2010

2010-12-31
PÓŁNOC.
Na Rynku wrocławskim tłumy i tłumy. Pokazuje to dwójka TVP. Na estradzie zmarznięci artyści, piosenkarze, prezydent Rafał z papierową gwiazdką na uchu prawym, spikerzy, kelnerzy i kto tam jeszcze z butelkami szampana i uśmiechami twardo przylepionymi do twarzy na przekór zimie z dwoma zaledwie stopniami Celsjusza. Powoli gasną fajerwerki. Noc dokoła cichnie. Pogadam jeszcze chwilkę z królem Dawidem, on pewnie zna przyszłość. Ja nie znam, więc oddaję ten nowy rok 2011 w ciepłe ręce Zbawiciela.

2010-12-28
SNY.
Święty Józef bywał w wielkich tarapatach związanych z początkami rodziny, którą założył z Maryją. Po ludzku patrząc, nie można ominąć tego rodzaju kłopotów rodzinnych. Każdy małżonek i dziś może to potwierdzić. Józef absolutnie we wszystkim zaufał Bogu. Kochał Maryję, oboje pochodzili z tego samego rodu Dawida, oczekiwali na obiecanego Mesjasza. Jeżeli Bóg ich wybrał do rzeczy Wielkich, a przekraczających ich ludzkie możliwości, czyż nie powinna ta rola być im ułatwiona? – Okazuje się, że nie! Józef musiał wszystko przemęczyć całą swoją osobą. Bóg w ten sposób modelował jego świadomość wewnętrzną. Działał na Józefa we śnie. On wstawał i zaczynał spełniać, co zobaczył i usłyszał we śnie i w ten sposób trudna sprawa, czy zagrożenie było eliminowane. Błogosławiony i przed swą śmiercią byłeś, Józefie!
Ja czasem, gdy budzę się rano, widzę, czuję, czy jak to nazwać, resztki jakiejś rzeczywistości i jakiegoś dziania się, a nawet mam w uszach czyjś głos… Z jakiego miejsca wróciłem? W jakim dzianiu się uczestniczyłem? Kompletny zator.

2010-12-26
DYLEMAT.
Biskupi polscy w dorocznym liście na niedzielę Świętej Rodziny napisali m.in.: „Siostry i Bracia! Komunia z Bogiem to serce rozmiłowane w Bogu. To człowiek podzielający Boży sposób patrzenia i rozumienia. To całe życie oddane Panu Bogu. W takim kontekście lepiej rozumiemy, że przystępowanie do Komunii Świętej nie jest i nie może być praktyką oderwaną od życia – od tego, co myślimy, mówimy, jakie są nasze przekonania i czyny. (…) Każdy katolik, który odrzuca prawo Boże, winien się nawrócić. Inaczej jego przystępowanie do Komunii Świętej jest świętokradztwem. (…) Nikt wewnętrznie uczciwy nie może wybierać grzechu, a równocześnie twierdzić, że żyje w zjednoczeniu z Bogiem. Tym bardziej nie może z uporem demonstrować publicznie jedności z Ciałem Chrystusa, gdy odrzuca ewangeliczny styl myślenia i postępowania. W takim przypadku posiada błędnie ukształtowane sumienie i potrzebuje nawrócenia”.
I co teraz będzie? – A co może być?… Albo katolicy urzędujący na wysokich stanowiskach państwowych przestaną opowiadać publicznie o swej wierze (podziemie?)… Albo ukaże się zakaz państwowy uczestniczenia urzędnikom w uroczystościach kościelnych (palikocizna?)… Chyba że się nawrócą…

2010-12-25
STACJA BETLEJEM.
Jezus przyszedł na ziemię, czy ktoś czekał na Niego? Zapowiadany był przecież tylokrotnie. Matka była przy Nim, ochraniając Go przed obcością tego świata, a Józef po nieudanym dobijaniu się do dobroci obcych ludzi zajął się szykowaniem prymitywnego przytuliska z desek wyścielonych słomą czy sianem. Aniołowie odprowadzili Go tu z Nieba. Noc była pełna gwiazd. Z ludzi nikt nie czekał na Niego. Co sobie aniołowie pomyśleli o ludziach? Jeden z nich udał się na pole, gdzie spali pasterze. Rozbudził ich ciekawość, przyszli. Nic nie rozumieli, ale zapamiętali i potem opowiedzieli. To właśnie im pierwszym świat zawdzięcza zauważoną Chwilę Czasu, która przełamała na pół historię ludzkości. Prorok Izajasz zapowiadał tę chwilę w zupełnie innej tonacji: „Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką” . Może bardzo potrzebował pociechy dla swego znękanego niewolą narodu, a może przepowiadał już drogę Kościoła? Jakakolwiek byłaby tu właściwa interpretacja, to jedno jest pewne: nie czekał na Niego nikt z tych, dla których przyszedł na ziemię.

2010-12-22
DUSZPASTERSTWO GRUDNIOWE.
Od tygodnia trwa czas „wigilii” czy „opłatków” środowiskowych. Dziś uczestniczyłem w trzech: w szkole, w Regionie „Solidarności” i w Odnowie Życia w Duchu Świętym. Trochę za dużo, dość męczące, ale świetny kontakt z ludźmi. Bardzo często to są inni ludzie niż ci z niedzielnej Mszy św. Przy składaniu życzeń oprócz tradycyjnego „zdrowia, zdrowia i jeszcze raz zdrowia, bo to najważniejsze”, można usłyszeć czasem jakiś głębszy ton. Trzeba wsłuchiwać się uważnie, by w odpowiedzi nie przejechać się po człowieku jak po bruku. Ludzie niosą w sobie szczęście i nieszczęście, nie wiadomo kiedy może któreś wybuchnąć. Miło jest usłyszeć ciepłe słowa, pełne serdeczności, ale chyba ważniejsze jest, by w odpowiedzi (czasem dłuższej) znaleźć właściwe słowo, które podniesie serce, wyrówna zmarszczki wokół ust, obetrze skradającą się łzę malutką pod rzęsami.
Nie w każdym środowisku wszyscy się garną z opłatkiem do księdza. Potrzebna jest bystra obserwacja, by z uśmiechem zajść komuś drogę i dobrym słowem zdjąć z jego czoła chmurę rzucającą cień na księdza. Kiedy indziej usłyszysz między życzeniami słowo „przepraszam”, a także możesz komuś szepnąć „dobrze, że jesteś”. Warto brać udział w tych „wigiliach” i „opłatkach” nie tylko dla ryby, pierogów z kapustą i barszczu z uszkami.

2010-12-21
OLŚNIENIE.
Ojciec Ludwik znów zabrał głos. Tym razem w Gazecie Wyborczej na temat swego listu. Cytuję fragmenty. „1) Oświadczam, że nie przekazałem listu prasie, nie wyraziłem także zgody na jego publikację. List napisałem do Nuncjusza i kilku biskupów i w ich ręce złożyłem losy mojego apelu. 2) (…) oskarża się mnie za to, że list ukazał się w „Gazecie Wyborczej”. Odpowiadam – nie miałem na to wpływu. 3) (…) przypisywanie mi intencji niszczenia Kościoła uważam za największą obelgę. Nie chcę także zniszczenia Radia Maryja. (…) 4) Jestem wdzięczny wszystkim, którzy włączyli się do dyskusji, nie tylko tym, którzy się ze mną zgadzają, ale także tym, którzy mnie krytykują. (…) 5) Pojawiły się głosy podejrzewające o jakieś „obce inspiracje” przy powstawaniu tego tekstu. Odpowiadam: nie było takich inspiracji. (…) PS Powyższy tekst napisałem w niedzielę 19 grudnia. Tymczasem w poniedziałek „Gazeta Wyborcza” opublikowała wywiad z Księdzem Arcybiskupem Józefem Kowalczykiem, Prymasem Polski. Szok, wdzięczność, radość, podziw! Oto jakiego mamy Prymasa. Chciałoby się powiedzieć: Księże Arcybiskupie, Prymasie Polski – prowadź nas!”
Otóż to! Nie tylko szok, ale i olśnienie zakonnika: oto mamy poszukiwaną „twarz” Kościoła w Polsce! Po tych listach nikt nie ma już prawa o autorze nie pamiętać. Jest jednak zagubiony.

2010-12-19
KATECHETA.
Byłem dziś w Sycowie, 50 km od Wrocławia, ale już w diecezji Kaliskiej. Po wojnie w 1947 roku, gdy w Sycowie prefektem w szkole był ks. Aleksander Zienkiewicz, miasteczko należało do archidiecezji wrocławskiej. Pojechałem na zaproszenie ks. proboszcza , aby przypomnieć parafianom ich dawnego katechetę i przybliżyć sprawę jego procesu beatyfikacyjnego. Homilię zatytułowałbym: „Święci chodzą wśród nas”. Wyszedłem od ukazanej w ewangelii postaci św. Józefa – człowieka posłusznego woli Bożej i według niej rozwiązującego codzienne ludzkie problemy. Stąd już miałem otwartą drogę do osoby mego szefa zwanego Wujkiem. Duży kościół był wypełniony wiernymi, do komunii przystąpili chyba wszyscy ludzie starsi. Kilku księży komunikowało, ja jednak nie zauważyłem przed sobą młodzieży. Po świętej Eucharystii ks. proboszcz zaprosił mnie do salki na spotkanie z parafianami, którzy pamiętają Sługę Bożego. Była ich spora gromada, mówili ze wzruszeniem o ks. Aleksandrze, który przygotował ich do I Komunii, pokazywali fotografie z tamtego czasu. Opowiadali o harcerstwie, które założył młody katecheta, grał z chłopakami w piłkę i wyjaśniał, na czym polega trudna praca nad sobą i zdobywanie sprawności. Uczył kochać Pana Jezusa i dla niego walczyć z grzechem. Żadna z tych osób, przeważnie kobiet, nie pamiętała jakiegoś niestosownego potraktowania ich przez młodego księdza. Był delikatny i wnosił dobrą atmosferę tam, gdzie wchodził. Na koniec spotkania zawiązano grupę inicjatywną, która będzie zbierała pamiątki i świadectwa o życiu Sługi Bożego, będzie obserwowała toczący się proces beatyfikacyjny i animowała różne grupy modlitewne w intencji rychłego potwierdzenia przez Kościół heroiczności cnót w życiu ks. Aleksandra Zienkiewicza. Siostra urszulanka, która uczy religii w szkole, obiecała, że obmyśli i wdroży specjalny program, przybliżający młodzieży życie i wartości duchowe naszego Sługi Bożego.

2010-12-18
LIST OJCA.
Od kilku dni w kraju afera z listem o. Ludwika Wiśniewskiego, niby do nuncjusza apostolskiego, a tak naprawdę szwendającego się po sieci niby plotka z ust do ust. Ma też inne cechy klasycznej plotki. To nie jest raport o stanie Kościoła w Polsce oparty o rzetelne badania populacyjne, raczej są to pozbierane wieści zasłyszane po dziwnych salonach, w których nie kocha się ani „pogańskiego” Radia Maryja, ani „głęboko antychrześcijańskiego” Naszego Dziennika, ani też biskupów, którzy tam się wypowiadają i drukują. W tych salonach nie kocha się prostych ludzi i ich wiary wyrażanej z prostotą, jak ich przodkowie. Nie ceni się tam ani biskupów, ani kapłanów, ani świeckich, którzy odważają się nie popierać jedynej słusznej i obowiązującej poprawności politycznej, lansowanej przez obóz ludzi „aktualnie kierujących Krajem”. Wiekowemu ojcu Wiśniewskiemu cni się za jedyną „twarzą”, jaką miał polski Kościół w drugiej połowie XX wieku. No cóż, nie można z pretensjami zaglądać Panu Bogu do rękawa, gdy Prymasa Tysiąclecia daje Narodowi tylko co dziesięć wieków. To prawda, że w tamtym okresie żyło się pewnie w Kościele. Pamięta o tym i o. Ludwik, i wielu innych duszpasterzy akademickich, którzyśmy razem nie tylko we Wrocławiu prostowali wśród młodych ścieżki dla Pana. W „społeczeństwie coraz bardziej pluralistycznym” jest dużo inaczej.
Podoba mi się w tym liście pokora autora, gdy przyznaje się w kilku passusach, że racje jego spostrzeżeń nie posiadają obiektywnej rangi. Nie są też odkrywcze, bo od kilkunastu lat słychać je tylko z jednej strony wspomaganej przez media atakujące Kościół.
Uważnemu czytelnikowi listu, dającemu choć jeden pozytyw jego autorowi, może przyjść na myśl dobra choć spóźniona rada: trzeba było z tym pismem siąść przy stole z nuncjuszem i w zatroskaniu poważnym pogadać, jak ksiądz z księdzem – obaj przecież odpowiedzialni. List nie stałby się łupem zachłannej na sensacje kościelne arcyzakrystianki z GW.

2010-12-16
ŻYWA ROCZNICA.
Jeszcze raz celebrowana rocznica. Jak co roku – bo to nie jest tylko wspominanie śmierci 9-ciu górników z kopalni „Wujek”. To jest spotkanie z żywymi ludźmi, których ta zbrodnia boleśnie zraniła, rodzin górniczych. To jest także wpatrywanie się w lustro pamięci tej części Polaków, którzy swą Ojczyznę widzą przez pryzmat drugiego człowieka, zwłaszcza tego skrzywdzonego i krzywdzonego. Msze św. celebrowane dziś w Polsce za śmiertelne ofiary stanu wojennego to wypełnienie patriotycznego obowiązku wspierania duchowego tych, którzy oddali swe życie, aby mogli żyć w wolności ci, którzy pozostali. Dołącza do tego także ważna intencja modlitewna zbulwersowanego społeczeństwa oczekującego na sprawiedliwe osadzenie junty wojskowej. Aby już nigdy z ust żadnego generała po umorzeniu sprawy „z braku dowodów”, nie wydobyło się z cynicznym uśmiechem bezczelne „zaproszenie na wódkę” skierowane do oniemiałych z wrażenia świadków. Dzisiejsza rocznica to także dobijanie się do zamrożonej niepamięci tych rodaków, którzy zawsze potrafią urządzić się w życiu, a pociski ludzkiej sprawiedliwości sprytnie przekierowują na niewinnych.

2010-12-13
DLA NIEPOZNAKI.
O kim się dziś nie mówi, a powinno? O żyjących ofiarach stanu wojennego, o mężczyznach i kobietach noszących w sobie wielki uraz i ciągle cierpiących na wspomnienie tamtych spotkań na ulicy z formacją ZOMO i z ubecją w pomieszczeniach milicyjnych. Niektórzy noszą nawet fizyczne urazy na swym ciele jako pamiątki po wściekłym odwecie generałów. Bo trzeba pamiętać, że ci wojskowi byli przerażeni i walili w ludzi na oślep czołgami, armatkami, pałami i paragrafami. W ich oczach, mimo buty, czaił się strach. Płonące komitety partyjne zapowiadały ruinę ich ukochanej socjalistycznej Polski.
Bardzo wielu Polaków wiele wycierpiało od nich. Dziś jednak w ich krzywdzie obok zabliźnionej rany mieszka prosta duma: warto było! Wielu z nich Pan Prezydent wydobył z cienia, a niekiedy nawet i z zapomnienia. Cóż, kiedy Pana Prezydenta już nie ma wśród nas, zatrzymano go między Katyniem a Smoleńskiem. Jego następca dekoruje zupełnie kogoś innego, stawiając obok dla niepoznaki w tym samym rzędzie jednego delegata episkopatu. Ma taki zwyczaj robienia dla niepoznaki, podobnie inkorporował szefa WRONy do Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Warszawiacy jednak nie dali się oszukać. Dziś w nocy urządzili „kocią muzykę” pod willą generała. Zapytani po co to robią, odpowiedzieli, żeby nie zapomnieć o tej nocy sprzed 29-ciu laty.

2010-12-05
JEDNOGŁOŚNIE.
Z episkopatu jedynie ks. emeryt,legendarny, twardy opozycjonista komunistyczny, abp Ignacy Tokarczuk ma odwagę odnieść się i krytycznie ocenić skandaliczne zachowanie prezydenta demokratycznej Polski wobec kaznodziei katolickiego tuż po uroczystej Mszy św. w intencji Ojczyzny. „Kazanie, które 11 listopada wygłosił ks. prałat płk Sławomir Żarski, przekazywało głębokie treści katolickie, zgodne z prawdą według zasadniczej drogi życiowej: prawdą żyć, prawdę głosić i prawdy wymagać. Była to obiektywna homilia ukazująca rozmaite choroby, na które cierpi obecnie Polska. Znamy liczne przykłady z czasów PRL, gdy wielu kapłanów było szykanowanych za głoszone kazania, wiele razy sam doświadczyłem ataków”. Tak to jednogłośnie episkopat nasz potępił niebezpieczną próbę powrotu przemocy władzy wobec kościelnego nauczania.

2010-12-02
MASKOTKA.
Raduj i ciesz się Ludowa Polsko, 20-letnia nieboszczko, bo twój obmierzły duch odezwał się z najciemniejszych zakamarków strachu władzę sprawujących. Nie, nie, takiego hymnu jeszcze nikt głośno nie zaśpiewał i oby nie zaśpiewał. Aliści wielką nawałnicę zwiastuje zwykle ciemny pomruk i coraz silniejszy wiatr. A dziś powiało i pomruczało!
Ks. płk Sławomir Żarski, administrator Ordynariatu Polowego, świetny kaznodzieja – pełniący swą funkcje od czasu katastrofy smoleńskiej, w której zginął biskup polowy ks. Tadeusz Płoski -został przeniesiony do rezerwy kadrowej. Jakkolwiek by to nie nazwano, przyjemnością ani awansem dla ks. pułkownika nie było. Wcześniej, w Święto Niepodległości, w bazylice Świętego Krzyża ks. Żarski w obecności pana Prezydenta wygłosił patriotyczne kazanie, w którym zgromadzeni usłyszeli, że „u podstaw III Rzeczypospolitej wartość została zastąpiona ‘antywartością’… Patriotyzm zastąpiono promowanym kosmopolityzmem; miejsce uczciwości zajęła nieuczciwość; prawdę zastąpiono kłamstwem i pomówieniem; ofiarność i poświęcenie – chciwością i pazernością; miłość – nienawiścią… Wartością stała się zaradność w zaspokajaniu własnych potrzeb i gromadzenia dóbr osobistych, nawet za cenę zniszczenia dobra wspólnego” . Pan Bronisław Komorowski po pobożnym uczestniczeniu w Eucharystii, po przyjęciu Komunii św., na koniec – zanim z prezbiterium zdążył dojść do zakrystii – publicznie wyraził swe zaskoczenie i oburzenie wobec kaznodziei za jego obraz budowania nowej Polski. M.in. świadkiem tej „pobożności” prezydenckiej był szef MON-u Bogdan Klich, który dokonał przeniesienia do rezerwy kadrowej. Witaj cenzuro, ulubiona maskotko rządzącej braci komunistycznej.

2010-12-01
ZIMA.
Mróz się rzucił na kraj. Rano za oknem było minus dziesięć. W Białymstoku minus dwadzieścia pięć! Śniegu w dzień dosypało, a wieczorem istna zamieć. Pryzmy urosły między plebanią a kościołem. Za to w kościele gorąco. Dziś wyjątkowo. Ojciec Andrzej, sercanin, prowadzi Seminarium Odnowy w Duchu Świętym. Dziś na modlitwę o uzdrowienie przyszło mnóstwo ludzi. Podniosła się średnia uczęszczania. Ciekawe, gdy w kościele za darmo coś się daje, czy paczki, czy obietnicę zdrowia, wtedy mnóstwo amatorów. Smutne. Nikt nie rozumie, że łaska Boża jest bardziej potrzebna niż cokolwiek innego, i jest darmo dana. Niedzielna frekwencja wciąż spada. Kapryśny brak popytu. Sacrum na bocznicy. Okres przed Bożym Narodzeniem – widać, jak temperatura handlowa rośnie. Ciepłota duszy jak na lodowcu.

2010-11-29
ALERT.
Obruszył się chór płanetników na moje lekkoduszne pisanie i dowalił dziś z rana potężnym białym puchem. Polska, i chyba też kawał zachodniej Europy (jak zjednoczenie to zjednoczenie!), sparaliżowana, ledwie się wlecze drogami wzdłuż i wszerz. Koła nie słuchają się kierownicy i tańczą, pijane, po jezdni. Łopaty się kapryśnie wyginają przy odgarnianiu chodników. No i oczywiście, kompetentne władze miejskie i krajowe zaskoczone zimą, bo w kalendarzu jeszcze nie czas na nią. A na drogach kraksy, karambole, ranni i przeniesieni co poniektórzy poza horyzont. Jeszcze jeden alert z Nieba: Wieczność nie czeka!

2010-11-27
ŚNIEG.
Pierwszy śnieg. Drobniutki, ale zabielił świat. Cień i mróz pomagają, aby nieco dłużej trwał. Rachityczny upiększacz świata (za oknem). Na ulicy już rozdeptany, jedynie trawie pozwala szeptać przy kościele, że świat nie musi być taki brzydki.

2010-11-25
WYBORY.
Po wyborach, a wciąż o nich głośno i grząsko, jakby płatnym nagłaśniaczom zabrakło pomysłu i odwagi. Trudno przyjąć przecież, że tematów już nie ma na świecie bliskim czy dalekim. Panie dysydentki PiS-owe z męskim tłem za plecami skwapliwie wykorzystują swoje piękne pięć minut. A pan Prezes z zimnym błyskiem w oku gromi przeciwników. Bo gdyby nie oni, to wygrałby na pewno te wybory. Kto wie, może wybory te nie tyle przegrane są, co błędne.

2010-11-21
NA OSTROWIE TUMSKIM.
Dżdżysta niedziela. Czyżby niebu zabrakło słońca? Dwa dni były cudownie cieplutkie. Nie, ten siąpiący deszczyk – interpretowałem sobie – to po prostu kropla po kropli, jakie Wujek nam posyła z Nieba w dowód wdzięczności za nasze skupienie modlitewne przy nim. Przed południem czwórkowicze ze wszystkich stron świata skrzyknęli się na uczczenie Chrystusa Króla w kościele u Matki Bożej na Piasku. Dziękczynienie było bardzo uroczyste pod przewodem drogiego ojca biskupa Józefa Pazdura. W wielkim, gotyckim kościele miejsc siedzących zabrakło. Głosząc homilię musiałem zważać na czas, bo ziąb okrutny ciągnął od kamiennej posadzki. A mówiłem o Królestwie Chrystusowym, które mieszka w nas, a na imię mu: Miłość. Wujek Aleksander przez całe życie swe kochał i uczył miłowania. Mówił: Miłości trzeba się uczyć jak każdej sztuki. Dziś dopowiedziałem Wujkowi: w sztuce przede wszystkim liczy się talent, dar darmo dany. Bóg obdarza talentem i żąda sumiennej pracy nad nim.
Podczas Eucharystii dziękowałem Jezusowi nie tylko za łaskę uroczystego rozpoczęcia procesu beatyfikacyjnego, pamiętałem także o tej małej grupce szaleńców Wujkowych, którzy doprowadzili (nieraz w ciężkim mozole) do tego procesu. Ich trud zaowocował zebranymi dokumentami, z których wyłania się urzekający obraz świątobliwej osobowości ks. Prałata. Nasz Ordynariusz poddał się zupełnie urokowi tego wizerunku.
Trwałem cierpliwie na zimnej posadzce i uporczywie wyszeptywałem z królewskiego skarbca Serca Jezusowego łaski i błogosławieństwa dla ks. Andrzeja, Jadwigi, Marysi i ich pomocników. Potem było odsłonięcie i poświęcenie tablicy pamiątkowej na fasadzie „Czwórki”, gdzie mieszkał, pracował i uświęcał młody Wrocław duszpasterz akademicki, sługa Boży ksiądz Aleksander Zienkiewicz, ukochany Wujek. Trzydniowe uroczystości zwieńczył w kościele św. Krzyża koncert muzyczny grupy Spirituals Singers Band pt. „Rzecz o świętych”.
Wszystko to działo się na wrocławskim Ostrowie Tumskim w pamiętnym Roku Pańskim 2010.

2010-11-20
CIŻBA PRZY WUJKU.
Całą sobotę przeżyłem w podniosłym nastroju. To chyba miniony wieczór jeszcze oddychał we mnie cichą radością. Wczesną jutrznią od razu nawiązałem kontakt myślowy z tym, co było i co czekało na wielką wspólnotę czwórkową. Popędziłem do katedry na Ostrów Tumski. W zakrystii zastałem pełno księży i kleryków przyodzianych liturgiczną bielą. W kanonickiej zakrystii ubierali się do Mszy św. księża biskupi i dostojni goście. Obok ks. Abpa przygotowywał się ks. bp Antoni Dziemianko z Pińska, były proboszcz z Nowogródka z miasta młodości Aleksandra Zienkiewicza. Przy nim już gotowy czekał ks. proboszcz Paweł Samsonow z parafii Duniłowicze, gdzie maleńki Olek przyjął łaskę Chrztu św. i opiekę swego patrona niebieskiego. Kilka minut po 9-tej dotarli księża bpi z Legnicy i Świdnicy, którzy utknęli w długim korku na trasie przed Wrocławiem. Warto było zaczekać, bo ks. bp Ignacy Dec wygłosił piękne kazanie podczas Eucharystii. Sześć białych i złotych mitr otaczało ołtarz ofiarny, a całe prezbiterium było zapełnione młodszym i starszym duchowieństwem. W nawie głównej głowa przy głowie skupiał się czwórkowy lud Boży. Wszyscy tu obecni znaliśmy i korzystaliśmy z mądrości i dobroci Wujka pod „Czwórką”.
Po Mszy św. cała ta ciżba ludzka wylała się z katedry i zapełniła wielką aulę naszej uczelni teologicznej. Punktualnie o 10:30 stanęliśmy w ciszy wspólnie wzywając pomocy Ducha Świętego. Tak właśnie rozpoczęła się pierwsza, uroczysta sesja wrocławskiego, diecezjalnego procesu kanonicznego, którego zadaniem będzie dostarczenie dla świętej kongregacji na Watykanie dowodów i świadectw o heroiczności cnót w życiu mojego wieloletniego, wspaniałego Szefa. Wszystko, co się dalej działo, niosło mnie aż do wieczora na fali wewnętrznej, niecodziennej radości. To był niesamowity czas. Słuchałem z uwagą świadectw ludzi, których ścieżki życiowe przecięły się niejeden raz z drogą Wujka. Życie tego Duszpasterza akademickiego działo się jak na wielkim placu, gdzie każdy miał, o każdej godzinie, dostęp ze swoimi problemami i potrzebami do jego serca, a często i do jego przepastnej kieszeni w sutannie.
Do samego wieczora rozmawialiśmy, przy herbacie i ciasteczkach, w mniejszych i większych grupach, każdy chciał z każdym zamienić choć słówko. Najdłużej był oblegany Harnaś – długoletni współpracownik i świadek świątobliwego życia Wujka – obecnie ks. bp senior Adam Dyczkowski z Zielonej Góry.

2010-11-19
WIGILIA SZCZEGÓLNA.
Bardzo duża grupa czwórkowiczów zgromadziła się wokół grobu ks. Aleksandra Zienkiewicza. Modliliśmy się na różańcu. Kwiaty liczne na płycie grobowej. W blasku płonących zniczy głośno rozważałem tajemnice bolesne z życia Pana Jezusa i Maryi. Z niejakim trudem mogliśmy odgadywać wzajemnie rysy naszych twarzy, ale z łatwością rozpoznawaliśmy się po życzliwym uśmiechu. Po modlitwie przeszliśmy na godz. 18:00 do naszego kościoła u NMP Częstochowskiej na Mszę św. koncelebrowaną pod przewodnictwem Harnasia – ks. bpa Adama Dyczkowskiego. Dopisali duszpasterze akademiccy, nie zawiodła też Wujkowa „Rodzinka”. W Ewangelii Chrystus, powołując się na życie nieustające Abrahama, Izaaka i Jakuba, przypomniał nam: „Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych; wszyscy bowiem dla Niego żyją”. Bardzo były nam potrzebne dziś te słowa, gdy trwaliśmy na modlitwie błagalnej w przededniu rozpoczęcia procesu beatyfikacyjnego naszego Wujka, którego nam przed piętnastu laty śmierć zabrała. Po Mszy św. przez godzinę trwaliśmy na modlitwie adoracyjnej przed Najświętszym Sakramentem.

2010-11-15
WSTRZEMIĘŹLIWOŚĆ.
Nowa bomba polityczna. Pan Antoni Macierewicz, szef parlamentarnego zespołu ds. wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej, i pani Anna Fotyga, zajmująca się w PiS sprawami zagranicznymi, udali się do Waszyngtonu z pismem prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego w sprawie uruchomienia międzynarodowej komisji do wyjaśnieniu przyczyn katastrofy smoleńskiej i z trzystu tysiącami podpisów Polaków potwierdzających niewystarczalność i nieudolność w prowadzeniu śledztwa polskiej prokuratury wespół z MAK-iem rosyjskim. W kręgach rządowych konsternacja, oburzenie i wielki krzyk. Zbulwersowany rzecznik rządu oznajmia, że wyjazd do USA w tej sprawie to jest „absolutny i totalny skandal, ocierający się wręcz o zdradę”, konkludując, że gdyby Polska potrzebowała pomocy eksperckiej przy śledztwie, to by się o nią zwróciła. Podziwiam wstrzemięźliwość pana rzecznika. Nie powiedział przecież, że to jest absolutna i totalna zdrada, ani nie przypomniał o wydeptanej od dawna ścieżce do ekspertów po przeciwnej stronie geograficznej.
I jeszcze jeden podziw wzbudza we mnie wstrzemięźliwość adwersarzy rządowych, bo nie mają sumienia, by przypominać teraz „ocieranie się o zdradę” Narodu, gdy premier – dla uczczenia 70. rocznicy bestialskiego mordu dokonanego na Polakach w Katyniu przez sowieckie NKWD – nie zapragnął pojechać na groby ofiar z prezydentem polskim lecz z premierem rosyjskim i na jego osobiste zaproszenie.

