2009

2010-01-01
ROK PAŃSKI 2010

ŚWIATŁO I CZAS.
Noc. W srebrnym okienku zachwyt sztucznymi ogniami. Błyski, rozbłyski, strzelanie kolorowe. Noc jak dzień jaśnieje, niestety, tylko na moment. Wreszcie pokazują Poznań z 30-tu tysiącami rozmodlonych dziewcząt i chłopaków z różnych stron świata! Moje serce doznaje radości. Obraz ogromnej hali oświetlonej jedynie małymi światełkami w rękach śpiewających kanony z Taizé, przykuwa uwagę, rzuca urok, zagarnia. Moje serce tuli się do Tego, który urodził się nocą roziskrzoną aniołami śpiewającymi pierwszą kolędę w Betlejem.
Spoglądam wstecz. Wiele się działo w starym roku, wiele! Przyjaciele moi błagali, a Bóg działał. Jestem niewypłacalnym dłużnikiem Pana Boga i ogromnej rzeszy modlących się chrześcijan o moje uzdrowienie. Wdzięczny i zapatrzony przed siebie modlę się o światło w duszy, bym nie zgubił się Jezusowi w mym siedemdziesiątym roku życia. W czasie na nowo mi podarowanym.

2009-12-25
CIOSY DOTKLIWE.
Cały dzień myślę o Benedykcie XVI. Naprawdę jest bohaterem. Tyle ciosów wali w niego, a on dzielny, wstał z każdego. Od tej nieszczęsnej Ratyzbony, poprzez złamany nadgarstek w górach aż do tego upadku. Na zdjęciach widać wyraźnie ofiarne rzucenie się ochroniarza na kobietę, ale ona zdążyła schwycić Ojca Świętego za szaty i wszyscy runęli na posadzkę Bazyliki św. Piotra niedaleko wejścia do niej. Co myślał papież, gdy wstawał z posadzki? – W zamieszaniu wśród asysty i ochroniarzy spokojnie poprawił uroczyste szaty na sobie i ruszył z prostotą ku ołtarzowi. Sic! Współczuję Ojcu Świętemu, myśląc o jego bólach fizycznych i z pewnością różnych dolegliwościach wieku. Bardziej jednak solidaryzuję się z nim i podziwiam go za niezłomne głoszenie Ewangelii Chrystusowej, mimo perfidnych i niesprawiedliwych ataków polityków, ludzi biznesu i mediów ateistycznych. Benedykt XVI jest papieżem bardzo potrzebnym dziś dla ludzi myślących, nieskażonych uprzedzeniami, autentycznie szukających sensu życia i prawdy. On zadziwia swoją pewnością i stałością wiary, pociąga ludzi do Boga.

2009-12-24
WIECZÓR WIGILIJNY.
Wigilia. Jedno słowo i wystarczy. Każdy Polak zna to słowo. Nawet polscy ateiści wypowiadają je ze wzruszeniem. Zapalają światła na choince i dzielą się opłatkiem przekazując w rodzinie wzajemne życzenia „zdrowia, szczęścia i pomyślności”. Swoim Parafianom, Znajomym i Przyjaciołom życzę również „błogosławieństwa Bożego”. Wiem, że bez tego drugiego nie będzie pierwszego spełnienia.
Wigilia to wyczekiwanie. Tego wieczoru czekamy od pierwszej gwiazdki aż do północy, gdy zabrzmi kolęda „Wśród nocnej ciszy (…) Bóg się wam rodzi”. Magnetyzm serca i podniosłość umysłu – to jest ta pełna czaru i ciepła Uroczystość, brzemienna radością (zawsze radością, choć czasem głęboko ukrytą w duszy – przedziwne, ale prawdziwe).
Dziś Ojciec św. będzie celebrował Pasterkę w Watykanie o godz. 22:00. Dlaczego? Być może jego 82 lata pozwalają zrozumieć tę decyzję. Zobaczymy, czy to zmieni frekwencję na Mszy św. o północy w naszym kościele.
Wigilio, zamknięta nocą pokorna stokrotko, otwórz się w blaskach świątecznych, otwórz moje serce!
* * *
Watykan. Godzina 22:00. Pasterka. Ojciec święty Benedykt XVI w procesji na wejście został przewrócony w nawie głównej Bazyliki św. Piotra przez kobietę w czerwonej kurtce, która przeskakując barierkę, rzuciła się w stronę papieża. Ojcu Świętemu nic się nie stało, kontynuował procesję do ołtarza. Przewrócony został także kardynał Etchegaray, ze złamaną szyjką kości prawego uda przewieziony został do polikliniki Gemmelli.

2009-12-22
TĘSKNOTA.
Skończyły się dzisiaj w naszej parafii rekolekcje adwentowe. Prowadzi je ks. Krystian Hyla, kolega z mego „okresu świdnickiego”, gdy – za czasów proboszczowania ks. prałata Dionizego Barana (ostatniego wojennego proboszcza katedry w Łucku na Wołyniu) – odbywałem w bazylice (dzisiaj: katedrze) św. Stanisława wakacyjne praktyki studenta teologii na KUL-u.
Czas adwentowy zawsze odkrywa we mnie (od wczesnej młodości, ale dlaczego w Adwencie?) silne odczuwanie tęsknoty za… No właśnie, za czym? – Za każdym razem to się nazywa inaczej i jest przeżywane z różną intensywnością. Ale zawsze jest to krąg pragnień, które można by ująć krótko: pragnienie szczęścia. – Czyli co? Nigdy nie byłem szczęśliwy?… Bywałem nieraz! Chwila szczęścia rozbłyskała jak kolorowy fajerwerk i… gasła, doznawałem natychmiast nowego pragnienia. Tęsknota w duszy ludzkiej nie ma końca. Przy urodzinach umiera, umierając rodzi następną. Niewątpliwie jest to skaza, blizna na nieśmiertelnej duszy, która musi żyć w czasie. Sposobem na przedłużenie doznanej chwili szczęścia jest hodowanie w sobie poczucia wdzięczności. Wdzięczność na Ziemi to bezpieczna nadzieja Nieba.

2009-12-20
VENERABILIS.
Wczoraj Ojciec Święty Benedykt XVI podpisał 21 dekretów otwierających dalszą drogę (bardzo niedaleką) do beatyfikacji czy kanonizacji różnych osób – sług Bożych. W tym są aż trzy dekrety dotyczące Polaków. Pierwszy potwierdza autentyczność cudu za przyczyną błogosławionego zakonnika krakowskiego Kazimierczyka, żyjącego w XVI wieku. Papież wkrótce ogłosi go świętym. Drugi podpis dekretuje heroiczność cnót Jana Pawła II. Od tej chwili naszemu Papieżowi przysługuje tytuł Venerabilis – czcigodny. Teraz trzeba czekać na potwierdzenie cudu uzdrowienia dotkniętej chorobą Parkinsona francuskiej zakonnicy i wtedy droga do beatyfikacji papieża Polaka stanie otworem. Spodziewana jest data 16 października 2010 roku, w 32. rocznicę słynnego konklawe, wybierającego kardynała Karola Wojtyłę na Stolicę Piotrową. Trzeci dekret ogłasza męczennikiem ks. Jerzego Popiełuszkę – tu należy oczekiwać rychłej daty uroczystości beatyfikacyjnej w Warszawie.

2009-12-19
PRYMASOWSKIE GNIEZNO.
Ojciec święty Benedykt XVI pismem z dnia 8 grudnia br. – skierowanym do ordynariusza gnieźnieńskiego, ks. abpa Henryka Muszyńskiego – przywrócił honorowy tytuł Prymasa Polski biskupowi Gniezna – pierwszej polskiej stolicy metropolitalnej. W piśmie czytamy: „tu czczone są relikwie św. Wojciecha, Biskupa i Męczennika, pierwszego Patrona Polski, które są jednym z największych skarbów Narodu polskiego, a których „kustoszem” tradycyjnie jest Arcybiskup Gnieźnieński. Dlatego 19 grudnia br. Wasza Ekscelencja obejmie tytuł Prymasa Polski, który od tej pory znów będzie związany z tytułem Arcybiskupa Gnieźnieńskiego durante munere .
Honorowy tytuł Prymasa Polski, z kompetencjami określonymi w Statutach Konferencji Episkopatu Polski, cieszy się wielkim szacunkiem i znaczeniem w polskim Narodzie i jest znakiem jedności polskich katolików”.
W ten sposób definitywnie został zakończony powojenny czas specjalnych praw dla prymasa Polski. Te nadzwyczajne prawa kościelne wymuszone zostały sytuacjami stwarzanymi przez reżym komunistyczny, dążący do separacji Polski od Watykanu.

2009-12-18
EMERYTURA WARSZAWSKA.
Dziś ks. prymas kardynał Józef Glemp kończy 80 lat i jednocześnie jest to ostatni dzień, w którym może używać tytułu „Prymas Polski”; nosił go od września 1981 roku. Traci też dzisiaj prawo udziału w konklawe. Czyli jest już całą gębą emerytem, albo – jak to się pięknie w episkopacie nazywa – arcybiskupem-seniorem. Zamieszkał na Polach Wilanowskich i przygląda się realizacji swego marzenia: budowę świątyni Opatrzności Bożej.
Ks. kard. Józef Glemp nie miał łatwego życia na tronie arcybiskupów warszawskich po Prymasie Tysiąclecia, kardynale Stefanie Wyszyńskim, na tle pielgrzymiej działalności Papieża Polaka. Różne są opinie o tym prymasostwie, niektóre bardzo nieprzychylne i, myślę, bardzo krzywdzące. Ujęła mnie w osobowości kard. Glempa jego pełna zaufania Bogu wiara i pokora, nie tylko w rachunku sumienia i w przeprosinach w roku Wielkiego Jubileuszu, ale i wcześniej widoczna. W homilii na Trzech Króli 1985 roku mówił w archikatedrze warszawskiej: „Jeszcze niewystarczająco przestudiowaliśmy to, co nas dzieli i wzajemnie odpycha. Nie do końca przemyśleliśmy i nie potrafimy dobrze rozróżnić zagrożeń pozornych od zagrożeń rzeczywistych. Dojrzewanie do rozwiązań zgodnych z duchem Narodu wymaga długiego procesu. Nie jest to łatwe, gdy zważy się, jak długo wodzeni byliśmy po manowcach. Uprowadzenie i męczeńska śmierć Księdza Popiełuszki przyspieszają owo dojrzewanie.(…)Kościół pragnie iść wpatrzony w światło, które prowadzi do Zbawcy, pragnie strzec Bożych przykazań i zasad ewangelicznych, bo takie jest zadanie Kościoła wobec Narodu.(…) Dojrzewamy w trudnościach. Mimo to idziemy wytrwale i ufnie. Nie zrażamy się incydentami, choć one tak bardzo bolą.(…) Pragniemy pokoju – trwałego, rzeczywistego, opartego na wyznawanej wierze w Jezusa Chrystusa”.
Ks. kard. Józef Glemp dziś w południe poświęcił i otworzył w Inowrocławiu Instytut swego imienia, w którym nie tylko zbierane będą pamiątki, ale prowadzone będą badania nad czasem komuny prześladującej Kościół w Polsce.

2009-12-13
DZIEŃ ZWYCIĘSTWA.
Solidarność zepchnięta do podziemia, tam rozwinęła szeroki front walki o świadomość obywatelską i ducha patriotyzmu. Przez długi czas literatura funkcjonowała poza obiegiem, artyści tworzyli poza państwowymi ośrodkami kultury, przede wszystkim w kościołach. Gdy ubecy pakowali robotników razem z inteligencją do „internatów”, profesorowie i publicyści organizowali wykłady z historii Polski. Biskupi i czarny kler odprawiali Msze św. na strajkach, zjeżdżali z górnikami do sztolni z pociechą i nauką słowa Bożego czy z sakramentalnym pojednaniem. Jasna Góra pękała w szwach przyjmując potężne, wielotysięczne pielgrzymki ze wszystkich stron kraju. W tych wędrujących, rozmodlonych skupiskach Polacy odnajdywali tchnienie wolności i uczyli się życzliwości i odpowiedzialności jeden za drugiego. Klęska generałów stawała się coraz bardziej widoczna i nieunikniona. Zwycięstwo Narodu potężniało. Nigdy nie było oficjalnego ogłoszenia tego zwycięstwa, a rehabilitacja pokrzywdzonych odbywała się wstydliwie i pokątnie. Sprawiedliwość i Prawda do dnia dzisiejszego zasłaniane są przeróżnymi paragrafami-parawanami, a dwaj generałowie namiętnie korzystają z usług mediów, by dorobić sobie nową twarz – gdyby mogli (tak jak kiedyś), postawiliby siebie w pierwszych szeregach twórców „Solidarności”.
Nie mając wyznaczonego przez władzę (jakąkolwiek) dnia zwycięstwa, mamy Pamięć Narodu. Z tej Pamięci wydobywa się potężne wołanie krwi śmiertelnych ofiar stanu wojennego – krew woła, a szlachectwo ducha zobowiązuje. Stąd rodzą się wszelkie czyny żywych członków Solidarności i jej obrońców. Stąd wyrasta ciąg dalszy wielkich, ożywiających imion czasu przeszłego i obecnego: Bóg, Honor i Ojczyzna. Tej rzeczywistości jesteśmy świadkami wczoraj i jesteśmy nosicielami dzisiaj. Pamięć Narodu – odnawiana corocznie – zmarmurzyła dzień 13 grudnia, w którym jak w soczewce zbiegają się promienie dumnego oporu, cierpienia i wolności Polaków. Przetworzyła go w dzień zwycięstwa. Dzień 13 grudnia 1981 roku to dzień drugich narodzin „Solidarności”.

2009-12-12
WOJNA Z NARODEM.
Co roku upamiętniamy rocznicę rozpoczęcia wojny jaruzelskiej. Ciekawe to zjawisko. Zwykle pamięta się i uroczyście wspomina jakieś wydarzenia, które przyniosły zwycięstwo, radość, miłą odnowę czy odmianę itp. Wojnę z Narodem nocą z 12 na 13 grudnia 1981 rozpoczęli generałowie. Oni powinni się cieszyć. No tak, cieszyliby się, gdyby tę wojnę zakończyli zwycięstwem. Tak się nie stało. Od początku byli przegrani. Już po miesiącu wielkiego ucisku wojskowo-kartkowego, gdy czołgi stały na ulicach i placach, już wtedy młodych zmarzniętych żołnierzy, grzejących się przy ulicznych „kozach”, kobiety – żony i córki internowanych mężczyzn – częstowały gorącą zupą czy herbatą. Już wtedy Naród odnalazł źródło nadziei. Pierwsza Msza św. za Ojczyznę w katedrze 13 stycznia 1982 pozwoliła nam podnieść głowy. I choć nadal trwały łapanki do suk milicyjnych, przesłuchania i bicie młodych w komisariatach MO, choć mięso i cukier, chleb i cukierki były na kartki, a po benzynę stało się całymi dniami i nocami, to Polacy potrafili opowiadać sobie anegdoty i kawały na temat WRON-y. Zwycięstwo Narodu rozwijało się powoli lecz sukcesywnie: dzień po dniu, miesiąc po miesiącu, rok po roku. Polska postawiona pod pręgierzem batożących komunistów godnie, po chrześcijańsku, odpowiadała szlachetną dumą.

2009-12-11
WYPEŁNIAĆ LUKĘ.
Dzisiaj Solidarność Politechniki Wrocławskiej pokazała przed gmachem głównym wystawę plenerową poświęconą ofiarom stanu wojennego. Do 20 stycznia 2010 roku studenci i inni mieszkańcy Wrocławia będą mogli zapoznać się z prawdziwym rozmiarem tragicznych ofiar wojny jaruzelskiej. Organizatorzy twierdzą, że mają udokumentowane 104 zgony osób zamęczonych przez bezpiekę w stanie wojennym. Z czarno-białych plansz wychylają się twarze mężczyzn i kobiet w różnym wieku: od 17 do 75 lat. Wśród nich można zobaczyć kilku księży. Ci młodzi mogliby dziś żyć – myślałem z żalem w sercu, przechodząc wzdłuż tego śmiertelnego szpaleru męczenników za wolność Ojczyzny. Wystawa jest doskonałą szansą dla młodzieży studiującej, by wypełniła czarną dziurę niewiedzy na temat walki ich rodziców o niepodległą Ojczyznę w końcowych dekadach XX wieku. Strach pomyśleć, jak wielkie są rodzinno-szkolne zaniedbania wychowawcze, gdy chodzi o najnowszą historię Polski!
W drugiej części wernisażu było dekorowanie medalami i krzyżami zasługi różnych ludzi Solidarności przez innych, znanych, ludzi Solidarności. Mam przed sobą piękny medal Solidarności podarowany przez Politechnikę Wrocławską. Czytam na nim słowa Zbigniewa Herberta: „(…) idź wyprostowany wśród tych co na kolanach / wśród odwróconych plecami i obalonych w proch / ocalałeś nie po to aby żyć / masz mało czasu trzeba dać świadectwo (…)” . Ostatnią część rocznicowej uroczystości wypełnił koncert Jana Pietrzaka: „Polska naszych marzeń”. Było wesoło, choć tematy poważne. Spodobały mi się słowa twórcy kabaretu „Pod Egidą”: „Robię kabaret, bo mam miłosny stosunek do mojego kraju, do jego tradycji, historii, tego narodu i wszystkiego, co się w Polsce dzieje. Inaczej trudno byłoby mi wciąż żartować i kpić”.

2009-12-09
BARBARZYŃSTWO.
Urzędnicza warszawka znów straciła twarz . Czy ci ludzie na urzędniczym tronie i innych stołkach nie mają sumienia ani zdrowego rozsądku? Czym wytłumaczyć horrendalny najazd nocny na krzyże przydrożne, znaki tragicznej pamięci i modlitwy za ofiary wypadków drogowych? Dla rodziny czy przyjaciół zmarłej tu osoby miejsce to jest szczególne, święte, godne wyjątkowego szacunku. Opatrzenie go znakiem krzyża jest wyrazem wiary, jest znakiem nadziei zbawienia wiecznego, jest także prośbą o modlitwę. Porusza innych kierowców i przypomina każdemu: jedź ostrożnie! Tego urzędnik stołeczny nie potrafi zrozumieć, skoro pozwolono, aby pod osłoną nocy płatna wataha zmotoryzowana najechała na krzyże przydrożne, powyrywała je, zniszczyła i usunęła. Nie można nawet dowiedzieć się, gdzie je złożono. Rodzą się tu dwa ważne pytanie: komu te krzyże przeszkadzały i dlaczego urzędnikom nie spędzają snu z oczu wielkie przydrożne biblbordy, które z całą pewnością odwracają uwagę jadących kierowców? W odpowiednich urzędach, na pytanie o sprawców tego krzyżowego barbarzyństwa, odpowiedzią jest tajemniczy półuśmiech lub wzruszenie ramion, a najczęściej jawna głuchota.
Po wyroku strasburskim wygląda to na walkę z krzyżami na polskiej ziemi. Czy prosty, wierzący lud Warszawy ma zasypiać z poczuciem lęku, że którejś nocy zniszczone zostaną wszystkie krzyże, obrazy i kapliczki podwórkowe, znaczące pamięć bohaterskich obrońców Stolicy?
Ma Warszawa swoją panią Prezydent, a jakoby jej nie było tutaj.

2009-12-08
NIEPOKALANA.
Uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny – zawsze był to ważny dla mnie dzień i zawsze uroczysty, święty. Zdarza się usłyszeć w pobożnych rozmowach, że „niepokalane poczęcie” to początek życia Jezusa. Owszem, prawdą jest, że Syn Boży, Jezus Chrystus, nie był skażony żadnym grzechem . Jednakże tajemnica niepokalanego poczęcia odnosi się do życia Maryi, Matki Bożej. W odwiecznym planie zbawienia Ta, z której Zbawiciel miał wziąć ciało, nie mogła być skażona grzechem pierworodnym. U Boga, który żyje w Wieczności, skutek odkupieńczej ofiary Chrystusa na krzyżu – jako wyjęcie Matki Syna Bożego spod prawa grzechu pierworodnego – mógł być bez żadnej trudności zaaplikowany na samym początku Jej życia, w chwili poczęcia w łonie swej matki Anny. Jej poczęcie, jako nietknięte grzechem dziedziczonym przez ludzkość od pierwszych rodziców, było więc niepokalane.

2009-12-04
PORAŻKA.
Lewica padła! No i dobrze, bo – jak mówią pamiętający sejmową walkę z Ministrem Edukacji Giertychem – posłowie z lewej strony posługiwali się nieprawdziwymi argumentami. Wyrok Trybunału Konstytucyjnego o zgodności z Konstytucją RP wliczania oceny z nauki religii do obliczania średniej oceny na końcu roku jest zwycięstwem zdrowego rozsądku i uczciwości. Szczerze mnie martwi, że w naszym kraju każda, nawet najprostsza, prawda życia społeczno-religijnego musi przechodzić po kłodach rzucanych pod nogi Polakom przez politycznych spadkobierców nieboszczki PZPR.

2009-12-03
UCHWAŁA O KRZYŻU.
Sejm przyjął Uchwałę mającą swój wielki ciężar gatunkowy dla obecnego czasu w Europie. Warto przeczytać i poczekać na odpowiedź masonów rodzimych lub z dalsza.
Sejm Rzeczypospolitej Polskiej
– uznając, że znak krzyża jest nie tylko symbolem religijnym i znakiem miłości Boga do ludzi, ale w sferze publicznej przypomina o gotowości do poświęcenia dla drugiego człowieka, wyraża wartości budujące szacunek dla godności każdego człowieka i jego praw,
– deklarując wrażliwość na respektowanie wolności myśli, sumienia i wyznania,
– nawiązując do tradycji wolnościowej I Rzeczpospolitej, która była w ówczesnej Europie wzorem tolerancji w sferze narodowościowej i religijnej,
– wskazując na zasadniczy i pozytywny wkład chrześcijaństwa w rozwój praw osoby ludzkiej, kulturę narodów Europy i jedność naszego kontynentu,
– podkreślając, że zarówno jednostka jak i wspólnoty mają prawo do wyrażania własnej tożsamości religijnej i kulturowej, która nie ogranicza się do sfery prywatnej,
– przypominając, że w przeszłości, szczególnie w okresie dyktatury nazistowskiej i komunistycznej, akty wrogości wobec religii połączone były z masowym łamaniem praw człowieka i prowadziły do dyskryminacji,
– mając w pamięci słowa wypowiedziane przez Jana Pawła II w historycznym wystąpieniu w polskim Parlamencie w czerwcu 1999 roku o tym, że „demokracja bez wartości łatwo przemienia się w jawny bądź zakamuflowany totalitaryzm”, wyraża zaniepokojenie decyzjami, które godzą w wolność wyznania, lekceważą prawa i uczucia ludzi wierzących oraz burzą pokój społeczny i z tego względu ocenia krytycznie wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka zakazujący obecności krzyży w klasach szkolnych we Włoszech.
Sejm Rzeczypospolitej Polskiej apeluje do parlamentów państw członków Rady Europy o podjęcie wspólnej refleksji nad sposobami ochrony wolności wyznania i promocji wartości będących wspólnym dziedzictwem narodów Europy.

2009-12-02
WŁOSZCZOWA.
Mija 25 lat od pamiętnego strajku szkolnego we Włoszczowie. Ówcześni uczestnicy – uczniowie (z nauczycieli bodajże jeden tylko stanął po ich stronie) dzisiaj są dojrzałymi ludźmi, ale pamiętają dobrze tamte wydarzenia. Pytani, czy dziś, tak samo jak wtedy, broniliby krzyży w szkole, odpowiadają, że oczywiście, broniliby z taką sama stanowczością. W strajku 200 uczniom towarzyszyli dwaj młodzi księża. Jeden już zmarł, drugi, ks. Marek Łabuda, choć mieszka w domu emerytów dla księży i jest bardzo schorowany, gotów i dziś oddać życie za Chrystusa ukrzyżowanego. Wszyscy Ci ludzie są zdruzgotani wyrokiem trybunału strasburskiego o zdjęciu krzyży ze ścian szkoły we Włoszech. Nie pojmują, któremu z praw człowieka służy ten wyrok. Po dwóch tygodniach strajku uczniowie wyszli z krzyżem na ulice Włoszczowy (ludzie klękali na bruku) z głębokim przekonaniem o swym moralnym zwycięstwie, w czym utwierdził ich odwiedzający strajkujących ks. bp Mieczysław Jaworski. Ci młodzi Polacy wtedy stanęli w całej swej bezbronności przeciw kilku oddziałom uzbrojonych po zęby zomowców. Jedyną siłą, jaką dysponowali, była ich wiara. Mieli pewność, że krzyż jest najdroższym znakiem ich Zbawiciela i symbolem niekłamanej miłości. Skutki strajku to nie tylko niedobór pożywienia i niewygoda w spaniu. Szykany władzy ludowej ścigały ich długo jeszcze w życiu. Wielu z nich nie zdało matury, a inni przez długie lata szukali bezskutecznie pracy. Ich rodzice również byli prześladowani przez peerelowskich aparatczyków. Ks. Marek Łabuda został napadnięty w Krakowie i dotkliwie pobity przez nieznanych sprawców.
Po 25 latach o Krzyżu znowu głośno i to w całej Europie. Diabeł wymyślił zgrabną manipulację prawem niby parawanem, aby zasłonić niecnotę ateistów i zapewnić im bezkarność.

2009-11-30
PIĘKNY POGRZEB.
Piękny był pogrzeb o. Stanisława Golca! – Czyż to nie brzmi paradoksalnie? A jednak to prawda. Piękno nie było nachalne, ukrywało się w modlitwach liturgicznych, w homilii o. prowincjała redemptorystów, w skromności bukietów kwietnych i dostojeństwie białych infuł biskupich. Ale nade wszystko urzekała rozmodloną ciszą wielka ciżba z różnych stron miasta i kraju przybyłych „fanów” przedobrego i radosnego zakonnika. Parafianie przybyli pożegnać swego wspaniałego proboszcza, który, naturalnie przy ich pomocy, uratował rozpadający się pruski mur świątyni i zostawił potomnym „perełkę sakralną”. Sybiracy i „Katyniacy” z żalem wielkim mówili o swym opiekunie rozumiejącym ich niezastygły ból serca. Akcja Katolicka Wielkiej Wyspy wyraźnie zdradzała panikę spowodowaną tą nagłą śmiercią animatora młodej religijnej formacji ludzi Kościoła. Kombatanci AK nawiązali do rocznic organizowanych według pomysłów o. Golca. Harcerze widzieli w nim nauczyciela patriotyzmu. Nie zapomniano ogłosić, że pan Prezydent Lech Kaczyński odznaczył pośmiertnie wybitnego zakonnika Krzyżem Kawalerskim Odrodzenia Polski. Natomiast główny celebrans, ks. abp Marian Gołębiewski, na zakończenie ceremonii pożegnania podkreślił z całą mocą w głosie: żegnamy wspaniałego Kapłana, wiernego ucznia Chrystusowego i świadka żywej wiary. Jego odejście do Domu Ojca niech ożywi w nas, w tym Roku Kapłańskim, gorącą modlitwę za kapłanów. Trumnę z ciałem śp. o. Stanisława Golca złożono w krypcie zakonnej pod ołtarzem „Golgoty Wschodu”. On sam wymyślił ten ołtarz ojczyźniany i przy nim uczył Polaków honoru, miłości Boga i Ojczyzny.

2009-11-29
WIECZÓR TUMSKI.
Najpiękniej było wtedy, gdy na zakończenie Wieczoru przyszła nieznana mi pani z fotografią obrazu Matki Boskiej w ręku i powiedziała: przed Nią prosiliśmy o zdrowie dla księdza. A ja właśnie w tym poetyckim wieczorze, pod sam koniec czytania i komentowania moich tomików, poczułem swą niezwykłą kondycję. Jeszcze przed miesiącem, czy dwoma, nie potrafiłbym wykrzesać aż tyle siły, optymizmu i radości w przekazywaniu tego, co mi w duszy gra. Myślę, że wielką zasługą powinienem się podzielić z uczestnikami, którzy nagradzali głośno nieledwie każdy przeczytany wiersz. Reflektory na scenie oślepiały wzrok, ale do uszu po każdej ciszy, przypływały tłumnie fale ciepłych oklasków. Siedzę wśród późnej nocy i myślę z wdzięcznością o niesłychanej wyobraźni Boga. Mnie, proboszczowi, podał tak zupełnie inny sposób uradowania stroskanych życiem serc. Niełatwo się żyje dzisiaj niemłodym i niepracującym już ludziom, którzy całe swe „produkcyjne” lata oddali walce i staraniom o wolną i lepszą Polskę. Dla mnie również ten wieczór był nagrodą, bo przecież wiele z tych wierszy zrodziło się z wiosennej, głuchej chmury cierpienia. Słuchacze moich wierszy w Auli potwierdzali dziś te uczucia i stany umysłu, w których wtedy dotykałem ciężkiej szorstkości i łamliwości życia. Dziękując Bogu i ludziom za podarowany mi „ciąg dalszy”, zamyślam się nad pytaniem (tyleż dokuczliwym, co niemądrym): jak jeszcze mam żyć na oczach Stwórcy?

2009-11-28
WIELKIE CZERWONE SERCE.
Umarł na niewydolność oddechową w Gorzowie Wielkopolskim ks. Piotr Ogrodowiak, zarażony wirusem świńskiej grypy A/H1N1. Jego, jak i całego personelu medycznego, zmagania z chorobą obserwowała cała Polska. Dziś odbył się pogrzeb w Kożuchowie, skąd pochodził młody kapłan. W ostatniej drodze doczesnej towarzyszyły zmarłemu księdzu tłumy wiernych, świeckich i duchownych, celebrowali obaj księża biskupi . Wielu ludzi chciało pożegnać dobrymi słowami, wspominając księdza katechetę, który zostawił w ich życiu trwały ślad. Wśród nich był rodzony brat zmarłego, ks. Marek Ogrodowiak. Opowiedział o pięknym epizodzie, niestety ostatnim, z życia brata: W październiku ks. Piotr, kiedy posługiwał w swojej parafii w Gorzowie Wlkp., na jedną Mszę dla dzieci przyniósł wielkie pluszowe, czerwone serce. I powiedział: „Drogie dzieci, oddałem całe moje serce Chrystusowi”. Potem położył je obok tabernakulum. Chrystus nie kazał długo czekać swemu kapłanowi, spontanicznemu i rzetelnemu świadkowi żywej wiary. Przyjął jego publiczne wyznanie miłości jako ofiarę całopalną.

2009-11-27
FUNDAMENTALIŚCI.
Biskupi polscy na Jasnej Górze z całą oczywistością opowiedzieli się przeciw wyrokowi strasburskiego trybunału na temat krzyży. „Prawa niewierzącej mniejszości powinny być łączone z obowiązkiem respektowania praw większości ludzi wierzących. Nie wolno ranić uczuć osób, dla których krzyż jest symbolem największych wartości. Trzeba uszanować ich prawo do publicznego wyrażania swych przekonań religijnych”. Najwyższe zdziwienie budzi fakt, że tak oczywiste stwierdzenie trzeba dziś odtwarzać, przypominać i ogłaszać w XXI wieku. Cała tegoroczna jesień zaprzątnięta jest w europejskich mediach „walką o krzyże”. Zastanawiam się, czy ateiści w ten sposób badają poziom intensywności i nasycenia pierwiastkiem chrześcijańskim myślenia Europejczyków, czy też jest to już dołączenie fundamentalistów niewiary do fundamentalistów hinduskich lub arabskich w walce o „rząd dusz”? Ks. abp Józef Michalik twierdzi, że „mobilizacja liberałów laickich antyklerykalnego nastawienia” w Polsce budzi niepokój. Według opinii księdza Cisły: „Jest kilka etapów prześladowania, najpierw tworzy się wrogi klimat, w jego następstwie uchwalane jest antychrześcijańskie prawo, a to z kolei prowadzi do usunięcia chrześcijaństwa z życia publicznego” . Wrogi Kościołowi klimat w Polsce tworzony jest przez różnego autoramentu i stopnia ateistów od początku przemian ustrojowych w końcu ubiegłego wieku. Pamiętam „demokratyczną” zadymę w czasie wprowadzania lekcji religii do szkół polskich. Ileż to wtedy wymyślano szkód duchowych, jakie wyrządzi dzieciom żydowskim, prawosławnym i protestanckim ta katolicka nietolerancja!

2009-11-26
ZNAKI WYRAŹNE.
Podnieście głowy wasze! – mówi Jezus. Dookoła tyle znaków apokaliptycznych. Dziś w Iraku bomba zniosła z powierzchni chrześcijańską katedrę w Mosulu. Czy jest możliwy dialog z islamem? Widać wyraźnie dwie przestrzenie: w jednaj święci (tak za czasów św. Pawła nazywano chrześcijan) rozmawiają z modlącymi się wyznawcami Allacha; w drugiej wyznawcy Chrystusa boleśnie doznają dżihadu w różnych wydaniach zamachów terrorystycznych. Jeżeli do tego dodać trzęsienia ziemi, tsunami i pożary lasów oraz oziębłość religijną byłych chrześcijan europejskich i wojny prawne ateistów – to nie można zbyć półuśmiechem pytania parafian: czy to naprawdę już blisko koniec świata?
Modliłem się dziś w skupieniu na Eucharystii. Usłyszałem słowa: Nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie. Rozglądam się dookoła po kartach Ewangelii i po świecie naszym. Koniecznie trzeba trzymać głowę wysoko, a jeszcze wyżej unosić serce, by dokładniej słyszeć, potrzebny naszym czasom, rytm serca Syna Człowieczego, który był, który jest i który przychodzi.

