2013

2013-12-31
OSTATNI WIECZÓR.
Wieczorem odwiedził mnie Artur. Niespodzianka bardzo przyjemna, pomyślałem, nie będę sam. A przecież nie mam ochoty iść do Rynku na wielką ludyczną imprezę, która przez kwadrans o północy zachwyci feerią kolorów pod niebem i po której ranek noworoczny odsłoni stosy potłuczonego szkła użytkowego. Artur, jak się okazało, przyszedł z podobnym niechceniem. Raczej czuł potrzebę wspólnej modlitwy na zakończenie starego roku. Artur w swym ciele nosi duszę jeszcze świeżego neofity. Przed dwoma laty otrzymał łaskę Chrztu św. Ma wielką potrzebę rozmawiania o Panu Bogu. W szerszym towarzystwie często milczy, a korzysta najchętniej z prawa głosu, gdy rozpoczyna się temat religijny. Mówi, że nie interesują go inne tematy, choć to niezupełnie prawda, bo na temat dziewczyn też bardzo łatwo daje się wciągnąć w żywy dyskurs. Trudno się dziwić, ma przecież 22 lata.
Zapaliliśmy świecę na stole i śpiewaliśmy kolędy przez półtorej godziny. Gardła ochrypły zdrowo. Przed północą pomodliliśmy się do Pana o szczęśliwy nowy rok, strzeliliśmy małego szampana i rozstaliśmy się, gdyż chwilę północną Artur chciał przeżyć z rodzicami i rodzeństwem jeszcze po pogańsku odliczającym przepływający potok czasu. Taki swoisty zew krwi.

2013-12-30
SPUSTOSZENIE.
Postanawiam na tym roku zakończyć pisanie Raptularza. Myślę, że przyjaciele mnie zrozumieją. Ja także będę musiał nieraz zadać sobie gwałt, by nie siąść do zapisków. Niejednokrotnie nosiłem w sobie temat i dopóty chodziłem niespokojny, aż mogłem wklepać go w komputer. Zwykle działo się to nocą, po czym kładłem się na spoczynek. Teraz czuję, że po prostu nie chce mi się pisać, nie potrafię. To nie tylko zmęczenie fizyczne, czy nawet psychiczne. Nie. To coś więcej. Czuję w sobie wręcz apokaliptyczną obrzydliwość spustoszenia publicznego. Nie potrafię zrozumieć, że w obecnej Polsce trzeba udowadniać najmniejszy skrawek prawa natury i przekonywać ludzi – nie tylko młodych – do uzdrawiającej funkcjonalności Dekalogu Bożego. Kto to wszystko powywracał do góry nogami? Skąd się biorą ciągle nowi rewolucjoniści moralni? Skąd w nich ten pęd do absurdu?
Nie rozumiem, jak mogli zniknąć z horyzontu ludzie prawdy i prawego serca, nie tylko walczący o wolność i demokrację, ale też budujący sprawiedliwość i miłość, dobro i szacunek dla przekonań drugiego człowieka. Z bólem nie spostrzegam ich wyraźnie. Przykryła ich czapa medialna, może zadusiła?
Przyszły rok przyniesie nam kanonizację Jana Pawła II. Będę czekał w modlitwie i rozdmuchiwaniu płomyka nowej nadziei i jeszcze większej radości. Zaczynałem pisanie Raptularza w roku 2005 – niejako klęcząc – przy łóżku odchodzącego do Nieba wielkiego Przyjaciela. Kończę skupiony w oczekiwaniu całego Kościoła na pieczęć Nieba z aureolą świętości dla Papieża-Polaka.

2013-12-29
KILAR.
Wojciech Kilar nie żyje. Miał 81 lat. Wybitny polski kompozytor zmarł w Katowicach dzisiaj rano. Walczył z nowotworem przez ostatnie pół roku. Jak zwykle, rokowania były dosyć pozytywne, jednak 6-cio tygodniowe naświetlania lampami osłabiały organizm bardziej niż sama choroba. Wrócił ze szpitala do domu na początku grudnia i od tego czasu już nie pokazywał się na zewnątrz. Był w pełni świadomy i pogodnie zjednoczony z Bogiem. Regularnie odwiedzał go ksiądz z Komunią świętą. Przeżycia duchowe i artystyczne, jakie dawał mu w ostatnich latach częsty pobyt na Jasnej Górze, torowały mu końcowy, niełatwy etap pielgrzymowania do domu Ojca. Z pewnością w jego duszy grała i śpiewała Missa pro pace. Polska dziś pochyla się nad wielkim muzykiem z gorącą modlitwą: Requiescat in pace. Pogrzeb odbędzie się w katedrze katowickiej w sobotę 4 stycznia, już w nowym, 2014 roku.

2013-12-28
POLSKI BETON.
W Boże Narodzenie wielkość i godność rodziny ludzkiej kard. Kazimierz Nycz wywodził z faktu urodzenia się i wychowania Syna Bożego w rodzinie nazaretańskiej. Mówił, że żyjemy dziś „w czasach, gdy podejmuje się próby odarcia człowieka z jego godności, gdy próbuje się obniżyć, czy wręcz zlikwidować, znieść ważność i wartość małżeństwa i rodziny”. Słowa swego biskupa usłyszał redaktor Jan Turnau i dziś w Gazecie Wyborczej postawił zarzut Metropolicie: „Owszem, różne czynniki powodują, że tradycyjny model rodziny (…) przestał dominować. Czy jednak modele innego rodzaju odzierają człowieka z jego godności, znoszą ważność i wartość małżeństwa i rodziny?”. Pobożny pan redaktor kręci bicz ze swych jakże humanitarnych pytań i wali na odlew w swego biskupa: „czemu służy faktycznie tak ostra dyskredytacja moralna innych ludzkich związków, jeżeli nie ugruntowywaniu przekonania, że mamy tu do czynienia z kościelnym myślowym betonem?”. Ho, ho! W Kościele „otwartym” najwyraźniej zabrakło zawiasów i hamulców przy ustach. A wyściubiłby pan redaktor nosa z ciepłego zapiecka w GW i zajrzał dziś choćby do Bytomia, do takiego innego rodzaju modelu rodziny i zobaczył jak 26-letni konkubent skatował 4-letniego synka swej partnerki! Może domyśliłby się, z czego i dlaczego ten inny ludzki związek jest odarty. Doprawdy, w Polsce poza zapieckiem GW wyraźnie widać, kto jest zakamieniałym betonem.

2013-12-27
ODWET.
Zakopane wciąż sprząta po wielkim halnym, który przyleciał z gór wśród nocy wigilijnej. Prędkość wiatru dochodziła do 167 km/godzinę. Drzewa w poprzek dróg i szlaków pokotem powalone, wyrwane z korzeniami, trakcje elektryczne pozrywane, zdemolowane chałupy, pozgniatane samochody na ulicach. Są ranni ludzie. Czegoś takiego nie widziano na Podhalu. I za cóż to przyroda wzięła tak wielki odwet na człowieku? I to w taką świętą noc! Kto to zrozumieć potrafi?

2013-12-24
URODZINY.
Dziś urodziny Adama Mickiewicza. Od liceum to pamiętam. Data wryła się mózg razem z Zaosiem koło Nowogródka. I śmierć pamiętam, że była w Stambule w 1855 roku. Ile by miał lat, gdyby dziś żył? 215! Jakże stąd daleko do roku 1798! Jednak pamięć o nim żyje, choć nie wiadomo, jak długo, bo to, co się dzieje teraz w Oświacie, nie rokuje ani dobrej pamięci w głowach uczniów, ani szacunku dla mądrości i piękna wielkich duchów Polski. Bodaj ostatnim, kto swym życiem i nauczaniem pamiętał Mickiewicza we Wrocławiu, był sługa Boży ks. Aleksander Zienkiewicz. Nieledwie w każdej swej egzorcie, katechezie, homilii czy wykładzie do studentów cytował swego, jak mawiał, mistrza i największego poetę. W seminarium duchownym, pamiętam to sprzed półwiecza, jak na początku studiów uświadamiał nam różnicę między życiem studenta uniwersytetu, a kandydatem do kapłaństwa: „W słowach tylko chęć widzim, w działaniu potęgę; / Trudniej dzień dobrze przeżyć, niż napisać księgę”. Podczas licznych konferencji duchowych, a także na rekolekcjach akademickich, właśnie Mickiewiczem zachęcał do właściwej atmosfery słuchania: „Głośniej niźli w rozmowach Bóg przemawia w ciszy, / I kto w sercu ucichnie, zaraz Go usłyszy”. Cytował Wieszcza dla potwierdzenia konieczności przemiany wewnętrznej; w Adwencie: „Wierzysz, że Bóg narodził się w betlejemskim żłobie, / lecz biada ci, jeżeli nie narodził się w Tobie”. W Wielkim Poście: „Krzyż wbity na Golgocie tego nie wybawi, / Kto sam na sercu swoim krzyża nie wystawi”.
Pracując wspólnie z ks. Zienkiewiczem, nie wyzbyłem się swej admiracji dla Cypriana Norwida. Jednakże Mickiewicza najbardziej cenię za Sonety Krymskie. Przemawiają rozległością obrazów i tęsknoty duszy.

2013-12-20
ZACHWYT.
Otrzymałem kartkę świąteczną z Kanady. Oczywiście, pogańska. Choinka z gwiazdeczką błyskającą, ale na jakim tle! Przepyszny, rozległy krajobraz ośnieżonych grzbietów górskich. Można się długo wpatrywać z zachwytem… A przecież oglądałem te oczarowujące pasma z pokładu boeinga. Byłem letnią porą w lasach 300 km na północ od Toronto, gdzie ponoć niedźwiedź grizli zachodził na pole namiotowe turystów. Zawieziono mnie też po przekątnej do
B C. Odwiedziłem Vancouver, miasto i wyspę. Wszędzie soczysta zieleń i widoki dech w piersiach tamujące. Na pewnym łagodnym zboczu otwierającym wejrzenie w dół ku dolinie z kilkoma jeziorami pośród gęstych świerków, z grupą przyjaciół celebrowałem Mszę św. Niełatwo zapomnieć tamte wrażenia i wzbudzone uczucia: miłość Boga objawiona w niespotykanym pięknie. W podobny sposób pamięć moja zapisała wrażenia przy wejściu na Górę Kościuszki w Australii czy na wędrówce po zielonych, wystygłych od tysięcy lat kraterach wulkanicznych w Nowej Zelandii. Tak, wszędzie był pełen zachwyt. Aż do bólu serca, myślałem, że mi ustanie na widok szczytu Matterhorn w Szwajcarii.
Wspominam te wspaniałe doznania w przepięknych miejscach świata, ale – myślę sobie – żyć potrafię i chcę tylko w mojej ukochanej Polsce. Tu są moje miejsca, do których należę i które noszę w sercu. Nigdzie więcej.

2013-12-18
WANDA Z KRAKOWA.
Aula Wydziału Teologicznego w gmachu Seminarium Duchownego w Poznaniu dziś wieczorem nie mogła pomieścić wszystkich gości, którzy przyszli na uroczyste wręczenie medalu AKO pani dr Wandzie Półtawskiej. To było wzruszające spotkanie duchowieństwa, ludzi nauki i zwykłych Wielkopolan z 92-letnią kobietą, skromną Małopolanką, która swą wiarą, modlitwą, cierpieniem i wiedzą zdobywa serca młodego pokolenia w całej Polsce.
Kim ona jest, że zadrżały przed nią serca poznańskich rektorów? – Dr Wanda Półtawska jest doktorem nauk medycznych oraz specjalistą w dziedzinie psychiatrii, profesorem Papieskiej Akademii Teologicznej, działaczką pro-life. W czasie II wojny światowej była harcerką Szarych Szeregów. Aresztowana przez gestapo, była torturowana i przesłuchiwana, następnie wywieziona do obozu koncentracyjnego w Ravensbrück z wyrokiem śmierci. W obozie stała się ofiarą eksperymentów pseudomedycznych przeprowadzanych przez niemieckich lekarzy.
Po wojnie spotkała ks. Karola Wojtyłę i w pięknej przyjaźni służyła swą wiedzą i doświadczeniem w tworzeniu przez profesora KUL-u, biskupa i kardynała krakowskiego podwalin pod polską naukę o miłości i seksualności osoby ludzkiej. Później Jan Paweł II skierował ją na ścieżki duszpasterskich spotkań z polską młodzieżą, by tłumaczyła jej boski sens miłości, która budzi się w młodej duszy i w ciele. Niełatwo dziś zliczyć nagrody, medale, odznaczenia i doktoraty honorowe, jakimi dziękowano w różnych miejscach świata za jej umysł i serce. W ubiegłym roku Wanda Półtawska otrzymała Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski.

2013-12-17
DZIADEK.
Swe 77. urodziny papież Franciszek przeżył z dziećmi. Ma serce do dzieci, bo jego dusza jest otwarta jak dziecko. Dzieci małe i te starsze rozmawiały z nim jak ze swoim dziadkiem, a on z nimi jak dobry dziadek. Jego wyrazista mimika i łatwo otwierający się uśmiech przekonują dzieci do niego. Ściskają go, tulą się, całują głowę, twarz, czoło, oczy, mówią do ucha i śmieją się radośnie. Tak właśnie przez dzieci papa Bergoglio zdobywa matki i cały świat.
Nie omijał Ojciec święty dzieci smutne, chore, na wózkach, w fotelikach, na rękach matek. Z taką samą czułością brał na ręce, dotykał głów, całował i błogosławił. Na jego twarzy widać było powagę i współczucie dla opiekunów. Dzieci niepełnosprawne reagowały żywiołowo i głośno. Papież nikomu nie odmówił swego zainteresowania, wszystkim błogosławił. On wie, że przez niego Chrystus błogosławi.

2013-12-15
ŚWIATŁO PRZEMIANY.
Mamy już trzecią niedzielę Adwentu. Do polskich harcerzy ZHP dotarło Światło Pokoju, zapalone w Grocie Betlejemskiej, a przekazane dziś przez skautów słowackich w sanktuarium maryjnym na Krzeptówkach w Zakopanem. Ta pełna duchowego znaczenia tradycja przekazywania światła z miejsca narodzenia Zbawiciela jest zawsze dla młodych ludzi okazją do mobilizacji w pracy nad sobą, w ożywieniu kształtowania charakteru i budowania bogatego wnętrza człowieka. W tym roku harcerze niosą światło przez Kraj pod hasłem „Wyjdź z cienia. Pokaż dobro!”. Piękne hasło, bo wzięte z Ewangelii: „Jesteście światłością świata”, a jednocześnie bardzo aktualne. Nasza Ojczyzna potrzebuje dziś pokazania się bez fałszywego wstydu młodzieży wierzącej, pokolenia pełnego szlachetności wewnętrznej i dobra duchowego. Młodzież wierząca to pokolenie Narodu zdolne do przemiany, do odrodzenia społecznego.

2013-12-13
PASKUDY.
Akademicki Klub Obywatelski, zrzeszający profesorów i pracowników naukowych wyższych uczelni w Poznaniu, 9 grudnia br. zwrócił się z prośbą do rektora Uniwersytetu Adama Mickiewicza o udostępnienie wielkiej sali na uroczystość wręczenia Medalu im. Przemysła II dr Wandzie Półtawskiej. Jego magnificencja dał na piśmie odpowiedź tyleż zwięzłą co bezczelną wobec 150 ludzi nauki jego uczelni: Niniejszym informuję, że po konsultacji z Dziekanem Wydziału Prawa i Administracji nie wyrażam zgody na wynajęcie sali w Collegium Iuridicum Novum. Podobnie zgody na wynajęcie sali dla AKO odmówił wcześniej rektor Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu. Spaskudzili się koryfeuszenauki poznańskiej, fetor rozszedł się po Polsce.
W czym tkwi przyczyna tej absurdalnej decyzji? – Ano w tym, że Akademicki Klub Obywatelski w Poznaniu nosi imię Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, i po drugie, wiosną tenże klub obywatelski udekorował tym samym medalem Antoniego Macierewicza, posła RP kierującego pracami Zespołu Parlamentarnego ds. Badania Przyczyn Katastrofy TU 154M z 10 kwietnia 2010 r. AKO ozdabia tym medalem Polaków za działalność całego życia, która służy upowszechnianiu nowoczesnego polskiego patriotyzmu, walkę o odzyskanie przez Polskę niepodległości i walkę z komunizmem.
Rzeczniczka UAM wyraziła obawę, że spotkanie z Wandą Półtawską może służyć celom politycznym. Czy to jest cenzura prewencyjna? – Nie tylko. Ten absurd ośliniony ironią jest bolesnym policzkiem wymierzonym człowiekowi niewinnemu, prawdziwie apolitycznemu. Jest wielkim świństwem.

2013-12-10
KRZYŻ W SEJMIE.
Wczoraj Sąd Apelacyjny w Warszawie odrzucił apelację posłów z kręgu Palikota (homoseksualistów i aroganckich ateistów niemieszczących się w ramach SLD), domagających się usunięcia krzyża z sali plenarnych obrad sejmowych, i uznał, że krzyż może wisieć w Sejmie RP. Orzeczenie jest prawomocne. Satysfakcjonujące jest uzasadnienie wyroku, można tam przeczytać nie tylko, że wiszący krzyż w miejscu publicznym nie narusza niczyich dóbr osobistych, ale również, że „Krzyż jest symbolem religijnym, ale nie można pominąć jego znaczenia, jako symbolu kultury i tożsamości narodowej”. Czy to pozwoli polskim ateistom walczącym zrozumieć fundamentalną rolę krzyża w kształtowaniu ponad tysiącletnich dziejów Narodu polskiego, czy też nadal będą rozpaczliwie szukać pomocy u ateistów z Brukseli, czy ze Strasburga?

