2011

2011-12-31
PRZEŁOM.
Wstępowałem w psalmodię pierwszych nieszporów Uroczystości Świętej Bożej Rodzicielki Maryi, gdy za oknem zaczęły wybuchać kolorowe ognie sztucznych gwiazdek. Oczywiście, to nowy 2012 rok z niebytu wbiegał w mocno zestarzały czas. Wkrótce po rozbłyskach rozsnuwał się w ciemnościach dookoła gęsty dym jak pusta aureola świata. Czas wędrował nadal w tym samym tempie jak przed północą, jak w starym roku. Jedynie wersety świętej poezji, ponad trzaskaniem pękających sztucznych radości, pozwalały mi dostrzec niezwykłość tego przełomu. „Do Pana należy ziemia i wszystko, co ją napełnia, świat cały i jego mieszkańcy. (…) Bramy, podnieście swe szczyty, unieście się odwieczne podwoje, aby mógł wkroczyć Król chwały!”(Ps 24).

2011-12-28
KRZYK GROZY.
Chciałoby się, by oktawa Bożego Narodzenia płynęła świetlistym nurtem radości nowego życia: Jezusa jak i dzisiejszego człowieka. Jednak liturgiczni Młodziankowie przypominają nie tylko o okrutnym królewskim mordercy niewiniątek, mówią również – jak zauważa prezes Polskiej Federacji Ruchów Obrony Życia – że i dzisiaj jest wielu współczesnych herodów zabijających dzieci. To nie tylko lekarze-aborcjoniści. To także ludzie mediów, którzy promując na różne sposoby „wolność zabijania”, współtworzą antykulturę śmierci. Dzisiejsze święto krzyczy ze zgrozą o wielkim problemie naszego świata: o braku szacunku dla ludzkiego życia, którego przejawami są aborcja, stosowanie środków poronnych, in vitro czy eutanazja.

2011-12-24
KORZENIE.
Z każdym rokiem coraz wyraźniej uświadamiam sobie, że nie lubię Wigilii. To zaczęło się po odejściu do wieczności rodziców. Po prostu Wigilia woła o rodzinę. Bez rodziny to żadna Wigilia. Mam tu na myśli moje odczucia psychiczne, to nielubienie dzieje się gdzieś na samym dnie mego wnętrza. Na zewnątrz zwykle przecież coś się dzieje, czasami nawet coś bardzo pięknego. Bywam u rodzin. Przez kilka lat w ramach Fundacji św. Marcina organizowałem z przyjaciółmi wieczerzę wigilijną ipsa die dla najuboższych, bezdomnych, wydziedziczonych.
Wigilia prawdziwa potwierdza się przez uprzedzającą tęsknotę do niej. Ileż to razy w czasie studiów lubelskich przedzierałem się przez wiele kłopotów, byleby dotrzeć do tego czarownego światła choinki ustawionej przez ojca, do odświętnie nakrytego przez mamę stołu z opłatkiem złożonym po środku na garści siana. Na Wigilii tęsknota ustępowała wyciszonej i ogarniającej pewności serca: jestem na swoim miejscu. Tu mam moje miejsce na ziemi. W rodzinie mam nie tylko swoje imię i nazwisko, tutaj cały w sposób naturalny, niezdobyczny ani z czyjegoś nadania, jestem Kimś. Znany i uznany. Tu nie lękam się świata. Naprawdę poza rodziną – gdziekolwiek, u kogokolwiek – jestem obcy, co najwyżej miły gość, mogę być tu, mogę być tam. Drzewo bez korzeni.

2011-12-21
KSIĄDZ JERZY.
Wśród różnych rocznic i wspomnień grudniowych jedna ucieszyła mnie szczególnie. Ks. Tadeusz Isakowicz – Zalewski umieścił w Gazecie Polskiej krótkie przypomnienie niezwykłej postaci księdza Jerzego Marszałkowicza. Dziś dźwiga już na swym rachitycznym grzbiecie ósmy krzyżyk. Poznałem go na początku lat sześćdziesiątych we wrocławskim seminarium duchownym. Obsługiwał furtę i prowadził bibliotekę. Nam, młodym chłopakom, wstępującym w mury uczelni rzucała się w oczy „mistyczna”, chuda i wysoka postać z charakterystycznym ruchem wahadła zatrzymująca się na korytarzu. Ukończył przed nami pięcioletnie studia kleryckie, nie przyjął święceń kapłańskich, chodził w sutannie i nazywano go po prostu księdzem. Żył jak ascetyczny, świątobliwy kapłan. Był erudytą i zaskakiwał często swymi odpowiedziami rozmawiających z nim młodszych kolegów. Na furcie znali go dobrze przychodzący do okienka głodni ludzie. Wynosił im z refektarza chleb, robił to, powiedzmy: pół-legalnie, ale bez szczególnego ukrywania się. Zapytywany, dlaczego to robi, zamykał oczy, z lekkim wahnięciem się w tył i do przodu, odpowiadał z wolna: bo oni są głodni. Widać było wyraźnie, że rozumiał biedaków. Jak pisze ks. Isakowicz: „W noc wigilijną ponurego roku 1981 opuścił seminarium duchowne, aby zamieszkać w starym baraku z kilkoma bezdomnymi mężczyznami”. Tak żyje już 30 lat.

2011-12-14
KWIATY I HONOR.
Miło było zaśpiewać wspólnie z Janem Pietrzakiem “żeby Polska była Polską” i przypomnieć sobie historie krzyży układanych z kwiatów przed kościołami. Tak, szanowaliśmy te kwiaty, ceniliśmy krzyże z tych kwiatów i śpiewaliśmy: Nielegalne kwiaty, / zakazany krzyż, / co dnia rozkwitają / z betonowych płyt… Niepodległe kwiaty,/ niezniszczalny krzyż. / Huczą gabinety / i imperium drży. /Szydzi z generałów, / nie lęka się wojska / nielegalny naród, / zakazana Polska!
Zakazana Polska w stanie wojennym trwała na miarę mocnego sprzeciwu wobec bezczelnych kłamstw i cynicznych argumentów na konieczność wojny jaruzelsko-polskiej. I oto właśnie wpada mi w ręce specjalne oświadczenie generała, a w nim: „Przed 30 laty wczesnym rankiem 13 grudnia zwróciłem się do Państwa z orędziem, ogłaszając wprowadzenie stanu wojennego. Decyzja ta spowodowana była wyższą koniecznością…”. – Ręce opadają. Jakaż to wyższa konieczność nakazała szefowi polskiego państwa wypowiedzieć wojnę Narodowi? Odpowiedź znajdujemy w owym orędziu sprzed 30-tu lat: „…Nie ma odwrotu od socjalizmu… Podjęte dziś kroki służą zachowaniu podstawowych przesłanek socjalistycznej odnowy… Polska jest i będzie niezawodnym członkiem socjalistycznej wspólnoty narodów”. Fałszywe proroctwa wieścił niewidzący prorok wierny swym marzeniom i ustaleniom moskiewskim. W pewnej gazecie nazwano go człowiekiem honoru, a przez 30 lat uparcie budowano mit o jego patriotyzmie i służbie ojczyźnie, nie dodając, że chodzi o nieboszczkę socjalistyczną.

2011-12-13
ZWYCIĘSTWO.
Dziś we Wrocławiu od samego rana dużo modlitwy i wspomnień. Ks. abp Marian Gołębiewski zaproszony został przez Solidarność PWr na przewodniczenie koncelebrze eucharystycznej w kościele Najświętszego Imienia Jezus przy moście Grunwaldzkim. Każdego roku profesorowie i studenci tu modlili się o spokój wieczny duszom pomordowanych Polaków . Po Mszy tradycyjny przemarsz z kwiatami pod pomnik Solidarności na kampusie PWr i pod tablice pamiątkowe śp. Tadeusza Huskowskiego i śp. Tadeusza Kosteckiego.
O godz. 11:00 konferencja jubileuszowa w auli Papieskiego Wydziału Teologicznego. Będzie czas na wspomnienia i opowieści świadków wydarzeń sprzed trzydziestu lat.
Wieczorem o godz. 18:30 w Katedrze ks. kard. Henryk Gulbinowicz odprawi Mszę św. za Ojczyznę. W stanie wojennym od samego początku co miesiąc wieczorem patriotyczny Wrocław gromadził się w Katedrze na Mszy św. w intencji Ojczyzny. Pierwsza taka Msza odprawiona została na prośbę Solidarności dnia 13 stycznia. Pamiętam, gdyż głosiłem wtedy kazanie. Również i dzisiaj zostałem poproszony o posługę kaznodziejską na tej Mszy za Ojczyznę. Po Mszy św. wyjdziemy z Katedry do Rynku, by zapalić „światła pamięci” w środku miasta i obejrzeć wystawę plenerową: „Orła wrona nie pokona”.
Tak bogaty czas obchodów okrągłej rocznicy jest wyrazem radości i poczucia zwycięstwa nad komuną. Trzeba się cieszyć nawet mimo dzisiejszych kłopotów ekonomicznych i mizerii politycznej. W tych dniach na modlitwie Jezus Chrystus jeszcze raz przypomni wierzącym: „Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 16,33).

2011-12-07
BOGATY PROGRAM.
Doprawdy bardzo bogaty jest jubileuszowy program Solidarności we Wrocławiu. Dzisiaj w gmachu Regionu o godz. 13:00 odbędzie się finał pięknego konkursu plastycznego pod hasłem: „Mój dom, moje miasto, moja Ojczyzna”. Inicjatywa ze wszech miar pożyteczna. Konkurs skierowany do dzieci i młodzieży w sposób przyjemny pozwala zastanowić się uczestnikom nad pojęciem patriotyzmu. Jest to cenne dopełnienie niedoborów współczesnej szkoły. Brawa dla organizatorów.
Trzeba też wyróżnić Solidarność Politechniki Wrocławskiej za organizowanie w dniu 9 listopada w wielkiej auli koncertu Jana Pietrzaka, niepodległego barda trudnej Polski, śpiewającego do naszych dni. Koniecznie muszę zarezerwować sobie na ten piątkowy wieczór czas od godz. 18:00.
Z kwiatami Solidarność wrocławska pójdzie 12 grudnia pod tablice upamiętniające śp. Piotra Bednarza oraz innych wrocławian, którzy w obronie Rzeczypospolitej Solidarnej stawili opór komunistycznemu systemowi. W Dozamelu przy ul. Fabrycznej o godz. 14:00 będzie tłoczno i pobożnie.

2011-12-06
PACZKI ZE ŚWIATA.
Święty Mikołaj z pewnością wielu dzieciom sprawił dużo radości kładąc pod poduszkę prezenty. Ale zrobił jeszcze coś więcej, natchnął i wyprosił Bożą pomoc dla pracowników Muzeum Archidiecezjalnego, którzy zorganizowali bardzo ciekawą i bardzo potrzebną wystawę „Paczki ze świata. Pomoc humanitarna dla Wrocławia w latach stanu wojennego”. Inicjatywa godna pochwały, bo cenna była praca zespołu Arcybiskupiego Komitetu Charytatywnego, który w ramach pomocy więźniom politycznym i ich rodzinom zorganizował szeroką sieć pomocy zagranicznej. Ciężarówki wielkie i mniejsze wypakowane po sufit przyjeżdżały z różnych krajów do Komitetu i do wielu parafii na Dolnym Śląsku. Europa chrześcijańska zdała celująco ten historyczny egzamin.
Koniecznie trzeba obejrzeć tę wystawę.

2011-12-05
CELEBRACJA.
Można się zastanawiać, dlaczego celebrujemy rocznice stanu wojennego, przecież to było nic dobrego, ciężka tragedia. Utraciło wolność i zdrowie tysiące Polaków, życia pozbawiono ponad stu patriotów niezgadzających się z działaniami władzy ludowej. Majątek narodowy uszczuplał, a związkowy został bezmyślnie, brutalnie i z wściekłością zniszczony przez zomowców. Myślę, że są trzy ważne motywy tych naszych celebracji: pamięć i pomoc modlitewna dla zmarłych, uzupełnienie edukacji młodego pokolenia i budowanie własnego ducha patriotyzmu, bo przecież zwyciężyliśmy WRON-ę i komunę.
Ten trzeci motyw pozwala nam także na słuszną radość. Solidarność Dolnośląska zaprosiła na dzisiejszy wieczór swych członków i sympatyków do gmachu opery na okolicznościowy koncert. Otrzymałem specjalne zaproszenie. Dziękuję!

2011-12-04
POMOCNA WYOBRAŹNIA.
Święta Barbara pamięta o braci górniczej. Na Śląsku w kościołach wzywa się jej przyczyny i wstawiennictwa nie tylko, by uchroniła górników fedrujących pod ziemią, ale trwa modlitewna pamięć o bardzo wielu ofiarach pochłoniętych w ciągu trzech dekad przez podziemne czeluści węglowe. Oczywiście, Solidarność Górnośląska nie pozwoli zapomnieć o ofierze, jaką złożyła na jej ołtarzu kopalnia „Wujek”. Święta Barbara niejedną też łzę dziś obetrze żonom i dzieciom zamordowanych przez juntę Wron-y strzelającą do robotników.
Dzisiejsza druga niedziela Adwentu kieruje oczy katolickiej Polski ku parafiom na wschodzie obsługiwanym przez polskich księży. Do puszek wpada, zwłaszcza na Dolnym Śląsku, chętna waluta, nie tylko miedziaki. W wielu naszych rodzinach żyje pamięć i wyobraźnia porzuconych domostw i zostawionych rozległych równinnych krajobrazów.

2011-12-03
DWUDZIESTOLECIE.
Wśród słuchaczy Radia Maryja, które dziś obchodzi 20-lecie istnienia, jest niemal trzy razy więcej osób po studiach niż dziesięć lat temu. Już ok. 25 % słuchaczy Radia Maryja ma wyższe wykształcenie. W 2001 r. takich osób było ok. 9 %, a w 2006 r. –13,5 %. Socjologowie i medioznawcy mówią, że wzrost liczby ludzi z wyższym wykształceniem wśród słuchaczy jest reakcją na psucie się informacji w mediach liberalno-lewicowych, ich nachalną propagandę oraz brak rzetelnych źródeł informacji. Toruńskiej rozgłośni, uważanej za radio ludzi niewykształconych i starszych, coraz częściej słuchają osoby wykształcone. Choć nie zawsze zgadzają się z poglądami jej dyrektora o. Tadeusza Rydzyka, to w jego radiu szukają informacji, których nie znajdą gdzie indziej.

2011-12-01
ŻYWA PAMIĘĆ.
Od jakiegoś czasu w różnych wielkich i małych miejscowościach Polacy przygotowują się do 30-lecia stanu wojennego. Plany są wspaniałe! Zakłady pracy, rady miejskie, sołectwa, szkoły przygotowują specjalne spotkania, spektakle, konkursy, wystawy, koncerty. Różne gremia społeczne w różny sposób utrwalają dramatyczne wydarzenia z wojny jaruzelsko–polskiej. Wszędzie patronują lub pomagają ludzie z „Solidarności” lub z IPN-u. Ta rozległość geograficzna tej patriotycznej pamięci dowodzi, jak ciężkim uderzeniem w cały Naród był dekret WRON-y z grudnia 1981 roku. Niestety, proces przeciwko autorom stanu wojennego wciąż trwa. Wyłączono z obowiązku obecności na rozprawach (przy zamkniętych drzwiach) generała Jaruzelskiego ze względu na stan zdrowia. Wróble ćwierkają, że być może w dniu 13. grudnia zostanie ogłoszony wyrok. Miałoby to dodatkowe znaczenia. Poczekamy, zobaczymy. Może dotychczasowa, korzeniami jeszcze tkwiąca w PRL-u, sprawiedliwość otworzy szerzej oczy.