2009-11-25
METODA.
Pewna pani z Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie postuluje, aby inspektorzy sanitarni podjęli w wielkich miastach dialog z miejscowymi biskupami ordynariuszami na temat higieny w kościołach w okresie pandemii nowej grypy. „Jak wiadomo nabożeństwa eucharystyczne w Polsce obejmują skrajnie niehigieniczne zachowania, a uczestniczą w nich tłumy, toteż domagam się instrukcji, która umożliwiałaby wiernym przyjmowanie Komunii św. tylko na rękę (nie dochodzi wówczas do niezamierzonego zetknięcia się dłoni kapłana z językiem przyjmującego Hostię św.). Wykluczone byłoby także przyjmowanie Komunii pod dwiema postaciami. Ludzie nie podawaliby sobie ręki na znak pokoju. Instrukcja powinna nakazać księżom dokładne mycie rąk przed mszą świętą i przypomnieć o konieczności zatykania ust przy kasłaniu” .
Podziwiam tę panią. Spory tupet, ale można by więcej zapostulować (ha!): Kapłani niech rozdają Komunię św. w białych rękawiczkach, zmiana rękawiczek obowiązuje przy każdej celebrze – nie ma co się śmiać – dawniej księża biskupi zawsze mieli piękne rękawiczki liturgiczne. Ministranci powinni służyć przy ołtarzu w albach jednorazowego użytku. Wierni niech przychodzą na Mszę św. też w rękawiczkach (jakichkolwiek) i z maseczkami higienicznymi na ustach i nosie. Śpiew podczas nabożeństw – zabroniony! Należy między rzędami ławek podwoić wolną przestrzeń i postawić przeźroczyste parawany. Uczestniczyć mogą we Mszy św. tylko ci, którzy zajęli miejsca siedzące. Kropielnice przy wejściu do świątyni powinny być zmodyfikowane na sposób miniaturowych fontann uruchamianych przez nadepnięcie na specjalny metalowy przycisk w posadzce. Niedozwolone jest całowanie krucyfiksów nad kropielnicami, chyba że otuli się je przeźroczystą folią – zmiana folii co godzinę. Jeżeli jakąś parafię nie stać na te niezbędne innowacje, należy kościół zamknąć i opieczętować pod strażą aż do odwołania.
Czyste szaleństwo! Tak, ale w tym szaleństwie jest metoda. Włosi wcześniej doświadczyli.

2009-11-24
LEWICOWA TEOKRACJA.
Pewien wicemarszałek sejmu chce, by Polska nie była „teokracją z religią katolicką jako dominującą” , bo nie lubi, gdy uroczystości państwowe, szkolne, uczelniane i samorządowe zaczynają się od Mszy św. Nie należy mu się dziwić, bo przecież od wczesnej młodości jego umysł karmiony był treściami socjalistycznymi na partyjnych akademiach miejskich, powiatowych, wojewódzkich i centralnych. Mógł sobie to obrzydzić. Jego partia sprawowała rządy „monokratyczne”, coś na kształt teokracji, tylko z przenicowanym bogiem. Pan poseł SLD potrafi nawet zaskoczyć znajomością Biblii chrześcijańskiej: „Naszym celem jest przywrócenie w państwie normalności: cesarzowi, co cesarskie, Bogu, co boskie”. Wielu lewicowych przed nim działaczy posługiwało się tym cytatem, tylko żaden z nich nie chciał się przyznać wobec ludu pracującego, że cesarz i bóg to u nich jedno. Kiedy jednak parlamentarzysta mówi: „państwo powinno zapewnić wszystkim obywatelom równy dostęp do in vitro”, to trzeba postawić mu ważne pytanie – dlaczego swą edukację biblijną zakończył na jednym tylko cytacie? Gdyby głębiej wczytał się w Biblię, to wiedziałby, że decydować o „in vitro” znaczy rozstrzygać o cudzym życiu, a to jest wyłączną domeną prawdziwego Boga.

2009-11-22
WŁADZA JEZUSA-KRÓLA.
Uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata. Benedykt XVI zauważył dziś w południe, że wprawdzie ten tytuł od niedawna (1925r.) wprowadzony został do ostatniej niedzieli cyklu liturgicznego, to jednak źródła Chrystusowego królowania znajdujemy zapisane w Biblii. W Starym Testamencie ukazane jest odwieczne władanie Króla – potomka Dawida jako zapowiedzianego przez Boga Mesjasza. Nowy Testament streszcza wszystkie wypowiedzi o godności królewskiej Jezusa i pokazuje w apokaliptycznym obrazie Księgi Objawienia św. Jana. Chrystus jest Władcą królów ziemi, Alfą i Omegą, Bogiem Wiecznym i Wszechmogącym . Patrzę na te prerogatywy królewskie przez pryzmat obrazu ewangelijnego z Jezusem stojącym przed Piłatem. Jezus przyznaje: Jestem królem, ale nie z tego świata. A czym jest ta władza Jezusa – Króla? Ojciec św. i na to próbuje dać odpowiedź: „Nie jest władzą królów i wielkich tego świata; jest władzą boską dawania życia wiecznego, uwolnienia od zła, pokonania panowania śmierci. Jest władzą miłości, która potrafi czerpać dobro ze zła, zmiękczyć stwardniałe serce, przynieść pokój podczas najostrzejszego konfliktu, rozpalić nadzieję w najgęstszych ciemnościach”. Koniecznie muszę tu dodać jedno uszczegółowienie: Jezus ma władzę nad chorobą – bez dwóch zdań, jestem tego pewien!

2009-11-21
DOBRE WIEŚCI.
W katedrze wrocławskiej ks. abp Marian Gołębiewski celebrował dziś Mszę św. z okazji 14 rocznicy śmierci ks. Aleksandra Zienkiewicza. Pod koniec homilii ogłosił, że episkopat polski wyraził zgodę na rozpoczęcie przez Archidiecezję Wrocławską starań o „nihil obstat” u Stolicy Apostolskiej w sprawie ewentualnej beatyfikacji znanego i cenionego duszpasterza akademickiego, wrocławskiego „Wujka”. Na godzinę przed Mszą św. spora grupa dawnych czwórkowiczów rozważała tajemnice różańcowe przy grobie ks. Prałata. Na Mszy św. katedrę zapełnili nie tylko czwórkowicze wszystkich pokoleń, ale również ci, którzy kiedykolwiek spotkali Wujka na swej drodze życiowej. Na agapie u ss. marianek w ogromnej sali przy ul. Kard. Bolesława Kominka miejsca brakowało.
Tak wielkie zainteresowanie wrocławian bardzo mnie cieszy, bo wygląda na to, że Duch Święty rozpoczął swe nadprzyrodzone działanie dla wsparcia maleńkiej z początku grupy czwórkowych animatorów głęboko przekonanych o świętości życia ks. Aleksandra Zienkiewicza. Kilka dni temu otrzymałem telefon z wiadomością od sióstr zakonnych o tym, że „czwórkowicze wymodlili mi przez wstawiennictwo Wujka wyzdrowienie z choroby raka płuc”. Tak, wiem o tym – odpowiedziałem – bo od dłuższego czasu w naszym kościele obserwowałem na Mszy św. zawsze kogoś spod „Czwórki” zatopionego w modlitwie.

2009-11-20
JANOSIK W SPÓDNICY.
Krakowska lekarka, Ilona Rosiek-Konieczna, nękana była przez prokuraturę od dziesięciu lat za to, że ludziom bezdomnym i najbiedniejszym udostępniała leki, wypisując recepty na nazwiska kombatantów. Prokurator wyliczył, że w ten sposób zubożyła NFZ o całe sto tysięcy złotych. W środowisku mówiono o przestępstwie, ale liczono na łagodny wymiar kary. Wczoraj od rana jej podopieczni, a ma w swoim domu 30 osób bezdomnych i karmionych, pocieszali panią doktor i gorąco się modlili w jej intencji. I wymodlili! Pani sędzia Małgorzata Bartuzi umorzyła wreszcie sprawę, uzasadniając, że oskarżona dysponowała publicznymi pieniędzmi, ale tym biednym ludziom przede wszystkim dawała to, co sama miała: swoją emeryturę, czas i własne zaangażowanie . Oczywiście, prokuratura zapowiedziała apelację. A może by tak prokuratura zajęła się tymi, którzy mając władzę i publiczne miliony, doprowadzili do tak skrajnej sytuacji wielu współczesnych Polaków?

2009-11-18
NOWOCZEŚNI KUGLARZE.
Któregoś dnia w rozmowie z dojrzałym aktorem, mężczyzną w słusznym wieku, doznałem wręcz szoku. Z żalem w głosie skarżył się, że chyba już skończy swą karierę teatralną. Dlaczego? – zapytałem – przecież do jubileuszu trochę lat zostało… – Tak, zostało, ale ja, proszę księdza, nie będę pracował „w kloace”! Dosłownie tak się wyraził, a chodziło tu o nowego dyrektora i reżysera, który postanowił „nowocześnie i współcześnie” prowadzić teatr. Innym razem ze zdziwieniem zapytałem kolegę, wspaniałego artystę śpiewaka operowego: Dlaczego nie występujesz w „Królu Rogerze” Szymanowskiego, przecież miałeś śpiewać? Odpowiedź zaskoczyła mnie: jako katolik nie mogłem pozwolić na zszarganie mego dobrego imienia. – Jak to? Nie rozumiem. – Reżyser zaprojektował pewną scenę na sposób sprofanowanej Eucharystii, gdzie aktor włazi na ołtarz i wypija zawartość kielicha. Żeby nikt na widowni nie miał wątpliwości, że tu chodzi o Mszę świętą, reżyser niedwuznacznie nawiązał do znanego z telewizji obrazu pogrzebu papieża Polaka…. Zawsze cieszę się, gdy artyści nie zapominają o mnie. Pewna dama teatru, która pamiętając o dawnym duszpasterzu środowisk twórczych, przynosiła zaproszenie na premierę, tym razem, powiedziała, nie zapraszam księdza, bo tyle tam na scenie świństwa, że można torsji dostać. Nie wiedziałem dalej, na czym polega to „unowocześnianie i uwspółcześnianie” sztuki na deskach? Ale dziś w katolickiej prasie otrzymałem wytłumaczenie tej chorej kondycji teatru. „Drogi dramaturgów i reżyserów do kariery teatralnej bywają różne. Najszybsza i najskuteczniejsza wiedzie przez obrazoburstwo, szydzenie z Pana Boga, atakowanie Kościoła, brutalizm, wulgaryzm językowy, dewiację seksualną pasowaną na „normalność”, degradację osobowości ludzkiej itp. Nie wspomnę już o naigrawaniu się z uczuć patriotycznych i agresywną krytykę polskości. (…) Coś takiego jak ‘etyczne hamulce’ dawno już przestało w teatrze funkcjonować” .
W rozmowach z aktorami ongiś współczułem narzekającym artystom na niską kulturę społeczeństwa polskiego omijającego przedstawienia teatralne. Niska kultura – ale czy tylko z jednej strony kurtyny?

2009-11-17
CIERPIEĆ.
„Cierpię bardzo, ale czuję, że mogłabym cierpieć jeszcze więcej” . Słowa te wypowiedziała piętnastoletnia Teresa z Lisieux. Święta! Jezus wie, jak bardzo mnie bolą te słowa.

2009-11-16
NIEOFICJALNA WIEŚĆ.
Dobra wiadomość przedostała się przez mury Watykanu: gremium kardynałów badających dokumenty dotyczące życia Jana Pawła II potwierdziło heroiczność jego cnót. Wiadomość, oczywiście, jest nieoficjalna, bo oficjalnie ogłosić tę wieść, potwierdzając jej autentyczność, ma prawo jedynie papież. Do wyznaczenia daty beatyfikacji Jana Pawła II potrzebne jest jeszcze stwierdzenie autentyczności cudu uzdrowienia francuskiej zakonnicy z choroby Parkinsona za przyczyną zmarłego Papieża. Dzisiejszy dzień wzywa więc oczekujących na beatyfikację do modlitwy i cierpliwości. Spontaniczne „santo subito”, mimo upływu prawie pięciu lat, musi jeszcze cierpliwie dojrzewać w sercach wierzących. W Polsce może to wydawać się niezrozumiałe, ale na Zachodzie czyha zbyt wiele politycznych i medialnych źródeł nienawiści do Kościoła, by roznieść na widłach każde potknięcie czy błąd w ocenia życia i działalności człowieka na Stolicy Apostolskiej. Nadal trzeba wspierać modlitwą wszystkich pracujących nad przybliżeniem daty beatyfikacji naszego Ojca Świętego.

2009-11-15
GOŚĆ Z WATYKANU.
Dzisiaj, w Święto Nauki Politechniki Wrocławskiej, uczestniczyłem w spotkaniu Senatu uczelni z kard. Zenonem Grocholewskim z Watykanu, prefektem Kongregacji Wychowania Katolickiego, mianowanym jeszcze przez Jana Pawła II w 1999 roku. Zaprosił mnie na to spotkanie sam rektor, pan prof. Tadeusz Więckowski. Zawsze spotykam się z jego sympatią i serdecznością bezpośrednią. W czasie mej choroby modlił się o zdrowie podczas solidarnościowej Mszy św. w kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa. Modlił się i wymodlił – wraz z innymi przyjaciółmi.
Dzisiejsze spotkanie było bardzo kameralne i zupełnie nierozgadane. W krótkim słowie księdza kardynała spodobało mi się określenie – i pochwała jednocześnie – uczelni technicznej za to, że nie tylko kształci specjalistów, ale wychowuje ludzi. Mówca miał tu na myśli szerokie kontakty Politechniki Wrocławskiej ze środowiskami naukowymi humanistycznymi i katolickimi. Odpowiedzią wdzięczną Rektora i Senatu było podarowanie dostojnemu Gościowi obrazu z widokiem na Ostrów Tumski i Katedrę wrocławską oraz księgi pamiątkowej. Tę księgę podał wraz ze swoim słowem objaśniającym pan prof. Jan Kmita, niegdysiejszy rektor uczelni, nasz parafianin, i jak tu nie być dumnym?

2009-11-11
ŚWIĘTO OJCZYZNY.
Ojczyzna to dziedzictwo. Polska od tysiąca lat rośnie przekazywana i dziedziczona przez Polaków. Nic z tego, co się stało, nie sczezło, ani obróciło się w niebyt. Nawet, jeżeli odchodzi z aktualnej pamięci, to nie rozmywa się w morzu nicości. Co z Polaków się zrodziło, Polską pozostaje. Odkłada się z całym tworzącym pokoleniem nową warstwą historyczną bytu ojczyźnianego. Jest i tworzy fundament, na którym rodzą się, kwitną i owocują nowe pokolenia i ich dzieła. Każde pokolenie dziedziczy całą Polskę, a pokolenie odchodzące oddaje następnemu całą Polskę – wzbogaconą o własny twórczy trud.
Ojczyzna to bogactwo wszystkich pokoleń i „urobek” wszystkich Polaków. Kiedy szczycę się przed innymi narodami moją Ojczyzną, to przede wszystkim mam przed oczyma ludzi. Obcy będzie w Polsce szukał pamiątek architektury, sztuki, literatury, przyrody i przemysłu. Swój natomiast przede wszystkim widzi ludzi, wpatruje się w człowieka. Patrzy i dostrzega duszę polską. Ojczyzna to ludzie, ogromna wewnętrzna przestrzeń zmagań, upadków i zwycięstw.
Od Jana Pawła II, papieża – Polaka, uczę się Ojczyzny, mego dziedzictwa. Gdy woła do Boga o odmianę oblicza naszej ziemi, powierza Bożej Mądrości i Opatrzności swoją, czyli naszą wspólną Ojczyznę. Gdy woła do polityków, by stali się ludźmi sumienia, odkrywa najgłębszą troskę swego patriotyzmu. Gdy prosi młodzież, by nie zaprzepaściła tego, co Polskę stanowi, otwiera Ojczyźnie najlepszy sposób na zabezpieczenie przyszłości. Gdy całuje ziemię na lotnisku oddając cześć Ojczyźnie jako matce, której dłoń zawsze godna jest ucałowania, to wyraża wielkie uszanowanie dla matek i ojców „upracowanych” dla wspólnego dobra Ojczyzny. A gdy wypomina narodowe wady Polaków, ubolewa i wzywa Ojczyznę do pokuty. Jan Paweł II zawsze szuka drogi wyjścia ku dobru i znajduje ją niezmiennie w jedynym źródle, jakim jest Jezus Chrystus. Jego wezwanie skierowane do całego świata: Nie bójcie się otworzyć drzwi Chrystusowi! zrodzone zostało w Ojczyźnie od tysiąca lat chrześcijańskiej.

2009-11-10
KLĘSKA TUDORA.
Ogłoszono w Watykanie konstytucję apostolską Benedykta XVI „Anglicanorum coetibus” na temat utworzenia w Kościele ordynariatu personalnego dla anglikanów w świecie. W ten sposób szesnastowieczny okrutnik angielski z dynastii Tudorów, król Henryk VIII, może obserwować z zaświatów klęskę swej krwiożerczej rewolucji kościelnej. W samej Wielkiej Brytanii konstytucję przyjęto z różnymi nastrojami. Katolicy cieszą się niepomiernie. Tradycjonaliści anglikańscy wtórują im, acz z pewnym umiarkowaniem. Natomiast hierarchia anglikańska obserwuje bieg wydarzeń na zimno, ale bez objawiania niechęci. Wielką radość Benedykt XVI sprawił wielu diecezjom anglikańskim na innych kontynentach, które już dawno prosiły Stolicę Apostolską o przyjęcie do pełnej wspólnoty z Rzymem. Dokument papieski jest klarowny i delikatny, całą sprawę rozwiązuje w duchu ekumenicznym, bez urażania drugiej strony. Jednocześnie nie ukrywa swego stanowczego sprzeciwu wobec święceń kapłańskich kobiet i sakry biskupiej mężczyzn homoseksualnych.

2009-11-09
OBALENIE.
W Berlinie wieczorem (w deszczu) świętowano dziś pamiątkę obalenia muru przed dwudziestu laty. Pomysł zabawy był arcyciekawy. Na miejscu dederowskiej granicy długości 160 km okalającej West-Berlin postawiono obok siebie wysokie na 2,5 m klocki domino. Wszyscy się doskonale bawili, gdy na dany znak pierwszy klocek został pchnięty przez pana Lecha Wałęsę, pierwszego przewodniczącego „Solidarności” i pierwszego prezydenta Polski po przewrocie ustrojowym. Klocki harmonijnie waliły się, kładąc następne. Pan Prezydent spełnił swoje symboliczne zadanie ze śmiertelnie poważną miną, nawet wtedy, gdy mówił o „dyrdymałach” polityków.

2009-11-07
OPCJA LAICKA.
Wielu polityków na kontynencie staje dziś głośno w obronie krzyża. Czyżby Europa się ocknęła?… Warto przypomnieć, że takiego ruchu nie można było zauważyć podczas nie tak dawnej debaty na temat preambuły – z Bogiem, czy bez Boga – w tzw. konstytucji europejskiej. Politycy leniwie, czy z ostrożności, a najpewniej z braku rzetelnej wiedzy historycznej, poparli opcję laicką lansowaną przez środowiska ateistyczne, lewackie i masońskie. To wtedy należało doprowadzić do sprecyzowania pojęcia i określenia dokładnych granic laickości! Trzeba było wtedy oświecić umysły całej lewicy prawdą dobrze znaną każdemu zdrowo myślącemu, że „laicki” nie równa się „ateistyczny”. Nie byłoby dziś dalszego ciągu ateizacji kontynentu.
Czy sędziowie w Strasburgu nie widzą, że krzyże we Włoszech i innych krajach Europy znaczą place, ulice i polne drogi, wzgórza i szczyty, kościoły, szpitale i historyczne czy współczesne budynki użyteczności publicznej? – Wiedzą doskonale i przewidywali w całej rozciągłości wszystkie argumenty używane dziś przez oponentów. Ten wyrok wcale nie wymagał od nich szczególnej politycznej odwagi. Trybunał Europejski wydał go na podstawie prawa ustanowionego przez polityków europejskich.

2009-11-05
SKĄD ZŁO?
Na godzinie biblijnej czytamy w grupie parafian Księgę Hioba. Jesteśmy przy pierwszych rozdziałach, a już koczują nam w głowach pytania: dlaczego zło? skąd zło? Bardzo szybko uczestnicy przeskakują w wyobraźni od Hioba siedzącego w popiele, odartego z wszelkiego posiadania, dotkniętego trądem, do czasów niedawnych. Tak łatwo na tym miejscu zobaczyć kogoś bliskiego, człowieka współczesnego zamkniętego w bunkrze głodowym czy w łaźni gazowej w Auschwitz. Smutne oczy (nieśmiało, jakby ukradkiem, skierowane ku górze) pytają: skąd tyle zła?… Kto funduje człowiekowi cierpienie? Dlaczego niewinne dzieci chorują na białaczkę i umierają? Czy komuś jest potrzebna ta śmierć? Jaki jest sens w dzieciństwie tracić życie, którego się jeszcze, tak naprawdę, nie doznało?… Na razie Elifaz z Temanu, pierwszy z trzech przyjaciół głównego bohatera, w mowie swej nie odważa się obciążyć Boga odpowiedzialnością za cierpienie. Jego po-bożne myślenie raczej kieruje się z podejrzeniem o grzech ku Hiobowi…
Będziemy dalej szli drogą wytyczoną przez autora Księgi Hioba – dużej miary artystę. Czy na końcu lektury, oprócz przyjemnych doznań literackich, poznamy wyzwalającą prawdę?

2009-11-04
ATEIZM.
Patrzę i oczom nie wierzę, czytając następne uzasadnienie wczorajszego wyroku wydanego przez Europejski Trybunał Praw Człowieka: „Wolność niewiary (wynikająca z wolności do wiary) nie ogranicza się do braku praktykowania lub nauczania religii, lecz rozciąga się także na symbole wyrażające jakąś religię lub ateizm”. Ten nonsens w ustanawianiu przez Trybunał zakresu działania ludzi wierzących wynika z niedokładnego przetłumaczenia tekstu, albo ten tekst jest dowodem na nieznajomość historii krajów środkowo-wschodniej Europy sprzed półwiecza. Przecież to reżimowi ateiści zrzucali krzyże z cerkwi i z kościołów, ze ścian klas szkolnych, sal szpitalnych i urzędów państwowych. A poza tym, ateizm zawsze żywi się niechęcią, jeżeli nie nienawiścią do religii, w Europie najczęściej do Kościoła. Literatura oświeceniowa aż pieni się i syczy takimi dowodami.
Jeżeli chce się stawiać na równi wiarę w Boga i ateizm, to wynik może być tylko: 1:0, ateizm jako wiara w nie-Boga jest absolutnie niezrozumiały. Tak więc twierdzenie, że wolność niewiary wynika z wolności wiary, jest „jak pięść do nosa”, nonsensem tyle jasnym co groźnym w konsekwencjach. Z wyroku Europejskiego Trybunału jasno wynika, że dla sędziów europejskich niczym są włoskie trybunały narodowe. W Strasburgu zawyrokowano przeciw orzeczeniom Sądu Najwyższego i Trybunału Konstytucyjnego Włoch.

2009-11-03
OBECNOŚĆ KRZYŻA.
Chcieli Europejczycy Unii Europejskiej, no to mają, ale z przychówkiem strasburskiego Trybunału. Twórcy Unii ani się domyślali, że zakładają krajom Europy pętlę na szyję. Wyroki Trybunału są niepodważalne i ostateczne. Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu dziś wydał wyrok nakazujący zdjęcie krzyży ze ścian w szkołach publicznych w całych Włoszech. W uzasadnieniu Trybunał napisał, że „obecność krzyża w klasie nie jest niezauważalna i jako taka łatwo jest uznawana przez uczniów za symbol jednej religii. (…) To może pomagać uczniom wierzącym, ale może zakłócać spokój uczniów-wyznawców innej religii lub ateistów, szczególnie, jeśli są w mniejszości”. I tu rodzi się tu kilka ważnych pytań.
W jaki sposób krzyż może zakłócać spokój uczniów-ateistów, skoro dla nich ten znak nic nie znaczy? Dlaczego Trybunał – wiedząc, że krzyż na ścianie w klasach „może pomagać uczniom wierzącym”- nie zadbał w swym wyroku o tych uczniów? Dlaczego krzyż uświadamiający miłość, a z niej wypływającą tolerancję i zachętę do pomocy ludziom cierpiącym, uznany został przez Trybunał jako niepotrzebny w procesie wychowania szkolnego? Dlaczego Trybunał EUROPEJSKI – nakazując likwidację krzyża w szkołach publicznych – nie widzi wspaniałej cywilizacji i kultury europejskiej budowanej od dwóch tysięcy lat przez ludzi spod znaku krzyża? Dlaczego Trybunał PRAW CZŁOWIEKA broni „mniejszości” przez atak na „większość”? Czy tak ma wyglądać racjonalna wykładnia rozumienia wolności europejskiej?

2009-11-01
OBCOWANIE ŚWIĘTYCH.
Pięknie aktualizował dziś uroczystość Wszystkich Świętych Benedykt XVI.
„Drodzy przyjaciele, jak piękne i pocieszające jest obcowanie świętych! Jest to rzeczywistość, która nadaje inny wymiar całemu naszemu życiu. Nigdy nie jesteśmy sami! Należymy do „towarzystwa” duchowego, w którym panuje głęboka solidarność: dobro każdego służy wszystkim i odwrotnie – wspólne szczęście promieniuje na jednostkę. Jest to tajemnica, której w jakieś mierze zaznać możemy już na tym świecie, w rodzinie, w przyjaźni, a zwłaszcza w duchowej wspólnocie Kościoła. Niechaj Najświętsza Maryja pomoże nam podążać szybko drogą świętości i okaże się Matką miłosierdzia dla dusz zmarłych” .

2009-10-30
AUDIENCJA.
Trwam w dziękczynieniu. Jestem zdumiony ilością trafiających do mnie różnymi drogami ludzi, którzy cieszą się razem ze mną „zniknięciem raka”. Zachęcamy się nawzajem do dziękowania Panu Bogu, a równocześnie rośnie we mnie poczucie zadłużenia wobec wszystkich wypraszających żarliwie łaskę zdrowia dla mnie. Sam tego długu nie spłacę, nie mam możliwości. „Sprzedaję” go codziennie Chrystusowi Panu. Oczywiście, w modlitwach moich (coraz dłuższych) nie zapominam o lekarzach. Późną nocą klękam i patrzę uparcie w oczy Jezusowi (na obrazie) i dziękuję za każdego w białym kitlu postawionego na mojej drodze człowieka. Zwykle kończę taką audiencję, niestety, prośbami… Mam młodszego ode mnie towarzysza medycznej Odysei. Głęboko wierzę, że Łaska Pana czeka i na niego.

2009-10-27
OPTYMIZM.
Jan Paweł II przekazał sprawę schizmatyków do kompetencji nowej papieskiej komisji „Ecclesia Dei” zajmującej się całokształtem spraw związanych z tradycjonalistami . Ojciec św. Benedykt XVI w swej służbie całemu Kościołowi od początku kieruje się wielką troską o zbawienie wiernych. Dlatego przywrócił Mszę św. wg liturgii przedsoborowej dla tych, którzy tego pragną, kapłanów i wiernych świeckich. Drugi papieski krok potwierdzający troskę o zbawienie wieczne i o jedność z Kościołem jest zdjęcie ekskomuniki z czterech biskupów konsekrowanych nieprawnie przez abpa Lefebvre’a. Jednakże to nie oznaczało jeszcze włączenia ich z powrotem do Kościoła . Zachowanie się czterech biskupów Bractwa oraz mediów ujawniających negowanie holokaustu przez bpa Williamsona nie przysporzyło Ojcu św. dobrego samopoczucia. Pewnie najtrudniejszy dla Benedykta XVI był fakt, że niektórzy bpi katoliccy publicznie przyłożyli rękę do niesprawiedliwego obniżania autorytetu papieża w jazgocie lewicowo-liberalnych mediów.
Nie wiem, czy uprawniony jest optymizm w sprawie pojednania Bractwa z Kościołem, skoro duchowni synowie schizmatyckiego abpa nadal twierdzą, że nie ma mowy o przyjęciu nauczania Vaticanum II. Ojciec św. wiele nacierpiał się już od wrogów Kościoła. Myślę, że w tym leży tajemnica jego prawdziwego optymizmu, on ufa Chrystusowi, z którym najgłębiej człowiek jednoczy się właśnie przez cierpienie.

2009-10-26
SCHIZMA.
Rozmowa z lefebrystami dziś w Watykanie minęła gładko i przyjemnie. Co z tego wynika? – Jedynie do twarzy przyklejony uśmiech obowiązującego optymizmu. Stolica Święta deklaruje swą wiarę i ojcowską miłość, spodziewając się dobrej woli po stronie spadkobierców zbuntowanego francuskiego abpa Marcela Lefebvre’a , który wyszedł „trzaskając drzwiami” przed końcem obrad Soboru Watykańskiego II. Miał wtedy 60 lat. Zarzucał Pawłowi VI i ojcom soborowym, że pod wpływem liberałów i modernistów zdradzili tradycję nauczania Kościoła. Abp pokazał, że nie zasypia gruszek w popiele. Doprowadził do powstania w 1970 roku Kapłańskiego Bractwa św. Piusa X, a rok później założył w Ecône w Szwajcarii seminarium duchowne, w którym kształci się do dziś kandydatów do kapłaństwa w duchu tradycji „przedsoborowej”. Święcenia kapłańskie udzielone bez zgody miejscowego bpa diecezji są ważne, ale niegodnie udzielone i nakładają na biskupa i na neoprezbiterów zakaz sprawowania czynności kapłańskich. Abp Lefebvre tym się nie przejmował, podróżował po Europie i Ameryce szukając zwolenników Mszy św. „trydenckiej”, w języku łacińskim. Jednocześnie wysyłał swych przedstawicieli na rozmowy ze Stolicą Apostolską w celu rozwiązania konfliktu. Żadne z tych spotkań nie przyniosło spodziewanego rozwiązania. W roku 1988 abp udzielił bez zgody Jana Pawła II sakry biskupiej czterem kapłanom z Bractwa. Stolica Apostolska określiła ten czyn jako schizmatycki i przestrzegała wiernych przed udziałem w „schizmatyckiej działalności abpa Lefebvre’a” . Na wieść o schizmie 320 kapłanów opuściło abpa Lefebvre’a i założyło własne Bractwo Kapłańskie św. Piotra, rychło zatwierdzone przez Stolicę Apostolską. W roku 1991 zmarł 86-letni abp Marcel Lefebvre.

2009-10-24
KONKLUZJA.
Przez Polskę w tym tygodniu przepłynęła rzeka pięknych słów, podniosłych oświadczeń i uroczystych uchwał w różnych, wielkich i małych, gremiach społeczno-politycznych. Co dziwniejsze, nie było słychać zniechęcających czy studzących patriotyczne emocje odzywek ze strony spadkobierców ideowych PZPR-u. Można by podejrzewać, że był to tydzień uroczystej poprawności politycznej. A jednak niekoniecznie! Od tych podejrzeń ratuje głos z Włocławka. W tamtejszym seminarium duchownym odbyła się sesja naukowa poświęcona osobie zamordowanego Duszpasterza ludzi pracy. Ks. Antoni Poniński, mówiąc „O śmierci księdza Jerzego Popiełuszki po 25 latach”, konkludował następująco: „Ksiądz Jerzy, głosząc szacunek dla ludzkiego życia, prawdę o krzyżu i miłość bliźniego -za co stracił życie- otaczany był przez artystów, dziennikarzy i działaczy. Gdy dziś stali się oni politykami, opowiadają się przeciw wartościom, których ks. Jerzy nauczał. – A gdyby ks. Jerzy dziś żył, czy za to, co głosił, nie byłby znów odrzucany tym razem przez tych, którzy z nim byli, czy nie zostałby nazwany przedstawicielem ciemnogrodu i działającym przeciw człowiekowi klechą?”. Oczywiście, że nie wszyscy artyści, dziennikarze i działacze odwrócili się tyłem do młodego kapłana, ale – także w uroczystej chwili – trzeba mówić wyraźnie o ciemnej stronie księżyca.

2009-10-21
UCHWAŁA.
Przed rokiem poseł Antoni Błądek (PiS) wygłosił z mównicy sejmowej gorące oświadczenie: „Wysoka Izbo! Fakt, że po 24 latach od zabójstwa Sługi Bożego księdza Jerzego Popiełuszki nie możemy wskazać odpowiedzialnych za tę zbrodnię, powinien napawać nas wszystkich wstydem. Nieudolność wymiaru sprawiedliwości w wolnej i demokratycznej Polsce, za którą życie oddał ksiądz Jerzy, jest kolejnym bolesnym faktem w tej historii. Wyrażam nadzieję, że prawda, o którą walczył ksiądz Jerzy Popiełuszko, zostanie ujawniona, a osoby odpowiedzialne za brutalne zgaszenie płomienia wolności, który płynął z ust i serca księdza Jerzego, staną przed wymiarem sprawiedliwości”.
Po roku czasu naród – czekając w dalszym ciągu na czyn sprawiedliwości – otrzymał sejmową uchwałę: „Sejm Rzeczypospolitej Polskiej pragnąc uczcić pamięć męczeńskiej śmierci księdza Jerzego Popiełuszki, uprowadzonego i zamordowanego 25 lat temu przez aparat Służby Bezpieczeństwa PRL składa hołd temu wielkiemu człowiekowi. Jego życie było darem dla historii Polski, najpełniej wyrażonym słowami św. Pawła „Zło dobrem zwyciężaj”. Ksiądz Jerzy Popiełuszko uczynił je przesłaniem swoich homilii, wielu przedsięwzięć duszpasterskich, a dla nas wciąż pozostają one aktualnym wezwaniem. Ksiądz Jerzy Popiełuszko jako nieustraszony orędownik prawdy i wolności nawoływał, że „tylko życie w prawdzie daje wewnętrzną wolność”. Sejm RP wyraża uznanie dla inicjatyw upamiętniających piękne i jakże krótkie życie mądrego i odważnego człowieka, kapelana Solidarności. Sejm Rzeczypospolitej Polskiej stwierdza, że ksiądz Jerzy Popiełuszko swoją postawą dobrze zasłużył się Polsce, a pamięć Jego męczeńskiej śmierci pozostanie w naszych sercach”.
„Słowa, słowa, słowa, słowa…”.Tak powiedział Poeta. A mój kolega, niepoprawny humorysta, parsknął mi dzisiaj w twarz: „Ha, ha, ha, zaśmiałem się z pamięci”.