2013-12-08
APEL JASNOGÓRSKI.
W dzień Niepokalanej wybrzmiała w Polsce po raz pierwszy modlitwa Apelu Jasnogórskiego o godzinie 21:00. Dokładnie 60 lat temu. Straszny rok 1953, gdy odebrano wolność osobistą Prymasowi Polski, musiał wygenerować w Narodzie wołanie o pomoc do Maryi, Królowej Polski.
Jednym z inicjatorów Apelu był generał paulinów, dziś 95-letni o. Jerzy Tomziński, który wezwał wtedy Polaków: „staniemy wszyscy na jasnogórski apel. Wszyscy, jak nas jest przeszło 30 milionów na całym świecie; wszyscy o jednej godzinie, gdziekolwiek będziemy, czy w pracy, czy na ulicy, czy w kinie, czy na zabawie; wszyscy zbratani jedną myślą, jednym polskim sercem, staniemy przy naszej Pani i Królowej, aby prosić i żebrać za Polskę, za Naród”.
Apel Jasnogórski, spontanicznie podejmowany przez Polaków, był odpowiedzią Narodu na prześladowania i próbę zniewolenia Kościoła przez władze komunistyczne. Naród wymodlił w 1956 roku uwolnienie Prymasa, który stał się gorącym propagatorem tej wieczornej modlitwy. Jan Paweł II podczas swych pielgrzymek do Ojczyzny wyjaśniał u stóp Jasnej Góry, jaką treść zawiera w sobie śpiew Apelu „Maryjo, Królowo Polski, jestem przy Tobie, pamiętam, czuwam”.
Dziś ten maryjny śpiew codziennie gromadzi tłumy pielgrzymów w kaplicy cudownego obrazu i jest transmitowany przez katolickie rozgłośnie i TV Trwam. Gromadzi rodziny w ich domach.

2013-12-05
WSPARCIE.
Na Euromajdanie rewolucja nie cichnie, ale też i Janukowycz nie mięknie. Jego kable z Putinem grzeją się do czerwoności. Europa zachodnia wyczekuje. Pewnie, gdy połowa demonstrantów trafi do więzień i karnych obozów pracy, wtedy syci i wygodni politycy wydadzą wspólne oświadczenie piętnujące niedemokratyczne rozwiązania konfliktu politycznego na Ukrainie.
Wśród młodych demonstrantów w Kijowie pojawili się duchowni. Postawiono nawet namiot-kaplicę w środku rozrastającego się miasteczka namiotowego. Episkopat polski wystosował dziś list do biskupów unickich i łacińskich na Ukrainie z wyrazami solidarności i modlitewnego wsparcia dla obywateli pragnących zjednoczenia z Zachodem. „Naszą modlitwą obejmujemy Waszą ojczyznę (…) Ukraina zasługuje na to, by jej obywatele mogli żyć godnie, a ich prawa były szanowane i oparte na tych samych uniwersalnych wartościach, wyrastających ze wspólnych chrześcijańskich korzeni” .

2013-12-02
MISTRZOWIE.
Znowu smutna wiadomość od zakonników. KAI podaje dzisiaj, że Ks. Fabian Błaszkiewicz został usunięty z Towarzystwa Jezusowego. „40-letni o. Fabian Błaszkiewicz był jednym z najpopularniejszych polskich duszpasterzy, który ściągał na swoje konferencje tłumy słuchaczy. Zasłynął jako profesjonalny mówca motywacyjny, rekolekcjonista, kierownik duchowy, bloger, duszpasterz młodzieży, odnowy charyzmatycznej, biznesmenów i artystów. Na scenie muzycznej znany jako DJ Fabbs, jest współtwórcą zespołu Korzeń z Kraju Melchizedeka. Autor kilku książek i audiobooków”.
Upadł mnich w swej pysze i duchowym wysuszeniu. Miał być mistrzem dla młodych i nowoczesnych. Zapomniał biedak, po co się jest jezuitą. Rozmienił swój skarb na drobne doznania. Na pewno można tu zapłakać. A pani prof. Środa zapewne znowu ułoży list do papieża – jezuity, tym razem ze skargą na kurię TJ południowej Polski. Przecież jest filozofem i mistrzynią w przekabacaniu i wywracaniu na nice.

2013-12-01
MAJDAN DRUGI.
Ukraina wrze! Tysiące ludzi w Kijowie na Majdanie manifestuje swą wolę usunięcia pro moskiewskiego prezydenta Janukowycza i rozwiązania parlamentu, aby otworzyć drogę ku Europie Zachodniej. Czyżby miał to być początek nowej rewolucji? Jedna już była, pomarańczowa przed 8 laty. Niewiele przyniosła zmian na lepsze w życiu zwykłych ludzi. Imperium rosyjskie nie ma zamiaru wypuścić swego ogromnego wasala.

2013-11-27
MINISTRA W OŚWIACIE.
O kosmetycznych zabiegach mówi się (poza Platformą Obywatelską) na temat najnowszej rekonstrukcji rządu pana premiera Donalda Tuska. Śmiech na sali. Chyba jednak jest coś na rzeczy, wystarczy zauważyć zachowanie nowej pani minister od oświaty, która zastąpiła twardą przeciwniczkę propozycji episkopatu, by dać polskiej młodzieży możliwość zdawania matury z religii. Joanna Kluzik-Rostkowska weszła na arenę rządową z hasłem sprzeciwu wobec religii na maturze, ponieważ „nie wolno mieszać wiary z wiedzą”. Biedniutka to główeńka, powiedział pewien niemłody dyrektor szkoły, obserwujący karambole polityczne na drodze do kariery nowej ministry. Bp Marek Mendyk, odpowiedzialny w episkopacie za katechizację w Polsce, wyjaśnia, że nowa pani minister widocznie nie wczytała się jeszcze we właściwe dokumenty. „Dyrektorium Katechetyczne” bowiem jasno informuje, że podstawą wystawiania oceny szkolnej w nauczaniu religii jest wiedza ucznia, jego umiejętności, a także aktywność, pilność i sumienność.
Zgorszenie rodzi również fakt, że pani Joanna Kluzik-Rostkowska, grzejąc fotele poselskie z prawej strony, nie zgłębiała nauczania Jana Pawła II, który często mówił na temat wiary i nauki.

2013-11-24
NIE KONIEC.
Dziś na placu św. Piotra w Rzymie i we wszystkich diecezjach na świecie uroczyście zamknięto ROK WIARY. Papieskiej liturgii, przy udziale ogromnej rzeszy pielgrzymów z całego świata, towarzyszyło publiczne wystawienie relikwii św. Piotra Apostoła. W katedrze wrocławskiej jednocześnie zakończono otwarty wczoraj I Kongres Akcji Katolickiej Archidiecezji Wrocławskiej. W naszym kościele w samo południe rozpoczęliśmy dziękowanie za dary Boże otrzymane w całym Roku Wiary. W takiej chwili nie mogło nam nie towarzyszyć pytanie: cośmy zrobili w minionym roku dla rozwoju naszej wiary? Koniec Roku Wiary nie kończy jednak dalszego wpatrywania się w dzieło i naukę Pana Jezusa. Program duszpasterski episkopatu proponuje już od Adwentu pogłębienie wiary w Jezusa Chrystusa Syna Bożego.

2013-11-23
PO SĄSIEDZKU.
Dziś w kościele św. Apostołów Piotra i Pawła w Suchowoli pożegnano śp. Mariannę Popiełuszko. W pogrzebie uczestniczyło kilku hierarchów episkopatu Polski i bardzo wielu zwykłych księży z całego kraju. Dla parafii suchowolskiej był to ważny dzień nie tylko z powodu przyjazdu licznych znakomitych gości kościelnych i państwowych, dla wierzących parafian był to czas zadumy głębokiej nad znaczeniem prostolinijnej wiary w życiu powszednim. Można wrastać po kostki i po kolana w ziemię, w interesy i konieczności codzienne, a jednocześnie wybiegać ku Niebu. Dla nich ta prawda o życiu w świętości mieszka po sąsiedzku, tuż za płotem. Blisko jak kolorowe malwy przez okno zaglądające do chałupy.
Ojciec święty Franciszek przysłał piękny i mądry telegram: „Świętość ludzi rodzi się przez cierpliwe podejmowanie codziennych trudów. Śp. Marianna podjęła ten trud, wychowując dzieci i otaczając matczyną opieką swoją rodzinę. Opatrzność Boża sprawiła, że owoc Jej macierzyństwa, błogosławiony syn Jerzy, dostąpił chwały ołtarzy przez męczeństwo. Okupione ono zostało także przez cierpienie Matki, która widząc cierpliwość Boga, wzniosła się ponad ból, ufając Stwórcy, tak jak ufała mu wcześniej niosąc większe i mniejsze krzyże codzienności. To jest świętość ukryta, która przynosi błogosławione owoce”.

2013-11-19
ŚWIĘTA MATKA.
Dziś po południu zmarła w szpitalu białostockim Mama błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszki, ciągle pamiętanego kapelana „Solidarności”. Przeżyła 93 lata na ziemi, a nie było to życie łatwe. Bóg nie oszczędzał wiejskiej matki pięciorga dzieci, i to właśnie te trudne doświadczenia życiowe, przyjmowane w duchu głębokiej wiary, wyrzeźbiły w niej duszę niewiasty mężnej. W czasie męczeńskiej śmierci syna-kapłana cały świat w zdumieniu obserwował jej męstwo i pokorę w wierze. Bogu oddała wszystko. Gdy dziennikarka niedawno zapytała ją, jakie jest jej największe pragnienie, odpowiedziała: pragnę szczęśliwej śmierci.
Przewodniczący krajowej „Solidarności”, Piotr Duda, na wieść o odejściu do Nieba Matki błogosławionego Kapelana, zarządził w Związku żałobę aż do dnia uroczystości pogrzebowych. Chorągwie zostały opuszczone do połowy masztu. Ks. abp białostocki, Edward Ozorowski, już zapowiedział swe przewodniczenie koncelebrze pogrzebowej w kościele parafialnym w Suchowoli. Najbliższa sobota będzie tam wielkim dniem chwały i wdzięczności Panu Bogu za Matkę, która Kościołowi i światu wychowała świętego syna, kapłana i męczennika. Niech aniołowie zawiodą ją do Raju!

2013-11-13
NA KOŁKU.
Z wielu stron podnoszą się wreszcie mocne głosy przeciwko profanacji krzyża w filmie Jacka Markiewicza „Adoracja Chrystusa” wyświetlanym na wystawie w Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie. Katoliccy posłowie pytają ministra Bogdana Zdrojewskiego, dlaczego godzi się na jawne bezczeszczenie krzyża i to za pieniądze milionów Polaków wierzących, podatników? Młodzież katolicka nie wyraża zgody na takie bluźnierstwo i pisze otwarcie do pana Ministra: „Ekspresja twórcy oraz jego prawo do artystycznego wyrazu nie stanowią dostatecznego uzasadnienia dla wulgarnej profanacji i obrażania uczuć religijnych znacznej części Polaków (…) Krzyż jest jednym z fundamentalnych elementów polskiej tożsamości narodowej”.
Należy spytać jednocześnie pana Ministra wrocławianina: co się z panem dzieje? Przecież wielokrotnie, jako przyjaciel naszego Kardynała, zasiadał pan w stallach w katedrze na Mszy świętej i widział pan piękny, artystycznie w srebrze kuty krzyż, gdy był okadzany przez celebransa na znak wielkiej czci i uwielbienia osoby Jezusa Chrystusa. A czyż nie podchodził pan do krzyża w Wielki Piątek, by nabożnie i w skupieniu ucałować stopy w wizerunku Zbawiciela?
Zastanawiam się, jak można, nosząc w sobie głębię tak wielkich aktów religijnych, nie zareagować natychmiast na bezczeszczenie w podległym sobie resorcie znaku powszechnej czci Syna Bożego? Temat godny szerszego zastanowienia tym bardziej, że pamięć przechowuje wcześniejsze fakty, na przykład, gdy pani minister zdrowia szuka szpitala aborcyjnego dla medialnie nagłośnionej ciąży uczennicy. Czy można dziś zrozumieć polityków ze znamieniem Chrztu świętego w duszy, którzy wchodząc w blask władzy, zawieszają swą wiarę na kołku w ciemnym przedpokoju?

2013-11-11
NIEPODLEGŁA.
Dziś w stolicy 5 marszów dla Niepodległej! Pojechali chłopcy i z naszej parafii. (Nasi nie bili się!). We Wrocławiu był jeden marsz, ale za to wielki, kolorowy i rozśpiewany. U św. Elżbiety w garnizonie uroczysta suma celebrowana przez ks. abpa Józefa Kupnego. Mądre, spokojne kazanie z podwojonym zakończeniem: „Ojczyznę wolną pobłogosław, Panie”. Była też orkiestra i asysta przy ołtarzu wojskowa. Wieczorem w Katedrze wykład profesorski „Kościół ostoją patriotyzmu” i po nim koncert pieśni religijnych, patriotycznych, wojskowych i powstańczych.
Na Zalesiu było skromnie, ale pobożnie i z namysłem. Po Mszy wieczornej rozśpiewaliśmy się patriotycznie i kameralnie aż do zdarcia gardeł. Pani Róża nie zawiodła przy instrumencie w sali. Było pięknie i ciepło na cześć Ojczyzny.

2013-11-10
WSZECHPOPRAWNOŚĆ.
Po pogrzebie Tadeusza Mazowieckiego minął tydzień. Media już się wyszumiały i jak młody las (anten nadawczych) zgięty w pas w jednym froncie chwalby, wróciły do węszenia i łowienia sensacji w życiu polskiego Kościoła. Czuję się nieswojo z powodu nieustępliwego pytania: dlaczego nawet wymowne usta pod białymi mitrami nie opowiedziały całej prawdy o tak długim życiu? Poważany ksiądz infułat, redaktor naczelny, pomilczał nad tą śmiercią, choć na łamach swego tygodnika pozwolił dorzucić maleńką łyżeczkę „dziegciu” do całoprasowego lukrowania. W innym poczytnym katolickim tygodniku odważono się nadmienić, że Tadeusz Mazowiecki w styczniu 2005 roku, nagrodzony przez dziennikarzy Diamentowym Śladem, „mówił publicznie o swych błędach, które nazwał tragicznymi oraz pomyłkach politycznych”. Tylko tyle. Niepokojąca wszechpoprawność opiniodawców nadtrumiennych pomalowała nieboszczyka na kolor złoty!
Modlę się za duszę brata-katolika, bezsprzecznie mającego wiele zasług polityczno-społecznych, i rozważam w sercu, czy rzeczywiście nie miał okazji, by przeprosić publicznie Ojczyznę i Kościół za torowanie drogi zbrodniczemu systemowi sowieckiemu, fizycznie niszczącemu sprzeciwiających się żołnierzy, kapłanów i biskupów? I pytam, czy etyczne dziś jest podawanie prawdy „in usum Delphini”? Kto ma być tym delfinem, polska młodzież XXI wieku?

2013-11-04
REWANŻ.
W Salonach Patriarszych na Kremlu Patriarcha moskiewski i całej Rusi Cyryl odznaczył dziś prezydenta Rosji Władimira Putina nagrodą Światowego Rosyjskiego Soboru Ludowego. Władimir Putin jest pierwszym laureatem nagrody ustanowionej na posiedzeniu kierownictwa Soboru 12 września br. Najwyższy duchowny prawosławny powiedział: „Jak nikt inny pod koniec XX wieku wniósł Pan swój wkład, aby Rosja znów stała się państwem mocarstwowym, aby odzyskała swe pozycje.(…) Ta walka o godne miejsce Rosji we wspólnocie światowej trwa również dzisiaj i widzimy wyniki, zwłaszcza w świetle ostatnich wydarzeń, związanych z pokojowymi wysiłkami Pana osobiście i naszej ojczyzny na rzecz uregulowania konfliktu wokół Syrii” .
Cóż powiedzieć? Ręka w rękę. Tron przy tronie. Cyryl pięknie się zrewanżował szefowi Rosji, który – jak pamięć podpowiada – wydał na Kremlu obiad na cześć Cyryla tuż po jego wyniesieniu na tron patriarszy. Lisie to zagony polityczne Patriarchy, czy raczej stare przyzwyczajenia ze szkoły KGB? Albo jedno i drugie.

2013-11-02
ODPOWIEDŹ.
W przeddzień i w samo święto 1 listopada ulice wielkich i małych miast zaroiły się dziećmi poprzebieranymi na wzór swych świętych patronów. Były czuwania, bale i kolorowe marsze. Całymi rodzinami szli święci przez Polskę! Można było rozpoznać Małe Tereski z różami, Jadwigi w koronach, Kingi w habitach, Rafałów w brązowych pelerynach, Maksymilianów w pasiakach, Staszków Kostka z lilią, Franciszków z gołąbkami i wielu, wielu innych. Ta wielość i różnorodność szat kolorowych to zasługa pomysłowości rodziców, młodych księży, sióstr i katechetów świeckich. Jest to pięknie od kilku lat rozwijająca się w Polsce odpowiedź na zaprogramowane w szkołach bezmyślne przeszczepianie pogańskich pomysłów Halloween z Ameryki. Szczerząca zębiska dynia ze świeczką w środku chyba już schodzi ze szczytów zainteresowania Polaków. Mocne brawa dla organizatorów!

2013-10-29
BRZYDKI ZAPACH.
To oczywiste, że w mediach wszędzie są nekrologi i różne teksty o zmarłym T. Mazowieckim. Jawi się w nich publiczny portret zmarłego jako piękny i chwalebny, wielce zasłużony, religijny i głęboko katolicki. Zadziwia mnie tylko jedna tajemnicza sprawa, wszyscy sięgający po zasługi nieboszczyka ograniczają się do przełomu ustrojowego, rzadko kto sięga głębiej wstecz. Jedynie w GW Jan Turnau dotknął roku 1956, ale dalej już nikt się nie cofa. Pachnie mi to szczególnego rodzaju obłudą.

2013-10-28
BEZ RÓŻY.
Dziś nad ranem poszedł do Wieczności Tadeusz Mazowiecki. Westchnąłem ze smutkiem. Żył długo, 86 lat. Nie usłyszałem jednak, aby wcześniej doszedł do pomnika ks. bpa Czesława Kaczmarka przed katedrą w Kielcach i położył różę przeprośną. Biskup męczennik władzy komunistycznej wybaczył mu przed swoją śmiercią. Ale czy to wszystko? Przez cały dzień media nadrabiają ciszę, jaka ostatnio otaczała starego człowieka, pierwszego niekomunistycznego premiera po wojnie. Mówią, ile zrobił polityk tu, ile społecznik tam i działacz jeszcze gdzie indziej. Pokój w Krzyżowej, pokój na Bałkanach… – A pokój w duszy? Pan Jezus powiedział w domu Łazarza: „Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba tylko jednego” (Łk 10,41-42).