2010-11-14
BEATUS VIR.
Dziś nasz ks. abp Marian Gołębiewski zapowiedział w liście pasterskim do wiernych Dolnego Śląska rozpoczęcie, na etapie diecezjalnym, procesu beatyfikacyjnego mego szefa ks. Aleksandra Zienkiewicza, z którym mieszkałem pod jednym dachem przez ponad 15 lat w Centralnym Ośrodku Duszpasterstwa Akademickiego przy ul. Katedralnej 4 we Wrocławiu. List jest ewenementem, bo adresatami są wierni całego Dolnego Śląska. Kiedyś była to jedna archidiecezja i ks. Zienkiewicz w naturalny sposób pracował w różnych miastach, dziś poza naszymi granicami kościelnymi. Mrowie po krzyżu przebiega, gdy sobie uświadamiam, że kawał mego życia dane mi było przepracować i przemodlić razem z człowiekiem świętym – tak blisko Nieba! A przecież moje związki z ks. Aleksandrem sięgają wstecz do czasów seminaryjnych, kiedy uczył kleryków mądrego czytania literatury i uważnego odczytywania znaków czasu. Ks. Profesor był łaskaw wygłosić kazanie na moich prymicjach. Mówił, pamiętam to, że Boga wypędzonego z jakiegoś obszaru działań ludzkich musi zastąpić długi w nieskończoność wielopiętrowy układ kontrolerów społecznych: kontroler kontrolera jakiegoś kontrolera, który jest kontrolerem nad kilkoma kontrolerami, którym podlegają podkontrolerzy, a ci z kolei są nadkontrolerami innych kontrolerów itd…

2010-11-11
NIE POPUSZCZĄ.
Wczoraj, po uroczystym poświęceniu pomnika ofiar smoleńskiej katastrofy na Powązkach, pan premier Donald Tusk zaprosił osierocone rodziny po popołudniu na kawę i dał możliwość stawiania mu pytań związanych z tą katastrofą lotniczą. Oczywiście, żony i córki zmarłych wysokich urzędników państwowych przygotowały bardzo dużo konkretnych pytań dotyczących tak długiego i rodzącego coraz więcej nowych pytań procesu wyjaśniania przyczyn i okoliczności śmierci ich bliskich. Premier najwyraźniej był przygotowany tylko na towarzyską kawkę i złożenie wyrazów współczucia, bo po pierwszej serii pytań poprosił o godzinę przerwy na przygotowanie swych odpowiedzi. Ale i tego było za mało. Towarzystwo rozeszło się z obietnicą przyszłego spotkania dla dalszego drążenia prawdy. Kobiety nie popuszczą! Zbyt wiele smutku w nich i goryczy mnożonej przez ślamazarne śledztwo i dziwne poddaństwo polskich władz kierownictwu rosyjskiemu.

2010-11-10
BEZ MIŁOŚCI.
W Warszawie dziś wiele się działo, a wszystko spowite aurą religijności. Gdyby jeszcze do tego dołączyła miłość, byłoby naprawdę pięknie. Szkoda, że nie wszystkie rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej znalazły się razem przy poświęceniu pomnika na Powązkach. Szkoda, że Jarosław Kaczyński złożył swój wieniec Bratu przy pomniku już po wszystkim. Bez miłości pokornej nie wypędzi się tej nienawiści na górze. Kard. Nycz przed poświęceniem pomnika powiedział, że katastrofa zraniła cały naród. Przypomniał też, że Ojczyzna jest wartością godną ofiary życia, ale i pracy, i codziennego wypełniania obowiązków, czego należy się uczyć od tych, którzy zapłacili za Ojczyznę najwyższą cenę. Trudna ta nauka, bo nie idzie tylko o przetasowanie myśli, ale trzeba na nowo uformować serce i sumienie.
Szkoda też, że po porannym przeniesieniu drewnianego krzyża harcerzy z kaplicy pałacowej do kościoła św. Anny znów uformowała się „warta” z nowymi krzyżami pod Pałacem Prezydenckim. Harcmistrz Jarosław Błoniarz pytany, czy jego zdaniem przeniesienie krzyża oznacza koniec sporów pod Pałacem Prezydenckim, odpowiedział: Mamy taką nadzieję, ale jak będzie, zobaczymy . Oczywiście, trzeba pilnować miejsca pod pomnik w mieście, ale nie wolno do tej politycznej sprawy używać najgodniejszego znaku wiary chrześcijańskiej.

2010-11-04
ODWAGA.
Gdy posłów polskich, tak z prawa, jak i z lewa, nie stać na zdecydowanie w sprawie „in vitro”, krakowscy młodzi ludzie zrzeszeni w Katolickim Stowarzyszeniu Młodzieży napisali – w Dniu Zadusznym – do swoich parlamentarzystów z PO list otwarty . Cieszyć się należy z tego odważnego głosu w chwili, gdy zbliżające się wybory do władz w terenie zawiązały oczy na najważniejszą, nieustabilizowaną prawnie sprawę, jaką jest los człowieka od naturalnego poczęcia do naturalnej śmierci. Piszą: „in vitro” jest nie tylko metodą sprzeczną z prawem Bożym, o czym naucza Kościół, ale też metodą niezwykle kosztowną, mało skuteczną i ryzykowną nie tylko dla zdrowia kobiety, ale także dziecka.(…) Sztucznie wspomagany rozród metodą „in vitro”, w odróżnieniu od NaProTechnologii, niesie ze sobą ryzyko śmierci zarodków, poronień, ciąż wielopłodowych zakończonych porodami przedwczesnymi. Wiąże się ze zwiększoną częstością wad wrodzonych i lekceważy godność mężczyzny, kobiety i dzieci.
Brawo, młodzieży krakowska! Podziwiam i za to, że w tym odezwaniu się do parlamentarzystów mówią głośno o przemilczanej przez polskie media metodzie „naprotechnologii”, która skutecznie leczy chorobę niepłodności. Daje szansę na poczęcie poprzez naturalne współżycie i urodzenie zdrowego, donoszonego dziecka, korzystając przy tym z najnowszych osiągnięć medycyny. Tę odwagę trzeba pochwalić tym bardziej, że krakowskie KSM stanęło bez lęku oko w oko z potężnym lobby wyciągającym z kieszeni obywateli niemałe pieniądze na zastosowanie metody „in vitro”. W dobie powszechnej korupcji na szczytach taki znak ostrzeżenia jest wskazany. Brawo, młodzi przyjaciele!

2010-10-28
APEL UCZONYCH.
Stu trzech polskich naukowców i nauczycieli akademickich wystosowało apel do parlamentarzystów . Przytaczam tekst w całości jako świadectwo i zwięzłe wyjaśnienie ważnych i aktualnie dyskutowanych w Sejmie problemów ludzkiej reprodukcji.
We wrześniu [2009 r.] w Sejmie RP rozpoczęły się prace nad regulacjami prawnymi dotyczącymi procedury „in vitro”. Jako naukowcy i nauczyciele akademiccy pragniemy zabrać głos w tej ważnej kwestii społecznej. Życie człowieka rozpoczyna się w momencie poczęcia – to fakt biologiczny, naukowo stwierdzony. Procedura „in vitro”, mająca służyć przekazywaniu życia ludzkiego, jest nieodłącznie związana z niszczeniem życia człowieka w fazie prenatalnego rozwoju, jest więc głęboko nieetyczna i jej stosowanie winno być prawnie zakazane. Z publikowanych danych – z różnych ośrodków medycznych stosujących „in vitro” – wynika, że w trakcie tej procedury ginie 60-80% poczętych istot ludzkich (z brytyjskich informacji wynika, że nawet 95%). Procedura „in vitro”, na różnych etapach jej stosowania, narusza trzy artykuły Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej: art. 30, art. 38, art. 40 oraz art. 157 kodeksu karnego. Procedura ta jest rażąco sprzeczna z ekologią prokreacji, zastępując naturalne środowisko poczęcia i początkowego rozwoju człowieka, jakim jest łono matki, przez „szkło”, a w skrajnym przypadku przez system głębokiego zamrażania (do temperatury -195°C). To naruszenie ekologii prokreacji skutkuje prawie dwukrotnym wzrostem śmiertelności niemowląt, 2-3-krotnym wzrostem występowania różnych wad wrodzonych a także opóźnieniem rozwoju psychofizycznego dzieci poczętych metodą „in vitro” w porównaniu do dzieci poczętych w sposób naturalny. Pozytywną metodą pomocy małżonkom pragnących poczęcia i urodzenia dziecka jest naprotechnologia. Naprotechnologia to nowoczesna metoda diagnozowania i leczenia niepłodności na podstawie tzw. Modelu Creighton, służącego precyzyjnej obserwacji organizmu kobiety w czasie jej naturalnego cyklu. Na żadnym etapie stosowania naprotechnologii nie dochodzi do niszczenia poczętych istot ludzkich, naruszenia godności małżonków i poczętej istoty ludzkiej oraz zachowane są ekologiczne zasady prokreacji. Należy też podkreślić, że naprotechnologia w porównaniu do procedury „in vitro” jest bardziej skuteczna i kilkakrotnie mniej kosztowna. Apelujemy o wprowadzenie ustawowego zakazu stosowania procedury „in vitro” jako drastycznie niehumanitarnej oraz o szerokie upowszechnienie naprotechnologii i zapewnienie jej pełnej refundacji z NFZ.

2010-10-25
DWIE KLASY.
Wypowiedzi i działania pana Palikota – expeowca – mogą służyć jako doskonała ilustracja „wysuszenia” intelektualnego obecnej klasy politycznej. Daj, Boże, niecałej! Ostatni wyczyn wygląda i brzmi tak: Protestujemy przed kuriami w związku z tym, że chcemy państwa świeckiego. Nie chcemy, żeby biskupi straszyli posłów.
Być może, jest to jakiś stan chorobowy, tym bardziej niebezpieczny, że dotyka zgrupowanych zwolenników w kilku biskupich miastach. Oby to nie była epidemia! Księża biskupi pytani przez katolików, jak mają reagować na te godne pożałowania demonstracje, zalecają modlitwę i spokój ducha. Nowo mianowany kardynał Kazimierz Nycz mówi: Trzeba reagować bardzo spokojnie, ponieważ są to demonstracje mocno upolitycznione (…). Nie chciałbym, żeby katolicy odpowiadali na takie akcje zaczepkami.
W rozmowie z profesorami uniwersytetu i politechniki usłyszałem opinię, że nie wolno łączyć (nawet w myślach!) polityków z ludźmi wiedzy i nauki.

2010-10-19
OWOC NIENAWIŚCI.
Około godz. 11:00 w Łodzi do biura partii PiS wtargnął uzbrojony mężczyzna z krzykiem, że chce zabić Kaczyńskiego,(którego tam nie było). Zastrzelił więc obecnego Marka Rosiaka i poranił nożem drugiego pracownika biura. 62-letni mieszkaniec Częstochowy wynajął mieszkanie w hotelu i przez 4 dni przygotowywał się do swej akcji. Trudno powiedzieć, czy to psychopata, ale z całą pewnością był mocno wzburzony i podekscytowany. Krzyczał o swej nienawiści do Jarosława Kaczyńskiego.
Oczywiście, wydarzenie to natychmiast wywołało burzę polityczną. Szef PiS-u określił to zabójstwo jako wynik długotrwałej kampanii nienawiści prowadzonej przez PO przeciwko PiS-owi. Politycy PO natomiast mówią, że z pewnością jest to tragiczny incydent w wykonaniu człowieka chorego na umyśle. Trudno tu rozstrzygać, ale chyba można pomyśleć, że drugie nie wyklucza pierwszego.Istnieją bowiem takie nienawistne słowa, które rzucone w świat, jak iskry potrafią zapalić niewiadomo kiedy i niewiadomo jaki stos. I zaskoczyła mnie data wybrana przez zabójcę – rocznica zbrodniczej śmierci ks. Jerzego Popiełuszki.

2010-10-17
ŚMIETANKA.
Myślałem wczoraj (apolitycznie i irracjonalnie), że w Kielcach przed katedrą pojawi się pan Tadeusz Mazowiecki, że podczas sympozjum wobec księży i kleryków opowie, jak to w czasach stalinowskich ludzie pisaniem zarabiali na chleb z masłem. Myślałem, że będzie miał odwagę publicznie wyznać grzech publiczny i przeprosić Kościół: hierarchów i miliony wierzących Polaków. Jest przecież katolikiem. Czyż Naród katolicki nie wybaczyłby pokutującemu bratu?
Nikomu nie jest łatwo zdobyć się na pokutę, zwłaszcza, gdy w okresie prosperity dla niektórych nie było się osamotnionym. Chmara czerwonych wron rozdziobywała do krwi ludzi Kościoła. Wiele z tych osób – dziś także ze świetnym samopoczuciem – woli nie pamiętać lat pięćdziesiątych XX wieku. W Krakowie w styczniu 1953 roku władza ludowa zorganizowała proces, oskarżając wielu księży za „szpiegostwo za amerykańskie pieniądze”. Nienawiść komunistów do Kościoła była absurdalna i okrutna. Wyrok też był okrutny: trzech kapłanów skazano na śmierć, a innych pozbawiono wolności na wiele lat. Obserwatorzy tamtych nienormalnych działań mówili i mówią, że można było tych niewinnych ludzi uratować, zwłaszcza, że wtedy władza ludowa jeszcze nie czuła się zbyt mocno osadzona na polskiej ziemi. Liczyła się z głosem polskiej ówczesnej inteligencji. Niestety, płomień wstydu mnie ogarnia, gdy czytam rezolucję krakowskiego Oddziału Związku Literatów Polskich z 8 grudnia 1953 roku: „wyrażamy bezwzględne potępienie dla zdrajców Ojczyzny, którzy wykorzystując swe duchowe stanowiska i wpływ na część młodzieży skupionej w KSM działali wrogo wobec narodu i państwa ludowego, uprawiali – za amerykańskie pieniądze – szpiegostwo i dywersję”.
Tak to literaci polscy stanęli w obronie Sprawiedliwości i Prawdy . A nazwiska pod rezolucją widnieją znakomite: Wł. Machejek, B. Miecugow, L. Flaszen, L. Herdegen, Wisława Szymborska i jej kolejni mężowie: A. Włodek i K. Filipowicz. Widnieją tam również: Jalu Kurek, Sławomir Mrożek, Julian Przyboś i ponad dwudziestu innych reprezentantów śmietanki towarzyskiej PRL-u. Dziś nazwiska stamtąd wyjaśniają niektóre trudne do zrozumienia postawy inteligenckie w obu dekadach III RP.

2010-10-16
NIEZŁOMNY.
Przy kieleckiej katedrze, w rocznicę wyboru Polaka na Stolicę Piotrową, odsłonięto dziś pomnik biskupa kieleckiego Czesława Kaczmarka, prześladowanego i więzionego przez komunę. Uroczystość poprzedziła Msza św. w katedrze, a jeszcze wcześniej bardzo ciekawe sympozjum naukowe w Seminarium Duchownym z uczestnictwem kleryków.
Ks. bp Kaczmarek, od 1938 roku ordynariusz kielecki, nagle zniknął w 1951 roku; przez trzydzieści dwa miesiące był więziony i okrutnie torturowany. Zorganizowano mu proces zawyrokowano: 12 lat bez wolności! W całej prasie i w radiu przez długi czas prowadzono oszczerczą i zniesławiającą ks. Biskupa kampanię publiczną. Brał w niej niesławny udział późniejszy premier rządu III RP, Tadeusz Mazowiecki. Kościół w Polsce wszystkimi dostępnymi kanałami prowadził starania o uwolnienie ordynariusza kieleckiego. Kiedy wreszcie ks. biskup Czesław Kaczmarek pojawił się na wolności, jego widok przedstawiał obraz nędzy i rozpaczy. Zmaltretowany i schorowany, bez sił, przywieziony został do swego mieszkania. Po dziesięciu latach, przed śmiercią w 1963 roku, zapisał w testamencie słowa przebaczenia swoim oprawcom.
Obecna uroczystość potwierdza rację tych wiernych, którzy – nie poddając się propagandzie komunistycznej – zaliczyli bpa Kaczmarka do wielkich „kapłanów niezłomnych” w czasach ucisku sowieckiego.

2010-10-13
SAN JOSÉ.
Od najwcześniejszych polskich godzin dzisiejszego poranka rozpoczęła się w Chile akcja wydobywania górników z zawału na głębokości 625 metrów w kopalni San José na pustyni Atacama. Przebywali pod ziemią od początku sierpnia. Przy życiu i w dobrej kondycji psychicznej utrzymywała ich szybko nawiązana łączność radiowa z ludźmi na powierzchni, którzy dostarczali im pożywienie i słowa nadziei. Nadziei najbardziej byli złaknieni, bowiem po ludzku patrząc na sytuację, wyjścia nie było widać. Na powierzchni ta nadzieja stała się źródłem twórczych pomysłów ratowników z różnych stron świata. Solidarne myślenie i działanie przyniosło nadspodziewane efekty. Dosłownie cały świat zatrzymał się dziś obserwując przez telewizję wydobycie pierwszego z trzydziestu trzech górników. Po pierwszym wydobyto drugiego i tak, co godzinę wracał z podziemnego uwięzienia jeden człowiek. Do godzin południowych wydobyto dziesięciu górników. Każdy z nich, stawiając stopę na powierzchni, klękał i w skupieniu modlił się, a następnie wybuchała niesłychana radość mężczyzny i łzy szczęścia w oczach żony witającej w serdecznym uścisku swego męża. Inne kobiety, oczekujące cierpliwie na kolejne powroty jednoosobowej kapsuły ratunkowej, powoli w zamyśleniu przebierały w palcach paciorki różańca świętego. Tym ludziom nikt nie musiał mówić, że uczestniczą i są świadkami cudu.
Metropolita Górnośląski, ks. Abp Damian Zimoń, który urodził się i wychował w rodzinie górniczej, określił ocalenie tych ludzi jako ich zmartwychwstanie. „Taka akcja ratownicza to ewenement na skalę światową. W wielu regionach świata pogodzono by się ze stratą i nikt by uwięzionych górników nie ratował. A tu podjęto bezprecedensową akcję, nie zważając na koszty. Ku chwale Chile”. W Katowicach w kaplicy św. Barbary Bractwo Gwarków od początku września czuwało na modlitwie w intencji wydobycia uwięzionych górników na drugiej półkuli Globu. Zapalili lampkę górniczą, nazwaną „płomykiem nadziei” i wyłożyli „Księgę Nadziei” dla wpisów ludzi wrażliwych na tragiczny los górników w San José. Wolno mi dziś pomyśleć, że św. Józef skutecznie interweniował u Opatrzności Bożej, wypraszając ożywienie geniuszu ratownictwa u kompetentnych ludzi skupionych nad katastrofą górniczą.

2010-10-05
NIENOBLIWY NOBEL.
To celowe fałszowanie prawdy! – tak określiły środowiska naukowe katolickie – i nie tylko – decyzję Komitetu Noblowskiego, który przyznał nagrodę w dziedzinie medycyny Brytyjczykowi Robertowi G. Edwardsowi za badania nad zapłodnieniem in vitro.
Specjaliści od naturalnych metod planowania rodziny zwrócili uwagę, że w wyniku działań Edwardsa na świat przyszło 4 mln dzieci, które, owszem, inaczej by się nie urodziły – ALE !!! aby osiągnąć tę liczbę, „po drodze” zniszczono ok. 20 mln istnień ludzkich w wyniku zastosowania tej metody. Nie można zgodzić się z uzasadnieniem Komitetu Noblowskiego, który stwierdził, że dokonania Brytyjczyka umożliwiły leczenie bezpłodności. – To jest celowe fałszowanie prawdy, in vitro to tylko produkcja dzieci. Niepłodność, jako choroba w łonie kobiety, po zastosowaniu tej metody nadal pozostaje nieuleczona.
Komitet Noblowski kiedyś potrafił odrzucić kandydaturę Jana Pawła II do nagrody pokojowej – wolno im, pomyślałem wtedy – ale teraz, gdy pochwala się zabijanie wielu nienarodzonych dzieci dla urodzenia jednego, trzeba powiedzieć: zgroza! Ten brak uszanowania dla życia ludzkiego przypomina podobny proces u Starożytnych, który doprowadził do upadku całej ich cywilizacji. Pochwała nieszlachetnego odnoszenia się do najbardziej bezbronnego życia ludzkiego, jeśli wypływa ze źródła nienawiści do chrześcijaństwa – jest czystym zakłamaniem ateistycznym i przekreśla definitywnie ulubioną zachodnią tezę o tolerancji i wolności.

2010-10-03
NA DEPTAKU.
Telefonują i piszą znajomi pytając o moje zdrowie, bo niczego nowego nie znajdują w Raptularzu. Cieszy mnie to zatroskanie. Odpowiadam: w zdrowiu nic się nie zmieniło, ani na gorsze, ani na lepsze. Mam dobrą opiekę lekarską i apteczną. Największą jednak ufnością obdarza mnie twarz Zbawiciela z obrazu „Jezu, ufam Tobie”. Przed nim, gdy staję, modlitwa moja nabiera wigoru. W jej obszerne rękawy każdego ranka zagarniam sporą ilość imion, nazwisk i loginów, wydarzeń, rozmów i twarzy zapamiętanych. Noszę je nieraz przez cały dzień, by wieczorem wetknąć je w tę jasną szparę na piersi Jezusa, z której wypływają dwa promienie: biały i czerwony.
A dlaczego nie piszę? Bo mi się odechciewa, gdy muszę na państwowym deptaku nie chodzić, lecz przeskakiwać obrzydliwe kałuże zgęszczonej mazi tuskowo-palikotowej z przyklepywaniem schetynowskim wszystkiego na tak. Smutno mi bardzo, gdy oglądam w telewizorze rozchełstanego pod szyją i rozdzianego z dostojnych szat dominikańskich ojca Macieja. Modlę się też za niego, wspominając dawne, młode, wrocławskie czasy.

2010-09-21
CAUSA FINITA.
Moskwa polskim prokuratorom badającym sprawę katastrofy smoleńskiej powiedziała: dość już zabawy! Zabierajcie swoje zabawki i wracajcie do domu! Polacy zabrali oddane kilka paczek dokumentów z rozbitego samolotu przy akompaniamencie zdecydowanego oświadczenia: więcej nie będzie, nie przeszkadzajcie nam, bo musimy napisać raport o tym, co się stało 10 kwietnia. Powiadomimy, gdy skończymy.
Komentatorzy w Polsce i na świecie domyślają się, że to pisanie będzie łatwe i trudne jednocześnie. Łatwe, bo Moskwa od samego początku nie ukrywała, że zna przyczynę katastrofy, a trudne, bo trzeba raport tak napisać, by zamknąć usta politykom raz na zawsze na ten temat.

2010-09-17
ZAKAJEW.
Rosyjski list gończy nazywa Ahmeda Zakajewa, premiera rządu czeczeńskiego na emigracji, terrorystą i mordercą, i żąda ekstradycji. Pan Zakajew przyjechał na Kongres Czeczenów do Pułtuska. Polska prokuratura zatrzymała go na przesłuchanie. W kraju niepokój i oburzenie wielkie, bo przecież Polacy pamiętają, jak żołnierze AK byli przez okupantów niemieckich i sowieckich nazywani bandytami, i tak traktowani. Wieczorem odetchnęliśmy z ulgą, sąd (tym razem niezawisły) postanowił o uwolnieniu Zakajewa.
Tak, ulga ulgą, ale skaza na polskiej demokracji zostanie na długo. Pan Zakajew zdąży na obrady drugiego dnia Kongresu Czeczenów i z pewnością przyjęty będzie entuzjastycznie. Myślę, że pan Tusk obecnie byłby tam przyjęty z bardzo stonowanym aplauzem. Szkoda go, bo i z panem Putinem nie będzie teraz miał słodko.

2010-09-16
POZYTYW.
Nowa wrzawa na Krakowskim Przedmieściu. Czterech borowców rano o ósmej przeniosło krzyż harcerski do kaplicy w Pałacu Prezydenckim. Szef kancelarii prezydenta nazwał to uroczystością (bo przenieśli przez główną bramę). Koń by się uśmiał. Ludzie, którzy przyszli na swój „dyżur” modlitewny, byli zaskoczeni. Emocje w nich nie opadają, jak chce prezydent i rząd, a zaczynają rosnąć i burzyć się. SMS-ami zwołują się na godzinę 21. I obiecują, że przyniosą 96 krzyży! Jarosław Kaczyński zapowiedział, że przyjdzie zapalić znicze dla pamięci brata, bratowej i innych bliskich mu ludzi, którzy zginęli pod Smoleńskiem. Widać wyraźnie, że sprawa wcale nie ma się ku końcowi. Przez cały dzień media polują na polityków i przechodniów z pytaniem, co sądzą o nowym miejscu i o sposobie przeniesienia krzyża. Polaryzacja sądów, oczywiście, w całej możliwej rozpiętości.
Dziwna, zakłamana sytuacja. Wszyscy wiedzą, o co naprawdę chodzi w całej aferze, ale nie ujawniają tego, raczej mówią, o co nie chodzi (nie chodzi o krzyż!). Dziś wieczorem poseł PO powiedział, że on wie, iż tu chodzi o podsycanie przez przeciwników politycznych emocji w społeczeństwie… Ale nie stać go było na nazwanie źródła tych emocji czyli sprzecznego interesu rządzących i opozycjonistów. Jarosław Kaczyński pragnie godnie i godziwie upamiętnić osobę prezydenta Kaczyńskiego, swego brata bliźniaka, a Komorowski bardzo się stara, by nie dopuścić do wielkiej chwały i pamięci o swym poprzedniku – przeciwniku.
No cóż, nihil novi sub sole! A to znaczy, że świat się jeszcze kręci, czyż to nie pozytyw? Jedyny w tej zawierusze.

2010-09-14
EKSPIACJA.
Dzisiejsza data od wieków niesie ze sobą święto Podwyższenia Krzyża. W znanych polskich sanktuariach dzisiejsze uroczystości, często poprzedzone oktawą lub triduum adoracji, modlitw i wykładów, zgromadziły wyjątkowo liczne rzesze wiernych. Ale nie tylko tam. W wielu parafiach w Polsce dzień dzisiejszy jest okazją do modlitwy ekspiacyjnej za zniewagi wobec znaku Chrystusa Zbawiciela na Krakowskim Przedmieściu w stolicy i w Przemyślu. Z różnych miejsc kraju słychać pozytywne głosy duszpasterzy o wyjątkowo dużej frekwencji na wczorajszych i dzisiejszych nabożeństwach. W Kielcach wielka, neogotycka świątynia pod wezwaniem Krzyża św. była szczelnie wypełniona wiernymi, przeważnie młodymi. Młodzież chętnie gromadziła się wokół autentycznego papieskiego krzyża Jana Pawła II, podczas rozważań na temat miejsca krzyża w Europie była cisza, jak makiem zasiał. W Lublinie u dominikanów odbyła się dziś „dyskusja dwóch ambon” o krzyżu z udziałem biskupów: katolickiego i ewangelicko-metodystycznego. Cudami słynące krzyże na Wawelu, w Mogile czy w Kcyni gromadziły dziś licznych wiernych przychodzących z modlitwą pokutno-wynagradzającą.
Wygląda na to, że Kościół oddolnie daje odpowiedź politykom na ich usiłowania usunięcia znaku krzyża z przestrzeni publicznej. Oby tylko nie powtórzyła się historia generała Jaruzelskiego, który w stanie wojennym o nabożeństwach w kościele Stanisława Kostki, czy o treści kazań ks. Popiełuszki, dowiadywał się jedynie z ubeckich raportów.

2010-09-10
PRZY BARIERKACH.
To już piąty miesiąc mija od katastrofy smoleńskiej. Żadna ze spraw przyczyn i odpowiedzialności za to tragiczne wydarzenie nie została wyjaśniona. Rosjanie zwlekają i wodzą za nos naszą władzę, a władza chodzi wokół sprawy jak wół ze spętanymi nogami. Partia PO, jak ktoś bardzo przestraszony, atakuje partię PiS, pilnując bardzo uważnie każdego wypowiedzianego i niewypowiedzianego słowa prezesa „chrześcijańskiej” opozycji. Zupełnie jak w rodzinie dwaj bracia nienawidzący się wzajemnie, nawet nie szukają logiki czy zdrowego rozsądku, byleby mocno zdzielić drugiego i aby gawiedź dookoła zagulgotała z uciechy. Media doskonale im w tym usługują, także przy barierkach.
Dziś jednak żadem dziennikarz, ani polityk nie może powiedzieć, że przy krzyżu na Krakowskim Przedmieściu waruje garstka oszołomów, którzy okupują publiczną przestrzeń miejską i mają czelność domagać się rozmowy z panem prezydentem. Dziś do krzyża przyszło kilka tysięcy ludzi w procesji z kwiatami, chorągwiami i transparentami. To nie przelewki. Księża biskupi, chociaż jeden w tę, a drugi w inną stronę ciągnie w prywatnych sympatiach, to jednak mówią coraz odważniej do polityków: zejdźcie z krzyża, to nie jest zabawka do politycznych rozgrywek. Krzyż trzeba uszanować! I koniecznie trzeba postawić pomnik dla upamiętnienia ofiar katastrofy. Czas się nie wlecze. Kto spóźni, ten przegra.