2009-10-19
ZZA GROBU.
Podczas uroczystej Eucharystii przy grobie sługi bożego ks. Jerzego Popiełuszki w Warszawie pan Prezydent RP Lech Kaczyński przekazał na ręce matki ks. Jerzego, Marianny, Order Orła Białego pośmiertnie przyznany męczennikowi – kapelanowi „Solidarności”. Po II wojnie światowej w roku 1993 – gdy Order znowu stał się najwyższym honorowym odznaczeniem w Polsce – pierwszym udekorowanym był Ojciec św. Jan Paweł II. Rok później Order Orła Białego otrzymał pośmiertnie Prymas Tysiąclecia kard. Stefan Wyszyński. Dziś szeregowy ksiądz, męczennik za wiarę w Jezusa Chrystusa i odważny patriota, dorównał największym synom polskiej ziemi. Przez 25 lat ks. Jerzy Popiełuszko „pracował” zza grobu, aby Polska była Polską, ojczyzną wolności i honoru. W homilii metropolita warszawski, ks. abp Kazimierz Nycz powiedział z nadzieją: „Chcielibyśmy bardzo i o to się modlimy, aby papież Benedykt XVI (…) dał nam błogosławionego męczennika, księdza Jerzego Popiełuszkę”. Dziś także podczas sympozjum „Droga do świętości” postulator procesu beatyfikacyjnego (rozpoczętego w 1997 roku) pocieszył: „Sprawa ks. Jerzego nabrała przyspieszenia w Watykanie po liście postulacyjnym biskupów polskich do papieża Benedykta XVI we wrześniu ubiegłego roku…”.
Najbardziej przekonującą w całej tej jubileuszowej gadaninie na temat Sługi Bożego była pani Marianna Popiełuszko (rocznik papieski, 1920). Chętnie odpowiadała na pytania. Jej odpowiedzi świadczą o prostej i głębokiej wierze: „- Jak to jest być Mamą męczennika? – Ten dowie się, kto przeżyje. Trzeba przyjąć wolę Bożą. – Nie miała Pani nigdy żalu, pretensji do Pana Boga? – Przecież w Jego mocy wszystko. Widocznie wola Boża taka była. Bóg sam wybiera na męczennika (…) – Czy było trudno przebaczyć mordercom? – Nie, bo to nie są moje sądy. Sądy będą Boże(…) – Pani Marianno, modli się pani do księdza Jerzego? – Ja modlę się do Boga. – Ale za przyczyną Sługi Bożego? – Nie „dokuczam” mu, bo ludzie mają pilniejsze sprawy, a on wie, czego mi trzeba, to i sam uprosi u Boga…”.

2009-10-18
KAPŁANI.
Kończy się niedziela, która umieszczona jest pośrodku między dwoma znaczącymi i tragicznymi wydarzeniami w Kościele i w Polsce. Oba wydarzenia dziś, po wielu latach, jawią się wyraźnie jako nacechowane stygmatem cierpienia. W piątek minęła 31 rocznica konklawe, z którego niespodzianie objawił się światu polski Papież. Człowiek, który służył Kościołowi swoim życiem i swoim bolesnym umieraniem. W poniedziałek natomiast minie ćwierć wieku od tragicznego finału w dzielnym oporze ks. Jerzego Popiełuszki, który stał się widomym „znakiem” Kościoła w Polsce wobec zdeprawowanej władzy PRL-u. Męczeńska śmierć kapelana „Solidarności” wstrząsnęła sercami tych rodaków, którzy – mimo wszystko – nie wierzyli, że Polak może targnąć się na życie drugiego Polaka. Władza, która w rządzeniu narodem bezwstydnie posługiwała się kłamstwem, nie mogła znieść obecności młodego człowieka, który bez lęku ukazywał prawdę. Obaj kapłani – papież w zlaicyzowanym świecie i kapelan w skomunizowanym kraju – w sposób prosty i niedwuznaczny opowiadali się za Chrystusem, który jest drogą, prawdą i życiem. Obaj byli sobie nawzajem potrzebni. Księdzu Jerzemu potrzebny był Ojciec święty jako najwyższy autorytet brzydzący się wszelkim, nie tylko politycznym, kłamstwem i który upominał się w świecie o los najsłabszych. Janowi Pawłowi II był potrzebny ksiądz z Polski, aby „na żywo” przed światem zdzierać maskę bezbożnych „obrońców” człowieka i jego wolności. O, jakąż wielką pociechą była dla kapelana „Solidarności” (i dla wszystkich księży walczących z paskudztwem i zaprzaństwem komunistycznej tuby medialnej) wiadomość z Watykanu, że Ojciec św. przekazuje Księdzu Jerzemu różaniec, że wspiera swą modlitwą.
Dziś w świetle tych rocznic, gdy tuba medialna zmieniła jedynie nazwę, ci dwaj kapłani ostrzegają nas przed urokiem sytego (przecież tylko dla niektórych!) liberalizmu. Przypominają, gdzie jest prawda, gdzie droga i gdzie życie.

2009-10-17
BOSKIE NATCHNIENIE.
Czas wyboru Polaka na Stolicę Piotrową był niezwykłym czasem, niósł ze sobą głęboką i gruntowną przemianę, odmienił los milionów zakładników Europy zniewolonych, zakneblowanych i zaczadzonych w sowieckim imperium. Lapidarnie ten czas i jego Boży owoc scharakteryzował intelektualista francuski André Frossard w rozmowach z Janem Pawłem II. „Nikt nie przypuszczał, że ten wojujący system, okrutna namiastka religii przebrzmiałych lub zajętych wyłącznie tym, aby połączyć stare kanały obrzędowe z wielkim ściekiem marksistowskim, miał się wkrótce rozpłynąć, a następnie z przerażającą szybkością zniknąć bez użycia jakiejkolwiek widzialnej siły.
W tych warunkach wybór Papieża pochodzącego z drugiej strony ideologicznej granicy Europy, z kraju trzykrotnie dzielonego na kawałki, usuwanego z map, uciskanego, pozbawionego innej broni poza modlitwą i nadzieją, był aktem profetycznym.
Ci, którzy dzisiaj nie dostrzegają, że ten wybór miał wtedy coś z boskiego natchnienia, nie zrozumieją nic z tego, co się dzieje w niebie ani na ziemi, a znaki będą się na próżno mnożyły nad ich głowami (…)”.

2009-10-16
STRUMIEŃ.
Czas biegnie, wręcz przeskakuje dekady jak kozica przez górskie żleby i rozpadliny. To już trzydziesta pierwsza rocznica pamiętnego konklawe, które zaowocowało wiekową, ale jakże nową, formułą z loggi św. Piotra: „Annuntio vobis gaudium magnum: Habemus papam! … Dominum Carolum Sanctae Romanae Ecclesiae cardinalem Wojtyła”. Dech zaparło światu, dosłownie. W Polsce ta wiadomość powoli i z niedowierzaniem rozwijała się jak świt nowego, słonecznego dnia. Kraków najpierwszy, bo już nocą, rozbłysnął na Rynku spontaniczną radością. Poczęła się nowa epoka, której nadano imię: Jan Paweł Wielki.
Mam przed oczami ostatni poemat polskiego Papieża, Tryptyk Rzymski. Jakże nie zajrzeć dziś do tego świadectwa, a nawet testamentu, pozostawionego Ziemi przez kogoś, kto już mieszka w Niebie. Czytam: „Jeśli chcesz znaleźć źródło, / musisz iść do góry, pod prąd. / Przedzieraj się, szukaj, nie ustępuj (…)”. Te słowa docierają nie tylko do uszu, jak wykład nauczyciela, one budują obraz człowieka mocującego się z tajemnicą. Oto wędrowiec doświadczony, zna góry, las i przepływające potoki, zna trud wspinaczki i nakaz przedzierania się. Ale też wie, po co się idzie w góry. Człowiek myślący nie daje się zauroczyć pięknu przepływającego, zmieniającego się nieustannie leśnego strumienia. On potrafi patrzeć w odwrotnym kierunku i szukać źródła. Człowiek myślący wie, że źródło jest, musi być! Czasem oddalone wysoko, ukryte w gęstwinie, ale jest. Źródła trzeba szukać, nie żałując włożonego wysiłku i ofiarowanego czasu. Bywa, że trzeba głośno wołać: „Gdzie jesteś, źródło?… Gdzie jesteś, źródło?!” A kiedy indziej pośrodku ciszy pokornie prosić: „Strumieniu, leśny strumieniu, / odsłoń mi tajemnicę / swego początku!”.
Noc już spłynęła na wszystko dokoła. Święta księżna Jadwiga, patronka dnia konklawe, żegna się ze mną ciepło. Światło lampy maluje na biurku kolorową plamę, w środku której jarzą się i pulsują dwa słowa: TRYPTYK RZYMSKI. Jest zupełna cisza, nawet strumień się zatrzymał.

2009-10-15
NA KOLANACH.
Zapytał mnie ktoś bliski: wierzysz w ten cud w Sokółce? Pytanie przygwoździło mnie na chwilę, musiałem się zastanowić. Tu można tylko wierzyć. Rozum staje bezradny, doprowadzony do końca swych możliwości. Jeżeli bowiem nikt nie podmienił badanej hostii, jeżeli dwaj profesorowie – specjaliści, osobno i nie wiedząc nic o pochodzeniu badanego materiału, uczciwie i bez dwóch zdań orzekli, że to nie jest drobina białego, niekwaszonego chleba, lecz wycinek ludzkiego serca (który zabarwił korporał czerwienią), to cóż tu może powiedzieć rozum? Może jedynie zatrzymać się uczciwie i z pokorą powiedzieć: NIE WIEM. W tej chwili zawodowi specjaliści watykańscy dokonują dalszych, bardzo szczegółowych badań, użyją wszelkich najnowszych metod naukowych i… będzie to trwało bardzo długo. Ale w końcu powiedzą jedno: przemiana chleba w tkankę mięśnia sercowego nie mogłaby się wydarzyć bez nadprzyrodzonej mocy. Cud jest to wejście działającego Boga w rzeczywistość ludzką. Aby to pojąć, potrzeba nam wiary. Dla cudu w Sokółce potrzeba naszych zgiętych kolan przed Najświętszym Sakramentem.

2009-10-14
KURIA.
Kuria Metropolitalna Białostocka informuje, iż zakończyła swoje prace Komisja Kościelna, powołana przez Księdza Arcybiskupa Edwarda Ozorowskiego (dnia 30 marca 2009 roku) do zbadania zjawisk eucharystycznych w Sokółce. Przebadała ona świadków wydarzeń i orzeczenia patomorfologów. Stan rzeczy wygląda następująco: 1. Dnia 12 października 2008 roku księdzu udzielającemu Komunii św. wypadł z puszki Komunikant. Podniósł go i umieścił w vasculum przy tabernakulum. Po Mszy św. przeniesiono zawartość vasculum do naczynia w sejfie w zakrystii. 2. Dnia 19 października 2008 roku po otwarciu sejfu zobaczono na zanurzonym Komunikancie plamę, sprawiającą wrażenie krwi. 3. Dnia 29 października 2008 roku naczynie z Komunikantem przeniesiono do tabernakulum w kaplicy na plebanii. Następnego dnia Komunikant wyjęto z wody i położono na korporale w tabernakulum. 4. Dnia 7 stycznia 2009 roku z Komunikanta pobrano próbkę, która następnie została niezależnie zbadana przez dwóch profesorów specjalistów patomorfologów z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. Wydali oni zgodne orzeczenie, które brzmi: „przysłany do oceny materiał (…) w ocenie dwóch niezależnych patomorfologów (…) wskazuje na tkankę mięśnia sercowego, a przynajmniej, ze wszystkich tkanek żywych organizmu najbardziej ją przypomina”.
5. Komisja ustaliła, że Komunikant, z którego została pobrana próbka do ekspertyzy jest tym samym, który został przeniesiony z zakrystii do tabernakulum w kaplicy na plebanii. Ingerencji osób postronnych nie stwierdzono.
Akta sprawy zostały przekazane do Nuncjatury Apostolskiej w Warszawie. […]
Białystok, dnia 14 października 2009 r.

2009-10-13
BEZ KOMPLEKSÓW.
Nie trzeba już ze wzruszeniem ramion pytać, czy po wizycie Benedykta XVI w zateizowanych Czechach pozostanie jakiś ślad. Jest ślad umocnienia, i to wcale niemały, międzynarodowy. Dziś biskupi czescy wydali oświadczenie, w którym potępiają ograniczanie suwerenności Litwy przez Parlament Europejski. Pamiętamy to wrześniowe, wprost bezczelne, żądanie eurodeputowanych, aby Sejm Litwy zrewidował swą ustawę z 14 lipca br. o ochronie dzieci i młodzieży przed anty wychowawczym wpływem informacji publicznych propagujących relacje poligamiczne, biseksualne i homoseksualne. Każdy, kto nie stracił zdolności używania rozumu, wie doskonale, że o trudnych i wstydliwych sprawach człowiek dowiaduje się naturalnie w miarę upływu lat, wraz z rozwojem osobowościowym. To przecież czysty faryzeizm i ewidentne kłamstwo, że coraz wcześniejsze rozpoczynanie życia seksualnego nastolatków bierze się z niewiedzy na temat płciowości. Wprost przeciwnie, ten zatrważający postęp degradacji duchowej wśród sporej populacji młodzieży ma swój początek w nagłaśnianiu, pokazywaniu i promowaniu bezwstydu erotycznego. Młody, dorastający człowiek nie ma jeszcze na tyle siły ducha w sobie, by bez pomocy mądrego autorytetu zapanować nad budzącymi się popędami i sensownie lokować uczucia. Najpierw trzeba młodych nauczyć widzieć wartości duchowe i poznać obowiązek odpowiedzialności za tę delikatną i wspaniałą sferę życia ludzkiego, następnie dopiero poznawać i doznawać wartości ciała. Brawo więc dla Episkopatu Czech, który bez kompleksów ustawia ład w myśleniu europarlamentarzystów, oświadczając: „Do kompetencji organów unijnych nie należy stawianie przeszkód poszczególnym państwom w pełnieniu tych zadań, gdyż zdrowy rozwój dzieci i młodzieży jest warunkiem dalszego istnienia poszczególnych narodów naszego kontynentu”.

2009-10-12
PRZYJACIELE.
Gdy rzeczpospolita kolesiów rodzi korupcyjne afery jedną po drugiej, w tej samej Polsce, ale na zupełnie innym poziomie, dzieją się sprawy wysokiej klasy i niebywałej piękności. Gdy w Warszawie odbywa się strącanie partyjnych kolesiów z wysokich stołków, w Imielnicy podczas niedzielnej Mszy świętej ks. bp Roman Marcinkowski dziękuje ludziom za ich autentyczną, niekłamaną przyjaźń: „Trzeba takich uroczystości, żeby zobaczyć, że w Płocku jest tak dużo wielkich, szlachetnych ludzi, którzy kochają i nie żądają żadnej zapłaty”. W tym roku kapituła prestiżowego konkursu „Jesteś Przyjacielem” nagrodziła pięcioro wolontariuszy pięknymi statuetkami. Wszyscy oni bezinteresownie służyli innym, ukazując głębię swego serca. Najmłodszy z nich, Mateusz Rakowski ma zaledwie 14 lat. O jego przyjaźni dał świadectwo rówieśnik, Łukasz Ferszt, na wózku inwalidzkim. W liscie „laudacyjnym” napisał: „Mateusza poznałem 6 lat temu i od tamtej pory jesteśmy nierozłączni. Chodzimy razem do gimnazjum, w którym jest dużo barier architektonicznych. Mateusz bardzo pomaga mi w ich codziennym pokonywaniu; wnosi na I i II piętro mój wózek i plecak, pakuje książki, przynosi ławki do klasy, zajmuje się mną w czasie przerwy. Potrafi mnie ubrać, przenieść, wie, na czym polega moja choroba i umie odpowiednio reagować. Gdy jestem chory, tylko on o mnie pamięta, odwiedza mnie w szpitalu, przynosi lekcje. Mateusz jest bardzo odpowiedzialny. Nigdy nie dał mi odczuć, że jestem niepełnosprawny”.

2009-10-10
NIE DO WIARY.
Polskie Stowarzyszenie Racjonalistów straciło pewność, spokój i cierpliwość. Reagując na szerzącą się „gminną wieść”, że mała Hostia zmieniła się w tkankę ludzką, złożyło do Prokuratury Rejonowej w Sokółce oficjalne doniesienie o popełnieniu przestępstwa zbezczeszczenia ludzkich zwłok. Swój donos stowarzyszeni wolnomyśliciele wywodzą z założeń ateistycznego światopoglądu. Ich zdaniem „mało prawdopodobnym wydaje się, że wspomniane fragmenty mięśnia sercowego należą do żydowskiego proroka ukrzyżowanego dwa tysiące lat temu”. [Gazeta Pomorska, 3.10.2009r.] No i masz, babo, placek! Jak nie narzekania na dyskryminację mniejszości ateistów w Krakowie, to znów w Sokółce wywracanie kożucha na lewą stronę. Tak czy inaczej, pewności serca w tych działaniach nie widać.

2009-10-09
CUD.
Od kilkunastu dni o Sokółce, 20-tysięcznym miasteczku na Podlasiu, mówi się dużo w Polsce i z wielkim zainteresowaniem. Jedni mówią o cudzie i wybierają się na pielgrzymkę, inni doradzają czekanie, bo przecież jeszcze Kuria Białostocka nie wyraziła swego zdania. Wydarzenie miało miejsce rok temu w kościele św. Antoniego podczas udzielania wiernym Komunii świętej. Kapłan podając do ust Ciało Chrystusa miał nieszczęście upuścić na posadzkę jedną małą Hostię. Podniósł ze czcią i umieścił obok tabernakulum w specjalnym naczyńku z wodą, gdzie postacie konsekrowanego Chleba powinny się rozpuścić. Komunikant tracąc cechy chleba przestaje być sakramentalną postacią Ciała Pańskiego. Ale stało się coś niesłychanego! Na małej Hostii (zanurzonej przecież w wodzie!) zauważono czerwoną plamkę. Na zlecenie ks. abpa Ozorowskiego zbadali tę „rzecz” dwaj specjaliści (każdy z osobna i bez znajomości źródła pobrania) z Uniwersytetu Medycznego. Wynik tych badań zaskoczył nie tylko ks. arcybiskupa. Coraz głośniej mówi się o „cudzie eucharystycznym”. Mądrzy ludzie radzą czekać na urzędowy głos Kościoła. Czekam więc razem z innymi cierpliwie i nie bez zadumy.

2009-10-08
NADZIEJA.
Właśnie teraz, po zainteresowaniu się niusami z Radia Watykańskiego na temat Medjugorje, listonosz przyniósł książkę włoskiego dziennikarza, Antonia Socci „Tajemnice Jana Pawła II”. Kartkując trafiłem na wywiad autora z Mirjaną, „wizjonerką” z Medjugorje. Czytam i oczy przecieram (tym razem z radością). W lipcu 1987 roku Chorwaci pielgrzymowali do Rzymu. Na specjalne życzenie Jana Pawła II Mirjana została zaproszona do Castelgandolfo na prywatną audiencję. Zauroczona była wiarą, jaka promieniowała z twarzy Ojca św. ”W jego spojrzeniu widać było, że to święty. Oczy błyszczały mu, kiedy mówił o Maryi, był rozmiłowany w Dziewicy”. Mirjana w rozmowie z Ojcem św. nie mogła słowa wykrztusić ze wzruszenia, ale zapamiętała dokładnie to, co Jan Paweł II powiedział do niej: „Gdybym nie był papieżem, już dawno pojechałbym do Medjugorje. Ale nawet jeżeli nie mogę pojechać, wiem wszystko i śledzę wszystko, co się tam dzieje. Chrońcie Medjugorje. Jest nadzieją świata”. Cieszą mnie te papieskie słowa sprzed 22 lat, ale jednocześnie nie może radować, choć wygląda na uzasadnioną, obecna decyzja ordynariusza Mostaru. Werdykt biskupi ograniczający ruch pielgrzymkowy uderza w tysiące rozmodlonych i pokutujących pątników z całego świata… W zakończeniu wywiadu Mirjana konstatuje: „Mam nadzieję, że ci co mają władzę w Kościele, zechcą pozwolić, aby ludzie przyjeżdżali i nawracali się(…)”.
– Gdzie leży prawda? – W sercu Maryi. Cierpliwości!

2009-10-07
OWOC.
O maryjnych objawieniach w Medjugorje myślałem pozytywnie, oglądałem film z „wizjonerami”, słuchałem opowieści pielgrzymujących Polaków do Hercegowiny, śledziłem różne wypowiedzi i przesłania. Pojawiającymi się od czasu do czasu kontrargumentami, że przecież Kościół wciąż nie potwierdza nadprzyrodzoności tych wydarzeń, nie przejmowałem się zbytnio, przecież „młyny kościelne mielą powoli”. Po 28 latach przyzwyczajenia się do jasnego słowa „Medjugorje” decyzja bpa Ratka Perića o zamknięciu kościoła pielgrzymkowego i zakaz organizowania tam rekolekcji spadły na mnie jak grom z jasnego nieba. – Dlaczego? Odpowiedź padła z kurii biskupiej. Okazuje się, że Tomislav Vlašić, były franciszkanin, który opiekował się grupą wizjonerów i promował kult objawień z Medjugorje, popełnił szereg błędów doktrynalnych i wykroczeń przeciwko dyscyplinie kościelnej. Został za to wydalony z zakonu i ze stanu duchownego z zakazem publicznego wypowiadania się na tematy religijne. Oczywiście, Chrystus powiedział: „Po owocu bowiem poznaje się każde drzewo; nie zrywa się fig z ciernia ani z krzaka jeżyny nie zbiera się winogron”(Łk 6,44). Nie da się pogodzić autentycznej czci Maryi z nieposłuszeństwem Kościołowi jej Syna. Ale czy z całą pewnością te słowa można odnieść tylko do tej osoby? Myślę ze smutkiem o tym zawirowaniu, jakże odmiennym, niż działo się to w Lourdes. Ciekawi mnie, co zrobił eks-franciszkanin z różańcem? Wcześniej przecież zawsze miewał go w ręku. Dlaczego modlitwa nie powstrzymała go przed błądzeniem? Matko Boża, Królowo Różańca świętego, nie opuszczaj tego niemłodego już człowieka.

2009-10-06
JEDNO SŁOWO.
Dziś zrozumiałem panią Wandę Półtawską, która na wieść o swym uzdrowieniu z choroby nowotworowej stanęła bezradna. Nie mieściło się to w jej głowie, chociaż była głęboko wierzącym człowiekiem. Cud uzdrowienia jest czymś tak dalekim od zwykłego postrzegania zjawisk fizycznych, że musimy „przymuszać” nasze myślenie do przyjęcia prawdy.
Dziś po kontroli rentgenowskiej w szpitalu uważnie wpatrywałem się razem z lekarzem w kliszę czarnobiałą i nagle doktor powiedział: nie ma guza! Nie rozumiejąc, tego co mówi, patrzyłem dalej: rzeczywiście, ani śladu! Mój rak –przypomniałem sobie dawne pytanie – potrafi chodzić do tyłu, wycofał się zupełnie. Jeszcze nie umiem tego objąć całkowicie myślą, ale jestem mocno wzruszony. Widzę i czuję, i śpiewam tylko jedno słowo: dziękuję.

2009-10-05
KARUZELA.
Znowu afera polityczna w kraju, afera rządowa. Media kręcą korbą sensacji i napędzają kolorową karuzelę. Coraz szybciej i szybciej, coraz więcej podejrzeń i niewiarygodności. Kręci się bez hamulca koło demonicznego egoizmu i prywaty. Z okienka TV wychylają się twarze czerwone i głęboko zbrużdżone, z kroplami potu słonego – tak smakuje strach. Dłonie, które zgarniały wielką kasę, teraz wyraźnie drżą. Czy nie ma nikogo radosnego w tym wesołym miasteczku? Oczywiście, że jest. Dyrekcja zatrudniła na pełny etat dwóch klownów.
Tymczasem tutaj potrzeba człowieka wysokiej klasy, który na widok wielkich pieniędzy nie traci równowagi. Potrzeba duchowej mocy. Wierzę, że dzisiejsza patronka dnia, św. Siostra Faustyna, adorując Boga w Niebie, modli się za Polskę. Przywołuję echa z krakowskich Łagiewnik, gdzie przed siedmiu laty Jan Paweł II – konsekrując sanktuarium Bożego Miłosierdzia – krzepił świat nadzieją: „Gorąco wierzę, że ta nowa świątynia pozostanie na zawsze miejscem, w którym ludzie będą stawać przed Bogiem w Duchu i w prawdzie. Będą przychodzić tu z ufnością, jaka towarzyszy każdemu, kto z pokorą otwiera swe serce na działanie miłosiernej miłości Boga – tej miłości, której największy grzech nie zdoła przezwyciężyć. Tu w ogniu Bożej miłości ludzkie serca pałać będą pragnieniem nawrócenia, a każdy, kto szuka nadziei, znajdzie ukojenie”.

2009-10-04
PRZYPOWIASTKA.
W dniu dzisiejszym ze szczególnym pokłonem staję wobec św. patrona dnia, Franciszka z Asyżu. Kochał i opiekował się zwierzętami, rozmawiał z nimi, bo widział przez nie Stworzyciela całej natury. Jego pojmowanie przyrody prowadziło go do nadprzyrodzonej miłości ludzi i Boga. Bratał się z całym światem stworzonym, bo czuł się bratem całego stworzenia i dzieckiem Boga. Dziś jednak nie tylko zielonym i różnej maści ekologom przypomnieć chcę przypowiastkę Juliana Ejsmonda:
„Pytano się raz ptaka, co bujał w lazurze,
czy jest z lewa czy jest z prawa?
‘bo to bardzo ważna sprawa…’
Odparł na to: ‘Jestem w górze’…”
Pamiętam z dawna, jak Prymas Tysiąclecia mówił z ambony do Polaków o orłach, które nie pełzają, lecz wysoko unoszą się nad Tatrami. Ks. Jerzy Popiełuszko także używał tego porównania, a mówił do ludzi walczących o wolność i o państwo prawa. Dziś dla uczczenia św. Franciszka, miłośnika ubóstwa i prawości, tę przypowiastkę przypominam obecnym twórcom i stróżom prawa.

2009-10-03
DEDYKACJA.
Wszystkim dziś w Polsce: i mądralom medialnym, i zagubionym odbiorcom, szukającym światła po wyroku sądu katowickiego, dedykuję słowa Jana Pawła II wygłoszone na Błoniach w Krakowie podczas beatyfikacji abpa Zygmunta Szczęsnego Felińskiego:
„Oto przykład duszpasterskiej posługi, który dziś w szczególny sposób pragnę powierzyć moim braciom w biskupstwie. Drodzy bracia, niech arcybiskup Feliński patronuje waszym wysiłkom mającym na celu tworzenie i realizację duszpasterskiego programu miłosierdzia. Ten program niech kształtuje wasze zaangażowanie w życie Kościoła, a także w życie społeczne i polityczne na arenie narodowej, europejskiej i światowej. W duchu tak pojmowanej miłości społecznej arcybiskup Feliński głęboko angażował się w obronę wolności narodowej. Potrzeba tego i dzisiaj, kiedy różne siły – często kierujące się fałszywą ideologią wolności – starają się ten teren zagospodarować dla siebie. Kiedy hałaśliwa propaganda liberalizmu, wolności bez prawdy i odpowiedzialności nasila się również w naszym kraju, pasterze Kościoła nie mogą nie głosić jednej i niezawodnej filozofii wolności, jaką jest prawda krzyża Chrystusowego”.

2009-10-02
APEL ARTYSTÓW.
Stu „znanych” artystów USA i Europy, domagając się uwolnienia Romana Polańskiego, podpisało apel, w którym można przeczytać na samym początku:
„Dotarła do nas zdumiewająca informacja o zatrzymaniu Romana Polańskiego przez szwajcarską policję 26 września, gdy pojawił się w Zurychu (Szwajcaria) aby wziąć udział w festiwalu filmowym, na którym miał odebrać nagrodę za swój wkład w kinematografię.Jego zatrzymanie wynika z wydania przez Stany Zjednoczone nakazu w 1978 roku przeciwko filmowcowi, w sprawie o obrazę moralności”.
Zdumienie artystów bierze się stąd, że złamana została wolność i bezpieczeństwo festiwalu międzynarodowego, że w życie wielkich artystów odważyła się wtargnąć policja, że pogwałcono tradycję neutralności europejskiego kraju i wielkiej miary artystycznego wydarzenia, że największemu reżyserowi grozi ekstradycja do USA, gdzie czeka na niego rozprawa sądowa, która może odebrać mu wolność. Na koniec apelu stu podpisanych artystów (a z nimi także producenci filmowi i technicy) chce, aby aresztowany reżyser wiedział, że ma ich poparcie i przyjaźń.
Polska opinia publiczna także mogła usłyszeć niedawno rodzime autorytety świata aktorskiego (mocno podstarzałe), stające w obronie wolności (a nawet niewinności) pana Polańskiego. Tymczasem prawo stanu Kalifornia w USA uparcie obstaje przy swoim: że wolności, ani niewinności nie można szukać w ucieczce przed rozprawą sądową.

2009-10-01
INAUGURACJA.
Uczestniczyłem dziś w inauguracji roku akademickiego Politechniki Wrocławskiej. Zwykle otrzymuję zaproszenie i to wywołuje moje ukontentowanie. Ale od dwóch lat korzystam z zaproszenia niejako z obowiązku, bowiem stare więzy międzyosobowe z okresu stanu wojennego zaowocowały nominacją na kapelana „Solidarności” PWr. Dziś jednak miałem dodatkową satysfakcję, gdyż mój szef, ks. abp Metropolita, był udekorowany medalem PWr i wygłosił w auli wykład inauguracyjny. Oczywiście, przy takiej okazji nikt inny nie mógł wygłosić laudacji, jak tylko mój przyjaciel serdeczny, prof. Andrzej, który świetnie się znajduje w każdym znakomitym towarzystwie, w kościelnym również.

2009-09-30
SZANSA.
Nie można nie być smutnym, gdy się obserwuje smutne (to znaczy: normalne) skutki apostazji. Ale jednocześnie Bóg pozwala człowiekowi wejść na drogę życia w odwrotnym kierunku. Doznał takiej łaski osiemdziesięcioletni Malcolm Muggeridge, który miał szczęście spotkać Matkę Teresę z Kalkuty. Z prostotą swego serca pisała do niego: „Jestem pewna, że wszystko cudownie pan zrozumie – jeśli tylko stanie się pan jak małe dziecko w rękach Boga. Pańska tęsknota za Bogiem jest tak głęboka, a mimo to On jeszcze nie nachylił się nad panem. Na pewno z trudem się od tego powstrzymuje, bo przecież kocha pana tak bardzo, że dał Jezusa, by umarł za pana i za mnie. Chrystus pragnie stać się pańskim Pokarmem. Tymczasem pan, wśród obfitości Chleba Życia, każe sobie głodować. Miłość, jaką Chrystus żywi dla pana, jest nieskończona – przeciwnie niż pański drobny problem dotyczący Kościoła. Niech pan pokona małe wielkim. Chrystus stworzył pana, ponieważ pana potrzebował i za panem tęsknił”.
Czy kochający Bóg nie zechce upartemu wolnomyślicielowi dać drugą szansę?

2009-09-29
TEOLOG.
To brzmi na pierwszy rzut oka szokująco. Wczoraj senat Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, już po raz drugi, nie przyznał profesorowi Polakowi nominacji na kierownika Pracowni Pytań Granicznych. Profesor (onegdaj ks. Tomasz Węcławski) był założycielem tej pracowni i od samego początku gromadził na zajęciach tłumy studentów. Jako teolog cieszył się wielkim wzięciem tak wśród kleryków w seminarium jak i pośród świeckich studentów uniwersytetu. Jego sława sięgnęła szczytu, gdy ujawnił tajemnicę moralnego skandalu ówczesnego metropolity poznańskiego. Dalsze koleje jego życia nie były już tak świetlane. Opinie na temat osoby teologa i pedagoga mocno się spolaryzowały, u jednych wzbudzał on smutek, u innych zgorszenie i gorycz. Bowiem wiosną 2007 roku ks. Węcławski odszedł od kapłaństwa, pod koniec tegoż roku oficjalnie wyznał swój ateizm i apostazję, a w niedługim czasie ożenił się, przyjmując nazwisko żony. Jego odejście od wiary i Kościoła było szumne, wzbudzające wielką dyskusję wśród różnych autorytetów, tak z lewa jak i z prawa. Dziś jeno smutna cisza i senackie weto.
Jak dobrze, myślę sobie, że Benedykt XVI w katechezie środowej przedstawił życie wielkiego teologa św. Anzelma. Żył w Średniowieczu, a tradycja chrześcijańska nadała mu tytuł „Doctor Magnificus”. Święty teolog w pokorze stawał przed Bogiem: „Nie staram się, Panie, zrozumieć, abym uwierzył, ale wierzę, bym zrozumiał [Proslogion, rozdz. 1]. Papież zaapelował do dzisiejszych chrześcijan duchownych i świeckich, aby chcieli za przykładem św. Anzelma „kochać Kościół Chrystusowy, modlić się, pracować i cierpieć dla niego, nie porzucając go nigdy ani nie zdradzając”. [ekai, 23.09.2009]. To jest droga dobra dla ludzi tak XII, jak i XXI wieku.