2013-10-27
PRAĆ!
Od dłuższego już czasu media główne atakują z niespotykaną zaciętością osobę Przewodniczącego Episkopatu, ks. abpa Józefa Michalika. Szczyt nagonki wywołała wypowiedź abpa na temat pedofilii wśród kapłanów. Nawet, jeżeli dla kogoś jakieś sformułowanie mogło zabrzmieć niewyraźnie, to przecież wystarczyłoby poprosić o wyjaśnienie. – Ależ skąd!? Szefowie płatnych, uległych wyrobników nigdy by na to nie przystali. Jest wojna z Kościołem i trzeba prać po pysku!
Tymczasem Metropolita przemyski cierpliwie prostuje krzywe myśli niedorobionych znawców Kościoła, jego przekaz jest bardzo jasny: „musimy pomóc dziecku nie tylko wtedy, gdy staje się ofiarą tak ohydnego czynu, lecz musimy także starać się działać profilaktycznie. Musimy wiedzieć, że dziecko z rodziny rozbitej, a często w ogóle bez rodziców, zaniedbane, nieszczęśliwe, samotne, zapuszczone, może łatwiej stać się ofiarą niż dziecko otoczone miłością, silnej, kochającej rodziny (…) Trzeba więc rodzinę wspierać”. Lękam się o los szefa episkopatu. Stalinowscy komuniści, gdy postanowili walkę z Kościołem, zaczęli od sekretarza episkopatu Polski.

2013-10-08
APOGEUM.
Wiadomość z Melbourne: Zgodnie z obowiązującym prawem stanu Wiktoria dzieci poczęte mogą być uśmiercane na każdym etapie ciąży, bez żadnych ograniczeń, z każdego powodu. Dopuszczalne są nawet aborcje przez częściowe urodzenie (partial abortion). Od chwili uchwalenia prawa, forsowanego przez Partię Zielonych i Partię Pracy, liczba tzw. późnych aborcji w stanie Wiktoria wzrosła o 600 procent. Ustawa pozwala aptekarzom i pielęgniarkom przepisanie lub zaordynowanie kobietom pigułek poronnych bez konsultacji z lekarzem.
Ale zaszalał diabeł na antypodach!

2013-09-25
UWIĘZIENIE.
Nowa, bolesna rocznica. Dziś mija 60 lat od chwili aresztowania abpa Stefana Wyszyńskiego, prymasa Polski, przez władców komunistycznych. Miałem już skończone 13 lat i widziałem, co się w kraju dzieje. Mój osobisty wtedy „kraj” to zaledwie szkoła podstawowa w Dzierzkowie. Pamiętam poranne apele szkolne i obowiązkowe prasówki. Piętnaście minut przed lekcjami trzeba było stać w czworoboku na boisku i słuchać donosów komunistycznych na Polskę. Pamiętam również histerię płaczu po śmierci Stalina. Moje oczy w tej powodzi razem z całą klasą przez trzy minuty stały na baczność, ale, niestety, uparcie cierpiały na posuchę. Mąż pani kierowniczki, powiatowy ubek, obiecał mi do liceum zabarykadowaną drogę.
Do ks. Prymasa było mi wtedy daleko, ale już po trzech latach w październiku był mi bliskim bohaterem w radości. Moje serce przywarło do wielkiego Kapłana jeszcze później. Ileż mocy dały mi jego słowa odkryte przypadkiem w jakiejś bibule! „Gdy będę w więzieniu, a powiedzą wam, że Prymas zdradził sprawy Boże – nie wierzcie. Gdyby mówili, że Prymas ma nieczyste ręce – nie wierzcie. Gdyby mówili, że Prymas stchórzył – nie wierzcie. Gdy będą mówili, że Prymas działa przeciwko narodowi i naszej Ojczyźnie – nie wierzcie. Kocham Ojczyznę więcej niż własne serce i wszystko, co czynię dla Kościoła, czynię dla niej”. Nie wierzyłem! Czytałem te słowa wielokrotnie w życiu i zawsze z podziwem i biciem serca.

2013-09-24
NORWIDOWA TĘSKNOTA.
Ledwie pamiętałem o urodzinach Cypriana Kamila Norwida. Pomodliłem się o spokój jego duszy. To dziś mija 192. rocznica przyjścia na świat genialnego i wciąż nieodczytanego do końca wizjonera mistycznego. Był trudny dla innych i wcale się tego nie lękał, żądał od swych bliskich i dalekich wysiłku intelektualnego nie tylko w odczytywaniu jego poezji. Stawał przed sobie współczesnymi z zadaniem wpatrywania się w głąb sensu. Jego nie obchodził salonowo-kandelabrowy sens celebrowany przez próżniaczych dandysów i wystrojone pasterki romantyczne a bogate. Kazał szukać światła! Inaczej od wszystkich kochał Ojczyznę, nosił ją głęboko w myślącym sercu wszędzie tam, gdzie jego pielgrzymia stopa znajdowała oparcie. Jak całą rzeczywistość i jej dzianie się przeprowadzał przez filtr Chrystusowej Ewangelii, tak i odrodzenie Ojczyzny widział przez pryzmat przychodzącego Zmartwychwstania. Bolał i stwierdzał, że świat jeszcze nie przepalony sumieniem. Jednak nadzieję swą ofiarował późnym wnukom. Po sześćdziesięciu dwóch latach odchodził w opuszczeniu w podparyskim Ivry. Zupełnie niezauważony wstępował w obietnicę światłości, zostawiając potomnym pytanie najwyższej tęsknoty:
Kiedyż czasów wypełnienie, / Kiedyż Polski odkupienie?!-
Nie powiedział: odbudowanie, zrekonstruowanie, postawienie na nowo, lecz wypełnienie i odkupienie. Po półwiekowym doganianiu cywilizacyjnym świata zwanego szczęśliwym, demokratycznym i wolnym, czy tęsknota Norwidowa i nasza, dzisiejsza przestała drążyć serca?

2013-09-22
AD MULTOS ANNOS!
W Wilnie Maryja, co w Ostrej świeci Bramie, przyjęła hołd synowski ks. kard. Henryka Gulbinowicza i złożone na Jej ręce dziękczynienie Jezusowi za 90 lat życia. Z jubilatem klęczało przed świętą Ikoną 170-ciu Dolnoślązaków, którzy przylecieli pod wodzą ks. bpa Ignacego Deca czarterem z Wrocławia. Wielka rzesza Polonusów litewskich na ulicy pod Ostrą Bramą włączyła się modlitewnie w to niezwykłe dziękczynienie. Pamiętam, jak przed wielu laty ks. Kardynał chwalił się, że pochodzi z długowiecznego rodu. Jego żadna ciotka, u których się wychowywał, nie odeszła do wieczności przed 90-tką. Wiekowy ks. Jubilat wygląda czerstwo, nie stracił poczucia humoru i optymistycznego oglądu świata, można mieć nadzieję, że Pani Ostrobramska przyjmie i stuletnie jego dziękczynienie. Ad multos annos, księże Kardynale!

2013-09-18
PRZEŚMIEWCA.
Wczoraj, po miesiącu od śmierci w Nicei, urna z prochami 83-letniego Sławomira Mrożka, pisarza, została pochowana w krypcie kościoła jezuitów w Krakowie. Krypta, po generalnym remoncie zasilonym z funduszy pozakościelnych, została nazwana trzecim Panteonem Narodowym (po Wawelu i Skałce) przygarniającym szczątki wielkich artystów i naukowców. Uznany w polskiej i międzynarodowej przestrzeni literackiej dramaturg spoczął tam jako pierwszy. Juliusz Słowacki z pewnością jest kontent, że nie dobawiono mu na Wawelu takiego sąsiada. Kaznodzieja funeralny w błyskotliwym rzucie oka na twórczość nieboszczyka starał się nobilitować jej prześmiewczy temperament. Oczywiście, nie mógł w celebrze żałobnej prowadzonej przez ojca archidiecezji w dymie kadzideł powiedzieć, jak młody mistrz groteski oblał nienawistnym szyderstwem kapłanów Kurii Krakowskiej niewinnie oskarżonych i zasądzonych na śmierć przez stalinowską władzę bezwzględnie niszczącą Kościół. Inteligent Sławomir Mrożek przestrzegał wtedy lud pracujący miast i wsi przed ludźmi w sutannach: „nie ma zbrodni, której byśmy się po nich nie mogli spodziewać” . Ojciec dominikanin dodał uczenie, że Mrożka bolała przestrzeń międzyludzka, bolała ułomność, fałszywość, głupota. – Czyja?- zapytałby z przekąsem jezuita, ks. Piotr Skarga od kilku wieków spoczywający w tejże krypcie.

2013-09-17
ZDRADA.
Czytam e-booka o rotmistrzu Pileckim, dopiero od niedawna przypomnianym opinii publicznej wielkim bohaterze z czasu wojny. Właśnie dziś otwarłem rozdział o zdradzieckim ataku sowietów na Polskę w trzydziestym dziewiątym. Gdy politycy ze strzępami armii uchodzili z kraju, rotmistrz Pilecki nie mógł przeboleć sowieckiej zdrady nożem w plecy. Nie chciał zostawić swej żony i dzieci na pastwę dwóch okrutnych najeźdźców. Zdecydował się na dalszą walkę w partyzantce. Data 17 września była skutecznie rugowana z pamięci Polaków. Peerelowski sierp i młot zbrodniczo ciął i tłukł każdego, kto odważył się wyznać, że ból tej zdrady nosi w sercu. W szkołach nikt o tym nie uczył.
Dobrze, że dziś w zaskakująco aktualnej Deklaracji środowisk chrześcijańsko–konserwatywnych można odnaleźć i wspomnienie, i ostrzeżenie na przyszłość: „17 września to również moment, by Polska przypominała, że po doświadczeniu zbrodni rozbiorów, stuletniej niewoli, drugiej wojny światowej i kolaboracyjnych rządów komunistycznych – ma prawo oczekiwać, że Niemcy nie będą podejmować we współpracy z Rosją żadnych działań, które nasz kraj odbiera jako zagrożenie dla swoich podstawowych interesów i bezpieczeństwa”.

2013-09-15
ZATRACENI.
W kościele saletynów w Dębowcu nuncjusz apostolski abp Celestino Migliore powiedział dziś, że wiarę zatraca się wtedy, „gdy gubi się wewnętrzne przekonanie, że nasze życie osobiste, wspólnotowe, społeczne przebiega w ścisłej zależności od Boga; gdy żyje się tak, jakby Bóg nie istniał w życiu osobistym i społecznym; gdy zaprzestaje się troski o budowanie siebie, dzień po dniu, na obraz i podobieństwo Boga, na jakie zostaliśmy stworzeni; gdy społeczność czy my sami czynimy siebie normą tego, co dobre i co złe”.
Ilu takich „zatraconych” katolików kręci się między nami, ilu w naszym kraju, ilu we władzach?

2013-09-07
DLA POKOJU.
W wigilię urodzin Matki Bożej, w sobotę, papież Franciszek pobudził Kościół na wszystkich kontynentach do postu i modlitwy w intencji pokoju w Syrii i na świecie. Osobiście na placu św. Piotra prowadził rozważanie modlitewne przed wizerunkiem Maryi Salus Populi Romani, a otoczyło go 70 tysięcy rzymian, pielgrzymów i turystów. W jego modlitwie świat usłyszał odpowiedź daną amerykańskiemu prezydentowi planującemu atak z morza i powietrza na Syrię, jako ukaranie za użycie broni chemicznej w wojnie domowej. Na zakończenie czterogodzinnego czuwania Franciszek zaapelował: „Niech ustanie zgiełk broni! Wojna oznacza zawsze klęskę pokoju, jest zawsze porażką dla ludzkości”.
W naszym kościele od 15-tej, w Godzinie Miłosierdzia, adorowaliśmy w Hostii Chrystusa Króla Pokoju. Przyszło sporo ludzi. Czuwanie przenikała głęboka cisza na przemian z gorącymi słowami z Dzienniczka św. Faustyny. Druga, większa grupa wiernych modliła się podczas Mszy wieczornej i potem w godzinnym czuwaniu różańcowym przed ikoną naszej patronki, Matki Bożej Częstochowskiej. Wielu moich znajomych sumiennie dziś pościło jak w Wielki Piątek. Udało się i mnie wytrwać o chlebie i wodzie aż do niedzielnego śniadania. Chwała Panu!

2013-08-28
ZŁY DUCH.
W Toronto w Kanadzie sędzia Clements skazał na więzienie Mary Wagner za to, że modliła się na różańcu i rozmawiała z kobietami udającymi się na zabieg w klinice aborcyjnej. Próbowała wyjaśniać im, że aborcja jest morderstwem popełnionym na własnym dzieciątku. Wcześniej proponowano jej zwolnienie za wysoką kaucją w zamian za obietnicę niezbliżania się do klinik aborcyjnych. Mary odpowiedziała, że zgoda na to byłaby sprzeczna z jej przekonaniami. Postanowiła w więzieniu modlić się, pościć i cierpieć w intencji ratowania życia nienarodzonych. Przebywa za kratkami już ponad rok czasu. Gdy w tym miesiącu odwiedził ją wysłannik papieża Franciszka, opowiedziała mu, że są osoby, które zapewniają ją, iż poruszone jej bohaterską walką porzuciły zamiar aborcji. Kapelan więzienia jest przekonany, że „Pan powołał ją do tego, by była świadkiem daru i świętości życia ludzkiego na tak radykalnej drodze”. Sędzia Clements pozbawiający wolności 38-letnią Kanadyjkę Mary Wagner nie podzielał tego przekonania, skoro rozprawę zakończył zdenerwowany: „Aborcja w tym kraju jest legalna, i to wszystko, co powinnaś zrozumieć… Mylisz się i twój Bóg też się myli” . Zadziwia mnie nie tylko arogancja kanadyjskiego przedstawiciela władzy sądowniczej, ale jego bezceremonialne unieważnienie moralnego porządku wszczepionego przez Boga w sumienie człowieka. W Polsce majową porą podobny głos dał się słyszeć z ławy politycznej. Ten sam diabeł hula na obu półkulach!

2013-08-26
ŚWIĘTOBLIWY.
W dniu naszego odpustu M.B. Częstochowskiej zmarł śp. prof. Józef Łukaszewicz, matematyk, rektor UWr, współzałożyciel wrocławskiego Klubu Inteligencji Katolickiej, członek społecznych gremiów przy Prymasie Polski i przy Metropolicie Wrocławskim. Bardzo czynny organizator pomocy materialnej dla Rodaków na wschodzie. Człowiek gorącego serca oddanego Jezusowi, szafarz Komunii św. wśród chorych. Czciciel Matki Bożej, wielokrotny pieszy pielgrzym na Jasną Górę i do Ostrej Bramy. Katolik o wielkim autorytecie w Kościele polskim, oddany wraz z żoną Danutą sprawie pomocy małżeństwom kryzysującym. W naszym kościele poznaliśmy pana Profesora jako spół głoszącego słowo Boże podczas rekolekcji parafialnych. Był człowiekiem modlitwy i przyjacielem wszystkich i wszystkiego, co dobre, piękne i święte. Był duchem prawdziwie świętobliwym – jak mawiają wilniucy. Miał w sobie wewnętrzny pokój i dzielnie panował nad uczuciami niechęci wobec kogokolwiek. Nie odwołał swej przyjaźni wobec napiętnowanego przez „odkrywczą” opinię publiczną. Requiem aeternam dona ei, Domine!

2013-08-22
AWANGARDA.
Dwaj posprzeczani jezuici w Nowym Sączu dali sobie po pysku i miało być po sprawie. Ale nie jest. W sprawę wszedł przełożony prowincjalny i młodszemu, znanemu już prasie głównego nurtu, nałożył karę zakazu celebrowania Mszy i spowiadania w kościele. Media wywąchały, że to za krytykowanie ludzi Kościoła i wadzenie się z ortodoksją nauczania katolickiego. Jezuita z kolei podał mediom, łasym na kawałki ociekające sensacją, kąsek seksualny: w dzieciństwie był molestowany przez księdza w parafii. Pragnie pozostać jezuitą, ale jeśli go prowincjał wyrzuci z zakonu, to zajmie się pomocą innym ofiarom molestowania przez księży.
No i niech ktoś powie, że jezuici w Polsce wloką się daleko za dominikanami w życiu zewnętrznym!

2013-08-15
OSSÓW.
W tym roku mija 93. rocznica Bitwy Warszawskiej, nazywanej Cudem nad Wisłą. Ten cud sprawiła Królowa Polski, Maryja Wniebowzięta, osłaniając z góry bohaterskich żołnierzy walczących pod wodzą Naczelnika. Dziś odprawiono bardzo uroczystą Mszę św. pontyfikalną w Ossowie, gdzie zginął ks. Ignacy Skorupka, młody kapelan porywający gimnazjalistów warszawskich do walki z bolszewicką armią marszałka Tuchaczewskiego. Śmierć kapłana z krzyżem w ręku idącego na kule i bagnety sowieckie dała początek odwrotu wrogiej armii. Cud nad Wisłą to wielki czyn patriotyzmu tak młodego żołnierza polskiego, jak i rozmodlonego Narodu na kolanach wspierającego walczących. W ten sposób uratowano Polskę i całą Europę od nieszczęścia sowieckiego ateizmu.
W moich szkolnych czasach ten temat był zakazany. Stan wojenny przed trzydziestu laty dał mojemu dojrzałemu pokoleniu doskonałą okazję do oczyszczenia Polski (i Europy) od zniewolenia sowiecką ideologią ateistyczną od roku 1945 nękającą pół Europy. Dziś w Polsce rośnie pytanie: jaki patriotyzm i jakie bohaterstwo z polskich domów wypleni praktyczny ateizm wsączany przez liberalne mass media?

