potrzebuje dzisiejsza niedziela, że Jezus zmartwychwstał w moim sercu. Dziś na ziemi nie ma innego miejsca na zmartwychwstanie Jezusa. On dał mej duszy na nowo swój Boski blask.

 

2008-03-22

WIELKA SOBOTA.

Dzień dzisiejszy w Kościele to dzień ciszy i oczekiwania. Czas na refleksję, a jest o czym myśleć. Jezus kieruje nasze myśli ku cierpiącym dziś uciemiężenie i niesprawiedliwość.

W połowie Wielkiego Tygodnia ojciec św. Benedykt XVI upomniał się o los Tybetańczyków: „Moje ojcowskie serce odczuwa smutek i ból w obliczu cierpienia tak wielu osób. Tajemnica męki i śmierci Jezusa, którą przeżywamy na nowo w Wielkim Tygodniu, pomaga nam być szczególnie wrażliwymi na ich sytuację. Przemocą nie rozwiązuje się problemów, tylko się je pogarsza. Wzywam was, byście przyłączyli się do mej modlitwy. Prośmy Boga Wszechmogącego, źródło światłości, aby oświecił umysły wszystkich i obdarzył każdego odwagą wyboru drogi dialogu i tolerancji”.
Tybetańczycy mieszkający w Europie podziękowali Ojcu św., natomiast chińskie MSZ odpowiedziało niezgodą na słowa papieża o tolerancji wobec mieszkańców Tybetu, nazywając ich kryminalistami, których należy ukarać zgodnie z prawem. (Skąd my to znamy!?).
Ordynariusz Hongkongu, Chińczyk, kard. Joseph Zen Ze-kiun przyznał w Radiu Watykańskim, „że minie jeszcze wiele czasu, zanim dojdzie do normalizacji stosunków miedzy Watykanem a Pekinem”. Czyli pokój z chińskimi komunistami – tak, ale nie za wszelką cenę.

2008-03-21

WIELKI  PIĄTEK.

Śnieg uciekł przed słońcem, wsiąknął w ziemię, ale zimno pozostało, nawet bardzo przenikliwe. To rzadkość taka zimowa pogoda w Wielkim Tygodniu. Chociaż pamiętam z młodości seminaryjnej Rezurekcję w śniegu po kolana. Tak było na praktyce diakońskiej w Zgorzelcu.

Przypominam sobie też zupełnie inny Wielki Tydzień, bardzo gorący. Wszystkie wentylatory musiały być w nieustannym ruchu. Tak było pewnego roku w Melbourne. Ale też pamiętam moje wielkie, pozytywne zaskoczenie ogromną ilością wiernych w Wielki Piątek na wieczornym nabożeństwie Męki Pańskiej. A nazajutrz, w Wigilię Paschalną, tłumów już nie było. Tak samo było w Kanadzie. W krajach anglosaskich, niekatolickich, Wielki Piątek jest najważniejszym dniem w całym roku liturgicznym. Tam też jest to dzień wolny od pracy.

Sceptycznie patrzę na wysiłki niektórych polityków, by i w Polsce wprowadzić ten dzień jako wolny od pracy. Katolicy wpatrzeni są raczej w jasność Dnie Zmartwychwstania niż w mrok cierpienia i śmierci Pana Jezusa. Z podobnym sceptycyzmem słuchałem nie tak dawno propozycji obwołanie Chrystusa Królem Polski. Jednak tytuł Królowej Polski, który od wieków funkcjonuje w naszej religijności, ma inny historyczny wymiar. To nie jest to samo.

2008-03-20

WIELKI CZWARTEK.

Śnieg we Wrocławiu. Nasypało nocą i nadal sypie.

Dziś rano w katedrze wrocławskiej nasz parafianin, prof. Tadeusz Luty, rektor Politechniki Wrocławskiej, został z woli ojca św. Benedykta XVI uhonorowany Orderem Rycerskim św. Sylwestra, a tym samym włączony do grona Rycerzy z osobistym tytułem szlacheckim. Może nosić specjalny, uroczysty strój z Krzyżem Maltańskim i szpadą rycerską. Jego wnukom pewnie bardzo by się spodobał.

Profesor Luty przewodniczy kolegium rektorów środowiska naukowego Wrocławia i Opola. Cieszy się wielkim autorytetem wśród kolegów – profesorów w Polsce. Ze wzruszeniem słuchałem dziś jego podziękowania w katedrze, a szczególnie, gdy wspomniał swych nieżyjących rodziców i ich wiarę. Obiecał też rozwijanie swego życia wiary. To może być pożyteczne dla wnuków!

2008-03-19

NAJWIĘKSZA REWOLUCJA.

Halina Bortnowska – znów ją spotykam (na łamach „Tygodnika Powszechnego”). Pamiętam tę panią z bardzo młodych moich lat kapłańskich. Zawsze z werwą, zawsze bezkompromisowa i inteligentnie zjadliwa wobec wszelakiego skostnienia, szczególnie z satysfakcją tropionego w Kościele. Zresztą wtedy Kościół był jedyną wolną przestrzenią, gdzie można było sobie poużywać swobodnym, czy niefrasobliwym językiem. Inne przestrzenie miały kraty i zamykały do środka. Dziś patrzy ze zdjęcia stateczna, miła, w półuśmiechu pani pod wielkimi okularami. Dawniej czuło się w niej kosę. Studiowała dużo i w różnych miejscach, także we Wrocławiu. Nie stroniła od duchowieństwa, zwłaszcza młodego. Czuliśmy, że lubi nas pouczać. Kiedyś przyszła, usiadła na stoliku szkolnym, założyła nogę na nogę (wiedziała, że robi wrażenie na nas) i zaczęła mówić non stop przez 45 minut. Rzucała kontrowersjami jak piłeczkami golfowymi. Żaden profesor by jej nie przegadał. Po wykładzie w grupach słyszało się: „piekielnie inteligentna baba!”.

Dziś czytam jej intelektualną drogę krzyżową. Jeszcze większa mądrość. Bez kontrowersji. Zatrzymało mnie szczególnie piękne i mądre zdanie: „Jezus mógłby zbawić świat przez to, że urodziłby się na nim i zerwał jedną różę, mówiąc, że jest piękna. Wybierając śmierć taką jak nasza, odnalazł nas tam, gdzie faktycznie jesteśmy”.

Myślę sobie: odnalazł nas i poprowadził dalej, poza śmierć. I to jest największa rewolucja Jezusowa!

 

2008-03-18

REMIZA.

Walka o media jest walką o władzę, o rząd dusz. Ale czy to upoważnia panów posłów i panie posłanki do takiego zachowania się w sejmie jak dziś przy uchwalaniu ustawy o mediach? Oglądając obrady przez okienko TVP miałem wrażenie, że zaglądam do wiejskiej remizy strażackiej już po północy, gdy zabawa na dobre się rozhulała. Awaria kompletna hamulców obyczajowych.  Przepraszając strażaków, czy chłopaków i dziewczyny na wsi, pytam: kto dał parlamentarzystom polskim prawo do publicznego chamstwa?

2008-03-17

TYBET MORDOWANY.

Lhasa, piękne, choć obce mi kulturowo, miasto. Inna architektura, inaczej ubrani ludzie na ulicach, inne zwyczaje, inna religijność. Tybet znam jedynie z lektur i z filmów, no i oczywiście, z obserwacji medialnej spotkań XIV dalajlamy z Janem Pawłem II.

To co okupanci chińscy zrobili w tych dniach Tybetańczykom jest ze wszech miar godne potępienia. Dalajlama określa to jako „kulturowe ludobójstwo” i apeluje do rządów w świecie o pomoc. Najwyżej położone państwo w Himalajach zostało odcięte od świata nie przez mrozy i lawiny śnieżne, lecz przez propagandę i wojsko reżymu chińskiego. Rząd komunistycznych najeźdźców najbezczelniejszym kłamstwem przeczy wiadomościom przekazywanym przez turystów. Skąd my to znamy?

Świat popiera Tybetańczyków, bo dzieje się im grozę budząca krzywda, zbrodnia na oczach świata! Dlatego smuci mnie opinia polityków watykańskich o tym, że Ojciec św. nie wspomina publicznie o tragedii Tybetańczyków, bo nie ma w Lhasie nuncjusza, który by potwierdzał doniesienia z Tybetu. Polityka w poprzek Ewangelii?

2008-03-16

NATCHNIENIE.

Dziś rano przebudziłem się z dziwnym przekonaniem, wręcz z imperatywem kategorycznym: wstawaj i idź do konfesjonału! Pomyślałem: Niedziela Palmowa tak woła, bo chociaż już u nas po rekolekcjach, to zawsze znajdzie się jakiś „niedobitek”, spóźnialski, człowiek swymi kłopotami „zakręcony”, wahający się, czy z długim okresem decyzyjnym w duszy. Usiadłem w konfesjonale, choć kościół był prawie pusty. Wierni przychodzili, zajmowali miejsca w ławkach; jedni szli do samego ołtarza, inni wspinali się na chór kościelny, młodzi gnieździli się w półmroku pod chórem niedaleko konfesjonału, ale do kratek nikt nie podchodził. Czas płynął leniwie. Pomyślałem sobie, Mirek, masz zaburzony instynkt czasu liturgicznego, kto się miał wykąpać w miłosierdziu Bożym, ten już to zrobił korzystając z pomocy zaproszonych spowiedników. Westchnąłem zawiedziony i nieco rozżalony: nie wszystkie natchnienia są autentycznie Boże. Chyba zbluźniłem, bo właśnie w tym momencie ktoś padł na kolana u kratki konfesjonału. Opowieść była długa i dramatyczna. Czas płynął niezauważenie, a ja stawałem wobec cudzych problemów coraz bardziej bezradny. Słuchałem i wołałem w duszy o pomoc Ducha Świętego. Meandry ludzkiego sumienia nie rozwiązywały się, ale stawały się coraz wyraźniejsze. I zobaczyłem ból wewnętrzny człowieka. Na koniec zapytałem: masz zaufanie do miłosierdzia Jezusa? Otrzymałem odpowiedź: już tylko ono mi zostało.

Zdumiony podniosłem rękę w znaku rozgrzeszenia. Cały dzień nosiłem w sercu poczucie spełnienia. Trzeba słuchać Bożych natchnień!

2008-03-15

DOWARTOŚCIOWANIE.

Powszechnie wiadomo, być dziś księdzem katechetą w liceum, a tym bardziej w gimnazjum, to ciężka harówa codzienna, ogromne obciążenie psychiczne, mordercza eksploatacja własnych zasobów duchowych. Niszczenie w zaskakującym tempie „postronków” nerwowych. Jeśli do tego doda się (istniejące w wielu szkołach) niezrozumiałe prawidła wpływania na dyrekcję szkoły tak zwanych „sponsorów”, czyli bogatych rodziców, którzy niejednokrotnie zupełnie po pogańsku traktują lekcje religii, to zaiste niełatwo w dzisiejszej szkole być strażnikiem tablic Dekalogu i głosić Ewangelię Pana Jezusa.

Warto pomyśleć, czy nie powinna być ustalona jakaś specjalna forma dowartościowania młodych księży, zwłaszcza tych startujących w nauczaniu. Być może, coś zaczęło się dziać w tym względzie, bowiem od jakiegoś czasu na imieninach czy innych spotkaniach księża poszeptują (dlaczego tak dyskretnie?) o liście dziękczynnym podpisanym przez naszego ordynariusza. Nie widziałem go jeszcze, ale ponoć pismo jest wydrukowane pięknie na grubym, kremowym papierze z wielką pieczęcią herbową. To mógłby być strzał w dziesiątkę!

 

2008-03-14

WARTO PAMIĘTAĆ.

Diabeł szuka każdej bramy do człowieka. Nie ustanie, aż znajdzie jakąś furtkę czy choćby dziurę. On nie ma żadnego innego celu, jak tylko zepsuć człowieka od wnętrza. Wwierca się jak robak żarłoczny i wyżera wszelkie światło w duszy, które czyni człowieka chwałą Boga. Odebrać Bogu chwałę, uczynić świat ludzki ciemnością, to jest jedyny, potępieńczy sens upadłego anioła. On nie ustanie w swej robocie.
Święta Wielkanocne przypominają, że Chrystus jest mocniejszy od diabła.

2008-03-13

OSTROŻNOŚĆ.

Pan Jarosław Gowin z Krakowa powiedział w wywiadzie dla „Tygodnika Powszechnego” na temat księdza podejrzanego o pedofilię w szczecińskim Ognisku św. Brata Alberta: „Jestem przekonany, że znaczna część przedstawionych ks. Andrzejowi zarzutów jest prawdziwa. Nie wierzę, że duża grupa głęboko związanych z Kościołem ludzi mogłaby zostać zmanipulowana. Ale chciałbym też podkreślić, że w sprawach molestowania i pedofilii trzeba być niesłychanie ostrożnym”.
Wierzę, że pan senator zapoznał się z dokumentami na temat działalności (nie osądzonego jeszcze) ks. Andrzeja, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że pan Gowin nie był „niesłychanie ostrożny” w tym wywiadzie.

2008-03-12

KTOŚ POWINIEN.

Człowiek niezrozumiany przez otoczenie nie rozumie, dlaczego nie jest rozumiany w środowisku. Dobrze się stanie, gdy wreszcie zrozumie on, albo jego otoczenie.

2008-03-11

EUREKA.

Dosłownie młyn! Młyn rekolekcyjny w parafii. Grupa za grupą: starsi, dzieci, znów starsi, młodzież, dzieci specjalnej troski… Spowiadanie godzinami we własnej parafii i odrabianie długów u sąsiadów. Trzeba też zadbać, by żaden z pracowników winnicy nie był głodny. Wieczorem grupa Odnowy w Duchu Świętym włączyła się do „uświetnienia” Liturgii Eucharystycznej. Na wszystko proboszcz musi mieć uważnie położone oko.