2009-09-28
W SERCU EUROPY.
Ojciec św. zakończył dziś swe pielgrzymowanie po ziemi Czechów i Morawian. Dwoma nurtami płynęło nauczanie papieskie: 1. wskazywanie na chrześcijańskie bogactwo dziejów w „sercu Europy” oraz 2. przestroga przed szukaniem szczęścia poza Bogiem. Podkreślał wolność, z jakiej cieszą się od dwudziestu lat narody środkowowschodniej Europy, ale jednocześnie tłumaczył, że wolność bez prawdy i bez dobra jest próżna. Ateiści, uwalniając się od Boga, są szczęśliwi tylko naskórkowo; gdy tę zewnętrzną warstwę zdrapie się z ich życia, widać nieuleczalny smutek. Dla chrześcijan Prawda ma na imię Bóg, a Dobro ma twarz Jezusa Chrystusa. Benedykt XVI zauważył wielką rolę w poznawaniu Prawdy przez środowiska naukowe i twórcze. Podziękował im za wkład umysłowej pracy w bezkompromisowe poszukiwanie prawdy. Przedstawicielom różnych wyznań dziękował za trud ekumeniczny i zachęcał do dalszej współpracy na tej drodze. Katolikom, którzy stanowią zaledwie 30% narodu, powinszował trudu i wierności w budowaniu środowisk wiary, nadziei i miłości. Nazwał ich „twórczą mniejszością”. Wzruszające było spotkanie ze starymi kapłanami, często na wózkach inwalidzkich. Do każdego podchodził, ściskał dłonie i rozmawiał. Ojciec święty radośnie solidaryzował się z młodzieżą, z którą spotkał się w Starym Bolesławcu, u źródła czeskiego chrześcijaństwa. Zacytował młodym słowa pisarza Franza Kafki: „Ten, kto zachowuje zdolność widzenia piękna, nigdy się nie starzeje”. Wyznał, że razem z młodymi czuje się młody. Zachęcał ich do poznawania piękna zbawczego planu Chrystusa i do budowania swej dojrzałej młodości i małżeństwa w oparciu o ten plan, w którym każdy ma swoje miejsce.

2009-09-27
DEBATA.
Głosy o wyroku (wątpliwej sprawiedliwości) sądu katowickiego na „Gościa Niedzielnego” z zaskarżenia Alicji Tysiąc nie cichną. Oto jeden z nich, wydrukowany przez redakcję „Rzeczpospolitej” jako list czytelnika Jerzego Zerbe z Poznania: „W sytuacji gdy trwa feta zwolenników zabijania dzieci, gdy kwiatami obsypuje się osobę, która domagała się aborcji, a następnie odszkodowania za to, że tej aborcji nie dokonano – aż się prosi o wspomnienie Matki, która w stanie ciężkiej choroby świadomie podjęła decyzję o ciąży i urodzeniu dziecka. Warto to zrobić teraz, gdy trwają w Polsce mistrzostwa Europy w siatkówce pań. Chwała więc śp. Agacie Mróz, znakomitej siatkarce, kobiecie pięknej nie tylko urodą zewnętrzną, ale przede wszystkim przymiotami ducha”.
Niedawno w parafii przeżywaliśmy życie i ofiarę z życia dla ratowania córeczki św. Joanny Beretty Molli. Kochała, żyła miłością i bezkompromisową miłość głosiła: „Nie można kochać bez cierpienia i cierpieć bez miłości. Spójrzcie na matki, które naprawdę kochają dzieci. Jak wiele ponoszą ofiar; są gotowe na wszystko, również do ofiarowania własnej krwi”. W czasie śmiertelnej choroby pisała do swojej siostry: „…żebyś wiedziała, jak się cierpi, kiedy pozostawia się malutkie dzieci”. Uświadamiając sobie, wobec jakiej alternatywy została postawiona przez Bożą Opatrzność, z łóżka szpitalnego pisała do swego męża: „Piotrze, proszę cię… jeżeli trzeba będzie wybierać między mną a dzieckiem, ratujcie dziecko”.
Pamiętam, tuż po ogłoszeniu wyroku sądowego pewna feministka, doradczyni Alicji Tysiąc, ogłosiła tryumfalnie, że zwyciężyła demokracja. Cóż powiedzieć? – Demokracja, która walczy o bezkarną wolność zabijania, buduje cywilizację śmierci, zagrożenie dla każdego człowieka.

2009-09-26
PIĘKNO I ODWAGA.
Dziś Ojciec święty Benedykt XVI stanął na ziemi czeskiej, w Pradze. W sanktuarium Dzieciątka Jezus, prosząc dzieci, by modliły się za niego, powiedział: „W Świętym Dzieciątku z Pragi rozważamy piękno dzieciństwa i umiłowanie, jakie Jezus Chrystus zawsze okazywał maluczkim, jak czytamy o tym w Ewangelii (por. Mt 10,13-16). Ileż dzieci jednak nie jest kochanych ani przyjętych, ani szanowanych! Ileż pada ofiarami przemocy i wszelkich form wykorzystywania przez osoby bez skrupułów! Oby nieletni mogli się spotykać z tym szacunkiem i z tą uwagą, na jaką zasługują: dzieci są przyszłością i nadzieją ludzkości”.
Mieszkańcom Pragi otwierał oczy na rzeczywistość duchową ukrytą w pięknie ich miasta: „Przykuwające piękno jego kościołów, zamku, placów i mostów nie może nie skierować naszych umysłów ku Bogu. Ich piękno wyraża wiarę: są one objawieniem Boga, które słusznie pozwalają nam rozważać wspaniałe cuda, do których my, stworzenia, możemy dążyć, gdy dajemy wyraz wymiarowi estetycznemu i poznawczemu głębi naszego wnętrza. Jakże tragicznym byłoby, gdyby ktoś dostrzegał takie przykłady piękna, a nie znał transcendentnej tajemnicy, jaką one wskazują”. Ostro i odważnie!
W katedrze natomiast podczas nieszporów papież przypomniał katolikom wielkich w XX wieku bohaterskich wyznawców wiary: kard. Józefa Berana i kard. Franciszka Tomaszka, a także wielu biskupów, księży, zakonników, zakonnice i świeckich wiernych, którzy cierpieli, a nawet życie swe oddali podczas terroryzmu komunistycznego w Czechach. Powiedział: „Ich bohaterstwo przypomina, że tylko z osobistego poznania i głębokiej więzi z Chrystusem możliwe jest czerpanie energii duchowej, aby w pełni urzeczywistnić powołanie chrześcijańskie”.

2009-09-25
GŁOS.
W Oświadczeniu Prezydium Konferencji Episkopatu Polski można m.in. przeczytać: „Traktujemy ten wyrok jako zamach na wolność słowa i na prawo Kościoła do moralnej oceny postaw ludzkich. Kościół nigdy nie przekreśla człowieka, ale potępia grzech i zło, zwracające się zawsze przeciw samemu człowiekowi. Prawo do życia od początku aż do naturalnej śmierci jest podstawowym prawem ludzkim i jego obrona ma charakter uniwersalny. Głoszenie Ewangelii życia uważa Kościół za swój podstawowy obowiązek. Odmawianie mu tego prawa, a co gorsza nakładanie sankcji karnych za przypominanie prawdy o tym, że nikt nie ma władzy nad życiem drugiego człowieka, jest niedopuszczalnym ograniczaniem misji Kościoła. Wszystkim stającym w obronie życia i godności człowieka udzielamy pasterskiego błogosławieństwa. Warszawa,24.09.2009r.”.
Wśród wszystkich odpowiedzi środowisk katolickich na wyrok Okręgowego Sądu w Katowicach przeciwko redaktorowi naczelnemu „Gościa Niedzielnego” ten głos jest najbardziej jędrny stylistycznie i klarowny teologicznie. Ten głos musiał zabrzmieć. Ucieszyłem się czytając te słowa bez patosu i emfazy.

2009-09-23
WYROK.
W Katowicach sąd okręgowy ostro pogroził katolikom głoszącym moralne opinie dotyczące V przykazania Dekalogu. Młoda sędzina twardo wyczytała wyrok księdzu redaktorowi „Gościa Niedzielnego” i wszystkim diecezjanom śląskim: chcecie, to nazywajcie sobie aborcję morderstwem, ale matki nie nazywajcie morderczynią, bo to boli i poniża. I nie drukujcie tego w katolickiej prasie! A poza tym w Polsce żyją nie tylko katolicy, którzy twierdzą, że w łonie matki od poczęcia zaczyna się życie człowieka…
Wyrok dzisiejszy jest nieprawomocny, a myślę, że nigdy się nim nie stanie, bo po prostu jest nietrafny. Słychać w tym wyroku całą wrzawę, jaką wokół powódki czyniło lewicowe lobby feministek. Pani sędzia ani się spostrzegła, jak stała się po prostu stroną w tym sporze. Mam nadzieję, że w Polsce jest sporo mądrych intelektualistów, którzy zdają sobie sprawę, że taki wyrok może stać się precedensem otwierającym niebezpieczną drogę do masowego dzieciobójstwa prenatalnego. Tu nie wolno powoływać się na prawodawstwo w innych krajach. Zwycięstwo, tak strasznie doświadczonej w czasie wojny Polski, nad stalinowskim prawem aborcyjnym jest naszą chlubą. Dla Polaka dotychczas zawsze walka o życie była najwyższym obowiązkiem honoru. Ateiści niech się nie zżymają na nas, ludzi wierzących, gdy bronimy prawa do życia człowieka od jego poczęcia – to sama natura tym prawem się rządzi i taka jest logika myślenia o człowieku nieobarczonego kamieniem ideologii.

2009-09-21
KRAKÓW.
Diabeł w Krakowie nie śpi. To miasto najbardziej mu doskwiera. Najpierw kard. Karol Wojtyła pokrzyżował nowohuckie plany miasta bez Boga, kościoły wolą ludzi pracy wyrastały jak grzyby po deszczu. Cokolwiek Komitet Wojewódzki zaplanował w ograniczeniach Bożej wiary, kard. Karol w kaplicy na Franciszkańskiej 3 w rozmowie z Panem Jezusem przekreślał. Czart lękał się Wojtyłowej argumentacji. A kiedy do Warszawy dotarła wieść o wyborze krakowskiego kardynała na Stolicę Piotrową, w Komitecie Centralnym i w pomniejszych – wielki popłoch. Komuniści pocieszali się myślą: nie ma strachu, to i lepiej, bo Wojtyła na Watykanie będzie daleko od nas. Dla Papieża odległość nie była żadną przeszkodą. Okno na Franciszkańskiej szeroko się otwarło. Jan Paweł II swoimi wizytami w Ojczyźnie przydeptał czartu ogon. Umilkła urzędowa propaganda ateistyczna. Ale czy tak zubożony diabeł mógł złożyć broń? – Żadną miarą! Oto niedawno do Krakowa przyjechało mnóstwo ludzi z całego świata, aby chwalić Boga różnymi językami. Wiara w Boga Jedynego buchnęła potężnym płomieniem chwały. Aliści mniejszość ateistyczna w Krakowie obudziła się i użaliła nad sobą: jesteśmy malutką mniejszością, nikt nas nie dostrzega, jesteśmy dyskryminowani. Musimy wyjść na ulicę, najlepiej z transparentem „Moralność bez wiary”, może nawet napiszemy to na tramwajach… Ateiści krakowscy (ponoć 150 osób) zaplanowali swe wyjście z cienia na dzień 10 października. Manifestacja spod gmachu Collegium Novum UJ (a jakże!) skończy się pod pomnikiem Boya (akuratnie!). Współczuć, czy śmiać się?

2009-09-19
ŚWIADKOWIE KANONIZACJI.
Odwiedziła nasz kościół dziś w swoich relikwiach (i w pięknym portrecie) św. Joanna Beretta-Molla, patronka narzeczonych, małżonków i rodziców, kanonizowana 5 lat temu przez Jana Pawła II. Na placu św. Piotra papież powiedział: „Joanna Beretta Molla była zwykłym, ale jakże wymownym świadkiem Bożej miłości (…) Ta święta matka rodziny w sposób heroiczny dochowała wierności zobowiązaniom podjętym w dniu zawarcia sakramentu małżeństwa. Najwyższa ofiara, którą uwieńczyła swe życie, świadczy o tym, że tylko wtedy człowiek może się zrealizować, gdy ma odwagę całkowicie poświęcić się Bogu i braciom. Oby nasza epoka, dzięki przykładowi Joanny Beretty Molli, mogła odkryć prawdziwe, czyste i płodne piękno miłości małżeńskiej, przeżywanej jako odpowiedź na Boże powołanie!”.
Pamięć moja wskazuje trzy wielkie kanonizacje na pl. św. Piotra, w których udział brali świadkowie życia osoby wyniesionej do chwały ołtarza. W roku 1950 Pius XII kanonizował 12-letnią dziewicę-męczennicę Marię Goretti, która z miłości do Chrystusa nie oddała się mężczyźnie. Rozwścieczony oporem Alessandro zasztyletował ją zadając 14 ran. Skazany na 30 lat pozbawienia wolności nawrócił się w więzieniu. Po wyjściu na wolność błagał Assuntę, matkę Marii, o wybaczenie. Matka wybaczyła i razem z nim uczestniczyła w uroczystej kanonizacji. Znany dobrze w Polsce Franciszek Gajowniczek, za którego o. Maksymilian w 1941 roku ofiarował swe życie w Auschwitz, uczestniczył w jego kanonizacji dokonanej przez Jana Pawła II w dniu 10.10.1982r. Polska wtedy odgrodzona była od świata prawem stanu wojennego ogłoszonym przez generała Jaruzelskiego. Niewielu Polaków mogło uczestniczyć w uroczystości na placu św. Piotra. Trzecie podobne wydarzenie to właśnie kanonizacja Joanny Beretty-Molli przed pięciu laty, w której uczestniczył 90-letni Piotr, mąż św. Joanny i córka Joanna Emanuela, dla urodzenia której matka ofiarowała swe życie. Czyż Boża Opatrzność nie jest wspaniała?

2009-09-17
TARGOWICA.
Jaki wstyd!!! Ksiądz Peszkowski pewnie przewraca się w grobie. Posłowie, jak niegdyś zubożali najmici oligarchów w Polszcze, zakrzyknęli głośno: „veto!” dla nazwania rzeczy po imieniu. Jak można?!… Czy półtora miliona strat osobowych to nie ludobójstwo? Czyż nie wiadomo, że Generalissimus w Katyniu i na całej nieludzkiej ziemi pod kosę śmierci posłał to, co było najistotniejsze w narodzie, polską inteligencję?! Historycy jednoznacznie stwierdzają, że 17 września 1939 roku to był początek totalnej eksterminacji Polaków. Tak się zaczęła realizacja haniebnego i śmiercionośnego paktu Ribbentrop – Mołotow. Na sowiecko-hitlerowskiej mapie Europy Polski wtedy już nie było!
Dziś mamy gorzki skandal i wstyd, zasłanianie historycznej prawdy. Nie będzie w 70-lecie napaści od wschodu uchwały polskiego parlamentu na temat sowieckiego ludobójstwa dokonanego na żywym ciele naszej Ojczyzny. Ta od kilku dni trwająca awantura w sejmie (nie pierwsza przecież!) aż nadto dowodzi trwających skutków tamtego wyniszczenia. Wieku nie starczy, by odrodziła się rządząca i myśląca tkanka organizmu politycznego. Komu na tym zależy i jak ma na imię dzisiejsza targowica?

2009-09-15
KOCHANIE.
„Kocham Cię, Boże mój,
i moim jedynym pragnieniem jest kochać Cię
aż do ostatniego tchnienia mego życia.
Kocham Cię, o Boże nieskończenie godny miłości,
i wolałbym raczej umrzeć kochając Cię,
niż przeżyć jedną chwilę bez miłości do Ciebie.
Kocham Cię, o Boże mój, i pragnę nieba
jedynie dla szczęścia doskonałego kochania Ciebie.
Kocham Cię, o Boże mój,
i lękam się piekła jedynie dlatego, że nie ma w nim
tej słodkiej pociechy kochania Ciebie.
O Boże mój,
jeśli mój język nie jest w stanie mówić w każdej chwili, iż Cię kocham,
chcę, aby moje serce powtarzało Ci to za każdym moim oddechem.
Ach, uczyń mi łaskę cierpienia z miłości do Ciebie i kochania Cię w cierpieniu,
i spraw, bym oddał ducha kochając Cię i czując, że Cię kocham.
Im bliżej jestem mego końca, tym bardziej Cię błagam,
byś zwiększył i udoskonalił moją miłość.
I tak niech mi się stanie. Amen”.
Tak modlił się staruszek, wyniszczony trudami życia kapłańskiego, święty Jan Maria Vianney, od 1929 roku patron proboszczów. Gdy Benedykt XVI w czerwcu ogłaszał Rok Kapłański, jako patrona pokazał nam, nie tylko kapłanom, świętego Proboszcza z Ars. Pamiętam jak ruszyła fala komentarzy, zwykle pozytywnych, jednakże któregoś dnia ujrzałem w okienku telewizora trójkę mężczyzn rozmawiających o decyzji Ojca św. Kiedy dwaj świeccy wyrażali się z aplauzem o wyborze papieskim i o samej postaci francuskiego kapłana, działającego po huraganie szalonej rewolucji, trzeci dyskutant, młody ksiądz z łagodnie zaokrągloną buzią, sprzeciwił się, kończąc cała rozmowę: co to za patron, nie można było znaleźć kogoś współczesnego? Ja go nie znam! Wzruszył znacząco ramionami.
Pomyślałem wtedy, no to musisz pojechać do Ars. A póki co, młokosie duchowy, zacznij się modlić, jak św. Jan Maria Vianney.

2009-09-14
PODWYŻSZENIE.
Pozwól mi Panie
zanieść wysoko
do Nieba mój krzyż
Twoją chwałę
z godnością
z miłością
z radością
i cierpliwie

2009-09-11
WIERZĄCA TUBA.
W komunikacie do proboszczów ordynariusz kielecki, ks. bp Kazimierz Ryczan, zachęcił wiernych do zakupu cegiełek na rzecz sfinansowania pomnika ku czci ks. biskupa Czesława Kaczmarka, męczennika totalitaryzmu komunistycznego w Polsce. Jestem bardzo ciekawy, czy na wiosnę następnego roku, na uroczystości poświęcenia pomnika w Kielcach, zjawi się pan premier pierwszego po Okrągłym Stole rządu polskiego. W roku 1953 w pewnym zupełnie nowym tygodniku wrocławskim (rzekomo patriotycznym i rzekomo katolickim) pan Tadeusz Mazowiecki wyłuszczył tzw. katolikom postępowym, co doprowadziło do wyroku skazującego bpa Kaczmarka na 12 lat więzienia: „Wrogość wobec reformy rolnej, wrogość wobec unarodowienia przemysłu i wobec innych podstawowych osiągnięć społecznych Polski Ludowej(…)”, co w rezultacie „godziło zarówno w interes Państwa, jak i w dobro Kościoła i jego misję religijną w Polsce Ludowej”. [Tadeusz Mazowiecki, Wnioski, Wrocławski Tygodnik Katolicki”, nr 5, 27 IX 1953 r. s. 3-4]. Gdyby nie osobiste doświadczenia ze sprawiedliwością władzy ludowej w stanie wojennym, nie uwierzyłbym, że istnieć mogła taka „wierząca tuba ideologiczna” w Polsce.

2009-09-10
BOHATERSKI BISKUP.
Ucieszyłem się dziś, czytając o inicjatywie kieleckiego Klubu Inteligencji Katolickiej postawienia pomnika ku czci bpa Czesława Kaczmarka. Będzie to wysoki na dwa metry monument z brązu i wiosną przyszłego roku ma stanąć przed katedrą. Bliska mi jest ta bazylika kielecka, jak bliskie sercu mogą być lata dziecięce. Po wojnie mieszkałem tam niedaleko, na ul. Wesołej. Bliska mi jest także postać świętej pamięci bohaterskiego biskupa Kaczmarka, choć ta pamięć boleśnie dotyka lat 50- i 60-tych. Jako chłopak nie dawałem wiary temu, co pisały wtedy gazety o biskupie – zdrajcy i szpiegu amerykańskim. Później dowiedziałem się, że pokazowy proces sadu wojskowego był sfingowany, oskarżenia nieprawdziwe. Tak, ale nieludzkie tortury podczas przesłuchań biskupa Czesława były prawdziwe, a wyrok sądowy skazał go na 12 lat pozbawienia wolności. Sposób, w jaki ubecy starali się złamać psychikę biskupa katolickiego, był i pozostaje nadal tragicznym dowodem szatańskiej nienawiści komuny do Kościoła.
Śmierć bpa Kaczmarka była wynikiem zrujnowania zdrowia przez ubeckie tortury. Odszedł do domu Ojca w uroczystość Matki Bożej Częstochowskiej w 1963 roku. W swoim testamencie napisał: „Moim wrogom, którzy niesłusznie przydali mi tyle krzyża i cierpień, mimo wszystko przebaczam, starając się naśladować Chrystusa Miłosiernego, i dziękuję im za daną mi okazję przejścia przez próbę i czyściec na ziemi”.

2009-09-08
DUCH ASYŻU.
Na Rynku krakowskim dzisiejszego wieczoru Kongres „Ludzie i Religie” zakończył swą wielką, publiczną modlitwę apelem o pokój i dialog. Ogromny tłum wypełniający plac wokół Sukiennic słuchał w ciszy pięknych słów, które dają świadectwo marzeń dobrych ludzi w świecie najczęściej dziś pokazywanym od strony zła. Apel chce przemówić do ludzi żyjących tak, jakby Boga nie było. Oto fragment „Apelu o Pokój”:
„My, kobiety i mężczyźni z różnych religii, siedemdziesiąt lat od wybuchu drugiej wojny światowej, spotkaliśmy się w historycznym mieście Krakowie: by modlić się, prowadzić dialog, rozwijać humanizm pokoju. Oddajemy hołd pamięci Jana Pawła II, syna tej ziemi. Był on nauczycielem dialogu i niestrudzonym świadkiem świętości pokoju, potrafiącym ofiarować światu wizję w trudnych czasach: Ducha Asyżu. (…)
Nasze religijne tradycje, przez swoje odmienności, razem mówią z mocą, że świat bez ducha nigdy nie będzie ludzki. One pokazują drogę powrotu do Boga, który jest źródłem pokoju. Duch i dialog obdarzą ten zglobalizowany świat duszą! Świat bez dialogu pozostanie niewolnikiem nienawiści i strachu przed drugim człowiekiem. Religie nie chcą wojny i nie chcą, aby wykorzystywano je dla wojny. Mówienie o wojnie w imię Boga to bluźnierstwo. Żadna wojna nigdy nie jest święta. Ludzkość zawsze przegrywa, gdy wybiera przemoc i terror. Duch i dialog pokazują drogę, by żyć razem w pokoju. Zrozumieliśmy wyraźniej, że dialog uwalnia od strachu i od obojętności na drugiego człowieka. To wielka alternatywa dla wojny. Dialog nie osłabia niczyjej tożsamości i pozwala odkryć to, co najlepsze w nas i w innych. W dialogu nic nie zostaje utracone. Dialog tworzy lepszą historię, a starcie [terror] – przepaść. Dialog to sztuka współistnienia. Dialog to dar, jaki pragniemy złożyć XXI wiekowi. (…) Niech Bóg obdarzy cały świat, każdą kobietę i każdego mężczyznę cudownym darem pokoju!”

2009-09-06
WIELKA MODLITWA.
Dziś, w niedzielę, rozpoczął się w Krakowie pod przewodnictwem ks. kard. Stanisława Dziwisza i prof. Andrzeja Riccardi, szefa włoskiej Wspólnoty św. Idziego, Kongres dla Pokoju „Ludzie i Religie”. Królewski Kraków przez trzy dni będzie miejscem nie tylko poszukiwań intelektualnych i rozmów o pokoju w zglobalizowanym świecie, ale przede wszystkim będzie miejscem wielkiej modlitwy wznoszonej ku Niebu przez ludzi różnych religii. Przyjechało do Polski 1800 przedstawicieli różnych religii i wyznań, aby się modlić. Jest to kontynuacja wielkiej modlitwy ludzi ducha, których po raz pierwszy zwołał do Asyżu, miasta św. Franciszka, Jan Paweł II w 1986 roku. Od tamtego czasu Wspólnota św. Idziego, na prośbę Polskiego Papieża, rokrocznie gromadzi ludzi różnych religii na wspólną modlitwę. Dwadzieścia lat temu takie spotkanie odbyło się w Warszawie w 50-lecie wybuchu II wojny światowej, dziś w Krakowie. W modlitwie ludzi dobrej woli niech Duch Boży unosi się nad Polską i stąd niech okryje wszystkie lądy. „Ich głos [niech] się rozchodzi na całą ziemię i aż po krańce świata ich mowy”(Ps 19,5). Natomiast złego ducha, ducha wojny i terroryzmu, niech pochłonie piekło, by nie zagrażał już znękanej wielkim kryzysem ludzkości.

2009-09-01
WOJNA I NAWRÓCENIE.
Czy świat może obejść się bez wojny?… Cały XX wiek naznaczony był przemocą i cierpieniem, obroną i śmiercią, bohaterstwem i niewolą w częstych konfliktach wojennych. Po II wojnie światowej wydawało się, że już nikt nie będzie tęsknił do militarnych rozwiązań jakichkolwiek kłopotów na świecie. Ten najdłużej trwający międzynarodowy konflikt zbrojny pokazał światu z całą oczywistością tragiczne zło wojny. Wojna to nieszczęście człowieka. Każdego człowieka, nie tylko tych milionów ludzi, którzy cierpieli i stracili życie przed 70 laty. Aż strach pomyśleć o wiecznym losie tych, którzy wojnę uczynili źródłem swego bogactwa czy też zbierali na wojnie owoce ideologiczne i polityczne.
Dzisiejsze przemówienia szczególnych gości na Westerplatte, Angeli Merker z Berlina i Władimira Putina z Moskwy, każą domniemywać, że źródłem każdej wojny jest porażone przez szatana wnętrze człowieka, to stamtąd wychodzą agresywne pomysły i ataki. Chrystus dokładnie to zobrazował w swym nauczaniu: „Z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym”(Mk 7,21-23). Ze strony agresora zachodniego usłyszeliśmy wyznanie winy dopiero po 70-ciu latach! Słowa pani kanclerz Niemiec ucieszyły Polaków zwłaszcza tych, którzy pamiętają ciągłą modlitwę od roku 1965 i wyciągniętą do zgody w imię Jezusa Chrystusa dłoń episkopatu Polski. Ze strony agresora ze wschodu, uderzającego nożem w plecy, widać jedynie tę samą ścieżkę rozeznania moralnego, co przed 70-ciu laty. Chyba wielu ludzi dziś zrozumiało, że trzeba modlić się o nawrócenie Rosji. Trzeba modlitwą wspomagać duchownych, którzy ciężko pracują w winnicy Pańskiej przed i za Uralem. Wnętrza ludzi władzy wywłaszczone z wiary i wartości nadprzyrodzonych nie pozostają przecież niezamieszkałe. Gdzie nie ma światła, tam zalega ciemność.

2009-08-31
PAMIĘĆ NIEELEGANCKA.
Pierwszy przewodniczący „Solidarności” dziś również – jak przed rokiem – składał kwiaty pod pomnikiem stoczniowców w otoczeniu dziatwy szkolnej, w oderwaniu od robotników, którzy przecież, zagrożeni utratą pracy, cierpią bez szansy na normalne, przyzwoite życie. W eleganckim garniturze z bukietem w ręku i z dumnie podniesioną głową szedł zupełnie nieelegancko, samotnie, emeryt „Solidarności”. Natomiast rzesze członków „Solidarności” zaniosły po południu do kościoła św. Brygidy wspólną modlitwę błagalną do Boga i pamięć o słowach Jana Pawła II usłyszanych na Zaspie w Gdańsku 12 czerwca 1987 roku: „Jeden drugiego brzemiona noście(…) Solidarność – to znaczy: jeden i drugi, a skoro brzemię, to brzemię niesione razem, we wspólnocie. A więc nigdy: jeden przeciw drugiemu”.Niestety, pana Lecha Wałęsy na tej Mszy św. nie było. Smutno mi dziś, w 29. rocznicę podpisania Porozumień Sierpniowych. Przychodzą mi na pamięć słowa ks. Józefa Tischnera: „Solidarność sumień jest ruchem etycznym, którego podstawową zasadą jest w i e r n o ś ć : bądźmy sobie wierni. Bądźmy wierni sobie, na przekór donosicielstwu, na przekór zapieraniu się siebie nawzajem (…) Wierność powstaje i rośnie tam, gdzie panuje jasność. W ciemności wszystko staje się podejrzane. Człowiek musi wiedzieć, z kim ma do czynienia i o jakie sprawy chodzi. Musi być gotowy pokazać siebie w całej prawdzie”.

2009-08-30
KONIEC WOJNY.
Kończy się sierpień, jest upalnie jak przed siedemdziesięciu laty, wspominają najstarsi świadkowie tamtego końca lata. Dużo mówi się dziś w Polsce i w Niemczech o rocznicy wybuchu II wojny światowej. Jest powszechna zgodność co do początku wojny, ale o dacie końca tej katastrofy pewności nie ma. Bardzo ciekawe wspomnienia snuje na ten temat kard. Georg Sterzinsky, metropolita Berlina: „Pamiętam jak Jan Paweł II przybył do Berlina w 1996 r. Leciałem z nim w helikopterze i przelatywaliśmy nad Bramą Brandenburską. Wtedy papież z dużą dozą emocji powiedział: ‘Teraz wiem, że skończyła się II wojna światowa’. Na początku nie pojąłem jego słów. Jak to, koniec wojny w 1996 r., kiedy to już była zamierzchła przeszłość? Ale później zrozumiałem, że spojrzał na naszą historię, na Berlin, który był stolicą dwóch dyktatur, które upadły, a po ponad 40 latach Niemcy zjednoczyły się i dopiero wtedy skończyła się wojna. Później papież przeszedł przez Bramę Brandenburską i to miało dla nas wielkie znaczenie symboliczne”. Oby Brama Brandenburska już nigdy nie otwierała czołgom niemieckim drogi na Polskę.

2009-08-24
EPIGONI.
Wietnamski reżym komunistyczny nie umie w swej polityce religijnej znaleźć własnej drogi. Powiela w odnoszeniu się do ludzi Kościoła drogę, którą komuniści polscy przeszli i doszli do samounicestwienia się. Widać wyraźnie, że dla komuny, gdziekolwiek by nie była, historia nie jest nauczycielką życia. Potwierdza to polityka rządzących także w Republice Konga w Afryce, czy na Kubie. Prześladowanie Kościoła i niszczenie jego struktur organizacyjnych stosowane jest niezmiennie mimo wyraźnych pozytywnych skutków działalności duszpasterskiej Kościoła wśród wiernych. Bezbożna ideologia przesłania widzenie prawdy i tym samym tamuje rozwój społeczny w kraju. Z drugiej strony trudno się dziwić komunistom- nieukom, bo gdyby chcieli zmądrzeć, musieliby dokonać swoistego harakiri. Nie dziwi nas również niedawna propagandowa zapowiedź wizyty prezydenta Wietnamu w Watykanie, co z kolei budzi nadzieję katolików na przyjazd Ojca św. do Wietnamu. Czyż tak nie było w Polsce? Ale Polacy pamiętają, że Ewangelia głoszona przez Jana Pawła II doprowadziła do publicznego wyprowadzenia sztandaru PZPR ze sceny i zniknięcia partii z krajobrazu nadwiślańskiego. Warto o tym mówić chociażby dla edukacji młodego pokolenia, które nie chce wierzyć, że takie epigońskie nonsensy polityczne – jak w Wietnamie, Kongu czy na Kubie – mogły się zdarzyć wcześniej na polskiej ziemi.

2009-08-21

NIEDZIELNE WĘDROWANIE.

Pojawiło się w naszej prasie nowe (nie dla Anglików) słowo „churching”. Brzydkie słowo, a jego treść jeszcze okropniejsza: wędrowanie po kościołach. Zjawisko nie jest nowe. Od dawien dawna istnieje w Polsce tradycja, zwłaszcza w wielkim mieście, odwiedzania grobu Pańskiego w Wielki Piątek i nazajutrz. Ta tradycja wpisana jest w nurt modlitewny Wielkiego Tygodnia, jest syceniem duszy obrazami ceny, jaką zapłacił Syn Boży dla naszego zbawienia.

Obecne zjawisko niedzielnej wędrówki ludu parafialnego po kościołach w poszukiwaniu „dobrego kaznodziei” najwyraźniej jest „wielką przegraną” idei soborowej o integracyjnej roli parafii w życiu Kościoła. To nie jest poprawny wyraz wolności religijnej i korzystania z prawa wyboru. Ta nowa moda jest pogonią za niezwykłościami, estetycznymi wrażeniami, czy sensacjami. Słyszałem kiedyś po Mszy św. opinię o nowym kaznodziei przybyłym po studiach zagranicznych: „Jest świetny, dał popalić dzisiaj biskupom. Ten to nikogo się nie boi”. Msza św. jest zupełnie czymś innym. Centralną osobą jest Jezus Chrystus, a nie kaznodzieja. I nie kazanie jest najważniejsze. Udział w niedzielnej Eucharystii (jako istotnym obowiązku miłowania Boga) jest uczestniczeniem w ZBAWCZEJ OFIERZE Mistycznego Ciała Chrystusowego. Potrzebne jest tu także poczucie przynależności do konkretnej wspólnoty wiernych. Oczywiście, że to wspaniale, gdy kaznodzieja jest inteligentny i z talentem, estetyka dla ucha jest ważna, ale najważniejsze podczas każdego kazania jest usłyszenie w duszy przemawiającego Boga. A Bóg potrafi przemówić nawet przez oślicę Balaama (Lb 22,28).