2010-09-09
ODWET.
Niedawno amerykański pastor w proteście wobec planów budowy meczetu obok zniszczonych przez terrorystów islamskich wież w Nowym Yorku, zapowiedział publiczne spalenie 200 egzemplarzy Koranu w rocznicę katastrofy. Na świecie zrobiło się głośno wokół jego małej wspólnoty religijnej, popłynęły słowa potępienia pomysłu ze względu na nieobliczalność skutków odwetu islamistów. Watykańska Papieska Rada ds. Dialogu Międzyreligijnego wyraziła swój niepokój, bo chociaż atak Bin Ladena z 11 września 2001 roku jest ze wszech miar godny potępienia, to jednak odpowiedzią nań nie może być „ gest ciężkiej obrazy księgi uważanej za świętą przez daną wspólnotę religijną”.
Dziś jednak pomysłowy pastor, pod pręgierzem opinii światowej, odwołał swój zamiar. Chcąc jednak zachować swą twarz wobec wiernych, ogłosił poprawkę o zawieszeniu wykonania zamiaru. Co kraj to obyczaj, a czas pokaże.

2010-09-05
WSTYD.
Dziś niedziela i żaden kalendarz liturgiczny nie wspomina o bł. Matce Teresie z Kalkuty. W moim brewiarzu w ogóle nie ma takiego wpisu. Ołówkiem zaznaczyłem sobie zaraz po beatyfikacji Założycielki Sióstr Misjonarek Miłości. Wspomnienie to w bieżącym roku łączy się mentalnie z rocznicą stulecia urodzin Matki Teresy. Albania i Indie kłócą się, który kraj jest ważniejszy w organizowaniu obchodów tej rocznicy. Na razie nie widać skutków tych kłótni.
A ja w spokoju sięgam do listu Matki Teresy, adresowanego do jej kierownika duchownego, ojca Neunera, i czytam wstrząsające słowa: „W dniu kiedy pisałam – czułam się tak, jakbym nie mogła cierpieć już ani trochę więcej. – Ale św. Paweł udzielił mi odpowiedzi w swoim liście na Niedzielę Sześćdziesiątnicy , także list od Ojca – więc jestem szczęśliwa, że cierpię coraz bardziej i że również z wielkim uśmiechem. – Jeśli kiedykolwiek będę Świętą – na pewno będę Świętą od „ciemności”. Będę ciągle nieobecna w Niebie – aby zapalać światło tym, którzy są w ciemności na ziemi” .
A mnie tu św. Paweł nie pociesza, raczej zawstydza i wyrzuty sumienia wywołuje.

2010-08-31
OBCHODY.
Nie można uradować ani serca, ani umysłu wczorajszymi obchodami stoczniowców na jubileuszowym zjeździe w Gdyni, który miał pokazać chwałę „Solidarności”. Pan Wałęsa nie pojawił się, tłumacząc swą absencję zbytnim upolitycznieniem Związku. Premier Tusk został wygwizdany za podzielenie „Solidarności” na tamtą dobrą i tę dzisiejszą, której szefostwo utraciło dziedzictwo i ideały sprzed trzydziestu lat. Słowa pana prezydenta Komorowskiego zostały przyjęte chłodno i z pomrukami w wielkiej sali. Gdy obaj politycy wychodzili z sali, odprowadzało ich głośne skandowanie „Tu jest Polska! Tu jest Polska! Solidarność!”. Natomiast prezes PiS-u był przyjęty entuzjastycznie, z wielkimi brawami i skandowaniem „Jarek! Jarek!”. Aliści po jego przemówieniu na mównicę weszła Henryka Krzywonos i zarzuciła prezesowi „buntowanie ludzi przeciwko sobie” i niszczenie „godności Lecha”.
I tak to „ ideał sięgnął bruku”. W pewnej rodzinie na koniec emisji telewizyjnej starsza pani westchnęła ze smutkiem: „oni obaj są po jednych pieniądzach”. Kto? – zapytał wnuk. „No, jak to kto? Tusk i Kaczyński”. Dlaczego, babciu? Pani popatrzyła uważnie na chłopca i odpowiedziała patrząc mu w oczy: „Bo się nienawidzą!”.

2010-08-30
BŁOGOSŁAWIONY PATRON.
Dziś w Gdyni podczas 24.Krajowego Zjazdu Delegatów NSZZ „Solidarność” podjęto następującą uchwałę: „Opierając swoje działania na gruncie etyki chrześcijańskiej i katolickiej nauki społecznej, w XXX rocznicę powstania NSZZ „Solidarność”, wyrażamy wdzięczność Bogu za odzyskaną wolność, a także wyniesienie do chwały ołtarzy błogosławionego księdza Jerzego Popiełuszki – męczennika za wiarę, kapelana „Solidarności”(…) Zwracamy się za pośrednictwem Episkopatu Polski do Stolicy Apostolskiej o oficjalne ustanowienie błogosławionego księdza Jerzego Popiełuszki Patronem Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność”.
Słuszna decyzja i właściwy krok Związku, bo widać wyraźnie po 30-tu latach, że znów będzie potrzebna odwaga w upominaniu się o dobro najbiedniejszych i dobrem zwyciężanie zła aż do świadectwa krwi. Władza nad Polską skumulowana w jednym ręku boi się działań, a nawet słów, ludzi „Solidarności”, którzy nie mają za co chwalić ani rządu, ani prezydenta.

2010-08-29
WROCŁAW UMIE.
Od kilku dni w różnych ośrodkach robotniczych w kraju zaczęło się świętowanie 30-lecia „Solidarności”. Region Dolny Śląsk świętuje jubileusz już od czwartku 26 sierpnia. Są różne ciekawe imprezy. W ratuszowej Wielkiej Sali odznaczono we czwartek wszystkich poprzednich przewodniczących Regionu. Oczywiście, tam trzeba było mieć specjalne zaproszenie, ale już na uroczyste wciągnięcie na maszt flagi państwowej przed Ratuszem bez zaproszeń przyszło sporo wrocławian. W piątek w samo południe otwarto pod namiotem na pl. Społecznym piękną i bardzo potrzebną wystawę „Solidarny Wrocław”. Wernisaż był ludny i gwarny. Wieczorem przy kościele spotkana uczennica pochwaliła mi się z uśmiechem: „widziałam duże zdjęcie księdza na wystawie”. W Zajezdni MPK, gdzie onegdaj zaczęło się wrocławskie „nowe”, odbył się muzyczny koncert zatytułowany „Legendy rocka”. Sobota dała nam po południu okazję przysłuchania się mądrym ludziom debatującym na temat: „Wrocław 80/97/2010”. Wieczór zgromadził zaproszonych gości w Operze na uroczystym koncercie, który uświetnił nagradzanie zasłużonych solidarnościowców i prezentację monografii Dolnośląskiej Solidarności. Dzisiaj w niedzielę, wrocławianie znów zgromadzili się na terenie Zajezdni MPK. Tutaj w południe ks. Kardynał Henryk Gulbinowicz przewodniczył Mszy św. koncelebrowanej w licznym otoczeniu księży. Od ambonki dostrzegłem wśród uczestników wiele twarzy działaczy robotniczych, byli też profesorowie i garstka rodzimych VIP-ów. W pierwszym rzędzie zauważyłem pana Jerzego Buzka, przewodniczącego Parlamentu Europejskiego. Na uroczystości nie było polityków ze stolicy. Z Wrocławia pochodzący rządowiec pan Schetyna mieszka przecież w Warszawie. No i dobrze. Każdy z tych uroczystych dni kończył się multimedialnym pokazem fontanny przy Hali Stulecia na terenie Parku Szczytnickiego, w naszym sąsiedztwie. Wrocław umie!

2010-08-25
APEL Z JASNEJ GÓRY.
Biskupi nasi, zebrani na Jasnej Górze, w swym komunikacie odnieśli się do „sprawy krzyża”. Proszą polityków, aby „w sporze politycznym, którego „zakładnikiem” stał się krzyż, oddzielić sprawę samego krzyża od słusznego postulatu upamiętnienia wszystkich ofiar smoleńskiej katastrofy godnym pomnikiem. Dlatego biskupi apelują do Prezydenta Rzeczypospolitej, Marszałków Sejmu i Senatu, Premiera Rządu, Pani Prezydent Warszawy oraz Przewodniczących partii politycznych koalicyjnych i opozycyjnych o powołanie Komitetu i powierzenie mu sprawy miejsca i formy upamiętnienia w Warszawie ofiar katastrofy smoleńskiej. Równocześnie biskupi kierują apel do mediów, by relacjonując wydarzenia z Krakowskiego Przedmieścia zachowywały zasadę ważności spraw dziejących się w Polsce i unikały jednostronności oraz sensacji”.
Obserwując polityków, którzy krzycząc na przeciwników ogłuchli na wołanie zdrowego rozsądku, ze smutkiem myślę, że głos pasterzy Kościoła pozostanie „głosem na puszczy”.

2010-08-19
BARYKADA.
Wczoraj Pan Prezydent stwierdził, że nieuzasadnione jest stawianie pomnika przed Pałacem Prezydenckim, a dzisiaj pewien 71-letni obywatel rozbił słoik z fekaliami o tablicę pamięci na Krakowskim Przedmieściu.
Oto jest pytanie: po przeciwnych, czy po jednej stronie barykady stoją ci panowie?

2010-08-14
DWIE DEMOKRACJE.
Zadyma krzyżowa wciąż trwa. Strona prezydencka dziwi się, że samozwańczy obrońcy krzyża, nikogo nie reprezentujący, są niezadowoleni. Przecież upamiętnienie katastrofy i żałoby po niej wisi na ścianie budynku Pałacu Prezydenta. Wczoraj słynny poseł PO dał klasyczny pokaz kłótliwości, zacietrzewienia i zupełnego braku kontroli nad swymi słowami. Ustawił sobie Jarosława Kaczyńskiego i całą PiS do bicia i walił jak w bęben, zupełnie nie licząc się z faktami i obarczając tych ludzi winą za wywołanie sprawy krzyża. A dzisiaj poseł niezrzeszony zaatakował senatora i wicemarszałka senatu , że będąc przedstawicielem prawa państwowego nie broni go, lecz staje po stronie „jakiejś grupy ludzi” łamiących wyraźnie prawo polskie. Na to senator, mocno podekscytowany, odpowiedział, że on stoi po stronie ludzi, i to on ustanawia prawo w imieniu wyborców. Ustanawia prawo dla ludzi, słucha ludzi i obserwuje ich potrzeby i wymagania. I to jest demokracja. Niezrzeszony poseł oburzony z całą mocą ubolewał (patrząc na senatora), że w demokratycznej Polsce jest łamane i poniżane prawo – uosabiane przez demokratycznie wybranego przez Naród prezydenta. Tak nie może być! Państwo ma prawo tych nieposłusznych zaaresztować i siłą usunąć sprzed Pałacu. Prawo ustanowione w demokratyczny sposób musi być przestrzegane. Pan poseł nie rozumie: dlaczego tak nie jest i dlaczego ta anomalia wciąż trwa w stolicy.
Czy rzeczywiście w demokratycznym państwie muszą być dwie demokracje?

2010-08-13
PIES POGRZEBANY.
Wczoraj trzej przedstawiciele Episkopatu Polski w specjalnym oświadczeniu przedstawili swój pogląd na to wszystko, co dzieje się wokół krzyża na Krakowskim Przedmieściu. W końcowym fragmencie tego tekstu można przeczytać: „W kwietniu narodowa tragedia zjednoczyła nas pod krzyżem ustawionym obok siedziby prezydenta. Dziś, gdy w Europie toczy się walka o miejsce symboli chrześcijańskich w przestrzeni publicznej, podtrzymywanie konfliktu wokół krzyża szkodzi sprawie jego obrony podejmowanej przez liczne środowiska w Europie, w tym także rządy i parlamenty wielu państw. Oczekujemy, że także Rząd Rzeczypospolitej włączy się czynnie w proces zagwarantowania obecności chrześcijańskich symboli w publicznych przestrzeniach nowej Europy. Ponawiamy zatem apel do wszystkich ludzi dobrej woli o zrozumienie powagi chwili i poszukiwanie dróg jedności i porozumienia”.
Apel absolutnie słuszny, ale pies pogrzebany jest gdzie indziej: jak znaleźć i gdzie szukać owych ludzi dobrej woli?

2010-08-12
TABLICA.
Po wielu dniach niesmacznych i niebezpiecznych niepokojów przy krzyżu na Krakowskim Przedmieściu, dziś z samego rana zawieszono tablicę z tekstem przypominającym, co tu się działo w kwietniu po przetransportowaniu z Moskwy ciał ofiar katastrofy smoleńskiej. Tablica jest skromna – to chyba dobrze – przyozdobiona u góry znakiem krzyża łacińskiego, a u dołu lilijką harcerską. Między tymi symbolami umieszczono, graficznie zgrabnie rozłożony, tekst: „W tym miejscu w dniach żałoby po katastrofie smoleńskiej, w której zginęło 96 osób, wśród nich prezydent Lech Kaczyński z żoną i były prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski, obok krzyża postawionego przez harcerzy gromadzili się licznie Polacy zjednoczeni bólem i troską o losy państwa”. Po odsłonięciu tablicę pokropił wodą święconą kapłan w komży i białej stule i odmówił modlitwę za zmarłych. Następnie wieniec biało-czerwony złożyli: z Kancelarii Prezydenta pan Jacek Michałowski i z Urzędu Miasta pan wiceprezydent Jacek Wojciechowicz. Czy to zakończy „sprawę krzyża”?

2010-08-08
ODEJŚCIE.
Dziś dowiedziałem się o wczorajszym odejściu do nowego życia ks. Zygmunta Malackiego. Jego śmierć zaskoczyła mnie, była ostatnim przystankiem w drodze z rakiem. Wiedziałem o chorobie. W ubiegłym roku polecał mi pewien lek, jaki zażywał od dwóch lat i dzielnie się trzymał po operacji nowotworowej. Znałem Zygmunta ponad dwadzieścia lat. Obaj byliśmy duszpasterzami akademickimi, on u warszawskiej św. Anny, a ja we wrocławskim CODA . Spotykaliśmy się w stolicy podczas krajowych konferencji duszpasterskich. Jego mieszkanie na Krakowskim Przedmieściu było zawsze otwarte dla księży i dla studenckiej braci. Gości nigdy tam nie brakowało. Zygmunt miał szerokie serce. W kontaktach z ludźmi urzekał prostotą. Mniej więcej w tym samym czasie odeszliśmy z DA do pracy parafialnej. Spotkania się urwały, ale zawsze cieszyłem się słysząc o różnych inicjatywach duszpasterskich ks. Prałata Malackiego. Zasłużył na wielką wdzięczność Polaków za urządzenie muzeum ks. Jerzego Popiełuszki. Z prawdziwym wzruszeniem oglądałem najważniejszą parę uczestników uroczystości beatyfikacyjnej ks. Jerzego. Ks. Zygmunt i starowinka, pani Marianna Popiełuszko, dzielnie i pogodnie wspierali się nawzajem idąc do ołtarza podczas Mszy św. Ten łagodny i ciepły obraz utkwił mocno w mej pamięci. Wiadomość o śmierci Zygmunta zasmuciła mnie. Poczułem przenikliwe zimno w całym ciele, a po chwili spociłem się niemożebnie. Zaraz zacząłem się modlić.

2010-08-07
NIE WIDAĆ.
Od wczoraj, od święta Przemienienia Pańskiego, nie mogę sobie poradzić z myślami i z wyobraźnią. Obserwowałem przez okno TVP katedralną celebrację Mszy św., jako c.d. uroczystego zaprzysiężenia pana Komorowskiego na urząd prezydencki, uwierzyłem jego rozmodleniu duszy, jakie pokazywał swą postawą ciała, nawet zauważyłem różnicę między małżonkami, gdy on klękał przed ołtarzem najświętszej Ofiary, ona pochylała jeno głowę pierwszej damy (może to ischias lub reumatyzm w kolanach?). Jeszcze mi brzmią w uszach słowa abpa Nycza, że nie wolno używać krzyża do dzielenia, bo krzyż powinien łączyć. I w rozmarzonej wyobraźni mojej utkwił, jak drzazga, żywy obraz metropolity stołecznego idącego z prezydentem Rzeczypospolitej do prostych ludzi pilnujących krzyża harcerskiego. Pan prezydent mówi wzruszonym głosem: bracia rodacy, to miejsce będzie przez wieki świadczyć o tragedii państwa polskiego, która się stała pod Smoleńskiem w Rosji, zabierając nam śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego i innych z nim na służbie narodowi. Na tym miejscu wkrótce stanie pomnik. Ja, prezydent wszystkich Polaków, zapewniam was o tym. Urzeczony tą postawą nowego prezydenta metropolita warszawski podchodzi do pilnujących i mówi: bracia, pomóżcie mi! Razem podnoszą krzyż i abp błogosławi nim prezydenta, wszystkich stojących wokół i całą Rzeczypospolitą. A potem przy śpiewie „Boże, coś Polskę” idą z krzyżem do kościoła św. Anny, gdzie od niepamiętnych czasów kształtowane są serca i sumienia młodej inteligencji polskiej.
Czy ktoś mi wytłumaczy, dlaczego ten obraz jest tak bolesny i dokuczliwy? Przemienienie Pańskie wciąż trwa, a przemiany sumień ludzi dzierżących władzę nie widać. Dlaczego?

2010-08-06
ZAPRZYSIĘŻENIE.
Mamy prezydenta. Czy uspokoi się w kraju? 9 milionów Polaków świętuje, 8 milionów nie podziela ich radości. A to zaledwie połowa populacji, druga połowa to ta niewybierająca. Bądź tu mądry i pisz wiersze! A pan Prezydent po dotknięciu insygniów manu propria na Zamku przemieścił się z grupą fanów do następnej sali na lampkę wina. Może mniej, a może więcej rodaków nie skorzystało z lampki wina, lecz pozostało nieopodal na Krakowskim Przedmieściu przy krzyżu. Wiernie strzegą pamięci żałoby narodowej po Katyniu i Smoleńsku. Tych ludzi wcale nie wzruszała dzisiejsza uroczystość zaprzysiężenia. Ich wcześniejsze poniżające (nie)spotkanie z prezydentem-elektem nakazywało im stać czujnie pod krzyżem. W katedrze warszawskiej prymas Polski celebrował Mszę św. za Ojczyznę i za nowego Prezydenta. Metropolita warszawski w pięknej homilii zauważył, że droga pana Prezydenta zaczęła się od krzyża. Trudna to droga służby, a nie panowania, z koniecznym darem rozsądnego serca. Czekać więc trzeba i obserwować dalsze kroki nam dziś Zaprzysiężonego. Warto pamiętać, że spotkanie człowieka z krzyżem, jakiekolwiek by ono nie było, nie pozostaje bez śladów niezmywalnych.

2010-08-03
KRUCJATA.
Klubowe rozwiązanie sprawy krzyża harcerzy na Krakowskim Przedmieściu, sprzed dwunastu dni, nie przyniosło spodziewanego efektu. Trzej księża przyszli, według umowy, pod Pałac Prezydencki, by stamtąd procesjonalnie przenieść krzyż do kościoła św. Anny. Bezradnie przez pół godziny przysłuchiwali się hasłom i nawoływaniom, także do nich skierowanym, aby krzyż zostawić na miejscu. Wreszcie przyszedł urzędnik z kancelarii prezydenckiej i ogłosił, że krzyż dzisiaj nie będzie przenoszony. Kto chciał się pomodlić o spokój wieczny duszom ofiar katastrofy pod Smoleńskiem, mógł to uczynić podążając za księżmi do kościoła akademickiego, gdzie, także wg umowy, zaczęła się Msza św. Zostali „Wiecowicze” – kim oni są? – zostali i kontynuowali swą krucjatę pod pałacem. Straż miejska i milicja otoczyła ich szczelnym wianuszkiem, a za kordonem gromadzili się przechodnie, przeważnie turyści, mieli niezłą przygodę darmową. Politycy w swych lokalach zaraz otoczyli się uzbrojonymi w kamery i mikrofony dziennikarzami i ogłaszali światu, że za ich rządów taka afera polityczna nie mogłaby się zdarzyć. Ordynariusz warszawski zapytany, czy zechce pośredniczyć w sprawie tego krzyża, odpowiedział skromnie, że nie jest tu stroną. No tak, partiom się zachciało, a media roztrąbiły, że sprawa krzyża jest super polityczna, i Metropolita uwierzył. Duszpasterza tu potrzeba. Człowieka z Bożym charyzmatem! Niestety, ten incydent potwierdza prawdę, że Polacy nie mają dziś zaufania do urzędników w jakichkolwiek garniturach.

2010-07-25
MIVA POLSKA.
Piękna w wyrazie i owocna w skutkach jest akcja misyjna: „auto dla Afryki” przeprowadzona przez organizację MIVA POLSKA w dzień św. Krzysztofa – patrona kierowców, połączona z dorocznym zwyczajem duszpasterskim gromadzenia na modlitwie właścicieli pojazdów i poświęcenia ich maszyn. Każdy z nich mógł ofiarować dla misjonarzy w Afryce jeden grosz za minutę spędzoną w drodze za kierownicą w ciągu minionego roku. Z kolorowych folderów przysłanych z Warszawy przez MIVĘ wychylają się zadowolone twarze polskich księży pracujących w Afryce i uśmiechnięte buzie i oczy czekoladowych, bosych dzieciaków. Misjonarze mają się z czego cieszyć, bo dzięki 10-letniej „Akcji św. Krzysztofa” otrzymali z Polski sporą liczbę rowerów, motocykli, łodzi rzecznych, samochodów osobowych i pojazdów terenowych. Wszystkie te środki transportu służą misjonarzom w codziennej niełatwej pracy duszpasterskiej.

2010-07-24
MEDIALNI.
Upał nie tylko zelżał. Polskę ogarnął wilgotny, miejscami bardzo mokry, chłód. W Kudowie w sklepach i na straganach z ciuchami powodzenie miały koszule i bluzki z długimi rękawami. Narzekać na zimno nie przystoi, bo przecież jeszcze wczoraj szukaliśmy na niebie choć jednej chmurki, dałby Bóg deszczowej, ku odświeżeniu. Na wschodzie kraju ochłodzenie spóźniło się o jeden dzień.
Dziś w „Pasterskim Kwadransie” na falach lubelskiego eteru popłynęły gorące słowa „medialnego ordynariusza” na temat krzyża. Po pochwale lubelskiego środowiska solidarnościowego mówca wypowiedział namiętne słowa: „Tutaj od lubelskiej „Solidarności” mogliby się nauczyć ci, którzy działają emocjonalnie i najpierw znajdą jakiś krzyż, potem bez uzgodnienia z kimkolwiek wstawią go, a później angażują się do ostrej walki uważając, że tylko ich głos w sprawie krzyża jest miarodajny” . Ciekawym bardzo, gdzie powinni schładzać swe emocje „medialni ordynariusze”, zwłaszcza, gdy mówią o harcerskiej młodzieży?

2010-07-21
POROZUMIENIE.
Fragmenty dzisiejszego, wspólnego komunikatu Kancelarii Prezydenta RP, Kurii Metropolitalnej Warszawskiej, Duszpasterstwa Akademickiego Kościoła św. Anny w Warszawie oraz organizacji harcerskich:
– Krzyż przed Pałacem Prezydenckim, jako tradycyjny chrześcijański symbol upamiętniania zmarłych, został ustawiony przez harcerzy z różnych organizacji jako inicjatywa oddolna, poryw serca, podczas ich solidarnej służby od chwili katastrofy samolotu pod Smoleńskiem i służył wspólnej modlitwie ludzi gromadzących się w tym miejscu w dniach żałoby narodowej. Ustawienie Krzyża miało charakter spontaniczny i było ściśle związane z atmosferą żałoby narodowej.
– Przedstawiciele organizacji harcerskich, Kurii Metropolitalnej, Kancelarii Prezydenta RP i Duszpasterstwa Akademickiego są zgodni, że miejscem najbardziej godnym tego Krzyża i jego symboliki jest świątynia. W związku z tym, Krzyż usytuowany przed Pałacem Prezydenckim zostanie przeniesiony do Kościoła Akademickiego św. Anny w Warszawie, miejsca silnie związanego z historią Stolicy i Polski. Świątynia ta jest miejscem nieustannej modlitwy za tragicznie zmarłego Pana Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, jego Małżonkę oraz wszystkie ofiary katastrofy smoleńskiej. Przeniesiony Krzyż stanie się centrum rozważań rekolekcji w drodze i poprowadzi XXX-tą Jubileuszową Warszawską Akademicką Pielgrzymkę Metropolitalną na Jasną Górę, której przesłanie brzmi „Przez Krzyż”.
Kościół Warszawski w osobie Metropolity Warszawskiego Abpa Kazimierza Nycza oraz Kancelaria Prezydenta RP reprezentowana przez jej Szefa Ministra Jacka Michałowskiego zobowiązały się do niezwłocznego podjęcia działań, zmierzających do godnego upamiętnienia ofiar katastrofy, jak również wspólnej służby harcerskiej.

2010-07-19
GORSZĄCY ETYK.
Przeciwnicy pozostawienia krzyża harcerzy przed Pałacem Prezydenckim zaangażowali do pomocy autorytet nie byle jaki. Ks. Profesor, etyk z KUL-u, całą obecną sytuację nazwał „upolitycznianiem sprawy krzyża”, które „ubliża krzyżowi i tym, których dotknęła tragedia pod Smoleńskiem”. Hmm, zgrabne odwrócenie kota ogonem, trzeba przyznać, i brzmiałoby to całkiem po katolicku, gdyby uwzględniało fakt, iż owo „upolitycznianie” zaczęło się nie wtedy, gdy harcerze postawili na Krakowskim Przedmieściu krzyż, ale od wypowiedzi pana prezydenta-elekta na temat przeniesienia stąd tego chrześcijańskiego, bardzo wymownego, europejskiego znaku.
Prawdą jest, co zauważa uniwersytecki kapłan, iż „w naszej kulturze jest zwyczaj, że w miejscu tragedii umieszcza się znak krzyża”, ale nieprawdziwa jest konstatacja, że ten drewniany krzyż nie powinien tu pozostać, ponieważ tragedia stała się w Smoleńsku.
Krzyż został postawiony na Krakowskim Przedmieściu przed domem pierwszego Obywatela, który zginął w katastrofie wraz z innymi bardzo ważnymi Polakami na służbie Ojczyźnie. Ten krzyż stoi tu jako niemy „świadek” i znak pamięci o modlitwie i żałobie dwóch milionów naszych rodaków opłakujących wielką stratę narodową. Tutaj, a nie pod katedrą i nie w Świątyni Opatrzności czy na Powązkach, w całorodzinnych pielgrzymkach przybywających z różnych stron kraju, trwała funeralna katecheza, przepływały rozmowy o naszej historii i patriotyzmie i dokonywała się korekta oceny upolitycznionych mediów szkalujących przeciwników „bieżącej” władzy.
Wygląda na to, że zdarza się nam obecnie historia (nie tylko) z bajki o królu, który rozpoczynając swe władanie, poprawia własną i dworu kondycję psychiczną raptownym wyczyszczaniem do zera pamięci o swym poprzedniku. W tym właśnie widziałbym księdza profesorowe gorszące przekabacenie „upolityczniania sprawy krzyża”.

2010-07-18
PORTRET KAPŁANA.
Wczoraj podczas Eucharystii pogrzebowej ks. abp Sławoj Leszek Głódź namalował kapłański wizerunek śp. Ks. Prałata Henryka Jankowskiego. Mówił pięknie i długo, a zebrana ciżba wewnątrz i na zewnątrz bazyliki św. Brygidy w Gdańsku często przerywała egzortę mocnymi brawami. Warto ten pośmiertny portret zapamiętać, tym bardziej, że w ostatnich latach życia gdański kapelan „Solidarności” wiele wycierpiał od mediów obrzucających go błotem. Zapisuję sobie tu niektóre fragmenty. „Mamy pewność, my wszyscy, którzyśmy go znali, że jego postawa wobec wyzwań czasu była pochodną jego kapłaństwa. Mocnego, autentycznego, wyzbytego lęku. Kapłaństwa na Chrystusowych ordynansach. „Jeżeli Bóg z nami, któż przeciw nam? (…) Kapłaństwo księdza prałata Henryka wpisane było w szerszy kontekst doświadczeń Narodu i drogi Kościoła, także tej lokalnej, gdańskiej drogi. (…) Są dziś z nami stoczniowcy. Traktowali Cię, Księże Prałacie, jako swego proboszcza. Od tamtej historycznej chwili, kiedy przyszedłeś do nich. I Ty ich traktowałeś jak swoich – z serdecznością, z otwartością. Wtedy i później, przez wszystkie lata. Przychodzili, jakże często, do tej świątyni – sanktuarium Matki Bożej Królowej Świata Pracy. Byłeś im potrzebny. Szczególnie wtedy, kiedy przyszedł zły czas. Kiedy Stocznia Gdańska, od której w 1980 roku rozpoczęła się polska droga do wolności, stała się uciążliwym balastem w czasach wolności gospodarczej i systemowych zmian. A ci, którzy w 1980 roku wznieśli żagiew robotniczego i narodowego protestu, stali się wielką masą upadłościową. Problemem, którego nie potrafiono rozwiązać, nie tylko w imię sprawiedliwości, także w imię porządku serca i w imię wdzięczności za to, co się tu w sierpniu 1980 roku zaczęło. I to był również Twój ból, Księże Prałacie. To była wasza wspólna gorycz, Twoja i stoczniowców. Mogłeś ich wspomagać modlitwą, radą, świadectwem wspólnoty. Oni to pamiętają, oni za to dziś dziękują. Dziękują Ci dziś ci, którzy w ciszy swoich serc niosą pamięć o doznanej od Ciebie pomocy; kiedy nie mieli co jeść, kiedy nie mieli pracy, kiedy ich bliscy byli w więzieniu, kiedy cierpieli niedostatek, kiedy byli chorzy. (…) Księdza prałata także dotknęło doświadczenie Hioba: doświadczenie choroby, samotności, opuszczenia, upokorzenia… Ten kapłan – tak znany, tak zasłużony dla Kościoła, dla „Solidarności” – stał się negatywnym bohaterem mediów, obiektem ataków, pomówień, oskarżeń. Stanął wobec nich w prawdzie swego życia, pełnego dobrych czynów, która – okazało się – nic nie znaczyła, przestano się z nią liczyć… Nie stanęli w jego obronie ci, którzy go dobrze znali, z którymi szedł przez najtrudniejszy czas. Swoistą racją stanu stało się milczenie. (…)
Księże Prałacie Henryku! Żegnamy Cię, Sługo Chrystusa, Ojczyzny i Kościoła!
Żegnaj, Rycerzu Rzeczypospolitej! W dobrych zawodach wystąpiłeś, bieg ukończyłeś, wiary ustrzegłeś (por. 2 Tm 4, 7). Niech Cię Ten, któremu zawierzyłeś, Jezus Chrystus, obdarzy wieńcem sprawiedliwości i wiecznej chwały. Odpocznij od trudów swoich. Żyj w pokoju. Amen” .