Przy okazji czegoś się nauczyłem. Kaznodzieja mówił o chrześcijańskiej nadziei. Spokojnym głosem sypał wzruszającymi przykładami o ludziach, którzy mieli nadzieję. W świątyni jak makiem zasiał.

Już po wszystkim, gdy zamknąłem kościół, usiadłem przed wielkim obrazem (namalowanym przez Anię), popatrzyłem w piękne, radosne oczy Jezusa i powiedziałem, jak zwykle, Jezu, ufam Tobie, mam nadzieję! I właśnie wtedy oświecenie, eureka! To Ty, Panie, masz nadzieję! I to jeszcze jaką! Nie zwątpiłeś we mnie. Już tyle razy…

2008-03-10

SPIŻOWA POSTAĆ.

Spiżowe epitafium w katedrze wrocławskiej, a na nim dzisiejsza data, boleśnie umocowana w pamięci Dolnoślązaków przed trzydziestu czterema laty. Umarł wtedy wielki Polak, światły Metropolita Wrocławski i wierny kardynał rzymskokatolickiego Kościoła. Płakaliśmy we Wrocławiu. Z całego świata płynęły kondolencje. Pogłębieni w wierze chrześcijanie niemieccy nie ukrywali swego głębokiego żalu po stracie wielkiego rzecznika sprawy pojednania między naszymi narodami. Komuna odetchnęła z ulgą.

Pogrzeb, przy obecności całego Episkopatu Polski, był wielką manifestacją mocy polskiego Kościoła na Dolnym Śląsku. Uroczystościom przewodniczył ks. Prymas Stefan Wyszyński.

Był też, oczywiście, Metropolita Krakowski kard. Karol Wojtyła. Ciepłe i jędrne są jego wspomnienia o zmarłym swym Przyjacielu: „Kard. Bolesław Kominek chętnie się udzielał przy różnych okazjach nie tylko duszpasterskich, ale i towarzyskich. Gdy znalazł się w towarzystwie, natychmiast wszyscy się rozpogadzali. Miał szczególny dar pogodnego obcowania z ludźmi. Nawet w sytuacjach niełatwych i przygnębiających. […] Jest tych wspomnień niemało. Poprzez wszystkie powraca do mnie Jego Postać, wyrazista, dynamiczna, kapłańska, biskupia, zaangażowana, odważna – człowiek szerokich horyzontów, pionier polskości, hierarcha Kościoła, sługa Boga i ludzi. Postać jednoznaczna, Postać wyrazista, Postać historyczna, Postać niezwykła. Stale modlę się za Jego duszę. Pozostał mi bliski”. Przy moście św. Jadwigi na Ostrowie Tumskim stoi spiżowa postać Kardynała Bolesława Kominka, a u jej stóp widnieje napis z jego pamiętnymi słowami skierowanymi do Niemców: „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. W twarz na pomniku nie można długo się wpatrywać (niestety, nie najwyższego lotu to sztuka!), ale te słowa powinny wciąż wołać w sumieniach po obu stronach Odry.

2008-03-09

ŚWIADEK CHRYSTUSA.

W Krakowie zakończył się proces kanonizacyjny na szczeblu diecezjalnym sługi Bożego ks. Władysława Bukowińskiego, urodzonego w 1904 roku w Berdyczowie. Mówiło się o nim we Wrocławiu, gdy przyjeżdżał w latach 70-tych na urlop do Polski. Podawano sobie z rąk do rąk jego wzruszajace notatki o pracy duszpasterza na dalekim zesłaniu. Choć święcenia kapłańskie przyjął na Wawelu w 1931 roku, to już w 1939 pracował w Łucku na Wołyniu (jakże bliskim memu sercu). Od roku 1941 komuniści nie trawili jego żywej wiary pięknie owocującej w duszpasterskiej pracy. Więzili trzykrotnie, skazali do łagru i wreszcie wypędzili do Kazachstanu. Traktował swój pobyt z dala od Polski jako wolę Bożą na służbie rodakom (i Niemcom) rozproszonym po ziemi kazachskiej, którą uznał za swoja parafię. Był duszpasterzem-domokrążcą, docierał tam, gdzie go potrzebowali ludzie pragnący spowiedzi, chrztu czy ślubu kościelnego. Mszę św. odprawiał w domach prywatnych wieczorem po przyjeździe i nazajutrz rano. Pomiędzy celebrami spowiadał, katechizował i błogosławił małżeństwa. Kochał swoją pracę, a co ciekawe, w jego pismach jest pięknie zapisana ta miłość do najprostszych ludzi i do prześladowców spod czerwonej gwiazdy. Mógł wrócić do Polski w 1955 roku, nie uczynił tego, bo żal mu było ludzi pozostawionych bez opieki duszpasterskiej. Był do końca wiernym świadkiem Chrystusa. W Karagandzie pracował do końca, umarł w roku 1974, tam  też pochowano jego doczesne szczątki – znak żywej wiary i wielkiej miłości.

2008-03-08

ŚWIĘTOWANIE.

Spora przemiana w tubie medialnej. Gdzieniegdzie ktoś wspomni o świętowaniu kobiet i o ich równouprawnieniu z mężczyznami. Wszędzie natomiast (jak na komendę) bębni się o świętowaniu marca ’68 roku. Okrągła rocznica szczytu powodzenia „Dziadów” w reżyserii Dejmka i pacyfikacji manifestujących studentów warszawskich (chodziło wtedy także o uwolnienie studenta Michnika) przez służby komunistyczne pałujące w przebraniu za robotników. Nie usłyszałem w dzisiejszym rocznicowaniu żadnego zdziwienia na temat nobilitowania po stanie wojennym komunisty gen. Kiszczaka przez red. Michnika.

Wspomina się dziś również o „deportacji” na Zachód wyszydzonych przez Gomółkę (też komunistę) Żydów. Tutaj podejrzewam, że ktoś chce pisać historię na nowo. Pamiętam z tamtego czasu, jak wyjeżdżający Żydzi cieszyli się z tej możliwości przebicia się przez żelazną kurtynę. Zabierali ze sobą wszystko, co się dało. Sąsiad z ulicy (wtedy dopiero okazało się, że był Żydem) miał kłopoty na granicy, bo jego maszyna do szycia „Singer” podpadła celnikom zbyt świeżo pomalowanymi na czarno nogami ze… złota.

2008-03-07

BOŻE TABLICE.

Pielęgniarka, która nie chciała przyjąć dziecka w szpitalu bez skierowania od lekarza domowego, została dziś zawieszona w pracy. Dziecko zmarło, a pielęgniarka zasłania się przepisami. Pani minister zdrowia (Kopacz) powiedziała, że oprócz przepisów i papierków potrzebny jest zdrowy rozsądek. Ciekawy jestem, co by powiedziała, gdyby pielęgniarka przyjęła dziecko, wbrew woli lekarza czy dyrektora (bez skierowania) i gdyby dyrektor zwolnił pielęgniarkę. Nie tak dawno podobne zasłanianie się przepisami doprowadziło do śmierci nieprzyjętego pacjenta w przychodni. Dziś posypały się smsy w mediach opisujące podobne i inne utrudnienia w przepisach służby medycznej wobec pacjentów. Kto ustanawiał te przepisy? I czy wystarczy skwitować problem brakiem zdrowego rozsądku u pielęgniarki?

Jeżeli do medycyny nie wrócą Tablice Dziesięciu Przykazań Bożych (które postanowiono zastąpić setkami przepisów prawnych!), sytuacja ludzi chorych będzie tylko coraz gorsza i gorsza.

2008-03-06

HOLOUBEK.

Dziś w wieku 85 lat zmarł Gustaw Holoubek, największy dramatyczny aktor polski drugiej połowy XX wieku, syn Czecha i Polki z Krakowa, mąż trzech żon, którym zostawił na tej ziemi po jednym dziecku. Czarował widzów i słuchaczy swym niepowtarzalnym głosem i wspaniałym talentem operowania nim na scenie czy przed mikrofonem radiowym. Powinni go przywitać w zaświatach z wdzięcznością i Szekspir, i Mickiewicz, i Słowacki, a nawet Norwid. Miłosierdzie Pańskie niech dosięgnie jego duszy.

2008-03-05

PREZYDENCKIE ŻYCIE.

Myślę z wdzięcznością wobec Opatrzności Bożej o prezydencie Wrocławia. O nim mówi się jak najlepiej, chociaż mądrość ludowa nakazuje zawsze ostrożność: „Nie chwal dnia przed zachodem słońca”.

Poznań dziś przeżywa swój wstyd prezydencki. Niegospodarność (potwierdzona przez sąd stratą 7-miu milionów złotówek) zakończyła karierę polityczną prezydenta Poznania, bez względu na wysokość kary i brzmienie wyroku.

Wcześniej wydawało się, że Olsztyn to takie senne miasto, w którym nic nie może się stać. Ale zło wszędzie może się stać, a im spokojniej na powierzchni, tym większy ogień potrafi rozpalić diabeł wewnątrz człowieka czy społeczności.

Gdyby przyszła do mnie znana działaczka z prośbą o odprawienie Mszy św. za urzędniczki molestowane przez prezydenta, odmówiłbym przede wszystkim dlatego, że okoliczności prośby o tę intencję mają znamiona „odwetu” za już odprawioną Mszę św. w intencji człowieka oskarżonego o molestowanie. Do takiej walki nie można włączać tego, co najświętsze – Eucharystii. Oczywiście, mieszkańcom Olsztyna, którzy wcześniej przyszli prosić o Mszę w intencji pomówionego o przestępstwa seksualne prezydenta, należało zaproponować albo odprawienie Mszy św. bez rozgłosu, albo rozszerzenie intencji, np. „o spokój w mieście”, czy też, „aby zło zostało zwyciężone przez dobro”, albo wreszcie, „by nie rzucać błotem na człowieka przed udowodnieniem jego winy”.

 

2008-03-04

NIEMODNY ŚWIĘTY.

O „Kaziukach” w Poznaniu można dowiedzieć się już od kilku dni w mediach i to w sposób błyskotliwie handlowy. O św. Kazimierzu – nie. Przeszukałem wszystkie artykuły o świętych, jakich sporo przez lata nazbierało się w witrynie „Opoka”, ale o dzisiejszym Patronie dnia nie znalazłem niczego. A przecież w tym roku dokładnie mija 550 lat od jego przyjścia na świat w rodzinie królewskiej Kazimierza Jagiellończyka i Elżbiety Rakuszanki, był ich drugim synem. Umarł młodo, zmiotła go gruźlica w 26 wiośnie życia. W Wilnie Polacy i Litwini pamiętają o nim, bo tam oddał Bogu swego ducha. Po II wojnie światowej Polacy lękający się wracać do komunistycznej Polski, emigrowali za ocean. Ci z Wileńszczyzny wzięli ze sobą w sercach żywą pamięć o św. Kazimierzu. Na wschodnim wybrzeżu Ameryki, w Toronto, wybudowali polskiemu Królewiczowi kościół i założyli pod jego świętym wezwaniem parafię polonijną. Pamiętam w stanie wojennym piękny hołd złożony św. Kazimierzowi w dniu jego święta w katedrze wrocławskiej podczas wieczoru religijno – patriotycznego. Kompletna cisza zaległa wypełnioną po brzegi świątynię, gdy wrocławscy aktorzy recytowali i śpiewali słowa poematów na cześć wolnej i niepodległej Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Kilkanaście lat później Wrocławski Metropolita kard. Gulbinowicz, rodem z Wileńszczyzny, konsekrował we Wrocławiu piękną świątynię ku czci św. Kazimierza Królewicza.

Przykra (i znacząca) jest ta dzisiejsza cisza o polskim księciu, pięknym, młodym człowieku, który oparł się pokusom dworskiego życia w komnatach pałacowych i Bogu ślubował swoją czystą młodość.

2008-03-03

NIEDŹWIEDŹ.

Rosja ma nowego prezydenta Miedwiediewa. Śmiech poszedł po świecie na samo brzmienie słowa „wybory” w Rosji. Ostrożna opozycja nazywa je plebiscytem dla wybranego wcześniej na Kremlu pupila „cara” Putina. Dziś wyszły na ulice manifestacje z hasłami sprzeciwu wobec tych wyborów. Żałosny widok, pisk myszy pod potężną łapą niedźwiedzia, który (gdy tylko zechce) wetrze ją w ziemię. Urzędnicy obwodu leningradzkiego już sprawdzają, kto i dlaczego nie poszedł do wyborów, bo Putinowi nie podoba się tamtejsza o 10 procent niższa od średniej krajowej frekwencja wyborcza.

W czasach zimnej wojny pierwszy sekretarz KC w Moskwie wymachiwał atomówką, grożąc Zachodowi: spróbujcie tylko ruszyć w naszą stronę! Dziś nowy prezydent trzyma w ręku kurek GAZPROMU i zapowiada niewiernej Ukrainie przerwę w dopływie gazu. A co czeka niepokorną Polskę? Będziemy jedli ciasto (surowe) zamieszane wcześniej przez rządy postkomunistów?…

2008-03-02

EMMA.

Podziękowaliśmy dziś naszej Patronce za to, ze Emma nas ominęła, mimo że ponury szum huraganu słychać było nad Wrocławiem już o północy. To było niesamowite zjawisko, przewalające się czarne chmury i ten nadciągający głuchy odgłos, jakby nie wiadomo ilu potężnych machin wojennych. Nasz ogromny platan zaczął wyłapywać coraz to potężniejsze podmuchy wiatru najpierw na szczycie korony, ale stopniowo targanie gałęźmi staczało się w dół. Całe szczęście, że siła podmuchu szybko przetoczyła się dość wysoko nad naszymi domami, nad kościołem, nad drzewami w parku. W dzień nie zauważono w okolicy wyrwanych z korzeniami, ani złamanych drzew.

Bogu niech będą dzięki! Człowiek powinien w każdej chwili dziękować Bogu za życie, ale w chwilach zagrożenia, zwłaszcza, gdy słyszy się o śmierci i o zniszczeniach wśród ludzi, modlitwa wdzięczności sama ciśnie się na usta.

2008-03-01

BÓL DUSZY.