2013-08-08
DEZERCJA.
W listopadzie ub. roku nowy rektor uniwersytetu bydgoskiego zdjął krzyże z wizerunkiem Chrystusa ze ścian Sali Senatu i swego gabinetu, a teraz w Radomiu nowy szef policji miejskiej uczynił podobnie. Jaka rozpiętość intelektualna! A strach ten sam. Ci ludzie boją się Ukrzyżowanego. Nie chcą co rusz spotykać Go wzrokiem, potykać się o Jego ciało zastygłe w cierpieniu ofiarniczym. Na wysokich stanowiskach, jednakowo profesor czy policjant, chcą uciec od pytań o sens i ostateczny cel życia. Pusta ściana ma dać im spokój sumienia.
To jest swoistego rodzaju dezercja od najgłębiej ukrytej cząstki własnego ja. Jesteśmy obserwatorami ciekawego, choć nienowego, sposobu świadczenia o Chrystusie zmartwychwstałym wciąż przemawiającym do sumienia człowieka. „Niezliczeni wrogowie pragnąc wymazać imię Ukrzyżowanego, osiągnęli coś wręcz przeciwnego – mówił już na początku V wieku św. Jan Chryzostom. – To Imię jaśniało coraz bardziej, oni zaś upadli i zginęli”.

2013-07-25
Z GLINY.
Dziś rano w kaplicy arcybiskupa Rio de Janeiro papież Franciszek sprawował Mszę św. dla seminarzystów. Mówił do nich: „Jesteśmy i na zawsze pozostaniemy jedynie kruchymi naczyniami z gliny, w których Pan Bóg złożył ogromny skarb. Nie prośmy Boga, byśmy byli ze stali, lecz byśmy zawsze wiedzieli, że jesteśmy krusi i że dany nam został wielki dar”. Zalecał im pielęgnowanie w sobie napięcia między poczuciem człowieczej słabości, a świadomością wielkości otrzymanego daru powołania. „Kościół wiele wycierpiał i nadal cierpi, ilekroć ten, kto został powołany do przyjęcia skarbu w glinianym naczyniu, wmawia sobie, że jest kimś lepszym, że nie jest już ulepiony z gliny. Jesteśmy z gliny na zawsze, nikt nas z tego nie wybawi. Jezus nas zbawia na swój sposób, a nie na sposób ludzki, prestiżu, pozorów, zaszczytnych miejsc. Stąd pochodzi karierowiczostwo w Kościele, które czyni tak wiele szkody”. Franciszek dodał, że sprawdzianem stanu naszej duszy jest spowiedź i adoracja. Spowiedź pokazuje, czy jesteśmy świadomi swej kruchości, zaś umiejętność adoracji świadczy, że zdajemy sobie sprawę z wielkości otrzmanego daru.

2013-07-24
TRZY POSTAWY
Ojciec święty Franciszek przybył do Brazylii. Najpierw nawiedził sanktuarium Matki Bożej w Aparecida i wyjaśniał: „Kościół, gdy szuka Chrystusa, zawsze puka do domu Matki i prosi: Ukaż nam Jezusa. To od Niej uczymy się bycia prawdziwymi uczniami. I właśnie dlatego Kościół wyruszając na misję, zawsze idzie za Maryją. Dzisiaj, myśląc o Światowym Dniu Młodzieży, który jest motywem mojego przyjazdu do Brazylii, ja także przybywam, aby pukać do drzwi domu Maryi – która miłowała i wychowywała Jezusa – prosząc, żeby pomagała nam wszystkim: pasterzom ludu Bożego, rodzicom i wychowawcom, w przekazywaniu naszej młodzieży tych wartości, które uczynią ją twórcami narodu i świata bardziej sprawiedliwego, solidarnego i braterskiego. W związku z tym chciałbym wskazać na trzy proste postawy:
1. Zachować nadzieję. Nigdy nie traćmy nadziei! Nigdy jej nie gaśmy w sercu! Zło istnieje w naszej historii, ale nie ono jest najsilniejsze. Najsilniejszy jest Bóg i Bóg jest naszą nadzieją! Bądźmy światłami nadziei!
2. Pozwolić, by Bóg nas zadziwił. Człowiek nadziei – wielkiej nadziei, którą daje nam wiara – wie, że Bóg działa i zaskakuje nas także pośród trudności. Bóg zachowuje dla nas zawsze to, co najlepsze. Ale chce, abyśmy pozwolili, by Jego miłość nas zadziwiała, abyśmy przyjmowali Jego niespodzianki. Zaufajmy Bogu!
3. Żyć w radości. Chrześcijanin jest radosny, nigdy nie jest smutny. Jeśli jesteśmy naprawdę zakochani w Chrystusie i czujemy, jak bardzo On nas kocha, to nasze serce „rozpali się” tak wielką radością, że udzieli się ona tym, którzy żyją blisko nas”.

2013-07-12
KONFLIKT
Konflikt Lemański – Hoser jest prawdziwym nieszczęściem. Obu księżom, zbuntowanemu proboszczowi i jego ordynariuszowi, przydaje ciężaru do codzienności w Kościele, gdzie i bez tego niełatwo się pracuje. Kto nie jest ślepy, ten widzi poszerzający się wyraźnie obszar niewiary w Kraju i spostrzega, jak łatwo i bez wyrzutów sumienia narzędzia komunikacji społecznej poddawane są na służbę „ojcu wszelkiego kłamstwa”. Ten konflikt nie powinien być rzucony na rozpalony ruszt nieprzyjaznych odniesień wobec Kościoła. Duchowni, bardziej niż ktokolwiek z wierzących, powinni w trudnych sytuacjach sięgać po światło wiary. Ojciec święty Franciszek w pierwszej swej encyklice pokazuje drogę: „Im bardziej chrześcijanin zagłębia się w krąg otwarty przez Chrystusowe światło, tym bardziej staje się zdolny zrozumieć i towarzyszyć każdemu człowiekowi w drodze do Boga” (LF 35). Mniemam, iż ks. Abp Henryk z tej nieprzyjemnej sprawy rychło się otrząśnie. U ks. Wojciecha po tej traumie już nic nie będzie tak samo jak przedtem, a zwłaszcza jak po święceniach. I to jest nieszczęście.

2013-07-11
KRWAWA NIEDZIELA
W klasztorze sióstr służebniczek w Kudowie, gdzie od kilku dni odpoczywam, dziś rano złożyłem Najświętszą Ofiarę w intencji zbawienia pomordowanych przed 70 laty Polaków na Wołyniu przez sąsiadów ukraińskich. Ze smutkiem i szczególną miłością mówiłem Jezusowi o ofiarach rzezi w kolonii Rudnia, która została spalona i zrównana z ziemią, niewiele osób uszło z życiem. Niech Pan Jezus w swym nieskończonym miłosierdziu wyprowadzi z czyśćca do domu Ojca dusze ofiar tej potwornej, okrutnej nienawiści. Polacy ginęli od kul, siekier, wideł, kos, pił, noży, młotków nie tylko w rękach wyćwiczonych banderowców, ale również w dłoniach kobiet i dzieci. To było szatańskie szaleństwo: tworzenie ojczyzny Ukaraińców przez likwidowanie fizyczne Polaków. Moja dzielna mama Konstancja ze mną na ręku ratowała się ucieczką z płonącego domu, ale do końca życia nosiła bliznę pod brodą po ciężkiej ranie zadanej bandyckim nożem. Bandyta dopędził mamę, dźgnał nożem w gardło, mnie potężnym uderzeniem odrzucił w mokradła i pobiegł za innymi ofiarami. Płacz syna wyrwał z odrętwienia agonalnego zakrwawioną matkę. Odnalazła mnie. Dziś późnym wieczorem, nie mając zapalonej świecy, by postawić solidarnie w oknie, ukląkłem w kaplicy pod światełkiem wiecznej lampki i dziękowałem Stwórcy za moje życie, za moją bohaterską Mamę, jak również za pomordowanych wtedy 130 tysięcy Polaków w 4100 miejscowościach. Dziękowałem też Opatrzności Bożej za Ukrainkę, do której dotarła nocą Mama, i która opatrzyła ranę, ubrała i wyprowadziła (wszystko pod nieobecność męża i synów) na drogę do Przebraża, okopanej wsi partyzanckiej.

2013-07-06
ŚWIATŁO WIARY
Wczoraj papież Franciszek ogłosił swą pierwszą encyklikę „Lumen fidei” o wierze, encyklikę, jak sam nazwał „na cztery ręce”. Benedykt rozpoczął jej pisanie jako ostatnia – po „Deus caritas est” o miłości i po „Spe salvi” o nadziei – część teologicznej trylogii o cnotach boskich i ludzkich. Franciszek podjął trud dokończenia listu Benedykta XVI do Kościoła w dzisiejszym świecie. We wstępie zaznaczył pokornie: „Jestem mu za to głęboko wdzięczny i w duchu Chrystusowego braterstwa przejmuję jego cenne dzieło, dodajac do tekstu kilka przemyśleń”.
W KAI-u już można odczytać po polsku cały tekst. Skorzystałem z tego i podczas kazania odpustowego w Dukielce dziś podzieliłem się z wiernymi tym, co mnie urzekło w encyklice na temat wiary. Wyniosłem z tej lektury obraz wiary jako światła, które ukazuje moją drogę z przeszłości, niejako za mną, i z… Przyszłości; stamtąd wychodzi mi na spotkanie Chrystus zmartwychwstały. Na tak oświetlonej drodze nie rozminę się ani z odwieczną Prawdą, ani z ludzką rozumnością. Idąc taką drogą nie muszę schodzić na inne w poszukiwaniu sensu tego, co przeżywam tak w sobie jak i w łączności z innymi w rodzinie, w Kościele czy w Narodzie. Wiara – niezwykły dar Boży pozwala mi poznawać otaczającą rzeczywistość dalej niż pozwala mój umysł. Wiara przeprowadza przez granicę stąd do niepoznawalnego, a objawionego w Bogu. W świetle wiary na mej drodze najgłębszy wymiar otrzymuje spotkane piękno i dobro, i wypełnianą miłość. Cierpienie, w które nieraz muszę wejść, nie wrzuca mnie w ciemność rozpaczy i bezradności – światło wiary ukazuje mi Krzyż i zmartwychwstanie mego Zbawiciela. Następca św. Piotra pisze, cytując św. Klemensa Aleksandryjskiego: „Chrześcijanie, świadomi, jak wielki horyzont otwiera przed nimi wiara, nazywali Chrystusa prawdziwym słońcem, którego promienie dają życie”.

2013-07-01
DUKIELKA.
Już lipiec. Od dawna nie jest to dla mnie początek wakacji, a tylko urlopu. Choć czasy duszpasterstwa akademickiego dawno minęły, to jednak miła nazwa w pamięci została. Nie po to, aby tęsknić, ale by wspominać ludzi i miejsca. Z Wujkiem Aleksandrem, dziś sługa bożym, bywało się nad Bałtykiem, a z Harnasiem, dziś biskupem-seniorem, chadzało się po górach. Później bywały też piękne, acz krótkie, wakacje z artystami – pracowite plenery. Kończyły się prezentacja dorobku artystycznego, oglądaliśmy obrazy duże i małe, grafiki, a nawet rzeźby. Miejscowi mieszkańcy-sasiedzi przychodzili chętnie i dzielili się nieraz dowcipnymi uwagami. Ech, miło wspomnieć…
Trwałym śladem artystycznych plenerów jest „Dukielka”, kaplica św. Jana z Dukli w Karkonoszach, do Karpacza 40 minut drogi przez górę i las. Tu przed piętnastu laty z artystami wrocławskimi, na posesji plastyków Ewy i Andrzeja, przenieśliśmy z Dukli w Beskidach naszą wdzięczność dla świętego piętnasowiecznego mnicha lwowskiego, który wciąż pomaga proszącym go usilnie i na kolanach. Święto niezmordowanego w niesieniu pomocy Duklanina obchodzone jest tu w sobotę przed 8 lipca.
Do Borowic przywiozła mnie Basia ze św. Marcina, wytrwała i życzliwa obserwatorka twórczości znajomych artystów; tu doczekam soboty odpustowej i pomyślę nad kazaniem, będzie kilku okolicznych księży, sympatyków Dukielki.

2013-06-28
ROCZNICA.
O Partynicach i spotkaniu z Janem Pawłem II pamięta jeszcze ktoś, wrocławczyk, i napisał do mnie: „Tęsknię za tym Duchem, który nas ogarniał, chociaż „poganinem” wtedy byłem jeszcze… Ten duch solidarności – tej pierwszej i tej prawdziwej gdzieś żyje nadal we mnie i nie pozwala zapomnieć. Zapomnieć o tych naszych rodaków marzeniach; o prawdziwej Polsce, o wolności, o solidarności między nami… Pamiętam jego moc i siłę, jaką nam dawał (…) Pamiętam bardzo dobrze pewną konkretną sytuację w czasie tej długiej i męczącej pielgrzymki na miejsce spotkania. Było to już niedaleko celu. Szliśmy wtedy „ławą” pod wielkim banerem z napisem „Solidarność”. (…) W pewnym momencie, przeciskając się środkiem tej rzeki ludzkiej, jaką płynęliśmy w stronę miejsca docelowego, mijać zaczął nas „ŻUK” – taki samochód dostawczy z plandeką. W jednej chwili, nagle ta zasłonięta plandeka z tyłu samochodu podniosła się i naszym oczom ukazało się trzech mężczyzn. Dwóch z aparatami fotograficznymi i jeden obsługujący kamerę na statywie. Wszystkie „lufy” wycelowane na nas. W jednej chwili też, na niewidzialny i niesłyszalny rozkaz, wszyscy jak jeden mąż podnieśliśmy ręce z palcami w kształcie „V” i okrzykami „Solidarność! Solidarność!”. Patrzyliśmy im prosto i bezczelnie w oczy. Nagle całe to zmęczenie, lęk i poczucie upokorzenia zniknęło. Miałem wrażenie i poczucie, że to „oni” się nas boją i to bardzo… Ten fotograficzno – filmowy „ostrzał” nie trwał długo. Po chwili plandeka opadła… Było to jedno z tych zwycięstw ducha, które pomagały przetrwać moralnie tamten czas. Karmiło ono jeszcze długo moje serce”.
Ech, łza się w oku kręci… Dziś mija mi 49 lat kapłaństwa. Dziękuję Bogu, że i takie „wielkie rzeczy” pozwalał mi przeżywać w kapłaństwie.

2013-06-25
TU I TERAZ.
Mój poprzedni wpis wywołał reakcję. Cytuję otrzymany email: „Nie wiem, jakie winy miał Bauman w okresie stalinowskim i czy za nie przeprosił. Ale jest jedna rzecz, która zwraca uwagę dzisiaj, tu i teraz. Można popatrzeć na twarz prof. Baumana i na twarze zwolenników NOP-u i kibiców Śląska Wrocław. Jest mnóstwo zdjęć z tego incydentu. Proszę spojrzeć, w których oczach widać złość i które twarze są skrzywione grymasem niechęci czy wręcz nienawiści. Kogo chciałoby się spotkać na przykład jadąc koleją?”.
Spróbuję odpowiedzieć. Zadyma uniwersytecka, ukazywana w mediach, była tylko wierzchnią stroną głębokiej rany i bolesnej pamięci o tym, co dane nam było przeżywać w czasie, gdy Europa Zachodnia zaczynała już odbudowę swej wolności po II wojnie światowej. Wybór formy sprzeciwu wobec prof. B. może się pryncypialnie nie podobać. Trudno też nie zgodzić się z Pańskim lękiem przed ewentualną koniecznością jazdy koleją. Ale to wydarzenie ma swoją „głębię pamięci”, o czym zdają się zapominać dzisiejsi zapraszacze. Zło owego ministerialno-uniwersyteckiego zaproszenia leży w pogwałceniu wewnętrznego pokoju i w odnowieniu serdecznego bólu żyjących do dziś rodzin tamtych sponiewieranych przed śmiercią i po śmierci Patriotów. Na urągowisko została wystawiona Pamięć bolesna wielu pokoleń Polaków, w tym również wrocławian.
Drogi Panie, można „tu i teraz” popatrzeć na siwą głowę o całkiem zwykłej twarzy zaproszonego do naszego miasta światowej sławy socjologa, to nawet nie jest trudne. Ale z całą pewnością należało wcześniej świadomie użyć narzędzi swej duszy, pamięci i wyobraźni – i ujrzeć wykrzywione cierpieniem i strachem twarze zniszczone strzałem w tył głowy za to, że zupełnie inaczej marzyła się im wolna Polska. I w słusznej sprawiedliwości należy nadal oczekiwać przeproszenia ze strony pana Baumana.

2013-06-24
ZGORSZENIE.
Nie zainteresowałbym się sobotnią zadymą na UWr, gdybym nie natknął się dziś na list pani minister Barbary Kudryckiej do spostponowanego przez młodych ludzi starego prof. Zygmunta Baumana, socjologa wysławiającego komunę jako najlepszy system dla Polaków po wojnie. Pani minister była łaskawa napisać: W imieniu całego środowiska akademickiego wyrażam głębokie ubolewanie z powodu zajść, jakie miały miejsce na Uniwersytecie Wrocławskim. Jest mi tym bardziej przykro, że dotknęło to właśnie Pana Profesora, jednego z najbardziej cenionych współczesnych uczonych, którego wkład w rozwój myśli socjologicznej jest nieoceniony i którego nazwisko stanowi markę na całym świecie. No cóż, zwykła filigranowa kurtuazja, można by pomyśleć, gdyby nie działanie policji na sali wykładowej i groźba takich pacyfikacji na terenie uczelnianym w przyszłości. Jednakże list obudził ludzi pamiętających i chcących pamiętać niedawną przeszłość. Posypały się opinie i komentarze w Internecie: Po powrocie z Moskwy (…) mjr Zygmunt Bauman dowodząc oddziałem KBW z pepeszą w ręku biegał po lasach polując na żołnierzy podziemia niepodległościowego(…). Politruk Zygmunt Bauman, dowodząc grupą „walczącą z bandami”, zadawał „Żołnierzom Wyklętym” śmierć dwukrotnie – najpierw fizycznie, pozbawiając ich życia, a później skazując na śmierć cywilną, przez pozbawienie ich dobrego imienia na wiele lat. (…) W rezultacie działań Baumana i jego towarzyszy w walce lasy pokryły się tysiącami bezimiennych grobów „leśnych”. (…) Liczbę tych ofiar, określanych jako „ścierwa”, „szumowiny”, „zaplute karły”, „pomioty sanacyjnych panów”, sam komunistyczny resort bezpieczeństwa szacował na ponad 8600.
W tym kontekście nie może nie gorszyć odezwanie się prezydenta Wrocławia: nie będę tolerował nacjonalistycznej hołoty w odniesieniu do młodzieży stopującej brawurowo wykład zaproszonego profesora, który był w samym jądrze stalinowskiego aparatu represji i nigdy za to nie przeprosił (Łukasz Warzecha).