2010-07-16
POGRZEB.
Wpisałem się do Księgi Kondolencyjnej zmarłego ks. Prałata Henryka Jankowskiego.
Księże Henryku, kiedyś proboszczu u św. Brygidy i kapelanie Solidarności, przyjacielu słynnego Wałęsy, ale także skromnego i świętego księdza Jerzego, który nas wyprzedził w drodze do Domu Ojca. Śmierć postawiła Cię przed Panem i natychmiast ujrzałeś siebie w całej prawdzie, tak jak Cię widzi Stwórca wszechmogący. Ludzkie opinie już Cię nie urażą, ani skrzywdzą, ale także nie dorysują Ci żadnej aureoli. Daleki i wolny już jesteś od tego, co powie o Tobie ktokolwiek na ziemi, przyjaciele czy nieprzyjaciele. W ojcowskich dłoniach Boga sprawiedliwego i miłosiernego jesteś już najbezpieczniejszy. Tutaj, na ziemi, pamięć uczciwych solidarnościowców gdańskich oraz parafian św. Brygidy zatrzyma w sercach całe dobro, jakieś uczynił dla sprawy polskiej wolności i niezawisłości słowa prawdy. To natomiast, co było nieudane i złe w Twoim życiu – Któż jest bez grzechu? – jeżeli nie zostało wynagrodzone na ziemi, zwłaszcza w końcowej, pełnej cierpienia fazie Twego życia, będzie wypalone ogniem pokuty u progu Królestwa Bożego. Wieczność oczyści Twoją duszę aż do podobającej się Panu Bogu świętości.
Staję duchowo przy Twojej trumnie podczas Najświętszej Eucharystii i proszę: Jezu miłosierny, przyjmij duszę Twego kapłana, namaszczonego olejem Ducha Świętego, i oddaj Twojemu Ojcu i naszemu Ojcu w Niebie.

2010-07-15
KRZYŻAK.
O krzyżakach dziś mówi się sporo w kraju. Na miejsce zwycięskiej bitwy przed 600 laty pod Grunwaldem przybyło mnóstwo ludzi. Jedni, aby wziąć udział w wielkim odtworzeniu pogromu rycerstwa krzyżackiego przez sprzymierzone armie: wojska polskiego i litewskiego . Inni przybyli, by się temu przedstawieniu napatrzeć i coś pomyśleć. Pośród tych drugich był nasz prezydent-elekt , była pani prezydent Litwy i był dzisiejszy wielki mistrz krzyżacki . I, oczywiście, tysiące turystów. Nasz pan prezydent niezaprzysiężony mówił o polskim „smaku zwycięstwa”, pani prezydent, co dopiero zaprzysiężona w Wilnie, pięknie mówiła po polsku, a ojca mistrza najchłonniej słuchano, boć to przecież „krzyżak”, zupełnie zjawiskowa osoba. Ojciec opat, Bruno Platter, Wielki Mistrz Zakonu Szpitala Najświętszej Maryi Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie, pokazał Polakom całkiem inny wizerunek krzyżaków, niepodobny do polskiego obrazu doświadczeń z malborskim sąsiadem. Być może nie będzie już straszył Polaków widok zakonnika w czarnym habicie przepasanym pasem i z narzuconym na ramiona białym wełnianym płaszczem z czarnym krzyżem na ramieniu.
Dawno to było, chyba w latach siedemdziesiątych ub. wieku, na zaproszenie wiedeńskiego duszpasterstwa akademickiego, z grupą studentów spod Czwórki byliśmy w Wiedniu. Obok posiedzeń i wykładów na ustalone tematy były też różne niespodzianki. Nasza grupa wylosowała wycieczkę go Górnego Tyrolu, a tam zajął się nami przeuroczy młody zakonnik o. dr Arnold Wieland. W Bolzano, zwiedzając stary gotycki kościół z licznymi wewnątrz zwisającymi starymi chorągwiami, odkryliśmy, że znajdujemy się we włoskiej prowincji zakonu krzyżackiego. I, oczywiście, nasz opiekun i przewodnik to czystej maści krzyżak. Opowiedzieliśmy mu o naszych historycznych skojarzeniach i… śmiechu było co niemiara. On opowiedział nam o swojej pracy duszpasterskiej ze studentami w Bolzano. Ucieszyłem się więc dziś, gdy dowiedziałem się, że ten skromny i radosny nasz przyjaciel w białym płaszczu z czarnym krzyżem, w latach osiemdziesiątych przez dwie sześcioletnie kadencje piastował urząd Wielkiego Mistrza Zakonu. Wracając pociągiem do Wrocławia, myśleliśmy zgodnie: krzyżak, a taki wspaniały człowiek, do tego głęboko maryjny zakonnik! I łaził z nami po górach Tyrolu, które czarowały nas przeróżnym światłem i barwą skał w zależności od pory dnia.

2010-07-13
KŁOPOT WŁADCÓW.
Wśród polityków polskich znowu kłótnia, tym razem o krzyż. Jakby nie mieli nic do roboty po wyborach. Drewniany, niewielki krzyż z biało-czerwoną wstęgą i kirem przynieśli harcerze po katastrofie smoleńskiej i postawili przed domem i urzędem śp. Prezydenta na Krakowskim Przedmieściu. Tam ludzie zaczęli w hołdzie modlitewnym składać kwiaty i znicze, jakby na grobie bliskich i ważnych dla nich 96 osób, z Lechem Kaczyńskim i jego małżonką Marią na czele. To był spontaniczny i zwyczajny gest warszawian, którzy krzyżami czy obrazami lub figurami świętych zaznaczali tragiczne miejsca poległych na wojnie i w powstaniu. Cała wręcz Polska poszła, też spontanicznie, tym śladem.
Kim są ci, którzy nie wiedzą, co uczynić z krzyżem katyńsko – smoleńskiej bolesnej historii? Czy tysiące rodaków z całego kraju, przynoszących pod ten krzyż swe modlitwy i kwiaty, nic nie mówią dzisiejszym władcom? Utrata przez państwo naraz aż 96 najważniejszych obywateli zaangażowanych w służbę Narodowi to przecież wielka tragedia – trzeba o niej pamiętać! Ten skromny, drewniany krzyż przewiązany wstążkami biało-czerwoną i czarną to znak niespotykanej w innych krajach całonarodowej żałoby. Nie szukać mu innego miejsca trzeba, ale zabezpieczyć, by tu stał i mówił młodym pokoleniom o wielkiej wrażliwości uczciwych Polaków w tych trudnych czasach agresywnego liberalizmu, gdy zysk i kariera zaczadzają młodych, niby wartości im wystarczające.

2010-07-10
KARKONOSKA DUKLA.
Upał nieznośny! Przyjechali do Borowic goście z Wrocławia, tu wreszcie złapali oddech. W wielkim mieście w wielkich blokach i na ulicach nie ma czym oddychać. 33 stopnie Celsjusza! Przyjechali na odpust św. Jana z Dukli. Od kilkunastu lat utarł się zwyczaj zjeżdżania wrocławian do Dukielki w Borowicach k/Karpacza. Dukielka to niewielki płacheć zielonego zbocza uwieńczonego koroną strzelistych świerków, a po środku stoi kamienna kapliczka dedykowana św. Janowi z Dukli w Beskidach. Kapliczka erygowana przez biskupa legnickiego przyciąga turystów swą prostotą architektoniczną i bogatą galerią portretów różnych świętych Pańskich uczynionych ręką artystki Ewy, żony właściciela. Lubię to miejsce, bo patrzę na kapliczkę przez pryzmat wspomnień czasu poczynania się dzieła wdzięczności za Bożą pomoc w rodzinie, gdy Andrzej i Ewa razem z przyjaciółmi artystami z Wrocławia przygotowali kamienne pomieszczenie do celów kultu religijnego. Księża podczas ferii i wakacji szkolnych przywożą tu grupy młodzieżowe na pobożne dni skupienia i wakacje z Bogiem. Prócz modlitwy zwykle organizowane są piesze wędrówki po szlakach karkonoskich. Stąd można wyjść na Śnieżkę, czy w odwrotnym kierunku ku Szrenicy i do Śnieżnych Kotłów. Miejsce jest urokliwe, zalesione i osłonecznione. Zwykle panuje tu cisza kojąca zranienia ducha umęczonego wielkim miastem. Można tu posłuchać mowy ptaków i żab. Można zanurzyć swe serce spragnione w miłosierdziu Bożym.

2010-07-07
ODGRZEWANIE MITU. Dziś, gdy usłyszałem z ust szefa zwycięskiego sztabu wyborczego oskarżenie, że Kościół w słowach księży na ambonie przekroczył „granicę zaangażowania politycznego”, utwierdziłem się w przekonaniu, że PO buduje zgodę narodową jedynie hasłowo, na transparentach, i to z bardzo lichego materiału. Szydło bardzo szybko wylazło z worka. Dlaczego to – pytam – słowa księdza w nauczaniu na tematy wyborcze mają być niedopuszczalne i gorsze od słów innych obywateli? Czy dlatego, że psuły szyki w akcji przedwyborczej jej szefa? Ten temat już przerabialiśmy w czasach PRL-u. Trzeba wreszcie skończyć z obłudą i spychaniem księży do kruchty kościelnej. Pan Jezus w świątyni jerozolimskiej nie tylko modlił się i dyskutował z uczonymi w Piśmie, ale gdy trzeba było, powywracał stoły bankierów i handlarzy uprawiających swój biznes w świątyni. Kto chce budować zgodę narodową, niech zacznie od swego sumienia. Najjaśniejsza Rzeczpospolita w budowaniu ładu moralnego dla pomyślnego swego rozwoju korzystała z mądrości i inteligencji światłych biskupów i odważnych kaznodziejów. W okresie bezkrólewia, gdy król toczył wojnę z dala od stolicy, interrexem był prymas Polski. Komunistyczny mit o mieszaniu się Kościoła do polityki, niestety, prowadził do bolesnych represji ubeckich wobec duchowieństwa, a także często przynosił śmierć wielu wspaniałym kapłanom. Tak się działo również w końcowej fazie istnienia PRL-u . Niebezpieczną metodą w życiu społecznym jest odgrzewanie mitów stworzonych przez złych ludzi z nienawiści i żądzy śmierci niewinnych ludzi.

2010-07-06
MASKA.
Jak trudno nosić maskę i skrywać publicznie prawdę o sobie przez dłuższy czas! Powszechny niesmak wzbudził „happening zwycięzców” na Krakowskim Przedmieściu u bram pałacu prezydenckiego tuż po wyborach. Nikt nikomu, oczywiście, nie zabrania cieszyć się ze „zwycięstwa”, z wyników osiągniętych ciężką „agitką”, ale trzeba wpierw wyrobić w sobie choć odrobinę przyzwoitości. Toż przed tym pałacem, ozdobionym krzyżem po kwietniowej tragedii, tysiące Polaków trwało w autentycznym smutku i żałobie! Taka niesforna pamięć absolutnie nie sprzyja „budowaniu zgody”. Po cóż było przez całą kampanię świecić rodakom w oczy tym skąd inąd szlachetnym hasłem, jeżeli ono nie znajduje w głoszących żadnej siły wcielenia!

2010-07-04
TURA DRUGA.
Wieczorem całym domem (raptem trzy osoby!) wybraliśmy się do urny wyborczej. Stała jedna, samotna w środku Sali między dwiema graniastymi kolumnami. Miała szaroniebieski kolor, przypominała plastykowy kosz na śmieci – taki współczesny – z pokrywą i zatrzaskami. W środku szpara na karty wyborcze, po bokach godło państwowe z (widocznie) domalowaną złotą koroną. Komisja stawała na wysokości zadania, pokazując ząbki w zmęczonym uśmiechu witającym nas, dość późnych spełniaczy obowiązku obywatelskiego. Namyślanie nad kartą krótkie, jeden krzyżyk u góry z prawej strony i lekki wrzut do szpary. Godzina dwudziesta, pół Polski przed srebrnym ekranem! Koniec ciszy przedwyborczej. Wybuch radości w drużynie pana Marszałka , oklaskom brakowało końca. W tłumie mignęła mi twarz pani Mai Komorowskiej. Wprawdzie nie przeciskała się do buźki pana prawie-prezydenta, ale zdziwiłem się. Nie wiem, jakie wiatry mogły ją przywiać sprzed Pałacu Namiestnikowskiego w kwietniu aż tu dziś, w ten skwar lipcowy. No cóż, tempora mutantur.
W kwaterze prezesa PiS-u nie ma euforii. Jest za to wola walki wychylona ku przyszłości, ku następnym wyborom. Zwyciężymy! – pocieszali się ciężko upracowani działacze prawicowej (najwyraźniej!) akcji przedwyborczej – Będziemy zmieniać Polskę! Musimy ją zmienić! Dwadzieścia lat nowego ustroju minęło w ciągłych zmianach, i znów końca nie widać. Przychodzą na pamięć ironizujące słowa poety: „Polska! Polska!…[ale] Jaka?” .

2010-07-04
DZIEŃ PAŃSKI.
Niedziela w Borowicach. Piękna, słoneczna pogoda. Upał. I wszędzie dookoła cisza. Nawet świerki otaczające dom, wkłute swymi szczytami w lazur nieba, poddały się władaniu tej niedzielnej ciszy. Jedynie młode trzmiele z żywością brzęczącą uwijają się wśród otwartych kielichów dzikiego różowiska. Dla niech, jak i dla maleńkich muszek i fruwających żuków, praca znaczy jedzenie, a więc przyjemny i jedyny obowiązek. Dlatego tak beztrosko przegryzają świętość dnia Pańskiego. Cóż, ich niewinny świat różni się od naszego ucywilizowania, nie muszą uciekać się ani do przykazań, ani do sumienia. Ich dług wobec Stwórcy spełnia się w podporządkowaniu sile naturalnego instynktu. Człowiek większe bogactwo nosi w sobie. Choć wypędzony z raju, nie jest bezbronny wobec trudów i zadań życia. Zabrał ze sobą z miejsca pierwotnego szczęścia serce, rozum i pamięć. Rozum bez serca nie byłby zdolny zbudować cywilizacji. A i pamięć jest niezbędna, by nie utracić fundamentu ciągle budowanej kultury.
W południe dzwon zaczął zwoływać wspólnotę borowiczan na Mszę św. Wielu ogłuchło jak bąki i żuki. Siedzą beztrosko przed domami, połykając chciwie w tym upale złoty płyn z browaru. Do kościoła weszło wielu wczasowiczów, a wśród nich zobaczyłem wiele uśmiechniętych, opalonych twarzy dziecięcych. Śpiewaliśmy bardzo zróżnicowanym chórem, jak kto umiał, ale chwały Panu Bogu nie żałowaliśmy. Obok w koncelebrze stanął młody kapłan, filozof z KUL-u. Po Mszy zapytany, czy pójdzie dziś głosować, zatrzepotał rzęsami, jakby rozrzedzał zdziwienie i powiedział: nie. No tak, dopowiedziałem, są przecież wakacje. Dla młodego naukowca to bardzo istotny czas.

2010-06-30
WIERNOŚĆ.
Od pięciu dni są już wakacje, dzieci na Mszy św. pożegnały ks. Wojtka i pojechały w Polskę i w świat. Rodzice naszej parafii w sporej części wywożą dzieci na wakacje daleko, nawet za granicę. Jesienią jest dużo dziecięcej radości i opowiadań, jak tam było i co ciekawego zobaczyły. Jest też wtedy (dla mnie) wielki smutek. Dzieci najczęściej nie uczestniczą we Mszy św. niedzielnej. Rodzice nie szukają kościoła w okolicy, albo uważają, że 6 km samochodem do kościoła na wakacjach to absolutnie za daleko, a poza tym, czy po to opuścili swą parafię? Czy nie mają prawa do wyspania się i, w ogóle, do nieskrępowanego życia?… Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci. Ja pewnie tego nie będę obserwował, ale już dziś mi smutno, bo przewiduję marny los rodziców, którzy nie potrafią wychowanie własnych dzieci oprzeć na swej wierności Panu Bogu.
Ks. Wojtek został przeniesiony od nas do prawdziwie wielkomiejskiej parafii, gdzie wszystkiego jest więcej: parafian i nie parafian, wierzących i ledwie wierzących, bloków, pięter, ulic, katechez i innych zajęć. Będzie też więcej współpracowników – kolegów i więcej okazji do wspólnotowego działania. To wszystko może doprowadzić młodego kapłana z prawdziwego zdarzenia do dalszego pogłębiającego rozwoju jego powołania.
Ks. Wojtka nasi parafianie serdecznie pożegnali, niejednej parafiance spadła jakaś łza z oczu. A życie musi się toczyć dalej. Bóg czeka, człowiek czeka i Ojczyzna czeka na wierną służbę.

2010-06-29
CHMURKA.
Wyjątkowo uroczyście przeżyłem ten dzień rekolekcyjny. Ks. Abp zaprosił wszystkich uczestników do katedry na Mszę św. i do modlitwy w intencji Ojca Świętego Benedykta XVI.
Przed 46 laty w małym wiejskim kościółku w Kostrzy składałem Bogu prymicyjną Najświętszą Ofiarę, włączyłem się w mistyczny krąg Eucharystycznej Obecności Zbawiciela. Nie było tak uroczyście, ani według najnowszych przepisów liturgicznych, bez grzmiących organów katedralnych i bez rzeźbionych przed wiekami dłutem snycerza stall z zasiadającym duchowieństwem wyższym i niższym, ale była za to swoista i bardzo serdeczna wzniosłość. Żyli wtedy jeszcze rodzice, przyjaciele, koledzy ze szkoły, no i ja byłem wtedy zupełnie młody i trudów życia kapłańskiego nieznający. Była więc wielka radość w potężnej atmosferze dobrych uczuć. Czułem skrzydła i… pot na twarzy i rękach mych błogosławiących w pełnym słońcu wokół kościoła klęczących wiernych. Została jednak w pamięci ciemna chmurka z tego dnia prymicyjnego. Był na tej Mszy św. Jurek S., mój najlepszy kolega z jaworskiego LO, a ja go, w tym anielskim uniesieniu, nie zauważyłem. Tak często o nim myślałem w czasie studiów, bo zniknął mi z oczu po maturze, nie byłem pewny czy dotrze do niego wieść o mojej świętej radości. On był, przyjechał z daleka… ale dowiedziałem się o tym po prymicjach. Noszę go nadal w sercu razem z tą smutną chmurką.

2010-06-28
GŁĘBIA ŻYCIA.
Upalne dni, ale radość chyba tylko na plażach czy w górach. W mieście skwar i ociekanie strumieniami potu. Dziś przyjrzałem się uważniej św. Ireneuszowi, patronowi dnia moich święceń kapłańskich. Żył w II wieku, doprawdy niewielki okres czasu dzielił go od życia Jezusa. Jego mistrz, św. Polikarp, był uczniem św. Jana Ewangelisty. Nigdy nie dowiem się, jak to się słucha kogoś, kto słuchał opowieści o Zmartwychwstałym od widzącego Pana. A to jest właśnie fundament odpowiedzi na pytanie, dlaczego w początkach chrześcijaństwa Ewangelia tak szybko rozchodziła się wśród ludzi i powiększała świadków wiary bohaterskiej? Ireneusz oddał swoje życie za wiarę w Syna Bożego Jezusa Chrystusa w 202 roku. Pozostawił wielkie 5-cio tomowe dzieło „Adversus haereses” . Można i dziś głęboko się zadumać nad jego teologią.
„Majestat Boga ożywia. Ci zatem, którzy oglądają Boga, otrzymują życie. Niewypowiedziany, niepojęty i niewidzialny Bóg pozwala się ludziom zobaczyć, zrozumieć i pojąć dlatego, aby dać życie przyjmującym Go i oglądającym. Nie ma życia bez życia pochodzącego od Boga”. Gdyby zwolennicy aborcji zechcieli wejść w głębię tej prawdy…
Za chwilę dołączę do kolegów (przeważnie młodszych) i rozpoczniemy w górnej kaplicy seminaryjnej rekolekcje.

2010-06-26
UCHO PRYMASA.
Ks. abp Józef Kowalczyk, nowy – po abpie Henryku Muszyńskim – prymas Polski, odbył dziś swój ingres do katedry gnieźnieńskiej. W jego homilii było wiele przywołań słów i myśli Jana Pawła II. Trudno dziś po Papieżu-Polaku mówić oryginalnie na temat Kościoła, Polski, historii i współczesnego obrazu świata. Jednak znalazłem w słowach nowego Prymasa wrażliwe ucho przyłożone do obecnej sytuacji w Ojczyźnie: „Byłby więc czas najwyższy aby po 20 latach skończyć te bezpłodne dyskusje, bezsensowne kłótnie, a podjąć pracę organiczną i wytrwałą nad budową dobra społecznego. To jest nasze zadanie, to nas łączy, nie dzieli. Wszelkie podziały czynione tu i ówdzie – nie wiem skąd wynikają: czy z woli zaistnienia, jako taka czy inna siła polityczna, czy też rzeczywiście z troski i wielkiego przekonania, że tylko ja i moja siła polityczna ma receptę na największe dobro narodu i państwa. To jest egoizm, a nie współdziałanie. Polska dzisiaj powinna zespolić swoje siły do tego, ażby po kilku latach wytężonej pracy w duchu solidarności i miłości Boga i człowieka zbudować ten dobrobyt, który jest w zasięgu jej ręki – byle ta ręka była otwarta na współpracę z współbratem”.
I tu ciśnie się na usta słowo osobiste o rękach Polaków. Te ręce powinny być nie tylko otwarte, ale i czyste. Przede wszystkim czyste.

2010-06-24
HANDEL.
W Polsce: frymarczenie życiem. Grzegorz Napieralski, lider SLD, wyłożył karty na stół, przy którym siedzieli politycy PiS-u i PO: jeżeli zapewnicie refundację in vitro, to w II turze dam wam głosy moich wyborców. Bronisław Komorowski, marszałek parlamentu (sic!), przypomniał, że już w prawyborach obiecał pieniążki z budżetu na sztuczne zapładnianie kobiet. Za nim minister zdrowia Ewa Kopacz zaoferowała 10 milionów złotych na in vitro. Jarosław Kaczyński natomiast krótko skwitował ten handel: Jestem katolikiem i z powodów kampanii nie zmieniam mojego wyznania.
Ciekaw jestem, czy katolicy: pani Ewa i pan Bronisław (na tle swej rodziny) w najbliższą niedzielę podejdą do balasek, by przyjąć żywe Ciało Pańskie. To może być ciekawa lekcja na temat, jak się ukręca łeb sumieniu własnemu.

2010-06-21
TRZYNASTKA.
Wielki entuzjazm w mediach. Szczęśliwa 13-tka! Lewica wchodzi na scenę! – krzyczą na temat ponad 13 % oddanych głosów na lidera SLD w wyborach prezydenckich. Skąd ten entuzjazm? – pytam. Media zamiotły już pod dywan całą aferę wyniesioną na światło dzienne o posługiwania się kłamstwem i oszczerstwami postkomunistów w przedstawianiu osoby Prezydenta RP przed 10 kwietnia bieżącego roku. Dwaj główni pretendenci do fotela zaczęli swe umizgi do szefa SLD, by oddał im swój elektorat, a ten nie odda, ale sprzedać może…
Zakrztusiłem się nagle, jedząc pierwszy raz w tym powodziowym roku dojrzałe truskawki, gdy usłyszałem, jak lider PiS-u zamienił „postkomunistów” na „lewicę”, jako że to jest mniej niegrzeczne i bardziej nowoczesne. Koń by się uśmiał! I chociaż po wyborach prezydent niewiele będzie miał do gadania w rządzeniu państwem, to jednak przeraża mnie niepamięć Polaków o głoszonym bezceremonialnie programie partyjnym spadkobierców PRL-u. Ktoś tu nie śpi i ogonem wachluje…

2010-06-20
TURA PIERWSZA.
Pierwszy oddech złapany. Ponad 50 procent Polaków poszło głosować. Różnica zdobytych głosów między kandydatami PO i PiS wynosi zaledwie kilka punktów procentowych. Obie walczące o fotel prezydenta partie ponoć mają korzenie chrześcijańskie. Czy ktoś z tych komitetów kampanii wyborczej miał czas, by wysłuchać bardzo ważnych i a propos słów Ojca Świętego? Na Placu św. Piotra Benedykt XVI dziś w południe nawiązał do słów Jezusa z niedzielnej Ewangelii: „Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze swój krzyż i niech Mnie naśladuje. Wziąć krzyż oznacza zaangażować się w pokonanie grzechu, który utrudnia drogę do Boga, przyjmować codziennie wolę Pana, wzrastać w wierze przede wszystkim w obliczu problemów, trudności, cierpienia”.
Bóg zna wynik wyborów. Nie ogłosi ich jednak. Widocznie chce przyjrzeć się walce polityków zwanych katolikami w naszym kraju. Za dwa tygodnie będziemy i my znali wynik wyborów.

2010-06-16
RĄBNIĘTY KONCEPT.
Gazety polskie piszą wiele i różnorodnie na temat prostego chłopaka, Jurka z Okopów na wschodnich rubieżach Rzeczypospolitej obecnej. Trzeba było więc i GW coś rzeknąć na tak popularny temat. Dyżurny katolik Gazetowy rąbnął w koncept i… popełnił pean na cześć księdza Jerzego – „bohatera kościelnego i narodowego”. Aliści nie bez strzyknięcia przez zęby ludziom pobożnym pod nogi: „Nie chodzi mi o to, czy swoim poziomem umysłowym wyrastał ponad księżą przeciętność – beatyfikacja to nie literacki Nobel. Chodzi mi o umysłowe otwarcie. Czy ten bohater walki z ateistycznym reżimem wzywający do politycznej wolności rozumiał, że Polak to niekoniecznie katolik, także na przykład ateista?”.
Gdyby autor tekstu słuchał podczas Mszy za Ojczyznę homilii ks. Jerzego, rychło by zrozumiał, o jaką wolność wołał, i że ten, bardzo wrażliwy na krzywdę innych, kapelan „Solidarności” z bólem mówił o Polakach bez wiary, którzy tak strasznie i bez wewnętrznych oporów niszczyli duchowo i fizycznie współrodaków w stanie wojennym. Dodać należy, że ci oprawcy zza biurka czy z ulicy, w mundurach czy bez, często byli po studiach wyższych. A może w tym rąbniętym koncepcie chodzi jedynie o obłok wstydu wobec naczelnego?

2010-06-15
POTRZEBA CHWILI.
Piękno i bohaterstwo świętości współczesnego błogosławionego męczennika, księdza Jerzego Popiełuszki, wciąż nasyca polską atmosferę życia publicznego. Odbywają się debaty, sympozja, spotkania i rozmowy na temat nie tylko osobowości młodego kapłana polskiego, ale i treści przekazanych w jego homiliach. Można czytać nowe książki, oglądać albumy z ciekawymi fotografiami, można nawet wysłuchać nagrań oryginalnych kazań kapelana „Solidarności”. Ludzie w kościołach trzymają w ręku nowe obrazki i modlą się do nowego świętego. Taka jest potrzeba chwili! Maleńką figurkę gipsową, bardzo piękną i skromną jak sam Błogosławiony, po beatyfikacji zamieniłem na duży baner z portretem ks. Jerzego. Jego otwarte oczy z wielką dobrocią i życzliwością patrzą na wiernych w kościele.

2010-06-10
MORZE STRACHU.
Można się uśmiać, ale to wcale nie jest komiczne. Z jednej strony morze zalanych gospodarstw i domów po dachy. Zdjęcia z helikopterów pokazują bezmiar całkowitego zniszczenia ziemi przez wodę od Śląska po Podkarpacie. A z drugiej strony morze urzędasów, przepisów i różnych zaświadczeń, o jakie trzeba starać się, by uzyskać sześć tysięcy złotych dla powodzian. Ludzie nie spieszą do Ośrodków Pomocy Społecznej, gdyż boją się ujawniać swoje dochody, renty, oszczędności na kontach bankowych, drżą przed fiskusem. Podejrzewają, że gmina oskubie te ich sześć tysięcy. Nie będzie po co iść. W Sandomierzu wnioski złożył zaledwie co czwarty poszkodowany. W zalewanym wciąż
Wilkowie niewiele ponad 20 proc. W Sokolnikach na blisko pięciuset poszkodowanych do OPS trafiło 60 wniosków. Na Śląsku Opolskim jest zupełnie inaczej.