Biedni i godni litości są starzy rodzice, których dzieci utraciły wiarę. W naszej parafii jest bardzo wiele starych wdów. Przede wszystkim boli dusza. Matka nie może bez bólu patrzeć na syna, który wypędza żonę i sprowadza sobie inną kobietę. Matka, lekceważona przez syna i niezauważana przez konkubinę, dożywa swej starości w jednym pokoiku, często zagraconym i zaniedbanym z braku sił do sprzątania. Dorastające wnuki chodzą zbuntowane po mieszkaniu, potem się wyciszają i szukają najbliższej okazji, by wydobyć się z tego „obcego” domu. Bez matki dom przestaje być „swój”.

Umówiony co miesiąc w sobotę odwiedzam z Najświętszym Sakramentem te smutne domy. Nie zawsze jestem wpuszczony, bo schorowana wdowa sił nie ma, by wstać i otworzyć drzwi. W pozostałych sypialniach głucho i sennie, nawet pies nie obudzi się, choć słońce już z wysoka patrzy na ziemię. Bardzo często nie ma miejsca, gdzie można by położyć z godnością Najświętszy Sakrament, nie mówiąc już o krzyżu czy świeczkach zapalonych. Doprawdy, taka wizyta nie odbywa się bez bólu wewnętrznego.

2008-02-29

ZAWIERZENIE.

Dziś nasi licealiści-maturzyści pojechali autokarami w pielgrzymce na Jasną Górę. Dzień młodości Archidiecezji Wrocławskiej przed tronem Królowej Polski. To jest ważna podróż młodego człowieka. Oczywiście, dziś zupełnie inaczej niż za mojej młodości, gdy taka podróż była bardzo często pierwszym dalekim wyjazdem poza swe środowisko. Dziś niejeden młody już zwiedził Europę i być może modlił się w różnych sanktuariach. A jednak ten wyjazd to pielgrzymka do domu Matki Polaków z ofiarowanym sercem – drżącym i niepewnym przed egzaminem dojrzałości. Pielgrzymka zawierzenia Matce swego projektu młodości i nadziei na szczęście, na miłość. Z pewnością w tym zawierzeniu jest wielka prośba o zdanie matury, drżenie jest podszyte strachem, ale w sumie jest to postawa bezradnego dziecka wobec nieznanej przyszłości, w której Matka może obronić i uprosić moc u Jezusa.

Martwić może jedynie to, że tak mało młodych z klas maturalnych zdecydowało się na tę pielgrzymkę, i to wcale nie ze względu na brak pieniędzy. Na pewno jest to świadectwo obecnych czasów.

2008-02-28

WŁADZA MÓWI.

W Afganistanie zginęło dwóch żołnierzy polskich w samochodzie zbyt słabo opancerzonym. Wpadli na minę, która rozerwała samochód na strzępy. Ci młodzi chłopcy są żertwą wojenną dla naszej generalicji, która znów się zastanawia, czy i jakie nowe samochody, lepiej opancerzone, należy zakupić dla polskiej armii na prawdziwej wojnie. Panowie generałowie w Warszawie dziś salutowali trumny, dokonali pośmiertnego awansu żołnierskiego. Ale kto ich wezwie do raportu, bo przecież o tych kiepsko opancerzonych samochodach, nie dających pełnego bezpieczeństwa naszym żołnierzom, mówiono przy poprzednich ofiarach śmiertelnych. Władza jak mówi, że zrobi, to mówi.

2008-02-27

POLITYCZNA OBŁUDA.

Rząd polski zaaprobował oderwanie się albańskiego, muzułmańskiego Kosowa od słowiańskiej, prawosławnej Serbii. Teraz rząd zastanawia się nad wysłaniem delegacji do Serbii z misją – jaką? Pocieszenia? Obłudnicy. To tak, jakby urwać komuś nogę i stanąć przy nim na dwóch nogach.

2008-02-26

EMIR.

Moje pseudo ma dwa wyjaśnienia. Oba są bardzo wcześnie urodzone. Czas narodzin „Emira” to czas głębokiej komuny w Polsce, gdy nie wolno było duszpasterzom akademickim „zrzeszać się” z bracią studencką nigdzie, a zwłaszcza podczas wakacji na obozach turystycznych. Mój kolega z DA, obecnie biskup – senior (czytaj: emeryt!) w Zielonej Górze, otrzymał od młodych nazwanie „Harnaś”, gdyż łazili bez przerwy po górach. Mnie nazwano (trochę później zacząłem pracować w DA) „Emirem”. Dlaczego? Wyjaśniam:
a) -bo zwykle podpisywałem się skrótem: „Mir”. Na pierwszym obozie, na którym była ogromna przewaga dziewczyn, pewien (zazdrosny?) student powiedział: masz harem, jesteś jak emir!!! Wszystkim to się spodobało i tak powstał „Emir”.
b) -bo ktoś znający mój skrócony podpis zdenerwował się kiedyś na mnie i na zakończenie rozmowy machnął ręką: e, Mir!!! Czyli „Emir” to ktoś, na kogo można machnąć ręką.
Oba wyjaśnienia są równouprawnione. Kto może używać tego słowa wobec mnie? Tylko moi bliscy. Niektórzy (dalecy) z grzeczności próbują do mnie zwracać się per „księże Emirze”. Niedopuszczalna hybryda, choć wybaczalna.

2008-02-25

PO GALI.

Wczoraj wiele nadziei, dużo słów i uśmiechnięta twarz Andrzeja Wajdy. Dziś, niestety, buzia w podkuwkę. Nie ma Oskara dla „Katynia”. Tryumfują ci w internecie, którzy nie żałowali reżyserowi gorzkich słów, wyciągając z jego biografii peerelowskie grzechy.
Ale wytwórnia filmowa Se-ma-for, w której powstawał animowany angielsko-polski film „Piotruś i wilk”, ma powody do radości. Film angielski, ale pół radości polskiej!
Oczywiście, mnie ucieszył Oskar dla Marion Cotillard za rolę Edith Piaf w filmie „Niczego nie żałuję”. Jestem w dalszym ciągu urzeczony oryginalnym głosem Piaf, który słychać w filmie. Odżyła więc legenda wielkiej piosenkarki francuskiej o bardzo trudnym życiu na ziemi. A jaki jest jej los w Wieczności? Nieraz o tym myślę i modlę się o Niebo dla niej.

2008-02-24

PRZY STUDNI.

Bardzo bogata niedziela. Na Kubie watykański kardynał przypomina o wizycie Jana Pawła II przed 10-ciu laty i odsłania pomnik, a Raul, syn dyktatora Castro, przygotowuje się na prezydenta. W Rosji Putin „padumał” i postanowił odwiesić zakaz brania duchownych do armii, a patriarcha prawosławny rzuca żabami. W Kosowie Albańczycy cieszą się ogłoszoną wolnością, w Serbii płoną ambasady. W Obersdorfie latają drużynowo na nartach, Austriacy po mistrzowsku, Polacy raczej słabiutko, Finowie wracają do domu ze smutnymi minami. W gabinecie polskiego premiera pianie kogutów nad wspaniałością obietnic po 100 dniach Tuskowego rządu z programem dalszych obietnic aż do 2015 roku. Lewica polska wybiera się do Hiszpanii na korepetycje, by nauczyć się walki z Kościołem. Już zapomnieli?!

Wielkie dzianie się na całym świecie!

Tylko Jezus (jedyny spokojny) przy studni Jakuba niezmiennie pomaga człowiekowi odkrywać w swym wnętrzu źródło najgłębszego pragnienia.

 

2008-02-23

CO Z FORMĄ?

Małysz dziewiąty w narciarskim lataniu w Obersdorfie, to jego najlepszy wynik w tej klasie. Wszyscy pamiętają jego zwycięstwa i chwałę, jaką otrzymywał od fanów. Zachwycał nie tylko kolejnymi osiągami sportowymi. Wzruszał swoją młodzieńczością i pokorą w przyjmowaniu gratulacji i pochwał. Ten młody ewangelik urzekał swym nieukrywanym, odniesieniem do wartości chrześcijańskich. Dziś wyraźnie jest zmęczony serią dalszych miejsc w zawodach. Nie ma łatwego życia, także psychicznego. Ale mam wrażenie, że Adam jakby nieco zelżał w swoim zaufaniu do Jezusa. Wszyscy każą mu liczyć na siebie, dopingują go, ćwiczą, kierują jego wolą, zawładnęli nim… On jakby zaczął się wyrażać o sobie pod dyktat społeczny. A opinia medialna, no cóż, z aplauzem wita jedynie zwycięzców. Może jednak Adam Małysz wróci do swego duchowego wnętrza.

 

2008-02-22

DUSZA SAMOTNA.

Zatrzymał mnie kiedyś króciutki fragment z „Dzienniczka” św. Faustyny. Siostra zakonna, żyjąca we wspólnocie klasztornej, wołała do Pana sercem tęskniącym podczas adoracji: „Jezu, przyjacielu duszy samotnej!” To wzruszające i… zastanawiające. Ale nie zdążyłem z zastanawianiem się, gdy poczułem nagle, że to są moje słowa, wyjęte mi z serca. To dziwne, bo choć żyję wciąż między ludźmi, pracuję dla nich, rozmawiam, smucę i weselę się z nimi, to jednak żadne inne cudze słowa nie przylgnęły mi tak do serca jak właśnie te o samotności duszy.

Od początku klerykatu wszyscy wychowawcy wmawiali mi, że chrześcijanin nie może być samotny. Modliłem się do Jezusa, ale nie przyznawałem się, że czasami jestem głęboko samotny. Święta Faustyna uświadomiła mi, że Jezus jest przyjacielem duszy samotnej. To wielka ulga. I jaka piękna modlitwa!

 

2008-02-21

MĄDRY TEŚĆ.

Pan premier pomyślał dziś, że trzeba ukrócić władzę pana prezydenta. Nie komentuję tego najbardziej potrzebnego dziś Polsce działania, ani też nie podpisuję się pod komentarzem pana Kalisza, że konstytucja Kwaśniewskiego jest zupełnie wystarczająca. Pan premier wrócił z zagranicznego urlopu, opalony, wypoczęty i stać go na rewelacje rangi wręcz historycznej. Szkoda, że nie spenetrował dokładniej szuflady w apartamencie hotelowym, gdzie zawsze znajduje się egzemplarz Biblii. Można tam znaleźć bardzo ciekawą radę, jaką dał Mojżeszowi jego teść, oglądający tłumy zmęczonego ludu, w długich kolejkach oczekującego na rozwiązanie konfliktów sąsiedzkich: „Wyszukaj sobie z całego ludu dzielnych, bojących się Boga i nieprzekupnych mężów, którzy się brzydzą niesprawiedliwym zyskiem, i ustanów ich przełożonymi już to nad tysiącem, już to nad setką, już to nad pięćdziesiątką i nad dziesiątką, aby mogli sądzić lud w każdym czasie (…) Jeśli tak uczynisz, a Bóg cię do tego skłoni, podołasz, a także lud ten zadowolony powróci do siebie” (Wj, 18,21-23). Dobrze jest mieć mądrego teścia, który potrafi skierować myśli od pożądania władzy ku prawdziwej trosce o naród.

2008-02-20

SKARB CISZY.

Jak pomóc choremu, gdy się nie jest lekarzem?… Zwykle staję bezradny, bo człowiek chory to zupełnie inna istota niż ten, którego znałem, gdy był zdrowy. Choroba osłabia cieleśnie człowieka, a jednocześnie może skierować go do jego wnętrza, jeżeli kiedykolwiek żył sprawami ducha. Ale i to nie jest prostą sprawą, gdyż osłabienie chorobą bardzo często uniemożliwia żywą modlitwę. Jest jednak i na to prosty sposób: krótkie akty strzeliste wielbiące Boga. A czasami wystarcza „widzieć” w swej duszy jedno ukochane imię: Jezus.
Gdy się idzie w odwiedziny do chorego, nie należy się zbytnio martwić: co ja mu powiem, co on chętnie by zjadł, a może chciałby przeczytać jakąś lekką, rozśmieszającą książkę? Nie należy mu bez przerwy trajkotać o najnowszych ploteczkach, ani litować się nad nim. Ten człowiek najbardziej potrzebuje twojej ciszy. To nie znaczy, że masz cały czas milczeć przy łóżku. Przynieś mu w sercu swoją ciszę. Rozmawiaj z nim w taki sposób, aby twój skarb ciszy przelewał się do jego duszy.

2008-02-19

WOLNOŚĆ.

Wolność człowieka jest uczestnictwem w doskonałości Boga. Tak samo jak rozumność. Czy to nie zabrzmiało zbyt śmiele? Ale przecież w Księdze Rodzaju czytam: „ A wreszcie rzekł Bóg: Uczyńmy człowieka a Nasz obraz, podobnego Nam” (1,26). W czym człowiek może być podobny Bogu? Przecież nie w ciele, bo Bóg jest doskonałością duchową. Swój obraz Bóg umieścił w duszy ludzkiej: w rozumności i wolności. Nawet kiedy doświadczam swej doskonałości popsutej grzechem pierworodnym, dalekiej od doskonałości Boga, to jednak Jezus potwierdził moja tęsknotę (i prawo) do niej: „Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski” (Mt 5,58). Czymże więc jest wolność na ziemi? –Jeżeli nawet nie jest czynieniem zawsze i tylko dobra, to jest dążeniem do dobra. Co więcej, prawdziwa wolność rodzi silną wolę pokonywania przeszkód leżących na drodze do dobra. Ta wolność, na którą się decyduję w życiu, zawsze jest wspomagana przez łaskę Boga.
Mylą się ci, którzy twierdzą, że wolność pozwala im na czynienie zła, albo że wtedy są wolni, gdy czynią zło. Od początku swej historii człowiek czynił zło pod wpływem kusiciela. Szatan nie daje wolności, bo jej nie ma. Jednak jest na tyle inteligentny i sprytny (tysiące lat doświadczenia!), by człowiek prowadzony do zła miał wrażenie, że czyni sam i wybiera dla siebie dobro.