2011-11-30
PIĘKNA NOC.
W tym roku św. Andrzej Apostoł nie zdążył przed Adwentem na zabawę andrzejkową. A co robią solenizanci? Jedni się bawią i to nieźle, nie przejmując się adwentowymi zastrzeżeniami. Inni szanują czas Adwentu, ale – mówią – po Soborze watykańskim II jest to przecież czas radosnego oczekiwania na przyjście Pana, więc bawmy się radośnie. Jeszcze inni, zwłaszcza wrocławianie po niedzielnym liście ordynariusza, zastanawiają się, czy z tą radością to taka prosta sprawa? Ks. abp napisał: „Nie wolno nam zagubić pokutnego charakteru Adwentu, który będąc czasem pokuty staje się czasem radości. Skoro pokuta przywraca człowieka najwyższemu Dobru, czyli Bogu, to jej owocem musi być radość”. Warto nad tym głębiej pomyśleć.
A czyż nie bardziej urzeka „adwent” Andrzeja, rybaka z Betsaidy, brata Szymona? Będąc uczniem Jana Chrzciciela, pewnego dnia usłyszał nad Jordanem słowa swego mistrza: „Oto Baranek Boży” (J 1,35). Mistrz wskazywał przechodzącego obok rabbiego Jezusa. Zaciekawił go ten obcy Człowiek. Zawołał kolegę i poszli za Nim. „Jezus zaś odwróciwszy się i ujrzawszy, że oni idą za Nim, rzekł do nich: «Czego szukacie?» Oni powiedzieli do Niego: «Rabbi! – to znaczy: Nauczycielu – gdzie mieszkasz?» Odpowiedział im: «Chodźcie, a zobaczycie». Poszli więc i zobaczyli” (J 1, 38-39). Była godzina 4. po południu, gdy Jezus ich zaprosił. Przegadali z Nim całą noc, do białego rana. Piękna adwentowa noc!

2011-11-26
DROGA ADWENTU.
Dziś, w sobotę tuż przed Adwentem, ks. abp Wiktor Skworc odbył swój ingres do katedry katowickiej. Ślązak powrócił – po 13-tu latach kierowania diecezją tarnowską – na Śląsk. Swą homilię rozpoczął obrazem zaczerpniętym z „Tryptyku Rzymskiego” bł. Jana Pawła II wyjaśniając, „że kto chce znaleźć źródło, orzeźwić wargi źródlaną wodą, zakosztować misterium początku, musi iść ku górze”. W ten sposób wprowadził swych słuchaczy (i czytelników) w tematykę adwentową. Adwent jest drogą do domu Ojca. Droga jest mozolna, pod górę, wymaga modlitwy, czuwania i wierności Ewangelii. Człowiek współczesny potrzebuje nowej ewangelizacji, czyli powrotu do źródła, a to oznacza nasycenie na nowo współczesnej przestrzeni kulturowej, w której żyjemy i którą tworzymy, duchem Jezusa Chrystusa. Niestety, „Europejska kultura, jak zauważył Jan Paweł II, sprawia wrażenie milczącej apostazji, człowieka sytego, który żyje tak, jakby Bóg nie istniał”. Nową ewangelizację powinien każdy wierzący katolik rozpocząć od siebie. Trzeba pokochać Kościół Jezusowy i zamieszkać w nim jak we własnym domu. We wspólnocie Kościoła na ziemi (i w Niebie ze świętymi) mamy łatwy przystęp do Źródła wiary, jakim jest Zbawiciel, a bezbłędnie prowadzi doń dany nam w Kościele Duch Święty.
Już blisko 72 lata idę pod górę, zawsze mozolnie. Nieustannie pragnę „orzeźwić wargi źródlaną wodą, zakosztować misterium początku”. Jezu, pozwól, bym choć kraju płaszcza Twego dotknął.

2011-11-22
ZWYCIĘSTWO.
Przegrana polityczna socjalistów w Hiszpanii ucieszyła bardzo wielu mieszkańców Półwyspu Iberyjskiego. Zapatero przez 8 lat robił, co chciał – mówią – teraz nikt o nim nie wspomni. Bezbożny walczył z Kościołem, więc musiał w końcu przegrać. Cokolwiek o przyczynie tej przegranej powiedzą politycy i ekonomiści, trzeba zauważyć, że ten koniec przewidywał już latem gospodarz Światowych Dni Młodzieży w Madrycie, ks. kard. Maria Rouco Varela, wskazując na Hiszpańskie dzieje mocno zakorzenione w chrześcijaństwie od dwóch tysięcy lat. Wielka modlitwa młodzieży wierzącej z całego świata nie mogła pozostać bezowocna, gdy wypraszała zwycięstwo Chrystusowej Miłości i Prawdy głoszonej przez Kościół szargany przez hiszpańskich socjalistów.
Polscy lewacy zapatrzeni w Zapatero, jeżdżący doń po naukę, niech teraz pojadą go pocieszyć. I niech wreszcie nabiorą moresu wobec swego Narodu.

2011-11-20
KRÓL SĘDZIA.
Ostatnia niedziela w roku liturgicznym, Uroczystość Chrystusa, Króla Wszechświata. Benedykt XVI kończ dziś swą wizytę w Beninie, w Afryce, dokąd przywiózł posynodalną adhortację „Africae munus”. Na Stadionie Przyjaźni w Kotonu uczestniczyło w Eucharystii 80 tysięcy Afrykańczyków z różnych plemion, a także z kilku sąsiednich krajów. Przy Ojcu św. wokół ołtarza stanęło 200 biskupów z całej Afryki. Na początek Benedykt XVI posłał zgromadzonym przywitanie: „Drogi Kościele w Afryce, stań się światłem świata, światłem Afryki. Twoim światłem jest Jezus Chrystus!”.
Na zakończenie Papież powiedział po angielsku: „Chrystus króluje poprzez krzyż, a swymi otwartymi ramionami ogarnia wszystkich ludzi ziemi i pociąga ich do jedności. Przez Krzyż obala on mury podziałów, jedna nas ze sobą i z Ojcem”. Te słowa papieskie dedykuję polskim
parlamentarzystom.

2011-11-18
80 MILIONÓW.
Zaproszono mnie na premierę filmu Waldemara Krzystka „80 milionów”. Poszedłem. Ludzi multum, sporo młodzieży, to dobrze, przecież oni nie znają czasu jaruzelskiej wojny z Narodem. Typowy film akcji, bez intelektualnych lotów, acz z pewnym przesłaniem moralnym (na przykładzie esbeka) : „czym wojujesz, od tego zginiesz”. Strona ubecka pokazana wręcz naturystycznie: ludzie obrzydliwi, wulgarni, żyjący jak wesz na kołnierzu nie dla kołnierza; zrobią wszystko, byleby utrzymać się na powierzchni i zgarnąć jak najwięcej dla siebie. Tępi, bezmyślni i posłuszni. Odrażający. Kościół potraktowany szkicowo z ukłonem w stronę bohatera, księdza Kardynała, i z doładowaniem, że nie tylko kardynałowie są sprytni w Kościele.
Czy zapraszać młodzież na ten film? – No, nie jestem pewien. Za dużo tam wulgarności. To prawda, że spotyka się różnych „czynowników” najczęściej strasznie przeklinających, ale przecież ubecy nie dlatego są godni potępienia i odrzucenia. A poza tym ten obraz wpisuje się znowu w fałszywą ścieżkę wizualną współczesnych reżyserów, że w kinie jak w życiu, bez seksu daleko nie ujedziesz! Przykre.

2011-11-17
POCHÓWEK.
Uczestniczyłem dziś przed południem na Cmentarzu Osobowickim w religijnym pochówku szczątków odgrzebanych i zidentyfikowanych ofiar terroru stalinowskiego z lat 1946 – 1951. Byli to przeważnie członkowie podziemia Armii Krajowej i innych organizacji wolnościowych, którzy nie złożyli broni po zakończeniu wojny w 1945 roku i walczyli z komuną o wolną Polskę. Trudno im było pogodzić się z układem jałtańskim i uznać hegemonię stalinowską. Chcieli Polski, o której marzyli i o którą walczyli przez całą długą wojnę. Skryli się we Wrocławiu, ale i tutaj gęsta siatka ubeckich szpiegów wyłowiła ich i posłała na śmierć. Ślady postrzałowe na wielu czaszkach wskazują, że ci ludzie byli pozbawieni życia, podobnie jak w Katyniu, strzałem w potylicę, niektórzy otrzymali więcej niż jeden strzał. Nocą byli grzebani i nie zawsze w trumnie. Kapelan więzienny tylko czasami mógł asystować przy egzekucji.
Pamiętam, jak w stanie wojennym podczas kolejnej Mszy za Ojczyznę modliliśmy się w Katedrze za tych, których w nocy na 13 grudnia wyciągnięto z domów i wywieziono nie mówiąc, dokąd. Wspomniałem wtedy o podobnej metodzie polsko-sowieckich komunistów rządzących we Wrocławiu po wojnie. Gdy wyszedłem z Katedry, podeszła do mnie starsza kobieta i powiedziała mi dyskretnie: jestem właśnie taką żoną, o których ksiądz mówił, w nocy przyszli, zabrali męża i do dziś nie wiem, co z nim zrobili. Wtedy mogłem ją tylko przytulić do serca i z nią wewnętrznie zapłakać. Dziś mogłem odprawić modlitwę Kościoła za zmarłych, poświęcić szczątki i dusze Bogu polecić. Pod koniec lat osiemdziesiątych odkryto zaniedbane i zarośnięte chaszczami kwatery 81a i 120 kryjące ciała zmaltretowane i nieuczczone religijnie. Na zbudowanej tam wg projektu Andrzeja Żarnowieckiego „ścianie płaczu” z kamiennym, kilkakrotnie przestrzelonym krzyżem wciąż przybywa tabliczek z nazwiskami ofiar odkopanych i zidentyfikowanych. Temu patriotycznemu i religijnemu zadość czynieniu dobrze służy także zwyczaj zapraszania przez pracowników IPN na taki pochówek młodzieży ze szkół wrocławskich. Dziś przy mnie w głębokim skupieniu stała młodzież z liceum salezjańskiego.

2011-11-15
ZA KLAUZURĄ.
Druga książka jest równie świetna literacko i jest autobiografią. Pisze ją Amerykanka, której się wydawało, że warto spróbować życia w klasztorze benedyktynek klauzurowych. Domyślam się, że ta próba zakończy się pożegnaniem z siostrami, ale czytam cierpliwie, bez skakania do zakończenia, czując jak narasta we mnie ciekawość całkiem, całkiem radosna. Opowieść jest dość skrupulatną, dokładnie rozpruwającą z godziny na godzinę autowiwisekcją. Celem jej chyba jest pokazanie zderzenia wewnętrznych światów mieszkających w myśleniu ludzkim. Autorka jest bardzo sprawna w lekkiej narracji o ciężkich problemach wyborów codziennych i tego, co niewidoczne w człowieku, a nieustępliwe. Błyskotliwe obserwacje balansują miedzy opisami temperamentów starszych (wciąż radosnych) i młodszych (jeszcze spętanych przepisami) zakonnic na zawsze zamkniętych w klauzurze. A wszystko to z humorem i lekko wysnuwa się z wyobraźni nowicjuszki, jeszcze nieujarzmionej przez regułę zakonną. Jest tu bardzo wiele czystej dobroci rozdawanej jakby mimochodem wśród codziennych obowiązków.
Ta książka pozwala mi odetchnąć – i coś więcej – mogę bez ponurych skojarzeń czytać tamtą pierwszą.

2011-11-14
UCIECHA.
W te jesienne wieczory czytam dwie książki, oczywiście, nie naraz. Obie mają charakter biograficzny, ale są tak różne, że pozwalają mi na czytanie na zmianę dla odpoczynku. Obie jednakowo wciągają, choć potrafią i zmęczyć. Za nie-fikcję o Kapuścińskim zabrałem się jak za lekturę obowiązkową. Od wydania jej wiedziałem, że muszę przeczytać, a jednocześnie odsuwałem ją, i to chyba nie dla jej opasłości papierowej. Ta biografia jest dla mnie nie tylko przyglądaniem się wiwisekcji na człowieku, któremu komuna podarowała swe niebo za wierność. Liczne cytaty młodej twórczości zetempowskiego agitatora czynią z niej „lekturę uzupełniającą” z lat pięćdziesiątych. Żyłem wtedy w zupełnie innym kręgu myślenia, choć musiałem brać udział w akademiach czy pochodach z czerwonymi sztandarami i brodatymi głowami na tekturze. Nie miałem okazji ani czasu na czytanie wierszy Szymborskiej lub Kapuścińskiego o Stalinie i o Nowej Hucie. Teraz jakby tamten czas powrócił, ale z lekkością uciechy.

2011-11-13
NA SKWERZE.
Dziś trudno było nie słać niepobożnych westchnień w kierunku Skweru w Warszawie. W tę samą niedzielę ustanowiono Dzień Solidarności z Kościołem w Sudanie Południowym i jednocześnie wyznaczono czytanie czterostronicowego listu pasterskiego na temat pochówku spopielonych prochów w urnie. Oczywiście, to zderzenie obowiązków trzeba poczuć na tle nieustannego z różnych stron nawoływania do skracania wszelkich nabożeństw, gdyż dzisiejszy człowiek nie zdzierży dłużej w kościele (w Kościele?). Bądź tu mądry i pisz wiersze! Albo musisz zminimalizować uwagę wobec obu zadań, albo któreś olać. Listu bpów nie można i nie wypada, więc Dzień Solidarności z głodującymi Sudańczykami trzeba ograniczyć tylko do wystawienia puszek na pieniądze. A tymczasem mam przed oczyma piękne i pracowicie przygotowane na tym samym Skwerze pomoce kaznodziejskie o czarnych braciach i siostrach, i o dzieciach głodujących w nowym państwie afrykańskim oddzielonym w lipcu wreszcie od państwa muzułmańskiego. Ktoś te materiały przygotował, włożył w nie swój czas, talent i pieniądze… Biurokracja bez synchronizacji to katastrofa!

2011-11-12
BLOKADA.
Wczorajsze obchody Święta Niepodległości nie obyły się bez burd i bójek. W Warszawie (o czym dziś głośno), a także we Wrocławiu bojówkarze lewaccy postanowili blokować kolorowe i radosne marsze młodzieży śpiewającej tradycyjne, patriotyczne pieśni i piosenki. W tragicznych starciach lewaków atakujących policję ochraniającą marsze zostało wielu rannych stróżów porządku. Zaaresztowano kilkudziesięciu najbardziej rozrabiających uliczników, niektórzy już dostali dziś wyroki sądowe. Przy tym okazało się, że nasza młoda lewica zaprosiła na tę jatkę gości za Niemiec. Wylazło szydło z worka. Kto i z kim nie lubi niepodległych Polaków?