2010-06-07
HOMILIA-PYTANIE 2.
Pytanie drugie: Skąd siła i determinacja ducha kapłana katolickiego?
„Kto dał naszemu męczennikowi tak heroiczną siłę do przyjęcia męczeństwa? (…)
Jezus wybrał młodego Jerzego, jeszcze w łonie jego matki, i powołał go swoją łaską do kapłaństwa, aby głosił Jego słowo prawdy i zbawienia „nowym poganom” swoich czasów (por. Gal 1,16). Jezus Chrystus, obecny w Eucharystii, był jego mocą. (…) W obliczu religijnych prześladowań, Eucharystia była dla niego boskim pokarmem, który umacniał go w dawaniu świadectwa wierze.(…) Jego wiara miała wpływ na innych. Była też niezłomna i promieniowała w środowiskach oraz w osobach, które spotykał. Wiara nie była w nim czymś dodatkowym, uzupełniającym, lecz stawała się miarą wszystkich jego czynów.
Ksiądz Popiełuszko, podobnie jak biblijny sprawiedliwy, żył wiarą i miłością. Jego dewizą były słowa św. Pawła: ‘Zło dobrem zwyciężaj’. (…)Był świadomy, że zło dyktatury miało swoje źródło w szatanie, dlatego więc zachęcał, aby zło zwyciężać dobrem i łaską Bożą: „Zło może zwyciężyć tylko ten, kto jest pełen dobroci”. (…) Zło, niosące ze sobą przemoc, jest znakiem słabości i bezużyteczności. Natomiast dobro zwycięża i rozszerza się siłą swojej słodyczy, współczucia i miłości. Ustroje polityczne przemijają tak jak letnie burze, pozostawiając jedynie zniszczenia, podczas gdy Kościół wraz ze swoimi synami pozostaje, aby wspomagać ludzkość darem nieograniczonej miłości. Chrześcijanie są solą ziemi i światłem świata. (…)
Moi drodzy, w obliczu odradzających się prześladowań skierowanych przeciwko Ewangelii i Kościołowi (…) nowy Błogosławiony był kapłanem i męczennikiem, wytrwałym i niestrudzonym świadkiem Chrystusa. On zło dobrem zwyciężył, aż do przelania krwi. Amen”.

2010-06-07
HOMILIA-PYTANIE 1.
Wczoraj legat papieski, ks. abp Angelo Amato, w homilii beatyfikacyjnej odpowiedział na dwa przez siebie postawione pytania. Odpowiedzi przedstawione w skrócie homilii.
Pytanie pierwsze: Skąd zło, które doprowadziło do morderstwa katolickiego księdza?
„Co było powodem tak wielkiej zbrodni? Czy Ksiądz Jerzy był może przestępcą, mordercą, a może terrorystą? Nic z tych rzeczy. Ksiądz Popiełuszko był po prostu wiernym katolickim kapłanem, który bronił swojej godności jako sługi Chrystusa i Kościoła oraz wolności tych, którzy, podobnie jak on, byli ciemiężeni i upokorzeni.(…) To właśnie dlatego rozpętał się przeciw niemu niszczący gniew wielkiego kłamcy, nieprzyjaciela Boga i ciemięzcy ludzkości, tego, który nienawidzi prawdy i szerzy kłamstwo. W tamtych latach, jak zdarzało się niekiedy w historii na dużym obszarze Europy, światło rozumu zostało przyćmione ciemnością, a dobro zastąpione złem. (…)
Ksiądz Jerzy nie uległ pokusie, by żyć w tym obozie śmierci. Przy pomocy jedynie duchowych środków, takich jak prawda, sprawiedliwość oraz miłość, domagał się wolności sumienia obywatela i kapłana. Lecz zgubna ideologia nie znosiła światła prawdy i sprawiedliwości. Dlatego ten bezbronny kapłan był śledzony, prześladowany, aresztowany, torturowany a ostatecznie brutalnie związany i, choć jeszcze żył, został wrzucony do wody.(…) Jego ciało zostało odnalezione dopiero po dziesięciu dniach”.

2010-06-06
PROROCTWO SPEŁNIONE.
Po całonocnej podróży (z przeszkodami milicyjnymi) pełni determinacji wspólnie ze studentami dotarliśmy na Żolibórz w Warszawie na pogrzeb kapelana „Solidarności”. Było to w sobotę 3 listopada 1984 roku, tysiące ludzi ze wszystkich stron Polski przez całą noc podążało w kierunku kościoła św. Stanisława Kostki, gdzie w trumnie złożono zmaltretowane ciało księdza katolickiego. Każdy chciał oddać hołd kapłanowi zamordowanemu przez komunistów (niestety, polskich!), od pół wieku bez mała dzierżących władzę w kraju i uciskających swych rodaków. Mieli pod rozkazami Departament IV w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych do rozprawiania się z księżmi, wojsko, milicję, ZOMO i ostatnio dekret o stanie wojennym. Niszczyli każdy przejaw wolności w kraju, wypełniali więzienia Polakami, którzy nie zgadzali się z ich narzuconym porządkiem społecznym, brutalnie walczyli z Kościołem. Ich reżym był tym okrutniejszy, im większy rósł w nich strach przed utratą władzy. Ślepi niewolnicy Moskwy, nie potrafili przewidzieć, że męczeństwo ks. Jerzego Popiełuszki było zwiastunem ich końca.
Zło zostało dobrem pokonane! Zwykły ksiądz w czarnej sutannie, z polskim orzełkiem na piersi, nie tylko głosił od ołtarza tę prawdę św. Pawła, ale wyjednał u tronu Miłosierdzia Bożego faktyczne zwycięstwo Dobra w Polsce. Niepojęte są wyroki Boskie, ale przecież w wielkich i ważnych chwilach pozwala Bóg ludziom proroczo wejrzeć w Jego tajemnice. Na zakończenie uroczystości pogrzebowych, po wszystkich przemówieniach, w słowie pożegnania ks. prałat Teofil Bogucki, proboszcz ks. Jerzego, powiedział: „Ziemia polska otrzymała nowego bohatera i nowego męczennika. Na taki pogrzeb, z udziałem Kardynała Prymasa, biskupów i nieprzeliczonej rzeszy wiernych, zasługuje tylko człowiek wielki lub święty. Ocenę zostawiamy Najwyższemu Bogu”. Dzisiejsza uroczystość beatyfikacyjna ks. Jerzego Popiełuszki, skupiająca umysły i serca milionów Polaków i ludzi dobrej woli w kraju i za granicą, jest cudowną odpowiedzią Boga, wypełniającą proboszczowe proroctwo. Oto otrzymaliśmy w Niebiosach kapłana wielkiego i świętego. Gaude, Mater Polonia! Ciesz się, Polsko – święta Matko-Ojczyzno nasza!

2010-06-05
PRZED BEATYFIKACJĄ.
W Warszawie jest już obecny legat Ojca Świętego Benedykta XVI, ks. abp Angelo Amato, prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych, który będzie przewodniczył jutrzejszej Eucharystii beatyfikacyjnej ks. Jerzego Popiełuszki w Warszawie. Warszawa to miasto, w którym młody ksiądz przeżył ostatnie 12 lat swojej bardzo owocnej służby kapłańskiej.
Znakomity gość z Watykanu zapytany, jakie przesłanie przynosi dla Polski od Papieża, odpowiedział: „To będzie więcej niż przesłanie. Ojciec Święty ofiarowuje Polakom wielki dar: dar beatyfikacji polskiego Kapłana, Męczennika, godnego Syna wielkiego Narodu Polskiego. Tego Narodu, który nie przestaje dawać Kościołowi i światu wybitnych postaci. Sługa Boży ks. Jerzy Popiełuszko, a także Czcigodny Jan Paweł II – w ich życiu w stopniu najwyższym zrealizowała się świętość i pełnia człowieczeństwa”. Zapytany następnie o heroiczne cnoty beatyfikowanego księdza Jerzego, wyszczególnił przynajmniej trzy: „obrona wiary aż do męczeństwa, odwaga życia po katolicku oraz wypełnianie posługi kapłańskiej pomimo prześladowań reżimu komunistycznego i pogardy dla religii” .

2010-06-04
PRZY GROBIE.
W roku 1987, na zakończenie swej pielgrzymki do Ojczyzny, Ojciec Święty Jan Paweł II modlił się nad grobem ks. Jerzego przy kościele św. Stanisława Kostki w Warszawie. Pamiętam to papieskie pokorne klęczenie przy kamieniu kryjącym ciało zwykłego księdza i długie trwanie na modlitwie. Wtedy też przy grobie modliła się matka księdza, Marianna Popiełuszko. Po modlitwie Ojciec Święty wstał i przywitał staruszkę. Powiedział jej z wyraźnym wzruszeniem, jakie może wywołać wdzięczność płynąca z serca: „Matko, dałaś nam wielkiego syna”. Staruszka odpowiedziała, jakby wcale nie była zaskoczona odezwaniem się do niej Papieża: „Ojcze Święty, nie ja go dałam, ale Bóg dał przeze mnie światu. Dałam go Kościołowi i nie zabiorę go Kościołowi”. Trudno nie uwierzyć, że to Duch Święty proroczo wieścił przez matkę.
Za dwa dni, po dwudziestu sześciu latach, podczas Mszy beatyfikacyjnej ks. Jerzego Popiełuszki w Warszawie, w uroczystej procesji – w asyście czterech diakonów w czerwonych dalmatykach – matka Błogosławionego Kapłana-Męczennika poniesie do ołtarza relikwie swego syna.

2010-06-03
CORPUS CHRISTI.
Boże Ciało. Święto Obecności Boga wśród ludzi. Kim byłbym bez tej ożywiającej Obecności?… Myślę o ks. Jerzym – kim on byłby, gdyby nie wpatrywanie się w Corpus Christi na krzyżu i codzienne sprawowanie Mszy świętej? Ciało Chrystusa najpierw unoszone wysoko, a potem brane w siebie i podawane innym jako najświętszą więź wiążącą szlachetne dusze wzajemnie. Wiem, co przeżywał w latach osiemdziesiątych odważny i prawy kaznodzieja, ks. Jerzy Popiełuszko. Wielu uczciwych kapłanów stanu wojennego w Polsce równie dobrze to wie. Obrzydliwe nękania, przesłuchania na ubecji, oskarżenia i plugawe słowa to nie najtrudniejsze chwile. Wiadomo – to wszystko pochodziło od najprawdziwszych wrogów. Bolało, ale przecież można było opowiedzieć o tym kolegom, zironizować i obśmiać wspólnie. Paskudztwo wywalone na zewnątrz nie zatruwało serca. Najtrudniejsze były niektóre reakcje i opinie wychodzące z kręgu duchownych. Tutaj trzeba ból zamknąć w sercu i nosić samotnie, dopóki Pan nie obandażuje go łaską.
Czytam Zapiski ks. Jerzego i myślę w sercu, jakże bliski mi jest ten Człowiek, ten młodszy kolega – kapłan, kaznodzieja, co już poznał całą Prawdę. Szczere i proste były jego myśli i słowa: „Dzisiaj przed obiadem o 12.00 poszedłem odmówić różaniec w kościele na chórze. Błogosławiona cisza. Nad amboną złoty krzyż. Od czasu do czasu wpadał promyk słońca i krzyż rozjaśniał się złotą, ciepłą poświatą. Potem następował mrok. Boże, jak bardzo podobne jest ludzkie życie, szare, trudne, czasami ponure i byłoby często nie do zniesienia, gdyby nie promyki radości, Twojej obecności, znaku, że jesteś z nami, ciągle taki sam, dobry i kochający” .

2010-06-02
PADA I PADA.
Od kilku dni pada, chociaż ciepło w powietrzu. Na południu i zachodzie rzeki przybierają niebezpiecznie. Koło Tarnobrzega znowu wylało. W Krakowie obserwują powtórny alarmowy poziom, a deszcz pada i pada. W Opolu notują przybór wody w Odrze. Rośnie nowa fala powodziowa. Kiedy ruszy na Wrocław? W telewizornii pocieszają, że nie będzie taka wysoka jak ta pierwsza.
Jutro Boże Ciało. Łąka pod dębami w parku mocno podmoczona, grząsko. Trudno tam postawić ołtarz i ambonkę. W takiej sytuacji trzeba odwołać Mszę „sub divo” i procesję ulicami parafii. Będziemy świętować całą parafią w kościele i dookoła kościoła. Jakoś się musimy zmieścić.

2010-06-01
RADOŚĆ MATKI.
Prasa licznie pisze o zbliżającej się beatyfikacji, dziennikarze zaczepiają kogo bądź z pytaniem o ks. Popiełuszkę, a nuż ktoś powie coś sensacyjnego?…
A mnie od dawna urzeka prostota serca matki ks. Jerzego, pani Marianny. Na pytanie dziennikarki: „Cieszy się pani, że doczekała beatyfikacji syna?” odpowiedziała: „Byłam we łzach po śmierci syna, teraz jestem w radości”. – Czuje pani opiekę syna? – „W każdej chwili” . Nic dodać, nic ująć.

2010-05-30
RZEŹBA.
Za tydzień w Warszawie odbędzie się uroczystość beatyfikacyjna ks. Jerzego Popiełuszki, męczennika za wiarę. Święty współczesny. Żył z nami, chociaż młodzież już go nie zna. Postawiłem na ołtarzu małą figurkę z gipsu. Jest to miniatura-projekt pomnika księdza Jerzego autorstwa wrocławskiej rzeźbiarki pani prof. Łucji Skomorowskiej. Podarowała mi onegdaj, po tym, jak cały kraj był wstrząśnięty makabryczną zbrodnią dokonaną na kapłanie przez peerelowską bezpiekę. Zdecydowałem się na to „ołtarzowe wystawienie” rzeźby współczesnego polskiego męczennika przed jego beatyfikacją, narażając się na pogrożenie palcem purystów liturgicznych, ponieważ ta rzeźba w sposób artystyczny obrazuje tajemnicę zwycięstwa nad śmiercią i tryumfu nad nieludzkim, zakłamanym systemem władzy. Ks. Jerzy, wrzucony na dno Zalewu Wiślanego pod Włocławkiem, wyłania się z tej toni w zwykłej sutannie z orzełkiem na piersiach i ze stułą z napisem „przyjmijcie znak pokoju”. Twarz pogodna z oczami otwartymi, patrzącymi przed siebie, ręce bezbronne wzdłuż ciała, otwarte z niemym zaproszeniem do spotkania. Wyjaśniłem parafianom, że stawiam tę rzeźbę na ołtarzu, gdzie nie tak dawno stała figura Chrystusa zmartwychwstałego, bo tajemnica życia i śmierci ks. Popiełuszki wyrasta z paschalnego orędzia naszego Zbawiciela. Wieczorami podczas liturgii eucharystycznej przybliżam wiernym wizerunek i dzieło wiary młodego, bo zaledwie 12-letniego kapłana katolickiego, syna polskiej ziemi.

2010-05-29
TROJKA.
Trzech żyjących prymasów Polski koncelebrowało w katedrze wrocławskiej z okazji dziękczynienia jubilata ks. kardynała Henryka Gulbinowicza. Najstarszy prymas-senior ks. kard. Józef Glemp, po nim krótko dożywający w Gnieźnie emerytury prymas – ks. abp Muszyński i niedawno mianowany przez Benedykta XVI dotychczasowy nuncjusz apostolski w Polsce, prymas – ks. abp Józef Kowalczyk. Takiej koniunkcji prymasostwo gnieźnieńskie jeszcze nie przeżywało w swych dziejach. Krakowski kardynał nie zaszczycił swą obecnością Wrocławia, ale za to przybył pełen energii i dobrych życzeń kard. Joachim Meissner z Kolonii, który swe korzenie wywodzi z Wrocławia. Tak więc, wliczywszy krakowskiego seniora – kardynała Franciszka Macharskiego, dostojnemu Jubilatowi przy ołtarzu towarzyszyło trzech purpuratów. Bo też i jubileusz był potrójny: 60-lecie kapłaństwa, 40-lecie biskupstwa i 25-lecie purpury kardynalskiej. Warto też zauważyć, że to niezwyczajne dziękczynienie zgromadziło w katedrze wrocławskiej duchownych i świeckich właśnie w wigilię Uroczystości Trójcy Przenajświętszej. „Boh liubit’ trojku!” – jak mówią ciągle niektórzy po prawej stronie Bugu i Niemna… Celebrujący 87-letni Jubilat był pełen werwy życiowej i w swym przemówieniu końcowym co rusz strzelał jasnym humorem. Po dwu i pół godzinnej celebrze miał jeszcze siły i cierpliwość przyjmować indywidualne życzenia i gratulacje. Ot, to znaczy się Wilniuk nie do zdarcia! W herbie biskupim napisał przecież: Patientia et Caritas – Cierpliwość i Miłość.

2010-05-28
BOŻY PRYMAS.
Dziś mija 29 lat od śmierci kard. Stefana Wyszyńskiego. Pamiętam, była to Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego. Modliliśmy się wieczorem w kościele o rychłą beatyfikację. Przypominam sobie niesłychany gest Jana Pawła II podczas inauguracji pontyfikatu na Placu św. Piotra w Rzymie. Byłem tam wtedy. Gdy ks. Prymas podszedł do tronu papieskiego, by złożyć kardynalskie homagium, Jan Paweł II wstał, objął kardynała i ucałował jego rękę. Nazajutrz, w poniedziałek 23 października 1978 roku, podczas pożegnania z Ojczyzną w Auli Pawła VI, Papież z Polski dał piękne świadectwo wielkości Prymasa Tysiąclecia: „Nie byłoby na Stolicy Piotrowej tego papieża Polaka, który dziś pełen bojaźni Bożej, ale i pełen ufności, rozpoczyna nowy pontyfikat, gdyby nie było twojej wiary, nie cofającej się przed więzieniem i cierpieniem, twojej heroicznej nadziei, twego zawierzenia bez reszty Matce Kościoła, gdyby nie było Jasnej Góry – i tego całego okresu dziejów Kościoła w Ojczyźnie naszej, które związane są z twoim biskupim i prymasowskim posługiwaniem”.
Przez 33 lata swej posługi biskupiej ksiądz Stefan Wyszyński, świadomy roli i ciężaru, jaki na jego barki w tak trudnym dla Polski czasie komunistycznego uciemiężenia złożył sam Bóg, kierował się zasadą oddania wszystkiego Bogu przez Maryję. Na 25-lecie swej sakry biskupiej w Gnieźnie wzruszony wyznał w homilii: „Pragnąłem, aby wszystko było naprawdę Soli Deo. Słowa te nie są ozdobą na mojej pieczęci biskupiej, to jest mój program, Najmilsze Dzieci! Nie do siebie was prowadzę, tylko do Boga w Trójcy Świętej Jedynego. Nie chcę, abyście mnie służyli, lecz pragnę, abyście służyli Jezusowi Chrystusowi, Jego Matce i Kościołowi Bożemu”.

2010-05-27
BZDURA.
Pewien proboszcz przyjął od parafian i ogłosił intencję Mszy św. dotyczącą Jarosława Kaczyńskiego:„żeby nie niszczyły go media i aby uzyskał jak największe poparcie w wyborach prezydenckich”. Bardzo PObożny parafianin zaraz pobiegł z tą wiadomością do dziennikarza Rzeczpospolitej, a ten z kolei, uzbroiwszy się w cytat nowego ks. prymasa na temat polityki i księży, uciął sobie rozmowę z większym od siebie autorytetem (i słusznie, skoro nie był kompetentny) z naczelnym Tygodnika Powszechnego. I oto, co usłyszał: „Kościół jest kościołem wszystkich ludzi, czyli też zwolenników wszystkich opcji politycznych. Kapłan, ogłaszając taką intencję nabożeństwa, część ludzi z tej wspólnoty w pewien sposób wykluczył” . Dajcie spokój! Większej bzdury jeszcze nie słyszałem z ust Naczelnego! Wierzyć mi się nie chce, by ks. Adam Boniecki mógł to powiedzieć. A swoją drogą, warto się zastanowić, kto tu robi (rozrabia) politykę w Kościele…

2010-05-25
OSTATNI ŚWIADEK.
Wczoraj byłem na uroczystym pogrzebie staruszki zakonnicy ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, siostry Kajetany. Odwołał ja Pan Bóg z tej ziemi, gdy jej życie dobiegało stu lat. Pogrzeb był uroczysty dzięki obecności i śpiewom jej współsióstr. Nieboszczka cieszyła się dużym szacunkiem w zgromadzeniu, a szczególnie we wrocławskim klasztorze, gdzie przeżyła na służbie Bogu i ludziom ponad pół wieku. Młode siostry lubiły z nią rozmawiać i zadawały jej pytania na temat św. Siostry Faustyny, jaka Ona była? Bo znała ją. Pamiętam, że sam zadawałem podobne pytania podczas odwiedzin. Poznałem siostrę, gdy byłem wikariuszem w obecnej mej parafii i pracowałem ze studentami. Było to ponad 40 lat temu. W opowiadaniach swych mówiła z prostotą: Faustyna była taka zwyczajna, po prostu taka, jaka powinna być zakonnica, była lubiana. Ciężko chorowała, nie skarżyła się. Wtedy, za mojego nowicjatu, nic nie mówiło się o jej nadzwyczajności, traktowana była tak po prostu, dopiero później, po śmierci, dowiadywałam się o jej świętości. Siostra Kajetana poznała Siostrę Faustynę pod koniec jej życia, gdy sama dopiero rozpoczynała nowicjat we wspólnocie. W latach sześćdziesiątych, gdy przychodziłem do klasztoru na obiady (fundowane przez ks. proboszcza), siostra Kajetana często usługiwała przy stole, pogadywaliśmy sobie. Dzięki niej mogłem załatwić dla studentów salę na bal sylwestrowy (!). Bawiliśmy się do rana, a siostra czuwała, by na koniec zamknąć za nami bramę klasztoru. Siostrę Kajetanę mógłbym scharakteryzować według teologii św. Jana Ewangelisty: była prawdziwą chrześcijanką dzięki swemu człowieczeństwu skierowanemu ku drugiemu człowiekowi. Jej świętość objawiała się nie przez doznania mistyczne i szczególne jakieś namaszczenie duchowe, ale pilnowała przestrogi Bożej: „Jeśliby ktoś mówił: >Miłuję Boga<, a brata swego nienawidził, jest kłamcą” (1J 4,20). Siostra Kajetana kochała służąc. Z nią Bóg zabrał do siebie ostatniego świadka życia na ziemi świętej siostry Faustyny.

2010-05-24
STANIE.
Płock. Wojowanie z Wisłą. Minionej nocy ewakuowano 5 tysięcy mieszkańców z miejscowości na północ od Płocka. Wisła nie ustępuje, prze na przód i na boki. Pan Komorowski na tamie. Co robi? Nic. Stoi przedwyborczo.

2010-05-23
ULGA.
We Wrocławiu wczoraj Odra przerwała wały i wylała na osiedle Kozanów. Już trzecią noc trwało w mieście wzdłuż Odry czuwanie i umacnianie wałów folią i workami z piaskiem. Dzisiejsza niedziela Zesłania Ducha Świętego przyniosła wyraźną ulgę. Po południu na Starej Odrze można było zauważyć obniżenie lustra wody. Bogu niech będą dzięki. I ludziom niezmordowanym. Do kościoła na Godzinę Miłosierdzia przybyło sporo wiernych.

2010-05-20
WIELKA WODA.
Niemal połowa kraju pod wodą. Setki ton piachu ludzie wsypują do worków i otulają wielką wodę, która po przeciągłych opadach ruszyła w dół, nie licząc się z korytami małych i szerokich rzek. Mieszkańcy Podkarpacia, Małopolski i Śląska z bólem już patrzą na zniszczony dorobek całego swego życia. Woda nie tylko zalała jeszcze niedojrzałe owoce rolników, zniszczyła drogi i mosty, zburzyła także domy mieszkalne i zabudowania gospodarskie, przepędziła z błotem wszystko ruchome, co zastała na drodze. Mężczyźni i kobiety stają przed kamerami obserwującymi ich nieszczęście, żalą się bezradnie na los, nie wierzą w obietnice śmiesznie małej pomocy rządzących. Pytani odpowiadają, że ta powódź jest o wiele większa w niszczących skutkach niż ta sprzed trzynastu lat „powódź stulecia”. W okolicach Sandomierza i Tarnobrzega kamery zamontowane w helikopterach pokazują przerażające rozlewisko z dachami domów, na których ludzie i ptactwo szukają schronienia. Zgroza, cierpienie i żal, i płacz.
A co politycy na to? Siedzą przy biurkach i patrząc w oko kamery twierdzą bezczelnie, że katastrofy nie ma i stanu klęski żywiołowej nie będą ogłaszać. Głupcy zapomnieli, że „contra factum nullum argumentum”. Myślą jedynie, by nikt i nic nie odwołało wstępowania na fotel prezydencki. A co ulica na to? Ulica wie, że to nieczysta gra społecznymi kartami, że to strach przed wypłukaniem kasy. Mądrzy mówią: okłamać Narodu nie można bezkarnie, a domki z kart wcześniej czy później rozpadną się.

2010-05-12
PAMIĘĆ KOŚCIOŁA.
Dziś mija 75 lat od chwili, gdy niezłomny bojownik o niepodległą Polskę na początku XX wieku, Marszałek Józef Piłsudski, oddał ostatnie tchnienie na ziemi. Różni ludzie w różnych okresach różnie na niego patrzyli. Np. moje pokolenie w PRL-u w ogóle nie mogło oglądać jego obecności. Władza ludowa bała się Piłsudskiego, gdyż w świetle jego patriotyzmu jawił się, skrzętnie ukrywany przez komunistów, potworny grzech polityczny: zdrada Narodu Polskiego na rzecz Sowietów. Prawdę o Naczelniku Państwa szczelnie zamykano w lochach NKWD i UB, a z nią tych, którzy nosili w sercu obraz suwerennej Rzeczpospolitej.
Zawsze przez całe dzieje Polski Prawda miała swoje miejsce należne i nienaruszone w skarbcu pamięci Kościoła. Kto zechce zajrzeć do historycznych wypowiedzi Prymasa Polski, Kardynała Augusta Hlonda, znajdzie pewną i jasną wypowiedź: „Marszałek Piłsudski, poza wielu innymi zasługami, zapisał się w dziejach wskrzeszonej Polski jako pogromca zbrojnego bolszewizmu, co chciał podbić Polskę i wcielić ją we wszechświatową Republikę Sowiecką. Zwycięstwami dni 15 i 16 sierpnia 1920 roku stanął Marszałek Piłsudski w szeregu dziejowych obrońców wiary. Za to należy się Józefowi Piłsudskiemu wieczna wdzięczność nie tylko obywateli polskich, lecz całego chrześcijaństwa”.
Nie wiem, jakie ci dwaj wielcy Polacy znaleźli przyjęcie w Wieczności, ale z pewnością nie zawadzi przynajmniej jedno pobożnie odmówione „Wieczne odpoczywanie…”.

2010-05-11
APEL RODZIN.
19 rodzin ofiar katastrofy prezydenckiego samolotu w Smoleńsku napisało list otwarty, w którym m.in. czytamy: „Zwracamy się z prośbą do polityków i dziennikarzy: nie wykorzystujcie smoleńskiej tragedii do realizacji politycznych celów. Nie zawłaszczajcie wciąż świeżego bólu po śmierci naszych najbliższych. Teraz najważniejsza jest dobra pamięć o nich. Wszystkie sensacyjne i przedwczesne spekulacje na temat katastrofy uderzają w nasze uczucia i odbierają równowagę psychiczną, którą z wielkim trudem staramy się odzyskać (…) Jesteśmy głęboko zasmuceni nieustającymi próbami wykorzystywania tragedii naszych rodzin do celów politycznych i medialnych. Nie oczekujemy wiele. Prosimy o uszanowanie naszej żałoby”.

2010-05-05
ZAWŁASZCZAJĄ!
Ale się porobiło! W politycznym saganie wszystko wrze, para bucha, a spod pokrywki, co i rusz, z trzaskiem wydobywają się bąble pomysłów i domysłów. Zupełny brak uszanowania bólu ludzkiego po stracie bliskich. Brat zmarłego Prezydenta nie powiedział jeszcze słowa na temat kandydowania do fotela głowy państwa, a ci po drugiej stronie już zatrąbili, że „zawłaszczy tragedię”. Osieroconą córkę pary prezydenckiej owija się nimbem niepopularności za to, że z pewnością zechce poprzeć patriotyczne myślenie swego ojca i stryja. A cóż innego te polityczne, przestraszone, tuby robią? Zawłaszczają! Złodziej krzyczy, łapać złodzieja! Stara, niecna metoda.

2010-05-03
WROCŁAWSKIE SLUMSY.
Pani katechetka ze Specjalistycznego Ośrodka Szkolno – Wychowawczego zgłosiła mi przed kilku tygodniami grupę jedenaściorga dzieci przygotowywaną od jesieni do I Komunii św. Dzieci są miłe, ale niestety z mocnym niedorozwojem psychicznym. Spotkałem się dwukrotnie z ich rodzicami. Rozmowy były trudne. W żadnej rodzinie nie było uporządkowania moralnego. Zrozumienie treści religijnych dotyczących sakramentu Pokuty, czy Eucharystii, na tym samym poziomie, co u ich dzieci. W rozmowie z katechetką rodzice sprawiali wrażenie, jakby robili jej łaskę, pozwalając na przygotowanie dzieci. Przy dalszej dyskusji okazało się, że dwoje dzieci nie miało Chrztu św., a trójka innych była ochrzczona w kościele polsko-katolickim. Jedna z matek zrobiła awanturę pani katechetce o to, „że się czepia, bo przecież co za różnica? Na pieczątce stoi jak byk „katolicka parafia, a to że „polsko-” to chyba lepiej niż „niemiecko-” czy jakoś inaczej”. Zauważyłem, jak pani katechetka ukradkiem ocierała łzy. Przecież napracowała się solidnie przy tych dzieciach, żeby zapamiętały, „kogo przyjmują do serduszka”. Rozumiałem ją, bo ona również te dzieci ubrała odświętne na tę uroczystość. Wyprosiła u różnych parafian sukienki, garnitury i buciki dla dzieci.
W rezultacie dziś do I Komunii miało przystąpić sześcioro dzieci. Do ostatniej chwili czekaliśmy przed kościołem. Przyszło tylko pięcioro. No, cóż powiedzieć? Są we Wrocławiu takie straszne miejsca, o których dokładniej powiedzieć potrafią tylko misjonarze. Slumsy mamy pod nosem.