2008-02-18

PUPA CHRONIONA.

Rzeczniczka praw dziecka zapowiada wprowadzenie do Kodeksu Rodzinnego i Opiekuńczego zakazu klapsa rodzicielskiego. W imię czego? – W imię poszanowania godności dziecka. Pupa chroniona ma być wyrazem godności, a dlaczego? Bo tak jest w UE. Dwadzieścia kilka lat temu pewna babcia odwiedziła rodzinę córki w Szwecji. Kiedyś poszła z wnukiem na spacer po mieście. Na skrzyżowaniu w ostatniej chwili, już na żółtym świetle, malec puścił się przez jezdnię na druga stronę. Zdążył, ale w babci serce omal nie wyskoczyło z piersi. Dołączyła do wnuka na zielonym świetle i dała mu klapsa po portkach. Wtedy usłyszała krzyk przerażonego przedszkolaka: babciu, coś ty zrobiła? –Dałam ci klapsa za narażanie swego życia. – Ale teraz przyjdą policjanci i pójdziesz do więzienia!

W Polsce doczekaliśmy się już populacji młodych ludzi wychowywanych w dzieciństwie bezstresowo. Chamskie zachowanie w autobusach i w tramwajach. Chuligańskie korzystanie z urządzeń w pociągach, na przystankach, czy na stadionach. Szczytem przechodzącym wszelką wyobraźnię jest zachowanie uczniów w szkołach wobec koleżanek, kolegów czy nawet nauczycieli. Wiemy już: wychowywanie bezstresowe generuje stresy nieustanne dokoła wychowywanego. Nie może być wychowanie sterowane zakazami i nakazami tylko prawnymi. Musi być moralność, której źródłem i celem jest najświętszy Bóg.

2008-02-17

SUKCES W BERLINIE.

Wielki sukces Andrzeja Wajdy: „Katyń” pokazany na Festiwalu Filmowym w Berlinie. Znakomita plejada artystów, dziennikarzy i polityków (z panią kanclerz Angelą Merkel na czele) przybyła na europejską premierę filmu. Wzruszenie oglądających ujawniło się najwyraźniej w długiej, nieruchomej niemalże, ciszy po zakończeniu projekcji. A następnie wielkie brawa na stojąco. Reżyser, jak maturzysta uśmiechnięty i stremowany, ale bardzo szczęśliwy, patrzył w oczy pani Kanclerz, która z wielkim wzruszeniem składała mu gratulacje. Ten film wojenny – tak stonowany, ascetyczny, bez epatowania obrazami grozy walki – przemilczaną przez pół wieku tragedię polskich oficerów wykrzyczał na całą Europę. I to jest jego wielkie znaczenie społeczne i polityczne. W tej chwili „Katyń” nominowany do „Oskara” czeka na werdykt amerykańskiej Akademii Nauk i Sztuk Filmowych w Los Angeles. Ciekawy jestem, jak będzie przyjęty w Rosji, jak go ocenią środowiska kryptosowieckie. Czy pozwolą na szeroką projekcję i… kiedy go zdejmą?

2008-02-16

ROZUMNE SERCE.

Nie wyleciało mi jeszcze z pamięci, jak to dawniej w różnych miejscach, budziły się nowatorskie pomysły mające uatrakcyjnić przekaz słowa Bożego. Pamiętam sławnego francuskiego zakonnika, o. Duwala, który używał gitary do ewangelizacji. On jednak wychodził z instrumentem na estradę czy scenę teatralną. W Polsce też była epoka kaznodziejów z gitarą na ambonie. Ks. Sierla zachwycał swymi piosenkami słuchaczy pod amboną na Śląsku. We Wrocławiu był przeuroczy o. Antoni, który przyzwyczaił rodziców na Mszy dla dzieci, że co niedzielę zastanawiali się, z czym też wyjdzie na kazanie? Kiedyś wyszedł z wiaderkiem ziemniaków, usiadł przed słuchaczami i zaczął obierać. Czekał na reakcję. I doczekał się, nazajutrz otrzymał list od arcyszefa zaniepokojonego. Kilkanaście lat temu w Sydney młody ksiądz australijski we Środę Popielcową wylał wodę święconą z kropielnicy, a nasypał do niej piachu. Skala pomysłowości kaznodziejskiej chyba jest nieograniczona.

„Ach mój miły Augustynie, wszystko minie, minie, minie”. Minęła epoka gitarowców na ambonie i bitowych Mszy młodzieżowych, a posługiwanie się czystym i pięknym słowem ludzkim w wyjaśnianiu Tajemnicy Słowa Bożego pozostaje nadal i woła o rozumne serce.

2008-02-15

KAZNODZIEJA.

W Krakowie zawsze można coś ciekawego spotkać. W kościele na Rynku Podgórskim we Środę Popielcową można było zobaczyć rower rehabilitacyjny i na nim młodego kaznodzieję w ornacie. W ten sposób pomysłowy duchowny chciał przekazać wiernym, na czym polega Wielki Post, na ćwiczeniu, a nie na narzekaniu i żaleniu się. Ponoć duszpasterz ten na Mszach akademickich używa laptopa, wyświetla krótkie filmy i prezentacje medialne. Wszystko dla ludzi z epoki kolorowych obrazków, z wyciętą wyobraźnią. Należałoby chyba pochwalić poszukującego kapłana, ale i przestrzec. Homilia nie jest w żadnym wypadku wykładem czy prelekcją, ani nawet katechezą szkolną. Trzeba zachować ostrożność w głoszeniu słowa Bożego, by nie przepędzić zeń ukrytej Tajemnicy.

Niedawno właśnie w Krakowie podjęto inicjatywę internetowego dokształcania kaznodziejów (odpłatnie) on-line. Kto wie, może będzie to oryginalna wylęgarnia wystrzałowych pomysłów i talentów homiletycznych? A poza tym w obecnej dobie poszukiwania pieniędzy żaden uczciwy sposób na robienie kasy nie może być zły.

2008-02-14

WALENTYNKI.

Trzeba przyznać, że szał walentynkowy zaczyna przycichać. W latach 90-tych, gdy to „święto miłości” torowało sobie drogę do naszych serc z drugiej półkuli, cała Polska była „zawalentynkowana” i zaczerwieniona. Wszędzie czerwone serduszka. Witryny sklepowe i okienka pocztowe emanowały kolorem serdecznej krwi. TVP tak się zaangażowała w to amerykańskie promowanie miłości, że całe studio biło po oczach czerwonymi, pulsującymi serduchami, rozedrganymi blaskami i rozbłyskami świetlnymi. Wszystko w służbie komercji i obcego kapitału. Musiała to być niezła dola, skoro prezenterzy tak mocno się w tym przedsięwzięciu eksploatowali. Nawet co poniektórzy duchowni w oknach internetowych próbowali dopasować szał miłosny do patrona epileptyków. Panie chwyciły bakcyla, bo kto nie chce otrzymywać wyrazów i dowodów miłości? Panowie zaczęli pisać miłosne wierszyki, a importowane z Ameryki walentynkowe kartki przewożone były w workach pocztowych dziesiątkami tysięcy z jednej na drugą stronę Polski. Tak się wypełnia pustkę promocyjną między Bożym Narodzeniem a Wielkanocą!

2008-02-13

CZYSTE SZALEŃSTWO.

W późniejszym życiu, chyba dojrzalszym, moje serce było jeszcze raz dotknięte radosnym szczęściem. Było to w Rzymie dnia 22 października 1978 roku Pańskiego. Najpierw siedziałem na plastykowym krześle, jakich były setki przed bazyliką św. Piotra, i w skupieniu czekałem na inaugurację pontyfikatu nowego papieża, Polaka. W pewnym momencie zakotłowało się wokół mnie, wszyscy duchowni stanęli na krzesłach, wiwatowali, krzyczeli, machali chusteczkami. Nie wytrzymałem, wskoczyłem na krzesło, choć to wydawało mi się bardzo niestosowne. Zauważyłem, że mój sąsiad, nieporuszony, ascetyczny kapucyn z hiszpańską bródką, po chwili znalazł się obok mnie na krześle. Czyste szaleństwo radości. Karol Wojtyła stanął przy papieskim ołtarzu! Myślałem, że mi serce wyskoczy z piersi. Darłem się w niebogłosy. Mnich krzyczał w swoim języku. Szczęście unosiło się nad placem św. Piotra. Łzy radości zamgliły mi oczy.

2008-02-12

SZCZĘŚCIE SPOTKANIA.

Kupiłem dziś film na DVD o życiu Edith Piaf: „Niczego nie żałuję”. Tytuł filmu wzięty z piosenki, którą śpiewała przejmująco w paryskiej Olimpii. W młodzieńczych latach wprost uwielbiałem jej głos, słuchając, a w tamtych latach nieczęsto się to przytrafiało, zawsze dreszcz przenikał moje serce. Zauroczony byłem tym oryginalnym brzmieniem do tego stopnia, że niepostrzeżenie przelałem swój aplauz i dla Mireille Mathieu, która zaczęła swą karierę piosenkarki od naśladowania Edith Piaf. Nie byłem w tym zachwycie osamotniony. Gdy pierwszy raz wyjeżdżałem do Paryża, kolega prosił mnie, połóż czerwoną różę na grobie Piaf. Zrobiłem to. I pomodliłem się, choć pierwszym grobem, jakiego szukałem, była płyta Norwida. Szczęśliwym trafem udało mi się otrzymać (i to w prezencie!) bilet na koncert do Olimpii. Piękną tradycją było wtedy zaczynać każdy koncert, któregokolwiek artysty, od przypomnienia Edith Piaf i jej piosenek. Chłonąłem całym sobą. Byłem przeszczęśliwy!

2008-02-11

DZIEŃ CHOREGO.

Dziś Kościół  wspomina wydarzenia sprzed 150 lat w Lourdes. Matka Boża wybrała sobie miejsce w Pirenejach, aby potwierdzić Jej tytuł Niepokalanego Poczęcia i by uczynić grotę w massabielskiej skale miejscem szczególnym dla pośrednictwa łask Bożych, a nade wszystko łaski uzdrowienia tak ciała jak i ducha. Dlatego Jan Paweł II w 1992 roku ogłosił ten dzień jako Światowy Dzień Chorego. Pamiętam Ojca św. z roku 2004 w Lourdes jako pielgrzyma bardzo cierpiącego, poruszającego się na wózku, potrzebującego opieki i miłosierdzia, jak tysiące innych pielgrzymów z całego świata. Jego modlitwa rozdzierała moje serce: „Dobra Matko, miej litość dla mnie; całkowicie oddaję się Tobie po to, abyś ofiarowała mnie swojemu dobremu Synowi, którego pragnę kochać całym sercem. Moja dobra Matko, spraw, aby moje serce całe płonęło dla Jezusa”.

Wczorajszej niedzieli spotkały się polskie organizacje i stowarzyszenia pacjentów, aby dać znać o sobie. Pacjenci nie strajkują, ale postanowili powiedzieć rodakom, że dzieje się im krzywda wyrządzona przez tych, którzy zobowiązali się pod przysięgą nieść im pomoc w chorobie i opiekować się ich ciężko doświadczonym życiem.

Z dużą satysfakcja czytałem wczoraj w kościele list naszego Metropolity w lwiej części poświęcony ludziom chorym. Z duszpasterskiego punktu widzenia bardzo celowy był fragment mówiący o sakramencie chorych, uodważniający starych i schorowanych ludzi do przyjmowania tego wspaniałego Jezusowego lekarstwa.

Nie mogę nie wspomnieć dziś ks. bpa Pawła Latuska, którego po ciężkich cierpieniach 35 lat temu zabrała śmierć do Wieczności. Był moim rektorem w Seminarium. Miłosierny Jezu, przyjmij go do swojej radości w domu Ojca.

2008-02-10

PUSTYNNA LEKCJA.

Dlaczego szatan przegrał kuszenie Jezusa na pustyni? – Bo zaczął od zapowiedzi cudu, a skończył na kłamliwych obietnicach. No, a w międzyczasie żądał rzeczy niemożliwych, zagubił zdrowy rozsądek.

I pomyśleć, że tej ważnej lekcji politycy nie potrafią się nauczyć.

2008-02-09

DRZAZGA.

„Nasz człowiek w Warszawie”. Tak Rosjanie nazwali polskiego premiera Donalda Tuska podczas jego wizyty w Moskwie. Putin zaczął od ironii na temat poprzedniego premiera Polski, który do Moskwy się nie wybierał, a Tusk był zachwycony miastem, które jest stolicą wielkiego mocarstwa. Klimat wyraźnie się ocieplił… Lody topnieją… Oj! A co dalej?…

Komentatorzy nie spodziewali się wymiernych owoców tej wizyty. Sceptycyzm. Bo i cóż Polska może się spodziewać od państwa, które na swoje nowe święto narodowe wybrało historyczny dzień przepędzenia Polaków z Moskwy? Najwyraźniej drzazga w sercu siedzi…

2008-02-08

ZA ŻYDÓW.

Ojciec św. Benedykt XVI chce, by Kościół w Wielki Piątek modlił się za żydów; zatwierdził nowe słowa dla mszału z roku 1962: ”Módlmy się za żydów. Aby Bóg i Pan nasz oświecił ich serca, aby poznali Jezusa Chrystusa, zbawiciela wszystkich ludzi. Wszechmogący wieczny Boże, który chcesz, aby wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania Prawdy, spraw łaskawie, aby cały Izrael został zbawiony, kiedy wszystkie narody wejdą do Twego Kościoła”.

Rabini rzymscy i jerozolimscy nie chcą tej modlitwy. Nie chcą, „aby Pan nasz oświecił ich serca”, nie chcą dojść „do poznania Prawdy”, ani nie życzą sobie, „aby cały Izrael został zbawiony” na końcu zgromadzenia się wszystkich narodów w Kościele. Oprotestowali modlitwę.