2011-11-11
DZIEŃ OJCZYZNY.
Nostalgiczny dzien. Od rana wspomnienia i wycieczki w krainę dzieciństwa. Tam jest źródło jakiejś jasnej dobroci w samopoczuciu. Oczywiście, modlitwa za tych, którzy tam pozostali w mogiłach i wdzięczność za ich życie, walkę i krew przelaną i wsiąkniętą w polską ziemię.
Był też dziś czas pięknej rozmowy z ks. Wojciechem o zmaganiach wolnościowych i solidarnościowych przed trzydziestu laty. Ks. wikary młokosem wtedy był, ale wszystko rozumiał i właściwie przeżywał, a to dzięki swej szlachetnej matce jak i przyjaciołom.
Po południu było wspólne z parafianami śpiewanie patriotyczne w salce. Pani Róża była w swoim żywiole. Nie tylko wiodła nasze melodie na pianinie, ale przygotowała podręczne śpiewniki, prawie wszystkie słowa znaliśmy z dzieciństwa, śpiewaliśmy gromko. A potem była Msza za Ojczyznę. Dużo ludzi przyszło do kościoła, więcej niż przed rokiem. Rozważanie na temat: Ojczyzna to przede wszystkim ludzie, przyjmowane było w wielkim skupieniu. Zakończyliśmy mocnym śpiewem „Boże, coś Polskę…”.

2011-11-10
SERWATKA I DYWANIK.
Tygodnik Powszechny jak ser zawieszony w białym worku koło komina ocieka komentarzami i słowami poparcia dla ks. Adama Bonieckiego. Prócz tego przygotowano naklejki- vklejki i loga z rysunkiem głowy ks. redaktora – seniora z natychmiastową wysyłką, byleby zamówić e-wydanie Tygodnika. Jeżeli ta ekspozycja ma służyć poprawie warunków ekonomicznych redakcji, to mogę zrozumieć, ale jeżeli przy tym wszystkim widzi się tylko ilość, a nie treść tej całej serwatki, to redaktor naczelny, piszący n.b. o wstydzie Kościoła, będzie kiedyś mocno przebierał nóżkami na dywaniku przed Najwyższym.

2011-11-06
MAŁA MANIPULACJA.
W Łodzi duszpasterz środowisk twórczych na dzisiejszą inaugurację XV Festiwalu Kultury Chrześcijańskiej zaprosił ks. Adama Bonieckiego z kazaniem. Zaproszony przyjechał, nie rozmawiał z dziennikarzami i powiedział jak zwykle grzeczne i mądre kazanie. (Wolno mu, nie naruszył zakazu swego przełożonego). Otrzymał gromkie brawa. Tu jakby nie widać powodu do zgorszenia, bo w czasie stanu wojennego dzielni kaznodzieje często byli nagradzani oklaskami (Pan Jezus chętnie dzielił się z nimi chwałą). Dziś jednak ks. Boniecki poszedł o krok za daleko (i nie w tę stronę), zapraszającemu go duszpasterzowi – otoczony tłumem fanów – pogratulował odwagi. Tylko tyle, a wystarczyło, by z niedzielnej Chrystusowej Ofiary uczynić wiec poparcia dla „zakneblowanego przez zakon (Kościół) tak mądrego i otwartego na świat zakonnika”. Szkoda tych ludzi, ale nade wszystko żal mi tej nieuważnej, siwej głowy 77-letniego seniora polskiego dziennikarstwa katolickiego. Pod koniec życia można wszystko bezwiednie utracić.

2011-11-05
INGERENCJA.
Do licznych obrońców ks. redaktora Bonieckiego dołączyli: Znak, Więź i warszawski KIK. Wszyscy oni mocno krytykują zakonny zakaz odzywania się w mediach byłego redaktora naczelnego Tygodnika Powszechnego wydanego przez przełożonego prowincjalnego księży marianów. Jednocześnie Katolicka Agencja Informacyjna ogłosiła najświeższy komunikat:
„Konsulta Konferencji Wyższych Przełożonych Zakonów Męskich na spotkaniu w Niepokalanowie dnia 5 listopada, w związku z powtarzającymi się kontrowersjami wokół wystąpień zakonników w mediach przypomina, że osoby konsekrowane w życiu i działalności publicznej kierują się zasadami Ewangelii, prawem Kościoła i prawem własnym Instytutu. Obserwując roszczenia niektórych mediów do ingerowania w autonomię życia zakonnego wskazuje na zapis Kodeksu Prawa Kanonicznego: ‘w wykonywaniu zewnętrznego apostolatu zakonnicy podlegają także własnym przełożonym oraz winni pozostawać wierni dyscyplinie Instytutu’ (KPK 678 &2)”. Dobry komunikat. Lapidarny i klarowny.

2011-11-03
KLUBY TYGODNIKA.
Co za ludzie siedzą w tych Klubach? Uniesieni gorączką polityczną obecnego szefa Tygodnika Powszechnego rozkręcają nagonkę w sieci na zakon ks. eks-redaktora Adama. Czytam komentarze internautów w TP. To mi przypomina mechanizmy peerelowskie, gdy chciano zniszczyć Prymasa i abpa Kominka za List do bpów niemieckich. O, jakież brednie i półprawdy drukowały wszystkie gazety, jednakowo! „Autorami” ich byli, oczywiście, inteligenci, robotnicy i lud Polski Ludowej, wszyscy wierzący!
Podobną zajadłą manipulację spostrzegam w zupełnie prostackiej reakcji redaktora naczelnego na łamach e-Tygodnika. O opanowanie emocji proszę. Ludzie, nie krzywdźcie ks. Bonieckiego, on ma pełne prawo być najpierw posłusznym zakonnikiem, bo kiedyś sam dobrowolnie powziął tę decyzję z miłości do Chrystusa, widząc Go w swoich przełożonych. Redaktorem, dyrektorem, czy menadżerem jakichkolwiek dzieł kościelnych jest się potem, zawsze z nominacji swych przełożonych. Kto tę sprawę lekceważy, daje świadectwo nieznajomości nauki Chrystusa o radach ewangelicznych i o życiu duchowym Kościoła.
Chylę głowę wobec milczenia ks. redaktora-seniora marianina Adama Bonieckiego, jako odpowiedzi na ten niegodny wolnych ludzi jazgot medialny rozkręcany przez „bliskich” byłego naczelnego. Ks. Adamie, gratuluję posłuszeństwa i życzę pięknego czasu wejścia w głębię ciszy i jednoczenia sie z Bogiem. Świat będzie się kręcił dalej, Ciebie doskonale zastąpią następni. Teraz cichą modlitwą lepiej i skuteczniej poprowadzisz swój Tygodnik. On pilnie potrzebuje modlitwy.

2011-10-31
NOCE ŚWIĘTYCH.
W wielu miejscowościach w różnych diecezjach od kilku lat organizowane są, nie tylko wśród studentów, „Noce Świętych”, czyli modlitewne czuwanie w wigilię uroczystości Wszystkich Świętych przy relikwiach błogosławionych i świętych. Młodzież spotyka się w jednym kościele przywożąc ze swoich parafii relikwiarze – świetny pomysł. Ta modlitwa jest nie tylko dziękczynieniem Bogu za pięknych duchowo poprzedników, jest też radosnym śpiewaniem połączonym z rozważaniem życia tych ludzi, najczęściej Polaków, i historii, w której żyli i którą Bóg przez nich tworzył. Gdzie indziej znów młodzi gromadzą się przy relikwiach ludzi wyniesionych do chwały ołtarzy przez bł. Jana Pawła II. Oczywiście, obecność jego relikwii, jak i bł. ks. Jerzego, nadają specjalny, współczesny charakter spotkaniu modlitewnemu. Rozwijane nauczanie papieża Polaka o świętości prowadzi refleksję młodych ku szukaniu własnego miejsca w przestrzeni świętości i odkrywaniu bliskości Jezusa.

2011-10-30
HALLOWEEN.
Słuchałem dziś mądrej gawędy ks. bpa Andrzeja Siemieniewskiego o „Halloween”. Powielanie w naszym kraju tej dziwnej i czasami wulgarnej zabawy w uroczystość Wszystkich Świętych nazwał po prostu głupią amerykanizacją. Ma Ameryka o wiele ciekawsze i mądrzejsze sposoby świętowania i uczczenia ważnych wydarzeń historycznych, np. Święto Dziękczynienia czy wielki szacunek dla flagi narodowej. W Polsce do amerykanizacji, czyli „unowocześnienia” obyczajów, wzięli się ludzie, którzy pragną odwrócić uwagę młodych od powagi śmierci, rozstania i oczekiwania na zmartwychwstanie. To ci sami, czy tacy sami, którzy zalewają mózgi młodzieży paplaniną o nowoczesnym wizerunku człowieka wyzwolonego od przesądów i zapleśniałej moralności. Oczywiście, przy tym nabijają sobie kasę na bezmyślności niektórych nauczycieli i niedojrzałości nastolatków.

2011-10-28
ASYŻ II.
Wczoraj w Asyżu odbyło się spotkanie trzystu zaproszonych przez Benedykta XVI przedstawicieli różnych światowych religii, a także kilku niewierzących. Dokładna data spotkania w Asyżu po 25 latach była hołdem złożonym bł. Janowi Pawłowi II, którego intuicja wiary wskazała na istotny związek pokoju i modlitwy ludzi duchowych na świecie. On pierwszy zaprosił ludzi umiejących się modlić do wspólnej modlitwy o uratowanie świata przed rabusiami pokoju zbijającymi fortunę na wojnach. Wspaniały pomysł błogosławionego papieża budzi jednak dziś dziwne kontrowersje.
Dla mnie co najmniej lekkim nieporozumieniem jest zgromadzenie ludzi ducha do modlitwy… w pojedynkę. Czy to nie absurd – na ziemi św. Franciszka, który przez całe życie budował wspólnotę modlitwy – zwołać duchowych przywódców religijnych z całego świata dla osobnej refleksji? Co tu zadziałało? Jakie lęki i obawy? Jacy defetyści, widząc papieża stojącego na tym samym bruku z przywódcą anglikańskim czy z dalajlamą i innymi, obawiają się poniżenia Kościoła katolickiego?…

2011-10-27
NIERÓWNOŚĆ.
Sąd najwyższy Brazylii orzekł, że dwie kobiety lub dwóch mężczyzn może legalnie zawrzeć związek małżeński. A jak to uzasadnił sędzia? – Państwo ma obowiązek umożliwić przekształcenie trwałego związku dwóch osób w małżeństwo, bo konstytucja przyznaje rodzinie najlepszą ochronę, jeśli ta rodzina jest małżeństwem. Pytam się: to dlaczego to samo prawo nie legalizuje „trwałego związku” np. ojca żyjącego w miłości (i płodzącego dzieci) z własną córką? Gdyby im prawo umożliwiło stanie się małżeństwem, wtedy mogłoby ochraniać tę „rodzinę”? Skąd ta nierówność wobec prawa? Przecież związek kazirodczy jest srodze penalizowany. Zły anioł podrzuca podpowiedź: bo dzisiejsi interpretatorzy prawa przeważnie nie są kazirodcami.

2011-10-24
JEZULATKO.
Wzruszyła mnie wiadomość o tym, że siostry karmelitanki bose w Pradze, oglądając zdjęcia z marcowych zniszczeń trzęsienia ziemi w Fukushimie, zatrzymały się nad uszkodzoną figurą Matki Bożej i modliły się za pozostałych przy życiu Japończyków, którzy podjęli gigantyczne zadanie odbudowy swego miasta. Po modlitwie postanowiły posłać tamtejszym siostrom de Notre Dame kopię figurki „Milostne Jezulatko”. Podzieliły się tym, co mają najdroższego w swej wspólnocie, stworzyły niewidzialny most modlitwy łączący Europę z Japonią. Figurka stworzy nowe ognisko miłości i modlitwy wzmacniającej wszystkich podejmujących trud podniesienia z ruin 300 tysięcznej Fukushimy. W tym mieście od lat trzydziestych ubiegłego wieku uczą i wychowują nowe pokolenia Japończyków siostry de Notre Dame z Kanady. Prowadzą szkoły i uniwersytet pod piękną nazwą Matki Bożej Kwiatu Wiśni.

2011-10-22
WSPOMNIENIE.
Dziś wszędzie pierwsze obchody liturgiczne, i w naszej parafii, ku czci bł. Jana Pawła II. Od dnia beatyfikacji, 1 maja, wiszą w prezbiterium piękne obrazy naszego Papieża przygotowane przez parafian. Po prawej stronie Jan Paweł II uśmiecha się z ręką w geście błogosławienia, a po lewej Matka Boża Częstochowska obejmuje Papieża Polaka jak syna, który przy Jej sercu zdaje się powtarzać: Totus Tuus, Maryja, totus Tuus! – jak ongiś w Bazylice Kalwaryjskiej.
Żywe w duszy powracają obrazy sprzed 33 lat z placu Św. Piotra i z Auli Pawła VI. Tyle się od tego czasu zmieniło w świecie i w Polsce. Ludzie przechodzą, przechodzą, a Chrystus wciąż czuwa nad nami i wciąż posyła swych uczniów, by nawoływali do otwarcia się na łaskę Zbawiciela. Benedykt XVI w wielkiej czci świętuje dzień swego błogosławionego Poprzednika. Bardzo cieszy mnie wciąż poszerzająca się w świecie przestrzeń kultu Błogosławionego Papieża Polaka. Dotychczas o wpisanie do swojego kalendarza wspomnienia bł. Jana Pawła II poprosiły Stolicę Apostolską konferencje biskupów takich krajów jak Francja, Węgry, Białoruś, Ukraina, Słowenia, Japonia, Meksyk, Urugwaj i Konferencja Biskupów Krajów Skandynawskich. To musi cieszyć polskie serce.

2011-10-21
PUENTA.
Od tygodnia, po wyborach, posłuszna prasa nie widzi żadnego innego problemu w kraju, jak tylko rzekomą walkę o krzyż w Sejmie. Wojny w istocie nie ma. To posłuszni swym chlebodawcom dziennikarze atakując Kościół, rozciągają zasłonę dymną oddzielając wyborców od pustki i bezradności zwycięzców. Jak zawsze szczytów absurdu i tu sięgnęła myśl wykwalifikowanej katoliczki zasiedziałej na łamach GW. Stara się zasiać przekonanie, że hierarchowie w dążności do stworzenia państwa ideologicznego, nawołują wiernych, by nie wstydzili się krzyża. Osioł by zarżał z radości, gdyby przeczytał taką oto puentę pani dziennikarki: „Nasz(sic!) Kościół zrobił wszystko, by zniechęcić do niego katolików i zdezawuować go w oczach niewierzących”. Bravissimo!

2011-10-19
RUBER ZNACZY CZERWONY.
Jestem mocno zdziwiony i zniesmaczony i to na tle naszych rubrycystów . Żeby w Polsce, zaledwie w półtora roku po beatyfikacji, napisać w kalendarzu liturgicznym na dzień dzisiejszy: „W archidiecezji warszawskiej: Wspomnienie dowolne bł. Jerzego Popiełuszki, prezbitera i męczennika”, to zupełnie niezrozumiałe. A na kazaniu dziś kard. Nycz w stolicy wołał, że nie wolno nam zapomnieć o księdzu Jerzym. Wołanie w jednym kościele to za mało! Trzeba podnieść rangę wspomnienia do obowiązkowego w całej Polsce. Pamięć o ks. Jerzym, męczenniku to nie tylko warszawska sprawa. Na jego pogrzebie modliło się ponad 800 tysięcy rodaków. Skutki stanu wojennego przeżywali podobne jak On i wielu do dziś w sercu przeżywa i często blizny na sobie nosi. We wszystkich diecezjach ludzie w Nim widzieli i wzór, i ostoję dla swego sprzeciwu wobec barbarzyństwa komunistycznego. Na wieść o morderstwie płacz rozlegał się w miastach, miasteczkach i na wsiach, żałoba ogarnęła cały kraj.
Niech więc rubrycyści nabędą wrażliwości i pójdą po olej do głowy, i załatwią, co trzeba i jak trzeba dla Polski.