Churching niedzielny bardzo często sprowadza Mszę św. do jednego, wcale nie najważniejszego, punktu w rekreacyjnym programie rodzinnym. Dla miłości Pana Boga to za mało.

2009-08-20

DLACZEGO.

Dziś rano szlochałem. Doprawdy, nie wiem, dlaczego. Kładąc się spać przed północą, nie połknąłem maleńkiej tabletki stilnoxu. Czułem wielkie zmęczenie i pomyślałem: i tak zasnę. Z trudem udało mi się. Śniłem koszmar. Byłem gdzieś umówiony z jakąś grupą młodzieży na spotkanie modlitewne. Nie mogłem trafić do kościoła, po drodze dopadł mnie ulewny deszcz. Nagle znalazłem się przed fasadą wielkiego gotyckiego kościoła. Zbliżyłem się. Nie, to nie był kościół, to były wysokie, spiczaste skały i, gdy patrzyłem w górę, zaczęły z nich niebezpiecznie spadać kamienie, jakieś odłamki. Zacząłem dłońmi wyłapywać je i krzyczałem do młodych, by nie podchodzili. Nie zbliżajcie się! Chrońcie się! Stali bez słowa w strugach deszczu. Wreszcie otwarły się drzwi (w tej skale?). W mrocznym wnętrzu stali młodzi, twarze obce. Miałem odprawiać z nimi Mszę św., a tu nic nieprzygotowane, nawet nie widzę ołtarza. Ministranci ubrani w czerwone togi zdają się mnie nie zauważać. W panice zacząłem rozglądać się szukając wejścia do zakrystii, nie widzę, wszędzie tylko ławki i ławki kościelne. Stoję ogarnięty niemocą. Czuję ciężki lęk, który wlewa się we mnie jak w jakąś formę od stóp do głowy.

Przebudziłem się. W pokoju było ciemno, na zegarku świeciła godzina pół do drugiej. Jęknąłem. Byłem cały obolały, nie mogłem ruszyć ramionami, obojczyk dokuczał przy każdej próbie ruchu, kark obłożony bólem, między łopatkami jakby bolesne gniazdo, lewa dłoń i obie stopy zmrowione. Ciało moje oblewało się na przemian to zimnym, to gorącym potem. Leżałem nieruchomo długi czas, zasypiając i budząc się kilkakrotnie. O szóstej ból zelżał. Musiałem wstać i przygotować się do koncelebry. Po kilku próbach udało mi się wreszcie podnieść z pościeli i wtedy właśnie ja, stary koń, zapłakałem cichym szlochem. Pisząc te słowa, pytam się: dlaczego? – Czy z bólu? – Przecież już wyciszał się i miałem tabletki tramadolu na podorędziu. – Czy nad tym koszmarnym snem? – Przecież nie rozczytywałem jego znaczenia, bo się na tym nie znam. – Czy może nad swym tak ostro uświadomionym losem? – Przecież mężczyźni nie płaczą… O godzinie siódmej, wychodząc do Mszy św., powtarzałem – patrząc na obraz – Jezu, ufam Tobie!

2009-08-15

NIESŁYCHANE ZJAWISKO.

Pod wałami Jasnej Góry tysiące pielgrzymów! Tych, co dziś wybrali się na uroczystą sumę i tych, co już kilka czy kilkanaście dni wędrowali do Królowej Polski Wniebowziętej. Istne oblężenie! W sumie od końca maja do połowy sierpnia pielgrzymowało w naszym kraju blisko 200 tysięcy rodaków w 154 pielgrzymkach z różnych stron kraju, pieszo, rowerami, na koniach i na rolkach. Są pielgrzymki niepełnosprawnych. Bardzo duża ilość młodzieży. Najdalsze pielgrzymowanie wymagało pokonania ponad 600 kilometrów, wędrowanie trwało nieraz 19 i więcej dni. Niesłychane zjawisko religijne w skali światowej!

Lud „nieboży” widzi w tym tylko biznes turystyczno-rozrywkowo-wakacyjny. Oczy tych ludzi są zamknięte na piękno duchowe porywające serca wierzących i pociągające do sanktuarium narodowego. Dziś Prymas Polski, ks. kard. Józef Glemp, podczas pontyfikalnej sumy na szczycie jasnogórskim powiedział o tych „nowoczesnych” Polakach: ,,Wyciszyło się stwierdzenie, że Boga nie ma, przeciwnie rozpowszechnia się przekonanie, że bogami jesteśmy my, my, którzy rządzimy mediami, którzy piastujemy urzędy, którzy zapewniamy rozrywkę. Nowi bogowie mogą stanowić normy moralne według swego uznania i zachcianek i mogą potępiać to, co jest niewygodne, mogą nagradzać głupotę, wydawać niesprawiedliwe wyroki, ośmieszać to, co święte. (…) Taki stan rzeczy sprawia, że wierzący człowiek zaczyna się wstydzić i dziwić swojej normalności”. Ten wątek swego kazania ks. Prymas uwieńczył wezwaniem do obrony wiary i do obrony rozumu.

2009-08-12

ŚWIATŁO NA ŚCIEŻCE.

Zatelefonowała dziś Ewa, często rozmawiamy w ten sposób, bo Ewa jest ciężko chora, nie rusza się z domu. Zwykle nasze tematy krążą wokół Pana Boga i życia wiecznego. Wygląda to tak, jakbyśmy chcieli rzucić sobie choć odrobinę światła na ścieżkę do śmierci, a raczej poza nią. Jak tam jest, jak wygląda „bezprzestrzeń” tuż za bramą czasu? Można by pomyśleć sobie, że to zwykła ciekawość, czy też ćwiczenia z wyobraźni, gdyby nie pod podszewką pytań ukrywająca się podejrzana niepewność. Podejrzana, bo przecież wszystko (lub bardzo dużo) wiemy od Chrystusa, a jednak niepewność siedzi w nas i pasie lęk wewnętrzny, czy też żywi się naszym strachem wobec śmierci. Ewie się nie dziwię, ani sobie, ani nikomu, bo pamiętam mój wielkopostny strach ściskający duszę po pierwszej chemioterapii, która powaliła mnie aż do zupełnej bezsiły. Sądzę, że to była Jezusowa „nauczka”. Wielkanoc bowiem, pięknie w ciszy i modlitwie, przyniosła mi łaskę stopniowego powrotu do sił fizycznych i duchowych. Pewność obecności żyjącego Jezusa rozpoczęła swe umacnianie przez przychodzące wiadomości, że wielu (i codziennie coraz więcej) ludzi modli się o moje uzdrowienie. A potem było zdjęcie rentgenowskie pokazujące wyraźnie, że guz na płucu się zmniejszył. Co będzie dalej? – Nie wiem, ale codziennie wielokrotnie zwracam się sercem ku Zmartwychwstałemu i mówię: „Jezu, ufam Tobie”. O co się modlę w ten sposób? O wyzdrowienie? Tak, ale przede wszystkim o to, bym już nigdy nie poddał się strachowi przed śmiercią. O tym powiedziałem Ewie i obiecała mi, że będzie często powtarzać to wezwanie: „Jezu, ufam Tobie”. To na pewno jest dobre światło rzucone na naszą ścieżkę.

2009-08-09

PRZEMIENIENIE.

Niedziela, ale też dzień pamięci o żydowskiej wrocławiance, Edycie Stein, przemienionej w siostrę karmelitankę, Benedyktę od Krzyża. Jej przemienienia dokonał Bóg, po wielu latach niewiary, na Taborze Chrystusowej łaski. Niestety, źli ludzie wojny zamordowali ją (z tysiącami innych) w Auschwitz. Naziści nic nie zostawili z jej ciała. Bóg natomiast zachował dla nas jej przebóstwiony blask. Jej wiara umocniona łaską Chrztu św. zaowocowała męczeńskim „wniebowejściem”. Kościół zauważył ten blask i zatrzymał na ziemi.

Czytając „Beskidzkie rekolekcje”, zauważam, iż spora część tego pamiętnika mówi o wierze, którą uratował od wyschnięcia i zapaści młody spowiednik krakowski, ks. Karol Wojtyła. Nie ma tu mowy o męczeńskiej śmierci, ale przyglądając się upartej walce modlitewnej o zachowanie łaski Bożej, i widząc zmaganie się z cierpieniem poprzez zapełnianie czasu nieustanną pracą dla innych, trzeba przywołać na pamięć Norwidowe pojęcie „białego męczeństwa”.

2009-08-08

POJMOWANIE.

Czytam codziennie „Beskidzkie rekolekcje” i codziennie targają mną różne uczucia. Najpierw były to uczucia pełne złości i goryczy wobec opinii komentatorów prasowych czy internetowych na temat książki, jej autorki i „adresata” tych zapisów myśli i stanów uczuciowych. Z każdą następną przeczytaną stronicą umacniała się we mnie pewność, że większość wypowiadających się nie czytała książki, a bzdury wypisywane na temat niemożliwości istnienia czystej, duchowej przyjaźni między księdzem a kobietą są świadectwem ignorancji na temat życia duchowego, a często także obrazują brudną wyobraźnię czy nawet uwikłanie seksualne autorów. Na szacunek zasługują ci komentatorzy, którzy „Rekolekcje…” szczerym sercem pojęli jako najtajniejsze wyznania „Dusi” prowadzonej twórczą myślą „Brata” drogami doskonałości chrześcijańskiej. Dla wielu pań, które znają Wandę Półtawską, ta książka jest odkryciem i radosną niespodzianką. Książka jest gruba i wielowątkowa. Na początku wyzwalała we mnie, czasami aż bolesne, współczucie, gdy towarzyszyłem sercem Autorce w jej cierpieniu i poszukiwaniach sensu tak uporczywego i dotkliwego bólu. Jej lęk przed śmiercią był mi bliski, ale musiałem siebie skarcić: tyś aż tak nie cierpiał, a w jękach samotnych szukałeś ulgi. Człowiek jest mądralą, gdy śmierć jeszcze daleko, ale gdy stanie we drzwiach, bohaterstwo umyka kroplami spoconego strachu.

2009-08-05

PO LATACH.

Odprawiałem dziś, dokładnie w 29. rocznicę śmierci, Mszę św. w intencji śp. ks. Modesta Gajewskiego, mego pierwszego proboszcza, który po wojnie cały czas służył parafianom w Kudowie Zdroju. Wtedy była to jedna wielka parafia. Dziś celebrowałem w nowym kościele wybudowanym przez ks. Jana Odziomka, młodego proboszcza po podziale parafii. Świątynia piękna, funkcjonalna, pachnąca świeżością kwiatów i słońca promieniami. Pełen kościół ludzi, a wśród nich wiele dawnych moich uczniów i uczennic. Oni mnie rozpoznali, przyszli z kwiatami. Było niemałe wzruszenie, choć ja przecież nie rozpoznawałem ich dojrzałych twarzy sprzed czterdziestu kilku lat. Po Mszy był wieczór poetycki, czytałem wiersze z tomików „Antyfony jesienne” i „Rozważanie drzewa figowego”. Dziś w kalendarzu liturgicznym jest wspomnienie Matki Bożej Śnieżnej i choć nie spadł cudownie ongiś zesłany przez Maryję w Rzymie śnieg, to jednak ten wieczór uważam za bardzo udany. Cisza przejmująca wśród słuchaczy i na końcu brawa na stojąco aż nadto były tego wyrazem. Musiałem oddać cześć młodemu proboszczowi za moje niedowiarstwo, gdy wcześniej zapowiadał wielką frekwencję.

 

2009-08-01

KARYGODNY BRAK.

Podczas Mszy św. w wigilię 65. rocznicy Powstania Warszawskiego abp Kazimierz Nycz odniósł się do dzisiejszych opinii i osądów tamtego zrywu wolnościowego w okupowanej przez wojska niemieckie Warszawie. „Stosunek do Powstania, do tamtych ponad 200 000 ludzi (przeważnie młodych), którzy oddali życie, wypowiadane przez nas sądy, zarówno ich treść jak i forma, osądzają tak naprawdę nas samych – przede wszystkim pokazują, czy jesteśmy „uczestnikami” czy też wyłącznie „widzami” i „krytykami”. Czy jesteśmy otwarci na kształtowanie naszego systemu wartości, czy też tamte wydarzenia wykorzystujemy tylko do naszych dzisiejszych korzyści i interesów”.

Kaznodzieja przytoczył, jako świadectwo wiary żołnierza z tamtych dni, decyzję generała Antoniego Chruściela: „Polecam wprowadzenie w oddziałach jednolitych modlitw porannych i wieczornych w następującej formie. Rano po pobudce: Ojcze nasz, Zdrowaś Mario, Wierzę i pieśń «Kiedy ranne…». Wieczorem przy apelu: Anioł Pański z trzykrotnym «Wieczny odpoczynek» za poległych i pieśń «Wszystkie nasze dzienne sprawy». Wszędzie, gdzie to możliwe dzięki przywilejom udzielonym przez Stolicę Świętą kapelani udostępnią wysłuchanie Mszy św. w niedzielę”.

Z całą pewnością dzisiejsza tzw. opinia publiczna okrzyknęłaby tego generała zacofańcem z ciemnogrodu i oskarżyła go o karygodny brak tolerancji.

2009-07-31

NIEMIECKA KRONIKA.

Znalazłem w kudowskiej księgarni „Kronikę dni oblężenia” ks. Paula Peikerta. Poruszająca lektura. Jest to już trzecie wydanie w języku polskim zapisków wrocławskiego proboszcza parafii św. Maurycego w okresie od 22 stycznia do 6 maja 1945 roku. Niemiecki ksiądz pozostał we Wrocławiu, aby nieść posługę duchową parafianom, uciekinierom i żołnierzom podczas tworzenia przez hitlerowskich nazistów Festung Breslau.  Z zapisków wyłania się straszny obraz tego, co działo się wtedy w rządzonym przez partię NSDAP Wrocławiu. „Przez miasto przeciągały nieskończone kolumny przymusowo ewakuowanych rodaków. (…) Ewakuację przeprowadza Waffen-SS z niesłychanym terrorem i cynizmem. (…) To już nie obrońcy ojczyzny i kraju rodzinnego; uczyniono z nich zbrodniarzy na szkodę własnego narodu. Są dziełem Hitlera, który zagłuszył w tych ludziach, zdolnych do wszystkiego, wszelki głos sumienia. (…) Wstrząsające sceny rozgrywają się na ulicach. (…) Zaledwie domy opustoszeją, przystępują do dzieła oddziały podpalaczy, którzy podkładają ogień. (…) W istny szał niszczenia wpadli Niemcy, bo rząd postradawszy zmysły rzuca hasło: zwycięstwo albo zagłada. (…) Oto agonia narodu, który chciał wykreślić Boga i jego prawa, a człowieka uczynił bożyszczem”.

2009-07-27

PO ŚLADACH.

Kudowa Zdrój, tutaj rozpoczynam dziś urlop wypoczynkowy, na który otrzymałem pozwolenie od mojego lekarza T. Jest piękna, słoneczna pogoda. Okno mej celi otwiera się na park zdrojowy, wszędzie bujna zieloność. Pierwszy raz przybyłem do Kudowy przed 45-ciu laty z dekretem kurialnym w kieszeni. Pracowałem tu jako wikariusz przez dwa pierwsze lata kapłańskie. Pamiętam słowa, jakimi przywitał mnie na progu plebanii ks. proboszcz Modest Gajewski. Ze zdziwieniem wykrzyknął: „Och, jaki chudy”! Uśmialiśmy się obaj. Przy kolacji pocieszył mnie: „Każdy wikary, odchodząc stąd, wygląda znacznie lepiej. W Kudowie jest dobre powietrze”. Istotnie tak było, chociaż po dwóch latach do otyłych jeszcze nie należałem. Spacerowałem dziś główną aleją parkową tak, jakbym nigdy stąd nie wyjeżdżał. Wszystko takie znajome, bliskie, a jednocześnie dziwnie nowe, odrestaurowane, bardziej zadbane. I ludzie jakby ci sami, a jednak przy zbliżeniu to nie byli ci i zupełnie mnie nie poznawali – dziwiłem się. Popatrz w lustro, powiedziałem sobie, tak to prawda, oni mogliby być wnukami tamtych, z którymi się tu spotykałem… Chodziłem po dawnych śladach. Było mi bardzo przykro. Są momenty, w których starość jest za bliska i nie na rękę. Zatęskniłem za Kudową sprzed prawie półwiecza, to była moja pierwsza miłość duszpasterska.

2009-07-23

W SZPITALU.

Rano miałem telefon ze szpitala w centrum miasta. Długo płynęła ze słuchawki opowieść o chorowaniu. Jest wielki upał, w salach duchota nie do wytrzymania. W przepełnionych salach i na korytarzach leżą stare kobiety z wyrazem cierpienia na twarzy. Niektóre cicho pojękują, inne głośniej próbują dochodzić swoich praw pacjentek. Pewna bezsilna staruszka chciałaby wyjść do WC, robi nadludzkie wysiłki, by podnieść się z pościeli, zsuwa się na brzeg łóżka i, niestety, bezsilna pada na podłogę. Sąsiadka naciska guzik alarmowy. Przybiega pielęgniarka, nie ma sił, by podnieść ciężką pacjentkę. Biegnie po pomoc, trochę czasu schodzi, znalazł się mężczyzna, noszowy, ktoś inny poszedł po wózek dla chorej. Potrzebny jest lekarz, by zbadać, czy chora nie zrobiła sobie jakiejś krzywdy tym upadkiem. Lekarz zajęty, przychodzi po jakiejś chwili, a babcia jęczy i wskazuje na WC… Po południu odwiedza mnie B. Była dziś w szpitalu, chciała odwiedzić chorą znajomą. Szukała po wszystkich salach i nie znalazła. Wreszcie w recepcji pielęgniarka powiadomiła ją, że pacjentka została rano wypisana ze szpitala, Jak to? – pyta zdziwiona – bez uprzedzenia? No tak, miała dostać jeszcze porcję krwi, ale krwi nie ma, więc wypisano ją, po co ma zajmować łóżko…

W TVP tymczasem pani minister mówi gładko o reformie służby zdrowia. Rząd nad nią pracuje (od zawsze!) i pacjenci są bezpieczni. Dla kogo ten rząd pracuje? Pacjenci przecież nie są bezpieczni. Wielki nieuprawiany ugór rozciąga się między górą partyjno-rządową a dołami społecznymi w naszym państwie prawa (niereformowalnego).

2009-07-22

SPRAWDZANIE.

Andrzej Wiszniewski telefonuje prawie codziennie wieczorem i pyta: „powiedz, jak ty się czujesz?”. Odpowiadam niezmiennie (albo prawie niezmiennie): „dobrze, chociaż…”. Nie jest lekarzem (jest zwyczajnym profesorem) i nie chodzi mu o jakieś rozpoznanie diagnostyczne, jest wiernym przyjacielem i pragnie w ciszę wieczornej samotności wrzucić kroplę życzliwej obecności i troski. Czasem zdarza mu się wrzucić większy ładunek emocji, np.: „Byłem dziś w „Solidarności” na Politechnice i wszyscy pytali o ciebie… Nie masz pojęcia, ile tam masz przyjaznych dusz. Pytają o twoje zdrowie, troszczą się”. Z całą pewnością jest to miłe zapełnienie mych wieczornych myśli i uczuć wieloosobowym duchem życzliwości. Pamięć przywodzi wspomnienia wielu dobrych spotkań i rozmów. Ale nie tylko pamięć. Od kiedy celebruję już samodzielnie (choć nie bez drżenia, czy zdołam dokończyć) Eucharystię, wśród uczestników spostrzegam dawnych studentów „czwórkowiczów”, którzy obserwują i sprawdzają, jak się czuję. Czasami uda się nam porozmawiać ciekawie w cieple zachodzącego słońca. Ot, zwykły (i niezwykły!) obrazek z krajobrazu kapłańskiej starości…

 

2009-07-18
MIAŁ ODWAGĘ.
W Oxfordzie wczoraj zmarł w wieku 82 lat polski filozof Leszek Kołakowski. Wśród wielu tekstów w prasie na temat Zmarłego znalazłem krótką i sumującą wypowiedź niemieckiego filozofa, prof. Gesine Schwana: „W Leszku Kołakowskim fascynowała mnie przemiana, która się w nim dokonała. Z zaangażowanego marksisty stał się krytykiem systemu komunistycznego. Niezwykle ciekawe były też jego poglądy na religię. Był niesłychanie uduchowionym człowiekiem o potężnej wiedzy na temat etyki i polityki, ale też doskonale obeznanym z europejską filozofią. Europie pozostawił swój rozrachunek z marksizmem, a także swoje rozmyślania nad religią”. Odszedł do Wieczności człowiek, który na pytania dotyczące najistotniejszych spraw ludzkiego życia miał odwagę odpowiadać „nie wiadomo”. Leszek Kołakowski z pewnością zwycięsko potwierdził swoją ziemską opinię na temat żywej wiary chrześcijańskiej: „Kościół chrześcijański szczyci się imponującą galerią wielkich mistyków, których słusznie uważa za najjaśniejsze gwiazdy na swoim duchowym firmamencie, poczynając od samego św. Pawła, najbardziej czczonego patrona chrześcijańskich mistyków”.

2009-07-16
JEDNOZNACZNOŚĆ.
Rzecznik Praw Obywatelskich Janusz Kochanowski poprosił wczoraj panią prezydent Warszawy Hannę Gronkiewicz-Waltz, praktykującą przecież katoliczkę, o wyjaśnienie głośnej i budzącej ostry sprzeciw środowisk katolickich w Polsce sprawy pozwolenia na koncert piosenkarki Madonny 15 sierpnia w Warszawie. Przecież „Już sam pseudonim, ale także sposób zachowania się, tak na scenie, jak i poza sceną, tej piosenkarki jest dla wielu osób prowokacyjny. Organizowanie w Warszawie koncertu w dniu święta Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny budzi poważny sprzeciw i niesmak”. Data tego koncertu – właśnie w Polsce – jest bezczelną prowokacją antykatolicką, a w efekcie ma przynieść organizatorom wzrost wpływów ze sprzedaży biletów. Organizatorzy, oczywiście, powołują się na konstytucyjne prawo do wolności. To zasłanianie się prawem zamyka wielu katolikom usta. Milczą, choć mają obowiązek publicznej obrony czci dla kultu Najświętszej Maryi Panny. Dlatego cieszę się z jednoznacznego stanowiska Rzecznika Praw Obywatelskich, który pisze w swoim liście: „Nie jest, w moim przekonaniu, żadnym usprawiedliwieniem odwoływanie się w tej sprawie do konstytucyjnych wolności wyrażania poglądów, swobody działalności twórczej, wolności sumienia i religii. Są granice, których w imię tej wolności przekraczać nie należy. Do nich zaliczyć trzeba konstytucyjną zasadę nakazującą poszanowanie praw innych osób, w tym ich uczuć religijnych. Prowokacja artystyczna, jak to określają niektórzy obserwatorzy wydarzeń kulturalnych, mająca na celu zwiększenie zainteresowania koncertem, ma swoje granice wyznaczone sferą wolności i praw innych osób”. Jestem bardzo ciekaw, jakie stanowisko zajmie pani prezydent stołecznego miasta Warszawy, bez której woli nie zostałaby wydana zgoda na ten koncert.

2009-07-11
KRWAWA NIEDZIELA.
Dziś mija 66. rocznica mordu Polaków przez ukraińskich nacjonalistów na Wołyniu. W 167 miejscowościach (jak wynika z najnowszych tragicznych odkryć Kresowiaków) sąsiedzi ukraińscy zaatakowali sąsiadów polskich (zamordowano wtedy blisko 150 tysięcy Polaków). Jak to się stało? Przecież do tej pory te sąsiadujące rodziny żyły ze sobą w zgodzie. Jaki demon sprawił, że w niedzielę, gdy polskie rodziny modliły się w kościele, mężczyźni ukraińscy wrzucali do świątyni granaty, strzelali z karabinów, a wreszcie podpalili pełen ludzi kościół. Jak to się stało, że dorastający greckokatoliccy synowie razem ze swymi ojcami ruszyli na tę krwawą, sąsiedzką rzeź?… Diabeł nienawiści zawsze działa tak samo. Trzeba przypomnieć sobie, co zrobił z Żydami na zachód od nas w „noc kryształową” (9/10 listopada 1938). Dodać należy dla sprawiedliwej pamięci, że na Wołyniu wielu Ukraińców pomagało Polakom podczas tego pogromu i że wielu z nich za to zostało przez UPA srogo ukaranych. Potrzeba modlitwy, dużo gorącej modlitwy. Pikietowanie konsulatów ukraińskich to za mało. Dlatego dobrze się dzieje, że dziś i jutro w wielu miastach polskich, a także w Łucku, modlą się i modlić się będą katolicy na Mszach św., aby przyjść z pomocą duszom czyśćcowym ludzi zamordowanych. Modlić się także trzeba za dusze morderców. I jeszcze jedna intencja domaga się modlitwy: aby nigdy nie obudził się demon nienawiści w nowych pokoleniach.

2009-07-09
NOWA ENCYKLIKA.
Nowa encyklika, podpisana przez Ojca św. Benedykta XVI w Uroczystość świętych Apostołów Piotra i Pawła 29 czerwca, a ogłoszona przed dwoma dniami 7 lipca, pięknie się zaczyna: „Caritas in Veritate”. Taki też jest tytuł. A podtytuł określający jej temat brzmi: „O integralnym rozwoju ludzkim w miłości i prawdzie”. O miłości również mówiła pierwsza encyklika nowego papieża „Deus caritas est”, wydana w pierwszym roku jego pontyfikatu na Boże Narodzenie 2005r. Wtedy Ojciec św. mówił o twórczym źródle życia chrześcijańskiego, jakim jest Miłość Boża i które jest fundamentem codziennego odnoszenia się wzajemnego chrześcijan. Ta pierwsza encyklika Benedykta XVI była jakby jego duchową wizytówką, odkrywała jego wnętrze, pokazywała jego wielką duchową wrażliwość na centralną osobę chrześcijaństwa, Jezusa Chrystusa, Boga-człowieka, którego nie sposób nie kochać, gdyż On pierwszy nas umiłował. Obecna, trzecia z kolei, encyklika ma swoją aktualną motywację społeczną. Powstała jako odpowiedź na zaistniały na całym globie kryzys ekonomiczny. Papież wybrał datę jej ogłoszenia, niejako dedykując ją szefom najbogatszych państw zebranym na konferencji G8 w Aquili we Włoszech. Najbogatsi ludzie świata zebrali się, aby obradować nad światowym kryzysem gospodarczym. Ojciec św. już wcześniej apelował do najbogatszych, aby zwrócili uwagę na najbiedniejsze kraje, gdzie ludzie po prostu głodują. O reakcjach bogaczy na kryzys powiedział, że ratują swe banki przed upadłością, a tymczasem najcięższe skutki kryzysu odczuwają mieszkańcy najbiedniejszych krajów. W tej niesprawiedliwości i zapaści gospodarczej Benedykt XVI proponuje ekonomistom spojrzenie przez pryzmat nauki katolickiej na sprawy społeczne. Ekonomia bez etyki i moralności staje się nieszczęściem ludzi.

2009-07-01
POŁAJANKA.
Upadł mój szacunek dla Amnesty International, i to nie za to, że zganiła Polskę, ale za to, że zganiła za obronę życia poczętego, choć jeszcze nienarodzonego. Jak można w prawdzie bronić ludzkiej wolności, godności życia, jak można piętnować stosowanie przez reżimy tortur na więźniach, zwłaszcza politycznych, jak można bronić różnych wartości humanistycznych, a jednocześnie łajać państwo demokratyczne za obronę życia dzieci nienarodzonych?! Smutek mnie ogarnia, gdy sobie pomyślę, że tak ważne gremium międzynarodowe gromadzi ludzi nieświadomych współczesnej, szeroko rozpowszechnionej w świecie, myśli filozoficznej, która – posługując się danymi nauk empirycznych – dowodzi, że życie człowieka zaczyna się od poczęcia. Zrozumiem myślącego, choć bez łaski wiary, człowieka, który odrzuca Ewangelię wskazującą na wagę poczęcia Jezusa, ale nie mogę zrozumieć tego, kto jest ślepy wobec logicznych wymogów prawa naturalnego. Przecież fakt niewidoczności biologicznego początku człowieka (ukrytego w łonie matki) nie może usprawiedliwić arbitralnego dobierania sobie punktu początkowego życia celem usprawiedliwienia prawa do zabijania człowieka niewygodnego czy niechcianego, prawa do aborcji.

2009-06-29
HERBACIANE RÓŻE.
Od wielu lat dzisiejsza uroczystość Świętych Apostołów Piotra i Pawła nie jest „świętem obowiązującym”, jednak na Mszę św. przychodzi o wiele więcej wiernych niż na co dzień. Czuje się wyraźną potrzebę serca u modlących się. Dla mnie dzień dzisiejszy to 45. rocznica Mszy św. prymicyjnej. Celebrowałem Eucharystię po raz pierwszy w Kostrzy, w małym kościółku wiejskim. Tyle lat…Tyle lat… Wczoraj u św. Marcina na Ostrowie Tumskim z artystami i byłymi studentami dziękowałem Panu Bogu za te lata kapłańskie. Sporo znajomych przyszło. Zestarzeliśmy się wszyscy. Tego się nie da uniknąć ani ukryć. Ale radowała mnie ta sama, niestarzejąca się życzliwość i przyjaźń wielu. Tyle dobrych i serdecznych słów i uścisków. Otrzymałem wielki bukiet z czterdziestu pięciu róż herbacianych. Ech, łza się w oku kręci…

2009-06-27
DEMONUMENTALIZACJA.
Chyba można się domyślać, dlaczego Gazeta Wyborcza publikuje serial reportażowy o Słudze Bożym Janie Pawle II na tle książki Wandy Półtawskiej „Beskidzkie rekolekcje”, ale jej głębszych intencji zrozumieć niepodobna. Niby nie ma w tym cyklu słów obraźliwych czy poniżających, ale lektura każdego odcinka pozostawia w końcu duże poczucie niesmaku. Czy autorka nie umie znaleźć dziś innego sposobu na zarobkowanie, jak tylko przez przymnażanie Gazecie czytelników żądnych sensacji? Czy rzeczywiście relację między Papieżem a autorką książki należy określać pojęciem „intymna”, skoro to pojęcie ma dziś jednoznaczne cielesne konotacje? Czy trzeba w taki sposób podkreślać jej nadzwyczajność, skoro cała osoba Ojca św. jest nadzwyczajna w każdym aspekcie i skoro mieszka w Polsce i na całym świecie sporo ludzi, którzy do dziś są dumni z wielkiej i niespotykanej przyjaźni, jaką przeżyli z Karolem Wojtyłą? W kulturze europejskiej od starożytności istnieje zasada: „De mortuis nil nisi bene” – mów zawsze dobrze o zmarłych. Karol Wojtyła w każdym okresie swego życia – od studenta aż do papieża – zasługuje na najwyższy szacunek i zawsze ten szacunek otrzymywał. Tym bardziej po śmierci nie należy manipulować (choćby bez bezpośrednich ataków) Jego słowami w imię jakiejś „demonumentalizacji” Jego osoby. Jan Paweł II był i jest Wielki, bo wielka w Nim była miłość Boża. Cały świat odwzajemnia Papieżowi tę Jego miłość. Radziłbym autorce reportażu pojechać do Watykanu i razem z rzeszą pątników przeżyć gorącą modlitwę u grobu polskiego Papieża.

2009-06-25
BLASK MIŁOŚCI.
Zolli w swej książce wyjaśnia, czym jest akt nawrócenia: „Konwersja jest pójściem za wezwaniem Boga. Ktoś nawraca się nie wcześniej, nie później, nie wtedy, kiedy chce czy chciałby, ale w momencie gdy posłyszy apel Boży. Pozostaje mu wtedy tylko jedna droga: być posłusznym”. Autor po swym mistycznym spotkaniu z Jezusem nie czuł w sobie żadnego wewnętrznego przymusu. Swój stan duszy scharakteryzował wtedy bardzo jasno: „Cały czas czułem się Żydem, a jako naturaliter Żyd, całkiem naturaliter kochałem też Jezusa Chrystusa. W tej mojej miłości do Chrystusa nie musiałem brać pod uwagę ani judaizmu, ani chrześcijaństwa. Ja w obliczu Jezusa, a Jezus we mnie”. Wiadomo, że o Chrzest św. poprosił jako rabin Rzymu dopiero w 1945 roku. Przyjął wtedy nowe imię: Eugenio. Do swej decyzji doszedł nie drogą dojrzewania myśli filozoficznej, ale drogą dojrzewania jego miłości ku Miłości Boga objawionej w Jezusie Chrystusie. Wyznaje w swej książce: „Wszystko dokonywało się w blasku łagodnej i słodkiej miłości, żywej i przeżywanej w poznawaniu, które ofiaruje miłość, używając Janowego porównania do Światła”. Książka zdumiewa, bo zdumiewający jest w niej Jezus.