Z Watykanu kard. Walter Kasper, odpowiedzialny za dialog z żydami, wyraził rzetelne zdziwienie: „Nie rozumiem, dlaczego żydzi nie mogą zaakceptować tego, że korzystamy z naszej wolności w formułowaniu naszych modlitw” (Corriere della Sera, 5.02.2008).

No i cóż tu dodać?

2008-02-07

STUDNIÓWKA.

Skończył się karnawał i jest… kłopot. Nie wszyscy uczniowie przedmaturalni zdążyli wybawić się na studniówkach. Karnawał był bardzo krótki, za krótki. Więc co? Czy Ojciec św. (a przynajmniej nuncjusz apostolski w Polsce) nie powinien uczniom klas maturalnych udzielić dyspensy od czwartego przykazania kościelnego, które nakazuje katolikowi „w okresach pokuty powstrzymać się od udziału w zabawach”?… Młyny kościelne powoli mielą. Do Watykanu czy do Warszawy nie każdemu blisko czy po drodze. Pozostaje jeszcze w odwodzie ks. proboszcz parafii miejsca zamieszkania ucznia czy miejsca szkoły. On może dla słusznej przyczyny udzielić w poszczególnych wypadkach dyspensy od obowiązku zachowania dnia pokuty, albo dokonać zamiany tego obowiązku na inne uczynki pobożne.

2008-02-06

MAGIA POPIELCA.

Jest jakaś magia przyciągająca ludzi do ceremonii posypywania głowy popiołem. Od kiedy pamiętam, środa popielcowa gromadziła na Mszy św. zawsze bardzo dużo wiernych. Bardzo dużo, a to znaczy, że byli tam i niewierni. Co jest w tym „prochu ziemi”, że przyciąga żyjących jak grzechotnik swoją ofiarę. Rzeczywiście słowa wypowiadane przy posypywaniu głów przenikają dreszczem – „w proch się obrócisz” – a przecież dobrowolnie idziemy ku temu znakowi unicestwienia.

Może jest w nas jakiś atawizm pokutnika, którym zobowiązał Bóg człowieka przepędzając go z raju: „przeklęta niech będzie ziemia z twego powodu: w trudzie będziesz zdobywał od niej pożywienie dla siebie po wszystkie dni twego życia” (Rdz 3,17). Nakładając na siebie popiół, opłakujemy raj i poddajemy się wyrokom Boskim obowiązującym na zwykłej ziemi, cierń i oset rodzącej.

Ale znam jeszcze inne wytłumaczenie dla tej przedziwnej, nienaturalnej i sprzecznej z wszelkimi dążeniami do szczęścia magii Popielca. Wyjaśnia to św. Paweł w Liście do Filipian: Jezus w swym człowieczeństwie posłuszny Ojcu, poddając się prawu śmierci, „uniżył samego siebie (…) Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył” (2,8-9).
Mam zaufanie do Jezusa. Skoro On przez posłuszeństwo Ojcu aż do śmierci, został wywyższony, to i ja, łącząc się z Nim, uniżam się przed moim Stwórcą i w poczuciu swej znikomości przyjmuję na siebie znak śmierci. W trzy dni wywyższony będę!

 

 

2008-02-05

WIELKA PUSTKA.

Rozmawiałem wczoraj wieczorem w klasztorze sióstr Adoratorek o pracy sióstr polskich na parafii w Krasnojarsku. Parafia terytorialnie ogromna, ludzi tylko 100 i to jeszcze porozrzucanych po wsiach dookoła miasta. Wielka bieda i zacofanie w tych zapadłych syberyjskich wsiach. Rosjanie nagminnie praktykują czary! W każdej wsi jest czarownica, do niej przychodzą z najróżniejszymi prośbami. Bardzo często proszą o zemstę nad sąsiadem czy krewnym, który „zalazł im za skórę”. Wielka pustka po Bogu w duszy posowieckiej szuka wypełnienia, niestety, cofając się do ciemnoty pogańskiej. Taką ciemnotą można swobodnie manipulować.

Widać to jak na dłoni, gdy tak zwana niezawisła, prokremlowska gazeta informuje, że zbrodnię katyńską w 1940 roku popełnili Niemcy, a nie NKWD na rozkaz Stalina. Czysta manipulacja i bezczelność! Poważni historycy nazwali to bzdurą. Tak, ale w ten sposób Putin zapobiegnie strasznym skutkom, jakie może w umysłach Rosjan spowodować nominowany do Oskara film Andrzeja Wajdy „Katyń” (jeżeli oczywiście przedostanie się do Krasnojarska).

2008-02-04

DRUGA ŚWIECA.

Dość dobrze pamiętam drugą świecę, tę od I Komunii św. Moje pierwsze pełne uczestnictwo w Eucharystii przeżywałem, mając 8 lat, w kościele parafialnym w Roztoce na Dolnym Śląsku (między Jaworem a Bolkowem). Jakże to daleko od mojej kolebki wołyńskiej! Jeżeli „wypędzeni” pani Eriki Schteinbach opuszczali (jasne, że z ciężkim sercem) tutejsze swe domy, to znajdowali nowe zasiedlenie w środowisku o tej samej kulturze i religii. Nasze rodziny natomiast przyjechały na piastowską ziemię, gdzie od kilku wieków zupełnie inna kultura budowała zupełnie inne kościoły. W wielu miejscowościach stały dwa kościoły, katolicki i protestancki, lecz cóż z tego? Wyboru nie było, bo katolicki przeważnie leżał w gruzach.

Swoją I Komunię św. przeżywałem w mrocznym, obcym mi architektonicznie, ciężkim, neoromańskim kościele poprotestanckim. Nawet nie mieliśmy przy czym uklęknąć, aby przyjąć Ciało Pańskie. Nie było „stołu Wieczerzy Pańskiej”, czyli balasek. Był za to obrus biały położony „w powietrzu”, długi kawał płótna z obu stron trzymany przez starszych ministrantów. Klękaliśmy w długim rzędzie i trzeba było uważać, by się nie oprzeć o ten „stół” łokciami, gdy z tyłu napierała następna „linia szturmowa”. I przy całym moim staraniu o skupienie, najważniejszą myślą było, by nie podpalić czy poplamić woskiem płótna. Zaniosłem świecę do domu. Była cenną pamiątką, ale również często służyła przy odrabianiu lekcji, gdy wieczorami elektrownia prąd wyłączała.

2008-02-03

PIERWSZA ŚWIECA.

Dziś św. Błażej leczy gardła przykładając zapalone świece do krtani.

Nie pamiętam mojej pierwszej świecy, od Chrztu świętego. Tyle lat minęło, gdzieś się zapodziała, a najpewniej wypaliła się dawno i daleko, za Bugiem. Kiedy pojechałem pierwszy raz do Łucka, chciałem koniecznie odnaleźć moją wieś rodzinną, Rudnię. Nie było jej ani w przestrzeni tej pięknej, nostalgicznej równiny wołyńskiej, ani na mapie. Została zrównana z ziemią. Taki los ją spotkał, bo przed wojną cała była polska. Odszukałem we wsi parafialnej, w Kołkach, mój kościół. Chciałem uklęknąć przy chrzcielnicy i podziękować Bogu Ojcu za łaskę usynowienia mnie w Jezusie Chrystusie. Pragnąłem spojrzeć w górę i usłyszeć w sercu trzepot skrzydeł białej gołębicy, postaci Ducha Świętego, i podziękować za uczynienie mej duszy przybytkiem Boga Najświętszego. Chciałem poczuć zapach płonących woskowych świec, pewnie gdzieś tam pod stropem także mojej świecy ulokował się ślad. Niestety, kościół był zamknięty na kłódkę, a na dachu gnieździły się dwie kopuły cebulaste. Żywej duszy dookoła. W tej kompletnej ciszy upalnej ukląkłem na progu kościoła, tu się dokonała mistagogia wdzięczności za początek wiary.

 

2008-02-02

GROMNICZNA.

Pamiętam z lat dziecięcych obraz Stachiewicza przedstawiający zimową nocą Matkę Bożą z gromnicą w ręku przepędzającą zgłodniałe wilki od domostw wiejskich. U nas w domu zawsze stawiało się zapaloną gromnicę w oknie, gdy burza z głuchymi gromami nadciągała. W różnych trudnych sprawach, gdy klękaliśmy do modlitwy, aby prosić o pomoc i obronę, najpierw zapalaliśmy gromnicę. Pamiętam też pierwsze umieranie w naszym domu. Gdy dziadek Józef odchodził, ojciec włożył mu w splecione jak do modlitwy palce właśnie gromnicę zapaloną. Jej płomień symbolizował Maryję odpędzającą szatana od łóżka dziadka.

Dzisiaj, gdy starość gramoli się mi na plecy już siódmym krzyżykiem, codziennie rano i wieczorem proszę Maryję o obronę od wszelkich wilków żarłocznych i wściekłych.

2008-02-01

POLUZOWAŁO.

Skończył się najdłuższy, jak dotąd, strajk górników. Zwycięzców nie ma, ale dobrze, że rozum wrócił. Po jednej jak i po drugiej stronie za długo emocje grały pierwsze skrzypce. Za chwilę zacznie się obliczanie strat, a będą duże po obu stronach. Kto będzie płacił? Pewnie odbiorcy węgla. Tak to zwykle bywa.

Podobnie i na granicy wschodniej poluzowało. Zmniejsza się z godziny na godzinę na przejściach granicznych ilość oczekujących tirów. Celników przybywa przy odprawach. Ale i tutaj straty niemałe. Już się dają słyszeć glosy o wielomilionowych roszczeniach. Kto komu? I z czego? Konflikt międzynarodowy chyba już się zawiązuje…

Demokracja – czy to rzeczywiście najlepszy sposób na spokojne życie we wspólnotach?

2008-01-31

SŁUŻBA.

Wielki wychowawca młodzieży, święty Jan Bosko odkrył najważniejszą zasadę pracy z młodymi i dla młodych: służyć! W liście do współpracowników zwierzał się: „Ileż to razy, Synowie moi, musiałem w ciągu mojego długiego życia uczyć się tej wielkiej prawdy, że łatwiej jest gniewać się niż cierpliwie znosić, grozić niż przekonywać, a nawet łatwiej jest z powodu naszej niecierpliwości i pychy ukarać opornego niż poprawić zachowując się stanowczo i przyjaźnie”.

Jego słowa kierowane ongiś do wychowawców, można w całej rozciągłości odnieść do naszych rządzących polityków: „Tych, nad którymi sprawujemy jakąkolwiek władzę, uważajmy za synów. Stańmy się ich sługami, podobnie jak Jezus, który przyszedł służyć, nie zaś aby Mu służono. Nie panujmy nad nikim, chyba tylko po to, aby lepiej służyć”.

Nasi posłowie także mogą wiele się nauczyć od wielkiego i świętego Wychowawcy: „Żadnego zagniewania, żadnej pogardy, żadnej obelgi. W szczególnie trudnych wypadkach należy raczej pokornie i ufnie błagać Boga, niż wylewać potok słów, które tylko obrażają słuchających, lecz nie przynoszą żadnego pożytku winowajcom”.

2008-01-30

KONSEKWENCJA.

Prof.Tomasz Węcławski nie schodzi z myśli wielu ludzi. Apostazja tak światłego kapłana i wielkiego erudyty teologicznego (i nie tylko) w jednych wzbudza najwyższe zdziwienie, u innych wielki ból serca. Jedni obserwatorzy mówią, że u tak radykalnego myśliciela konsekwencja myślenia była wyśrubowana do maksimum i skoro w swej wolności stanął nad przepaścią, musiał w nią skoczyć. Inni natomiast, raczej bez finezji intelektualnej (ci nie wywodzą się z kręgu przyjaciół Profesora), podejrzewają go o „unieważnienie” swego zobowiązania celibatu. Tak czy inaczej, mówiący o Węcławskim mają świadomość, że to był człowiek nieprzeciętnie konsekwentny w swej mądrości, po prostu geniusz w każdym calu. Dariusz Jaworski, śledząc w „Tygodniku Powszechnym tropy geniusza, stwierdza: Węcławski „- do bólu konsekwentny w swoich decyzjach, uparty. Gdy coś po głębokim namyśle postanowi, nie sposób go od tego odwieść”.

To stwierdzenie przywodzi mi na myśl innego człowieka. Nikt go za życia geniuszem nie nazywał, ale po śmierci natychmiast cały chrześcijański świat nadał Mu przydomek „Wielki”. Opowiadał mi pewien watykanista, że Jan Paweł II nieraz trudne sprawy długo nosił w sobie, pytającym nie odpowiadał, co ich bardzo denerwowało, ale gdy powstał z klęczek po rozmowie z Bogiem, żadna siła nie mogła go odwieść od powziętej decyzji.

Utrata wiary w Boga jest największą ludzką tragedią, niesie najgłębsze nieszczęście życia. To jest konsekwencja rozmawiania człowieka z samym sobą i tylko z sobą.

2008-01-29

JAWOROWI LUDZIE.

Spotkałem dziś jaworzanina po maturze, studenta I roku medycyny. Opowiadał o swoim LO. Słuchałem uważnie, z lekkim wzruszeniem, bo przecież to było także i moje liceum. Dokładnie w czerwcu upłynie całe pół wieku od mojej matury. Słuchałem z przyjemnością słów młodego Adama, który z przejęciem mówił o naszej szkole i o Jaworze.