2013-06-21
NA PARTYNICACH.
Dziś mija 30. rocznica pierwszej wizyty Jana Pawła II we Wrocławiu. Ta rocznica porusza moje serce – wtedy w pełni młode i odważne! Na Partynicach w czasie całej uroczystości miałem piękne (i ważne w stanie wojennym) zadanie: komentarz. Na godzinę przed Mszą św. trzeba było słowem integrować wszystkie wypełniające się pielgrzymami sektory hipodromu, tworzyć wspólnotę ludzi oczekujących i pełnych nadziei na cudowne spotkanie z Papieżem – Polakiem. Trzeba było tej milionowej masie pomóc zapomnieć o zmęczeniu po wielogodzinnym wędrowaniu nocnym. Pamiętam, ochota w narodzie była ogromna. O świcie wychodziliśmy z domów, wielu rozpoczynało swą pielgrzymkę już poprzedzającego wieczora. Serce rosło, gdy w drodze z różnych dzielnic, ulic i placów dołączali coraz liczniejsi piechurzy; rankiem przed wejściem na hipodrom była nas już szeroka rzeka. Niebieskie mundury powoli i dokładnie lustrowały w bramkach każdego, ale nikt się nie irytował. To wszystko mało ważne! Ważne jest to, że będziemy mogli widzieć i słuchać Ojca św. Radość nie pozwalała się denerwować. Obserwowałem z białych stopni rozległego podium ołtarza, jak gdzieś w środku placu ludzie z humorem wchodzili w nieco grząski teren po wczorajszych deszczach. Rzeczywiście duch braterstwa rozpościerał skrzydła nad tym ludem Bożym. Pamiętam huragan oklasków i wielki krzyk radości, gdy pojawił się biały helikopter na niebie, ale w tej maszynie nie było Ojca św. Zabieg kamuflażowy obstawy udał się znakomicie. Po długiej chwili papież ukazał się na stopniach ołtarza. Jego biała sylwetka, niestety, w widoku z najdalszych sektorów hipodromu nikła na białym tle ołtarza. Z mego stanowiska komentatora doskonale widziałem Jana Pawła powoli wchodzącego na górę, aż wreszcie ze szczytu odwrócił się i z wzniesionymi rękoma pozdrawiał falujące i śpiewające kolorowe morze głów. Pełna komunia szczęścia. Mikrofon nie radził sobie w z tą erupcją decybeli, słowa komentarza grzęzły w gardle, wielkie wzruszenie nie tamowało łez w oczach. Tak, to już trzydzieści lat przeminęło razem z trudnymi wiatrami historii! Papież – Polak wciąż przed nami, już w Niebie.

2013-06-19
ŚWIT.
Papa Franciszek na spotkaniu z nuncjuszami apostolskimi poruszył sprawę współpracy nuncjuszy z Kurią Rzymską przy mianowaniu biskupów. „W delikatnym zadaniu przeprowadzania sondażu do nominacji biskupich zważajcie, by kandydaci byli pasterzami bliskimi ludziom. To jest pierwsze kryterium: pasterze bliscy ludziom. Ktoś może być wielkim teologiem, wybitnym umysłem – niech idzie na uniwersytet, tam zrobi wiele dobrego. Ale tu potrzebujemy pasterzy. Niech będą ojcami i braćmi, niech będą łagodni, cierpliwi i miłosierni. Niech kochają ubóstwo: wewnętrzne jako wolność dla Boga, a także zewnętrzne jako prostotę i umiar w życiu. Niech nie mają psychiki «książęcej». Uważajcie, by nie byli ambitni, nie dążyli do biskupstwa. (…) I niech będą «mężami» jednego Kościoła [lokalnego], nie szukając wciąż innego”.
To mi wygląda rzeczywiście na świt małej rewolucji w Kościele. Abp Stanisław Kowalczyk, były nuncjusz w Polsce, ma to już z głowy, czas nie wraca. Ale monsignore Celestino Migliore chyba znalazł się na ostrym zakręcie.

2013-06-16
INGRES.
Długi sznur kołyszących się ponad tłumem infuł z trudnością przeciskał się od drzwi do głównego ołtarza w katedrze. O godzinie 15:00 wprowadzał do wnętrza matki kościołów (dawniej) Dolnego Śląska nowego ordynariusza, ks. abpa Józefa Kupnego. Nowy przybył, nie z Krakowa, jak ongiś bp Nanker, ale z Katowic. Dlatego w tłumie można było zobaczyć pióropusze górnicze i wianki na głowach wystrojonych w liczne fartuchy ślązaczek. A w uszach granie na trąbach. Z Warszawy był kard. Nycz, z Berlina też jeden, a z Krakowa ani jeden. Z Wrocławia staruszek, Kardynał – Senior. Połowę katedry zasiedlili, również stojąc, kapłani. Resztę szczelnie wypełnił lud świecki, także otaczający dom Boży na zewnątrz. Dla sióstr nie było już miejsca. VIP-ów różnej rangi wywyższono w stallach na kleryckim poziomie. No, po prostu było ludno i pięknie! Siedziałem daleko od ołtarza, ale za to mogłem widzieć bez przeszkód ambonę pięknie odnowioną. Wsłuchiwałem się uparcie w pierwsze słowo Boże nowego ordynariusza. Na koniec kolega z Katowic szepnął z uśmiechem: Ale kazanie, trzeba przyznać, powiedział świetne. Ja też się uśmiechnąłem i pomyślałem: jak trzeba, to trzeba. Dodam jeszcze, że tą długą ceremonią nie znużyłem się. Czułem przez cały czas pulsujące ciepło rozmodlenia tego prastarego wnętrza. Ksiądz Arcybiskup Józef po Mszy św. przez półtorej godziny przy katedrze rozmawiał z ludźmi, którzy chcieli mu rękę uścisnąć, dać kwiatka i dobre słowo powiedzieć. Nie tęskno mu było do seminaryjnego refektarza, gdzie przy szwedzkim stole uwijała się duchowna masa bez zważania na dystynkcje i kolory.

2013-06-12
RELIGIJNE MENU.
Ciekawe, że i w dalekiej Argentynie, i u nas, podobnie mamy do czynienia ze wzrastającą tendencją do wybierania propozycji religijnych, jak z menu. Już w Buenos Aires w długim wywiadzie Ojciec św. Franciszek niedwuznacznie określił to zjawisko: „To bardzo powszechna tendencja, zgodna z dominującym obecnie konsumpcyjnym stylem życia. Niektórzy wybierają sobie Mszę św. ze względu na kazania księdza. Ale dwa miesiące później dochodzą do wniosku, że chór śpiewa fatalnie, i znów zmieniają kościół. W ten sposób religia zostaje zredukowana do estetyki. Religia staje się wtedy obiektem konsumpcji. Moim zdaniem ma to silny związek z pewnym rozmytym teizmem, który rozwija się w ramach New Age. Obserwuje się to zwłaszcza w dużych miastach. Sięgając do tego religijnego menu, dokonuje się czasem wyborów w oparciu o jakąś ideologię. Wybieram tę czy tamtą Mszę, bo celebrans ma właściwe poglądy albo jest bardziej otwartybardziej postępowy. Tu poważną sprawą jest brak osobistego spotkania z Bogiem, brak autentycznego doświadczenia religijnego. Uważam, że musimy odzyskać sens wydarzenia religijnego rozumianego jako ruch prowadzący do spotkania z Jezusem”.

2013-06-10
DOŚWIADCZENIE.
Różni autorzy, także watykaniści, drukują wywiady i książki opisujące dotychczasowe życie kard. Bergoglio w Buenos Aires. Rzeczywiście, papież Franciszek opowiada chętnie i często z odrobiną ironii wobec swego dawnego myślenia, nie miał (i dziś nie ma) tu zahamowań. Andrea Tornielli z „La Stampy” podaje ciekawy fragment rozmowy o życiu młodego jezuity argentyńskiego: „Bergoglio opowiadał, jak sam poszedł do dzielnicy biedy, i by lepiej zrozumieć jej mieszkańców, chciał podjąć pracę, stać się jednym z nich. Wtedy usłyszał: My nie chcemy, żebyś był robotnikiem. Chcemy, żebyś był księdzem”.
Takiej odpowiedzi nie usłyszeli francuscy księża-robotnicy, którzy w połowie XX wieku najmowali się do pracy w fabrykach. Może ich porażka nie byłaby tak gorzka.

2013-06-07
SMUTEK HISTORII.
W Warszawie dziś uroczyście pochowano szczątki doczesne 83 ofiar reżimu komunistycznego. Po wojnie Polska Rzeczpospolita Ludowa skazała na śmierć, często po okrutnych torturach, tych Polaków, którzy nie zgadzali się na sowiecką wizję wolności i demokracji w naszym Kraju, którzy odważnie i świadomie honor i życie swe kładli w poprzek drogi bezbożnemu i zbrodniczemu systemowi władzy nadciągającemu z Moskwy. Tropieni i wyłapywani w obławach, wyciągani nocami z domów rodzinnych przepadali bez wieści. Rozstrzeliwani w kazamatach ubeckich nocą wrzucani do wspólnych dołów kończyli swe marzenia o wolnej Ojczyźnie. Polska miała o nich zapomnieć na zawsze. Przekorny, pobity, lecz nie przezwyciężony duch Polski nie zapomniał.
Dzielę smutek rodzin zadumanych i modlących się nad szczątkami tych niekłamanych bohaterów. Jednocześnie boli mnie bezwstydna postkomunistyczna „sprawiedliwość” w dzisiejszych sądach, osłaniająca cynicznych zbrodniarzy, którzy z zimną krwią niszczyli polskich robotników w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. I niepokoi mnie obecne nagłaśnianie hucpy różnej maści lewaków, wśród których są dobrze sytuowani synowie i wychowankowie „budowniczych” PRL-u.

2013-06-05
DAR PRZEBACZENIA.
Przez cały dzień leje. Chmura siedzi na Nosalu. Ciemno i zimno. Biały ojciec rekolekcjonista tłumaczy nam mszał rzymski. Jest wprawnym liturgistą, wie też, co chce powiedzieć. Zaplanował i recytuje punkt po punkcie. Czasami zwolni, kiedy indziej pozwoli sobie na moment zażenowania, że takie rzeczy mówi do duszpasterzy, ale to szybko mija. Słucham uważnie, lecz bez rozkoszy. Czasem trudno mi zgodzić się z jego pewnością profesjonalną, jakby poza liturgią nie było niczego pewniejszego do zbawienia? Wiele rzeczy jednak połknąłem, nauczyłem się, może się coś z tego przyda? Od rana zaczęło narastać we mnie napięcie, niesprecyzowane czekanie. Na co? Rekolekcje się wkrótce skończą, i co? tak nijako?…
Przed samym południem napięcie dziwnie pęcznieje we mnie i wypełnia się czymś, co nazwałbym błogosławieństwem. Wbijam kolana w drewniany klęcznik. Eucharystia tuż, tuż. Podejmuję intencję za człowieka, który mnie mocno wewnętrznie zranił. Spokój i niepokój na przemian. Przypływają słowa rekolekcjonisty, widzę coraz wyraźniej konieczność nowego daru Jezusowego. Wcześniej całą obelgę oddałem sprawiedliwości Syna Bożego, teraz proszę o łaskę przebaczenia memu winowajcy. Wiem, że rana jeszcze zostanie i będzie bolała, ale już teraz Jezusowi wyrażam mą zgodę: Tak, przebaczam mu dla Ciebie, mój Panie. Komunia św. jest wchodzeniem w przestrzeń łagodności. Ciężkie myśli spływają, gdzieś przepadają. Za oknem jeszcze siąpi, mgła dotyka ziemi. Wysokie świerki straciły ostry kontur, ale ta mgła otula je i chroni – może od wiatru, a może od wścibskich oczu? Świat jest piętrowo zbudowany z ludzkich patrzeń. Trzeba tam wrócić.

2013-06-03
BŁYSK.
Zakopane. Przyjechałem na rekolekcje. Siedzę w Księżówce. Pokój jednoosobowy, niczego sobie, z łazieneczką i z balkonem. Na dworze ziąb i pada, czasem leje. Smutno. Siedzę i myślę, że mi smutno (okropność!). I nagle błysk w duszy. Niesamowite, widziałem, dosłownie widziałem ten błysk. I rosnące przekonanie: zaraz będzie ci fajnie… Po dobrej chwili uświadomiłem sobie, że to mi się wydarzyło. Taki błysk! Wraca radość. Ubieram sutannę i idę do papieskiej kaplicy.

2013-06-02
REAKCJA.
Z sejmowych ław Sojuszu Lewicy Demokratycznej padła propozycja, by tutaj uczcić 90. urodziny Wojciecha Jaruzelskiego, twórcy stanu wojennego. Natychmiast zdecydowanie zareagowało Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie: „Zapraszanie komunistycznego zbrodniarza do parlamentu niepodległej Rzeczypospolitej jest jawnym naigrywaniem się z ideałów wolności i demokracji, które w trakcie swej sterowanej przez Moskwę kariery politycznej konsekwentnie zwalczał gen. Jaruzelski, nie wahając się przed przelewaniem krwi swoich rodaków w 1970 i 1981, a także Czechów i Słowaków w 1968 roku. Jedynym właściwym dla tego człowieka miejscem jest ława sądowa, a nie Sejm. (…) Oczekujemy od wszystkich klubów parlamentarnych zdecydowanego potępienia decyzji SLD – partii, która nigdy nie zerwała z komunistyczną przeszłością i przy każdej okazji usiłuje ją gloryfikować” .

2013-05-31
KOMENTARZ.
Jest i komentarz do tej rozmowy, dał go redaktor naczelny Frondy, Tomasz Terlikowski. Chyba warto go zauważyć. „Przekonanie o tym, że istnieje pewne prawo wpisane w naturę świata i człowieka, przenika całą wielką filozofię europejską od starożytności aż do współczesności. Rozumiem, że Leszek Miller studiował głównie filozofię marksistowską, więc może być dla niego zaskoczeniem, iż np. Sokrates, który nie był katolikiem, oddał życie, by przypomnieć o tym, że są pewnie zobowiązania, które są ważniejsze niż prawo stanowione. Z bardzo podobnym sporem etycznym mieliśmy do czynienia w przypadku Antygony. Pan Miller powinien się douczyć, żeby zrozumieć, że cywilizacja, w której żyje, opiera się na prawie naturalnym, nie zaś na prawie stanowionym. Ale przypuszczam, że dla starego komunisty – wychowanego w doktrynie, że państwo może wszystko, np. likwidować kułaków – jest to nie do pojęcia” .

2013-05-30
PRYNCYPIA.
W Uroczystość Bożego Ciała w Krakowie ks. kard. Dziwisz powiedział niedwuznacznie: „Prawdy nie ustala się przez głosowanie, dlatego nawet parlament nie jest powołany do tworzenia odrębnego porządku moralnego niż ten, który jest wpisany głęboko w serce człowieka, w jego sumienie”.
Konia z rzędem temu, kto się nie domyśli, jak zareagował na to uważny „słuchacz” hierarchii kościelnej, szef SLD Leszek Miller. Oczywiście, zaatakował i to pryncypialnie. „Polska nie jest państwem wyznaniowym i mam nadzieję, że nie będzie. Nie może być prymatu ewangelii nad konstytucją. Konstytucja musi być ważniejsza od ewangelii”. Gdzie Rzym, a gdzie Krym! Jednak wyraźnie widać, że polscy postkomuniści otrzymali od mocodawców nowy sygnał: skończyć z atakowaniem płotek w Kościele, czas na grube ryby i to z grubej rury!

2013-05-27
ARTYSTA.
Dziś, aby zostać artystą poważanym przez salon, wystarczy atakować Kościół i propagować homoseksualizm. Talent nie jest potrzebny.
W czasach PRL krążył dowcip: „Aby zostać członkiem Związku Literatów Polskich, trzeba wydać jedną książkę i dwóch kolegów”. Dzisiaj wic ten można przerobić: żeby zostać współczesnym artystą, należy mieć w dorobku jeden wernisaż oraz obrazy. Najlepiej obrazy uczuć religijnych (Marcin Hałaś). Podobnie dzieje się na scenach polskich teatrów. Czy wszyscy są tacy? Nie. Są artyści nie-salonowi, ale ci są dziwnie bezsilni. Trudno im doprosić się o dotacje na publiczne zaistnienie.

2013-05-24
CIĄGŁOŚĆ.
W dzisiejszej brewiarzowej Godzinie Czytań św. Jan Bosko wyznaje: „Obecnie do wzywania Maryi nie zmuszają nas sprawy prywatne, lecz bardzo ważne niebezpieczeństwa zagrażające wszystkim wiernym. Obecnie sam Kościół katolicki stał się przedmiotem ataków. Atakuje się jego prace, jego święte instytucje, jego głowę, jego naukę i karność. Kościół katolicki jest atakowany jako ostoja prawdy i nauczyciel wszystkich wiernych”. Autor tego zapisu obserwował życie społeczne i polityczne Europy w połowie XIX wieku. A czy dziś żyjemy w innej atmosferze?
Cóż to oznacza? – Ano tyle, że ludzie się zmieniają, umierają, ale szatan, wróg Kościoła Chrystusowego, istnieje, ciągle jest ten sam. Całe szczęście, że i Maryja – Wspomożenie wiernych – jest ta sama!

2013-05-23
BUDZENIE.
Papież Franciszek dziś przy grobie św. Piotra przewodniczył wyznaniu wiary biskupów włoskich. Mówił im pokornie, utożsamiając się z nimi w posłudze biskupiej, a jednocześnie bardzo zdecydowanie: „Nie jesteśmy wyrazem jakiejś struktury czy też potrzeb organizacyjnych: także z posługą naszej władzy jesteśmy wezwani, aby być znakiem obecności i działania zmartwychwstałego Pana, a więc budowania wspólnoty w miłości braterskiej.
Nie jest to oczywiste, albowiem nawet największa miłość, jeśli nie jest nieustannie ożywiana, słabnie i gaśnie. (…) Brak czujności – jak wiemy – sprawia, że pasterz staje się obojętny. Sprawia, że staje się on roztargniony, zapominalski a nawet niecierpliwy. Ów brak uwodzi go perspektywą kariery, przynętą pieniędzy i kompromisu z duchem tego świata. Rozleniwia go, przekształcając w funkcjonariusza, urzędnika, bardziej troszczącego się o siebie, o organizację i struktury, niż o prawdziwe dobro Ludu Bożego”. Niech to wybrzmi w całym Kościele jako pobudzający głos, bo biskup – urzędnik to gruby zakalec w duszpasterzowaniu parafialnym.