2010-05-02
DO ZAKRYSTII.
Modlę się za moich parafian dwa razy dziennie, a każdej niedzieli odprawiam w ich intencji Mszę św. – A co moi parafianie? W zakrystii dziś musiałem wysłuchać nieprzeciętnie dynamicznej erupcji pretensji za to, że inni parafianie zbierali podpisy przedwyborcze. Usłyszałem o niegodnej robocie na terenie kościelnym, o nieposzanowaniu rozdziału Kościoła od państwa, o nieuprawnionym mieszaniu się w akcję popierania kandydatów, o sianiu niezgody i pogłębianiu podziałów w Polsce. Słuchałem oszołomiony, bo nie maczałem palców w niczym z tych rzeczy. Jedynie nie zabroniłem Akcji Katolickiej działać na terenie parafii. Próbowałem tej niewieście coś wyjaśniać na temat roli świeckich w Kościele, o potrzebie obrony wartości chrześcijańskich przez katolików, o społeczeństwie obywatelskim znającym i popierającym te wartości… Niestety, słowa moje padały w głuchą pustkę. Patrzyłem na rozmówczynię i czułem, jak rośnie jakaś wielka ogarniająca ją dziwna bania niezrozumienia. Nic nie pomogło nawet wtedy, gdy wspomniałem o podobnych kiedyś pretensjach komuny wobec Kościoła. Jedynie policzki kobiety bardziej się zaróżowiły. Skąd w niej tyle wrogości – pomyślałem – i to przecież do nieznanych sobie ludzi?… I nagle bania pękła! Usłyszałem: Ten Kaczyński to nienawiść! – Ach, to o to chodziło!! Boże! Jak obrzydliwie wylewa się brak miłości z podwórek politykierskich aż do… zakrystii. I to tuż, tuż po Mszy świętej.
Całe szczęście, że nie tylko takich mam parafian, ale modlić się za nich trzeba nadal i to goręcej.

2010-04-30
STRAŻNICY WIARY.
Jutro nasze dzieci z drugiej klasy przystąpią do I Komunii świętej. Nowocześni katecheci mówią inaczej: po raz pierwszy będą w pełni uczestniczyły w Eucharystii. Przygotowania do tej ważnej chwili w dziecięcym życiu trwały prawie cały rok szkolny. Katecheta pracował z dziećmi w klasie szkolnej, a ja z rodzicami w kościele i w salce. Przygotowywałem rodziców do rozmów z dziećmi w domach. Z początku szło jak po grudzie. Człowiek współczesny im mniej wie o Panu Bogu, tym bardziej jest przekonany o swojej wartości. Dobrze jest znać swoją wielkość i godność, ale źle jest nie wiedzieć, że to Stwórca jest źródłem ludzkiej godności. Dlaczego nasi ludzie dziś nie widzą swych grzechów? – Bo nie mają żywego kontaktu z Bogiem. Piękne odkrywanie w duszy „sacrum” prowadzi człowieka do pokory. Żywy kontakt z Chrystusem pozwala człowiekowi przez pokutę wychodzić z ciemności grzechu do światła zmartwychwstania w duszy.
Modlę się codziennie za moich parafian, a jutro będę szczególnie wielbił Boga za te dzieci i ich rodziców i będę prosił, by w tych rodzinach dzieci wyrosły na dojrzałych strażników Chrystusowej wiary.

2010-04-28
BÓG PAMIĘTA.
Przywołuję sprzed lat piękny czas nawróceń w Polsce, gdy dziękowaliśmy Panu Bogu za 1000 lat chrześcijaństwa i przepraszaliśmy za liczne wady i grzechy narodowe. Byłem wtedy bardzo młodym księdzem, pomagałem w rekolekcjach przed nawiedzeniem obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej w Świdnicy. Z kolegami pełniliśmy dyżury w konfesjonale po 8 godzin. Tłumy penitentów przewalały się przez wielką bazylikę. Zmęczenie było ogromne, ale też satysfakcja niemała. Nie zapomnę kobiety, późnej imigrantki ze Związku Sowieckiego, która po wyświetlonym w kościele filmie „Prawda o aborcji”, przyszła do mnie z płaczem, pytając, czy może się wyspowiadać, bo ona tam daleko, daleko za Bugiem 9 razy przerwała ciążę. Płakała i powtarzała: Jezu, Jezu, ja nie znała, że to morderstwo! Czy Bóg mi wybaczy? Dzisiejsze feministki bez emocji przyjmują doniesienia, że jesteśmy narodem pijaków, rozwodników i terrorystów rodzinnych, ale do sądu pozwą każdego, kto w kontekście aborcji użyje słowa: „morderczyni”. Zatykają uszy na głos dwudziestu milionów Polaków zza grobu wołających o pomstę do Nieba. Bóg pamięta o swych skrzywdzonych dzieciach.

2010-04-27
DZIEŃ POKUTY.
Wieczorem włączyliśmy się w naszym kościele w krąg modlitwy ekspiacyjnej z racji Narodowego Dnia Pokuty za Grzechy Przeciwko Życiu Człowieka. W okresie od 1956 do 1993 roku, gdy obowiązywała „stalinowska” ustawa pozwalająca na dowolne zabijanie życia prenatalnego, w Polsce nie narodziło się 20 milionów Polaków. Dzisiejsi zwolennicy aborcji w imię wolności kobiety, dla zabicia głosu sumienia, mówią o płodzie w macicy kobiety, a nie o dziecku noszonym pod sercem matki. Jednak sumienia nie pozwalają zagłuszyć pełne kubły z porozrywanymi rączkami i nóżkami, ze zmiażdżonymi główkami malutkich dzieci wynoszone na śmietnik z klinik aborcyjnych. To są zwłoki bestialsko zamordowanych maleńkich, bezbronnych ludzi. Dzisiejsza data i pamięć o tym przerażającym żniwie śmierci powinny nawrócić te „przerwane” w swym macierzyństwie kobiety na drogę przynajmniej zdrowego rozsądku. Dobrze się dzieje, że ludzie głęboko wierzący przepraszają i wynagradzają pokutą Bogu za to prenatalne ludobójstwo.

2010-04-26
KAMPANIA.
We Wrocławiu dziś żegnaliśmy naszą posłankę, panią Olę Natalli-Świat, która odeszła do Nieba dwa tygodnie temu w Smoleńsku. Wierzę, że patrzy na nas już z bardzo wysoka. Zostawiła nieco kłopotu na ziemi ze swoimi częściami materialnymi (trzeba było długo szukać i wgrzebywać się pod wrak samolotu), ale dusza w całości natychmiast znalazła się w dłoniach Boga Ojca. Ołtarz i trumnę ze światłem paschału otoczyło ponad pięćdziesięciu kapłanów. Ks. Abp swą homilię żałobną wtopił mocno, jak zwykle, w kontekst biblijny. Innych przemówień w kościele nie było. Spokojnym strumieniem płynęła modlitwa. Na cmentarz trumna była odprowadzona ulicami południowej części miasta długą kawalkadą samochodów i autobusów. Do grobu szczątki pani Poseł odprowadził sam ks. Kardynał –senior.
A co w mediach? Ledwie ostatnia gruda ziemi spadła na ostatnią trumnę smoleńską, a już wszystko, co liberalne i ateistyczne podnosi głowę. Nie udało się opluwanie prezydentury Lecha – Polska im nie uwierzyła – zaczynają straszyć ludzi czarnymi proroctwami na temat ewentualnej prezydentury Jarosława, bliźniaka. Szybko się „otrząsnęli z żałoby”, ale nadal są ślepi. Nie mają ręki na sercu i nie wiedzą, gdzie „Polska właśnie”. Żałobna nauka poszła w las. Trzeba się bać nadchodzącej kampanii przedwyborczej.

2010-04-24
POTOP ISTNY.
Wylała się na kraj – w ciągu tych dwóch tygodni – rzeka słów super pobożnych. Jeszcze nigdy w Polsce – w kościołach, na cmentarzach, czy w mediach – nie było słychać naraz tyle słów miodopłynnych, życzliwych, przepraszających, zwracających sprawiedliwość, wskazujących na potrzebę przemian, a nawet słów nadziei na wieczność. Rozwarłem szeroko oczy widząc posła SLD czytającego słowo Boże nad trumną swego partyjnego kolegi podczas Mszy pogrzebowej . Czy to wszystko ma znaczyć, że glob został już przepalony sumieniem ? Czy mógł się tego tak rychło spodziewać nasz Poeta? Trudno powiedzieć, bo słowa często się spalają przed narodzinami z nich czynów.
Wczoraj podczas pogrzebu prezesa IPN-u, prof. Janusza Kurtyki, padło z różnych ust wiele pięknych słów. Szczególnie celował tu minister kultury znany ze swego naturalnego słowotoku. Ktoś uważnie słuchający skwitował tę mowę krótko: „Niech powtórzy to z sejmowej trybuny” . No, cóż? Horacy pewnie by zapodał tu swą przestrogę: „Favete linguis! ” .

2010-04-20
HARMONIA.
Pozytywne myślenie o tym, co się stało, już z krótkiego czasowego dystansu, może ukazać ciekawy obraz ducha naszej Ojczyzny. „Czas po smoleńskiej tragedii pokazał, że prezydencka trumna złożona na armatniej lawecie nie wygląda śmiesznie, że ułani na koniach asystujący żałobnym konduktom nie są wcale anachroniczni. Mało tego, zdaliśmy sobie sprawę, że z tym patriotycznym patosem doskonale harmonizuje religijne uniesienie. Że pożegnanie zmarłego tragicznie polskiego prezydenta i jego małżonki może być odpowiednio wzniosłe tylko podczas Mszy świętej w miejscu takim jak bazylika Mariacka. Powszechnie zaakceptowaliśmy fakt, że w ważnych dla narodu chwilach Kościół i państwo zawsze muszą być razem. Majestat żałobnych uroczystości w wawelskiej katedrze spowodował, że bez znaczenia są już protesty przeciw religii w szkole czy wieszaniu krzyży w klasach”(Dominik Zdort, fragmenty blogu w Rzeczpospolitej).
Chwile wielkiego natchnienia są potrzebnym pokarmem dla długich dni zwyczajności, pozwalają dźwigać prozę codziennego życia.

2010-04-19
PIĘCIOLECIE.
Zapatrzeni wciąż w Jana Pawła II, nasłuchujący wieści o dacie beatyfikacji, z pretensjami do Watykanu, że „santo subito” trwa już pięć lat, być może nie zauważyliśmy, że minęło, jak z bicza trzasł, pięć lat służby Kościołowi Benedykta XVI. Służba dzisiejszemu Kościołowi wiedzie Papieża bardzo trudną drogą, wręcz krzyżową, ale właśnie taką drogą prowadzą ślady Pana Jezusa.
Dla mnie Benedykt XVI jest prawdziwym bohaterem, jego duch ma nadludzką siłę. Ogromnej hordzie atakujących wrogów przeciwstawia Chrystusową Prawdę, Miłość i Pokorę. Jednocześnie z przyjaciółmi dzieli się swoją chrystocentryczną duchowością. W Warszawie w 2006 roku powiedział: „Wiara polega na głębokiej, osobistej relacji z Chrystusem, relacji opartej na miłości Tego, który nas pierwszy umiłował”. Kilkakrotnie w spotkaniach ze światem naukowców przypominał, że nie wystarczy roztrząsać tajemnic świata i Boga, ale trzeba jednoczyć się z Bogiem i widzieć świat przez pryzmat Stwórcy. Z nauczania papieża emanuje niezbite przekonanie, że szczęściem człowieka jest stałe poszukiwanie Boga. W tym poszukiwaniu tkwią korzenie europejskiej kultury. Z tego poszukiwania wyrosły wszystkie pamiątki piękna, prawdy i dobra, pozostawione nam przez poprzednie pokolenia. Papież całą swoja pokorną osobowością jest przykładem człowieka poszukującego Boga i wszystko odnoszącego do Boga. Jest jednakowo wierny i bliski Jezusowi, tak w katechizowaniu, jak i w postawie wobec bolesnych konkretów w Kościele. Po raporcie o pedofilii księży w Irlandii, gdy harcownicy liberalnego pogaństwa kołki strugają na głowie Ojcu Świętemu, on w liście do biskupów irlandzkich pisze: „aby zaleczyć tę bolesną ranę, Kościół musi przede wszystkim uznać przed Panem i przed innymi ludźmi, że zostały popełnione ciężkie grzechy wobec bezbronnych dzieci”. Dla Benedykta Jezus jest tak samo zraniony jak te dzieci. Ojciec Święty przeniknięty jest światłem Ewangelii, autentycznie jest to „alter Christus”.

2010-04-18
POGRZEB.
Chmura pyłu wulkanicznego znad Islandii zamknęła niebo w Europie. (Czy to symbol dzisiejszej duszy Europy?) Wielu chętnych polityków ze świata odwołało swój przylot na prezydencki pogrzeb. W tej sytuacji obecność prezydenta Rosji Miedwiediewa urasta w komentarzach medialnych do rangi symbolu prawdziwej przyjaźni i sygnału zmiany kursu polityki rosyjskiej wobec naszego państwa. Ale też można zauważyć wielu niewiernych Tomaszów mówiących: jeżeli nie zobaczę wszystkich akt katyńskich, trzymanych pod kluczem w Moskwie, nie uwierzę. Ciekawsze jest to, że ludzie wcale się nie przejęli obecnością, czy nieobecnością wielkich tego świata. Można powiedzieć, że pogrzeb pary prezydenckiej był przeżywany w Krakowie po polsku, z modlitwą i oddaniem całej uwagi tym, których Ojczyzna żegnała na wieczny spoczynek. Dwie trumny, okryte biało-czerwonymi barwami na osobnych armatnich lawetach, odprowadzane były poważnym spojrzeniem ludzi gęstym szpalerem okupujących Drogę Królewską z Rynku aż do Wzgórza Wawelskiego. Krzyż katyński mijany po drodze i dzwon Zygmunta towarzyszący konduktowi wplatał się w żal i łzy tysięcy Polaków zapełniających Rynek i przyległe ulice, jakby na potwierdzenie słów szefa Solidarności wypowiedziane w Bazylice Mariackiej tuż przed wyruszeniem w ostatnią drogę Prezydenta. „Leszku, płaczemy po Tobie wszyscy, świat pracy i prości, często ubodzy ludzie. Płaczemy, bo byłeś dobrym człowiekiem. „Solidarność” upomniała się o wolność, o sprawiedliwość społeczną i o obecność krzyża w życiu publicznym, tym wartościom dochowałeś wierności, jak nikt”. Prosty alabastrowy sarkofag, w którym złożono obie trumny w krypcie katyńskiej pod wieżą srebrnych dzwonów dopełniał powagi i dostojeństwa czasu pogrzebu wawelskiego. W tę ciszę nie trafiały krzywe słowa z ust post-peerelowskich patriotów.

2010-04-17
POCIESZENIE.
Sobota w Stolicy pełna uroczystej powagi. Jest też smutek i są łzy, bo jakże je powstrzymać, gdy przyszło Polakom żegnać na wieczność swego Prezydenta i tych wszystkich, którzy z nim razem zostali tragicznie wybrani z ziemskiego czasu. Drzewa okalające Plac Piłsudskiego – świeżo i delikatnie zazielenione – pierwsze usiłują powstrzymać szloch po umarłych: przecież wiosna idzie! Potwierdziły tę nieśmiałą podpowiedź przyrody słowa Jezusa przesłane z Watykanu przez kardynała Angelo Sodano w homilii: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem; kto wierzy we Mnie, choćby i umarł, żyć będzie” (J 11, 17). Od tygodnia szukałem tej pociechy wśród komentarzy, we wspomnieniach i rozmowach przed kamerami czy mikrofonami. Ks. Kard. Wyjaśnia: „Te słowa rzucają promień światła na nasze cierpienie, gdy opłakujemy odejście z tego świata tylu tak bliskich nam osób. W świetle wiary wiemy, że nie straciliśmy ich na zawsze. Wiemy, że ujrzymy ich pewnego dnia i że to spotkanie trwać będzie wiecznie”.
Na zakończenie żałobnej biskupiej koncelebry ks. Abp Józef Michalik, Przewodniczący Episkopatu Polski dopowiedział: „Przynosimy tu dziś przed Majestat Boży kawałek majestatu Polski, kawałek miłości do Ojczyzny, której wszyscy ci ludzie służyli według swojej najlepszej woli i umiejętności. Wszyscy dziękujemy za ich odwagę bycia dobrymi w życiu codziennym i publicznym. (…) Ojczyzna nasza i Kościół katolicki w Polsce żegna dziś i dziękuje (…) wszystkim, którzy zginęli, za ich wierną aż do końca służbę”.
Przez całą noc można modlić się w Katedrze św. Jana przy trumnach pary Prezydenckiej. Wczesnym rankiem trumny będą przetransportowane lotniczo do Krakowa na Wawel.

2010-04-16
KRZYK ZGROZY.
W mediach zadyma nad miejscem pochówku! Gdy jedni przemalowują się na lamentujących żałobników, inni bełkoczą niezdarnie: i tak i nie, to jeszcze inni rozsnuwają dywagacje o nieadekwatności proporcji pisowskiego prezydenta i królewskiego sarkofagu. Nad tą kurzawą zawistną rozlega się krzyk zgrozy Jarosława Marka Rymkiewicza: „Nie mogę tego słuchać, nie mogę patrzeć na te krokodyle łzy. Ludzie, którzy Go nienawidzili, którzy Nim gardzili, którzy Nim pomiatali, teraz płaczą nad Jego trumną. Dość tego. Politycy, którzy mówili o dorżnięciu watahy, którzy po zamachu w Gruzji mówili, że to był śmieszny zamach na śmiesznego człowieka, powinni na zawsze zniknąć z polskiego życia publicznego. Oni nie maja prawa iść za Jego trumną. Nie maja prawa być polskimi politykami. Życzenie śmierci sprawdziło się. To było to samo życzenie, które niemal 100 lat temu pchnęło szaleńca Niewiadomskiego do zamordowania prezydenta Gabriela Narutowicza. Po raz drugi w naszych dziejach narodowych wydarzyło się to samo. Po raz drugi nienawiść zatruła polskie umysły. Polacy! Nie pozwólmy, żeby nienawiść i pogarda zatryumfowały”.
Bogactwo form wypełniania publicznej przestrzeni nie opuszcza polskiej sceny narodowej.

2010-04-15
DUMA.
Tysiące ludzi z całego kraju przesuwa się powoli w długiej kolejce, by po kilku, a nawet kilkunastu godzinach dojść do Sali Kolumnowej Pałacu Prezydenckiego i na kilka minut zastygnąć na klęczkach w modlitwie. Pytani przez dziennikarzy, odpowiadają z prostotą: musieliśmy tu przyjechać, chcieliśmy razem z innymi teraz tu się znaleźć, nasze dzieci niech uczą się patriotyzmu, przyjechaliśmy oddać hołd naszemu prezydentowi.
Na wielkiej scenie tragedii narodowej każdy dzień żałoby odsłania coraz piękniej i bardziej przekonująco szacunek Polaków do Prezydenta Polski, głębokie uszanowanie właśnie dla pana Lecha Kaczyńskiego i dla pani Marii Kaczyńskiej. Ci ludzie wciąż dołączający do patriotycznej kolejki jakby biorą odwet na tych, którzy narzucali im wizerunek prezydenta – nieudacznika. Czują się dumni, gdy mówią „nasz prezydent” i gdy słyszą opinie polityków zachodnich: „znakomity mąż stanu”. Myślę, że właśnie tego zlękli się mędrcy tego świata orzekający na salonach, co naród ma myśleć i chcieć.

2010-04-14
GAZETOWY BEŁT.
A już się wydawało, że diabeł usnął. Wczoraj wieczorem i dziś w pełnym świetle „warszawka” i „krakówek” pokazały, że diabeł wcale nie śpi. Protesty przeciwko pochowaniu Prezydenta RP z małżonką na Wawelu zbulwersowały normalnych ludzi, ale nie redakcję Gazety. Ona protestującym robi za patrona. Zawsze wie, gdzie i jak zabełtać. Człowiek religijny i wierny ideałom chrześcijańskim to smakowity kąsek dla ducha głodnej zjadliwości.
Jednoznaczna decyzja gospodarza wawelskiej Katedry, kard. Stanisława Dziwisza, ucina wszelkie dyskusje na wzniecony temat. Pięknie powitał decyzję Kardynała prezydent Królewskiego Miasta Krakowa prof. Jacek Majchrowski: „Pamiętajmy, że chowamy głowę państwa, która uosabia majestat Rzeczypospolitej. Prezydenta, który zginął podczas pełnienia służby”.

2010-04-13
HOŁD.
Tłumy, tłumy warszawiaków na ulicach wzdłuż trasy przejazdu żegnały Marię Kaczyńską wracającą (niestety w trumnie) z pielgrzymki samolotowej do Katynia. Dołączyła do męża – Prezydenta, który wcześniej tą samą drogą został przywieziony. Morze kwiatów usłało ich drogę powrotu do Stolicy. Rzucane z tłumu wiązanki przykryły czarny karawan. Może ktoś powiedzieć, że to była nieudana pielgrzymka, bo samolot nie doleciał do lotniska w Smoleńsku. Ale patrząc oczyma wiary, trzeba stwierdzić, że pielgrzymka była bardzo udana. Przecież cała delegacja państwowa, kwiat współczesnej inteligencji polskiej, spotkała się z umęczoną inteligencją polską sprzed 70-ciu lat. Połączyła ich wierna służba i miłość do Ojczyzny, tak bardzo ceniona w pałacu Miłosierdzia Bożego.
A co przed pałacem prezydenckim? – Na Krakowskim Przedmieściu wielki kolorowy dywan utkany z kwiatów i świateł. I tłumy ludzi w kilometrowej kolejce posuwające się ku Sali Kolumnowej, by oddać hołd śp. Parze Prezydenckiej.

2010-04-12
KATASTROFA.
O, jak mi smutno! W pewnym LO wrocławskim uczniowie z nauczycielami zwrócili się do dyrekcji z propozycją zorganizowania apelu szkolnego z chwilą zadumy i poważnej refleksji nad wydarzeniami katyńskimi. Odpowiedź była porażająca: Co? Dla kaczora? Pozostaniemy przy minucie ciszy!
Gdy w sobotę usłyszałem o katastrofie pod Smoleńskiem, pomyślałem zupełnie niespodzianie i po prostu: to musiało się stać! (Panie, wybacz). Nagromadzenie w polskiej przestrzeni publicznej tyle nienawistnych myśli i słów, złych opinii i życzeń kumulowanych i wysyłanych przy byle okazji politycznej w jednym kierunku, musiało eksplodować. Duchowość człowieka (także ta zła) nie zamyka się we własnym wnętrzu. Zło się wylewa, solidaryzuje z podobnym, kusi i buzuje między umysłami i sercami, sycone bezkarnością urasta do miar kuriozalnych i wybucha. Zło myślane potrafi skutkować złymi czynami. Inteligencja szatańska nie krępuje się bezbronnością drugiego. Raczej odwrotnie, podnieca ją pokorna i nieprzekupna uczciwość, atakuje i w końcu niszczy.
Zło, wywodząc się z wolności człowieka, nie potrafi jednak przewyższyć mocy Boga. Ludzie dziś pytają, gdzie był Bóg w tej tragicznej godzinie? – Tam, gdzie zawsze, przy człowieku cierpiącym. Gdy nienawiść sprowokuje tragiczną śmierć, przy człowieku skoszonym staje Jezus Zmartwychwstały i otwiera kwitnące łąki Wieczności.

2010-04-11
MONUMENT DUCHOWY.
Dziś media polskie (bez sterowania inspiracjami w różny sposób zszokowanych polityków) przez cały dzień budowały wielki, wspaniały pomnik Prezydenta RP, śp. pana prof. Lecha Kaczyńskiego. Z dalekiego i bliskiego, a od wczoraj jeszcze bliższego, Katynia wracał (w rosyjskiej trumnie) otoczony jasną, bohaterską aureolą patriotyczną. Doprawdy piękny jest ten duchowy monument złożony z licznych świadectw i opinii obcych polityków opowiadających o dalekowzroczności, celowości i klarowności wywodów, warunków i żądań stawianych przez polskiego Prezydenta w różnych gremiach międzynarodowych. Przyjaciele dawali świadectwo o naturalności i delikatności w obcowaniu rodzinnym i koleżeńskim. Wielu podkreślało rozległą wiedzę historyczną pana Profesora, a także jego przemówienia i wykłady wygłaszane bez kartki. Cechą charakterystyczną tej prezydentury była troska o odnowienie pamięci Polaków, oczyszczanie przestrzeni publicznej z kłamstwa, dążenie do historycznej prawdy czy też nagradzanie ludzi spoza pierwszych stron gazet, którzy całym sercem służyli Solidarności i wolnej Rzeczypospolitej. Warszawa z kwiatami i zniczami, prości ludzie opłakujący swego Prezydenta na długiej trasie z lotniska do pałacu, stanowili fundament tego pomnika. Plac Piłsudskiego i Krakowskie Przedmieście całą noc i całą niedzielę płonęły światłami. Ten blask unaoczniał niezwykłość aureoli patriotycznej zmarłego tragicznie Prezydenta Najjaśniejszej Rzeczypospolitej.
Licznie przybyli dziś wierni do naszego kościoła w Godzinie Miłosierdzia na modlitwę w intencji wszystkich poległych wczoraj na służbie Narodowi. O miłosierdzie dla ich dusz za bramą śmierci błagaliśmy zmartwychwstałego Jezusa. Po modlitwie wyciągnąłem z kredensu i odkurzyłem Krzyż Orderu Odrodzenia Polski otrzymany od Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Spontanicznie pobiegłem myślą do innych wrocławian wspólnie udekorowanych nocą 12/13 grudnia 2006 roku w byłym PaFaWag-u. Pewnie i oni czuli dziś żal ściskający mocno gardło.

2010-04-10
KATYŃSKI SZOK.
Diabeł zaszalał? Czy Bóg dopuścił? A może jedno i drugie, jak w starotestamentalnej Księdze Hioba?… To był straszliwy szok. W sobotni poranek wigilii przed Świętem Miłosierdzia Bożego, gdy w Lesie Katyńskim przygotowywano się do Mszy św. i oczekiwano na Prezydenta RP, jak grom z jasnego nieba spadła na Polskę potworna wieść o katastrofie samolotu. Nikt nie przeżył z całej delegacji państwowej lecącej z Warszawy do Smoleńska. Intencja modlitewna na Golgocie wschodu, polecająca Bogu polskie ofiary zbrodni katyńskiej sprzed 70-ciu lat, natychmiast została poszerzona i ogarnęła dusze śp. Pana Prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego żony Marii oraz reszty znakomitych Polaków lecących tupolewem 154. Jednocześnie zrodziła się gorzka pretensja do ziemi katyńskiej, jak długo jeszcze będzie uśmiercała inteligencję polską?
Katyński szok trwał w Polsce i na świecie do samego wieczora. Polacy zapominając o politycznych podziałach, ratowali się modlitwą. Ze świata napływały kondolencje wyrażające wielki żal za utratą znakomitego męża stanu i mądrego polityka europejskiego Lecha Kaczyńskiego. Prezydent i premier Federacji Rosyjskiej zapalili świeczkę i przeżegnali się wielkim krzyżem przed świętymi ikonami w cerkwi. Do naszego kościoła przyszło bardzo wielu wiernych na Mszę św. wieczorną. Specjalny Apel papieski o godz. 21:00 zgromadził także wielu modlących się parafian. W mieście żałoba wyraziła się spontanicznym zapalaniem zniczy i wywieszaniem na domach flagi biało-czerwonej przepasanej kirem.

2010-04-07
BEZ PRZEŁOMU.
Spotkanie premierów Polski i Rosji w Lasku Katyńskim – w 70-tą rocznicę mordu dokonanego na polskich oficerach przez NKWD – po przemówieniach obu polityków zsunęło się zaraz do historii. Zbyt dużo było oczekiwań przed spotkaniem, zbyt wielkie nagłaśnianie medialne. A wynik kiepski. Nikt w Polsce nie jest zadowolony. Jedyna różnica w ocenie rosyjskiej wypowiedzi polega na tym, że lewica mówi z wyraźną próbą usprawiedliwiania pana Putina za brak słowa „przepraszam”. Wszyscy inni mówią jednym chórem: „przełomu nie było” bez usprawiedliwiania. Premier Tusk wyłamał się z chóru i powiedział do dziennikarzy, że przełom był, bo przecież odbyło się to spotkanie (dwóch takich polityków). Oczywiście, jest w tym racja „pierwszego kroku” możliwa do zweryfikowania dalszymi ruchami ze strony władz rosyjskich. „Pażywiom, da uwidim!” – jak mówią jeszcze gdzieniegdzie na wschodzie.
Może coś więcej będzie się działo nad polskimi mogiłami na rosyjskiej ziemi za kilka dni, gdy polski Prezydent pojedzie tam, by pomodlić się za ofiary sowieckiego ludobójstwa. Być może polscy pielgrzymi będą się tam chcieli pomodlić za tych, którzy strzelali jeńcom w tył głowy. O konkretnych oprawcach mówi się, że nie umieli sobie poradzić z życiem po tej masakrze, zapili się na śmierć lub oszaleli ze zgrozy. Tak czy inaczej, diabeł zebrał swoje żniwo.