Z tych zielonych lat zapamiętałem mocno kościół św. Marcina, księgarnię pod arkadami i kino „Pionier”. Księgarni już tam nie ma (jest sklep obuwniczy) i kino gdzie indziej wybudowano. Jedynie stary gotycki kościół stoi na dawnym miejscu. Kochałem jego mroczne wnętrze z piękną, potężną barokową nastawą ołtarza i z kulami mlecznymi lamp umieszczonymi w ławkach wzdłuż nawy głównej. Lampy paliły się rzadko. Półmrok w kościele pozwalał na skupienie przed Tabernakulum, czerwone światełko przywoływało wyraźnie: tu jest Pan. Codziennie przed lekcjami, po wyjściu z pociągu całą chmarą wpadaliśmy na chwilę do Pana Jezusa. Szkoła wtedy przeżywała pierwszy polski „wielki czas”. Był „Październik ‘56”. Partia po raz pierwszy zaczęła trzeszczeć i chociaż do jej złamania było jeszcze daleko, to przecież moja zielona młodość otrzymała wtedy spora dawkę adrenaliny. Nocami szyliśmy i kleili transparenty, a w dzień wychodziliśmy na manifestację. Było śmiesznie, bo ani rodzice, ani milicjanci nie wiedzieli, co z nami zrobić, a partyjniacy przyjęli nas z wymuszonym szacunkiem, gdy weszliśmy na salę obrad Komitetu Powiatowego z transparentem „Nic o nas bez nas!”. Dyrektor potem musiał nam napsuć trochę krwi, ale i tak się opłacało, bo przecież to „Październik ’56” przywrócił religię w szkole. W dniu 6. grudnia urządziliśmy (byłem wtedy przewodniczącym uczniowskiego zarządu) przepędzenie Dziada Mroza i oficjalnie wprowadziliśmy do auli św. Mikołaja w kapie i mitrze, z pastorałem biskupim w ręku. Radości było co niemiara!

Ciekaw jestem, co Adam będzie wspominał o swym Jaworze po pięćdziesięciu latach?…

2008-01-28

KIEPSKI „JAGIELLOŃCZYK” .

Ks. Prof. Julian Michalec, który mnie uczył sztuki kaznodziejskiej, mawiał na ćwiczeniach z homiletyki: gdy posłucham kiepskiego kazania na ambonie, niekoniecznie muszę wyjść z przekonaniem, że straciłem mój cenny czas. Po prostu utwierdziłem się w przekonaniu, że wiem, co to jest kiepskie kazanie. To też jest cenna zdobycz.

Ta pocieszająca uwaga przyszła mi na myśl przy lekturze tekstu pomieszczonego dziś w „Dzienniku” przez jego wicenaczelnego. Tekst o polskim Kościele z poznańskim apostatą w tle. Istne krakanie na pogrzebie! Mój Boże, iluż to już speców wkładało Kościół do trumny! (Dotychczas miałem całkiem dobre mniemanie o polonistach z Jagiellonki). Gdy się pisze o Kościele, nie wystarczy „studiować dyskusje zamieszczane przez internetowy portal Pracowni Pytań Granicznych”, tam rzeczywiście można nasłuchać się do woli marszów pogrzebowych. Warto sięgnąć do tradycji teologicznej wielu wieków, by dowiedzieć się, że z trudnościami chrystologicznymi czy eklezjalnymi Kościół zetknął się nie po raz pierwszy przez Węcławskiego, i nie umarł z tego powodu. Rozsmieszające jest przywoływać w tym kontekście Marcina Lutra. Prawda, że cytowani przez eseistę wielcy hierarchowie polscy już nie żyją, ale ich zapisane myśli są wciąż dostępne i można do nich sięgnąć (bez tendencyjności) i zauważyć wewnętrzną moc Kościoła, którego Założyciel jest nieśmiertelny. Kościół jest wielopoziomową wspólnotą żyjącą i dynamiczną, a jego fazy rozwojowe nie są wyznaczane przez fantasmagorie eseistów czy werdykty dziennikarzy lustrujących biskupów. Aż dziw bierze, iż autor jest tak zupełnym klerykałem, widzi tylko biskupów i „wali w nich jak w bęben”.

2008-01-27

VITA CONSECRATA.

Czytany dziś w kościołach list pasterski o osobach konsekrowanych chyba dobrze przygotował Polaków na dzień 2. lutego, który jest świętem ożywiającym charyzmat konsekracji tak niewiast jak i mężczyzn składających potrójne śluby Panu Bogu. List podkreśla tę przedziwną służbę (która nigdzie indziej się nie zdarza) Bogu poprzez usługiwanie człowiekowi. Autor listu, ks. bp Kazimierz Gurda, spec w episkopacie od spraw zakonnych, zasypał czytelnika, czy słuchaczy, stertą liczb, próbując ukazać wielkość dzieła charytatywnego prowadzonego w Polsce dla i w imię Jezusa Chrystusa. Myślę, że ta dawka zewnętrznych danych dobitnie mówi o dynamice wiary i działalności Kościoła w Polsce. Kto mądry, będzie umiał uznać zarzuty lewicy, jak i polityków liberalnych, kierowane przeciwko Kościołowi za najzwyklejszą bzdurę i niesprawiedliwość. Zakonnicy i zakonnice nie tylko nie są pasożytami wyjadającymi z kieszeni polskich podatników, ale wprost przeciwnie, prowadząc dzieła charytatywne, odciążają skarbiec państwa w świadczeniach na rzecz obywateli dotkniętych nieszczęściem. No cóż, żaden niewierzący czy libertyn nie jest zdolny zrozumieć człowieka pełnego wiary, który w zniekształconej twarzy człowieka cierpiącego potrafi dojrzeć oblicze Jezusa.

2008-01-26

KONCERT.

U św. Marcina na Ostrowie Tumskim przeżyłem dziś piękny koncert wokalny. Pięciu księży – tenorów śpiewało pieśni różnych autorów osnutych na powszechnie znanym tekście modlitewnym „Ave Maria”. Przyjemną niespodzianką była pieśń niewolników z opery Verdiego „Nabucco”. W drugiej części koncertu były piękne kolędy polskie, oczywiście była i łacińska kolęda „Adeste fideles”. Wszyscy księża śpiewający mają pełne wyższe wykształcenie muzyczne, pracują przeważnie jako wykładowcy muzyki kościelnej w seminariach, czy w akademiach muzycznych, a od czasu do czasu spotykają się gdzieś w Polsce, by wspólnie pośpiewać Bogu na chwałę, ludziom ku radości, a sobie dla przyjemności. Dziś brawa były bardzo rzęsiste. Wzruszenie opanowało słuchaczy szczelnie wypełniających świątynię wrocławskich artystów. Duszpasterz ks. dr Zdzisław Madej, który należy do tej świetnej piątki śpiewaków, był cały rozradowany i wyrazy aplauzu i wdzięczności umiejętnie kierował w stronę swych kolegów. Ktoś podszedł do mnie po koncercie i powiedział: wielki kwartet włoskich tenorów skończył się, teraz mamy kwintet polski. Chyba nie był daleki od prawdy.

 

2008-01-25

LOTNICY.

Dziś w samo południe Polska stanęła na jedną minutę w żałobnej zadumie po środowej katastrofie lotniczej. Spłonęło w spadającym samolocie czterech pilotujących żołnierzy i szesnastu najwyższej rangi oficerów polskiego lotnictwa.

Panie, nie pytam, dlaczego? Chociaż tak naprawdę to tylko Ty jeden znasz odpowiedź. Nie chodzi mi o czarną skrzynkę. Wcześniej, czy później specjaliści ją odczytają, ale czy dowiedzą się, dlaczego śmierć pochłonęła naraz dwadzieścia istnień ludzkich, tych istnień? Czy dowiedzą się, dlaczego ich bliscy, przyjaciele i koledzy, którzy jeszcze dwie godziny wcześniej bawili się z nimi, dyskutowali, żartowali po żołniersku, kreślili plany na przyszłość, nagle zostali sparaliżowani wszechogarniającym bólem żałości?

Tylko Ty, Panie, znasz los człowieczy od początku do końca. Ty na pytanie „dlaczego” już odpowiedziałeś najbardziej precyzyjnie każdemu z osobna, gdy stanęli przed Twoim Boskim Majestatem. Jedynie oni mieli prawo postawić to pytanie. Twój sąd jest najsprawiedliwszy, bo tylko Ty wiesz, co jest najgłębiej w człowieku.

Boski Zbawicielu, nie pytam, dlaczego? Jedynie pokornie proszę o wielkie miłosierdzie dla każdego z tych polskich lotników. I o pociechę dusz zranionych ich tragicznym odejściem.

2008-01-24

KOLIA.

Z przedwyborczych obietnic nowy szef rządu utworzył cudownie błyszczącą kolię kamieni ostrym i gorącym słowem szlifowanych i zawiesił na swej piersi. Lud spragniony cudów głośno klaskał w dłonie i krzyczał w euforii: hurra! niech żyje nowy kaczor (Donald), precz ze starym. Aliści po trzech miesiącach daje się zauważyć, że kamienie jakby poczęły matowieć, nie rzucają już blasku na oblicze szefa. Co więcej, brzegi kamieni dziwnie się zaostrzają, a nawet wyrastają w kolii ostre rogi (pensje pielęgniarek, strajki lekarzy, głodówki górników, etyczne „in vitro”, kłopot ze ściągalnością abonamentu radiowo-telewizyjnego, nieprzyjazne ruchy w szkołach). Kolia zaczyna wyglądać jak zaciskająca się obroża. Niełatwo być nowym kaczorem. Można się udusić własnymi błyskotkami.

2008-01-23

APOSTAZJA.

Z dzisiejszego Oświadczenia Kurii Metropolitalnej w Poznaniu:

Tomasz Węcławski 21 grudnia 2007 roku publicznie, w obecności proboszcza parafii zamieszkania i dwóch świadków, dokonał aktu apostazji, czyli odstępstwa od Kościoła rzymsko-katolickiego. Taki akt jest wyrzeczeniem się wyznawanej przez wspólnotę Kościoła wiary i powoduje zaciągnięcie kary ekskomuniki mocą samego prawa (kanon 1364 Kodeksu Prawa Kanonicznego). Głoszone przez prof. Tomasza Węcławskiego poglądy od dłuższego czasu budziły poważne wątpliwości co do ich zgodności z nauczaniem Kościoła.

Rok nie minął od porzucenia kapłaństwa, a teraz odszczepieństwo od wspólnoty Kościoła z powodu utraty wiary w Bóstwo Jezusa Chrystusa. Nie wiem, czy to stało się z przegrzania neuronów w szarych komórkach teologicznego umysłu, czy jest wynikiem zlodowacenia serca.

Kiedy jakiś drań zbezcześci w świątyni katolickiej tabernakulum i rozsypie konsekrowany chleb, biskup zarządza dni pokuty i intensywnej modlitwy wynagradzającej. Tutaj zbezczeszczona została dusza nauczyciela Ewangelii! Czy w Seminarium Duchownym i na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Poznańskiego ktoś podjął pokutę w intencji wynagrodzenia Jezusowi tej zniewagi? Czy ktoś odważył się publicznie wskazać strasznego drania, który do tej katastrofy prowadził konsekwentnie? Człowiek jest nie tylko drogą Kościoła, jest przede wszystkim świątynią Boga.

2008-01-22

CZARNY PAPIEŻ.

W Rzymie podczas kongregacji generalnej, mającej wybrać nowego generała zakonu (po ustąpieniu o. Petera-Hansa Kolvenbacha), jezuici musieli wysłuchać w homilii zdecydowanego napomnienia od kard. Franc Rode, prefekta Kongregacji Życia Konsekrowanego: „Jezuici winni skorygować swoją krytyczną postawę wobec władzy kościelnej. […] Liderzy zakonu powinni wzmocnić tradycję ustanowioną przez św. Ignacego z Loyoli, akcentującego lojalność wobec Kościoła i papieża”.

Odpowiedź przyszła natychmiast. Nowo wybrany generał, o. Adolfo Nicolas, podczas Mszy inaugurującej jego urząd, powiedział: „Izajasz powiada nam: służyć to robić przyjemność Bogu. Liczy się służba. Służba Kościołowi, służba światu, służba ludziom, służba Ewangelii.[…] Święty Ignacy powiedział, do czego ma się sprowadzać nasze życie: we wszystkim miłować i służyć”.

Pewnie się zatrzęsły profesorskie stołki jezuickich teologów w zachodnich uniwersytetach. Nowy generał dotychczas pracował na Wschodzie, był przełożonym prowincji japońskiej.

2008-01-21

POGODA.

„Święta Agnieszka wypuszcza skowronka z mieszka”. Dziś tak ciepło we Wrocławiu – jedenaście stopni Celsjusza! Czyżby płanetnicy niebiescy powrócili do starych zwyczajów pogodowych, gdzie św. Marcin przyjeżdża na białym koniu zwiastując zimę, a św. Agnieszka zapowiada wiosnę? Współcześni meteorolodzy kiwają głowami zdezorientowani i mówią o przedziwnych anomaliach w naturze.

Kto to sprawdzi, gdzie jest norma, a gdzie przyrodnicze anomalie?

 

2008-01-20

WIELKI BRAK.

Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan. Od samego początku były podziały. Cokolwiek by się nie powiedziało o przyczynach podziałów i rozdrobnień w chrześcijaństwie, to w każdym wypadku jasno widać, że początkiem zawsze było pęknięcie w naturze ludzkiej spowodowane incydentem w raju, rozdźwięk między doskonałością Boga, a Jego obrazem i podobieństwem w duszy ludzkiej.

O co więc w istocie modlił się Jezus, prosząc Ojca, aby byli jedno? Chyba nie o to, by Apostołowie trzymali się razem, skoro przed swoim wniebowstąpieniem wysyła ich w różne miejsca świata. Czy chodziło Jezusowi, by myśleli wszyscy tak samo? Nonsens! Bóg nie zatamowałby tak drastycznie wolności, w którą sam wyposażył człowieka. Może zależało Jezusowi, by Apostołowie głosili tę samą Prawdę? Ale przecież nikt z ludzi Bożej Prawdy nie dociecze do końca, a więc możliwość różnych jej interpretacji i odmiennego pojmowania jest naturalna i nieunikniona. Czy może chodziło tu o miłość? Chyba tak, a nawet na pewno tak, bo tylko miłość jest lekarstwem, które zdolne jest łagodzić ból rany zadanej przez grzech pierworodny.

Ale, czy stając wobec ogromu braku miłości w chrześcijaństwie, mogę go udźwignąć moją maleńka miłością?… Modlę się więc dziś o coś ułamkowego, by zmądrzał patriarcha moskiewski i nie mieszał porządku religijnego z politycznym.