2011-10-14
MONUMENT.
A jednak Jan Paweł stanął (raczej zasiadł) na ziemi rosyjskiej w samej Moskwie. Dziś na wewnętrznym podwórzu Wszechrosyjskiej Państwowej Biblioteki Literatury Obcej, zaledwie 1,5 km od Kremla, polski kompozytor Krzysztof Penderecki odsłonił wysoki na 2 metry monument Karola Wojtyły – Jana Pawła II, „światowej rangi intelektualisty” . Siedzący na fotelu spiżowy papież Polak, z ręką położoną na Biblii, pokazuje pierwszy werset Prologu Janowego: „Na początku było Słowo”. Monument stanął wśród pomników i popiersi innych najwybitniejszych intelektualistów świata .
Trzeba podziwiać głębię uszanowania dla Jana Pawła u organizatorów całej sprawy, przecież musieli umiejętnie kluczyć wśród oporów ze strony władzy świeckiej jak i prawosławnych władyków. Przedstawiciel Patriarchatu Moskiewskiego w swym przemówieniu podkreślił, że statua papieża w Moskwie będzie przypominać jego pionierską postawę w sprzeciwie i oporze wobec bezbożnej władzy, prześladującej chrześcijan w XX w., której jako pierwsza doświadczyła Rosja. Myślę, że Jan Paweł II jako Błogosławiony z domu Ojca dokładniej ogląda w świetle proroctwa fatimskiego rozległą Rosję.

2011-10-13
NIEBYWAŁE.
Pan-polskie gadanie i paplanie o Palikocie i 10 procentach młodych Polaków głosujących na jego Ruch! Ale też i nowe zjawisko opiniotwórcze: wykształceni świeccy biją na alarm widząc zagrożenie dla wiary i porządku moralnego w naszym kraju. W tym burzliwym morzu myśli powyborczych szczególnie jasny i zatroskany wydaje mi się głos pani socjolog dr Fedyszak-Radziejowskiej: „Młodych wyborców Ruchu Palikota formowały także komercyjne i nie tylko komercyjne media w licznych programach mniej lub bardziej otwarcie lansujących pogardę i lekceważenie dla ludzi wierzących i duchowieństwa. Język tej antyreligijnej narracji przypomina czasy stalinowskie, tyle, że bez represji, szykan i zbrodni. To nie jest zaskoczeniem, bo w każdym społeczeństwie, a szczególnie takim, które ma za sobą czasy otwartej walki władzy z Kościołem, taka grupa ludzi istnieje i to jest naturalne. Problem polega na tym, że reprezentanci tej grupy zostali wybrani do parlamentu. I to jest niebywałe, że w społeczeństwie mającym tyle poważnych problemów do rozwiązania, miejsce w parlamencie zajmują posłowie partii bez programu, a jedynie z planem walki z Panem Bogiem, ludźmi wierzącymi i Kościołem”.
Niebywały też jeszcze przeczytamy, usłyszymy i zobaczymy tumult i kwik medialny obrońców neutralności światopoglądowej.

2011-10-10
PYTIA.
Pod wieczór otrzymałem anonimowego SMS-a: „Donald wygrał i jego zakładnicy. Dobrze im tak, za 4 lata nikt nie będzie miał wątpliwości, kim są”. Hmm, iście delfickie proroctwo, prosto z ust Pytii. Ciekawe może być tylko jedno: runą bez nas, czy z nami?

2011-10-09
NIC LEPIEJ.
W wyborach dzisiejszych do parlamentu według pierwszych obliczeń wyników głosowania zwyciężyła PO. Przy frekwencji niecałej połowy zdolnych do głosowania nie wygląda to na victorię całonarodową. Tak mały znak poparcia Polaków dla rządów PO po minionej kadencji – bo zaledwie niecała połowa niecałej połowy – nie wróży nic dobrego dla kraju przez najbliższe 4 lata. Natomiast ucieszeni spadkiem prognozowanego poparcia dla SLD powinni jednocześnie zaniepokoić się wzrostem liczby młodych Polaków popierających Ruch Palikota (absurd absurdu).

2011-10-06
SALON KATOLICKI.
Juliusz Braun nie zgorszył się onegdaj Darskiego „artystycznym” darciem Biblii na oczach swych fanów, ale oburzył się po obejrzeniu filmiku, na którym muzyczny juror TVP2 – Nergal ze stułą na szyi zohydzał modlitwę o uzdrowienie ludzi chorych i kalekich. I w dzisiejszym oświadczeniu dla prasy Brauna czytamy: „prowokacyjne zachowanie, wykazujące brak poszanowania nie tylko dla przekonań religijnych, ale także dla choroby i kalectwa, uważam za niedopuszczalne”. Klasyczny przykład salonowej poprawności tych, co się dziś mienią elitą katolicką, a jakże!

2011-10-05
PRZESŁANIE NADZIEI.
Ks. bp Domenico Cancian z Włoch – zapytany o przesłanie dla świata z zakończonego dziś w Krakowie II Międzynarodowego Kongresu Miłosierdzia Bożego – powiedział, że jest to „piękne przesłanie nadziei, której źródłem jest pewność, że miłosierna miłość Chrystusa jest silniejsza i większa od naszych słabości. Błogosławiony Jan Paweł II zawsze mówił o nadziei płynącej z miłosierdzia Chrystusa. Ta nadzieja jest dobrze zakorzeniona, ponieważ opiera się na bezinteresownej miłości Boga. Ta nadzieja może zmienić serce człowieka, ponieważ w jego głębi nawrócenie oznacza przejście od egoizmu do miłosierdzia, oznacza również zdolność służenia i przebaczenia”.

2011-10-04
CHWAŁA BOŻA.
O uzdrawiającej mocy Bożego Miłosierdzia mówiła dziś w Łagiewnikach s. Marie Simon Pierre, która również bierze udział w II Światowym Kongresie Bożego Miłosierdzia i – jak wiadomo – której uzdrowienie z choroby Parkinsona zostało uznane w procesie beatyfikacyjnym Jana Pawła II.
S. Marie Simon Pierre opowiedziała o swoim uzdrowieniu. Gdy papież Benedykt XVI poinformował 13 maja 2005 r. o rozpoczęciu procesu beatyfikacyjnego Jana Pawła II, Małe Siostry we Francji i Senegalu zaczęły modlić się za wstawiennictwem papieża o uzdrowienie s. Simon. W nocy z 2 na 3 czerwca zakonnica poczuła ulgę, wstała i w kaplicy odmówiła tajemnice światła, które do różańca dodał Jan Paweł II. W dniu 3 czerwca, w uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa, zakonnica przerwała leczenie. Jej lewa ręka znów zaczęła normalnie funkcjonować, a 7 czerwca neurolog potwierdził, że ustąpiły wszystkie objawy jej choroby. Od 14 maja s. Simon wciąż słyszała werset z Ewangelii św. Jana: „Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą” . – Ujrzałam chwałę Bożą na Placu św. Piotra, gdy Jan Paweł II został ogłoszony błogosławionym – 1 maja 2011roku.

2011-10-03
WIELKA POTRZEBA.
Na Kongresie dziś wystąpił, wzbudzając wielkie zainteresowanie, duchowny anglikański ks. Paul Kronbergs. Wyznał, że jego powołaniem jest szukanie i niesienie pomocy ludziom, którzy w swoim życiu odwrócili się od Boga. Podczas lektury „Dzienniczka” św. Faustyny miał widzenie „zniekształconych, ciemnych obrazów zagubionych i grzeszników z rękoma wzniesionymi do Miłościwego Pana. Wszyscy krzyczeli, prosząc Go o Miłosierdzie (…)Widziałem wówczas również czerwone i jasne promienie, przynoszące ukojenie, poczucie pełni oraz oświecenie, które oczyszczały ich dusze”. To wydarzenie przesądziło o powstaniu kapliczki, w której regularnie jest odmawiana koronka, słuchana muzyka sakralna, prowadzone są rozmowy na temat Miłosierdzia Bożego.
To mi przypomina zwierzenia mego przyjaciela, ks. Richarda Nesbitta, który dziwił się swoim starszym współbraciom, księżom katolickim, że są niewrażliwi na orędzie Chrystusa Miłosiernego, nie chcą nawet rozmawiać o „Dzienniczku” jakiejś polskiej zakonnicy. Rozbroił jednego z proboszczów proponując mu za darmo namalowany na płótnie obraz „Jesus I trust in You”. Przyjechał do Polski, zamówił u artystki we Wrocławiu duży obraz i posłał do Londynu. Obecny łagiewnicki Kongres z pewnością wiele zmieni także i w Anglii.

2011-10-02
WYBRANE MIEJSCE.
W Bazylice Miłosierdzia dziś ks. kard. Stanisław Ryłko w homilii mówił o tym wyjątkowym miejscu, które wybrał sam Bóg, by tu objawiać tajemnicę swojej miłości miłosiernej przez życie i świadectwo św. s. Faustyny. Tu modlimy się o Boże miłosierdzie dla całego świata, tu czuje się zagęszczenie spraw trudnych i bolesnych, potrzeb Kościoła i świata, przynoszonych w modlitwach pielgrzymów. – Sanktuarium jest też miejscem batalii o dusze ludzkie, czego świadkiem są tutejsze konfesjonały. Tu mają miejsce nawrócenia, tu ludzie odnajdują Boga bogatego w miłosierdzie. Kardynał apelował również, aby modlić się o to, by Kongres zaowocował większą liczbą czcicieli Bożego Miłosierdzia.
Po Mszy św. uczestnicy podpisywali list skierowany do Benedykta XVI o nadanie św. Faustynie tytułu „doktora Kościoła”.

2011-10-01
OGIEŃ MIŁOSIERDZIA.
W Krakowie rozpoczął się II Międzynarodowy Kongres Miłosierdzia Bożego. Z 70 krajów zjechało do Królewskiego Grodu 2000 delegatów – po co? Aby adorować, rozmawiać i modlić się o miłosierdzie Boże dla świata. Punktualnie o godz. 14-tej zagrały wszystkie dzwony w Krakowie. Do łagiewnickiej bazyliki został wniesiony Ogień Miłosierdzia zapalony w 2003 roku w Rzymie przez Jana Pawła II. Od tego płomienia kard. Dziwisz zapalił paschał, symbol zmartwychwstałego Chrystusa. O godz. 15-tej wypełniona po brzegi bazylika rosła w Niebo modlitwą Koronki do Miłosierdzia Bożego. Świat otrzymał potężny zastrzyk uzdrawiającej mocy Pana Jezusa.

2011-09-30
SZCZYT PRZEDWYBORCZY.
Ach, co za wspaniały pomysł! Władza bliżej ludu miast i wsi! Lud może opowiedzieć przyjeżdżającemu „Tuskobusem” panu premierowi wszystko, o czym nie chcą słyszeć jego politycy, a dziennikarze państwowi nie raczą zauważyć. Wybrany lud pracujący w strojach regionalnych, wierny staropolskiej tradycji, gościnnie podejmuje zmęczonego przemowami pana premiera przy suto zastawionym stole. Gość dobrze wychowany, oczywiście, zachwala i dziękuje gospodyniom za trud włożony w przygotowanie tak smakowitego jadła. Aliści licho nie śpi, jedna z nich w dobrej wierze wyprowadza pana premiera z błędu: to pańscy ludzie wcześniej to wszystko przywieźli. Za plecami obstawy znika z oka kamery nieuważna cateringowa obsługa.

2011-09-25
ODWAGA I POKORA.
Od czwartku do dzisiejszej niedzieli trwała wizyta apostolska Benedykta XVI w Niemczech. Czytałem z uwagą tłumaczenia tekstów papieskich, są głębokie i piękne. Ktoś skomentował słowa Ojca Świętego: są krystalicznie czyste! Śledziłem tę pielgrzymkę w Internecie. Od wielu tygodni mój telewizor milczy. Dzieliłem się z parafianami na wieczornej Mszy tym, co przeniknęło do mej duszy ze spotkań Papieża Niemca ze swymi rodakami. Podziwiam w Benedykcie jego odwagę i jego pokorę. Obie te cnoty wypływają w nim z duchowego zakorzenienia umysłu i serca w Chrystusowej Prawdzie. Chrystus jest wszystkim dla Benedykta XVI. To wielka przyjemność słyszeć dziś pozytywne opinie różnych Niemców o tej wizycie, bo przecież przed wizytą czarny orzeł krakał na wielu szpaltach rodzimych przeciwko Ojcu Świętemu.

2011-09-17
PRZEPIÓRKA.
Zgromiony przez bpa Meringa ks. Adam Boniecki zachowuje się jak przepiórka w wysokiej trawie, która sprytnie odciąga zbliżającego się lisa jak najdalej i w przeciwnym kierunku od ukrytego gniazdka z nieopierzonymi pisklętami. Redaktora-seniora, jak słychać w TVN24, wcale nie obchodzi, co naprawdę dzieje się na koncertach Behemotha, ani jakie skutki powoduje jego muzyka w duszach młodych fanów. On ochrania swoje gniazdo, pismo, którego przez wiele lat był naczelnym. Biskup włocławski bowiem zarzucił redaktorowi, że na łamach dawał miejsce autorom niewierzącym, zwalczającym Kościół. Szkoda tylko, że ks. Boniecki broni TP (i siebie) w tak nieudolny sposób, sięgając aż po przykazanie miłości nieprzyjaciół. Gdyby w naszym kraju ateiści nie mieli swoich pism, można by z biedą przyjąć takie tłumaczenie.

2011-09-12
OBRONA.
Są już obrońcy satanisty, który podarł Pismo Święte na estradzie. Gazety zaczynają odsłaniać swe wnętrzności. W wywiadzie dla „Super Expressu” pani Magdalena Środa wyznaje ze wzruszającą szczerością: „Też mam ochotę podrzeć Biblię”. Natomiast na szpaltach „Wprost” taż autorka w „Sprawie szatana” dodaje z głęboką prostotą: „Nie popieram niszczenia książek, choć w przypadku Biblii sądzę, że bardziej destrukcyjne dla wiary i uczuć religijnych jest jej czytanie niż niszczenie. W Polsce na szczęście nikt Biblii nie czyta. Uważam jednak, że tak jak mamy paragraf do obrony uczuć religijnych, tak powinniśmy mieć jakiś paragraf chroniący przed głupotą”. Brawo, pani filozof! Nie wiem, w co pani wierzy, ani gdzie lokuje swe uczucia religijne, ale obawiam się, że w tym tekście mamy do czynienia z głupotą, przed którą w żaden sposób nie można się obronić. A mówienie nieprawdy o czytaniu w Polsce Biblii przywodzi na myśl ocenę Jezusa o „ojcostwie” kłamstwa (J 8,44).
Oczywiście, GW również stanęła w obronie Nergala głosem swej „zakrystianki”, która o Kościele, o biskupach wie najlepiej. Ale tu naprawdę „szkoda czasu i atłasu”.

2011-09-10
POWSZECHNE POPARCIE.
Ks. bp Wiesław Mering dodatnio ocenia społeczną reakcję na swoją odezwę wystosowaną w sprawie występów piewcy satanizmu w telewizji publicznej. „Jestem bardzo pozytywnie zaskoczony, że tak liczne są e-maile, telefony, listy, które do mnie przychodzą. Słowa poparcia ślą najrozmaitsze osoby: uczeni, pracownicy uniwersytetów, ludzie prości, młodzi, starsi, księża i świeccy. Nie przypuszczałem, że będzie taki duży odzew na mój protest. Świadczy to o tym, że chyba rzeczywiście był najwyższy czas, aby pewne sprawy nazwać po imieniu. Odezwę wydałem przede wszystkim dlatego, że gdybym milczał, to po prostu popierałbym to, co się dzieje. To tak, jak w tym starym łacińskim przysłowiu: „qui tacet, consentire videtur” – kto milczy, to znaczy, że się zgadza. Nie wolno siedzieć cicho, kiedy chrześcijan, ich tradycję, religię, kulturę poniża się, i to w tak obrzydliwy sposób, gdy próbuje się promować satanizm w TVP (…) Z ponurej niewoli komunizmu popadliśmy w niewolę liberalizmu, tego, który wolność rozumie jako swawolę”.