2010-04-04
ZMARTWYCHWSTANIE.
Przed rokiem była cisza szpitalna na onkologii płucnej i były najspokojniej w życiu przeżywane Święta Wielkanocne. Ciało było słabiutkie po chemioterapii, dusza rozmodlona, a świadomość stanu zdrowia zawieszona. Wszystko wołało i prosiło o cierpliwość.
Dziś zajrzałem do wyników rtg klatki piersiowej. 16 kwietnia guz miał wymiary 10x6cm, po jedenastu dniach: 7x3cm, a w październiku na zdjęciu rentgenowskim śladu po guzie nie było! Codziennie dziękuję Panu Bogu za cud uzdrowienia i za ludzi, którzy w tym uczestniczyli, lekarzy i przyjaciół modlących się o uzdrowienie.

2010-04-03
KRÓL DUCH.
W Paryżu 3 kwietnia 1849 roku zmarł na gruźlicę zaledwie 40-letni Juliusz Słowacki. We Wrocławiu, w Ossolineum, znajduje się rękopis „Króla-Ducha”, na dzień przed śmiercią dyktowanego przez poetę Szczęsnemu Felińskiemu, późniejszemu arcybiskupowi warszawskiemu, a w ubiegłym roku wyniesionemu przez Ojca Świętego Benedykta XVI do chwały ołtarzy. Niełatwa była praca poety dyktującego i przyjaciela ręcznie przepisującego tekst poematu zawierającego trzy pieśni, a każda pieśń ponad 50 strof licząca, a strofa każda regularnie 6 wersów jednoczy jedenastozgłoskowych. Duch poetyckiego natchnienia, widać wyraźnie w tekście, śmierci się nie poddawał i karmił (goryczą) samoświadomość patriotyczną autora:
„Ale przeze mnie ta ojczyzna wzrosła, / Nazwiska nawet przeze mnie dostała;
I pchnięciem mego skrwawionego wiosła / Dotychczas idzie: Polska – na ból – skała…
Fala ją druga nieraz z drogi zniosła / I duch jej święty poszedł w kwiaty ciała
Bezwonne, martwe… lecz com ja wycisnął / Pod krwią… tym zawsze zwyciężył, gdy błysnął!… ”

2010-04-02
WOŁANIE.
Czas to nie wieczność, nie czeka. Dziś mija już piąta rocznica śmierci Jana Pawła II. Jest Wielki Piątek i odmiennie, niż co roku, na polskiej ziemi wspomina się Papieża Polaka. W wielu miastach młodzi ludzie wyszli ze świątyń na ulice, niosąc krzyż i czytając teksty nauczania lub Testament Jana Pawła, zatrzymują się na czternastu stacjach Drogi Krzyżowej i błagają o rychłe wyniesienie Go do chwały ołtarzy. Przy tym młodzi Polacy nie tracą swej naturalnej radości. Zauważa się jednak wśród wiernych oznaki zniecierpliwienia wobec przedłużającego się oczekiwania na beatyfikację. Przecież podczas pogrzebu Papieża sam dziekan kolegium kardynałów, Józef Ratzinger, słyszał potężne „Santo subito” i widział w tym głosie ludu głos Boga. Dlaczego to wołanie nie jest jeszcze zrealizowane?…

2010-04-01
PRAGNIENIA.
Nowość podjęta (za zwyczajem Jana Pawła II) przez biskupów polskich: wielkoczwartkowy list do kapłanów . „Jako uczniowie Chrystusa w każdej sprawowanej przez nas Eucharystii rozpoznajemy samych siebie, podobnie jak św. Jan Apostoł, doświadczamy bliskości Jezusa, odczuwamy bicie Jego Serca w nas, w Kościele i w świecie. Pragniemy, aby rytm naszego kapłańskiego serca bił rytmem miłości Serca Jezusowego. Wiemy, że oddalenie się od Jezusa powoduje osamotnienie i duchową arytmię, która może doprowadzić do zapaści i śmierci duchowej naszego życia kapłańskiego oraz osób, do których zostaliśmy posłani”.
W obecnej przestrzeni publicznej krążą codziennie wręcz wrogie opinie na temat życia kapłanów. W mediach pracuje sporo ludzi, którym jakąś niezdrową radość sprawia babranie się w grzechach kapłańskich, które przecież są ludzkimi grzechami. Media nie pomagają kapłanom. Jest tam ktoś, kto przez niszczenie stanu kapłańskiego pragnie wyprzeć z powszechnej świadomości obecność Jezusa Chrystusa.

2010-03-31
AUTOCENZURA.
Dziś w przedszkolu przy „śniadaniu wielkanocnym” dzieci nauczone przez panią od muzyki śpiewały o pisankach, jak się przechwalały, które z nich są piękniejsze, czy te z Łowicza, czy te ze Śląska? Pani katechetka opowiadała dzieciom także o pisankach, o jajeczku i o pięknej wiośnie. Ładne to było. Hmm, i takie ludowe…
Zdarza się czasem wśród artystów, wierzących katolików, że mają kłopot przy urządzaniu okolicznościowych spotkań, wieczorów, wernisaży, zwłaszcza przy redagowaniu zaproszeń z programem. Trzeba je skierować do różnych notabli, im więcej takich, tym bardziej urośnie ranga wydarzenia. A jak tu schować konfesyjność organizatorów i twórców? Hmm, wysokiej klasy delikatność…
Przed kilkunastu laty odwiedziłem nową inwestycję znajomych katolików w górach, hotel turystyczny. Mocno zdziwiony zapytałem gospodarzy, dlaczego w pokojach nie ma żadnego znaku religijnego, przecież są ludźmi wierzącymi i praktykującymi? Usłyszałem w odpowiedzi pół żartem, pół serio: nie chcemy nikogo wystraszyć. Zrozum, jesteśmy na dorobku. Hmm…
Co to jest? Ponad dwadzieścia lat minęło od transformacji ustrojowej, co się dzieje? Autocenzura – najprawdopodobniej! – pod podszewką duszy. Niestety, wciąż ma rację stary Norwid: „Nie przepalony jeszcze glob sumieniem!… ”

2010-03-30
WEZWANIE WIELKIE.
Nasi rodacy wczoraj w bazylice św. Piotra usłyszeli specjalne słowo Benedykta XVI po polsku: „Gromadzicie się licznie wokół grobu Czcigodnego Sługi Bożego ze szczególnym sentymentem, jako córki i synowie tej samej ziemi, wyrastający w tej samej kulturze i duchowej tradycji. Życie i dzieło Jana Pawła II, wielkiego Polaka, może być dla Was powodem do dumy. Trzeba jednak byście pamiętali, że jest to również wielkie wezwanie, abyście byli wiernymi świadkami tej wiary, nadziei i miłości, jakich on nieustannie nas uczył. Przez wstawiennictwo Jana Pawła II niech was zawsze umacnia Boże błogosławieństwo”.

2010-03-29
PIĄTA ROCZNICA.
Dziś wieczorem Ojciec Święty odprawił w bazylice św. Piotra w Watykanie Mszę św. w piątą rocznicę śmierci Jana Pawła II. Uczestniczyło wielu turystów i pielgrzymów z różnych stron świata, byli też Polacy. Benedykt XVI w homilii m.in. powiedział: „Całe życie czcigodnego Jana Pawła II upłynęło pod znakiem miłości, zdolności dawania siebie w sposób wielkoduszny, bez zastrzeżeń, bez miary, bez kalkulacji. Tym, co nim powodowało, była miłość do Chrystusa, któremu poświęcił życie, miłość przeobfita i bezwarunkowa. I właśnie dlatego, że coraz bardziej zbliżał się do Boga w miłości, mógł stać się towarzyszem drogi współczesnego człowieka, rozsiewając w świecie woń miłości Boga”.

2010-03-26
STRASBURSKI SKUTEK.
Piątek. Gdzie nie spojrzysz w Polsce, możesz zobaczyć wędrującą Drogę Krzyżową. Ludzie idą z krzyżem, zatrzymują się, czytają Ewangelię o męce Jezusa, modlą się i idą dalej. Wędrują ścieżkami polnymi, leśnymi, z ciężkim oddechem wspinają się pod górę. Idą ulicami małych i wielkich miast. Kielce, Bytom, Łódź, Katowice, Wrocław. Idzie ich niemało. W naszym mieście szło osiem tysięcy studentów. Nocą na Kalwarię Zebrzydowską z krzyżem i modlitwą ludzie w małych grupach pielgrzymowali ponad 30 kilometrów. Chcieli dosłownie dotknąć bólu Krzyża. Bólu, który długo się pamięta. Oni chcieli zapamiętać Jezusowy Krzyż.
Co się w Polsce stało? W takiej skali nie zauważałem tego przed strasburskim wyrokiem.

2010-03-25
GALARETKA.
Ostatnio dzieje się dookoła tyle niekoniecznie pięknych rzeczy… Ale wśród nich mogą się trafić prawdziwe niespodzianki. Niedawno w prawie pustym autobusie od dwójki młodych ludzi dobiegł mnie wykrzyknik chłopaka z gazetą: 50 milionów rocznie mordują w szpitalach europejskich! Tak piszą w gazecie. – Głupiś! – odezwała się dziewczyna, wydzierając mu z ręki gazetę. Przeleciała oczami po szpaltach i powiedziała dobitnie: Nie zmyślaj. Tu piszą o aborcji, nie o ludziach. Moja matka dwa razy usuwała galaretkę. Pytałam ją. Opowiadała, że to bezpieczny zabieg. Raz musiała, bo wyjeżdżała za granicę, a drugi, gdy szef zagroził jej, że nie myśli płacić macierzyńskiego. – No to –odezwał się chłopak, sadzając dziewczynę na kolanach – brakuje ci rodzeństwa, a przydałby ci się choć jeden braciszek… – Wal się – warknęła dziewczyna – nie tęsknię. – OK.! – chłopak z uśmiechem spojrzał jej w oczy – Daj buzi na zgodę, moja ty mała galaretko. – I utonęli w pocałunku.

2010-03-24
EKSHUMACJA.
IPN otrzymał zgodę rodziny ś.p. Stanisława Pyjasa na jego ekshumację i ponowną sekcję zwłok. Siostra mówiła do dziennikarzy, że trzeba zbadać kości zmarłego, by zdobyć dowód na zastrzelenie jej brata przez SB… Jestem całą tą sprawą poruszony, bo pamiętam, że w maju 1977 roku w środowisku studenckim mówiło się o potajemnym zastrzeleniu krakowskiego studenta. Nikt nie miał wątpliwości, że to SB wykończyła Pyjasa. Byłem wstrząśnięty tą śmiercią. Napisałem wiersz – modlitwę do Matki Boskiej pt. „Na ławce w Krakowie”. W tomiku „Rozmyślanie drzewa figowego” ostał się tylko fragment krótkiego tekstu, cenzor wściekle pokiereszował książeczkę. „Zygmunt na wieży / wymilczał potężne requiem / ktoś przyniósł świeczkę / ktoś kwiat położył // Matko ta ławka / stała się ołtarzem / golgotą wolności / tutaj się modlić trzeba”. Czy IPN-owi uda się wykryć morderców?

2010-03-12
HUMOR DUCHOWNY.
Chyba rychło będzie wiosna, bo anonimowemu czytelnikowi szybko i łatwo otwiera się pudełko z duchownym humorem. Otrzymałem dziś krótki tekst e-mailem. Ktoś (domyślam się, że jegomość) napisał: „Cześć, piewco przeszłości Kościoła! Dziś także ludzie potrafią zapracować na kapelusz. À propos, nie widziałem „waszej miłości” na uroczystym spotkaniu z najnowszym doktorem honorowym z Watykanu. Żałuj, pięknie było. I pracowicie”.
I cóż tu odpowiedzieć „jego wielebności”? Tylko tyle: wiosna przyjść musi!

2010-03-10
PASTERZ – DYPLOMATA.
Rocznica śmierci ks. kard. Bolesława Kominka. Już 36 lat przeminęło z wiatrem nad Ostrowem Tumskim, nad Wrocławiem, nad Polską i Niemcami. Pamiętam rosnący w Europie podziw dla Arcybiskupa Kominka po zakończeniu Soboru Watykańskiego. Z dumą i z lękiem obserwowałem ogromną odwagę i mądrość mego Arcybiskupa, z jaką przyjmował na siebie wściekłą krytykę komunistów polskich z jednej i rewizjonistów niemieckich z drugiej strony. Był wielkim mężem stanu ten niskiej postury Arcypasterz na Dolnym Śląsku. Bolała mnie szyta grubymi nićmi i bezwstydnie nagłaśniana polityka nienawiści ówczesnych władców Polski do naszych biskupów. Jednocześnie w żaden sposób nie potrafiłem pojąć tego wręcz niechrześcijańskiego ociągania się biskupów niemieckich w przyjęciu wyciągniętej ręki z ewangelicznym przeproszeniem i przebaczeniem. Ciężko musiał pracować ten mądry i pobożny dyplomata kościelny, by tak fundamentalny nakaz Chrystusa stał się zrozumiały i pożądany jako konieczność budowania mostu między Wschodem a Zachodem po hekatombie światowej. Gdy 5 marca 1973 roku papież Paweł VI nakładał biret kardynalski na głowę abpa Bolesława Kominka, cieszyłem się całą radością mego młodego kapłaństwa.

2010-03-09
DAR PRZEBACZENIA.
Dziś wieczorem nadspodziewanie licznie przyszli wierni. Po Mszy św. była (w niedzielę zapowiedziana) przed Najświętszym Sakramentem modlitwa o dar przebaczenia. Siedziałem pod chórem w półmroku kościoła i rozmyślałem o tym, co się stało ubiegłej nocy w Nigerii w wioskach niedaleko miasta Jos. Muzułmańscy pasterze uzbrojeni w maczety zeszli z gór, otoczyli sieciami wioski w dolinie i wtargnęli między chaty, tnąc na oślep wybiegających z mieszkań przerażonych chrześcijan. Nikt nie uszedł żywy. Rano naliczono ponad pięćset martwych ofiar. Pocięte i rozpłatane ciała leżały rozrzucone w całej dolinie. Moją wyobraźnię wypełniły obrazy z biblijnej rzezi niewiniątek w Betlejem. Ale też mówiłem Panu Bogu o tych wyznawcach Allacha – zbrodniarzach. Powiedziałem: „przebaczam im”. Łatwo mi przyszło. Z zamyślenia wytrąciła mnie parafianka, staruszeczka z Wołynia, która siadając obok, drżącym głosem skarżyła się: „Nie mogę zapomnieć, mam ich przed oczami. Czy ja potrafię im przebaczyć? Już tyle lat…” – Komu, pani Mario? – szepnąłem do ucha starowinki. – „Banderowcom, proszę księdza proboszcza”. Wypowiedziała te słowa bez gniewu, ale z bólem. Przytuliła się do ramienia: „Pomóż mi, księże”- wyszeptała. Przed ołtarzem w rozświetlonym kościele ludzie wciąż modlili się o dar przebaczenia naszym winowajcom.

2010-03-07
ALBUM.
Zajrzałem do nowego albumu Białego Kruka o krzyżach w Europie. Przepiękne fotografie. Książka pokazuje ogromne bogactwo dzieł sztuki zrodzonych z natchnienia i wiary w Jezusa ukrzyżowanego, przynosi radość i spokój w duszy. Tu lektura niezauważalnie staje się modlitwą wdzięczności. Na stronicy 77 natknąłem się na zdjęcie z kościoła św. Piotra w Strasburgu przedstawiające piękny fryz kolorowy z XIV wieku zatytułowany „Pochód narodów do krzyża”. Długim szeregiem na koniach jadą królowie trzymając w ręku proporce z nazwami swych państw. Ze wzruszeniem odnalazłem proporzec z napisem „Polonia”. Ale jednocześnie z bólem pomyślałem o sędziach , którzy pracują w Strasburgu, a nie dociera do nich całe to bogactwo wieków przekazane nam przez wierzących przodków. Chyba przemykają tylko ulicami z oczami wbitymi w bruk jezdni i pewnie nie wstępują do świątyń, nie kontemplują ani piękna, ani prawdy tam zamieszkałej. No, bo jak inaczej zrozumieć ich wyrok skazujący krzyż na likwidację w miejscach publicznych?

2010-03-06
PŁONĄCY KRZEW.
Mojżesz na Synaju widział płonący i niespalający się krzak, przy którym musiał zdjąć sandały z nóg, bo stał wobec niewidzialnego i nietykalnego Boga, który po prostu JEST. Gdy schodził z góry, aby rozpocząć misję otrzymaną od Boga, wziął ze sobą w sercu ten gorejący krzew. Przez czterdzieści lat w czasie wędrówki do ziemi obiecanej, w chwilach niepowodzeń i ciężkiego zwątpienia, będzie wracał w sercu do tego Znaku.
Dla nas, chrześcijan, krzewem wiecznie gorejącym jest krzyż Jezusa z przebitym sercem. Krzak płomienisty na Synaju był zapowiedzią Bożej obecności już widzialnej i dotykalnej. Kto nosi pustkę w sobie, zamiast Jezusowej miłości płonącej na krzyżu, łatwo może zwiotczeć w życiu. Szybko wyczerpie się jego moc i pewność szczęścia.

2010-03-05
KWIATY POLSKIE.
Sąd Apelacyjny w Katowicach uprawomocnił wrześniowy wyrok Sądu Okręgowego przeciwko prasie katolickiej. Lewica cieszy się, feministki tryumfują, a uczciwi ludzie, słuchając słownego uzasadnienia wyroku, za głowę się chwytają i – bezsilni wobec dzisiejszych sędziów – błagają Najwyższego Sędziego słowami poety:
Lecz nade wszystko słowom naszym
Zmienionym chytrze przez krętaczy
Jedyność przywróć i prawdziwość:
Niech prawo zawsze prawo znaczy,
A sprawiedliwość, sprawiedliwość (Julian Tuwim, Kwiaty polskie).

2010-02-25
POCZEKAJMY.
Cały nasz kontynent mocno przeżywał ubiegłoroczny wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu nakazujący zdjęcie krzyży ze ścian szkolnych. Ból chrześcijan był tym większy, że wrogowie Chrystusa dopatrzyli się w tym wyroku otwarcia bram do przeróżnych, często niewybrednych ataków na Kościół. W ubiegłym tygodniu w Szwajcarii zebrała się Rada Europy, która jest organem założycielskim Trybunału, i przykróciła jego niejednakowo stosowane kompetencje w odniesieniu do różnych krajów członkowskich.
W czasie Konferencji minister sprawiedliwości Malty , powołując się na przykład zakazu wieszania krzyży w instytucjach publicznych we Włoszech, oświadczył, że Trybunał nie jest dostatecznie wrażliwy na czynniki kulturowe, które kształtują tożsamość narodową krajów członkowskich. To była gorzka pigułka do przełknięcia dla sędziów. Po takiej krytyce musi nastąpić reorganizacja Trybunału i określenie na nowo wyraźnych granic kompetencji sędziów. I pewnie polecą głowy… Poczekajmy, co będzie dalej.

2010-02-23
PRZYKAZANIA.
W Wielkim Poście piękna myśl św. Cypriana, biskupa i męczennika (+258): „Przykazania ewangeliczne, bracia najmilsi, nie są niczym innym, jak Bożym nauczaniem, fundamentem pod budowę nadziei, sklepieniem umacniającym wiarę, pokarmem krzepiącym serce, przewodnikiem ukazującym drogę i pomocą do osiągnięcia zbawienia. Nakazy te, kierując na ziemi uległymi sercami wierzących, prowadzą ich do królestwa niebieskiego” .

2010-02-22
POPRAWNOŚĆ.
Taka mała sprawa, prawie żadne wydarzenie, a jednak wymaga odrobiny refleksji. Kilka miesięcy temu do naszej parafii dotarł dekret z pieczęcią Kurii o zmianie wezwania parafii z „Matki Bożej Częstochowskiej” na „Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej”. Na całym świecie, gdziekolwiek używa się polszczyzny, parafie, kościoły, kaplice czy kopie obrazu jasnogórskiego noszą nazwy Matki Bożej (Boskiej) Częstochowskiej. Na Jasnej Górze wszelkie modlitwy zanoszone są do Boga przez wstawiennictwo Matki Bożej. To święte miejsce od wieków w świadomości Polaków odwoływało się do Bogurodzicy. Ikona w cudownej kaplicy jasnogórskiej, zupełnie inaczej niż w Lourdes, Fatimie czy La Salette, przedstawia Matkę z Synem Bożym na ręku. To jest od wieków znany portret Bożej Rodzicielki! W powojennej wędrówce z Kresów na ziemie piastowskie towarzyszyła Polakom pewność opieki Matki Bożej. Po osiedleniu się we Wrocławiu pierwsi pionierzy zza Buga, pod kierunkiem ks. Władysława Plewki-Plewczyńskiego, poczynili starania w Kurii o ustanowienie parafii pod wezwaniem Matki Bożej Częstochowskiej. Od ponad pół wieku nasz kościół na Zalesiu jest małą wrocławską Jasną Górą. Starsi mieszkańcy miasta, nie mając sił na pielgrzymkę jasnogórską, przychodzą tutaj 26 sierpnia na odpust Matki Bożej Częstochowskiej. Jest to długa, piękna tradycja wrocławska. Czy można zabierać parafianom to piękne wezwanie: „Matki Bożej”? – Dekret mówi o działaniu „po myśli norm liturgicznych”. Pewnie chodzi tu znowu o jakąś poprawność… Nie rozumiem.

2010-02-21
POKUSA.
Trzy strzały oddał kusiciel na pustyni, chcąc pokonać Jezusa. Wszystkie trzy chybione. Jezus pokonał i zawstydził swego odwiecznego nieprzyjaciela. Szatan usunął się z pustyni, ale odchodząc zaznaczył: „do czasu”. Jeżeli diabeł odważył się kusić Jezusa, to czy ja mogę chodzić po świecie bezpieczny i spokojny? Szukam odpowiedzi i znajduję u św. Augustyna. On poznał w swym burzliwym życiu smak pokusy: „Życie nasze w tym pielgrzymowaniu nie może trwać bez pokusy, ponieważ właśnie postęp duchowy dokonuje się przez pokusy. Ten, kto nie jest kuszony, nie może siebie poznać. Nikt też nie potrafi osiągnąć wieńca chwały bez uprzedniego zwycięstwa. Zwycięstwo zaś odnosi się poprzez walkę, a walczyć można jedynie wówczas, gdy się stanie w obliczu pokus i nieprzyjaciela” .
Wielki Post daje szansę zwycięstwa kuszonemu albo… kuszącemu. Oto jest zadanie!

2010-02-20
EUFORIA.
Złoto wygrał Simon Ammann, Szwajcar, w skokach narciarskich na dużej skoczni w Vancouver. Sklasyfikowano go jako zawodnika o cały poziom górującego nad resztą narciarzy. Nasz Adam Małysz otrzymał medal srebrny, ale radość w Polsce była tego wieczoru tak wielka, jakby Małysz został królem Olimpiady. Niewątpliwie dla polskich fanów, a zwłaszcza w Wiśle, Adam jest królem. Co go wyróżnia aż tak bardzo spośród innych sportowców, bo przecież przed tą olimpiadą Małysz nie miał spektakularnych osiągnięć? Niektórzy nawet wróżyli mu koniec kariery narciarskiej. Pan Bogdan Tomaszewski, legenda dziennikarstwa sportowego, podkreślił dziś jego stałą postawę: delikatność i skromność, a także umiejętność godnego przeżywania zwycięstw i porażek. To są wielkie cnoty prawdziwego sportowca i to one zjednują mu zawsze, nie tylko w chwilach tryumfu, rzesze miłośników.

2010-02-18
WIĘKSZA SPRAWIEDLIWOŚĆ.
Z Orędzia Benedykta XVI na Wielki Post 2010 roku nt. sprawiedliwości:
„Nawrócić się do Chrystusa, wierzyć w Ewangelię oznacza w gruncie rzeczy właśnie to: wyzbyć się złudzenia samowystarczalności, aby uświadomić sobie i zaakceptować własny brak — brak innych i Boga, potrzebę Jego przebaczenia i Jego przyjaźni.(…) Dzięki działaniu Chrystusa możemy dostąpić «większej» sprawiedliwości, jaką jest sprawiedliwość miłości (por. Rz 13, 8-10), sprawiedliwość tego, kto w każdym przypadku zawsze czuje się bardziej dłużnikiem niż wierzycielem, otrzymał bowiem więcej, niż można się spodziewać”.

2010-02-17
LOS BIELI.
Biały śnieg to najbielsza biel ze wszystkiego co białe. Dlaczego więc spotykam na ziemi dziś śnieg tak strasznie brudny, zupełnie niebiały? Serce się kraje. Póki leciał z nieba, zlatywał na ziemię – był czysty. Los bieli na ziemi jest tragicznie samozaprzeczony. Gdy leci, biel jest czysta. Gdy spadnie, a spaść musi, traci istotnie siebie. Biel nie jest już biała, czystość nie jest czysta. Dlaczego – dokucza mi pytanie – gdy się z nieba leci, leci się do upadku?
Zakwitł mi na oknie bielusieńki, aksamitny storczyk. Codziennie karmię go swoim zapatrzeniem i codziennie odżywiam mój wzrok jego czystością. Wsysam się oczami w białość nieskalanych płatków, czyżbym szukał bezpieczeństwa dla przedwiosennej wyobraźni?…

2010-02-15
ŚWIĘTY PLAN.
Dziś abp Kazimierz Nycz ogłosił w Warszawie datę ceremonii beatyfikacyjnych ks. Jerzego Popiełuszki, męczennika . Pamiętam wielką trwogę w sercu na wieść o porwaniu kapelana Solidarności przez ubeków i pamiętam wielką modlitwę w całym kraju o odnalezienie kapłana. Ojciec Święty Jan Paweł II mówił wtedy: „Apeluję do sumień tych, którzy dopuścili się tego haniebnego czynu i ponoszą zań odpowiedzialność” . W żoliborskim kościele dzień i noc błagano z nadzieją: „Boże, wróć nam Księdza Jerzego!”. Po dziesięciu dniach runęła na naród straszna wieść: ksiądz Jerzy nie żyje! Prawdziwa rozpacz ogarnęła wielu Polaków. Modlitwa stała się lekarstwem niezbędnym. Wiele tysięcy ludzi ze wszystkich stron Polski uczestniczyło 3 listopada 1984 roku w pogrzebie kapelana Solidarności. Całą noc jechaliśmy samochodem z Wrocławia do Warszawy. Kilkanaście razy byliśmy zatrzymywani, oglądani, przepytywani i zapisywani przez patrole milicyjne. Uparliśmy się i dojechaliśmy, i zdążyliśmy przed godziną jedenastą. Wszystko to już mamy za sobą. Cała uczciwa Polska cieszy się z komunikatu metropolity, bo to jest dowód, że w tym trudnym czasie Pan Bóg niezmiennie realizował swój święty plan.

2010-02-13
WZRUSZENIE.
Vancouver przedziwnie piękne miasto. Tak strasznie daleko od nas, wszystko tam spóźnione o 9 godzin, a jednak przez igrzyska zimowe zbliżyło się ku nam. Dzisiejsze srebro Małysza pociągnęło wzrok tysięcy Polaków ze środka Europy aż do zachodniego brzegu kontynentu amerykańskiego. Vancouver jest dwuświatem klimatycznym. Pamiętam szok, jakiego doznałem przed dziewięciu laty, gdy z Aśką i Tomkiem najpierw nad zatoką spacerowaliśmy rozkwitłymi różowym kwieciem ulicami, a już po godzinie, wysiedliśmy z kolejki linowej pośród wysokich świerków uroczo ośnieżonych. Z szerokiej, przeszklonej werandy oglądaliśmy piękną panoramę całego miasta w dole.
Dzisiaj wzruszyłem się naprawdę, gdy zobaczyłem Szwajcara Simona Ammanna, jak po swym „złotym” skoku na małej skoczni w Vancouver ukląkł na jedno kolano i wsparty na pionowo ustawionych nartach schylił głowę, i tak trwał dłuższą chwilę w bezruchu. Pewnie Bogu oddawał tę chwałę zwycięstwa.

2010-02-11
ODWAŻNY BISKUP.
W Pakistanie szatan walczy z Jezusem już nie tylko posługując się fanatycznym motłochem podpalającym kościoły i domy chrześcijan. Ostatnio opanował elitarne kręgi społeczeństwa muzułmańskiego. Po wyjściu na jaw okrutnej zbrodni torturowania, gwałcenia i pobicia na śmierć 12-letniej katolickiej dziewczynki przez bogatego adwokata muzułmańskiego, u którego służyła jako pomoc domowa, stowarzyszenie adwokatów w Lahaurze wydało oświadczenie, którego treść nie mieści się w głowie cywilizowanego człowieka, budzi grozę: „Spalimy żywcem każdego, kto zechce reprezentować w sądzie interesy ofiary”. Oczywiście takie oświadczenie zbudziło strach w gronie palestry. Katolicka rodzina młodocianej Shazii Bashir nie może ani oskarżyć znanego zabójcę, ani szukać sprawiedliwości.
Jednakże szatan nigdy nie ma przed Bogiem ostatniego słowa. Oto znalazł się odważny obrońca. Prezbiteriański bp Timothy Nasir, prawnik i znany dziennikarz specjalizujący się w obronie mniejszości religijnych, zdecydował się pokierować zespołem adwokatów w obronie czci młodej katolickiej męczennicy w Pakistanie.