2008-01-19

ANIOŁEK.

O pięknym spotkaniu usłyszałem dziś na kolędzie. Pewnych państwa, którzy jako bardzo młodzi ludzie przyjechali po wojnie do Wrocławia i zasiedlili pusty dom po Niemcach, odwiedziła nieznajoma pani. Najpierw przyglądała się ich willi z ulicy, próbowała obejrzeć z każdej strony. Wreszcie odważyła się wejść do środka. Zapytała po niemiecku, czy mogłaby tu trochę posiedzieć. Konsternacja u gospodarzy spora, jednak nie przeszkadzali. Pani, nieco młodsza od gospodarzy, zapytała, czy może obejrzeć salon, gabinet, kuchnię… Pozwolili. Wszyscy czuli, że rośnie jakaś tajemnica, powietrze nabrzmiało dziwnymi, mieszanymi uczuciami. Wreszcie obca pani wyciągnęła z torebki zdjęcia i przeglądając podawała po kolei gospodarzom. Na zdjęciach zobaczyli własne mieszkanie, nawet niektóre meble były te same. Pani dziwnie zaczęły drżeć usta i wskazując palcem drzwi zamkniętego pokoju zapytała, czy tam test sypialnia? Tak, odpowiedział gospodarz, tam jest sypialnia. Czy mogę tam wejść? Oczywiście! Kobieta jakby straciła zupełnie pewność siebie, jakby walczyła ze sobą: wejść, czy nie wejść? Dolna warga zupełnie niepohamowanie drgała głuchym szlochem. Gospodarze obserwowali uważnie gościa i nagle poczuli, że i ich coś chwyta za gardło. Napięcie dochodziło do szczytu. Kobieta ujrzała niewielkiego barokowego aniołka i wybuchnęła głośnym płaczem. Przywarła policzkiem do ściany, na której wisiał aniołek. Trwała tak przez chwilę, jakby w zapomnieniu, nie wstydząc się łez niepowstrzymanych. Kiedy wyszli z sypialni, i gość i gospodarze, i zasiedli przy stole, kobieta pokazała na fotografii maleńki czarny kształt na ścianie. Gospodarz przyjrzał się przez szkło powiększające. To był ten aniołek! Tajemnica pękła. Już nie było mocnych, wszyscy płakali przy stole. Pani powiedziała cicho: to mój ukochany aniołek, pamiątka chrztu świętego. Gospodarz wstał, zdjął aniołka ze ściany i podał kobiecie: jest przecież twój.

Kiedy kończyłem odwiedziny kolędowe, gospodyni szepnęła mi przy drzwiach: księże proboszczu, mój mąż był przywiązany jak dziecko do tego aniołka, od samego początku, jak tylko nastaliśmy.

2008-01-18

PIĘKNE URODZINY.

Otrzymałem z Uniwersytetu Opolskiego książkę: „Edmund Jan Osmańczyk. Dziennikarz – publicysta – parlamentarzysta we wspomnieniach bliskich i przyjaciół”. W książce znalazłem wypowiedź Barbary Sułek-Kowalskiej, którą spotkałem w ub. r. podczas rekolekcji adwentowych w Krakowie. Wypowiedź jest bardzo zgrabna literacko i ma cechy pięknego, przyjacielskiego świadectwa. sam poznałem kiedyś pana Osmańczyka a w końcu byłem na jego pogrzebie w Opolu przy kościele Maryi Panny. Dużo wtedy wypowiedziano słów o zmarłym, ale kryształowego światła nikt nad grobem nie zapalił. Może więc warto przytoczyć początkowy fragment świadectwa Barbary: „[…]świętowaliśmy jubileusz 75-lecia Edmunda Jana Osmańczyka. Piękne urodziny! Wraz z całą rodziną spędziliśmy u Jubilata niezwykły poranek, kiedy wciąż dzwoniły oba telefony z życzeniami i dzwonek do drzwi zwiastujący kolejne telegramy i kwiaty. Wśród nich – telefonów i dzwonków do drzwi – także ten, wielokrotnie powtarzany, z kancelarii generała Wojciecha Jaruzelskiego, ówczesnego szefa rządzącej naszym krajem partii i sterowanej przez nią Rady Państwa. I odpowiedź, też powtarzana: – Nie, pan Osmańczyk nie przyjmie życzeń od pana generała”.

 

2008-01-17

OJCIEC DUCHOWNY.

Pomyślałem o moim pierwszym ojcu duchownym. Z pewnością dlatego, że w kalendarzu liturgicznym dziś wspomina się św. Antoniego Pustelnika. Ks. Antoni Kamiński przywitał nas w kaplicy na pierwszym roku w seminarium duchownym anegdotką góralską o tym, jakie przykazania dawał gazda synowi „na księdza” się wybierającemu: „po pirwse rechtora słuchoj, po drugie kuferek zamykoj, a po trzecie swoje se myśl”. Śmialiśmy się wszyscy do rozpuku, a siedziało nas w ławach aż 75 młodych chłopaków. Na zakończenie pierwszej konferencji duchownej ks. Antoni powiedział nam (pamiętam to do dziś): ksiądz to „spec od modlitwy”. Rzeczywiście, obserwując księdza Kamińskiego i w seminarium, i później na parafii w Sobieszowie-Jeleniej Górze, widziałem w nim wielkiego speca od modlitwy. On był zatopiony w modlitwie. Nieustanne obcowanie z Bogiem uczyniło go człowiekiem wielkiej delikatności. Nigdy nie podnosił na nikogo głosu. Na wykładzie czy w rozmowie był zawsze wyciszony. Oczywiście, cierpiał mocno, gdyśmy tabunem przelatywali z refektarza do kaplicy po obiedzie. Był świetnym spowiednikiem, pozwalał klerykowi wyłożyć duszę przed nim, nie żałował czasu na słuchanie. Pamiętam długą rozmowę do późna w nocy w gabinecie na temat miłości. W końcu podszedł do regału i wyjął z niego tomik poezji afrykańskiego poety o miłości dwojga. Najpierw byłem zdziwiony, potem zdumiony, a wreszcie zachwycony. Zaglądałem do tej poezji często. Ojciec duchowny oduczył mnie zakładania tabu na „wstydliwe” tematy i przed ludźmi, i przed Bogiem.

Daleko później, już po święceniach kapłańskich, opowiadał mi ks. Antoni Kamiński o swych przeżyciach podczas wojny, gdy sowieci napadli na Polskę. Na własnej skórze odczuł to, co czynili żołnierze i oficerowie z ludnością cywilną. Jego świadectwo zapadło mi głęboko w duszę. Przez dłuższy czas nie mogłem spokojnie ani spać, ani jeść, ani myśleć. Nigdy już w życiu nie uwierzyłem hasłom aparatczyków moskiewskich w Polsce.

2008-01-16

SYBIRAK.

We Wrocławiu można spotkać jeszcze sporo sybiraków. Dziś rozmawiałem ze starszym panem, który z matką i bratem przeżył sześć lat na Sybirze. Za co zostali wywiezieni? – Za nic, ale ojciec służył w marynarce wojennej. To wystarczyło. Życie tam było ciężkie, na granicy śmierci głodowej. Można też było zamarznąć na śmierć, zimą temperatura spadała do minus 40 stopni Celsjusza, trzeba było umiejętnie oddychać na świeżym powietrzu, inaczej groziło zniszczenie wewnętrznych narządów. Z bratem mieli tylko jedną parę walonek. Gdy jeden wychodził obuty do garkuchni po blaszankę zupy, drugi musiał czekać w ziemiance głęboko zagrzebany w słomie. Zimą też plagą były zgłodniałe wilki, które podchodziły nocami do ziemianek. Ciężko było zimować, ale gdy przyszło lato, nadzieja odżywała w sercach, bo kraina zachwycała pięknem. Zesłańcy nauczyli się od stałych mieszkańców Syberii rozpoznawać jadalne zioła i jagody, na przykład z mleczu można było przygotować różne potrawy utrzymujące przy życiu. Starzy Rosjanie mówili Polakom, nie narzekajcie na cierpienie, jesteście w lepszej sytuacji niż my. Wy wyjedziecie, a my dalej będziemy tu cierpieć, aż pomrzemy.

Po sześciu latach – mówi mój rozmówca – wracaliśmy do Polski przez dwa tygodnie w zaryglowanych bydlęcych wagonach, konwojowani przez uzbrojonych sołdatów sowieckich. Raz dziennie otrzymywaliśmy „kipiatok” – gorąca wodę. Nie opowiadał tego z goryczą, czy nienawiścią. W jego głosie można było zauważyć nawet nutę dumy, gdy na koniec powiedział: to nasza rodzinna tradycja, nasz dziad był sybirakiem za batiuszki cara.

2008-01-15

OHYDA APOKALIPTYCZNA.

Zaniepokoiła mnie dziś wiadomość, że może nie być w tym roku matury, bo nauczyciele będą strajkować. Ludzie, co się dzieje w Polsce? Dyrektorzy przewożą chorych ze szpitala strajkującego do szpitala jeszcze nie strajkującego; lekarze odchodzą od łóżek ludzi chorych lub ich w ogóle nie przyjmują na izbie chorych; pielęgniarki zapowiadają pójście śladami lekarzy, no i teraz nowy skandal wykluwa się – nauczyciele strajkujący! Ohyda apokaliptyczna!

Niemoralny charakter tej walki o większe pieniądze polega na tym, że krzywda dzieje się osobom trzecim, spoza tej walki. Zupełnie jak w filmie gangsterskim, gdzie zbrodniarz dla uratowania swej skóry zniewala kobietę lub dziecko i przykłada im nóż do gardła.

2008-01-14

SMUTNE OCZY.

Kolędowałem dziś w Dziecięcym Domu przy ul. Parkowej wśród małych dzieci. Dom mieści blisko siedemdziesięcioro dziewczynek i chłopczyków, spora grupa to niemowlaki i małe przedszkolaki – te dzieci spały snem poobiednim. Starsze wróciły ze szkoły i chętnie śpiewały kolędy. Zaraz po modlitwie stały w kręgu nieruchomo, mocno onieśmielone, z oczkami uciekającymi do podłogi. Ale wystarczyły dwie radosne wspólne kolędy (i cukierki), by to zachmurzenie ustąpiło. Zaczęły się szaleństwa dziecięce. I choć te najstarsze trzymały lekki dystans, to maluchy przełamały wszelkie opory. Byłem dla nich tatą, św. Mikołajem, stangretem, co wozi dzieci na kolanach, a wreszcie karuzelą. Spociłem się przy tej zabawie jak mysz, zapomniałem, że mam siódmy krzyżyk na karku.

Nie wiem, dlaczego o tym piszę. Może sprowokował mnie ten smutny wyraz oczu na pożegnanie, zabrał się ze mną do domu. Dziecko musi mieć kochających rodziców, inaczej nigdy nie będzie szczęśliwe.

2008-01-13

CENNA PŁYTA.

Już minęło 26 lat od tego wieczoru, gdy cała katedra była zapełniona wrocławianami, którzy w miesiąc po ogłoszeniu stanu wojennego przyszli na pierwszą Mszę św. za Ojczyznę. Pamiętam, jak cały skamieniały stałem przy ambonce w prezbiterium i próbowałem wypowiedzieć to, co nazbierało się w moim sercu przez pierwszy miesiąc wojny jaruzelskiej.

Dziś w Klubie Muzyki i Literatury, w otoczeniu kilkudziesięciu osób, słuchaliśmy z płyty tego pierwszego mego „wojennego” kazania. Przez 24 minuty cisza była jak w katedrze. Panu Bogu dziękuję, że pozwolił mi wypowiedzieć to kazanie i że miało tak szeroki oddźwięk. Nazwałem w nim po imieniu wszystkie tragiczne skutki rządów WRON-y chcącej nałożyć narodowi komunistyczny kaganiec. Dziękuję też Bogu za to, że Kościół w Polsce, w warstwie szeregowych pracowników winnicy Pańskiej, natychmiast stanął przy skrzywdzonym narodzie i że naród wtedy znów podniósł dumnie głowy. Dziękuję też za Jana Pawła II. Jego modlitwa za Polskę i ówczesne nauczanie było wielkim natchnieniem dla moich kazań i siłą podczas licznych przesłuchań po kazaniach na ubeckim Podwalu.

2008-01-12

ZAPŁAKANA KOBIETA.

Wróciłem dziś z kolędy bardzo zasmucony i z bolesną duszą. W jednym domu zastałem kobietę samotną, zapłakaną. Wczoraj wieczorem odwiozła do szpitala męża z podejrzeniem o zawał serca. Najpierw z córką zawiozła go do kliniki przy ul. Pasteura, była godzina tuż przed 21:00, pacjentów na izbie przyjęć nie było żadnych. Dwaj lekarze, człowieka z bolesnością w całej klatce piersiowej i z pieczeniem w okolicy mostka nie przyjęli, bo uznali, że to nie jest ciężki zawał. Kobieta błagała z płaczem, prosiła: zbadajcie męża, on jest chory na cukrzycę, bardzo cierpi, nie przyjęli, nie zbadali. Kazali odjechać. Czy to nie jest przestępstwo?
Próbowałem uspokoić płacz kobiety, pocieszyć – jakże trudno znaleźć właściwe słowa w tak dramatycznej sytuacji. Odpowiedziała mi: księże, nie mogę się uspokoić nie tyle zasmucona stanem zdrowia męża, bo przyjął go szpital wojskowy i jest pod dobrą opieką, ale do dziś przeżywam tę rozmowę z lekarzami na Pasteura. Jak oni mogli tak potraktować poważnie chorego człowieka? Przecież wykształcono ich po to, by ratowali zdrowie ludzi. Co się stało z ich człowieczeństwem?

2008-01-11

ZAGADKA.