2009-06-24
SŁODKI GOŚĆ.
Po długiej przerwie znów usiadłem do książki Eugenio Zolliego „Byłem rabinem Rzymu… Historia wielkiego nawrócenia”. Od początku lektury nurtowało mnie pytanie, w jaki sposób doszło do konwersji rabina Rzymu na katolicyzm? Izrael Zolli, jako dorastający chłopiec, spotykał się w szkole i w sąsiedztwie z kolegami katolikami. Z pewnością miało to wpływ na fakt, że czytał Biblię nie tylko hebrajska, ale i Nowy Testament. Znał postać Jezusa z Ewangelii i z… krzyża, który zauważył przy odwiedzinach u swego kolegi katolika. W głębokich analizach biblijnych obok wypowiedzi proroków stawiał słowa Jezusa. Cenił je, bo były bliskie jego sercu i odkrywały mu Prawdę. Pokochał Jezusa za Jego miłość odczytaną na kartach Ewangelii. Czy tylko za to?… Dziś stanąłem zdumiony wobec następującego fragmentu wyznań Zolliego: „Pewnego popołudnia siedziałem samiuteńki w domu i pisałem jeden ze zwykłych artykułów do ‘Lehrerstimme’. Czułem, że nie jestem sobą. Nagle odłożyłem pióro, nie wiedząc, skąd ta przerwa w pracy, i zacząłem wzywać imię Jezusa; nie znalazłem jednak pokoju, dopóki On mi się nie ukazał: jakby w wielkim obrazie bez ram, w kącie mrocznej izby. Kontemplowałem Go długo bez żadnego podniecenia, raczej wprost przeciwnie, w zupełnym spokoju ducha. (…) Jezus wszedł do mojego życia wewnętrznego jako słodki Gość, ubłagany i mile przyjęty”. Było to pod koniec 1917 roku, gdy Zolli miał 36 lat. Czy to była przyczyna jego nawrócenia? – Jeżeli tak, to po bardzo długim okresie promieniowania Serca Jezusowego na jego serce.

2009-06-19
OBRAZ OJCZYZNY.
Rozpoczął się dziś Rok Kapłański. Ojciec św. Benedykt XVI ogłosił przed dwoma dniami piękny list z tej okazji. Wskazuje w nim kapłanom do naśladowania piękną postać św. Jana Vianneya, którego 150. rocznicę śmierci obchodzimy w tym roku. Byłem ciekaw, czy nasza prasa omówiła ten ważny tekst. Znalazłem jeden anons w „Dzienniku”. Co tę gazetę zainteresowało? Czy może piękno papieskiego obrazu kapłaństwa? Nic podobnego! Redaktor wyłuskał z długiego (na 7 stron A4) Listu jedną wieść, że „nigdy dość potępiania niewierności kapłanów”. Przy okazji dodał, że obserwatorzy domyślają się, iż chodzi tu o (omawiany już dawniej na wszystkie strony) raport z Irlandii na temat pedofilii księży. Po co to?
Jaki cel ma takie przedstawianie spraw kapłańskich w Polsce? Wystarczy pomyśleć, że w Polsce jest tylu wspaniałych kapłanów, którzy – podobnie jak wspaniali lekarze, prawnicy, urzędnicy i wszyscy inni dobrzy ludzie – budują wspaniały wizerunek naszego kraju, pokazują piękną Polskę. Dlaczego mediom niereligijnym zależy na szpetnym obrazie naszej Ojczyzny?

2009-06-18
ZŁY ZAPRZĘG.
Sprzęgnięte razem zazdrość i złośliwość mogą wyrządzić drugiemu człowiekowi wielką krzywdę. Nie mówię już o tym, że te dwa „konie” zawsze okaleczają samego „woźnicę”. Dlatego (po nieprzyjemnych atakach włoskiej prasy) ucieszyłem się zapowiedzianej obecności pani dr Wandy Półtawskiej na nocnym czuwaniu modlitewnym z soboty na niedzielę w Łagiewnikach organizowanym przez ojców kapucynów, a poświęconym Ojcu Pio. Pani Doktor została w 1962 roku uzdrowiona z choroby nowotworowej za wstawiennictwem świętego Zakonnika, a prośbę o to wyraził w swym liście przyjaciel chorej, ks. bp Karol Wojtyła. Właśnie o tym cudzie i o tym przyjacielskim wstawiennictwie chce dać świadectwo przed ludźmi dr Półtawska. Ten głos z pewnością odpowie tym wszystkim, którzy zostali zdegustowani krytyką „Beskidzkich rekolekcji”, zawierających korespondencję długoletnich przyjaciół Wojtyły i Półtawskiej. Dla niektórych dzisiejszych ludzi (w tym także duchownych) fakt przyjaźni księdza z kobietą wywołuje bardzo niezdrowe emocje i rodzi dwuznaczne podejrzenia. W prasie włoskiej napisano nawet bzdurę o przeszkodzie w procesie beatyfikacji Jana Pawła II. A ile przy tym wysuwano insynuacji o wtykaniu nosa kobiety w sprawy Kościoła! Tymczasem listy te pokazują piękną i głęboką duchowość biskupa krakowskiego, którego Bóg powołał na Stolicę Piotrową.

2009-06-13
NIEDOWIARSTWO.
Diabeł hałasuje w Wietnamie. Prześladowania Kościoła katolickiego przez rząd komunistyczny budzą przerażenie na tle złych wspomnień u starszych Polaków; u młodych często wywołują wzruszenie ramion, gest niedowiarstwa: czy to możliwe? Agencja informacyjna Vietcatholic podaje nazwiska księży boleśnie prześladowanych, nazwy parafii, gdzie zrabowano własność majątkową kościelną: kościoły, kaplice, ośrodki działalności szkolnej i duszpastersko – społecznej. Na miejscu zabranych i zburzonych budynków sakralnych buduje się hotele i kurorty turystyczne. Zastępca przewodniczącego Komisji ds. Religijnych i Etnicznych w jednym z radiowych wywiadów butnie i jednoznacznie przekreślił nadzieje katolików na odzyskanie 2250 budynków zagarniętych przez komunistyczny reżim. Dodać należy, że wszystko to odbywa się przy jednoczesnej profanacji znaków, obrazów i figur świętych. Zastanawiam się, czy słuszne i dobre jest dzisiejsze niedowiarstwo młodych wobec słowa drukowanego? Pamiętam z młodości (to był XX wiek!) inne, zupełnie odwrotne, zjawisko: super wiara w słowo drukowane. Dziwne i niepojęte są meandry rozwoju wiary umysłowej.

2009-06-11
ŚWIĘTO WIARY.
Chyba można pytać, jak wielka była ciekawość uczniów, którym Jezus polecił znaleźć w mieście izbę dla spożycia Paschy? Drogowskazem miał być spotkany na ulicy człowiek „niosący dzban wody” (Mk 14,13). Spotkają, czy nie spotkają tego człowieka? Skąd Jezus o nim wie? Przecież nie byli z nikim umówieni, dopiero mieli wejść do Jeruzalem… A może wcale nie zadawali sobie takich pytań i to nie z lenistwa umysłowego, ale po prostu dlatego, że bezgranicznie wierzyli słowu Jezusa. Pamiętali, jak innym razem Jezus bardziej ich zaskoczył, zapowiadając tajemnicę swego ciała danego ludziom do spożycia. Wtedy Piotr w imieniu wszystkich, którzy trwali przy Jezusie, odpowiedział: „Myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Boga” (J 6,69). Wiara słowu Jezusa jest drogą do poznania Jego boskiej Tajemnicy. Jest też zasadą trwania przy Bogu.
Dzisiejsza Uroczystość Bożego Ciała jest świętem naszego trwania przy Bogu, któremu zawierzyliśmy. Jest uroczystą manifestacją naszej wiary słowu Jezusa Chrystusa. Jest otwarciem oczu na bliską obecność Boga pośród ludzi.

2009-06-10
TRZYDZIEŚCI LAT TEMU.
„O rodacy! Jakże gorąco dziękuję wspólnie z wami raz jeszcze za to, że zostaliśmy przed tysiącem z górą lat ochrzczeni w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. (…)
Pragnę wam dziś przekazać tego Ducha, ogarniając sercem z najgłębszą pokorą to wielkie „bierzmowanie dziejów”, które przeżywacie. Więc mówię za Chrystusem samym: „Weźmijcie Ducha Świętego!” (J 20, 22). I mówię za Apostołem: „Ducha nie gaście!” (1 Tes 5, 29). I mówię za Apostołem: „Ducha Świętego nie zasmucajcie!” (por. Ef 4, 30).
Musicie być mocni, drodzy bracia i siostry! Musicie być mocni tą mocą, którą daje wiara! Musicie być mocni mocą wiary! Musicie być wierni! Dziś tej mocy bardziej wam potrzeba niż w jakiejkolwiek epoce dziejów. Musicie być mocni mocą nadziei, która przynosi pełną radość życia i nie dozwala zasmucać Ducha Świętego!
Musicie być mocni mocą miłości, która jest potężniejsza niż śmierć (…).
Proszę was, abyście całe to duchowe dziedzictwo, któremu na imię „Polska”, raz jeszcze przyjęli z wiarą, nadzieją i miłością — taką, jaką zaszczepia w nas Chrystus na chrzcie świętym, abyście nigdy nie zwątpili i nie znużyli się, i nie zniechęcili, abyście nie podcinali sami tych korzeni, z których wyrastamy. Proszę was o to. Amen”.
Na lotnisku w Balicach Jan Paweł II nazwał tę pielgrzymkę „wydarzeniem bez precedensu” w całym Tysiącleciu, które „było z pewnością aktem pewnej odwagi z obu stron. Jednakże naszym czasom potrzebny był taki właśnie akt odwagi. Trzeba czasem odważyć się pójść także w tym kierunku, w którym dotąd jeszcze nikt nie poszedł. (…) Żegnam Polskę! Żegnam Ojczyznę moją. (…) Na odchodnym całuję tę ziemię, z którą nigdy nie może się rozstać moje serce”

2009-06-09
TRZYDZIEŚCI LAT TEMU.
Nowa Huta to był teren wielkich zmagań kardynała Karola Wojtyły z komunistami o obecność Chrystusa w nowobudowanym mieście zaplanowanym jako środowisko absolutnie ateistyczne. Pamięć o tych zmaganiach przywiózł ze sobą Jan Paweł II na Eucharystię sprawowaną przy opactwie w Krakowie –Mogile, gdzie robotnicy postawili krzyż jako zapowiedź ich pragnienia zbudowania tu kościoła w Nowej Hucie.
„Nowy krzyż, który stanął opodal prastarej relikwii Krzyża świętego w cysterskim opactwie, zwiastował narodziny nowego kościoła. (…) Ów nowy krzyż pojawił się wówczas, gdy na teren dawnych podkrakowskich wsi, który stał się terenem Nowej Huty, przybyli nowi ludzie, którzy mieli tu rozpocząć nową pracę. (…) Hutnicy. To oni właśnie przynieśli z sobą ten nowy krzyż. (…) My wszyscy bowiem wiemy, że w pracę człowieka jest głęboko wpisana tajemnica Krzyża, jest wpisane prawo Krzyża. Czyż nie na pracy ludzkiej spełniają się te słowa Stworzyciela, wypowiedziane po upadku człowieka: „W pocie czoła będziesz pożywał twój chleb” (por. Rdz 3, 19)?. (…) W pocie czoła pracował rolnik. W pocie czoła pracuje tutaj hutnik. I w pocie czoła — w straszliwym śmiertelnym pocie — kona na krzyżu Chrystus.
Nie można oddzielić krzyża od ludzkiej pracy. (…) Chrystus nie zgodzi się nigdy z tym, aby człowiek był uznawany — albo aby siebie samego uznawał — tylko za narzędzie produkcji; żeby tylko według tego człowiek był oceniany, mierzony, wartościowany. Chrystus nigdy się z tym nie zgodzi. Dlatego położył się na tym swoim krzyżu, jak gdyby na wielkim progu duchowych dziejów człowieka, ażeby sprzeciwiać się jakiejkolwiek degradacji człowieka. Również, gdyby to była degradacja przez pracę. Chrystus trwa w naszych oczach na tym swoim krzyżu, aby człowiek był świadomy tej mocy, jaką On mu dał: dał nam moc, abyśmy się stali synami Bożymi (por. J 1, 12)”.

2009-06-08
TRZYDZIEŚCI LAT TEMU.
Młodzież akademicka zawsze była oczkiem w głowie ks. Karola Wojtyły, nie przestała być i dla Jana Pawła II. W Krakowie na Skałce uważnie wsłuchiwał się w to, co Mu młodzi przedstawiali, był poruszony emocjonalnie. Rozpoczynając swą odpowiedź, odłożył przygotowany tekst i zaczął mówić sua sponte. Było przy tym wiele radości, jak na spotkaniu z „Wujkiem”. Warto jednak sięgnąć do tego przygotowanego w Rzymie tekstu, zwłaszcza, gdy się obserwuje młodą inteligencję dziś.
„Ażeby ta szlachetna dążność, która odzywa się w młodym sercu i woli, mogła doczekać się prawidłowej realizacji, trzeba widzieć człowieka we wszystkich wymiarach jego człowieczeństwa. Nie można zacieśniać się do zakresu jego potrzeb tylko materialnych. Nie można mierzyć postępu wartościami samej ekonomii. Wymiar duchowy ludzkiej istoty musi znaleźć się na właściwym miejscu. Człowiek jest sobą poprzez dojrzałość swego ducha, swego sumienia, swego stosunku do Boga i do bliźnich. Nie będzie lepszym światem i lepszym porządkiem życia społecznego taki porządek, który tym wartościom ludzkiego ducha nie daje pierwszeństwa. Pamiętajcie o tym dobrze wy wszyscy, którzy tak słusznie chcecie zmian prowadzących do lepszego i sprawiedliwszego społeczeństwa — wy młodzi, którzy słusznie wyrażacie sprzeciw wobec wszelkiej krzywdy, dyskryminacji, gwałtu, kaźni zadawanych ludziom. Pamiętajcie, że ład, którego pragniecie, jest ładem moralnym i nie osiągniecie go inaczej, jak tylko zapewniając pierwszeństwo temu, co stanowi siłę ludzkiego ducha: sprawiedliwości, miłości, przyjaźni” (str. 178).

2009-06-07
TRZYDZIEŚCI LAT TEMU.
Po drodze z Jasnej Góry do Krakowa Jan Paweł II nie chciał pominąć najtragiczniejszego miejsca na polskiej ziemi, które nam zorganizowali najeźdźcy zza zachodniej granicy w pierwszej połowie XX wieku: Auschwitz. Tutaj chciał się modlić i tutaj złożył Chrystusową, Najświętszą Ofiarę. „Przybywam tu dzisiaj jako pielgrzym. (…) Przychodzę więc i klękam na tej Golgocie naszych czasów, na tych mogiłach w ogromnej mierze bezimiennych, jak gigantyczny grób nieznanego żołnierza. (…) Zatrzymam się wraz z wami, drodzy uczestnicy tego spotkania, na chwilę przy tablicy z napisem w języku hebrajskim. Napis ten wywołuje wspomnienie narodu, którego synów i córki przeznaczono na całkowitą eksterminację. Naród ten początek swój bierze od Abrahama, który jest ojcem wiary naszej (por. Rz 4, l2), jak się wyraził Paweł z Tarsu. Ten to naród, który otrzymał od Boga Jahwe przykazanie Nie zabijaj, w szczególnej mierze doświadczył na sobie zabijania. Wobec tej tablicy nie wolno nikomu przejść obojętnie. (…) I wreszcie tablica w języku polskim. Polaków zginęło czasu ostatniej wojny sześć milionów: jedna piąta część narodu. Jeszcze jeden etap wiekowych zmagań się tego narodu, mojego narodu, o podstawowe swoje prawa wśród narodów Europy. Jeszcze jeden głośny krzyk o prawo do własnego miejsca na mapie Europy. Jeszcze jeden bolesny rozrachunek z sumieniem współczesnej ludzkości”.
* * *
Dziś (trzydzieści lat potem) Polacy w całym kraju dziękowali Opatrzności Bożej za wolność.

2009-06-06
TRZYDZIEŚCI LAT TEMU.
Nie mógł Jan Paweł II, odwiedzając Polskę, nie przemówić do ludzi pracy. We wschodnio-europejskim obozie pracy socjalistycznej robotnicy byli straszliwie wyzyskiwani, a sens pracy był i wynaturzony, i daleki od biblijnego życzenia Stwórcy wobec pierwszych ludzi, aby uczynili sobie ziemię poddaną (por. Rdz 1,28). Gdy pod wałami Jasnej Góry stanęli pielgrzymi ze Śląska i Zagłębia, papież powiedział: „Praca jest też podstawowym wymiarem ludzkiego bytowania na ziemi. Dla człowieka posiada ona nie tylko znaczenie techniczne, ale także znaczenie etyczne. (…) Praca ma dopomagać człowiekowi do tego, aby stawał się lepszym, duchowo dojrzalszym, bardziej odpowiedzialnym, aby mógł spełnić swoje ludzkie powołanie na tej ziemi zarówno sam, jako niepowtarzalna osoba, jak też we wspólnocie z drugimi, a nade wszystko w tej podstawowej ludzkiej wspólnocie, jaką jest rodzina. (…)Poprzez pracę dorosły mężczyzna powinien zdobyć środki potrzebne do utrzymania swojej rodziny. Macierzyństwo zaś w polityce i ekonomii pracy winno być traktowane jako wielki cel i wielkie zadanie samo dla siebie. Łączy się bowiem z nim inna, wielka praca, w której nikt matki rodzącej, karmiącej, wychowującej nie zastąpi. Nic też nie zastąpi serca matki w domu, serca, które zawsze tam jest, zawsze tam czeka. Prawdziwe poszanowanie pracy niesie z sobą należną cześć dla macierzyństwa, a nigdy inaczej. Od tego też zależy zdrowie moralne całego społeczeństwa”.
* * *
Dziś (trzydzieści lat potem), pod Bramą – Rybą nad Jeziorem Lednickim pod Gnieznem, ks. prymas Józef Glemp przyjął od ponad 80 tysięcy młodych Polaków słowa roty Wyboru Chrystusa: „Chryste, Tobie powierzam moją przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Panie Jezu Chryste. Ciebie wybieram jako mojego Pana….Ty jesteś moim Panem, Ty jesteś moją drogą, Ty jesteś moim życiem i moją miłością teraz i na wieki. Amen!”

2009-06-05
TRZYDZIEŚCI LAT TEMU.
Na Jasną Górę Jan Paweł II zaprosił siostry zakonne z całego kraju. Chciał się z nimi spotkać oczywiście dlatego, by im dać szansę pomodlenia się z papieżem, ale także chciał pokazać je całej Polsce i powiedzieć światu, że źródłem mocy i zwycięstwa nad ateistycznym zniewoleniem jest radykalne praktykowanie Chrystusowego przykazania miłości. Do ogromnej rzeszy zakonnic stojących i klęczących pod wałami mówił z głębokim przekonaniem: „Bezcenny jest, drogie siostry, ten żywy znak, jaki każda z was stanowi wśród ludzi. (…) Waszym powołaniem jest inaczej miłować człowieka, pełniej miłować człowieka. Miłować go tam, gdzie już miłować inni nie potrafią! Ogarniacie Chrystusa w chorych, w starcach, w kalekach, w upośledzonych, którymi nikt inny prócz was zajmować się nie potrafi, bo do tego trzeba heroicznego zaprawdę poświęcenia. Ja do dzisiaj mam w oczach wszystkie te domy dzieci upośledzonych. Chociażby jeden z pierwszych, który wizytowałem w Wadowicach (…) – wystarczy tam przyjść, wystarczy tam zaprowadzić kogokolwiek. Niech tam przyjdzie najbardziej zagorzały wróg Pana Boga, niech postoi chwilę i niech popatrzy! Jeżeli jest w nim choć trochę człowieczeństwa, musi wyjść stamtąd wstrząśnięty do dna duszy! I to wstrząśnięty równocześnie obrazem tej niedoli człowieka małego, dziecka, a równocześnie wstrząśnięty miarą tego poświęcenia.
My wiemy dobrze w Polsce, że tam nikt inny nie pójdzie, że dla tego nikt inny się nie poświęci, tylko ta, która się poświęciła Chrystusowi samemu! I która w człowieku, w tym najbardziej upośledzonym, widzi Chrystusa”.

2009-06-04
TRZYDZIEŚCI LAT TEMU.
Jasna Góra, podobnie jak w sercu Prymasa Tysiąclecia, miała ważne miejsce w życiu Jana Pawła II. Przecież to rezydencja Królowej Polski, mieszkanie Matki, wobec której do końca życia nie przestał powtarzać: TOTUS TUUS. Ojciec św. widział Jasną Górę jako miejsce bliskie każdemu Polakowi. Podczas Eucharystii na wałach mówił do zasłuchanych pielgrzymów: „Jasna Góra jest sanktuarium narodu. Trzeba przykładać ucho do tego świętego miejsca, aby czuć, jak bije serce narodu w Sercu Matki. Bije zaś ono, jak wiemy, wszystkimi tonami dziejów, wszystkimi odgłosami życia. Ileż razy biło jękiem polskich cierpień dziejowych! Ale również okrzykami radości i zwycięstwa! Można na różne sposoby pisać dzieje Polski, zwłaszcza ostatnich stuleci, można je interpretować wedle wielorakiego klucza. Jeśli jednakże chcemy dowiedzieć się, jak płyną te dzieje w sercach Polaków, trzeba przyjść tutaj. Trzeba przyłożyć ucho do tego miejsca. Trzeba usłyszeć echo życia całego narodu w Sercu jego Matki i Królowej! A jeśli bije ono tonem niepokoju, jeśli odzywa się w nim troska i wołanie o nawrócenie, o umocnienie sumień, o uporządkowanie życia rodzin, jednostek, środowisk, trzeba przyjąć to wołanie. Rodzi się ono z miłości matczynej, która po swojemu kształtuje dziejowe procesy na polskiej ziemi”.
Niestety, dziś Matka i Królowa Polski patrzy ze smutkiem na pełen złośliwości podział polskiego środowiska „Solidarności”. XX rocznicę obalenia komunizmu (semi-demokratyczne wybory parlamentarne) obchodzi się symultanicznie (aby się razem politycy nie spotkali) w Gdańsku i w Krakowie. Jak ci ludzie mogą przystępować do Komunii świętej? Przecież Eucharystia jest zwornikiem jedności, a nie podziałów!

2009-06-03
TRZYDZIEŚCI LAT TEMU.
Jan Paweł II na Wzgórzu Lecha w Gnieźnie ogarnął swą duszą wszystkich Słowian, ich historię i kulturę. Przez pryzmat Bożego powołania go z Polski, z Europy Wschodniej, na Stolicę Apostolską, wskazał, że Bóg widzi jedną wielką Europę, bez podziałów. Mówił:
„Otwarł się po stuleciach na nowo jerozolimski wieczernik i zdumiały się już nie ludy z Mezopotamii i Judei, z Egiptu czy Azji, czy wreszcie przybysze z Rzymu, ale zdumiały się ludy słowiańskie i inne zamieszkujące w tej części Europy, iż apostołowie Jezusa Chrystusa mówią ich językami, że w rodzimej mowie opowiadają wielkie dzieła Boże. (…) Papież Jan Paweł II — Słowianin, syn narodu polskiego, czuje, jak głęboko wrastają w glebę historii korzenie, z których on sam razem z wami wyrasta. Ile wieków liczy ta mowa Ducha Świętego, którą on dzisiaj sam przemawia i z watykańskiego wzgórza świętego Piotra, i tutaj w Gnieźnie ze Wzgórza Lecha, i w Krakowie z wyżyn Wawelu.
Ten papież — świadek Chrystusa, miłośnik Jego Krzyża i Zmartwychwstania, przychodzi dziś na to miejsce, aby dać świadectwo Chrystusowi żyjącemu w duszy jego własnego narodu, Chrystusowi żyjącemu w duszach narodów, które kiedyś przyjęły Go jako Drogę, Prawdę i Życie (por. J 14, 6). Przychodzi więc wasz rodak, papież, aby wobec całego Kościoła, Europy i świata mówić o tych często zapomnianych narodach i ludach. Przychodzi wołać wołaniem wielkim. Przychodzi ukazywać te drogi, które na różny sposób prowadzą z powrotem w stronę wieczernika Zielonych Świąt, w stronę Krzyża i Zmartwychwstania. Przychodzi wszystkie te narody i ludy — wraz ze swoim własnym — przygarnąć do serca Kościoła: do serca Matki Kościoła, której ufa bezgranicznie”.

2009-06-02
TRZYDZIEŚCI LAT TEMU.
Dużo dziś wspomnień i przypomnień sprzed trzydziestu lat. Słowa Jana Pawła II z Placu Zwycięstwa o Duchu Świętym, który odnowił oblicze Polski, jakimś słonecznym znakiem zawisły nad naszą ziemią i otoczyły serca bardzo wielu Polaków. Dobrze się stało, że Polacy przypominają dziś Europie i światu, jakie jest główne źródło nie tylko przemian w naszej części kontynentu dokonanych przed dwudziestu laty, ale i co, a raczej Kto, jest korzeniem europejskiej tożsamości.
Jan Paweł II w swojej wielkiej homilii warszawskiej pamiętał również o wkładzie człowieka w tę tajemnicę dziejów Polski i Europy. Tuż przed swym charyzmatycznym wołaniem do Ducha Świętego powiedział: „Stoimy tutaj w pobliżu Grobu Nieznanego Żołnierza. W dziejach Polski — dawnych i współczesnych — grób ten znajduje szczególne pokrycie. Szczególne uzasadnienie. Na ilu to miejscach ziemi ojczystej padał ten żołnierz. Na ilu to miejscach Europy i świata przemawiał swoją śmiercią, że nie może być Europy sprawiedliwej bez Polski niepodległej na jej mapie? (…) Przyklęknąłem przy tym grobie, wspólnie z Księdzem Prymasem, aby oddać cześć każdemu ziarnu, które — padając w ziemię i obumierając w niej, przynosi owoc. Czy to będzie ziarno krwi żołnierskiej przelanej na polu bitwy, czy ofiara męczeńska w obozach i więzieniach. Czy to będzie ziarno ciężkiej, codziennej pracy w pocie czoła na roli, przy warsztacie, w kopalni, w hutach i fabrykach. Czy to będzie ziarno miłości rodzicielskiej, która nie cofa się przed daniem życia nowemu człowiekowi i podejmuje cały trud wychowawczy. Czy to będzie ziarno pracy twórczej w uczelniach, instytutach, bibliotekach, na warsztatach narodowej kultury. Czy to będzie ziarno modlitwy i posługi przy chorych, cierpiących, opuszczonych. Czy to będzie ziarno samego cierpienia na łożach szpitalnych, w klinikach, sanatoriach, po domach: wszystko, co Polskę stanowi”.

2009-06-01
DZIEŃ DZIECKA.
W południe zatelefonował ks. Stanisław z życzeniami na Dzień dziecka, bo wszyscy przecież jesteśmy dziećmi Boga. Piękna i święta prawda, a jednocześnie wiadomo, że mimo dorosłości nie przestajemy być dziećmi swoich rodziców. Wczoraj w Wieczerniku w Jerozolimie podczas Światowego Dnia Modlitwy chrześcijanie, odmawiając w różnych językach „Ojcze nasz”, modlili się w intencji dzieci żyjących w trudnych warunkach. W transmisjach medialnych modlitwa ta rozchodziła się po całym świecie. Spojrzałem przez okno w górę i między białymi obłokami zauważyłem rozszerzającą się powoli szparę błękitną, jakby korytarz w głąb Nieba. Pozdrowiłem moich Rodziców.

2009-05-31
ZESŁANIE DUCHA ŚWIĘTEGO.
Dziś rano otrzymałem mejla pełnego nadziei „..Niech mi Ksiądz powie jak się Ksiądz czuje? Wczoraj modlitwy za Księdza trwały całą noc… Tłumy modliły się w językach… Ogromnie wielu ludzi zostało uzdrowionych… I padły słowa poznania co do Księdza… Jezus przez kapłana powiedział, że będzie Ksiądz zdrowy:] tylko Jezus powiedział, że u Księdza uzdrowienie nastąpi nie od razu, lecz stopniowo, że Ksiądz będzie się coraz lepiej czuł, aż będzie zdrowy… Nie wiem, dlaczego taką drogę dla Księdza chce Jezus, ale się cieszę, że Ksiądz będzie zdrowy… I kapłan powiedział, że ta osoba, która się za Księdza wstawia (ja), żeby pytała Księdza o zdrowie i się modliła, bo to się Jezusowi podoba. Pozdrawiam…”.
Na Watykanie Ojciec św. Benedykt XVI tak prosto wyjaśnił tajemnicę Kościoła w kontekście dzisiejszej Uroczystości: „Duch Święty jest duszą Kościoła. Bez Niego do czego by się on sprowadzał? Niewątpliwie byłby wielkim ruchem historycznym, złożoną; i solidną instytucją społeczną, może swego rodzaju agencją humanitarną. I prawdę mówiąc za to uważają go ci, którzy nie patrzą przez pryzmat wiary. W rzeczywistości jednak w swej prawdziwej naturze, a także w swej najbardziej autentycznej historycznej obecności, Kościół jest nieustannie kształtowany i prowadzony przez Ducha swego Pana. Jest żywym ciałem, którego żywotność jest właśnie owocem niewidzialnego Ducha Bożego”.

2009-05-30
ZAMIERANIE.
Giną w Polsce święte i najważniejsze słowa. Najtrudniej się z tym zgodzić, gdy gubią je ludzie deklarujący swoją wiarę chrześcijańską. Organizatorzy zabaw w Dniu Dziecka w Warszawie na Placu Zbawiciela, przy kościele pod wezwaniem „Najświętszego Zbawiciela”, zupełnie nie czują co najmniej niestosowności opatrzenia swej imprezy hasłem „Plac Zabawiciela”. Trwanie przy swoim, mimo sprzeciwu tamtejszych parafian, świadczy nie tylko o bezmyślności „wierzących” organizatorów, jest świadectwem łatwego poddania się propagandzie pod hasłem: „wszystko na sprzedaż”, wszystko wolno, co się może spodobać i przynieść sukces. Wrażliwość sumienia, kiedyś wychowanego na Ewangelii, dziś zamiera. A przecież wielkie i święte słowa, przywołując najważniejsze i najpiękniejsze idee, świadczą o głębi myślenia.

2009-05-16
PIERESTROJKA.
Podarowano mi jeden tydzień wiosennego oddechu w Polanicy Zdroju. Wdzięczny jestem wszystkim, którzy ułatwili mi ten odpoczynek. Piękna miejscowość wczasowa. Dużo soczyście zielenią szumiących wielkich drzew. Kasztanowce całe obsypane bielą, a „złotokapy” (tak nazwał ten gatunek drzew akacjowych mój kolega) dosłownie zdawały się częstować przechodniów miodem. Po dziesięciu latach od pamiętnej powodzi nie ma już znaków kataklizmu. Wszędzie nowy bruk i cieniowana szarościami kostka na ulicach. Zdrojowicze, jeżeli nie spacerują z lodami w ręku po deptaku parkowym, za trzymując się na chwile przy starej, kamiennej głowie wieszcza Adama, to dają się kusić wielkim witrynom sklepowym. A co za tymi szklanymi taflami? – Ciuchy, ciuchy i ciuchy. Trochę różnorakich pamiątek miejscowych, szklanych „cacuszek” i ceramicznych kubków. Jedno kino, różnego gatunku jadłodajnie i trzy, no, może cztery kioski zapchane różnościami konsumpcyjnymi. Oczywiście jest jeszcze pijalnia wód zdrojowych, ale tam już wszystko za pieniądze, nawet łyk ciepłej wody. Dość długo szukałem księgarni. Pamiętam, kiedyś była. Nie doszukałem się. Zapytany sprzedawca w kiosku odpowiedział: „Księgarni nie ma. A po co? Niech czytają gazety”. Można by powiedzieć, oto kierunek małomiasteczkowej pierestrojki. Wycofałem się z cywilizacyjnych bruków i poszedłem oglądać kolorowe różaneczniki i słuchać pięknych treli czarnych kosów z żółtymi dzióbkami.

2009-05-15
INCYDENT SZEJKA.
W kontekście wizyty w Izraelu mówi się często o incydencie 11 maja podczas spotkania przedstawicieli różnych religii w Centrum Jerozolimskim Papieskiego Instytutu Notre Dame. Palestyńczyk, szejk Taisir Tamimi niespodziewanie wystąpił z oskarżeniem: „Izraelczycy rujnują nasze miasta i na palestyńskich terytoriach budują swoje miasta (…) Izrael zabija palestyńskie dzieci i kobiety”. Ojciec św. był zaskoczony tą antyżydowską prowokacją. Odpowiedział milczeniem, ale następnie w przemówieniach do Palestyńczyków w Betlejem i w Nazarecie opowiedział się zdecydowanie za należnymi im prawami do wolności i samostanowienia o państwowości. Wezwał organizacje międzynarodowe do działania na rzecz ulżenia ciężkiemu losowi Arabów pod okupacją izraelską. Ze strony żydowskiej pojawił się natychmiast komentarz: „Izrael potępia słowa nienawiści wypowiedziane przez szejka (…) To wstyd…”. Tak, to prawda, że słowa duchownego muzułmańskiego miały charakter prowokacyjny i że odbiegały od „poprawności politycznej” przewidzianej na czas spotkania międzyreligijnego. Ale ten incydent zdarzył się na tle 8-metrowego muru żydowskiego oddzielającego Jerozolimę od Betlejem, rozrywając rodziny arabskie i odbierając możliwość pracy Palestyńczykom. Bieda wśród nich jest ogromna, mieszkają wśród ruin po niedawnych atakach armii izraelskiej. Co więcej, skarga szejka znalazła swe potwierdzenie w fakcie drastycznego ograniczenia ilości chrześcijan palestyńskich pragnących spotkać się z Ojcem św. Władze izraelskie w Strefie Gazy wyznaczyły jedynie podwórko szkolne w obozie Aida na to spotkanie. Kto tutaj rzeczywiście powinien się wstydzić? Tym bardziej, że również sześciuset kapłanów katolickich z różnych stron świata, pragnących wziąć udział w pielgrzymce Ojca św., nie doczekało się wiz wjazdowych. Tu naprawdę zabrakło wstydu.
Jeżeli prezydent Szymon Peres nazwał wizytę Benedykta XVI w Izraelu „historyczną”, to jednocześnie z tej historii nie powinien być wymazany „incydent szejka”.