2013-05-21
OFIARA.
Wieczorem paryska Notre-Dame oczyszczała się modlitwami ekspiacyjnymi po zbezczeszczeniu samobójstwem stopni głównego ołtarza. Wcześniej, o godz. 16: 00, 78-letni Dominique Venner, historyk, dziennikarz i ceniony eseista, strzelił sobie w usta na znak sprzeciwu wobec przyjętej przez francuski parlament ustawy o małżeństwach homoseksualnych.
Czy oświeceni spadkobiercy zburzonej Bastylii, uparcie niedostrzegający wielotysięcznych tłumów demonstrujących pod hasłami: rodzina to mama i tata, i dzieci, zrozumieją tragiczną doniosłość tej desperackiej, humanistycznej ofiary?

2013-05-18
ZMIANA.
Dziś w południe Archidiecezja Wrocławska dowiedziała się, kto będzie następcą emerytowanego abpa Mariana Gołębiewskiego. W auli seminaryjnej wypełnionej księżmi nazwisko nowego ordynariusza padło jak kamień w głęboką studnię. Cisza; zaskoczenie i zdezorientowany pół uśmiech błąkał się przez chwilę po niepewnych (zawiedzionych?) twarzach. Kto to taki? Nikt spośród nas? – Nikt, panowie! Górny Śląsk zubożał na rzecz Dolnego Śląska o jednego sufragana, ks. bpa Józefa Kupnego. To nazwisko ani razu nie pojawiło się na (jakże tfu-rczej!) giełdzie episcopabilis. Duch Święty ponownie, jak niedawno w Sykstynie, zaskoczył wszystkich. Reformatorzy zza burty pewnie w zdenerwowaniu szarpią swe brody.

2013-05-17
DEBATA.
W redakcji Gazety Wyborczej Adam Michnik zorganizował debatę na temat ni mniej ni więcej, tylko „Chrześcijanie jak sól. Kościół w czasach kryzysu”. Głosy niektórych uczestników debaty, reprodukowane w odpowiednio podkreślanych fragmentach w Internecie, przywodzą na myśl stare polskie przysłowie: „Diabeł ubrał się w ornat i ogonem na mszę dzwoni”.
Perfidia ludzka jest niewyczerpana w swych pomysłach, gdy założy sobie za cel niszczenie Kościoła. W stalinowskiej komunie służył temu specjalnie stworzony Wrocławski Tygodnik Katolicki. Tam właśnie swe młodzieńcze pióro „demaskatorskie” przeciw kościelnej hierarchii ostrzył bodajże najstarszy uczestnik obecnej debaty.

2013-05-10
RADOŚĆ.
Ojciec św. Franciszek dziś rano w kaplicy Domu św. Marty bardzo się rozradował. Tłumaczył koncelebrantom i uczestnikom Mszy św.: „Czym jest ta radość? Czy to jest wesołość? Nie, to nie to samo. Wesołość jest dobra, dobrze jest się weselić. Ale radość jest czymś więcej, jest czymś innym. (…) Radość jest darem Pana. Wypełnia nas od wewnątrz. To jakby namaszczenie Duchem Świętym. Tę radość znajdujemy w pewności, że Jezus jest z nami i z Ojcem. (…) Radości nie można zatrzymywać: musi iść naprzód. Radość jest cnotą pielgrzymującą. Jest to dar, który podąża na drodze życia, podąża z Jezusem: przez głoszenie, przepowiadanie Jezusa, radość wydłuża i poszerza drogę. Jest to właśnie cnota ludzi wielkich, tych wielkich, którzy są ponad małościami ludzkimi, nie dają się wplątać w małe wewnętrzne sprawy wspólnoty, Kościoła: zawsze spoglądają na horyzont”. Czy nie myślał tu o wielu ludziach Kurii Rzymskiej?

2013-05-03
UROCZYSTOŚĆ.
Na Jasnej Górze tłumy i w całym kraju mniej lub bardziej bogate uroczystości patriotyczne. W naszym kościele wieczorem celebrowaliśmy w intencji: „Za Ojczyznę – o nawrócenie moralne elit rządzących”. To pewnie ks. abp Józef Michalik swym kazaniem na szczycie jasnogórskim przed południem dał natchnienie do takiej intencji. „Niepokojący jest (…) szerzony dziś wyścig za stylem życia bez Boga, bez etyki, bez zasad moralnych naszych konkretnych braci i sióstr, a także naszego państwa nie mającego odwagi w uchwalaniu praw zgodnych z Bożym prawem, z naturą ludzką i dobrem narodu. Niepokoić musi i niepokoi brutalizacja życia publicznego i eliminacja Pana Boga z życia tegoż społeczeństwa. (…) Zanika dziś niestety patriotyzm, miłość Ojczyzny gotowa do poświęceń. Powoli umiera człowiek w człowieku. Wiele jest dziś niepokojących wydarzeń w Polsce, wiele jest zgorszeń, korupcji, kłamstwa i nieprawdy w naszym codziennym życiu, a także w życiu publicznym”.
Pokazywanie w prostej linii ran, zakażeń i liszajów na ciele elit jest potrzebne tym bardziej, że media publiczne milczą lub w żywe oczy przeczą tym zjawiskom. Co więcej, przesłaniają je niewybredną krytyką ludzi Kościoła.

2013-05-01
MAJÓWKA.
Nie za ciepło, pochmurno, deszcz wisi na niebie. Po Warszawie włóczą się czerwone marsze z hasłami wołającymi o pracę i płace godne człowieka. Wygląda to dość śmiesznie, bo można zobaczyć tam twarze lewicy, która nie tak dawno stała u sterów i miała szanse dawać pracę i płace. Ot, zwykłe gardłowanie na pikniku przy pełnych brzuchach. Prawdziwa bieda nie na pochodach z orkiestrą wydeptuje bruki.
We Wrocławiu w naszej parafii mieliśmy maleńkie, lokalne zwycięstwo. Po wielu, wielu miesiącach, pokonując cwaniactwo i dyletanctwo wykonawców, siostry karmelitanki przy udziale wielkich i małych sponsorów doprowadziły wreszcie do poświęcenia odnowionej kaplicy. Dostojny celebrans, ks. abp Marian Gołębiewski, rzetelnie zadziwił się widząc wnętrze kaplicy szczelnie wypełnione rozmodlonymi uczestnikami uroczystości. Miałem i ja swoją cichą radość, bo w tym tłumie dostrzegłem wiele twarzy parafian. Wielokrotnie wspólnie organizowaliśmy pomoc dla sióstr. Karmel w naszej parafii to bogate źródło łaskawości Bożej. Tu wszelakie ludzkie biedy pomocy doznają. Kaplica jest piękna, choć pewnie komuś będzie tęskno do starego wystroju. De gustibus non disputandum est.

2013-04-27
WIOSNA.
Kilka dni plusowej temperatury i jeden deszcz, a dookoła świat się zazielenił. Z podziwem patrzę na te złotozielone wisiorki brzóz i na te drobniutkie listeczki na drzewach wokół plebanii, przecież jeszcze wczoraj tego nie było. Co za potęga witalności przyrody! Nawet kijek w doniczce dla podtrzymania zasianych roślin wypuścił swą ukrytą zieloność. Coś niesamowitego! Toż to wiosna! Wielu narzeka na nią, że taka spóźnialska. No, ale przyszła wreszcie. Nie śmiem narzekać, a po cichu nawet myślę, że to Wielkanoc gregoriańska przyśpieszyła w tym roku. Prawosławni i grekokatolicy jutro będą święcić palmy. Nie ukrywam jednak, że mi brakuje wyraźnej synchronizacji drogi paschalnej z pochodem wiosennego przebudzenia.

2013-04-22
MILIONY.
Ks. kard. Kazimierz Nycz marzy, aby na 1050. rocznicę Chrztu Polski w 2016 roku można było poświęcić Świątynię Opatrzności Bożej w Warszawie. Budowa kosztowała już 120 milionów złotych i potrzeba jeszcze do surowego stanu jakichś 30-40 milionów. Marzy się metropolicie i po cichu modli się, aby tego poświęcenia dokonał papież Franciszek. Zwierza się mediom: „Gdyby udało się utrzymać dotychczasowe tempo zbierania środków ze zbiórki, od darczyńców prywatnych i sponsorów, to jestem głęboko przekonany, że następne trzy lata będą tym czasem, kiedy wejdziemy do kościoła” . Byłaby to piękna sprawa! Ma prawo kardynał Nycz do takich marzeń, przejął przecież tę schedę budowlaną po swoim poprzedniku, no i sama idea wielka, wielowiekowa i całopolska! Sam już wysłałem kilka razy jakąś cząstkę z mej emerytury. Ale jakiś głos wewnętrzny (anioła światła czy ciemności?) podpowiada mi, że Ojciec Bergoglio nie zechce poświęcić tych milionów. Zobaczymy.

2013-04-20
ŚWIADECTWO SIOSTRY.
Wszystko, co odsłania duchowość Ojca Świętego Franciszka jest ważne i ciekawe. Polscy franciszkanie w prowincji Buenos Aires zaprosili na obiad siostrę papieża Marię Elenę Bergoglio. Opowiadała o swoim Bracie. „Nie zaskakuje mnie, że Jorge zmienia zwyczaje. Dla niego najważniejszy jest człowiek. Duch Święty jest z nim. On wiele pracuje i będzie wymagał od innych tego samego. Zapewne będzie musiał dokonać zmian, które wielu nie będą się podobać. On jest mocnym i silnym człowiekiem. Największą siłę daje mu Duch Święty. Ma wielką wiarę. Ale to nie dziwi, ponieważ od kołyski uczono nas kochać Boga. Nasza rodzina zawsze była Kościołem domowym” .

2013-04-19
WYROK Z PYTANIAMI.
Po osiemnastu latach od wniesienia oskarżenia, wreszcie niezawisły sąd polski wydał wyrok na sprawców masakry robotników Wybrzeża w 1970 roku. Nie wiadomo, czy śmiać się, czy płakać nad tą sentencją wyroku. Jeden prominentny komunista uniewinniony, inny wyłączony z procesu ze względu na stan zdrowia, a dwaj dowodzący strzelcami otrzymali dwa lata w zawieszeniu za „śmiertelne pobicie” robotników. Hańba sprawiedliwości! W 1970 r. na Wybrzeżu zginęło 45 osób.
Skandal – mówią ludzie Wybrzeża. Kompromitacja sądu – ubolewają solidarnościowcy.
Czyimi dziećmi są dzisiejsi sędziowie, jakie szkoły ich kształciły, jakie rodziny ich wychowywały? A może inaczej: kto wciąż stoi w cieniu polskiej Temidy i pociąga sznurkami? Bo przecież od 40 lat nasze sądy wśród przywódców nie doszukały się winnych śmierci Polaków lat 70. i 80.

2013-04-16
OBSERWACJE.
Dopust Boży dotykający jednego człowieka może poruszyć, a nawet zmienić (z czasem) na lepsze drugiego, bliskiego mu. Trzeba poczekać, bo przepychanie się przez pychę aż do pokory w sercu może potrwać dłużej.

2013-04-14
PIELGRZYMKA.
„Nie tylko młodzi Polacy, nie tylko – starych tam też nie brakowało… Jeden z nich właśnie ośmiela się pisać do księdza. 😉 Dwie godziny siedziałem na schodach w katedrze, czekając na TĘ Mszę Świętą… Potem prawie drugie tyle samej Mszy. Prawie cztery godziny na katedralnych, kamiennych schodach. Na stopach moich siedziała jakaś starsza kobieta, taki był tłok. To jak pokuta niemalże, ale ja grzesznik niepoprawny wciąż jestem, to i nie narzekam… Warto było! Tylko z tyłu głowy miałem wciąż obrazy z ponad trzydziestu lat wstecz – z naszej wrocławskiej katedry… Może jeszcze tylko: „Ach, ty trudna Polsko!” oraz te od Faustyny: „Polsko, ile ty mnie kosztujesz”. Wszystko, co cenne MUSI KOSZTOWAĆ! I z taką to pociechą wracałem do domu… Pozdrawiam. Gustaw F”.
Dobrze, że jesteś już w domu, wróciłeś cały z Warszawy. Za te słowa i za TĘ PIELGRZYMKĘ dziękuję Ci, Gustawie.
We Wrocławiu trzecią rocznicę Smoleńska uczciły dwie wielkie m a n i f e s t a c j e. Ipsa die w wielkim kościele Maryi Panny na Piasku oraz wcześniej, 6 kwietnia, w kościele św. Mikołaja, u paulinów. Kościół na dole był nabity, a balkony wypełnione tak podczas Mszy, jak i po niej, w poetycko-muzycznym koncercie patriotycznym. Twarze poetów i muzyków olśniewał blask 96-ciu świec płonących przed ołtarzem. Ta m a n i f e s t a c j a była artystycznym otwieraniem oczu politykom, pokazywaniem, jak patrzy i co widzi Naród.

2013-04-10
TRZECIA ROCZNICA.
W całym kraju gęsto zapaliły się dziś wieczorne światła pamięci o katastrofie smoleńskiej i o zbrodni katyńskiej. Ks. bp Józef Zawitkowski wołał (w swój oryginalny sposób) w Katedrze warszawskiej:
„Dowiemy się kiedyś prawdy o Katyniu, o Smoleńsku? Nie pytajcie bezbożnych, kto zabił Prezydenta. Specjalnością czarnych aniołów jest kłamstwo i niszczenie miłości. Miłości, która jest miłością do Boga, do Ojczyzny i wzajemnej miłości do braci. My nie jesteśmy żałobnikami, co chodzą z katedry przed Pałac Namiestnikowski. My nie jesteśmy chorzy na Ojczyznę, my tylko chcemy pamiętać i zachować tożsamość. Bo Ojczyzna – ziomkowie, to jest moralne zjednoczenie, w którym nawet partyj już nie ma, w którym partyje są jak bandy lub koczowiska polityczne, w których ogniem jest niezgoda, a rzeczywistością cuchnący dym wyrazów (C.K. Norwid). I znów oddech pana Sucharskiego: Ach, ty trudna Polsko! Nasze przejście Krakowskim Przedmieściem jest przypomnieniem pogrzebu Prezydenta, przypomnieniem jedności Narodu, którą wtedy widzieliśmy, jest obroną krzyża, który krzyczy i krwawi, a krzyż ma wielkie / na całą Europę ramiona (A. Mickiewicz)”.
Wszędzie tłumy młodych Polaków w biało-czerwonych barwach. A w telewizji oficjele wciąż usiłują, przy stosie wykrytych kłamstw, zaniechań i zaniedbań, bronić rzetelności rosyjskiego MAK-u i polskiego Millera.

2013-04-05
TYLKO JEZUS.
Dziś papa Franciszek podczas porannej Mszy św. w kaplicy Domu Świętej Marty, gdzie wciąż mieszka razem z innymi duchownymi, zilustrował swą homilię o perypetiach apostołów Piotra i Jana, którzy ongiś w imię Jezusa uzdrowili człowieka chromego, ciekawym współczesnym świadectwem: „W kurii w Buenos Aires od 30 lat pracuje skromny człowiek, ojciec ośmiorga dzieci. Zanim wyjdzie, pójdzie wykonywać powierzone mu obowiązki, zawsze mówi «Jezu!». Zapytałem go kiedyś: «Dlaczego zawsze mówisz ‘Jezu’? ». Ten skromny człowiek odpowiedział: Kiedy mówię ‘Jezus’ czuję się silny, czuję, że mogę pracować, i wiem, że On jest ze mną, że mnie podtrzymuje. Papież podkreślił, że człowiek ten nie studiował teologii, ma tylko łaskę chrztu i moc Ducha Świętego. Ojciec Święty dodał, że we współczesnym świecie wiele osób próbuje rozwiązać swoje problemy uciekając się do czarowników czy kart tarota. Ale tylko Jezus zbawia i „musimy o tym zaświadczyć! Tylko On jeden”.
Kto wie, czy to nie od dziś właśnie rozpoczął się odwrót zachwytów medialnych innowierców nad „niespodziankami” nowego Papieża?

2013-03-31
WIELKANOC.
W śniegu. Dobrze, że przynajmniej sobotnie poświęcenie ognia przed kościołem i procesja rezurekcyjna o północy odbyły się przy suchej pogodzie. W nocy przyprószyło, a przez dzień dosypało. Trzeba wkładać wysokie buty. W kościele sporo pań w zimowych czapach. Brak dzieci na Mszy, wybyły z rodzicami w góry na narty i sanki. Pod wieczór nagie, czarne gałęzie drzew przyoblokły się w białe togi. Odświętnie. Liczne spóźnienia na liturgię. Tupanie i omiatanie butów. Wprawdzie nikt nie zaintonował kolędy, ale trudno było dziś myśleć o wiosennym odrodzeniu życia.
Gdyby to było pod koniec grudnia, cieszyłbym się z takiej oprawy świątecznej. Dziś trudno się uśmiechnąć do tej niespodzianki. Ci w górach pewnie śmieją się całą gębą.

2013-03-27
PIERWSZE SŁOWO.
Ojciec św. Franciszek dziś powiedział pierwsze słowo do Polaków na audiencji środowej:
„Pozdrawiam polskich pielgrzymów. Drodzy bracia i siostry, jutro rozpoczynamy Triduum Sacrum. W liturgii będziemy na nowo przeżywali tajemnice męki, śmierci i zmartwychwstania naszego Pana Jezusa Chrystusa. Starajcie się w tych dniach wchodzić z coraz większą wiarą w Bożą logikę, w logikę Krzyża, która nie jest przede wszystkim logiką cierpienia i śmierci, ale miłości i darowania siebie, przynoszącą życie. Niech Bóg wam błogosławi!”.
Ta logika Krzyża, podpowiadana przez papieża Franciszka, nie wyrasta z obserwacji ciała, lecz jest apelem do ducha człowieka wierzącego w Chrystusa.