2011-09-09
COŚ DRGNĘŁO.
Po gorącym sprzeciwie ks. biskupa włocławskiego wobec promowania satanizmu w TVP2 coś w episkopacie polskim drgnęło. „Mamy prawo domagać się, aby uszanowano nas, wiarę, Kościół, Pismo Święte i krzyż! – głosił z ambony w Radomiu wczoraj ks. bp Henryk Tomasik. Metropolita warszawski kard. Kazimierz Nycz zapowiedział, że sprawą zajmą się biskupi na posiedzeniu Konferencji Episkopatu Polski. Ordynariusz gdański zaś ks. abp Sławoj Głódź wystosował zdecydowany w treści list do prezesa zarządu TVP Juliusza Brauna: „Pan Darski wielokrotnie dawał publiczne dowody swojego obrzydzenia chrześcijaństwem i religią w jej powszechnym rozumieniu. Mając do dyspozycji treść jego publikacji internetowych, osobistych działań i społecznego wydźwięku jego wypowiedzi, trudno się dalej oszukiwać, twierdząc, że nie mamy do czynienia z praktykującym satanistą”.
Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji zbada, czy TVP złamała prawo, zatrudniając Adama Darskiego jako jurora w cyklicznej audycji „The Voice of Poland”.

2011-09-03
GŁOS SPRZECIWU.
Ordynariusz włocławski, ks. bp Wiesław Mering, dowiadując się o zaplanowanym na jesień występie w TVP2 satanisty i bluźniercy „Nergala”, wystosował gorącą prośbę do swych diecezjan o wyrażanie zdecydowanego publicznego protestu.
„Non possumus! – powiedzieli kiedyś Polscy Biskupi Cezarowi moszczącemu sobie gniazdo na ołtarzu. Nie wolno udawać, że nic się nie stało, nawet jeśli okrzyczą nas wstecznikami, nietolerancyjnymi katolikami, czy jakimiś tam „beretami”! Nie! Jako obywatele mamy prawo ujawniać i głosić swoje zdanie (…) Moich Diecezjan proszę o odwagę w obronie Bożych Praw; błagam i żarliwie zachęcam Młodzież i Dorosłych do:
– ujawniania swojej niezgody na obecność Nergala w publicznej TVP poprzez protesty kierowane do Dyrekcji Programu Drugiego TVP;
– składania podpisów na stronie internetowej Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy: www.ksd.media.pl;
– modlitwy, zwłaszcza do św. Michała Archanioła, by w Polsce Imię Boga nie było publicznie obrażane; tą modlitwą obejmijmy także wspomnianego bluźniercę, „który nie wie, co czyni”(…)
Nie możemy milczeć, kiedy w drastyczny sposób narusza się przywiązanie wiernych do chrześcijaństwa (…) Nie możemy milczeć ani ze strachu, ani z woli przypodobania się osobistym wrogom Pana Boga, ani z motywów politycznej poprawności, czy obojętności! Nie obawiajmy się: „na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” – mówi nam Chrystus! (J16,33)”.

2011-09-01
URODZINY.
Dziś śp. abp Józef Życiński skończyłby 63 lata życia na ziemi. Jak informuje ks. dr Tomasz Adamczyk, sekretarz zmarłego metropolity lubelskiego, Msze św. o godz. 18.30 sprawowane były nie tylko w austriackim sanktuarium w Mariazell, które hierarcha rokrocznie odwiedzał, ale także we Włoszech, Szwajcarii, Niemczech, Hiszpanii, na Węgrzech, w Papui Nowej Gwinei, w USA, we wszystkich zamkniętych klasztorach ss. klarysek w Polsce i w Bawarii, a także w kilkudziesięciu miejscach w Polsce. Były sekretarz Zmarłego i stypendysta wiedeńskiego Instytutu „Janineum”, wyjaśnia, że pomysł odprawienia tego dnia Mszy św. o tej samej godzinie w różnych miejscach podchwyciły osoby związane na różne sposoby z abp. Życińskim, nie tylko stypendyści fundacji, którą zmarły wspierał.

2011-08-26
ODPUST.
Na Jasnej Górze dziś tłoczno i radośnie. Słychać to w niektórych przekazach medialnych. U nas, na Zalesiu, również tłoczno, ale i pobożnie. Pielgrzymi przybyli na kwadrans przed 17-tą. W kościele wszystkie miejsca zajęto, a na zewnątrz pod drzewami drugie tyle umiejscowiło się pobożnych uczestników. W sobotę albo w niedzielę pewnie przybyłoby dwa i trzy razy więcej. Z pewnością dzisiejszy niemiłosierny upał zatrzymał wiele starszych osób w domu.
Młody kaznodzieja dla dusznej atmosfery w świątyni nie był zdolny rozwinąć krótszej (obiecanej!) wersji swej mowy. Wołał często „drodzy bracia i siostry” i rzeczywiście skutecznie podnosił ciężkie powieki sióstr do poziomu jego warg. Ciała spływały potem, ale dusze były wniebowzięte. Kolorowe wachlarze przy brodach, niby skrzydła motyle pomagały utrzymać poważną refleksję na wysokościach.
Pan Jezus jednak najwyraźniej pokochał tę umordowaną słońcem pieszą pielgrzymkę. Kapłani z Ciałem Pańskim dotarli do wszystkich spragnionych Jego miłości i tych we wnętrzu, i tych na zewnątrz świątyni. Nakarmieni eucharystyczną Tajemnicą, przyjęli w końcowym błogosławieństwie istotny dar odpustowego święta, odpuszczenie wszystkich kar doczesnych za swe już wyspowiadane i odpuszczone grzechy. A po Mszy była obfita i smaczna agapa. Czas posiłku i rozmów przyjacielskich przeciągnął się do późnych godzin. Przecież niejedno spotkanie odbywało się po rocznej przerwie.

2011-08-25
NOWENNA.
Dziś zakończyliśmy w naszym kościele nowennę przed Odpustem Matki Bożej Częstochowskiej. Centrum naszej modlitwy stanowiła Eucharystia z homilią. W każdym dniu rozważaliśmy jeden temat: od spraw dotyczących osoby, poprzez sprawy społeczno-obyczajowe w rodzinie i w ojczyźnie aż po nasze powołanie w Kościele. Dzisiejszy temat tyczył osoby bł. Jana Pawła II, jego drogi do świętości – wierności do końca wobec woli Bożej. Dwóch spowiedników służyło w konfesjonale przez godzinę przede Mszą św. Przemęczenia ani długich kolejek nie było. Zresztą frekwencja podczas wszystkich dziewięciu dni była mierna. Dziś podniosła się w sposób nieco radujący oko proboszcza.

2011-08-24
HISZPAŃCZYK.
Ks. Ryszard przyjechał dziś do Matki Bożej Częstochowskiej na Zalesiu. Choć często przedstawia się: „jestem Anglik”, albo: „jestem londyńczyk”, to dziś należy mu się tytuł: „Hiszpańczyk”. Przywiózł z Madrytu całą furę wrażeń, świeżych zachwytów, żywotnych wspomnień i gorących uczuć na wysokim C. Opowiadań nie byłoby końca, gdyby nie był tak strasznie zmęczony. Zapowiedział dwie doby odsypiania Światowych Dni Młodzieży. Mam nadzieję, że na sumę odpustową przebudzi się.

Nocą od ziemi aż do nieba nad Wrocławiem przewaliła się potężna nawałnica z gromami i błyskawicami. Jasność nocy dorównywała nieledwie dziennemu światłu. Przebudzony po trzeciej z przerażeniem patrzyłem przez okno na rząd pięknych, młodych brzóz, jak targane silnym wichrem gięły się niby smukłe damy przed przechodzącym cesarzem.

2011-08-22
ILOŚCI.
W Światowym Dniu Młodzieży w Madrycie wzięło udział ok. 2 mln młodych ludzi ze 193 krajów świata. Najwięcej uczestników przybyło z Włoch, Hiszpanii i Francji.
Polskę reprezentowało oficjalnie 12 tys., ale liczba ta była większa o kilka tysięcy osób, które przybyły w grupach niezarejestrowanych lub indywidualnie. Tym samym pod względem liczby uczestników spotkanie młodzieży w stolicy Hiszpanii było trzecim co do wielkości w historii Światowych Dni Młodzieży. Pod tym względem wyprzedza je ŚDM w Manili, stolicy Filipin w roku 1995 (4 mln), i w Rzymie w 2000 (2, 2 mln). Mszę św. na lotnisku Cuatro Vientos koncelebrowało z Benedyktem XVI ok. 14 tys. kapłanów i 800 biskupów. Powierzchnia miejsca celebry odpowiadała 48 boiskom piłkarskim. Relacje z tego historycznego wydarzenia przekazywało ponad 5 tys. dziennikarzy z całego świata. Nad bezpieczeństwem uczestników czuwało ponad 18 tys. policjantów. Od strony organizacyjnej ŚDM wspomagało 30 tys. wolontariuszy.

Gdzie byli polscy dziennikarze? Dlaczego nie potrafili nasycić polskiej atmosfery modlitwą młodych z całego świata i nadzwyczajną radością 84-letniego Człowieka w bieli? Jak głęboki smutek gościłby w polskich domach, gdyby nie radio Maryja i TV Trwam!

2011-08-21
KATECHETA.
Dzisiaj w homilii, na zakończenie ŚDM na płycie lotniska „Czterech Wiatrów” w Madrycie, Benedykt XVI postawił dwumilionowej rozmodlonej rzeszy młodzieży Jezusowe pytanie: „A wy, za kogo Mnie uważacie?”. I zachęcił zasłuchanych uczestników Eucharystii do odpowiedzi Piotrowej: „Odpowiedzcie Mu wielkodusznie i śmiało, jak wypada sercu młodemu, takie jak wasze. Powiedzcie Mu: Jezu, wiem, że jesteś Synem Bożym, że dałeś swoje życie dla mnie. Chcę iść za Tobą wiernie i kierować Twoim słowem. Ty znasz mnie i miłujesz. Ufam Tobie i całe moje życie składam w Twoje ręce. Chcę, żebyś był siłą, która mnie podtrzymuje, radością, która mnie nigdy nie opuszcza”. Ojciec Święty, jak wytrawny katecheta, zadał młodym zadanie domowe: „Drodzy młodzi, pozwólcie, że jako Następca Piotra, zachęcę was do umocnienia tej wiary, która została nam przekazana przez apostołów, do umieszczenia Chrystusa, Syna Bożego, w centrum waszego życia. Pozwólcie mi jednak również, abym przypomniał, że pójście za Jezusem w wierze oznacza kroczenie z Nim w komunii Kościoła. Za Jezusem nie można pójść samemu. (…) Proszę was, drodzy przyjaciele, abyście kochali Kościół, który zrodził was do wiary, który wam dopomógł w lepszym poznaniu Chrystusa, który pozwolił wam odkryć piękno Jego miłości. Fundamentalne znaczenie dla wzrostu waszej przyjaźni z Chrystusem ma uznanie znaczenia waszego radosnego włączenia w życie parafii, wspólnot i ruchów, jak również uczestnictwo w Eucharystii co niedziela, częste korzystanie z sakramentu pojednania, troska o modlitwę i rozważanie Słowa Bożego”.

2011-08-19
SZTUKA SĄDU.
W Gdyni sędzia Krzysztof Więckowski w imieniu Rzeczpospolitej zawyrokował, że Adam Darski, pseudo: „Nergal”, lider satanistycznego zespołu muzycznego „Behemoth”, nie popełnił przestępstwa obrazy uczuć religijnych Polaków, gdy podczas koncertu na scenie podarł Biblię, świętą Księgę chrześcijan, i rzucając strzępy w tłum fanów wołał „żryjcie to gówno”. Według polskiego sędziego ta wulgarna, antyreligijna prowokacja satanisty była „swoistą formą sztuki”. Muzyk zapragnął dać taki wyraz artystyczny temu, co gra w jego duszy, a pan sędzia nie będzie przecież nakreślał granic jego twórczym inspiracjom. Obrońca i interpretator prawa III Rzeczpospolitej raczył nie pamiętać, że sztuka polska przez całe swe tysiącletnie dzieje potężne inspiracje czerpała z Biblii. Ten wyrok sędziego obraża uczucia nie tylko religijne i nie tylko ludzi wierzących.
„Oczyszczony” z zarzutów „Nergal” z satysfakcją napisał na Facebooku: „Szatan znowu wygrał!” Istotnie, zły duch wygrał, a nie duch prawa polskiego. Wygrał znowu, ale niech pamięta, że zwycięstwo strasburskie nad krzyżami święciło tryumfy bardzo krótko.

W tym samym dniu Ojciec Święty na ulicach Madrytu modlił się razem z ponad milionową rzeszą młodzieży podczas Drogi Krzyżowej: „Cierpieć z innymi, dla innych; cierpieć z powodu pragnienia prawdy i sprawiedliwości; cierpieć z powodu stawania się osobą, która naprawdę kocha – oto elementy fundamentalne człowieczeństwa, których porzucenie zniszczyłoby samego człowieka”.

2011-08-18
NASTĘPCA PIOTRA.
Do Madrytu przyleciał, jak biały gołąb, Ojciec święty. Siwiuteńki Benedykt XVI od razu wszedł w gorącą atmosferę rozmodlonej i rozśpiewanej młodzieży. Rzesza młodych już się podwoiła, liczy milion osób. Powitalne słowa papieskie zdradzają radosne zadziwienie i podekscytowanie Ojca Świętego. „Bardzo się cieszę, że mogę się z wami spotkać tutaj, w centrum tego pięknego miasta Madryt, którego klucze burmistrz zechciał uprzejmie mi przekazać. Dziś jest ono stolicą młodych ludzi z całego świata, na którą cały Kościół kieruje swój wzrok. Pan nas zgromadził, abyśmy w tych dniach przeżywali piękne doświadczenie Światowych Dni Młodzieży. Poprzez waszą obecność i udział w uroczystościach, imię Chrystusa będzie rozbrzmiewać w każdym zakątku tego sławnego miasta. Modlimy się, aby Jego orędzie nadziei i miłości rozbrzmiewało także w sercach tych, którzy nie wierzą lub oddalili się od Kościoła. Bardzo dziękuję za zgotowane mi wspaniałe przyjęcie przy wjeździe do miasta – znak waszej miłości i bliskości z Następcą Piotra” .

2011-08-17
DAŁ PO NOSIE.
Wczoraj gospodarz madryckiego spotkania młodzieży, Kardynał Antonio Maria Rouco Varela, przedstawiając gościom własny kraj najwyraźniej chciał im poprawić samopoczucie po nieprzyjemnych ulicznych spotkaniach z wrzeszczącymi gejami i ateistami. Przy okazji dał po nosie rządzącym bezbożnikom. Tłumaczył cierpliwie, czym w istocie swej był i jest jego kraj ojczysty i Kościół zakorzeniony w sercach ludzi Półwyspu Iberyjskiego. „Witajcie w Hiszpanii! Wielu z was doświadczyło już w ubiegłym tygodniu, podczas waszego pobytu w hiszpańskich diecezjach, serdecznego przyjęcia i miłości braterskiej waszych braci, młodzieży Hiszpanii, ich rodzin, wspólnot oraz ich Pasterzy. Mogliście przekonać się, że ta postawa otwartych ramion i gorąca sympatia ma głęboki związek z żywym faktem, że jest to stary kraj utworzony przez wspólnotę ludów: Hiszpania, której główną cechą tożsamości historycznej, jej kultury i sposobu bycia jest wyznanie wiary chrześcijańskiej jej synów i córek w komunii Kościoła katolickiego. Historyczna osobowość Hiszpanii tworzy się w oparciu o wyraźne cechy dotyczące chrześcijańskiej wizji człowieka i życia począwszy od samego zarania swojej historii, która w dużej mierze rozpoczyna się wraz z pierwszą misją apostolską na ziemi hiszpańskiej prawie dwa tysiące lat temu” .