2010-02-08
POTRÓJNY JUBILEUSZ.
Nasz Arcypasterz – Senior, ks. kard. Henryk Gulbinowicz, w tym roku obchodzi aż trzy jubileusze: 60-lecie kapłaństwa, 40-lecie sakry biskupiej i srebrny jubileusz kapelusza kardynalskiego. To wielkie świętowanie rozpoczęło się wczoraj w sanktuarium Matki Boskiej Ostrobramskiej w Skarżysku-Kamiennej. Homilię wygłosił ks. bp Edward Materski, także senior, pochodzący z Wileńszczyzny, zasłużony wielce dla rozwoju katechetyki polskiej. Nasz potrójny Jubilat, swoim starym zwyczajem, musiał mieć ostatnie słowo. Przed błogosławieństwem na zakończenie Eucharystii mówił o roli rodziców. Kontent jestem z tych słów, gdyż są świadectwem tradycyjnego nauczania Kościoła, do którego nawiązuje w dobie dzisiejszej sądownictwo świeckie w Europie. „Nie ma ważniejszej instytucji poza rodziną, bo ją sam Bóg powołał. To, co zapiszą rodzice w świadomości dzieci, pozostaje na lata. Dlatego zapisujcie w duszy swoich dzieci to, co dobre i święte” – powiedział emerytowany metropolita wrocławski.

2010-02-06
SKANDAL.
Rodzice są odpowiedzialni za wychowanie swoich dzieci. Tę, zupełnie nieoryginalną, bo znaną od zawsze, tezę udowodniła pani sędzia Bianka La Monica w Mediolanie. Osądzając pięciu chłopców w wieku 14 i 15 lat, którzy przez dwa lata bili, zastraszali i szantażowali swą 12-letnią koleżankę, zmuszając ją do usług seksualnych, zawyrokowała nie tylko kary pozbawienia na dwa i trzy lata wolności, ale również obciążyła ich rodziców po 90 tysięcy euro jako odszkodowanie na rzecz poszkodowanej dziewczynki. Uzasadnienie wyroku brzmi, o dziwo, bardzo staroświecko. Rodzice podczas wychowywania dorastających synów nie pokazali im, co oznacza szacunek dla innych. Nie nauczyli ich nawiązywania innych niż fizyczne kontaktów z dziewczętami. Ich dzieci traktowały swą ofiarę jak rzecz. Sąd stwierdził, że brak wyrzutów sumienia, który umożliwił seryjne gwałty, był efektem fatalnego wychowania w rodzinach. Karę muszą zapłacić nawet rozwiedzeni ojcowie, którzy od lat nie mieszkają ze swoimi dziećmi.
Oto przykład, jak daleko potrafi odejść człowiek od człowieka, gdy porzuci Boga. I czy to nie skandal, gdy rodziców trzeba wysokimi karami pieniężnymi naganiać do ich podstawowego obowiązku?

2010-02-02
ŻYCIE KONSEKROWANE.
Jest Pan Bóg – powiedział mężczyzna do kilkuletniego chłopca na ulicy, przyglądając się procesji zakonnic rozciągającej się od kościoła św. Krzyża aż do Katedry. – Gdzie, gdzie? Tato, pokaż mi! – zawołał chłopiec, targając ojca za rękę. Mężczyzna w skupieniu patrzył na przesuwającą się przed nimi długą procesję z zapalonymi świecami. Po chwili dopiero zauważył wysiłki niecierpliwego synka. – Tato, pokaż mi Pana Boga! Ojciec podniósł chłopca i postawił na kamiennym ogrodzeniu przy pomniku Matki Bożej. Chłopak rozglądał się zaciekawiony i po chwili wyszeptał: tato, nie widzę Pana Boga. – Bo Pan Bóg jest niewidzialny. – A ty widzisz? – Nie widzę, ale wiem. Pana Boga niosą siostry. Chłopiec spojrzał zdziwiony: tato, one niosą świece! Ojciec przytulił synka i wyszeptał mu do ucha: gdyby Pana Boga nie było, nie byłoby tych sióstr. Synek nagle oderwał twarz od policzka ojca i powiedział głośno: tato, patrz, tam idzie nasza siostra katechetka! Spojrzał w oczy ojcu i spytał: czy ona też niesie Pana Boga? – Tak.
Malec umilkł, patrząc skupiony w wielkie drzwi katedry, a zakonnice powoli wchodziły z uniesionymi świecami, rozpraszając mroki starej świątyni.

2010-01-31
ŻYWIOŁY.
Ostra zima. Śnieg i mróz, i zadzierzysty wiatr. Drzewa powalone, słupy trakcji elektrycznej połamane, drogi pozamykane. Nie do wiary, z jaką „premedytacją” natura udowadnia codziennie człowiekowi jego niewydolność twórczą wobec jej potencjału kataklizmowego. Wioski i całe osiedla, z tysiącami mieszkańców żyjących bez ciepła i bez światła, wyciszają się po zapadnięciu nocy. Od kilku dni na południu kraju zaczyna nacierać na sadyby przyrzeczne inny żywioł, woda. Trzeba modlić się do ojca Noego w Niebie o mądrość i umiejętność odczytywania znaków Boga. Kataklizm potopu zawisł nad ośnieżoną i skutą lodem Europą. Co będzie, gdy tę białą planetę zacznie atakować intensywne słońce?…
Nieco humoru w tę rozpaczliwie trudną sytuację wnoszą urzędnicy państwowi swoimi codziennymi zapewnieniami: jesteśmy przygotowani. I tak się kończy pierwszy miesiąc roku Pańskiego 2010.

2010-01-29
SAPIENTI SAT.
No i masz, babo, placek! Ktoś się ujął za kanonikami. Otrzymałem krótkiego e-maila: „Proszę sobie nie dworować ze stroju kanoników! Barwność sutann, pasów, pelerynek i pomponów jest dowodem ad oculos, że mamy wiosnę Kościoła. To jest piękno Kościoła na zewnątrz, niby łąka ukwiecona, albo uroczysta suknia oblubienicy”.
Zaskoczył mnie ten anonimowy list. Chyba jest lekko dwuznaczny… W takiej sytuacji najbezpieczniej udać się do źródeł klasycznych, autorytetów uznanych. U św. Tomasza z Akwinu w szóstej rozprawie o „Wierzę w Boga” znajduję poradę absolutnie chrystocentryczną w odniesieniach biblijnych: „Nie przywiązuj się przeto do szat i bogactw, albowiem podzielili między siebie moje szaty, ani do zaszczytów, bo stał się przedmiotem naigrawań i biczowania, ani do godności, ponieważ uplótłszy koronę z cierni włożyli na moją głowę, ani do rozkoszy, albowiem pragnąłem, a napoili Mnie octem”.
Widzisz, Kolego (najprawdopodobniej po fachu!), jak Ty do mnie: „ad oculos”, to ja do Ciebie: „sapienti sat”.

2010-01-28
CELEBRACJA.
Zapytał mnie ktoś całkiem wprost: czy lubisz c e l e b r o w a ć ? Zastanowiłem się chwilę, bo najpierw musiałem uporać się ze słowem „lubisz”. Tak w ogóle to moja osobowość jest „antycelebracyjna”. Nie lubię wystawności. Wywijam się od wielkich uroczystości, np. katedralnych, chyba że muszę. Oczywiście, że czasem uczestniczę, ale to z powodów absolutnie zasadniczych. Wtedy unikam pierwszych rzędów (to nie jest trudne, tam nigdy nie ma pustki). Mijam, nie bez uśmiechu, młodszych kolegów, a nawet uczniów moich, w wysokich stallach, co to medaliki czy krzyżyki zawieszone noszą na wielkich pozłacanych łańcuchach na czerwonym podkładzie.
No cóż, kanonicy to specjalna, wielowiekowa maść Kościoła, matki naszej. Ich pasja, z jaką miłują emblematy i żywe, wyróżniające kolory, naprawdę jest podziwu godna. I nie trzeba tutaj się gorszyć, to jest tradycja, to jest folklor i humor lokalnego Kościoła…

2010-01-26
ŚWIADECTWO.
Europejski Kongres Żydów (EJC) mocno skrytykował, rozniesioną przez media od wczoraj, wypowiedź ks. bpa Tadeusza Pieronka na temat Szoah. Znany krakowski biskup miał powiedzieć, że „Szoah jest wymysłem żydowskim”, a „Żydzi wykorzystują go obecnie jako broń propagandową, w celu osiągnięcia nieuzasadnionych często korzyści”. Oczywiście, Kongres nie sprawdzając niczego, wyrokuje, że ta wypowiedź polskiego hierarchy jest „dowodem głębokiego antysemityzmu“, który wciąż jeszcze pokutuje wśród niektórych duchownych katolickich w Europie. Żydzi amerykańscy poszli jeszcze dalej, domagając się od kard. Dziwisza, by swego biskupa ukarał dyscyplinarnie. Tymczasem, gdyby tak skwapliwi do uogólnień i żądni surowej kary członkowie „wiecznego Izraela” zechcieli wpierw spytać bpa Pieronka, co powiedział naprawdę, usłyszeliby proste świadectwo: „Nie powiedziałem, że to Żydzi wymyślili Szoah. Tylko w chorym umyśle mogłaby się zrodzić myśl, że ludobójstwo w Auschwitz wymyślili Żydzi. Ja powiedziałem jedynie, że to nazwa „Holokaust”, po hebrajsku „Szoah”, została przez nich wynaleziona. A dokładnie wymyślił ją Elie Wiesel, amerykański pisarz żydowskiego pochodzenia (…) W wywiadzie przypomniałem, że nie tylko Żydzi cierpieli w czasie wojny i nie tylko oni byli przez Niemców przeznaczeni do unicestwienia. Dotyczyło to także innych narodów, Polaków, Cyganów, Włochów. A często jest to dzisiaj prawda niemal ignorowana. Można się więc spytać, czy Holokaust to nazwa zastrzeżona tylko dla Żydów”.
Smutno mi, że u progu uroczystych obchodów 65-lecia wyzwolenia niemieckiego obozu zagłady Auschwitz-Birkenau hodowana jest w mądrych żydowskich głowach taka zła wola, brak otwarcia na pełną prawdę. Czy w takiej sytuacji mogę mieć nadzieję, że getto arabskie w strefie Gazy będzie wreszcie otwarte, a ludzie wyjdą do normalnego życia, do jakiego przecież powołał wszystkich ten sam Jedyny Prawdziwy Bóg?

2010-01-25
PORA DNIA.
Gdy byłem młodszy, wolałem odprawiać Mszę św. rankiem. Szedłem do ołtarza jak do źródła sił, optymizmu i miłości potrzebnych na cały rozpoczynający się dzień. Po Mszy św. czułem, że nie jestem sam w moich zadaniach, sprawach i kłopotach. Ubogacony przez Chrystusa mogę iść do ludzi. Dzisiaj, gdy dźwigam na plecach siódmy krzyżyk, wybieram wieczorną porę Mszy św. To jest czas odpoczynku po całym dniu. Dobrze jest trawić minione godziny pracy i spotkań z ludźmi razem z Chrystusem Przyjacielem. Więcej mam czasu na refleksję. Proste pytania życiowe są dojrzalsze. Zwykle też wieczorem czuję wewnętrzne przynaglenie, by z wiernymi podzielić się skarbami słowa Bożego. Również wieczorem bardziej wyczuwalne i prawdziwie kojące są chwile ciszy w liturgii. Czasami, na przykład przy wezwaniu do modlitwy po komunii, słyszę zapadającą i tężejącą ciszę. To Milczenie staje się odpowiedzią.

2010-01-24
PRZEBUDZENIE.
Na Haiti codziennie odbywają się pogrzeby. Trzęsienie ziemi 12 stycznia pochłonęło 150 tysięcy ofiar ludzkich, w tym także wielu księży i kleryków. Dziś pochowano w Port-au-Prince księdza arcybiskupa Serge Miota. Ojciec Święty w liście skierowanym do uczestników ceremonii pogrzebowej, opłakujących tragiczną śmierć swego pasterza w gruzach katedry, wyraził swój wielki smutek i modlił się, aby Chrystus „przyjął do siebie pasterza, którzy wielkodusznie służył swej diecezji, a poprzez swoją pracę w Papieskiej Komisji ds. Ameryki Łacińskiej swoją troską ogarniał cały ten kontynent” .
Rząd haitański i ONZ ogłosiły zakończenie poszukiwań żywych ludzi w gruzach. W sumie wydobyto spod gruzów 133 osoby w różny m wieku. Dzielni ratownicy polscy, choć z kłopotami technicznymi i po usunięciu awarii samolotu, wracają do kraju. Teraz trzeba intensywnie zająć się pozostałymi przy życiu. 190 tysięcy rannych korzysta z medycznej pomocy zorganizowanej w specjalnych namiotach. Temperatura w ciągu dnia sięga 30 stopni Celsjusza. Caritas Polska posłała specjalnym samolotem pakiety z lekarstwami i materiałami opatrunkowymi. W całym kraju organizowane są zbiórki żywności i rzeczy oczekiwanych na Haiti. Na jutrzejszą niedzielę zapowiedziano zbiórkę pieniędzy do puszek przy kościołach. Pomoc dla Haiti z pewnością potrwa długo, bo wiele miejscowości legło w gruzach, a bez dachu nad głową pozostaje blisko trzy miliony ludzi.
Przy tym ogromnym nieszczęściu świat się przebudził. Organizowana pomoc z bardzo wielu krajów to dobry prognostyk dla cywilizacji globalnej wioski.

2010-01-23
IKONA.
Siedziałem późnym wieczorem w pustym kościele, wszyscy już po Mszy wyszli, i myślałem o powstańcach wywiezionych dwukrotnie w XIX wieku w kibitkach na Sybir. Z ich pamiętników wyłania się tragiczny obraz życia zesłańców w potężnych zaspach śniegowych przy ponad czterdziestostopniowym mrozie. Jakąż musieli mieć ci ludzie wytrzymałość! Zaiste, byli bohaterami. Patrzyłem pokornie, z poczuciem wstydu w sercu (bardzo nie lubię zimna), na naszą ikonę częstochowską dyskretnie oświetloną w głównym ołtarzu. Tak, każdy z zesłańców miał podobny obrazek zaszyty na piersi w ubraniu. Wiem nie od dziś, nigdy dość maryjnej modlitwy za tamtych i późniejszych, w XX wieku, bohaterów żyjących na „nieludzkiej ziemi” .

2010-01-22
MRÓZ I ŚNIEG.
Siarczysty mróz, dwadzieścia stopni Celsjusza, a do tego zwały twardego śniegu zalegają na chodnikach. Na południu i na wschodzie kraju w wielu gospodarstwach od kilkunastu dni nie ma energii elektrycznej. W różnych miastach na placach, przy przystankach pojawiły się żelazne kosze z palącymi się głowniami. Młodzi z pozawijanymi i zakapturzonymi głowami grzeją ręce nad żarem. Starzy nie wychodzą z domów, zresztą takie są apele i porady lekarzy. Patrząc na te żarzące się „kozy” na ulicach, biegnę mimo woli pamięcią do 13 grudnia 1981 roku. Żal było patrzeć na chłopaków w mundurkach zielonych czy niebieskich zwiezionych z różnych stron Polski do Wrocławia i do innych miast. Zupełnie nie orientowali się w sytuacji. Kazano im wyjść na wroga. Z gorącą herbatą wychodziły do nich kobiety i dziewczyny.
A co robił wtedy generał Jaruzelski? Od samego rana, z padającym orłem bez korony w tle, przekonywał Polaków, że nadeszła historyczna, acz niełatwa, chwila wyboru mniejszego zła. Wg generała miało być lepiej, gdy Polaków będzie więził i zabijał Polak, niż gdyby miał to robić sołdat sowiecki.
Siedziałem późnym wieczorem w pustym kościele, wszyscy już po Mszy wyszli, i myślałem o powstańcach wywiezionych dwukrotnie w XIX wieku w kibitkach na Sybir. Z ich pamiętników wyłania się tragiczny obraz życia zesłańców w potężnych zaspach śniegowych przy ponad czterdziestostopniowym mrozie. Jakąż musieli mieć ci ludzie wytrzymałość! Zaiste, byli bohaterami. Patrzyłem pokornie, z poczuciem wstydu w sercu (bardzo nie lubię zimna), na naszą ikonę częstochowską dyskretnie oświetloną w głównym ołtarzu. Tak, każdy z zesłańców miał podobny obrazek zaszyty na piersi w ubraniu. Wiem nie od dziś, nigdy dość maryjnej modlitwy za tamtych i późniejszych, w XX wieku, bohaterów żyjących na „nieludzkiej ziemi”.

2010-01-20
CHORA DUSZA.
Jak ciężko jest żyć pod jednym dachem z człowiekiem, który ma chorą ”dojrzałość”! Przeróżnych wrażeń można doznać w rozmowach kancelaryjnych. – Proszę księdza proboszcza, mój mąż nie umie być ani mężem, ani ojcem! Zachowuje się jak rozkapryszony nastolatek, któremu wszystko się należy i wszyscy dokoła mają mu służyć, liczyć się z jego zdaniem. Jak mu coś nie podchodzi, potrafi – nawet po Mszy świętej – zrobić piekielną awanturę w domu… – Eeee, proszę nie przesadzać, chyba nie aż piekielną? – Żeby ksiądz słyszał, jak on wrzeszczy na mnie! Nakrzyczy, nakrzyczy, a potem z tą złością wychodzi, nie można go zatrzymać żadnym słowem, ani dobrym, ani złym. Nie słucha. A potem są ciche dni. On wie, że to mnie boli. Nasza córeczka jest nieszczęśliwa, pyta z płaczem: mamo, czy tatuś nas nie kocha?… – Czy miał ktoś nauczyć go miłości? – zapytałem znienacka. Zapadła kłopotliwa cisza. – Ojca nie miał od dziecka w podstawówce. Matkę ma, jest zakochana w nim, nie przyjmuje żadnej krytyki synalka. Kobieta ucichła, więc odchrząknąłem i zacząłem powoli: chłopcu jest potrzebna męska, odpowiedzialna miłość ojca. Tak mówią wytrawni psychologowie. Pani mąż nie miał w dzieciństwie wzorca miłości… Ciężko mi szła ta mowa. Pani nagle wstała i powiedziała: pójdę już, przepraszam, że zabrałam tyle czasu księdzu. Ja tu nie mieszkam. Swojemu proboszczowi nigdy bym się nie skarżyła, to wstyd przecież. Patrzyłem mocno zdziwiony. Małą ciszę wypełnił rytuał ubierania płaszcza. W końcu kobieta, podając rękę na pożegnanie, powiedziała: przyszłam tutaj, bo mi sąsiadka w pracy powiedziała, że ksiądz potrafi poradzić człowiekowi, bo ma doświadczenie… Wracałem od progu i myślałem niewesoło, jakie ja mogę mieć tu doświadczenie? Ja jedynie mam współpracownika, który nie chce zasiąść ze mną do obiadu.

2010-01-17
TRUDNA WIZYTA.
W Rzymie drugie z kolei odwiedziny papieskie w głównej synagodze rzymskiej. Pierwszą wizytę miał odwagę złożyć przed dwudziestu czterema laty Jan Paweł II.
Obecnie Benedykt XVI szedł lekko przygarbiony, niosąc w twarzy widoczny wyraz całego napięcia, jakie powstało między niektórymi rabinami a Watykanem po zadekretowaniu heroiczności cnót papieża Piusa XII. Patrząc na tę drobną, białą postać, myślałem z podziwem o odwadze i determinacji Ojca Świętego. Odrzucił zdecydowanie podpowiedzi doradców na temat ewentualnego odwołania wizyty. Szedł przez synagogę, jak apostoł, wiedząc, że jest to droga mocno pod górę. Utrudnienia ze strony żydów w dialogu między dwiema religiami monoteistycznymi nie uskrzydlają katolików. Coroczny Dzień Judaizmu w polskich większych parafiach, przy żadnym podobnym działaniu we wspólnotach żydowskich i przy bardzo kruchych kontaktach międzyśrodowiskowych, może w sercach wielu katolików budzić zniechęcenie i stawianie pytania o sens takiego dialogu. Dzisiejsi rabini, podobnie jak faryzeusze i uczeni w Piśmie przed dwudziestu wiekami, nie są w stanie w osobie Jezusa przyjąć zapowiadanego przez proroków Mesjasza. Jestem wdzięczny Ojcu Świętemu za jego apel do żydów, byśmy wspólnie ratowali to, co i dziś jest najważniejsze w świecie: wiarę w Jedynego Prawdziwego Boga. Mam wrażenie, wbrew zachodnim komentatorom, że Benedykt XVI wyszedł zwycięsko z tego niełatwego spotkania.

2010-01-15
POCZĄTEK STULECIA.
W operze wrocławskiej dziś wieczorem rozpoczęto uroczystości jubileuszowe 100-lecia istnienia wyższego szkolnictwa technicznego we Wrocławiu. Do drugiej wojny światowej funkcjonowała tu Technische Hohschule Breslau. Sam cesarz Wilhelm II nadał jej królewski status i uczestniczył w uroczystości otwarcia 29 listopada 1910 roku. Niemcy zbudowali i Niemcy zniszczyli. Do polskiego Wrocławia przybyli uczeni i studenci lwowscy tuż po wojnie i zaszczepili tu wielką, bo liczącą 160 lat, tradycję akademicką. Wśród gruzów miasta 15 listopada 1945 roku odbył się pierwszy, pamiętny wykład w Politechnice Wrocławskiej. Wygłosił go prof. Kazimierz Idaszewski. Ten dzień stał się świętem Uczelni.
Dzisiejszy wieczór był bardzo uroczysty, wypełniony honorami i powitaniami wszelkiej maści dzisiejszego miasta (a nawet kraju) notablami, świeckimi i duchownymi. Siedziałem jak mysz pod miotłą w ostatnim rzędzie na drugim balkonie. Miejsce nie najgorsze, gdyż są jeszcze dwa wyższe balkony! Czułem się nieźle, bo była tam doskonała słyszalność i widok przyzwoity na scenę. Poczułem się jeszcze lepiej, gdy usiadł obok mnie ks. bp Cerkwi grecko-katolickiej. Spytałem go: dlaczego tu, a nie tam, wskazując na parter, gdzie widniała piuska księdza arcybiskupa. Odpowiedział po prostu: tu mi dali miejsce, więc tu siedzę. Mi też tu dali, odpowiedziałem i zaczęliśmy dość miłą rozmowę o pogodzie. Temat dość istotny, bo Polska tonie w śniegu zmrożonym od wielu dni, a ks. biskup wizytował swe wspólnoty unickie w całym kraju. Część poważną (i niesłychanie nudną) uroczystości zakończył pełen wesołych rytmów walca, polki i czardasza fragment opery Jana Straussa „Zemsta nietoperza”. Trzeba przyznać, głosy artystów były zachwycające, a wykonanie perfekcyjne. Wspólnie na koniec odśpiewaliśmy Politechnice „200 lat!”, a potem cała lawina ludzka, syta duchowych wrażeń, wylała się ze wszystkich foteli do foyer, by tam przy suto zastawionych stołach nasycić z kolei swoją zgłodniałą fizyczność. I ja, ta skromna mysz kościelna, zbliżyłem się do stołu, popatrzyłem, powąchałem i odszedłem: same mięsiwo! A był to piątek przecież!

2010-01-13
HAITI.
Straszna katastrofa nawiedziła we wtorek Haiti. Ziemia się zatrzęsła w tym najbiedniejszym kraju na półkuli zachodniej. Sejsmografy pokazały na skali Richtera siódmy poziom magnitudy. Ponad sto tysięcy ludzi zabitych, tysiące rannych i bez dachu nad głową. Domy małe i wielkie gmachy, kościoły, budynki urzędowe leżą w gruzach, a pod nimi nieznana liczba uwięzionych. Słychać stamtąd głosy wołające o pomoc. Nie można się do nich dostać bez dużego sprzętu ratowniczego. Na ulicach leżą zakrwawione zwłoki, rodziny lamentują nad swoimi umarłymi. Ojciec Święty dziś rzucił w świat wezwanie: „Wzywam wszystkich do wielkoduszności, aby nie zabrakło tym braciom i siostrom, znajdującym się w potrzebie i boleści, naszej konkretnej solidarności i czynnego wsparcia ze strony wspólnoty międzynarodowej”.
Caritas Polska, w ślad za Caritas Internationalis, przystąpiła do organizowania pomocy. Można wpłacać pieniądze na konto:
CARITAS POLSKA
ul. Skwer Kard. Wyszyńskiego 9, 01-015 Warszawa
Bank PKO BP S.A. 70 1020 1013 0000 0102 0002 6526
Bank Millenium S.A. 77 1160 2202 0000 0000 3436 4384
z dopiskiem: HAITI

2010-01-12
REKORDY.
Od kilku dni Wrocław jest zasypany śniegiem. To rzadkość w naszym mieście. Wielka biała pierzyna otuliła place i ulice. Wcale to nie wygląda tak poetycko w zderzeniu z rzeczywistością na jezdni i na chodnikach. Spoza zwałów coraz to brudniejszego puchu wyglądają ledwie widoczne uwięzione samochody. Sporo ludzi zrezygnowało z jazdy, tym bardziej, że mróz tęgi trzyma w dzień i w nocy. Dla niektórych obserwatorów śnieżne zjawisko jest dowodem przeczącym tezie o ociepleniu klimatu na ziemi. Niech się wstydzą bogaci politycy o zacięciu ekologiczno-klimatycznym, którzy niedawno zjechali się do Kopenhagi , by gadać, gadać i… tylko gadać po próżnicy. Ale czy na pewno? W Australii, w Melbourne dziś nocą słupek rtęci skoczył do niebywałego poziomu – 31 stopni Celsjusza! Zaroiło się na plażach od gumowych materaców.

2010-01-11
POGROBOWCY.
Niektórym licealistom wrocławskim, którzy przecież nie znają poczynań zbrodniczych oddziałów ZOMO w okresie stanu wojennego, warto zwrócić uwagę na krwawe wydarzenia polityczne w Wietnamie. Tam rządzący komuniści, podobnie jak onegdaj w Polsce, walcząc ze znakiem krzyża, chcą wyrwać wiarę z serc chrześcijan. Nasi młodzi, jeśli nie chcą być pogrobowcami komuny, muszą nauczyć się rozpoznawać tego samego złego ducha, który militarnie walczy z krzyżem, lub posługuje się paragrafami czy modnymi hasłami demokracji. To ciągle jest ta sama walka z Chrystusem. Św. Jan Ewangelista krótko to wyjaśnia: ”Każdy zaś duch, który nie uznaje Jezusa, nie jest z Boga; i to jest duch Antychrysta, który – jak słyszeliście – nadchodzi i już teraz przebywa na świecie”.

2010-01-10
KRZYŻ BAMBUSOWY.
Brawo Wietnamczycy! Brawo archidiecezja Hanoi! Brawo parafia Dong Chiem! Brawo katolicy, bohaterowie wiary umordowani, pobici, poranieni i uwięzieni w obronie krzyża Chrystusowego! Jakże was nie podziwiać? Po zniszczeniu przez rządzących komunistów wielkiego betonowego krzyża, postawiliście dziś na tym samym miejscu nowy, wielki krzyż bambusowy . Ten krzyż dołączył do wcześniejszych polskich krzyży układanych z kwiatów i świateł na placach i ulicach podczas ostatniej dekady rządów komunistycznych w Europie. Bambusowy krzyż w Wietnamie jest zwiastunem nadchodzącego końca czerwonego reżimu w Azji.

2010-01-06
TRZECH KRÓLI.
Czy uroczystość Objawienia Pańskiego jest świętowana dziś bez obowiązku pracy? Niestety, nie. Rządząca Platforma Obywatelska – z solidarnościowymi korzeniami ponoć! – ręka w rękę z postkomunistami przegłosowała sprzeciw wobec obywatelskich usiłowań uchwalenia tego dnia jako wolnego od pracy . Pamiętam, jak po wygranych wyborach zwycięski lider Tusk chwalił się w telewizorze, że nazajutrz rano pójdzie do ks. biskupa gdańskiego . Myślę dziś, że właśnie teraz powinien pójść do księdza biskupa, ale nie na poranną kawkę, lecz w worze pokutnym. Blokowanie przez rząd świętowania Trzech Króli miało uzasadnienie iście komunistyczne: nie stać nas na jeszcze jeden wolny od pracy dzień! Oj, zabrakło tu nieco wyobraźni i pamięć wyparowała. Przecież wiadomo, że komuniści likwidując święta kościelne w latach sześćdziesiątych wcale nie wzbogacili kraju. Chodziło im jedynie o uciemiężenie wierzącego Narodu.

2010-01-02
MODLITWA MŁODYCH.
Mszą św. poranną w parafiach poznańskich zakończyły się Europejskie Dni Młodych. Młodzież z pięćdziesięciu krajów świata modliła się wspólnie od 29 grudnia ub. roku rozważając temat wolności. Arcybiskup poznański powiedział: „Dzisiaj, trzydzieści lat po wybuchu «Solidarności», (…) nadszedł czas, aby zapytać: Czy w Europie i na innych kontynentach myślimy dzisiaj poważnie o tym, jaki sens nadać wolności? Co robię z moją wolnością?”. Przeor Taizé, brat Alois, w swym rozważaniu o potrzebie zmian w dzisiejszym świecie, stwierdził: „niezbędne zmiany, w szczególności przemiana światowego systemu ekonomicznego i finansowego, nie uda się bez przemiany ludzkiego serca”. Nadzieją napawa ta trzydziesto tysięczna młodzieżowa solidarność modlitewna. Niech rośnie ta młodzieżowa, rozjarzona światłem wiary modlitwa!