2009-05-14
NAZARET.
Miejsce Wcielenia Syna Bożego było dziś szczególnie ważne dla Benedykta XVI, bo w grocie spotkania Archanioła Gabriela z Maryją Dziewicą trwał na klęczkach zatopiony w modlitwie kilkanaście minut. Według słów Ojca św. Nazaret jest miejscem, gdzie Bóg dokonał nowego aktu stworzenia. Tym razem Stwórca chcąc odnowić świat zaprosił do tego dzieła Maryję. Czekał na Jej słowo przyzwolenia. Maryja, wypowiadając swoje „Fiat”, reprezentowała całą ludzkość. Jesteśmy więc, jako chrześcijanie, i z tego względu za ten świat odpowiedzialni. „Nie możemy czynić ze światem cokolwiek się nam podoba; przeciwnie jesteśmy powołani do podporządkowania naszych wyborów ledwo uchwytnym, ale mimo to rozpoznawalnym prawom wypisanym przez Stwórcę we wszechświat i czerpania wzoru do naszych działań z Bożej dobroci, przenikającej całą rzeczywistość stworzoną” (KAI).
Jak przed 45 laty Paweł VI w Nazarecie, podobnie Benedykt XVI mówił dziś o znaczeniu pracy ludzkiej i o fundamencie życia społecznego, jakim jest rodzina. Ten głos papieski jest nie tylko ważny dla palestyńskich chrześcijan uciekających z Ziemi Świętej na skutek prześladowań, ale również jest to wyraźna wskazówka dla współczesnej, neopogańskiej Europy, która lekceważy znaczenie rodziny jako naturalnego związku mężczyzny i kobiety.

2009-05-13
BETLEJEM.
Dziś, w 92. rocznicę objawień Maryi w Fatimie, Benedykt XVI odwiedził Betlejem, miejsce największej radości Matki Bożej. Przemówił ciepło i serdecznie do mieszkańców umacniając ich wiarę tym wszystkim, co działo się ongiś w tej niewielkiej mieścinie i co duchowo trwa do dziś. Przemawiał jako ojciec i pasterz wskazując na rozbrzmiewające do dziś orędzie aniołów z Nieba. Pociechę dla Palestyńczyków czerpał nie z obietnic i układów politycznych, ale z niewyczerpanych zasobów nadziei zapisanej w Ewangelii. Patrząc na bazylikę Narodzenia, zakończył swą homilię życzeniem i wezwaniem do modlitwy: „Nikt, kto odwiedza Betlejem, nie może nie zauważyć, że w ciągu stuleci wielka brama prowadząca do domu Bożego stopniowo stawała się coraz mniejsza. Dzisiaj módlmy się, aby z łaską Bożą i przy naszym zaangażowaniu drzwi wiodące do tajemnicy Boga, który zamieszkał wśród ludzi, do świątyni naszej komunii w Jego miłości i będące przedsmakiem wiecznego pokoju i radości, otwierały się coraz pełniej na powitanie, odnowę i przeobrażenie każdego serca ludzkiego”.

2009-05-12
ZA TRUDNY.
Współczuję serdecznie Ojcu św. w Izraelu. Nie tylko dlatego, że upał i napięty program wizyty (Ojciec św. ma przecież 82 lata), ale przede wszystkim dlatego, że temat holokaustu wciąż jest żywy i kieruje oczy i uszy mediów ze szczególną ostrością na przemawiającego Benedykta XVI. Okrutny i płytki świat mediów i, niestety, polityków, zamiast wsłuchiwać się w głębokie rozważania filozoficzno-teologiczne następcy św. Piotra w Yad Vashem, wymyśla, czego to papież nie powiedział w tym miejscu. Każdy z krytyków o co innego wysuwa pretensje, czegoś innego mu zabrakło w przemówieniu papieskim. Dziennikarze, jak wcześniej nakręcone lale i pajace, śpiewają swoją zaprogramowaną piosenkę. Śmieszne to i smutne zarazem. A wszystko dzieje się tak dla okraszenia relacji sosem sensacji. Uczony i delikatny w słowach Benedykt XVI jest za trudny dla ludzi zarabiających na życie z chwili na chwilę… doniesieniami.

2009-05-10
JORDANIA.
Ojciec św. dziś uroczystymi nieszporami zakończył pierwszy, jordański etap pielgrzymki do Ziemi św. Były to piękne trzy dni podarowane przez Opatrzność Benedyktowi XVI. Wbrew wcześniejszym „proroctwom” medialnym nie było prowokacji ani sensacji. Para królewska, łamiąc protokół dyplomatyczny, przywitała następcę św. Piotra na lotnisku w Ammanie. Ulice przejazdu Ojca św. były udekorowane biało-żółtymi flagami. Na spotkanie z Gościem przybyły tysięczne tłumy chrześcijan, którzy urzędowo otrzymali dzień wolny od pracy. Ojciec św. przybył do bliskowschodnich chrześcijan z orędziem pokoju i zachętą wiary, aby wytrzymywali w miłości i nadziei obecny, trudny dla nich czas. Ojcowskie pocieszenie pogłębił wezwaniem do mądrego trójreligijnego dialogu. Przestrzegał przed próbami politycznego manewrowania religią. Oczywiście, medialni łowcy sensacji podglądali każdy ruch papieża. Gdy Benedykt XVI wszedł do meczetu, nie zdejmując obuwia, zakrzyknęli (bez sprawdzenia sprawy): papież obraził muzułmanów! Tymczasem sprawa była bardzo prosta. Imamowie służący w meczecie opracowali specjalną trasę, gdzie nie trzeba było zdejmować butów. Piękną postawę okazał syn Husajna, zmarłego poprzednika na tronie królewskim. Witając Ojca św. podziękował za wyjaśnienie ratyzbońskiego incydentu i oświadczył, że trzeba umieć odróżnić wykład naukowca od wypowiedzi lidera religijnego.
Pierwszy etap obecności Benedykta XVI wśród muzułmanów przynosi mi smutną refleksję na temat wrogości i nienawiści wobec Benedykta XVI; więcej jej w Europie niż w obcym kulturowo i religijnie regionie świata.

2009-05-08
PIELGRZYMKA.
Ważny dzień z wielu przyczyn, ale najbardziej czuję i przeżywam pielgrzymkę Benedykta XVI do Ziemi Świętej dziś rozpoczętą. Poprzedzający ją czas w mediach to snucie różnych domysłów o niebezpieczeństwach realnych i urojonych, o konieczności szczególnych zabezpieczeń życia papieża w Izraelu. Dlatego ucieszyłem się słysząc z Jasnej Góry zapewnienie, że w dniach pielgrzymki do Ziemi Świętej tu będą trwały dzień i noc modły za Ojca świętego. Sam Benedykt XVI wniósł dużo spokoju dziś w Ammanie, wobec niepełnosprawnych w ośrodku Regina Pacis, wyznając z głęboką wiarą: „Moje siły czerpię z Boga”.

2009-04-27
POPRAWA.
Porównanie zdjęć rentgenowskich po i sprzed pierwszej chemioterapii wykazuje, że guz na płucu zmniejszył się. Bogu niech będą dzięki! Chwała też lekarzom, którzy dobrali właściwy zestaw i moc dawki. Dziękuję także wszystkim przyjaciołom, którzy modlą się o mój powrót do zdrowia. Razem dziękujmy i razem dalej prośmy, bo wszystko jest w ręku Boga.

2009-04-18
KOŃ TROJAŃSKI.
Tony Blair, były szef rządu Wielkiej Brytanii, to prawdziwy koń trojański. Po złożeniu urzędu zmienił swe wyznanie z anglikańskiego na katolickie. Wtedy była radość na Wyspach, dzisiaj rośnie wątpliwość i podejrzenie, że jednak pan Blair miał zbyt krótki okres katechumenatu. Wprawdzie nie musiał przyjmować Chrztu św., ale wypleniać z mózgu myślenie o papieżu jak o królowej angielskiej – głowie Kościoła anglikańskiego – powinien sporo dłużej i dokładniej. Trzeba do końca wysiąść z fotela parlamentarzysty, by nie traktować Kościoła jako partii politycznej, a jednocześnie nabrać zwyczaju rozmawiania na klęczkach z Jezusem przed Najświętszym Sakramentem. Domagać się od Ojca św., by praktyk homoseksualnych nie nazywał grzechem, to nie tylko brak zrozumienia, czym jest grzech i miedzy kim a kim zachodzi, ale rodzi niebezpieczeństwo, że pan ekspremier, dla przypodobania się następnym grupom ludzi, zechce napominać Kościół, by grzechem nie nazywał współżycia seksualnego przed sakramentem małżeństwa, czy zdrad małżeńskich ad casum lub jako stały element życia rodzinnego.

2009-04-15
NAGRODA PANA.
Wynagrodził mi Pan cierpienia Wielkiego Tygodnia rozlewającym się w duszy spokojem wewnętrznym w same Święta Wielkanocny. Na oddziale onkologicznym zostało nas raptem pięciu pacjentów. Gości odwiedzających też nie było wielu. Komfortowe wręcz warunki do modlitwy. Moje osłabienie także zelżało. W oba te święte dni, pełne świeżości duchowej, mogłem uczestniczyć w koncelebrze eucharystycznej. Ministrant, maturzysta Kuba, zawiózł i przywiózł mnie do kaplicy na wózku, a przy ołtarzu dyżurowało na wszelki wypadek specjalne krzesło. Głos miałem bardzo słaby, ale bardzo chciałem czytać świętopawłową lekcję, i czytałem o tym, by patrzeć i dążyć do tego, co w górze.
To były jedyne w moim życiu tak wypogodzone święta. Bez pośpiechu i umęczenia. Sprawiedliwy i bogaty w miłosierdzie jesteś, mój Zbawicielu zmartwychwstały!

2009-04-14
WSPÓŁUCZESTNICZENIE.
Już w domu. I choć ostatnie dni w szpitalu przeżywałem w warunkach komfortowych, po decyzji lekarza spakowałem się bardzo szybko. Ciągnęło mnie też trochę powietrze świeże, wiosenne. Zimową kurtkę dźwigał Krzysiek „kierowca”. Lekarz Tomek żegnał mnie uspokajająco: w domu odpoczywa się w pełni. Jechałem do domu z myślami radosnymi. Po drodze widziałem moje Miasto rozkwitłe gęsto białym, różowym i żółtym kwieciem, a zieloność, już dość soczysta, rozciągała się wszędzie. Natura podniosła się z martwoty.
Dziwny to był czas, który ostatnio przeżyłem. Myślę o tym, jak Opatrzność Boża włączyła mnie w aktualizację zbawczej historii wpisanej w rok liturgiczny Kościoła. W Wielkim Tygodniu cierpiałem otulony dużą niemocą. Poprzez powolne czytanie psalmów i opisów ewangelicznych o umieraniu Zbawiciela, doznawałem zupełnie nowych uczuć, które mnie wiązały z Jezusem. Pomagała mi w tym moja wyobraźnia nakarmiona przed kilku laty obrazami z filmu „Pasja” M. Gibsona. Przez 45 lat odmawiane wersety kapłańskiej modlitwy nabrały nowych, bardzo aktualnych, znaczeń. Wiem dziś, że bez własnego cierpienia nie można w pełni przyjąć tego, co Jezus mi daje w swoim Cierpieniu, ani całą duszą iść za Nim. Wiem też, że cierpienie przyjęte od Jezusa nie wyklucza głębokiej radości. A ponadto dokonało się we mnie przewartościowanie przeżywanego czasu i rzeczy doczesnych. Ciężko się słucha w łóżku szpitalnym tych, co przychodzą z pełną buzią porad i recept, i którzy wszystko wiedzą najlepiej. Nie byłem w stanie oglądać TV. Zatrzymałem się jedynie w Poniedziałek Wielkanocny, gdy pokazywano tragedię spalonych ludzi w Kamieniu Pomorskim. W ciszy serca polecałem Bogu nie tylko nieżyjących, ale też tych, którzy przeżyli i nie wiedzieli, jak mają dalej żyć.

2009-04-07
NOKAUT.
Minął miesiąc od uświadomienia sobie mej choroby. Miesiąc badań, diagnoz, leczenia. Już ponad tydzień okupuję łóżko szpitalne. Dzięki Bogu mam bardzo dobrą opiekę medyczną. Nikt jednak nie mógł przewidzieć, że trzydniowa chemioterapia powali mnie na deski. Wciąż jestem wyczerpany, ciężki i bez chęci do robienia czegokolwiek najmniejszego, nawet myślenia. Ktoś podrzucił mi obrazek z modlitwą o zapał. Zacząłem się modlić.
„Panie, czasami nic mi się nie chce i mam wszystkiego dość. Kiedy dopada mnie znużenie, obojętność, zniechęcenie, apatia, nuda lub smutek tego świata (2 Kor 7,10), nie zostawiaj mnie samego. Poślij mi anioła, który mnie wyrwie z leniwego odrętwienia.
Jezu, który napracowałeś się dla naszego zbawienia, proszę, oddal ode mnie wszelką duchową ociężałość. Usuwaj z serca zgorzknienie, odnawiaj gorliwość w czynieniu tego, co dobre, święte, pożyteczne. Daj świeżość mojej modlitwie, zapał w pracy, radość w służeniu Tobie i bliźnim. Naucz mnie mądrze korzystać z daru czasu. Niech budzi mnie anielskie wołanie: zaraz dzień / jeszcze jeden / zrób, co możesz (Czesław Miłosz).

2009-03-30

ZMIANA PERSPEKTYWY.

Pierwsze moje spojrzenie przez okno szpitalne padło na… tory kolejowe i na pociągi dość często przejeżdżające w obie strony. Dotychczas te pociągi służyły mi swymi oknami w patrzeniu na ten szpital. Nie można tego widoku pominąć, gdy się opuszcza dworzec wrocławski w kierunku Jeleniej Góry. Wielki gmach przyciągał wzrok i wzbudzał we mnie myśli współczucia, dla tych, którzy w nim cierpią. Dziś role się odwróciły… Czy ktoś stamtąd popatrzy na mój obecny „dom”? Może pośle jakąś myśl serdeczną, może westchnienie do Boga?… Tylu tu ludzi przykutych do łóżek albo snujących się smętnie po korytarzach.

A tam?… Kierunek na góry, na świeże powietrze, na piękne krajobrazy. Tyle dobrych i radosnych przeżyć wiąże się z wyjazdami w tamtą stronę. Tam na Śnieżce stoi kaplica św. Wawrzyńca, którą z kolegami klerykami onego czasu remontowaliśmy. Tam jest przepiękna świątynia Wang w Karpaczu i tam wreszcie jaśnieje na tle świerkowego lasu uboga, ale jakże bliska memu sercu i sercom wielu artystów wrocławskich, kaplica św. Jana z Dukli. „Dukielka” – tak nazwaliśmy ten skrawek ziemi w Karkonoszach – zawsze mnie przyciągała, zwłaszcza na spotkania przyjaciół podczas dorocznych odpustów. Św. Jan z Dukli nie tylko nam pozwolił stworzyć to małe, górskie sanktuarium w Borowicach, ale też udało mu się wyciągnąć nas z pielgrzymką do Dukli i do Lwowa, miejsc uświęconych jego pracą, modlitwą i cierpieniem. Tak było. Teraz w odwrotną stronę płyną echa: z gór do Wrocławia, niesione turkotem pociągów za szybą okna szpitalnego.

2009-03-27
PASKUDA.
Dziś skończyła mi się seria pięciu naświetleń w Dolnośląskim Centrum Onkologicznym. Wszędzie tam spotykałem się z wielką życzliwością i… cierpliwością wobec moich wiercących dziurę w brzuchu pytań. A poza tym z radością stwierdziłem, że spora część lekarek to dawne studentki, uczestniczki wykładów etycznych ks. Aleksandra Zienkiewicza pod „Czwórką”. Tam ongiś spotykaliśmy się i wspólnie modliliśmy się w kościele św. św. Piotra i Pawła. Pewnie za kilka dni dowiem się, czy mój rak – paskuda rzeczywiście potrafi poruszać się do tyłu? Oczywiście, modlę się o to wraz ze wszystkimi mymi przyjaciółmi.

2009-03-26

PARANOJA.

I po co komu potrzebna książka o agentach donoszących do SB na ks. Jerzego Popiełuszkę? Te „rewelacje” nie zahamują procesu beatyfikacyjnego. Komu zależy na drażnieniu opinii? W mediach dr Żaryn opowiada o dokumentach zbrodniczej służby peerelowskiej i analizuje ich treść oskarżającą, np. ks. Czajkowskiego, a ten z kolei, powołując się na Boga i swoje sumienie, oświadcza, że nigdy nie donosił na ks. Jerzego Popiełuszkę. Człowieka, który przyznał się do swoich świństw, przyjął pokutę dyfamacji i przeprosił Boga i ludzi, należy zostawić w spokoju. I trzeba mu uwierzyć bardziej niż notatkom z rozmów przeprowadzonych przez wroga ludzi wiary, księży i Kościoła katolickiego.

Tymczasem zupełna paranoja! Czy IPN nie powinien raczej zająć się ubekami i ich haniebną działalnością nękania, grożenia, zmuszania, szantażowania, inwigilowania, zabierania z pracy, nachodzenia w domach, wzywania na posterunek milicji, przetrzymywania na 48 godzin bez powiadamiania rodziny, aresztowania na trzy miesiące bez możliwości kontaktowania się z rodziną itp.?… Przecież to były świadome i prawdziwie zbrodnicze działania wobec Polaków tak w stanie wojennym, jak i wcześniej w okresie reżimu stalinowskiego.

2009-03-25

WZRUSZENIE.

W kościele Serca Pana Jezusa rano odprawiona była Msza św. w intencji mego zdrowia. „Solidarność” Politechniki Wrocławskiej modliła się za swego kapelana. Jestem wzruszony tą inicjatywą, bo – jak się dowiaduję – we Mszy św. uczestniczyło wielu działaczy związkowych, w tym profesorowie z panem Rektorem na czele. To był duży zastrzyk otuchy dla mnie, tym bardziej, że dzisiejsza uroczystość Zwiastowania Pańskiego jest bardzo bliska memu sercu. Podczas Mszy św. w moim kościele rozważałem w homilii początek ludzkiego życia Syna Bożego. Trynitarna Tajemnica: Bóg Ojciec wybrał Maryję na matkę swego Syna, Duch Święty napełnił Maryję Łaską Bożą tak, iż to, co się w niej poczęło (bez udziału mężczyzny), było Synem Bożym. Jakże głęboko w wewnętrzną miłość osób Boskich została wprowadzona Maryja! Dla mnie zawsze ta tajemnica – człowiek we wnętrzu Boga – była niepojęta i radosna zarazem. Człowiek w Bogu i człowiek wśród ludzi jednakowo potrafi wzruszyć.

2009-03-24

BEZRADNOŚĆ.

Bezradność – cóż z nią można uczynić? Jeżeli nic, to ona pociągnie duszę w dół, na jakieś bezdno. To jest sytuacja nie do pozazdroszczenia, często nie do zniesienia.

Ale bezradność jest też darem od Boga. Moja świadomość tego faktu pozwala mi patrzeć w górę. Dusza jest dźwigana – bardzo powoli, ale pewnie – ścieżką mej tęsknoty za Niebem. Jezus tę drogę już przeszedł, a ja „wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia” (Flp 4,13).

W bezradności wielką rolę odgrywają wypróbowani przyjaciele, którzy znajdą się obok. Duch Boży namaszcza ich na aniołów, by pełnili posługę pocieszenia. Jezus przyjął posługę anioła w Ogrójcu. Taka bezradność jest szkołą pokory niekłamanej. Prowadzi wprost do przyjęcia woli Bożej. Rozpoczyna nowy etap działania.

2009-03-23

OCZY OTWARTE.

Papież opuścił dziś Afrykę. Żegnając się na lotnisku w Luandzie powiedział, że mu smutno odjeżdżać, ale wywozi też z Afryki radość z obserwowanej żywiołowości w okazywaniu wiary i przywiązania do Jezusa. Zachęcał gorąco Angolczyków do przebaczenia, pojednania i pokoju. Przecież mają w pamięci hekatombę miliona ofiar bratobójczej wojny sprzed siedmiu lat. Benedykt XVI bardzo poważnie potraktował sprawę najbiedniejszej warstwy ludności, upomniał się u bogatych narodów o troskę i o realizowanie jubileuszowych zobowiązań wobec trzeciego świata w 2000 roku. Niestety, trzeba ze zgrozą stwierdzić, że media światowe wykazały skandaliczną głuchotę na te problemy w przemówieniach papieskich.

Dziękując serdecznie władzom państwowym i wojskowym za „gotowość do ułatwiania organizowania różnych spotkań”, Benedykt XVI nie omieszkał zwrócić się do nich z apelem, „aby słuszna realizacja podstawowych dążeń najbardziej potrzebującej części ludności stanowiła główną troskę tych, którzy piastują stanowiska publiczne, zważywszy na to, że ich zamiarem – jestem tego pewien – jest wypełnić otrzymaną misję nie dla samych siebie, ale mając na względzie dobro wspólne. Nasze serce nie może zaznać pokoju, widząc braci cierpiących z powodu braku pożywienia, pracy, dachu nad głową lub innych podstawowych dóbr”. Widać wyraźnie, że papież nie zamykał oczu w Afryce.

2009-03-22

BISKUP ANDRZEJ.

Odwiedził mnie wieczorem na plebanii ks. bp Andrzej Siemieniewski, nasz najmłodszy arcypasterz. Ucieszył mnie bardzo, znamy się od tak dawna! Pamiętam go jeszcze z czasów jego studiów politechnicznych, zanim wstąpił do seminarium wrocławskiego. Przychodził do Centralnego Ośrodka Duszpasterstwa Akademickiego, gdzie szefem był ś. p. ks. Aleksander Zienkiewicz – Wujek, a pomagał mu ks. Adam Dyczkowski – Harnaś, obecnie biskup – senior zielonogórski. Od roku 1974 dołączyłem i ja do tego wspaniałego tandemu.

Młodego Andrzeja Duch Boży wodził po różnych dobrych miejscach poprzez seminarium, wyższe studia rzymskie, gdzie zgłębiał właśnie tajniki życia duszy. Po powrocie dał się poznać nie tylko klerykom jako mądry wykładowca, ale był bardzo pożądany przez różne grupy pogłębienia życia duchowego. Oczywiście, znalazł swoje dobre miejsce u ks. Orzechowskiego wśród studentów świeckich – stara miłość nie zardzewiała. Duch Święty odnalazł go na Ostrowie Tumskim, gdzie od samego początku wybijał się swoją mądrością, rozwagą i pokorą. Jest nadal koleżeński, nie zbiskupiał jeszcze. Młodzi cenią go jako świetnego spowiednika. Potrafi też skutecznie ugasić płonące głowy działaczy nawiedzonych.

2009-03-19
LOBBY.
Media europejskie relacjonujące pielgrzymkę Benedykta XVI do Afryki wykazują bardzo znaczne zmętnienie soczewki, przez którą przepuszczają swe obserwacje. Zupełnie nie interesują się fundamentalnymi problemami życia młodego Kościoła na Czarnym Lądzie, nie dostrzegają strasznej biedy wśród najniższej warstwy społecznej, braku wody pitnej i ubliżających godności ludzkiej miejsc zamieszkania. Nie przeraża ich analfabetyzm i brak powszechnego dostępu do opieki medycznej. W Kamerunie sfora medialna zauważa jedynie brak kondomów i w nim widzi główną przyczynę wielkiej umieralności zarażonych na AIDS. Na Ojca św. całymi wiadrami wylewają słowne pomyje za to, że nie popiera potężnego lobby producentów i eksporterów prezerwatyw do Afryki.
I pomyśleć, do jakiej degradacji moralnej stoczyła się pogańska Europa uznająca jedyną wartość, jaką są pieniądze? Podziwiam Ojca św., który ewangelizując mieszkańców Afryki, dostrzega w nich źródło odrodzenia religijnego dla Europy.

2009-03-17

NIEBOTYCZNY SZCZYT.

Ojciec św. już pewnie dolatuje do środka Afryki. Będzie tam miał dużo radości powitalnych i bardzo ciekawych przeżyć w zetknięciu z nieeuropejskim środowiskiem ludzi, rzeczy, spraw i wydarzeń. Ale też będzie musiał stanąć wobec trudnych problemów bardzo młodego Kościoła afrykańskiego, zmierzyć się z mentalnością tamtych ludzi, obyczajami i polityką. Będzie musiał dotknąć bólu najbiedniejszych wyznawców Chrystusa.
Od rana wspieram Benedykta XVI modlitwami i ofiarowanym cierpieniem. Lekarstwa przeciwbólowe obniżają skalę tej ofiary, zdaję sobie z tego sprawę, ale przecież nigdy nie byłem bohaterem…
Jako bohaterowi przypatruję się dziś św. Patrykowi, patronowi Irlandii. W swych „Wyznaniach”(Rozdz. 14) sięgnął szczytu: „Niestrudzenie dzięki czynię mojemu Bogu, który zachował mnie wiernym w dniu mojej próby, tak że dzisiaj mogę z ufnością złożyć w ofierze jako żywy dar moją duszę Chrystusowi, mojemu Panu (…) A jeśli będę godny i Pan udzieli mi tego daru, to jestem gotów bez zwłoki i bardzo chętnie oddać dla Jego imienia także moje życie”. Z pokorą patrzę na ten niebotyczny szczyt.

2009-03-16

NAJLEPSZE DŁONIE.

Jutro Ojciec św. Benedykt XVI nawiedzi w Afryce środkowej Kamerun i Angolę. Jutro też czeka mnie w klinice pulmonologicznej biopsja, badanie niedawno rozpoznanego guza na lewym płucu. Pielgrzymowi afrykańskiemu potrzebne jest nie to moje „dziecięce” drżenie wewnętrzne i niemęski lęk, ale potężne wsparcie modlitewne i cierpienie ofiarowane dla dzieła ewangelizacji Czarnego Lądu. Będę się starał, jak potrafię, choć nie obejdzie się bez wzywania miłosierdzia Bożego i oddania wszystkiego w najlepsze dłonie Jezusa. Jezu, ufam Tobie!
Mam wielkie zaufanie do nachylających się nade mną lekarzy. Oni też wiedzą, że ostatecznie „wszystko jest w ręku Boga”.

2009-03-13

SMUTNY DZIEŃ.

Pogrzeb prof. Religi był nie tyle prosty, poczynając od trumny a kończąc na ceremonii, ile smutny. Ta niereligijna asceza pożegnania nie wyznaczała drogi, nie wskazywała kierunku i nie ujawniała już żadnej wartości. Wszystko zostało zakopane w ziemi razem z tym starym i zżartym przez raka ciałem. Mówienie w takiej chwili o życiu w ludzkiej pamięci jest po prostu dodawaniem zera do zera. Jak długo trawa pamięć ludzka każdy wie, a wyrazem tej pamięci są wypalone na drugi dzień znicze i zwiędnięte kwiaty. Zripostował tę myśl pewien schorowany człowiek, którego spotkałem dziś w szpitalu wojskowym. Powiedział: skoro Religa był szlachetnym człowiekiem, to czyż Bóg tego nie zauważy w wieczności, nie wynagrodzi tego wielkiego dobra udzielonego bliźnim na ziemi? – Tak, Bóg zauważy i wynagrodzi, ale – nawet wtedy – dla profesora ateisty będzie to bardzo smutna radość, bo będzie się łączyła z odkryciem, że przegrał życie, zobaczy swój ateizm jako nieprawdę i swą wielką pomyłkę.

2009-03-10

Reelekcja.

Dzisiejszy wybór abpa Józefa Michalika jako Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski na następne 5 lat utarło nosa tym mądralom medialnym, którzy od pewnego już czasu („dla chleba, Panie, dla chleba”) usypują miedzy biskupami przeciwstawne „okopy Trójcy Świętej”. Po jednej stronie widzą szańce toruńskie, a po drugiej łagiewnickie. Oczywiście wytypowani już zostali przywódcy tych obozów, a nawet ich ewentualni zastępcy. Ileż papieru i tuszu zmarnowano na ssanie prawdy z palca! A tu jeszcze raz Bóg przemówił do wszystkowiedzących: „Myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami – wyrocznia Pana” (Iz 55,8).

2009-03-08

RELIGA.

Dziś po południu odszedł do wieczności pan prof. Zbigniew Religa, znany kardiochirurg i polityk. Przez dwa lata dzielnie znosił nowotworową chorobę płuc. W grudniu skończył 70 lat. Poddając się trudnym zabiegom operacyjnym jednocześnie wymagał od siebie wierności swemu zawodowi i powołaniu. Bronił człowieka i jego prawa do godnego życia. Podczas choroby nigdy publicznie nie dawał znać, że cierpi i jak cierpi. W gorących napięciach politycznych nie uciekał w chorobę, swoje zdanie wyrażał dobitnie i z przekonaniem. Nie kłaniał się okolicznościom. Choć w kampanii wyborczej do parlamentu optował za PO, to jednak w ostatnim swym wywiadzie stwierdził jasno: „…żałuję, że PiS przegrało i nie mogłem jeszcze choćby dwa lata być dalej ministrem. Chciałbym doprowadzić do końca swoją wizję naprawy służby zdrowia. Ale ponieważ nie mogę, to muszę przynajmniej walczyć z tą idiotyczną wizją PO”. Prof. Religa był po prostu szlachetnym człowiekiem. Porażką lekarza nazywał chwilę, „kiedy umiera pacjent. Wszystkie polityczne przegrane to rzecz drugoplanowa”. Na pytanie dziennikarek, czy pamięta pacjenta, po którym płakał, odpowiedział z prostotą: Nieraz płakałem. Na początku, w latach 70. i na początku 80., kardiochirurgia miała bardzo złe wyniki. Śmiertelność na tych oddziałach sięgała 40 procent. W tej chwili jest minimalna – 3 proc., ale wtedy umierał niemal co drugi pacjent po operacji. Kiedy byłem docentem w Instytucie Kardiologii w latach 1981 – 83 miałem taką czarną serię, po moich operacjach jeden po drugim umierali mi pacjenci. To było trudne do wytrzymania”.

2009-03-06

ZA WIARĘ.

Księdzu Prymasowi zarzucono, że nie kwapił się z rozpoczęciem procesu uznającego ks. Popiełuszkę za męczennika. Sporo jest i dziś ludzi, którzy mówią wyłącznie o politycznym kontekście wystąpień i śmierci kapelana „Solidarności”. Na tym tle warto przytoczyć mądrą opinię filozofa Dariusza Karłowicza wyrażoną w bieżącym numerze Tygodnika Powszechnego: „Są takie sytuacje – i ta do nich należy – kiedy męczennik składa swoje świadectwo przed obliczem konkretnego narodu. To momenty, kiedy narodowa tradycja styka się z tym, co absolutne. Męczennicy tacy sprawiają, że partykularna wspólnota polityczna zostaje zakorzeniona w wymiarze uniwersalnym. To nie redukcja chrześcijaństwa do polityki, ale odwrotnie: uniwersalizacja konkretnej kultury, to doświadczenie, które otwiera polskość na to, co powszechne. Wierzę, że ks. Jerzy, podobnie zresztą jak św. Faustyna i Jan Paweł II, skąpał polskość w tym, co uniwersalne, i że to właśnie dzięki takim jak on polskim świadkom Chrystusa w splątanych i nieuchronnie partykularnych polskich sensach możemy dziś poszukiwać nici absolutu” .

2009-03-05

TAKTYKA Z PIEKŁA RODEM.

Gdy kina w Polsce przygotowywały się do wyświetlania filmu Rafała Wieczyńskiego „Popiełuszko. Wolność jest w nas”, co poniektóra prasa polska (?) dość rozległym frontem zaczęła atakować wartości filmu, od wytykania niskiej rangi artystycznej poczynając, a na nieprawdzie historycznej kończąc. Ludzie jednak na film ruszyli tłumnie i wciąż idą. Akcja się więc nie udała. Nie zażegnano niebezpieczeństwa ukazania na nowo „Solidarności” i wewnętrznej siły Kościoła w Polsce. Myliłby się jednak ktoś, kto by pomyślał, że wróg Kościoła złożył broń. Otóż korzystając z mocno frekwentowanego filmu, zaczęto atakować osobę ks. prymasa Józefa Glempa, który odegrał ważną rolę w życiu ks. Jerzego i zagrał siebie w tym obrazie. Atak jest wyjątkowo kłamliwie bezczelny. Młode pokolenie Polaków ma okazję przyjrzeć się, jak wyglądała manipulacja faktami i słowami w czasach PRL-u i jak do dzisiaj robi się z białego czarne na oczach odbiorców medialnych. Dzisiaj Ksiądz Prymas w wywiadzie z Marcinem Przeciszewskim, szefem KAI-u, spokojnie, acz nie bez żalu do oszczerców, odparł zarzuty i rozplątał zawiłości czasu męczeństwa Księdza Jerzego.

 

2009-02-28

BULWAR WSCHODZĄCEGO SŁOŃCA  28 lutego.