2011-08-16
BÓG NIE PONIŻA.
Zaczęło się! Pół miliona młodych z całego świata zjechało się do Madrytu. Kard. Ryłko podczas ceremonii otwarcia 26. Światowych Dni Młodzieży jędrnie nakreślił cel tego spotkania: „Przybyliście na spotkanie z Ojcem Świętym Benedyktem XVI. Przybyliście, by całemu światu – w szczególności Europie, która wydaje się być bardzo zagubiona – głośno powiedzieć wasze niezachwiane „tak”! Tak, wiara jest możliwa. To dlatego, że Bóg, który objawił się w obliczu Chrystusa, nie poniża człowieka” .

2011-08-14
OBIE KORONY.
Niedziela dziś i wigilia Wniebowzięcia Maryi. Na homilii próbowałem namalować to, co mi „gra w duszy” od czasów młodzieńczych. Kolorowy obraz Maryi z koronami w rękach – białą i czerwoną – pytającej 12-letniego Rajmunda Kolbego: którą wybierasz? Bez wahania odpowiedział: wybieram obie korony. Po czterech zaledwie latach rozpoczął nowicjat u franciszkanów, tak się rozpoczęła jego droga z białą koroną w sercu. Do końca życia ojciec Maksymilian Maria Kolbe nie sprzeniewierzył się swej ślubowanej Jezusowi i Maryi czystości, tej ozdoby zakonnego serca.
Dokładnie 70 lat temu w bunkrze głodowym, jako ostatni z dziesięciu, umiera Więzień numer 16670, który – w niezrozumiały dla świata sposób – dobrowolnie wybrał śmierć, aby mógł żyć skazany bliźni mający rodzinę. Umierał ostatni po dwóch tygodniach, gdy już wszystkich przygotował na przekroczenie granicy czasu i wieczności. Ukłuty zastrzykiem fenolu oddał w ręce Maryi dwie korony: białą i czerwoną. Matka Boża wzięła do Nieba obie korony.

2011-08-09
WROCŁAWIANKA.
Edyta Stein, a później św. Teresa Benedykta od Krzyża, która chadzała tymi samymi co ja ulicami pięknego Wrocławia, towarzyszy mi dziś w modlitwie .
„W początkach życia duchowego, kiedy zaczynamy się dopiero poddawać Bożemu kierownictwu, czując pewną i mocną rękę Boga, który nas prowadzi, to, co powinniśmy czynić, stoi przed nami jasne jak słońce”. – Tu nie potrzebuję ani przewodnika, ani autorytetu. Pełen radości biegnę po ukwieconych dolinach Pana, bo Pan zawsze jest ze mną.
„Ale nie zawsze tak bywa. Kto należy do Chrystusa, musi przeżyć całe Jego życie. Musi dojrzewać do wieku Chrystusowego, musi z Nim wejść na drogę krzyżową, przejść przez Ogrójec i wstąpić na Golgotę”. – Tu oglądam się i szukam pomocy. Spotykam boleśnie milczącą Maryję, matkę Jezusa, rozglądam się za Weroniką, tęskniąc za gestem współczucia i otarcia potu, wreszcie pragnę pomocy krzepkich dłoni Szymona z Cyreny. I… doświadczam swej samotniczej słabości. Na Golgocie tylko On jeden, Chrystus Pan, jest moim wspomożeniem, poprowadzi do oddania się w ręce Ojca i nakarmi nadzieją: będziesz ze Mną w raju.
„Lecz wszystkie cierpienia zewnętrzne są niczym w porównaniu z ciemną nocą duchową, gdy gaśnie Boskie światło i milknie głos Pana. Bóg jest w tym doświadczeniu blisko, lecz ukrywa się i milczy. Dlaczego?” – Święta Mistyczka nie rozumie do końca tej sytuacji, ale całym sercem ufa Mistrzowi. A ja, nie przyrównując się do „rodaczki”, kończę swą medytację słowami Apostołów: Panie, przymnóż nam wiary.

2011-08-05
SAMOBÓJSTWO.
Chłop-polityk, Andrzej Lepper nie żyje. Powiesił się dziś w swoim biurze partyjnym w Warszawie. Karierę miał błyskotliwą, życie wiódł burzliwe, śmierć przyszła podła.
Bogu miłosiernemu trzeba sąd zostawić. Jutro Przemienienie Pańskie.

2011-07-31
DYŻUR.
Pani Katarzyna Wiśniewska, na fali burzliwej debaty po zbrodni norweskiej, w swoim „Stronniczym [i nieprzemyślanym] przeglądzie prasy katolickiej” na łamach „Gazety Wyborczej” widzi i w Polsce fundamentalizm chrześcijański. Ma za złe o. Dariuszowi Kowalczykowi z tygodnika „Idziemy”, że napisał: „Niestety, niektórzy wykorzystują tę straszliwą zbrodnię, aby wciskać swą ideologię i atakować tych, których nie lubią (…)Nie zabrakło też takich, co to zaczęli snuć porównania Breivika do zwolenników PiS-u lub do słuchaczy Radia Maryja”. Pani redaktor z uporem broni swej tezy, bo gdyby nie było fundamentalizmu chrześcijańskiego, to Jan Paweł II nie napisałby o tym w encyklice „Centesimus Annus”. Czy sama to zauważyła? Skądże! Przeczytała to w „Tygodniku Powszechnym”.
Najwyraźniej pani Wiśniewska w swym przeglądaniu cudzych myśli raczej windą jeździ, miast z uwagą mozolnie przechodzić z piętra na piętro. Z przemyśleń powstają przewidzenia. Nie pierwszy raz zresztą. I cóż począć z tym dyżurem katolickim w niekatolickiej gazecie?

2011-07-25
KRÓLEWSKIE POŻEGNANIE.
Daleki, polski Pińsk, zgromadzony dziś wokół trumny z ciałem ks. kard. Kazimierza Świątka, żyje wielkim hołdem i dziękczynieniem Chrystusowi za możne łaski otrzymywane przez ręce i serce Pasterza Białorusi w powojennych latach. Nikt tam nie ma wątpliwości, że ich ś.p. pasterz udręczony przez wrogów Chrystusa to święty męczennik. Tysiące wiernych, setki księży i sióstr zakonnych przybyłych z Polski, Litwy, Łotwy, Ukrainy i z całej Białorusi modli się na Mszy pogrzebowej na placu przed katedrą pińską. Trumna i portret tonie w kwiatach. Ze łzami w oczach i głęboko rozśpiewaną duszą żegnają „niezłomnego świadka” wiary i „Bożego atletę”, dźwigającego od nowa, przez sowietów zniszczony Kościół na kresach Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Katoliccy biskupi zdają sobie sprawę, że żegnając metropolitę mińsko-mohylewskiego i administratora apostolskiego diecezji pińskiej, żegnają trudną i bohaterską epokę. Czy nowa, przynosząca z zachodu obojętność religijną i relatywizm moralny, będzie lepsza?
Ciało kard. Kazimierza Świątka spocznie w krypcie katedralnej obok szczątków świątobliwego bpa pińskiego Zygmunta Łozińskiego. Obaj ci Polacy wraz z wielu świętymi męczennikami i wyznawcami Chrystusa wymodlą przed tronem Bożym miłosierdzie dla mieszkańców tej pięknej ziemi.

2011-07-23
PROROK RAZY TRZY.
Żył w Starym Testamencie prorok Natan, który uratował tron królewski dla Salomona po jego ojcu Dawidzie. Musiał mieć wrogów, ale miał też swoich fanów. Widocznie Panu Bogu się to podobało, bo prorok dzielnie sobie poczynał na królewskim dworze.
W XX wieku był bardzo bogaty dr Bernard Natanson, też Żyd. Siebie nazywał lekarzem, miał potężną prywatną klinikę i klientelę aborcyjną. Tysiącami niszczył ludzkie ciała nienarodzonych. Jednak się nawrócił i po Europie jeździł próbując swoich dawnych fanów przekonać, że to co robił, było bardzo złe. Był prorokiem przetrąconym. Czy go Pan Bóg pozbierał?
W XXI wieku na ziemi dawnych królów żyje i głośno duszpasterzuje (o przepraszam, już nie!) ks. dr hab. Piotr Natanek. Został zasuspendowany przez ks. kardynała, bo głosi fałszywą naukę o królowaniu Jezusa Chrystusa i w specyficzny sposób szerzy kult Matki Bożej, aniołów i świętych, mieszając z magicznie pojmowaną wiarą. Kuria krakowska twierdzi, że ks. dr ośmiesza Kościół. Ostatnio słyszał krzyki abpa Życińskiego z piekła. Wielu fanów ukaranego duszpasterza uważa za charyzmatycznego proroka i nie podziela zdania duchownej władzy. Trwają przy nim wierząc, że Pan Bóg jest po ich stronie.
Jak głosi stare ruskie przysłowie: „Boh ľubiť trojku”, być może na trzech prorokach ta kabała się zakończy.

2011-07-22
ZBRODNIA I ATAK.
Norwegowie w szoku i żałobie. Samotny terrorysta w Oslo Anders Behring Breivik zdetonował bombę w Oslo, zabijając 7 osób, następnie po kilku godzinach otworzył ogień do młodych ludzi na wyspie Utoya, powodując śmierć 86 osób. W sumie pozbawił życia 93 osoby i poważnie zranił co najmniej sto. Takie informacje podaje norweska policja, nazywając zamachowca „chrześcijańskim fundamentalistą”. No i z tego mamy zupełnie inną awanturę. Taką, jaką potrafią rozhuśtać jedynie partyjne media. – Był czy nie był fundamentalistą? – Był! Był czy nie był muzułmaninem? – Nie był! – Czyli był fundamentalistą chrześcijańskim! Cała lewacka Europa dochodząc (śladem policji norweskiej) do takiego wniosku, uczyniła z niego wygodne źródełko do ataków na chrześcijan protestanckich i katolickich, że to z ich łona zrodziło się tak straszne zło. W Polsce, oczywiście, atak poszedł na Radio Maryja i na biskupów, którzy nie gustują w polityce współcześnie urzędowej .

2011-07-19
CIĘŻKA TAJEMNICA.
Po wakacjach w Irlandii ma zacząć obowiązywać nowe prawo z zaostrzonymi restrykcjami wobec przestępców dopuszczających się seksualnego molestowania dzieci. Decyzja ze wszech miar słuszna, z pewnością biskupi przyklasnęliby bezwzględnie, gdyby nie pewien wcale niemały szczegół. Wiadomo, diabeł zawsze ukrywa się w szczegółach. To nowe prawo ma ścigać również tych, którzy zatają informację o takim molestowaniu. Kara będzie dotkliwa, bo pozbawi wolności sprawcę na pięć lat, a obejmie także spowiedników.
Katolickie agencje stwierdzają: „ Gdyby plany rządu weszły w życie, Irlandia stałaby się jedynym krajem Zachodu, w którym nie respektowałoby się nienaruszalności sakramentalnej tajemnicy spowiedzi” . Trzeba się gorąco modlić o wstawiennictwo św. Jana Nepomucena, który w Pradze oddał swe życie dla zachowania tajemnicy spowiedzi. Zginął strącony z mostu Wacława w nurty Wełtawy.

2011-07-14
NAUKA O ŻYCIU.
Redakcja Katolickiej Agencji Informacyjnej otrzymała list wystosowany przez grupę 15 profesorów medycyny, genetyki, biotechnologii, bioetyki, mikrobiologii i prawa skierowany do czasopisma naukowego „Nature” , w związku z rozpatrywaną przez Europejski Trybunał Sprawiedliwości kwestią dopuszczalności patentowania ludzkich komórek macierzystych.
Naukowcy z Hiszpanii, Francji, Argentyny, Portugalii, Kostaryki i Włoch przypomnieli, że w oparciu o dane wiedzy początek cyklu życiowego istoty ludzkiej jest związany z uformowaniem się jej wyjątkowej tożsamości genetycznej, zmaterializowanej w kodzie DNA, zawierającym dziedzictwo każdej poszczególnej istoty ludzkiej. Łączy się on z zapłodnieniem gamet, powodującym powstanie zygoty, będącej pierwszą manifestacją cielesną istoty ludzkiej. Zapłodnienie jest więc jedynym wydarzeniem o uchwytnym znaczeniu biologicznym, nakreślającym granicę początku życia ludzkiego – podkreślają naukowcy.

2011-07-09
PODOBIEŃSTWO.
Niebo dziś piękne. Błękit co jakiś czas przetarty drobniutkim, bielusieńkim barankiem chmur – niby brukowana szosa z zachodu na wschód. Gdyby biegła odwrotnie, narysowałbym na niebie zaprzęg białych rumaków ciągnących biały powóz. A kto by powoził dziś? Oczywiście św. Jan z Dukli. Ci co już zjechali z różnych stron Dolnego Śląska i z dalsza na odpust do Dukielki, są głęboko przekonani, że tu w Karkonoszach święty Duklanin wybrał sobie miejsce na pobyt stały. Gdy się jest już w Niebie, można mieszkać na stałe w każdym miejscu na Ziemi jednocześnie. Liczą się tu wysłuchane modlitwy zanoszone do Boga za wstawiennictwem kochającego, wrażliwego i zapracowanego w winnicy Pańskiej Wyznawcy franciszkańskiego.
Do godziny 17-tej zielone zbocze u stóp kaplicy zdołało zakwitnąć wszystkimi kolorami turystyczno-pielgrzymkowego odzienia szczególnie pań, ale i panom barwności nie zabrakło. Trzech celebransów rozpoczęło święty obrzęd w złocistych ornatach. Maleńka tubylcza schola podbijana tonami elektronicznego klawikordu dzielnie usiłowała przewodzić śpiewom szeroko rozłożonego u stóp ołtarza ludu pielgrzymiego. Naprzeciw modlących się stała po drugiej stronie kaplicy poważna, gęsto zwarta ściana świerków bezszelestnie strzelających ciemną zielonością w jasny błękit nieba.
Nie mogłem zbytnio wsłuchiwać się w jej ciszę, bo musiałem walczyć z moją wyobraźnią i pamięcią o słowa, by były dobre i piękne i by odzwierciedlały ciekawą prawdę o uderzającym podobieństwie ludzi świętych, choć rozdziela ich historia setek lat. Kanwę do mego kazania zaczerpnąłem z przemówienia Jana Pawła II w przeddzień kanonizacji błogosławionego Jana z Dukli . Mówiąc o nim Ojciec Święty podświadomie malował wizerunek własnej świętości. To dziś widać wyraźnie. Choć obaj tak różne role pełnili w tak różniących się czasach, to przecież mieszkali na polskiej ziemi, w tym samym Chrystusowym Kościele pod tchnieniem jednego Ducha Świętego.