2013-03-21
RÓŻNE ŚWIATY.
Ojcu Ludwikowi odpowiedział w Gościu Niedzielnym jego brat zakonny: „Zdaniem o. Wiśniewskiego, poczucie zagrożenia odnośnie do polskiej tożsamości czy sposobu funkcjonowania struktur władzy jest bezzasadne i niepotrzebne w praworządnym państwie, jakim jest dziś nasza ojczyzna. Takiego przekonania mogę mu jedynie pozazdrościć: najwyraźniej żyjemy w innych światach. (…) U nas jest coraz więcej ubóstwa i bezrobocia, korupcji i zakłamania. Nauczanie społeczne bardziej niż kiedykolwiek jest dziś potrzebne jako czytelny głos sprzeciwu wobec jawnego i cynicznego budowania struktur zła, które prowadzą do rozprzestrzeniania się grzechu. (…) Czy o. Rydzyk nie ma przynajmniej w jakiejś części racji, bijąc na alarm wobec radykalnie postępującej relatywizacji pojęcia prawdy i rozkładu zwykłych ludzkich wartości? Czy nie stajemy się zakładnikami antychrześcijańskiej kultury, prowadzącej do coraz głębszego zniewolenia naszego sposobu życia i wypowiadania się? Czy nie jest to zagrożenie o wiele poważniejsze niż sam sposób mówienia o nim w Radiu Maryja? (…) Nie widzę sensu w podważaniu jego [o. Rydzyka] słusznej krytyki przemian naszej kultury, którą wiele osób opisuje jako proces zwykłego gnicia. (…) Obawa przed świadomą strategią skierowaną przeciw tradycyjnym wartościom jest zwyczajnie uzasadniona”. Autor tej odpowiedzi, Michał Mrozek OP, jest dr. teologii, pracuje naukowo w Instytucie Tomistycznym w Warszawie, jest wykładowcą w Kolegium oo. Dominikanów. A w jakim świecie pisze o. Wiśniewski?

2013-03-17
DWA WIATRY.
Papa Franciszek idzie jak burza w swój pontyfikat. Media wprost oddychają jego przemówieniami, westchnieniami modlitewnymi i spontanicznym zachowaniem. Dziś rano celebrował Mszę św. w parafialnym kościele w Watykanie. W tłumie rozpoznał dwóch księży z Argentyny – biskupa i kapłana pracującego z dziećmi ulicy w Buenos Aires – podszedł, uścisnął i przedstawił ich cenną pracę zgromadzonym wiernym. Po celebrze stanął u głównych drzwi przed kościołem i każdemu wychodzącemu podawał dłoń. Na placu św. Piotra w południe stanęło 300 tysięcy pielgrzymów do wspólnej modlitwy z papieżem, słuchali w ciszy katechezy o miłosiernym Bogu, który nie jest zmęczony przebaczaniem. (Ciekawe i chwytliwe ujęcie!). Zrezygnował z pozdrowień w różnych językach; z tłumu pozdrawiały go transparenty w wielu językach.
Jednakże obok tego nowego, sympatycznego powiewu uczuć, z Francji ruszył ostry, szybko wiejący przez Europę, nieprzyjazny wiatr oskarżeń za rzekomo naganną postawę dawnego przełożonego jezuitów, Jorge Bergoglio, wobec dwóch byłych zakonników torturowanych przez juntę wojskową w latach 1976 – 1983. W Polsce natychmiast dołączyła do tego nurtu szefowa poznańskiego Teatru Ósmego Dnia. Niestety, diabeł nienawiści ma długi ogon do mieszania w tyglu opinii publicznych.Dziś świat usłyszał wyjaśnienia sędziów argentyńskich neutralizujące zarzuty i określające te oskarżenia jako obrzydliwą próbę zdyskredytowania osoby nowego Papieża.

2013-03-15
BUDOWANIE POMNIKA.
Z opóźnieniem znów otrzymałem od parafian drugą część wypowiedzi o. Wiśniewskiego na temat nieładu w hierarchicznym Kościele polskim. Ojciec Ludwik, podobnie jak ongiś Apostoł Paweł św. Piotrowi, stawia konkretne pytania konkretnym biskupom. Oczywiście, nie spodziewa się od nich odpowiedzi. Myślę, że mógłby je postawić bezpośrednio w mieszkaniu biskupim i otrzymałby niejednokrotnie odpowiedź szeroko otwierającą oczy wpatrzone nieruchomo we władzę. Tak, ale wtedy Polska by się nie dowiedziała, że on – charyzmatyczny duszpasterz i legenda opozycji – je stawia! Demokracja dzisiejsza nie otrzymałaby tak niezbędnego – już drugiego po mariańskim – wsparcia zakonnego.
Ten pracowicie przygotowany syllabus dominikańskich pytań, wydrukowany w TP i GW pod sztandarową sugestią: KTO NISZCZY POLSKI KOŚCIÓŁ – bez znaku zapytania – sprawia wrażenie próby przywołania z przeszłości ducha czuwającego inkwizytora. I wygląda to na groteskowe budowanie nieco spóźnionego pomnika duszpasterzowi, co dał się przesadzić z pola akademickiego na niwę sumień episkopalnych. Wrażenie to wzmaga umieszczona w TP na końcu artykułu fotografia o. Ludwika w czarno-białych szatach z 2011 roku.

2013-03-13
MAMY FRANCISZKA!
Środa, krótko po dziewiętnastej pojawił się biały dym nad Sykstyną. Mamy papieża! Wieść o tym spadła na nas pod koniec wieczornego nabożeństwa o dobry wybór. Właśnie modliliśmy się przed Najświętszym Sakramentem słowami śp. ks. prof. Józefa Kudasiewicza, biblisty: „Duchu Święty Boże, Duchu proroctwa i proroków, prosimy Cię gorąco, wzbudź w Kościele proroka na wzór Mojżesza, który widział Boga twarzą w twarz; na wzór Izajasza, proroka niezłomnej wiary i świętości Pana; na wzór Jeremiasza, proroka czasów zamętu religijnego i politycznego; na wzór Ezechiela, proroka czasów niewoli, pocieszyciela cierpiącego ludu…”.
Kilkanaście minut po godzinie dwudziestej ogłoszono z loży bazyliki imię nowego papieża: Franciszek. Po chwili ukazał się w bieli wysoki, szczupły, nieco onieśmielony prymas Argentyny, arcybiskup metropolita Buenos Aires, jezuita, kard. Jorge Mario Bergoglio. Zaskoczenie totalne, na placu cisza podobna do tej sprzed ponad 34 lat, gdy padło nazwisko Wojtyła. Podobieństwo również wychynęło z pierwszych słów Ojca św., gdy wspomniał, że bracia kardynałowie powołali go z końca świata.
Franciszek zaczął od modlitwy w intencji bpa Rzymu-seniora Benedykta XVI, a następnie poprosił zebraną na placu ponad 100-tysieczną rzeszę rzymian (i nie tylko) o modlitwę w jego intencji. Pochylił się głęboko w ciszy, a kamera pokazywała skupione twarze szepczące modlitwę. Ten Ojciec św. ma w sobie coś z pokory i siły ducha Biedaczyny z Asyżu.

2013-03-11
DYLEMAT.
Podrzucono mi egzemplarz Tygodnika Powszechnego. Przy tym usłyszałem: niech ksiądz proboszcz choć obejrzy to kuriozum. Na okładce – obok podtytułu kiedyś rozchwytywanego i wyczekiwanego tygodnika: KATOLICKIE PISMO SPOŁECZNO-KULTURALNE – straszy wielkie popiersie redemptorysty, o. Tadeusza Rydzyka, dźwigające obwieszczenie dominikanina, o. Ludwika Wiśniewskiego, grubą majuskułą wyartykułowane: KTO NISZCZY KOŚCIÓŁ. No, chyba nie bez racji powiedziano: to kuriozum. Ta okładka wpasowuje się bez korekty w pomysłowość Lisa, pana redaktora Newsweeka po polsku. Sam tekst o. Ludwika– najprawdopodobniej za sprawą jego temperamentu – jest nieprzejrzysty. Trudno tu się zorientować, czy autor chce ratować od zniszczenia Kościół w Polsce, czy „konstytucyjne organy władzy”. A może doświadczony w walkach z komuną o. Ludwik chciał po partyzancku podrzucić czytelnikom pomysł dopisania partykuły NIE- przed ostatnim członem podtytułu?

2013-03-09
POD KLUCZEM.
Już wiadomo: konklawe rozpocznie się we wtorek 12 marca. Kardynałowie pójdą pod klucz w Domu św. Marty na Watykanie. Pierwsze głosowanie przez 115 purpuratów – elektorów odbędzie się o godz. 16: 45. Jaki będzie dym nad kaplicą Sykstyńską i przez ile dni będziemy w południe i wieczorem spoglądać na komin przy bazylice św. Piotra? – Tylko Duch Święty to wie. Benedykt XVI powiedział na odchodnym do księży kardynałów: Nowy papież jest wśród was. Ciekawy jestem, jak się czują tak zwani papabili; media wytypowały ich kilkunastu. Dziennikarze muszą z czegoś żyć, a stare przysłowie mówi: na konklawe, kto wchodzi papieżem, wychodzi kardynałem. Chociaż, jak pamiętam, w roku 2005 przysłowie zostało zaprzeczone. Już na uroczystości pogrzebowej Jana Pawła II widzieliśmy następcę w osobie głównego celebransa, ks. kard. Josepha Ratzingera. Ale nikt się nie spodziewał, że tylko na osiem lat… Zaiste, żyjemy w niezwykłych czasach.

2013-03-06
RUDNIA.
Jeszcze jeden, z łaski Pana, mój prywatny Dzień Matki, mojej – Konstancji. Nazbierało się ich już 73, choć przecież nie od początku byłem zdolny je liczyć, a tym bardziej świętować. Przez cały dzień często zatrzymywałem się przy Mamie z modlitwą dłuższą lub krótszą. Myśli jednak w tym roku biegną dalej, do Rudni w Parafii Kołkowskiej. W tym roku mija 70 lat od strasznej rzezi wołyńskiej, z której wprost cudownie, dosłownie uciekliśmy z życiem. Ile bohaterstwa, siły i wiary musiała mieć w sobie młodziutka Konstancja z dzieckiem na ręku! 12 lipca 1943 roku w nocy nacjonaliści z UPA puścili z dymem małą wioskę, a raczej przysiółek Rudnia. Zamordowano w sposób brutalny 141 Polaków. Uratowały się jedynie 34 osoby.
Kilka lat temu pojechałem na Wołyń, do korzeni. Odnalazłem wieś Kołki i pomodliłem się na schodach zamkniętej cerkwi. Rudni nie znalazłem. Nie istnieje. Została spalona i zrównana z ziemią. W szczerym polu rośnie tam kępa owocowych drzew. Czy one szumiały wtedy wśród płaczu mordowanych kobiet i dzieci, wśród ryku i kwiku, rżenia i beczenia chudoby zamkniętej w płonących oborach, stajniach i chlewach?
Myślę o tych smutnych dziejach, słuchając wypowiedzi lwowskiego arcybiskupa, ks. Mieczysława Mokrzyckiego na forum Episkopatu Polski w Warszawie. Łaciński hierarcha z żalem mówił o niemożliwości napisania wspólnego z grekokatolikami listu do wierzących na Ukrainie. Nie ma zgody Ukraińców na określenie „rzezi wołyńskiej” jako zorganizowanej eksterminacji ludności polskiej, zaplanowanego i zdecydowanie realizowanego ludobójstwa.

2013-03-01
MODLITWA I PAMIĘĆ.
Nie mamy papieża. Jakoś pusto i smutno w Kościele.
Na polskim podwórku wspomnieniowo. Drogę Krzyżową ofiarowaliśmy rano w naszym kościele w intencji zbawienia dusz „Żołnierzy Wyklętych”. Oni nie złożyli broni i nie powrócili do swych domów, gdy ogłoszono w Berlinie koniec drugiej wojny światowej. Stworzyli nowe podziemie, jako odpowiedź na propagandową wolność wkraczającą do Polski na tankach z czerwoną gwiazdą i z Manifestem PKWN. Walczyli bohatersko i ginęli w nierównej walce. Wyobraźnię ludzką przechodzi, ile nieszczęścia polityczna nienawiść zgotowała polskim patriotom, których marzenia o wolnej, Bogu wiernej Ojczyźnie nie pasowały do planów sowieckiego najeźdźcy. I żal serce ściska, gdy pomyśleć, że to uczyniono rękami zwyrodniałych, niestety, Polaków po straszliwej gehennie okupacji niemieckiej. Przez pół wieku nie wolno było o tym mówić. Tę smutną świadomość rozświetla fakt, że „Żołnierze Wyklęci” odzyskują, (już po raz trzeci – od 2011 roku), w naszej pamięci i modlitwie polski honor, ludzką cześć i pośmiertną sławę. Coraz więcej cokołów, pomników i tablic na ziemi polskiej głosi ich bezprzykładne i niepodważalne bohaterstwo. Dzisiejszy wieczór na ulicach miast obfituje w „marsze pamięci”. Idą rodziny, maszeruje młodzież.

2013-02-28
OSTATNI ETAP.
Dzień pożegnań Benedykta XVI na Watykanie i we wszystkich diecezjach na świecie. Modlitwy i bicie dzwonów. (W Krakowie odezwał się wielki spiżowy Zygmunt). Dużo wzruszenia i ciepłych słów. Po godz. 17: 00 Ojciec św. przyleciał białym helikopterem do Castel Gandolfo, gdzie czekała wielka rzesza mieszkańców z biskupem, duchowieństwem i władzami miasta na czele. Tam usłyszeli wyjaśnienie dla jego obecności w tym miejscu: „Wiecie, że ten dzień różni się od poprzednich. Do godziny 20: 00 jestem papieżem Kościoła powszechnego, a później już nie. Będę po prostu pielgrzymem, który rozpoczyna ostatni etap swojej pielgrzymki na tej ziemi”.

2013-02-27
OBECNOŚĆ PANA.
Ojciec św. Benedykt XVI pożegnał się z nami na ostatniej swej audiencji środowej na pl. św. Piotra. Jego przemówienie do 200 tysięcy pielgrzymów i do całego Kościoła przez media zawierało wiele wzruszających momentów. O swej drodze bpa Rzymu mówił: „Pan mnie naprawdę prowadził, był blisko mnie, każdego dnia mogłem odczuwać Jego obecność. Był to okres drogi Kościoła, naznaczony momentami radości i światła, ale też momentami niełatwymi. (…) Ale zawsze wiedziałem, że w tej Łodzi jest Pan i zawsze wiedziałem, że łódź Kościoła nie jest moja, nie jest nasza, lecz Jego. Pan nie pozwoli, aby zatonęła. (…) Właśnie z tego powodu moje serce jest dziś wypełnione dziękczynieniem wobec Boga, gdyż sprawił, że nigdy nie brakowało całemu Kościołowi a także i mnie Jego pociechy, Jego światła, Jego miłości”. Ostatnie zdania papieża zabrzmiały jako natchnienie i posłanie dla nas: „Drodzy przyjaciele! Bóg kieruje Kościołem, zawsze go wspiera, a w szczególności w najtrudniejszych chwilach. Nigdy nie możemy stracić tej perspektywy wiary, która jest jedyną prawdziwą perspektywą drogi Kościoła i świata. W naszym sercu, w sercu każdego z was niech będzie zawsze radosna pewność, że Pan jest obok, nigdy nas nie opuszcza, jest blisko nas i ogarnia nas swoja miłością”.

2013-02-26
MÓJ ELEKTOR.
Wylosowałem dziś osobę ks. kard. Thomasa Collinsa z Toronto do wspierania go modlitwą, aby uczciwie, według serca Bożego, posłuszny natchnieniom Ducha Świętego wybrał nowego Ojca św. Ma lat 66, od zeszłego roku jest kardynałem. Powierzam go MB Częstochowskiej.

2013-02-24
WEZWANIE NA TABOR.
Dziś na plac św. Piotra w Rzymie przybyło 100 tysięcy pielgrzymów różnych narodowości, aby pożegnać się z Ojcem św. podczas ostatniej modlitwy południowej. Przynieśli ze sobą liczne transparenty z pięknymi słowami otuchy, wdzięczności, wierności i modlitwy. Ojciec św. nawiązał do dzisiejszego słowa Bożego o Przemienieniu Chrystusa na górze Tabor. Zachęcał do modlitwy, bez której wszelkie apostolstwo i miłosierdzie jest tylko aktywizmem. Na koniec wyznał: „Drodzy bracia i siostry, odczuwam, że to słowo Boże skierowane jest szczególnie do mnie, w tym momencie mojego życia. Pan wzywa mnie, bym „wyszedł na górę”, abym jeszcze bardziej poświęcił się modlitwie i medytacji. Nie oznacza to jednak porzucenia Kościoła, wręcz przeciwnie, jeśli Bóg mnie do tego wzywa, to właśnie po to, abym mógł nadal Jemu służyć z takim samym oddaniem i taką samą miłością, z jaką czyniłem to dotychczas, ale w sposób bardziej dostosowany do mojego wieku i sił”.
Na Gorzkich Żalach modliliśmy się w intencjach Benedykta XVI. W kazaniu pasyjnym rozważałem obecną sytuację Kościoła i Ojca św. na tle zeznań fałszywych świadków podczas sądu nad Chrystusem przed Sanhedrynem.

2013-02-22
ZA WCZEŚNIE
Dzisiaj święto liturgiczne Katedry Świętego Piotra. W kościele odprawiłem z młodzieżą Mszę w intencjach Benedykta XVI. Na dworze znowu dosypało i wciąż prószy śniegiem. To nie żarty, ślady znikają na ścieżce już po godzinie. A tymczasem przyleciały nowe kaczki. Krążyły dziś po południu nad Czarną Wodą i nad Morskim Okiem w Parku Szczytnickim. Zwiastunki wiosny, jak one doczekają końca zimy?