Po kilkudniowym mroźnym wietrze, śniegu, a w końcu deszczu, ostatnia sobota lutego zaskoczyła wrocławian piękną, słoneczną pogodą. Tak trzeba było, bo my, ludzie spod „Czwórki” spotkaliśmy się pod gołym niebem nad Odrą, by odsłonić tabliczkę z nową nazwą:
„Bulwar Ks. Aleksandra Zienkiewicza”. Po przedstawieniu obecnym sylwetki ś. p. legendarnego Wujka, duszpasterza akademickiego młodzieży wrocławskiej, zaśpiewaliśmy piosenkę „Słońce niech wschodzi tam, gdzie ty…” Ks. Zienkiewicz lubił i chętnie ją śpiewał na spotkaniach, czy wędrówkach wakacyjnych. Wszystkich uczestników tej małej uroczystości uradowała obecność ks. kard. Gulbinowicza i ks. bpa Dyczkowskiego, Harnasia. Na końcu swą radość z tak licznej frekwencji czwórkowiczów wyraził wiceprezydent miasta. Konferansjerkę prowadził niezastąpiony Zbyszek Lubczyński. Po tej ceremonii poszliśmy do kościoła Piotra i Pawła, czyli pod „Czwórkę”, by wyprosić Boże błogosławieństwo dla rozpoczętych przygotowań do procesu beatyfikacyjnego wrocławskiego Wujka. Niech nad tymi pracami wzejdzie jasne słońce Opatrzności Bożej.

2009-02-25

RACZKOWANIE.

Moja głowa posypana popiołem plastycznie produkuje myśli eschatologiczne. A i serce dość zgrabnie jej wtóruje. Chyba jednak to prawda, że ostatnie stopnie do Nieba są najtrudniejsze do pokonania. Nie dość, że ścieżka życiowa z dnia na dzień staje się węższa, to jeszcze najwyraźniej te stopnie rosną. Stary człowiek jak raczkujące dziecko z trudem wspina się stopień po stopniu. Zmęczony spada często i znowu się wdrapuje. Coś cudownego można zauważyć w starym człowieku, że przy codziennym ubywaniu sił wzrasta dziecięca ciekawość, kto na górze czeka na niego. I to jest ta piękna łaska nadziei, którą średniowieczni artyści przedstawiali jako rękę wyciągniętą z Nieba, aby złapać za kołnierz i wybawić z opresji raczkującego niedorajdę.

2009-02-24
ORDER ORŁA BIAŁEGO.
W Operze Wrocławskiej wielka uroczystość. Pan Prezydent Lech Kaczyński udekorował ośmiu Dolnoślązaków najwyższymi orderami. Wśród nich ks. kard. Henryk Gulbinowicz otrzymał najstarsze i najwyższe polskie odznaczenie: Order Orła Białego. Przy tej okazji prezydent miasta Rafał Dutkiewicz wręczył wielki klucz do „miasta Wrocławia i do serc naszych”. Oczywiście ks. Kardynał zaraz próbował tym kluczem otworzyć serce Rafała. Wielu ludzi z pewnością radowało się tym najwyższym wyróżnieniem naszego (przez prawie trzydzieści lat) pasterza Ziemi Dolnośląskiej. Arcypasterz – senior cieszy się zdrowiem i dobrym humorem.

2009-02-22

NIEUDANA.

Śmiałem się, gdy pierwszy raz przy łóżku chorego usłyszałem: „starość nie udała się Panu Bogu”. Odpowiedziałem: to świetny żart. Dziś wiem, że cierpienie nigdy nie jest żartem, a tym bardziej w starości. A czy udała się starość Panu Bogu? Od jakiegoś czasu rankami dyskutuję o tym z Jezusem. Mam na stoliku Jego twarz, fragment obrazu Hyli z napisem „Jezu, ufam Tobie”. Ten wizerunek jest prawdziwie mistyczny. Twarz się zmienia w czasie rozmów (kto chce, niech nie wierzy). Rano przy modlitwie na wstanie, mówię Jezusowi o bólu. Gdy bóle się nasilają, kłócę się z Nim, niestety! W młodości rodzice zabraniali(!) mi wyrażać sprzeciwy wobec Pana Boga, ale teraz biorę w sukurs starca Abrahama i targuję się z Bogiem o stopnie bolesności.
Siostra Faustyna i ojciec Pio, których wielce sobie cenię i bardzo kocham, przerażają mnie. Wszystko, co osiągnęli w swoim życiu, przechodziło przez ich straszliwe cierpienie. Dziś pytałem Jezusa, czy można marzyć o niebie bez bólów? Może by się udało jakoś uczynić starość mniej nieudaną?

2009-02-20

MARZENIE.

Zapytano mnie o moje marzenia. – Czy ja mam marzenia? Sam nie wiem. Pewnie w młodzieńczym wieku marzyłem o czymś, jak to w dobie dojrzewania. Nie pamiętam. Wiem jedynie, że gdy czegoś pragnąłem, to robiłem wszystko (lub prawie wszystko), by pragnienie zrealizować. Może właśnie to, co zmieścić się może między pragnieniem a zrealizowaniem, wypełnione jest marzeniami? Gdy kiedyś zapragnąłem spotkać się z przyjaciółmi na drugim krańcu Polski, to potrafiłem jechać pociągiem przez całą noc, porozmawiać kilka godzin i wracać z powrotem. To nie było trudne, bo cała podróż wypełniona była dynamicznymi obrazami przeszłości i wyobraźnią na wyrost. Kiedyś marzyłem o moim pierwszym kościele pełnym ludzi zasłuchanych, o plebanii w górach i ogródku dookolnym z malwami. Śmieszne i nieważne już dziś.
A jednak mam jedno pragnienie i to ono często czyni mnie marzycielem. Od dziecka noszę w sobie pragnienie świętości. To czasami miało się nijak do mojego postępowania – i zawsze potem czułem obrzydzenie do siebie – a czasami wybuchało jak słońce zza grani – i wtedy czułem się cudownie – wszystko było osłonecznione i święte. Gdy czytałem (w szkole średniej) o świętej Teresce, czy o św. Franciszku, chodziłem jak w transie, niepoprawnie zdumiony. To rozanielenie napadało mnie w najmniej odpowiedniej chwili. Kiedyś wymknąłem się z prywatki koleżeńskiej, by zapatrzeć się w gwiazdy i nasycić ciszą nocną. Różne miałem młodzieńcze rozmarzenia, a wszystkie jakby pochodne od tego jedynego pragnienia. Nie przeszkadzało mi to angażować się w sprawy polityczne; był to czas odwilży październikowej 56 roku. Po maturze, już w seminarium prefekt „Czarny” przezywał mnie poetą i mówił, że z takimi to najgorzej. Pewnie miał rację, byłem nadal niepoprawny.

2009-02-17

PONURY DUCH CESARZA.

Wyższe duchowieństwo austriackie w Linzu wyraziło swą niezgodę na nominację nowego biskupa. Dziekani diecezji określili 54-letniego księdza Gerharda Wagnera, którego niedawno mianował na biskupa pomocniczego Benedykt XVI, za ultrakonserwatystę. – Dlaczego? – Bo ten proboszcz śmiał twierdzić, że tsunami, które w 2004 r. spustoszyło południowo- wschodnią Azję, czy huragan „Katrina” z 2005 r. były karą za grzechy i moralne zepsucie społeczeństwa. Ksiądz żarliwie zwalczał też książki o Harrym Potterze, bo uznał je za publikacje satanistyczne. Gdy za takie nauczanie ks. Wagner dostał od austriackiego episkopatu zakaz występowania w mediach, ojciec św. mianował go biskupem. Ot i cała geneza austriackiego buntu. Pamiętam , że pod koniec XX wieku podobną historię przeżył Wiedeń, z tym że tam bunt podnieśli świeccy działacze katoliccy.

Wyraźnie widać, że ponury duch cesarza Józefa II, nazywanego arcyzakrystianinem Kościoła rzymskiego, straszy jeszcze nad Dunajem.

2009-02-15

WAŻNE SŁOWO.

Mały placyk przed jezuickim kościołem na Al. Pracy we Wrocławiu otrzymał dziś nazwę „O. Adama Wiktora SJ”. Rodzina zmarłego 10 lat temu byłego proboszcza tej parafii odsłoniła tablicę z tą nazwą. Aktorzy recytowali piękne wiersze, lud Boży śpiewał pieśni ze stanu wojennego. Na Mszy ks. Abp głosił homilię o uzdrowieniu trędowatego i o bohaterskim duszpasterzu ludzi pracy. Był też prowincjał jezuitów, który dziękował pocztom sztandarowym i wszystkim obecnym.
Nie będę ukrywał, ze pieśń „Ojczyzno ma”, znów śpiewana po dwudziestu kilku latach, wzruszyła mnie. Znów stałem jak wrośnięty w ziemię i śpiewałem całą piersią. Jednak podczas tej uroczystości kołatała w mym sercu niespokojna myśl o tym, że w 1987 roku, gdy przeniesiono ojca Adama Wiktora z Wrocławia do Nowego Sącza, ludziom tej parafii i całemu duszpasterstwu ludzi pracy stała się krzywda wielka. Dokumenty z tamtego czasu mówią wyraźnie o naciskach ubecji na ludzi Kościoła, aby zlikwidować to środowisko żywego, religijno-patriotycznego oporu wobec komuny. Gdy o. Adam opuścił Wrocław, nie rozumiałem, o co tu chodzi. Ale gdy na ulicy spotkana osoba, informując mnie o tym, powiedziała szorstko: Kościół nas zdradził, poczułem ostre ukłucie w sercu. Spodziewałem się, że przy dzisiejszym upamiętnieniu „bohaterskiego duszpasterza” padnie słowo przeproszenia ze strony ordynariusza archidiecezji i prowincjała zakonu. To nic, że to są nowe osoby, które nie układały się ze stroną przeciwną, ale siedzą na tych samych fotelach. Ludzie z Alei Pracy mają prawo do tego ważnego słowa.

 

2009-02-09

CIĄG  KU  ŚMIERCI.

Elana Englaro nie żyje. Trzeciego dnia po zaprzestaniu dostarczania jej sondą wody i pokarmu, umarła. Lekarze włoskiej kliniki w Udane dziwią się, że tak szybko ustały jej funkcje życiowe. Rozżaleni są (na kogo?) politycy, którzy intensywnie pracowali nad zmianą konstytucji dla wprowadzenia zakazu odłączania  człowieka żyjącego, pozostającego w śpiączce. Nie zdążyli. Obowiązujący wyrok Sądu Najwyższego dał lekarzom prawo do tej eutanazji.
Trapi mnie niezrozumiałe i uparte dążenie jej ojca do tej śmierci. Czy tylko chodziło o zakończenie trwających od siedemnastu lat kłopotów związanych z pielęgnacją i żywieniem córki? Przecież siostry zakonne już od dłuższego czasu wielkodusznie, za darmo zajmowały się Eluaną, karmiły, kąpały, wywoziły na spacer na wózku inwalidzkim… Po prostu kochały ją. To nie wydatki materialne ojca odgrywały tu pierwszą rolę. Dziwnie zabrzmiały słowa gniewu ojca rzucone przeciw Kościołowi, że nie może narzucać innym swoich wartości. Gdy w sercu człowieka zapłoną pokłady niewiary, wtedy powstaje spontaniczny ciąg ku śmierci.

A co można powiedzieć o lekarzach, którzy kobietę w śpiączce zagłodzili na śmierć? Ks. abp Albert Malcolm Ranjith, sekretarz Kongregacji Kultu Bożego, stwierdził, że do komunii nie mogą przystąpić ci, którzy opowiedzieli się za uśmierceniem Eluany.

2009-02-06

PECH.

Kolęda parafialna dobiega końca. W tym roku choroba i zmiana terminu szkolnych ferii zimowych pokiereszowały nam plan odwiedzin duszpasterskich. Ministranci biegali raz zapowiadając, a drugi raz odwołując w danym dniu wizytę. Pewna parafianka zdenerwowana do czerwoności nakrzyczała na ministranta: wczoraj naczekałam się cały wieczór, jutro nie przyjmę kolędy! Chłopak ze stoickim spokojem odrzekł: to ma pani pecha.

2009-02-04

JEDNA DUDKA.

Po ataku Żydów na papieża za wypowiedź biskupa lefebrysty, mamy nowe wydarzenie na arenie dyplomatycznej. Butna ewangeliczka niemiecka Angela Merkel, jako kanclerz Niemiec, nie potrafiła pohamować języka i zaatakowała Benedykta XVI, przecież także z rodu Teutonów. Czy to nie dziwne? Wczoraj w Berlinie wyraziła swe oczekiwanie na to, iż „papież i Watykan jasno oświadczą, że zaprzeczanie holokaustowi jest niedopuszczalne, a pozytywne stosunki z Żydami są konieczne”. Według pani kanclerz „do takiego zadowalającego wyjaśnienia jeszcze nie doszło”.
Na takie niepolityczne i nieprawdziwe odezwanie się szefowej rządu z miejsca zareagował benedyktyn niemiecki Gregor Maria Hanke, biskup diecezji Eichstätt. Oburzony określił te słowa jako „niepojęte i zdumiewające”. [IDK, 4.02.2009r.]
A czyż nie jest daleko więcej zdumiewający fakt, że w jedną dudkę dmuchają Niemcy z Żydami, właśnie na temat holokaustu (!), niesprawiedliwie atakując zwierzchnika Kościoła Katolickiego?

2009-02-02

NAGONKA.

Rozpętana przez media zachodnie nagonka na Ojca św. za zdjęcie cenzury kościelnej z czwórki biskupów ważnie acz niegodnie konsekrowanych w schizmatyzującym Towarzystwie Kapłańskim Św. Piusa X w dalszym ciągu jest rozdmuchiwana i sztucznie podtrzymywana, także w Polsce. To nie do wiary, ile bzdur można napisać piórem nieobeznanego z prawem kanonicznym i, najczęściej, niechętnego Kościołowi dziennikarza.
Nie dziwię się dyżurnemu katolikowi Gazety Wyborczej (choć wdzięczny mu jestem za książeczkę o Apostołach). Nie mogę natomiast pojąć potrzeby publicznej krytyki papieża u innego sztandarowego katolika, Marszałka Senatu.
Benedykt XVI zdejmując tę ekskomunikę z biskupów, okazał im najwyższe miłosierdzie w Kościele. Od tej chwili bowiem mogą oni sprawować Eucharystię i inne sakramenty bez grzechu ciężkiego. Papież wprowadził ich na drogę Łaski, drogę do zbawienia wiecznego. Biskup brytyjski Richard Williamson negując istnienie holokaustu, popełnia albo grzech pychy: ja wiem najlepiej, albo – przeciwnie – wykazuje brak podstawowego warunku do popełnienia grzechu ciężkiego, pełnej świadomości i wiedzy o materii grzechu.
Zdjęta kara kościelna nie dotyczyła głoszonych poglądów na temat holokaustu. Tym poglądom biskupa Williamsona powinna się oprzyjrzeć prokuratura: zbadać dokładnie wypowiedzi, osądzić je i ewentualnie ukarać. Obrzydliwe ataki polityków i dziennikarzy na Następcę św. Piotra najwyraźniej mają swe źródło gdzie indziej, a nie w prawdzie.

2009-02-01

CYRYL.

Cerkiew rosyjska otrzymała nowego metropolitę Moskwy i Wszechrusi – Cyryla.
Putin i Miedwiediew zaprosili na uroczysty obiad na Kremlu nowego zwierzchnika Cerkwi prawosławnej.

2009-01-27

PAMIĘĆ I POLITYKA.

Dzień 27 stycznia ONZ nazwała Międzynarodowym Dniem Pamięci o Holokauście. Do poniemieckiego obozu zagłady Birkenau pod Oświęcimiem w Polsce przybyło z całego świata blisko dwa tysiące Żydów z ich rabinem na modlitwę w intencji ofiar hitlerowskiego shoah. Stanąłbym przy rabinie do wspólnej recytacji 42. Psalmu lamentacyjnego, bo czuję dramat wojny i bezprecedensowy ogrom szatańskiej nienawiści niszczącej miliony Żydów i nieżydów. Stanąłbym do tej modlitwy pokornej, jak to uczynił nasz wielki rodak Jan Paweł II klęczący w bunkrze śmierci. Stanąłbym dzisiaj przy żydowskim nauczycielu wiary, gdyby ten modlił się głośno do Jedynego Boga, Ojca wszystkich ludzi, za niewinne ofiary kobiet i dzieci palestyńskich setkami mordowanych w tym miesiącu przez armię izraelską. Nikt i nic nie może w świetle wiary w Boga Jedynego pochwalić Hamasu za rakiety wystrzeliwane w stronę izraelską – to jest jasne! Ale też w żaden sposób nie można usprawiedliwić tak nienawistnego odwetu, gdzie np. za jednego snajpera arabskiego strzelającego na dachu bombarduje się cały wielopiętrowy dom z dziesiątkami rodzin wewnątrz.
To właśnie w Yad Washem, najczęściej można usłyszeć piękne żydowskie powiedzenie: „Kto ratuje jedno życie, ten ratuje cały świat”. Taki ratujący zasługuje na najwyższą wdzięczność i szacunek. A na co zasługują ci, którzy niewinnych strącają na dno Szeolu? Czy pod ścianą płaczu w świętym mieście Yerushalaim ktoś w czarnej jarmułce wezwał rodaków do przebłagania Boga Trzykroć Świętego za straszny grzech polityków – odwetowców żydowskich?

2009-01-25

JEDNANIE.

Żydzi i nieżydzi psy wieszają na Ojcu św. za zniesienie ekskomuniki zaciągniętej latae sententiae w 1988 roku przez czterech biskupów Bractwa św. Piusa X, którzy przyjęli sakrę poza wolą papieża. Opinia publiczna w Kościele też jest podzielona. Dobrze, czy niedobrze uczynił Benedykt XVI zdejmując karę kościelną? Obraził, czy nie obraził niemiecki papież polskiego papieża, który potwierdził tę cenzurę obowiązującą z samego prawa? I wreszcie wolno, czy nie wolno rabinom mieszać w wewnętrznych sprawach Kościoła? Takie pytania stawiają, a nawet na nie odpowiadają, media światowe. Dla wierzących katolików ciężkim kawałkiem do przełknięcia jest upór, z jakim lefebvryści negatywnie oceniają Vaticanum Secundum, nazywając to dzieło Kościoła XX wieku robotą szatana.
Z pewnością to są trudne kwestie i, jak mówią watykaniści, strony mają jeszcze sporo do powiedzenia sobie. Dialog prowadzący do pełnej wierności nauczaniu Kościoła będzie się toczył w łonie Papieskiej Komisji Ecclesia Dei zatwierdzonej przez Jana Pawła II.
Obserwując duszpasterski rys myślenia i decyzji Benedykta XVI, nie można nie zauważyć, że Ojciec św. konsekwentnie dąży drogą Jana Pawła II do scalania i jednania w Kościele, a nie do rozłamów. Po przywróceniu w roku 1990 przez polskiego papieża kapłanów czeskich z „Pacem in Terris” do jedności ze Stolicą Apostolską, w roku 2007 przyszło uznanie ważności święceń duchownych prokomunistycznego Kościoła w Chinach. A teraz widzimy wyciągniętą rękę Benedykta XVI do zgody z lefebvrystami. Papież wie, co robi i zna swoją rolę w Kościele. Deus caritas est!

2009-01-21

POBOJOWISKO.

Dziś nad ranem ostatni żołnierz Izraela opuścił strefę Gazy, kończąc w ten sposób 22-dniową wojnę z Palestyńczykami na ziemi Chrystusa. Premier Izraela Ehud Olmert przeprosił Palestyńczyków i zapewnił, że Izrael nie jest ich wrogiem. Piękne słowa, ale skutki najazdu nie dadzą się nimi przykryć: 1300 zabitych i wielki płacz ich rodzin, ponad 5000 rannych, do których przez długi czas nie dopuszczono pomocy medycznej i których cierpienie nie znikło po ogłoszeniu rozejmu. Strefa Gazy przedstawia wielkie gruzowisko stworzone przez naloty izraelskie, w którym gnieżdżą się tysiące ludzi bez dachu nad głową. Po stronie izraelskiej zginęło dziesięciu żołnierzy i trzech cywilów. Oto jest plon polityki kierującej się dawno przez Chrystusa przekreślonym prawem „oko za oko, ząb za ząb” i zamienionym na prawo „miłujcie nieprzyjaciół waszych”. Uzbrojony po zęby Izrael wygrał batalię, ale nie wygrał wojny. Ten najazd na Gazę i zostawione tragiczne pobojowisko wywołało szeroko w świecie nienawiść do Żydów, a w Palestynie młodzież lawinowo zaczęła wstępować do Hamasu.

2009-01-20

WYJŚCIE Z CIENIA.

Diabeł pracujący nad niszczeniem Polski przez rozbijanie więzi rodzinnych Polaków wyszedł z cienia. Najpierw świeccy adwokacji zwęszyli interes i zaoferowali pomoc katolikom, którym nie układa się życie małżeńskie. Uczą ich (za nieliche pieniądze) odpowiadać na pytania obrońcy węzła małżeńskiego w sądzie duchownym, aby uzyskać dekret o nieważnie zawartym małżeństwie.
Z Austrii zostały przeflancowane na nasz teren „targi rozwodowe”, w najbliższą niedzielę zostaną otwarte już po raz drugi. Pierwsze odbyły się jesienią 2008 roku we Wrocławiu. Co tam można kupić? – Doradców prawnych, detektywów, seksuologów, a nawet badaczy DNA. Trzydzieści firm już stanęło w gotowości, aby przeprowadzić bezstresowo rozwodników ku „nowemu początkowi”.
Telewizja Polsat postanowiła małpować amerykański show „Moment prawdy”, w którym można będzie na żywo usłyszeć opowieści o małżeńskich nieuczciwościach, zdradach, ukrywanych przez lata incydentach urlopowych pozamałżeńskich. Za oceanem i w Europie program przyciąga tysiące widzów. Uczestnicy mamieni są obietnicą otrzymania ogromnej nagrody pieniężnej, nawet do pół miliona dolarów. A skutki w rodzinach są dramatyczne. Szok, ból, płacz, rozwód.
Wszystkie te działania antyrodzinne kierują się jednym wskazaniem: zdobyć jak największą kasę! Diabeł nie śpi. Co więcej, przestał się wstydzić, jest bezczelny, nie boi się pokazywać twarzy swych sługusów.

2009-01-19

WYTRYCH.

Jestem przerażony tym, jak często młodzi ludzie używają prymitywnego wytrycha do zamykania się przed Bogiem. W naszej parafii mieszka sporo studentów na stancjach. Zwykle podczas kolędy, wiedziony starym instynktem duszpasterza akademickiego, pukam do ich drzwi. Mówię, że chcę się z nimi pomodlić. Czasem udaje mi się, mimo pierwszej zdziwionej niechęci, odmówić po chwili wspólnie „Ojcze nasz”. W takim, niestety rzadkim, wypadku dochodzi do dłuższej rozmowy i odwiedziny kończą się uśmiechniętym pożegnaniem. Najczęściej jednak, mimo wcześniejszej informacji gospodarza o odwiedzinach księdza, moja propozycja wspólnej modlitwy spotyka się z ostrą repliką: „Nie, nie, nie! Jestem ateistą”. Czasem słyszę w tym głosie tonację wyższości, a czasem widzę w oczach dziwny strach.
„Bycie ateistą” stało się modnym sposobem wyrażania dojrzałości wieku tuż przed- i tuż pomaturalnego. Nie wierzę, by to był głos z głębi serca. Ale z pewnością jest to najwygodniejsze zamykanie, zamiast otwierania, nowych przestrzeni prawdy. A ile w tym lenistwa intelektualnego? Któż to zmierzy?

2009-01-17

SZALEŃSTWO.

Ten dzień był bardzo ceniony przez komunę: wyzwolenie Warszawy przez armię sowiecką. Po przewrocie ustrojowym tego dnia nie wspominano nawet, aliści  w tym roku  tu i tam w mediach pojawiły się przypominki o oswobodzeniu stolicy. Zastanawiam się, czy to nie płynie tym samym nurtem przypominania PRL-u przeróżnymi „bohaterskimi” filmami. Niby dla obśmiania, ale przecież nie pokazuje się nocnych kolejek przed sklepami, kartek na chleb, na mięso, na cukierki i alkohol. Nie ujawnia się tajniaków węszących w mieście, gdzie ktoś słucha radia Wolna Europa, czy też na wsiach, który gospodarz bije świnie po kryjomu. Nie pokazuje się na filmach ludzi wyrzucanych z pracy za chodzenie do kościoła, ochrzczenie dziecka, czy ślub kościelny w nocy… Wydaje się, że w tym szaleństwie jest metoda.

2009-01-16

UCIECZKA.

W sobotę zmarł Tadeusz Szymków, aktor. Dziś prowadziłem kondukt żałobny do grobu w kwaterze zasłużonych na Osobowicach. Na końcu nad mogiłą przemawiali dwaj „ludzie ze środowiska”, czytali. Teksty były nieźle napisane, ważne chyba dla autorów, bo zupełnie nieważne dla zmarłego. Teksty te były tchórzliwe, uciekały od Boga i Wieczności, w świetle których przecież stał już prawdziwie świętej pamięci Tadeusz Szymków. Jeden zaledwie brzdąknął coś o metafizyce wplecionej w istnienie. Może ta ucieczka wyjaśnia zjawisko miałkości tego, co jest grane bieżąco na scenach polskich teatrów?

2009-01-09

WZRUSZENIE.

O, jakże się cieszę! Prymas Belgów, kard. Godfried Danneels, wyraził nadzieję, że apostoł trędowatych, o. Damian de Veuster, beatyfikowany przez Jana Pawła II w 1995 roku, będzie wyniesiony na ołtarze całego Kościoła powszechnego może już w tym roku jesienią. Pierwsze spotkanie z tą arcyciekawą postacią miałem na początku studiów seminaryjnych. Zwyczajowo podczas obiadu w refektarzu czytana była powieść Wilhelma Huenermanna pt: „Ojciec Damian”. W ciszy połykaliśmy zupę, ziemniaki z kapustą, czasem mielone „granaty”, gdy tymczasem książka nas całkowicie pochłaniała. Narracja była świetna, a postać o. Damiana przedstawiona bardzo plastycznie i kolorowo. Długo nosiłem ten obraz w sercu. Ta książka zmieniła moje marzenia o życiu kapłańskim. Przed wstąpieniem do seminarium myślałem o pracy w górach (pierwsze podanie zawiozłem do seminarium krakowskiego).Plebania musiała być koniecznie z ogródkiem pośród cichej, rozsłonecznionej przyrody. Ojciec Damian skierował moją uwagę na drugiego, potrzebującego człowieka. Słuchałem lektury i coś jakby ze mnie od głowy do stóp spływało, może to były stare stereotypy i pragnienia? Po tej lekturze czułem się taki malutki, wiedziałem, że nie potrafię wykrzesać z siebie tego misjonarskiego bohaterstwa. Opis powrotu ciała zakonnika statkiem do ojczyzny, powitanie w porcie i hołd oddany bohaterowi narodowemu – to było nie do wytrzymania. Siorbałem zupę i ukradkiem ocierałem łzy na policzkach. Dziś także jestem wzruszony.

2009-01-08

ZŁOTY CIELEC.

W Wielkiej Brytanii od Londynu rozpoczęło się plakatowanie autobusów z hasłem: „Boga chyba nie ma. Nie martw się, po prostu ciesz się życiem”. Oprócz 800 „piętrusiów” hasło to dźwiga 1000 stacji metra londyńskiego. Intrygujące jest tu słowo „chyba”. Czyżby autorka tego pomysłu, ateistka Ariane Sherine, która zorganizowała zbiórkę całobrytyjską na tę akcję, nękana była wątpliwościami? Hmm, a jeżeli Bóg jest?…
Przychodzi mi na myśl historia żydowska zapisana w Księdze Wyjścia [Wy 32,1-24]. Gdy Mojżesz poszedł na górę rozmawiać z Bogiem i długo nie wracał, naród przerażony brakiem bezpieczeństwa, jakie dawał Mojżesz, przyjaciel prawdziwego Boga, postanowił zapewnić sobie życie radosne i bez lęku, tworząc złotego cielca z uzbieranych kosztowności w całonarodowej składce. Wiadomo, czym się ten pomysł skończył. Mojżesz wrócił i roztrzaskał bożka. Bóg prawdziwy ukarał pragnących łatwego szczęścia nie tyle starciem na proch cielca, dzieło rąk ludzkich, ile palącym wstydem wobec przyszłych pokoleń. Wiele wieków później spotkać można radykalną ocenę tamtej postawy u psalmisty biblijnego: „Rzekł głupi w sercu swoim: nie ma Boga” [Ps 14,1].

2009-01-07

MROŹNO.

Na dworze mróz siarczysty, ponad 20 stopni Celsjusza. Rosja zakręciła kurek gazowy dla południowej Europy przy okazji nieprzyjaźni wobec Ukrainy. Hegemon ruszył berłem, a niektórzy mówią o zmartwychwstaniu Stalina. W Polsce premier od spraw gospodarki, wtórując za ministrem spraw zagranicznych, mamrocze do mikrofonu, że wszystko OK. My nie musimy się obawiać. Ha, ha, ha słychać za bramą kremlowskiego mauzoleum na Placu Czerwonym.

2009-01-06

KOLĘDA.

Odwiedził mnie po południu kolega, też proboszcz. Mówił, że minął grupę kolędników, którzy z gwiazdą pakowali się do tramwaju. Wspominaliśmy nasze szkolne lata, gdyśmy podobnie kolędowali, zarabiając zwykle na cukierki czy zeszyty. Ja kiedyś z tego „zarobku” kupiłem sobie w antykwariacie książkę „20 000 mil podmorskiej żeglugi” Juliusza Verne’a. Przy herbacie kolega rozmarzył się wspomnieniami, a na koniec obdarzył mnie historią, zupełnie kontrapunktową, jaką przeżył przed rokiem. Otóż po zakończonej kolędzie parafialnej, po odliczeniu tego, co z ofiar uzbieranych należało przesłać do kurii i seminarium oraz przeznaczyć na cele charytatywne w parafii, zapytał wikariusza, czy nie zechciałby wspólnie przekazać jakąś niewielką część na odnowienie wymagającej pilnie remontu kaplicy cmentarnej: przecież duszpasterze też są parafianami. Wikariusza zatkało, a gdy odzyskał mowę, powiedział z naciskiem: nie, bo parafia nie jest po to, by do niej dokładać, lecz by z niej brać zyski. I dodał jakby w usprawiedliwieniu: moi koledzy, z którymi rozmawiam, też tak uważają.
Nie miałem czym pocieszyć kolegę proboszcza, bo stały mi przed oczami nie tak dawno czytane słowa biskupów, którzy zauważają, iż niektórzy kapłani swe duszpasterstwo traktują wyłącznie na zasadzie umowy o pracę i płacę. Ale też pomyślałem sobie, że gdyby ten młody człowiek od dziecka żył w warunkach niemieckich, austriackich czy szwajcarskich, może umiałby wykrzesać z siebie nieco bezinteresowności.

2009-01-05

KOLĘDNICY.

Podczas dzisiejszego spotkania z grupą dziewcząt i chłopców z całego kraju w urzędzie kanclerskim w Berlinie pani Angela Merkel wyraziła wielkie uznanie dla ich wieloletniej działalności. Od 28 grudnia ub.r. w całych Niemczech w „kolędowaniu z gwiazdą” uczestniczy 500 tys. dziewcząt i chłopców, w Austrii jest ich 85 tys. i tysiące w Szwajcarii.
Akcja kolędników, podczas której zbierane są pieniądze na realizację różnych projektów pomocy w krajach rozwijających się jest największą tego typu inicjatywą na świecie. Dzieci przebrane za Trzech Króli, chodzą ze śpiewem od domu do domu, zazwyczaj w okresie od 28 grudnia do 6 stycznia – uroczystości Objawienia Pańskiego. Z zebranych przez nich funduszy rokrocznie realizowanych jest kilkaset projektów pomocy w Afryce, Azji i Ameryce Południowej dla milionów osób – pozbawionych środków do życia, starych, chorych, dzieci ulicy.

2009-01-02

ZAROBKOWANIE.

Tak rozplotkowanej niewiasty, jak szanowna pani redaktor Katarzyna Wiśniewska, dawno nie doświadczyła polska opinia publiczna. Jej ponoworoczny komentarz w Gazecie Wyborczej aż dech zapiera… I odbiera chęć przymrużenia oka wobec gazetowego zarobkowania po balu sylwestrowym.

2009-01-01

STARE PRAWO.

Smutek dziś pogłębia fakt trwającej już pięć dni wojny w Ojczyźnie Chrystusa Pana. Bezczeszczenie Ziemi Świętej! Żydowskie prawo „oko za oko, ząb za ząb” nie rokuje bliskiego końca tej strasznej nienawiści. Dzisiejsi politycy żydowscy stoją w dalszym ciągu przed granicą Nowego Testamentu. Żeby chociaż nie rzucali pocisków śmiercionośnych do swych wrogów przez tę granicę. Ponad tysiąc rannych i cztery setki nieżywych Palestyńczyków! Nikt nie umie przekonać polityków spod gwiazdy Dawida, że Hamasu nie da się zlikwidować militarnie. Trzeba rokowań, trudnych i cierpliwych rozmów! Przemiany serc nie osiąga się ani atakiem, ani kontratakiem. Nowy Testament pozwala nam dziś pochylić się nad bezbronnym Dzieckiem i umiłować Je. Wyciszyć szczęk broni i zasiąść do wspólnego stołu nawet z wrogiem. Hamasowemu myśleniu trudno to przyjąć, ale Żydom, z których wyszedł na świat Jezus Chrystus?… Przekraczanie granic w sercu okazuje się trudniejsze niż forsowanie granic terenowych.