2011-07-07
WICEMARSZAŁEK.
Trudno uwierzyć temu, kto nie ogląda telewizyjnej „Kropki nad i”, ale tak się, niestety, stało. Poseł zasiadający na najwyższym fotelu w Sejmie RP ciężko obraził ks. prof. Józefa Krukowskiego, cenionego wykładowcę prawa międzynarodowego na KUL-u. Potwierdzenie dziś znalazłem w liście Komisji Prawniczej Oddziału PAN w Lublinie skierowanym do wicemarszałka Sejmu Stefana Niesiołowskiego. Autorzy napisali: „…powiedział Pan: >To jest chory człowiek. To, co mówi ten Krukowski jest chore (…) To jest chory z nienawiści człowiek (…) to jest kompletny nieuk<”. Nie do wiary! Przecież pan Niesiołowski również nosi tytuł profesora. Zdarzało mi się czasem obserwować chamskie zachowania między różnymi degeneratami i śliniącymi się pijaczkami. Potrafili strasznymi bluzgami obrażać siebie nawzajem, ale zawsze milkli, gdy pojawiał się obok ktoś obcy lub przebiegało dziecko. Umieli wyhamować złość i ścichnąć na widok przechodzącego księdza w sutannie.
Koledzy partyjni tłumaczą swego wicemarszałka jego temperamentem. To byłoby śmieszne, gdyby nie tak tragiczne dla wizerunku Polski pośród sąsiadów. A gdzież jest wychowanie i praca nad sobą u osoby z mandatu wyborców pracującej w gremium ustawodawczym? Zresztą PO mogła się już nauczyć, czym skutkuje przyzwolenie na ten typ charakterologiczny. Nowa wroga konkurencja polityczna budowana przez posła Palikota nie wzięła się z niczego.

2011-07-01
PRZED WYBORAMI.
Dwa cytaty i dwa pytania z „Rzeczpospolitej” wyjęte. Premier Donald Tusk: „Polacy dojrzewają do akceptacji związków partnerskich”. Ks. Robert Skrzypczak: „Polityczne parcie na legalizację tak zwanych związków partnerskich łączy się z wygodnym preferowaniem statusu rodzinnopodobnego zapewniającego zainteresowanym maksimum praw przy minimum odpowiedzialności. (…) Z punktu widzenia nauki ewangelii i Kościoła związki partnerskie są zalegalizowanym cudzołóstwem”.
Czy nie pod ciężarem zarzutu cudzołóstwa katolik Donald Tusk pojął za żonę swoją wieloletnią zalegalizowaną w USC partnerkę, w obecności swych dzieci, prosząc przed ołtarzem o związanie rąk stułą na znak nierozerwalności sakramentalnego małżeństwa? I czy to nie działo się również przed wyborami?

2011-06-26
FARSA TRAGICZNA.
Polski minister spraw zagranicznych, zobowiązany przez swego mocodawcę, posłał skargę do Watykanu na polskiego zakonnika, że jest niegrzeczny, mówi dokoła, a ostatnio nawet w Brukseli, brzydkie rzeczy na temat praworządności i służby partii rządzącej dobru wspólnemu Polaków. Oczywiście to się nie podoba panu premierowi i takie zachowanie nie może być dłużej tolerowane, tym bardziej, że mimo wielu nauczek danych zakonnikowi, poprawy nie widać. Taka sytuacja jest bardzo nieprzyjemna i nie do zniesienia przez pierwszego i następnych ministrów właśnie przed wyborami.
Niezła farsa polityczna śmiechu warta nie tylko wśród opozycjonistów i znawców zwyczajów dyplomatycznych, również w samym Watykanie z trudem powściągano dyskretne półuśmiechy. Farsa jednak tragiczna, bo najwyżsi urzędnicy w państwie nagłaśniają swą skargę na niegrzecznego obywatela udając, że nie ma problemu, dlaczego obywatel jest niegrzeczny.

2011-06-23
SŁOWO MILCZENIA.
Wieczorna godzina porządkuje dzień, ustawia myśli, szuka symetrii, dobiera słowa, kolory, by zobaczyć w całości piękno Eucharystii uczczonej dziś tłumną modlitwą, niesionej w złotej monstrancji. Z „Tryptyku rzymskiego”, który otwarłem na pierwszej karcie, dobiegło mnie zdumienie wędrowca wsłuchanego w rytm górskiego potoku. On słyszy więcej: Przedwieczne Słowo, które milczy wobec dookolnego świata. U Jana Pawła II również Hostia milczy. Już na początku swego pontyfikatu, przy okazji uroczystości Bożego Ciała w 1979 roku, snuł swoją ulubioną refleksję: „W tym milczeniu białej Hostii niesionej w monstrancji są wszystkie słowa Chrystusa, jest całe Jego życie oddane na ofiarę Ojcu za każdego z nas”.
Gdy człowiek oddaje się po-Bożnemu milczeniu, Bóg odsłania w nim cudowne obrazy wiary.

2011-06-19
TAJNY TYTUŁ.
Gdy nie czytasz Wyborczej, o zmarłym arcybiskupie wiesz mniej, ale straszniej. Stosunkowo nowy tygodnik o nieortograficznym tytule „Uważam Rze” pisze o milczeniu dwu komisji badających ewentualne związki hierarchów polskich ze Służbą Bezpieczeństwa. Jeszcze za swego życia ks. abp Józef Życiński prosił dwóch świeckich historyków z IPN-u o zbadanie dokumentacji na temat TW Filozofa. Wyniki badań nad resztkami zawartości esbeckich teczek niszczonych masowo w latach 1989-90 przykrył całun milczenia. Śmierć ks. abpa położyła nowy kir. Gazeta Wyborcza nadzwyczaj ochotnie, nie żałując farby drukarskiej, zaangażowała się w rozświetlanie zgasłej przedwcześnie osobowości lubelskiego ordynariusza. Redaktorom żal było tej wielkiej straty. Myślę, że wszystkim głęboko wierzącym katolikom w Polsce żal było, choć niekoniecznie z tych samych powodów. Otóż wspomniany tygodnik opublikował na swych łamach zdjęcia dokumentów z archiwum IPN z komentarzem o tym, że i jak wrogowie Kościoła nadali młodemu księdzu Józefowi Życińskiemu, prefektowi częstochowskiego Wyższego Seminarium Duchownego niefortunny, niewdzięczny i super tajny tytuł „TW Filozof”.

2011-06-12
NA RYNKU.
Południową porą dziś na Rynku Wrocław dziękował Bogu za beatyfikację Jana Pawła II. Przy północnej pierzei, w pobliżu św. Elżbiety, ustawiono wysokie podium, na którym w połowie zmieścił się cały chór Opery Wrocławskiej. Bliżej stał ołtarz z wielkim ukwieconym krucyfiksem, obok którego zasiedli w kolorowym kordonie celebransi w piuskach, mitrach i bez nich. In plano reszta zwykłego duchowieństwa dzieliła miejsce z notablami władzy tubylczej (dokładnie z ratusza). Ludność rozciągała się wzdłuż szklanej fontanny, choć daleko jeszcze było do przeciwległej pierzei. Tuż za rogiem ratusza, i po drugiej stronie, rozłożył się bogato i głośno niedzielny jarmark tych, co mówią, że nie wierzą, albo „mi to wisi”. Ich wrzaskliwy śmiech, co rusz wpijał się ostrym zgrzytem w mistyczną tkankę Kościoła. Na scenie śpiewy były autentycznie operowe, muzyka Amadeuszowa i kazanie niezłe, były brawa. Mam wrażenie, że nasz Arcypapa od jakiegoś czasu jest łatwiejszy do słuchania. Dalej jest biblijny (to dobrze) i dalej okrąglutki w zastosowaniach praktycznych (to dobrze tylko dla prasy). Po półtorej godzinie nasza archidiecezja dołączyła do reszty w kraju pod hasłem „każda diecezja uroczyście dziękuje za beatyfikację”. Pewnie tak trzeba, ale – niech mi Pan wybaczy – przywodzi mi to na myśl czasy umarłego PRL-u. Boże, bądź miłościw grzesznikowi.

2011-06-07
DOCTOR.
Cały dzień był piękny, chociaż nieco meczący podróżą, a to za sprawą ks. bpa Adama Dyczkowskiego, któremu Senat Uniwersytetu w Zielonej Górze wręczył dyplom doktora honoris causa. Z ks. Adamem wspólnie pracowaliśmy pod kierownictwem sługi bożego ks. Aleksandra Zienkiewicza w C. O. D. A. „Pod Czwórką”. Konsekracji biskupiej dokonał kard. Henryk Gulbinowicz 26 listopada 1978 r. w Katedrze Wrocławskiej. Dzisiaj 79-letni ks. biskup jest już seniorem-lubuszaninem, czyli emerytem na dość urozmaiconej i sfatygowanej ścieżce żywota biskupiego. Zawsze obracał się między młodymi ludźmi i zawsze z gitarą! Pasowała do jego postury pokornego barda z ustami pełnymi piosenek i żartów śpiewanych. Nie trzeba było długo prosić, by dał głos w sali kominkowej, czy przy ognisku obozowym. Kochał góry i lubił deptać szlaki górskie. Zawsze z kimś. Przy nim młodzi czuli się zbratani. Nazwali go Harnasiem, choć zbój z niego lichy i ciupagą nigdy by się nie obronił. Umiał za to ludzi rozbrajać uśmiechem i piosenką. Bogactwo jego serca niebywałe: słodka dobroć i optymizm.
Dlatego też dzisiaj rektor promujący Harnasia postawił oczy w słup widząc na uroczystości aulę uniwersytecką wypełnioną po brzegi. To się nigdy nie zdarzyło wcześniej przy takiej okazji. Z całej Polski zleciały ptaki na Harnasiową dziedzinę biskupią. Chyba nigdy tu nie było tak kolorowo od kwiatów, guzików, lamówek, pasów i piusek notabli duchownych. Gratulacje trwały i trwały, i trwałyby dłużej, gdyby nie skusił bractwa obiad doktorski.

2011-06-06
TABLICA.
Już 12 miesięcy minęło od pięknego wydarzenia w Warszawie, gdy abp Angelo Amato w imieniu Ojca św. Benedykta XVI nazwał i pozwolił nazywać innym ks. Jerzego Popiełuszkę „błogosławionym”. Dziś po południu ks. bp Edward Janiak poświęcił na ścianie naszego kościoła tablicę zawieszoną dla upamiętnienia samej osoby kapelana „Solidarności”, jak i tamtej, 26 lat wyczekiwanej, radości narodowej. Tablicę ufundowali wrocławianie wierni ideałom „Solidarności”:
BŁOGOSŁAWIONY KSIĄDZ JERZY POPIEŁUSZKO
WIERNY KAPŁAN KOŚCIOŁA RZYMSKOKATOLICKIEGO
POWOŁANY I POŚWIĘCONY PRZEZ DUCHA ŚWIĘTEGO
CHRYSTUSOWI PANU AŻ DO OFIARY MĘCZEŃSTWA
PRZEŚLADOWANY I BESTIALSKO ZAMORDOWANY
PRZEZ AGENTÓW REŻIMU KOMUNISTYCZNEGO
DNIA 19 PAŹDZIERNIKA 1984 ROKU
ODDAŁ SIEBIE BOGU, OJCZYŹNIE I SOLIDARNOŚCI
ŚWIĘTYM ŻYCIEM I BOHATERSKĄ ŚMIERCIĄ
POTWIERDZIŁ NAUKĘ ŚW. PAWŁA APOSTOŁA
ZŁO DOBREM ZWYCIĘŻAJ
WYNIESIONY ZOSTAŁ DO CHWAŁY OŁTARZY
PRZEZ LEGATA PAPIESKIEGO KS. ABP. ANGELO AMATO
DNIA 6 CZERWCA 2010 R. W WARSZAWIE

2011-06-05
ŚWIĘTOŚĆ.
Prof. Joseph Weiler: „W wyznawaniu religii nie chodzi o to, by stawać się dobrym człowiekiem. Znamy przecież wielu dobrych ludzi, którzy są lub byli niewierzący. Jako chrześcijanie i żydzi nie mamy więc monopolu na etykę i moralność (…) To, co odróżnia ludzi religijnych od niewierzących, to koncepcja świętości. Stracilibyśmy bardzo wiele, gdyby w naszych pluralistycznych społeczeństwach nie było ludzi, którzy chcą stawać się świętymi”.
Benedykt XVI: „Świętość to pełnia życia chrześcijańskiego, która wyraża się nie tyle w podejmowaniu nadzwyczajnych czynów, co w zjednoczeniu z Chrystusem, naśladowaniu Go i życiu Jego Ewangelią (…) Bracia i siostry, jeśli pragniemy, aby świat stał się lepszym, bardziej sprawiedliwym, byśmy mogli żyć w pokoju i wzajemnym zrozumieniu, nieodzowna jest świętość życia każdego z nas”.

2011-05-28
PO WIZYCIE.
Obama! Obama!! Obama!!!… Polska nie jest już mało widoczną główką szpilki na globie. Ale też słychać ponure: Osama! Osama!! Osama bin Laden umarł zabity, lecz nienawiść nie umarła!!!
Świat się dalej kręci i kręci.

2011-05-26
ECHO.
Chyba jednak nie wydaje mi się, jak mówią niektórzy, że frekwencja na nabożeństwie majowym w tym roku zmalała w sposób widoczny w stosunku do roku ubiegłego. Nie można tego wytłumaczyć tylko większą ilością zgonów starych ludzi w parafii. Wszystko, co dzieje się w państwie, ma swoje echo i w Kościele. Nieciekawe to zgoła reperkusje.
I smutno na sercu.

2011-05-23
KLASKANIE.
W mediach wciąż o kulowskim bluźnierstwie Brauna – w różnej tonacji. Rektorska kara dla Brauna – wiadomo za co. Ale studenci? Za co ukarani?… Na pewno nie za to, że zaprosili takiego grzesznika, nie wiedzieli przecież o tym. Więc za co? Ktoś złośliwy syknął: za klaskanie.

2011-05-20
EKSPIACJA.
Dzisiaj z woli rektora, ks. prof. Stanisława Wilka, cała społeczność akademicka KUL-u ma wziąć udział we Mszy św. w duchu zadośćuczynienia za obrazę osoby śp. abp. Józefa Życińskiego, jakiej dopuścił się Grzegorz Braun publicznie w wielkiej auli wypełnionej studentami.
Ks. rektor – bez dwóch zdań mocno przeżywający traumę z powodu afery na jego podwórku – zakazał działalności studentom w ich kole naukowym aż na rok czasu, a zarządowi koła powiedział: nie istniejecie. Kuratora koła zdymisjonował. Grzegorz Braun otrzymał zakaz występowania kiedykolwiek na KUL-u; nie będzie postawienia go przed wymiarem sprawiedliwości.

2011-05-19
ŁZY RADOŚCI.
Wciąż można napotkać w dobrej prasie wspomnienia i wrażenia z uroczystości beatyfikacyjnych polskiego Papieża. Solidarność Dolnośląska wielką grupą przedzierała się przez całą noc, by rankiem stanąć na pl. Św. Piotra. Tłumy przeogromne. Pani Małgorzata , którą dobrze znam z działalności w Zarządzie „S” Polar, była bardzo zaskoczona tak wielką ilością ludzi z całego świata. „Wydaje mi się, że na beatyfikację przybyło dużo więcej ludzi niż było na pogrzebie Ojca Świętego. Największe uczucie ściskające serce było, gdy papież Benedykt XVI ogłosił ten fakt, że czcigodnemu Słudze Janowi Pawłowi II przysługuje tytuł błogosławionego. Rozkołysały się wszystkie flagi i niekończące się radosne oklaski. Byłam w tym momencie najszczęśliwsza, zapomniałam o trudzie i zmęczeniu. Łzy radości cisnęły się do oczu. Miałam wrażenie, że mówią o kimś bardzo bliskim memu sercu. Sięgnęłam myślą do mego osobistego spotkania z Ojcem Świętym i do błogosławieństw wtedy otrzymanych. Łaski, jakie otrzymałam, procentują do dziś” . Dziękuję Ci, Małgosiu, za te łzy!