2013-02-21
PAPIEŻ UKRYTY.
Wciąż głośno w mediach o odchodzącym na emeryturę papieżu. Najwięcej pyszczą przeciwko Kościołowi i Benedyktowi XVI ci, którzy stoją poza Kościołem. Ujadają jak głodne psy, bo chociaż jest do ugryzienia to, co ludzkie i zewnętrzne w Kościele, to przecież nie potrafią, zobaczyć boskiej rzeczywistości Kościoła żyjącego wiarą w Jezusa Chrystusa.
Zajrzałem do książki „Światłość świata”. Na początku, tuż po konklawe, nowy Papież – pokornie świadomy tego, że Urząd Piotrowy nie jest jego powołaniem, a wybór ten jest gilotyną, której oto teraz ostrze spada na mnie i trafia – modli się do Jezusa: Co czynisz ze mną? Teraz to Ty przejmujesz odpowiedzialność. Musisz mnie prowadzić! Ja tego nie potrafię. Jeśli mnie chciałeś, to musisz mi też pomóc!
Przez osiem lat jakże trudnego pontyfikatu obfitującego w kryzysy i skandale, Papież musiał walczyć w Kościele o blask jedynej Prawdy w Jezusie Chrystusie oraz na nowo przez Ewangelię ukazywać światu fundamentalne wartości chrześcijaństwa. W swej ogłoszonej rezygnacji Benedykt XVI zawarł podstawowe wyjaśnienie: Rozważywszy po wielekroć rzecz w sumieniu przed Bogiem, zyskałem pewność… Papież odchodzi ze świadomością, że Jezus zostaje i wiosnę Kościoła ukaże w nowym swym namiestniku. Benedykt wie, że w sposób istotny może wspomagać życie Kościoła swoją ukrytą modlitwą.

2013-02-18
RELIKWIA.
Po południu pożegnaliśmy w kościele pielgrzymujący w naszej Archidiecezji Wielkopiątkowy Krzyż bł. Jana Pawła II. Wizerunek Ukrzyżowanego wyrzeźbiony w drewnie przemawia dramatycznym napięciem korpusu i rąk przygwożdżonych oraz błagalnie skierowaną ku Niebu twarzą. Artysta z Bieszczad wyrzeźbił tę pasyjkę dla swej sparaliżowanej żony, ona z kolei po latach podarowała, z prośbą o modlitwę, pielgrzymom jadącym do Watykanu. W Wielki Piątek 2005 roku schorowany Jan Paweł II, uczestnicząc przez TV w modlitwie Drogi Krzyżowej w Koloseum, obejmował rękami i tulił do policzka w swej kaplicy właśnie ten krzyż. Działo się to na dziewięć dni przed śmiercią Ojca św.
Taką oto szczególną relikwię zjednoczenia modlitewnego Jana Pawła II z ukrzyżowanym Chrystusem gościliśmy właśnie w ciągu całej minionej doby. Sporo parafian przewinęło się przez naszą świątynię podczas nabożeństw i w prywatnej, wyciszonej adoracji Krzyża.
O godz. 17:30 Krzyż w specjalnym feretronie odjechał do sąsiedniej parafii Matki Bożej Miłosierdzia na Kowalach.

2013-02-15
UMĘCZENIE.
Różni czytelnicy tekstu Benedykta XVI o rezygnacji z Urzędu zatrzymują się przeważnie nad formalnymi aspektami, które są świadectwem dokładnej poprawności dokumentu kościelnego. I słusznie, bo nikt ani dziś, ani w przyszłości nie może znaleźć haka kanonicznego podważającego wagę i słuszność decyzji ciężko chorego, starego Papieża.
Uważni jednak obserwatorzy spostrzegą z pewnością w tym oświadczeniu głębię wiary Ojca świętego, pokorną odpowiedzialność i proste zaufanie Jezusowi. Rozważywszy po wielekroć rzecz w sumieniu przed Bogiem, zyskałem pewność, że z powodu podeszłego wieku moje siły nie są już wystarczające, aby w sposób należyty sprawować posługę Piotrową (…) Najdrożsi Bracia, dziękuję wam ze szczerego serca za całą miłość i pracę, przez którą nieśliście ze mną ciężar mojej posługi (…) Teraz zawierzamy Kościół święty opiece Najwyższego Pasterza (…) Jeśli o mnie chodzi, również w przyszłości będę chciał służyć całym sercem, całym oddanym modlitwie życiem, świętemu Kościołowi Bożemu.
Zauważyć nietrudno, że Ojcu świętemu z pewnością nie jest lekko. Jego twarz nosi znaki wyraźnego umęczenia. Modlę się codziennie za Papieża, zresztą z całego świata płyną do Watykanu zapewnienia o modlitwie.

2013-02-13
SMUTEK I SZACUNEK.
Wzruszające świadectwo o Benedykcie XVI po ogłoszeniu jego rezygnacji dał warszawski teolog luterański Dariusz Bruncz : „Jestem zasmucony decyzją Benedykta XVI, ponieważ papież ten – jak mało kto przed nim – zdołał rozpalić pragnienie poszukiwania prawdy nie zawężając jej do eklezjologicznych spekulacji produkowanych w otchłaniach katolicyzmu zamkniętego w wieży z kości słoniowej. Ratzinger, wbrew temu co podaje się do wierzenia w różnych publikacjach i komentarzach, to teolog, który mówi o Bogu przeżywanym na co dzień. Odwaga pójścia za Jezusem i przede wszystkim pogłębianie przyjaźni z Chrystusem jest odpowiedzią tego Teologa na dramat historii pełnej ciemnych momentów, ale i manifestacji Bożej interwencji. (…) Jestem zasmucony, ale i pełen szacunku wobec słów Benedykta XVI. Decyzja papieża to z pewnością akt miłości wobec swojego Kościoła i posługi, którą wciąż sprawuje. To dramatyczna decyzja, która wyraża napięcie między osobą a urzędem, wielkości tak różnych, ale również trudnych do oddzielenia. Benedykt XVI, jako nasz Brat w Chrystusie, potrzebuje wsparcia i modlitwy. (…) Niech Bóg błogosławi i chroni papieża Benedykta!”

2013-02-11
ABDYKACJA.
Szok! Zupełne zaskoczenie. Papa Benedykt ustępuje z urzędu Biskupa Rzymu, rezygnuje z kierowania Kościołem Katolickim. (Jak to się stało, że taka decyzja, z pewnością wcześniej przygotowywana w Watykanie, uchowała się w tajemnicy nie tylko przed mediami?). Dnia 28 lutego o godzinie 20:00 rozpocznie się czas „pustego tronu”, gdy Joseph Ratzinger będzie żył w Castel Gandolfo, by następnie zamieszkać w byłym klasztorze sióstr klauzurowych na terenie Watykanu. Ze wszystkich środowisk katolickich płyną do Papieża dobre słowa wsparcia modlitewnego i podziękowania za 8 lat trudnego pontyfikatu. Natomiast wszelkiej maści europejskie lewactwo, także w Polsce, już obniża rangę pasterzowania Benedykta XVI. Cóż powiedzieć?

2013-02-02
MODLITWA SERCA.
Dziś jest Dzień Osób Konsekrowanych przez potrójne śluby. Moim znajomym siostrom zakonnym dedykuję z szacunkiem krótki tekst z Drogi do doskonałości św. Teresy z Avila.
„Są osoby, ja jestem jedną z nich, które Pan obdarowuje modlitwą serca; ale udają one, że są głuche. Tak bardzo bowiem są przywiązane do modlitwy ustnej – i czynią ją tak ważną – że wydaje się, iż wierzą, że są zobligowane do wykonania dziennej normy modlitewnych słów i to możliwie jak najszybciej. Starajcie się tak nigdy nie robić. A raczej zwróćcie uwagę, czy Bóg czasem was nie powołuje do takiego rodzaju modlitwy, do modlitwy serca. Byłaby to nieodżałowana strata, gdybyście tego w porę nie odkryły; zgubiłybyście bezcenny skarb”.

2013-01-31
ODWAGA.
Wciąż myślę o pokornym żalu za słowa pochopnej krytyki zapisane w testamencie śp. Prymasa – seniora. I odzywa się w mym sercu bolesna skarga księdza Popiełuszki po przesłuchaniach na esbecji i po rozmowie ze swym ordynariuszem w czasie stanu wojennego: Spotkałem przy furcie [seminaryjnej] ks. Prymasa. Weszliśmy do pokoiku. To, co tu usłyszałem, przeszło moje najgorsze przeczucia. (…) Najbardziej zabolały zarzuty, że położyłem duszpasterstwo służby zdrowia, któremu przecież serce i duszę oddawałem od pięciu lat. To działo się w grudniu 1983 roku, dokładnie na 10 miesięcy przed bestialskim zabójstwem ks. Jerzego.
Czy w przyszłości testament następcy ks. kard. Józefa Glempa będzie zawierał żal i przeprosiny katolickiego Narodu za brak odwagi duszpasterskiej, by wiosną 2010 roku stanąć przy krzyżu do modlitwy z ludem Bożym na Krakowskim Przedmieściu? I czy będzie już mało ważne, kto odczyta tekst?

2013-01-28
WIARA I POKORA.
Na zakończenie dzisiejszych uroczystości pogrzebowych śp. kard. Józefa Glempa w katedrze warszawskiej kard. Kazimierz Nycz odczytał fragmenty testamentu Zmarłego. Serdecznie ujął mnie końcowy passus tekstu: Gorąco przepraszam wszystkich braci i siostry za przykrości wyrządzone brakiem należnej miłości. Nie zawsze potrafiłem docenić wysiłki i poświęcenie wielu. Żałuję za słowa pochopnej krytyki, zaniedbania i słabości. Na tle moich ułomności wychodzą jaśniej wyświadczone mi dobrodziejstwa. Taki był nasz ksiądz prymas! – zakończył czytanie metropolita warszawski, gospodarz uroczystości pogrzebowych.

2013-01-25
TAJEMNICA POLISZYNELA.
Dziś Sejm odrzucił trzy projekty na temat tzw. „związków partnerskich”. W projektach SLD, Ruchu Palikota i PO w różny sposób postulowano zrównanie praw i przywilejów pary żyjącej „na kocią łapę” z małżeństwem kobiety i mężczyzny podejmujących trud trwałej wspólnoty rodzinnej, dającej społeczeństwu nowych obywateli. Minister sprawiedliwości Jarosław Gowin przed głosowaniem wyjaśnił, że wszystkie trzy projekty partyjne są niezgodne z art. 18 Konstytucji RP. Natomiast premier Donald Tusk przekonywał, że nie można nie zauważać, że związki inne niż małżeństwa w Polsce istnieją. Żaden z posłów lewicy nie ujawnił tajemnicy poliszynela, że ta ustawa miała otworzyć drzwi do legalizacji „małżeństw” homoseksualnych.
Odpowiedź lobby gejowskiemu w Sejmie natychmiast w wywiadzie dał ks. bp Wojciech Polak: „Kościół jest świadomy, że związki nieformalne istnieją i są dziś szerokim zjawiskiem społecznym, a dla Kościoła – wyzwaniem duszpasterskim. Ale wcale to nie oznacza, że należy aprobować tę formę życia i nadawać im te same prawa i przywileje, które ma małżeństwo. […] Jeśli więc mówimy o równości wszystkich wobec prawa, to legalizacja związków partnerskich, w szczególności homoseksualnych, które nie podejmują tych samych zobowiązań wobec społeczeństwa co małżeństwo, a otrzymywałyby niektóre spośród jego przywilejów, byłoby rażącą niesprawiedliwością. […] Mielibyśmy wyraźną i krzyczącą nierówność wobec prawa”.

2013-01-23
KONIEC CIERPIENIA.
Dziś w 83. roku życia zmarł w szpitalu w Wilanowie, zmagający się długo z chorobą nowotworową, ks. Prymas-senior kard. Józef Glemp. Myślę, że cierpienie – i to wewnętrzne, jakiego nie żałowała mu opozycja w stanie wojennym, i to długotrwałe zewnętrzne od własnego schorowanego ciała – wyrzeźbiło jego duszę i pozwoliło mu spotkać w radości księdza męczennika Jerzego Popiełuszkę. Requiescat in pace.

2013-01-22
DUSZA POWSTAŃCÓW.
150 lat po Powstaniu Styczniowym uświadamiamy sobie, jak wielką daninę życia i krwi złożyli Polacy upominając się o wolność i niepodległość u zaborcy rosyjskiego. Oczywiście i dzisiaj są tacy, którzy nie cenią tego zrywu patriotycznego, gdyż nie przyniosła upragnionego skutku. Dzisiejsze negatywne ocenianie tego wielkiego i tragicznego zrywu ma swoje źródła nie tylko w realnym obliczaniu ogromnej przewagi militarnej zaborcy nad powstańcami. Ukryte dziś źródło niechęci bije w tym samym miejscu, skąd wychodziły nie tak dawne skreślenia cenzury peerelowskiej. Miłość do wielkiego, czerwonego brata zacierała wszelką pamięć o haniebnym niszczeniu polskości przez wschodnich sąsiadów. Prawdę o duszy powstańców styczniowych sprzed półtora wieku można z łatwością odczytać choćby we fragmencie Listu Rządu Narodowego do papieża Piusa IX:
„Ojcze Święty! Walcząc przeciwko najzawziętszym nieprzyjaciołom sprawiedliwości i cnoty dla wywalczenia wolności Ojczyzny, otrzymaliśmy najweselszą wiadomość, że Ty, Ojcze Święty, dałeś dowód łaskawości swojej względem nas i względem naszej sprawy, nakazując w Rzymie publiczne modły w celu uproszenia miłosierdzia Bożego dla Narodu Polskiego. Będąc u steru spraw publicznych w tych najtrudniejszych okolicznościach, chcemy Ojcze Święty złożyć Ci najgłębsze dzięki w imieniu całego ludu polskiego za postawienie sprawy naszej wobec Najwyższej Sprawiedliwości i bronienia jej tam przez Swoje i wiernych za przykładem idących, modlitwy. Tak jest, Ojcze Święty! Silnie trzymając się tradycji religijnej przodków naszych, z tym samym znakiem wiary, jako przedmurze chrześcijaństwa chwyciliśmy za broń dla odpędzenia barbarzyńskich Moskali, nieprzyjaciół wiary, nasze krainy niszczących. Nie lękamy się sprawy naszej nazwać sprawiedliwą i dlatego pragniemy otoczyć się najczulszą opieką serca pasterskiego…”.

2013-01-14
BABA I PUSTKA.
W Gdańsku katolickim smutek. O. Jacek, wieloletni przeor klasztoru, licznie frekwentowany kaznodzieja na Mszy „ostatniej szansy” u św. Mikołaja, wyrecytował wczoraj w Internecie swą decyzję, „że dojrzał do zwyczajnej ludzkiej miłości”. Odchodzi z zakonu. Chciałoby się w odpowiedzi wyrecytować stare polskie przysłowie: ”Gdzie diabeł nie może, tam babę pośle”. Ale czy tylko o tę przysłowiową „babę” tu chodzi? W styczniowym numerze krakowskiego „Listu” w tekście o. Jacka można przeczytać na temat Kościoła: „Z jednej strony poznaje i głosi prawdę, a z drugiej wydaje się czasem kompletnie nic nie rozumieć”. Otóż, Ojciec dominikanin, ochrzczony przecież i po ślubach wieczystych, oznajmiając o swojej nowej „dojrzałości”, wyprowadzającej go z zakonu, również „wydaje się kompletnie nic nie rozumieć”. Jego obraz Boga, przywołany w internetowym pożegnaniu, nie wskazuje na Boga z Ewangelii Jezusa Chrystusa. Kaznodzieja w swym co niedzielnym nauczaniu przez 10 lat niepostrzeżenie ześlizgnął się ze szczytu Ewangelii na dno potrzeb własnego nieupilnowanego serca. W końcu podniósł kurtynę: „Przywykliśmy, że Boga nazywamy miłością, ale w rzeczywistości ten Bóg często, a tak było w moim życiu, jest pustką. I patrzenie w stronę Boga oznacza patrzenie w stronę pustki, konieczność odwrócenia się od ludzi, życia, miłości”. – I cóż tu powiedzieć? Świętych zakonników „pustka” prowadzi ku mistycznemu zjednoczeniu z Bogiem. Inni zaś wybierają „zwyczajną ludzką miłość (…) coś, co jest namacalne”.

2013-01-06
KRÓLEWSKIE ORSZAKI.
Namnożyło się tych Trzech Króli! A jacy piękni, kolorowo odziani, w koronach, na koniach i wielbłądach. To niesamowite, w 92 miastach i miasteczkach Polski przewędrowały ulicami orszaki królewskie, ciągnąc za sobą tłumy ludzi. W stolicy towarzyszyło im ponoć 50 tysięcy, całymi rozbawionymi rodzinami zdążali do szopy betlejemskiej, by pokłonić się nowonarodzonemu Jezusowi. Z warszawiakami szedł razem ichni ks. kardynał. Piękny przykład. Radosnemu pochodowi we Wrocławiu, Świdnicy czy w Oleśnicy nawet nie przeszkadzał padający śnieg z deszczem. Pokazywane w mediach zdjęcia stawały się nader romantycznymi obrazami.
Wielkie brawa dla twórców i animatorów mądrej idei religijnego budzenia lokalnej świadomości obywatelskiej. Podziw i uznanie dla setek starszych i młodych wolontariuszy.
Godne pochwały są nie tylko stroje, ale i świetne scenariusze jasełkowe z dowcipnymi dialogami. Najwięcej radości wywoływały harce diabłów kuszących i odciągających ludzi od pochodu. Tradycja chrześcijańska ma swoje stare sposoby obśmiewania pewne tematy polityczne.

2013-01-02
ROK PAŃSKI 2013

WYKREŚLONY.
Nie zauważyłem wczorajszego dnia! W Sylwestra biegiem wracałem z kolędy, by zdążyć na Mszę i nabożeństwo kończące stary rok. Pod płaszczem i pod sutanną pływałem w strumykach potu. Stare nogi wiotczały z wysiłku, ale posłuszne rozkazom z mózgu doprowadziły do kościoła. Tu odpocząłem na klęczniku przed Najświętszym. Ciało stygło powoli, ale dusza trwała w dziękczynieniu za wszystkich i za wszystko, co mnie spotkało, za dary radosne i za bolesne doświadczenia, za spotkania z dobrymi ludźmi w minionym roku. I jak każdego wieczora, dziękowałem za wiarę w moim życiu. Kimże bym był bez wiary?!
Po Mszy nie czekałem na fajerwerki, kopnąłem się do łóżka i tak przespałem do rana 2 stycznia. Jeden dzień, Nowy Rok, wymazany ze świadomości.