Krowa, co dużo ryczy, mało mleka daje. Okazuje się, że to przysłowie sprawdza się nie tylko na łące. Mi, mieszczuchowi, nie powinno przeszkadzać, a jednak… Kiedy ktoś przez cały dzień nadaje ci za uchem o swoich sukcesach (albo bolączkach), kiedy odbierasz od swych współpracowników jedynie obietnice (na działanie musisz czekać miesiącami), kiedy szef zwierza się przed tobą ze swych marzeń o pieniądzach, a każdego współpracownika przelicza na złotówki… Wtedy naprawdę masz ochotę znaleźć się na pięknej łące, gdzie nie ma ani jednej krowy. Ciekawe, czy ktoś odgadnie, dlaczego to przysłowie przyszło mi na myśl w środku zimy?

2008-01-10

WIÓRY.

To prawda, że gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą, ale przecież nie generałowie giną na wojnie, lecz szeregowcy i to tłumnie. Tam, gdzie ludzie zamieniani są na wióry, czy można mówić o demokracji? A o sprawiedliwości?… Problem stary jak świat, a od króla Dawida bardzo uwyraźniony. Jahwe Bóg umiał poradzić sobie z tym problemem. I tylko Jahwe.

2008-01-09

POLITYKA.

Jestem niemile zdziwiony wiadomością o zamknięciu w Moskwie jedynego katolickiego tygodnika w języku rosyjskim „Światło Ewangelii”. Zamknął je nowy metropolita moskiewski abp Paolo Pezzi, który nie tak dawno zastąpił abpa Tadeusza Kondrusiewicza. Pamiętam spotkanie z ks. abpem Tadeuszem podczas Kongresu Eucharystycznego we Wrocławiu w 1997 roku. Przed audycją w Radiu „Rodzina” rozmawialiśmy dłuższy czas poza anteną. Gość mimo zmęczenia długą podróżą tryskał energią i miał tyle do opowiedzenia o wszystkim, co udało mu się wprowadzić do swej metropolii w Moskwie. Pochwalił nasze młode wrocławskie radio katolickie, marzył o podobnym w Rosji, ale też z dumą opowiadał o swoim medium w języku rosyjskim, właśnie o „Świetle Ewangelii”. To nowe jego ulubione „dziecko” miało już trzy lata. Redagowane było przez świeckich, światłych katolików. Cieszył się mówiąc o radości ludzi prostych, którzy mogli przeczytać w swoim języku o Panu Bogu, o archidiecezji i o tym, co dzieje się w Kościele Powszechnym.
Oczywiście, abp Pezzi jako watykańczyk wiernie realizuje linię „polityki wschodniej” Stolicy Apostolskiej. Ale może dziwić nas Polaków, że doświadczenia kard. Wyszyńskiego i Jana Pawła II niczego nie nauczyły urzędników watykańskich politykujących z Cerkwią moskiewską. Historia uczy, że tam, gdzie duch duszpasterski musiał ustępować zasadom polityki, najbardziej ucierpiał lud Boży. Wystarczy przypomnieć słynny film Rolanda Joffé pt. „Misja”.

2008-01-08

SATYSFAKCJA.

Ludzie nie za bardzo chcą na kolędzie rozmawiać o Panu Bogu. Tam, gdzie są dzieci, temat ogranicza się do spraw katechezy, zeszytu, a ostatnio mówi się częściej o katechetach, jacy są. Przeraża mnie brak krytycyzmu u rodziców, którzy z jakąś dziwną zawiścią atakują nauczycieli religii w obronie własnego przekonania o grzeczności ich pociech na lekcjach.

Niewiele też spotykam prowokacji do rozmów o polityce. Ludzie są zniechęceni. W parafii mam wiele emerytów i rencistek. Dla nich polityka to przeglądanie recept z ostatniej wizyty lekarza w domu i zastanawianie się, którą z nich trzeba koniecznie wykupić, a którą zostawić na następną rentę. Spotkani lekarze też nie politykują. Czasami mówią o pieniądzach, że ich mają za mało.

Dalekie od Pana Boga i od polityki są osoby samotne, niekoniecznie stare, ale opuszczone przez najbliższych. Tutaj najłatwiej poczuć się potrzebnym. Tu nie można wpaść jak po ogień. Długa rozmowa potrafi odnowić nikły uśmiech na twarzy. Tutaj najczęściej można usłyszeć szczere, z iskierką nadziei, dziękuję. Takie kolędowanie to satysfakcja.

2008-01-07
KLĘSKA.

Polsce grozi lawina strajków. Po górnikach, lekarzach i pielęgniarkach o strajku już myślą związki zawodowe, bo ktoś tam doszedł do wniosku, że walka o podwyżki dla jednego czy drugiego środowiska to wbrew zasadom Solidarności. Trzeba więc solidarnie upomnieć się o podwyżki płac w całej budżetówce! Ciekawe, jak ta walka będzie trwała np. w szkole? A jak w urzędach? Np. co wymyślą urzędnicy fiskusa, a co panie i panowie w urzędzie wojewódzkim? Jak zawalczą policjanci?

Czy naprawdę w Polsce nie ma już mądrych i moralnych ludzi? Czy nikt już nie rozumie, że z pustego i Salomon nie naleje? Czyż budowania dobrobytu w biednym, zapóźnionym kraju nie należy zacząć od produkcji, a nie od konsumpcji? W polskiej sytuacji zbyt pożądliwe zapatrzenie na pensje zachodnie jest niebezpieczne. Prowadzi do opustoszenia kraju (co już obserwujemy) lub może doprowadzić do demontażu porządku społecznego w ojczyźnie.

 

2008-01-06

PIERWSZE KAZANIE.

Przed czterdziestu sześciu laty wygłosiłem pierwsze w życiu kazanie. Było to w Uroczystość Objawienia Pańskiego w wiejskim kościele niedaleko Świdnicy (parafii, ani nazwiska proboszcza nie pamiętam). Kończyła się praktyka zimowa czwartego roku. Byłem po tzw. „święceniach niższych”, czytałem na liturgii słowo Boże, z wyłączeniem Ewangelii. Codziennie bardzo się do tego przygotowywałem. Na trzy dni przed uroczystością proboszcz powiedział przy śniadaniu: Mirek, powiesz kazanie na Trzech Króli. Zbaraniałem zupełnie, nawet nie śmiałem zapytać, czy jest pewien, że mi wolno stanąć na ambonie. Odmówić nie mogłem, to proboszcz przecież pisze dla Seminarium opinię o praktyce parafialnej kleryka. Ale też odmówić nie chciałem, wciągnęło mnie to zadanie. Bałem się, jak nie wiem co, ale siedziałem godzinami codziennie i wertowałem różne pomoce kaznodziejskie. Pisałem i kreśliłem, i darłem, i pisałem znowu, aż w końcu wysmażyłem elaborat. Proboszcz zaakceptował z półuśmiechem. Nie pamiętam, jak ustawiłem temat, o czym konkretnie mówiłem (i czy konkretnie?), ale pozostało mi głęboko w pamięci zdanie z pierwszego czytania (wtedy nazywano to „lekcją”). Zauroczyło mnie: „Powstań, świeć, Jeruzalem…” (Iz 60,1). Miałem wtedy 22 lata. Do dziś powtarzam je jak modlitwę w trudnych chwilach.

2008-01-05

SEKCIARZE.

Lewica (dziś z rodzimymi, niestety, demokratami) objawia najwyraźniej wybijającą się cechę sekty: sens jej istnienia zasadza się na niszczeniu Kościoła, soki żywotne jej ideologowie czerpią z nienawiści do duchowieństwa. Czasy stalinowskie przerażały okrucieństwem lewicy. W stanie wojennym rzecznik rządu Jaruzelskiego chełpił się swą nienawiścią. A ileż było wtedy kłamstwa! Czy dzisiaj dzieje się inaczej? Gdy ordynariusz warszawski, ks. abp Kazimierz Nycz w projekcie budowy Świątyni Opatrzności Bożej wyodrębnił część kulturalną i gdy Sejm pod koniec grudnia przeznaczył na nią 30 milionów zł, LiD ustami swej wiceszefowej nazwała to „szalbierstwem” i „dojeniem państwa”. W ten sposób lewica, dziś w mało liczącej się partii bezbożników, odświeża co jakiś czas swoją twarz (jeżeli ją jeszcze ma). Zupełnie niedawno, gdy biskupi polscy wyrazili moralny sprzeciw wobec zapłodnienia „in vitro”, lewica stanęła przeciw Kościołowi w obronie rodzin bardzo pragnących mieć dzieci. A przecież, gdy Kościół w obronie życia ludzkiego twardo wyrażał swój brak zgody na aborcję czy eutanazję, kto wszczynał wielkie batalie antyklerykalne? – Kobiety lewicowe upominały się o „prawo do swego brzucha” i ubolewały nad losem cierpiących, którym Kościół nie pozwala umrzeć.

Sekta zawsze żywi się negacją, niszczeniem i nienawiścią.

2008-01-04

POD KONTROLĄ.

Wydawało się rankiem, że dzień będzie piękny. W „Sygnałach dnia” minister od bezpieczeństwa wewnętrznego w kraju zapewniał, że żadnego niebezpieczeństwa dla zdrowia nie ma, pacjenci są bezpieczni: „Ochrona zdrowia, tak jak powiedziałem, jest rzeczą ważną i sprawa jest absolutnie pod kontrolą i dyrektorów szpitali, ministra zdrowia i tego rządu”. Czyż to nie wieje optymizmem? Aliści redaktorzy Jedynki natychmiast zostali dosłownie zasypani przez słuchaczy mejlami, sms-ami i telefonami na temat prawdziwej sytuacji w przychodniach, pogotowiu i w szpitalach. Nikt z nich nie czuł się bezpieczny. Zagrożenie życia pacjentów ogromne! Nowe przepisy unijne określające czas pracy lekarzy, kłótnie związkowców z dyrektorami szpitali, groźba ewakuacji pacjentów, odejścia lekarzy od łóżek i ziejące pustką kasy służby zdrowia, to wszystko nie daje poczucia bezpieczeństwa życia i poprawy zdrowia Polaków. Czyżby minister Schetyna miał swoiste poczucie bezpieczeństwa „pod kontrolą”?

2008-01-03

IMIĘ JEZUSA.

Dzisiejszy dzień w księgach liturgicznych jest poświęcony imieniu Jezusa. Rubryki jednak jakby wstydziły się tego dnia, przypisując mu rangę zaledwie „wspomnienia” i to tylko „dowolnego”. A przecież święty Paweł pisze do zaprzyjaźnionych chrześcijan w Filipii: Chrystus… „uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej. Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich, i podziemnych. I aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest PANEM – ku chwale Boga Ojca”(Flp 2,8-11).

Jezus Chrystus jest PANEM – to jest pełnia treści imienia Jezusa. Moim PANEM – w tym mieści się pełnia moich zobowiązań wobec Syna Bożego i pełnia mojej satysfakcji czekającej w Niebie. Choć doskonałość ucieka przede mną jak króliczek, to jednak żyję Nadzieją!

2008-01-02

ROZWODY.

We wszystkich mediach podliczanie, zestawianie plusów i minusów, statystyki. Jedni tryumfują, inni boleją. Rzadko jednak można spotkać jakąś głębszą analizę. Dziś rano media doniosły, iż zwiększyła się liczba rozwodów. Od początku nowego wieku liczba rozwiedzionych małżeństw podwoiła się w Polsce. Przyczynę tego „postępu” upatruje się w emigrowaniu panów (lub pań) samotnie opuszczających rodzinę. Smutny jest ten wynik, ale smutniejsza jest przyczyna. Sam fakt emigracji nie musi przyczyniać się do niewierności małżeńskiej. Smutek przynosi myśl na temat wiary tych rodzin. Ich chrześcijaństwo nie wytrzymuje próby rozstania. A inne próby wytrzymuje? Młode rodziny przeważnie nie uczęszczają na Mszę św. niedzielną. Życie sakramentalne zawieszone na kołku. Rodzice potrafią zadbać dla swych dzieci o szeroki wachlarz zajęć pozalekcyjnych, ale nie o pogłębianie życia religijnego. Dorastająca młodzież w dużym procencie gardzi lekcjami religii, bo otrzymuje przyzwolenie od swych wyziębionych religijnie rodzicieli. Jak w takich warunkach ma zagnieździć się w rodzinie cnota wierności małżeńskiej i praktyka opanowania zmysłów? Trudne warunki, jakie niesie ze sobą wyjazd „za chlebem”, nie krzeszą nowych iskier dla podtrzymywania miłości dozgonnej, bohatersko wiernej i szlachetnej.
W mediach ekrany (okupowane przez całe rodziny) zapchane są obrazami „seksiastymi”; między kobietą a mężczyzną możesz znaleźć wszystko prócz wierności małżeńskiej. I na tych samych ekranach zjawia się ubolewanie nad podwojoną liczbą rozwodów. Paranoja zupełna! Smutno, choć tak bardzo europejsko.

2008-01-01

NOWY ROK.

Smętny dzień. Wszyscy łażą jak muchy w smole z nijakim wyrazem twarzy. Totalne zmęczenie, frustracja. Może raźniej poruszały się dziś rano jedynie służby sprzątające Rynek. Góry śmieci, tony szkła.
A ja po południu zakolędowałem w naszym Karmelu. Tu nikt nie był sfrustrowany ani zmęczony. Na twarzach żywa radość. Śpiewaliśmy kolędy i wspominaliśmy nie tylko stary rok. Czytałem fragmenty z Raptularza. Pogodne wyciszenie przyniosły wpisy wspominające ostatnie dni Jana Pawła II. Nie był to smutek, lecz powaga rozpogodzona, bo gdy dotarłem do spontanicznych krzyków młodzieży podczas homilii kard. Ratzingera i do jego nieformalnej beatyfikacji, siostry buchnęły żywiołową radością. Na końcu spotkania były uroczyste Nieszpory śpiewane. Modliliśmy się przed Najświętszym Sakramentem. Przy pożegnaniu obdarzony zostałem piękną książką poetycką: wiersze Charles Péguy o cnocie nadziei. To jasne, pół nocy będę miał zarwane!