2011-05-17
DOBRE PYTANIE.
Znowu afera. Tym razem wokół osoby szeroko znanego hierarchy, który w lutym tego roku zmarł niespodzianie w Rzymie. Wzięty reżyser i dokumentalista życia politycznego w Polsce Grzegorz Braun, zaproszony przez studentów Koła Naukowego Historyków na KUL-u, w dyskusji nazwał zmarłego ks. abpa Józefa Życińskiego „kłamcą i łajdakiem” .
Absolutnie bez pochwały używania obraźliwych epitetów w stosunku do kogokolwiek, myślę sobie, iż trzeba mieć niepospolitą odwagę, by do środowiska kulowskiego wyjść z taką tezą. Grzegorz Braun – szaleniec to, czy człowiek mający dostęp do najtajniejszych teczek „stróżów” politycznych?

2011-05-16
ZNAK.
Już po północy było, gdy ktoś miły wrzucił mi mailem opowiadanko.
Na olimpiadzie niepełnosprawnych w Seattle dziewięciu zawodników startowało w biegu na 100 m. W czasie biegu jeden chłopak przewrócił się na bieżni i zaczął płakać. Gdy pozostała ósemka usłyszała płacz, zatrzymała się na moment i… zawróciła. Dziewczyna z zespołem Down’a usiadła obok niego, pogłaskała po twarzy i zapytała: już ci lepiej? Podnieśli go wspólnie i całą dziewiątką w jednej linii ruszyli roześmiani do mety.
Mój Boże, Twoja miłość nie zna nieświadomości. Zawsze wiesz, kiedy, komu i jaki potrzebny jest od Ciebie znak.

2011-05-15
LICHA POCIECHA.
Dziwnym trafem nikt z twórców wizerunku miasta, pretendującego do tytułu ESK, nie pomyślał, że Wrocław to miasto 46. Międzynarodowego Kongresu Eucharystycznego i że nawiedził je dwukrotnie Wielki Nauczyciel Narodów – Jan Paweł II. Tu pełnił swą posługę arcypasterską kard. Bolesław Kominek – reżyser pojednania dwóch narodów po sąsiedzku, polskiego i niemieckiego. Jak można nie dostrzegać upartego i skutecznego oporu „Solidarności” wrocławskiej. W ponurym czasie tryumfującej komuny wrocławscy artyści nie zamknęli ust i nie złożyli swych piór i pędzli do szuflady. To oni, nieposłuszni prawu WRON-y, zorganizowali dwie ogromne wystawy i sympozja im towarzyszące: „Droga i Prawda”, wyjeżdżali ze spektaklami patriotycznymi poza miasto do różnych parafii. Kościoły Wrocławia kipiały pełną frekwencją na Mszach za Ojczyznę i podczas Tygodni Kultury Chrześcijańskiej. Wrocław, równolegle z Warszawą, otoczył opiekuńczą miłością więźniów politycznych i zadbał o ich rodziny w szerokiej gestii Arcybiskupiego Komitetu Charytatywnego.
Wszystko to jest niezauważone przez współczesnych organizatorów, daleko im do Boga i Kościoła. Boją się, że zachodni ateiści, libertyni i masoni odrzucą kandydaturę Wrocławia, wolą zdradzić wszystko, co religijne, bohaterskie i piękne w Ojczyźnie. Smutno mi. Czy może pocieszyć wieść, że w Lublinie po afiszu kandydackim na Europejską Stolicę Kultury tłumią się nagie kobiety i mężczyźni? Licha pociecha.

2011-05-14
KOŃ A SPRAWA…
Wpadła mi w ręce ulotka promująca Wrocław do tytułu Europejskiej Stolicy Kultury. Lublin również promuje wielkim plakatem swą kandydaturę do tego tytułu. Czy mamy oczekiwać zażartej walki między miastami? Ciekawe, które wygra? W ulotce można przeczytać, że Wrocław ma aż dziewięć powodów by wygrać, a poza tym w naszym mieście jest Hala Stulecia i Panorama Racławicka, 20 rzek i czynna fosa miejska. Tu mieszka poeta Różewicz, tworzył kiedyś Grotowski, a jeszcze wcześniej pracowało dziesięciu noblistów. Po wojnie światowej we Wrocławiu intelektualiści stanęli do walki o pokój w Hali, w restauracjach i kawiarniach, a w jednej z nich na serwetce artysta Picasso narysował gołąbka pokoju. W roku 2009 Wrocław dostał się do księgi rekordów Guinnessa, bo zmieściło się tu naraz 6346 gitarzystów i grali. A w roku 2012 zagraniczni, a może także swojscy, sportowcy będą tu kopali piłkę na stadionie, który ma być.
He, He, koń by się… nie uśmiał, gdyby pomyślał.

2011-05-13
STRZAŁY.
Mija 30 lat od strzałów na pl. Św. Piotra. Jan Paweł II trafiony kulami osunął się, podtrzymywany rękoma ks. Stanisława, na fotel w papa mobile. Jęk zgrozy i bólu uniósł się ku niebu z kilkuset tysięcy ust. Papież, natychmiast zawieziony do kliniki Gemmelli, przeżył. Matka Boża fatimska uznała, że jeszcze nie czas mu umierać, zmieniła tor śmiercionośnego pocisku. Pan Jezus bardzo go potrzebował w Kościele drugiej połowy XX wieku. Miał przecież wprowadzić i Kościół, i ludzkość w trzecie tysiąclecie. Miał wzbogacić wizerunek Boga w świadomości ludów i narodów. Miał być świadkiem widzącym, jak Duch Święty konsekwentnie zmienia czas i geografię podzielonej, nierównej Europy. Miał otworzyć i nasycić Chrystusowym miłosierdziem serca ludzi spragnionych i grzesznych. Miał nauczyć świat, jak żyć i jak umierać. Czekał na niego jeszcze długo ołtarz całopalnej ofiary Chrystusa, który był umarł i trzeciego dnia zmartwychwstał, aby odkupić człowieka. Jak Cyrenejczyk miał dźwigać wspólnie z Jezusem jeszcze przez wiele lat krzyż na szczyt Golgoty.
Maryja nie mogła go nie ratować, skoro od młodości cały należał do Niej. Każdą minutę swego życia zdobywał dla Niej.

2011-05-11
WYDARZENIE.
Polskie tygodniki katolickie dały sprawozdania z uroczystości rzymskich, krakowskich, warszawskich, wadowickich i zakopiańskich. Tam w niedzielę 1 maja najwięcej gromadziło się ludzi na wspólnej modlitwie beatyfikacyjnej. Wszędzie panowała spokojna radość, nawet deszcz i przejmujący wiatr nie odbierały uśmiechu szczęśliwym pielgrzymom. Wróciły też tysiące Polaków z samego Rzymu, opowiadaniom i dzieleniu się wrażeniami nie ma końca, a i budzącej się tu i tam świętej zazdrości u zasiedziałych telewizyjnych oglądaczy zauważyć można niemało. To prawda, że przez okienko srebrne można zobaczyć dokładnie prawie wszystko, to jednak być osobiście zanurzonym w atmosferę pielgrzymiej radości to coś więcej znaczy i w serce głębiej się wkorzenia.
Aliści diabeł nie śpi. Dla niektórych obywateli czy towarzyszy post-peerlandii za dużo tej radości niebieskiej nad polską ziemią. Nie mają czym oddychać. Pochrząkują, krztuszą się i duszą wypisując przemądre analizy o poglądach Jana Pawła na temat socjalizmu, kapitalizmu i stosunku do południowoamerykańskiej teologii wyzwolenia. Rzeczywiście słownictwo w tych gniotach dalekie jest od błogosławionych rozmów pielgrzymich. I cóż powiedzieć?… Zadumałby się nasz Papież. I oni chcą jakoś po swojemu uczestniczyć w tym wielkim polskim wydarzeniu.

2011-05-08
ŚWIADECTWO CIERPIENIA.
„Chciałbym na koniec podziękować Bogu za osobiste doświadczenie długoletniej współpracy z Papieżem, Janem Pawłem II. Już wcześniej miałem możliwość poznania i docenienia jego osoby, lecz od 1982 roku, gdy wezwał mnie do Rzymu na prefekta Kongregacji Nauki Wiary, przez kolejne 23 lata mogłem być przy nim i coraz bardziej go podziwiać. Moja posługa była wspierana jego głęboką duchowością i bogactwem jego intuicji. Zawsze uderzał mnie i budował przykład jego modlitwy: zanurzał się w spotkaniu z Bogiem, pomimo rozlicznych trudności jego posługiwania. A potem świadectwo jego cierpienia: Pan pozbawiał go stopniowo wszystkiego, lecz on pozostawał skałą, zgodnie z wolą Chrystusa. Jego głęboka pokora zakorzeniona w intymnym zjednoczeniu z Chrystusem, pozwoliła mu dalej prowadzić Kościół i dawać światu jeszcze bardziej wymowne przesłanie, i to w czasie, gdy topniały jego siły fizyczne. W ten sposób doskonale zrealizował on powołanie każdego kapłana i biskupa: bycia jedno z Chrystusem, z Tym, którego codziennie przyjmuje i ofiaruje w Eucharystii.
Błogosławiony jesteś umiłowany Papieżu Janie Pawle II, ponieważ uwierzyłeś. Prosimy, byś nadal umacniał z nieba wiarę Ludu Bożego. Amen”.

2011-05-07
WIELKA SPRAWA.
„W swoim Testamencie nowy Błogosławiony napisał: (…) Pragnę raz jeszcze wyrazić wdzięczność Duchowi Świętemu za wielki dar Soboru Watykańskiego II, którego wraz z całym Kościołem – a w szczególności z całym episkopatem – czuję się dłużnikiem. Jestem przekonany, że długo jeszcze dane będzie nowym pokoleniom czerpać z tych bogactw, jakimi Sobór dwudziestego wieku nas obdarował. Jako biskup, który uczestniczył w soborowym wydarzeniu od pierwszego do ostatniego dnia, pragnę powierzyć to wielkie dziedzictwo wszystkim, którzy do jego realizacji są i będą w przyszłości powołani. Sam zaś dziękuję Wiecznemu Pasterzowi za to, że pozwolił mi tej wielkiej sprawie służyć w ciągu wszystkich lat mego pontyfikatu. Ale o jaką sprawę chodzi? Chodzi o to samo, co Jan Paweł II wyraził już podczas swej pierwszej uroczystej Mszy na Placu św. Piotra w niezapomnianych słowach: Nie lękajcie się! Otwórzcie, otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi!. To, o co nowo wybrany Papież prosił wszystkich, sam wcześniej uczynił: otworzył dla Chrystusa społeczeństwo, kulturę, systemy polityczne i ekonomiczne, odwracając z siłą olbrzyma – siłą, którą czerpał z Boga – tendencję, która wydawała się być nieodwracalna”.

2011-05-06
ZASADA ŻYCIA.
„Karol Wojtyła, najpierw jako biskup pomocniczy, a potem jako arcybiskup krakowski, uczestniczył w Soborze Watykańskim II, i zdawał sobie sprawę, że poświęcenie Maryi ostatniego rozdziału dokumentu o Kościele oznaczało wskazanie na Matkę Bożą jako obraz i wzór świętości dla każdego chrześcijanina i całego Kościoła. Tę teologiczną wizję błogosławiony Jan Paweł II odkrył już w młodości, a następnie zachowywał i pogłębiał przez całe życie. Wizja ta streszcza się w biblijnym obrazie Chrystusa na krzyżu z Maryją, Jego Matką u boku. Obraz ten, znajdujący się w ewangelii Jana, został ujęty w biskupim, a potem papieskim herbie Karola Wojtyły: złoty krzyż, litera M po prawej stronie u dołu, i zawołanie Totus Tuus, które odpowiada słynnemu zdaniu św. Ludwika Marii Grignon de Monforta, w którym Karol Wojtyła odnalazł podstawową zasadę swego życia: „Totus tuus ego sum et omnia mea tua sunt. Accipio Te in mea omnia. Praebe mihi cor tuum, Maria – Cały jestem twój i wszystko, co moje, Twoim jest. Odnajduję Cię we wszelkim moim dobru. Daj mi Twe serce o Maryjo”.

2011-05-05
BŁOGOSŁAWIEŃSTWO WIARY.
„Został ogłoszony błogosławionym Papież, następca Piotra, którego powołaniem jest umacnianie braci w wierze. Jan Paweł II jest błogosławiony ze względu na swą wiarę, mocną i wielkoduszną, wiarę apostolską. (…) Na mocy tej wiary Szymon staje się Piotrem, Opoką, na której Jezus może zbudować swój Kościół. Bycie błogosławionym na wieki Jana Pawła II, które Kościół dziś z radością ogłasza, wpisane jest w te właśnie słowa Chrystusa: „Błogosławiony jesteś, Szymonie” i „Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”. Jest to błogosławieństwo wiary, którą Jan Paweł II otrzymał w darze od Boga Ojca dla budowania Kościoła Chrystusowego” (…)

2011-05-04
OWOC CAŁEGO ŻYCIA.
Myślami powracam do homilii beatyfikacyjnej Benedykta XVI, jest w niej piękno i wzruszenie. Warto zachować w pamięci choćby kilka fragmentów: „Drodzy Bracia i Siostry.
Już sześć lat minęło od dnia, w którym zebraliśmy się na tym Placu, aby celebrować pogrzeb papieża Jana Pawła II. Ból utraty był głęboki, ale jeszcze większe było poczucie jakiejś ogromnej łaski, która otaczała Rzym i cały świat: łaski, która była owocem całego życia mojego umiłowanego Poprzednika, a szczególnie jego świadectwa w cierpieniu. Już tamtego dnia czuliśmy unosząca się woń świętości, a Lud Boży na różne sposoby okazywał swoją cześć dla Jana Pawła II. Dlatego chciałem, aby – przy koniecznym poszanowaniu prawa Kościoła – jego proces beatyfikacyjny przebiegał w sposób możliwie najszybszy. I oto nadszedł oczekiwany dzień; przyszedł szybko, ponieważ tak podobało się Bogu: Jan Paweł II jest błogosławiony”(…)

2011-05-03
NASZA OJCZYZNA.
Od rana pada śnieg, niesamowite! Czerwone bzy w białym śniegu. Można by było lekko o tym mówić, gdyby na Dolnym Śląsku, bliżej gór, 25-centymetrowa warstwa mokrej masy śniegowej swym ciężarem nie łamała drzew i nie rzucała ich na oślizłe drogi i ulice.
Uroczystość I Komunii św. otrzymała z nienacka niespotykaną oprawę. W kościele było przytulniej i łatwiej przychodziło dzieciom utrzymać oczy wpatrzone w ciepłe barwy oblicza naszej patronki Matki Bożej Częstochowskiej, dziś uroczyście uczczonej Królowej Polski. Dzieci były bardzo dobrze przygotowane przez pana katechetę Piotra Zapióra, a ja cieszyłem się widocznymi skutkami mej całorocznej pracy nad i z rodzicami. W takiej sytuacji łatwiej i goręcej brzmią słowa Aktu Zawierzenia: „Królowo Polski, zawierzamy Ci Polskę, Ojczyznę naszą. Daj polskiej ziemi, przesiąkniętej krwią i łzami, spokojny i chwalebny byt w prawdzie, sprawiedliwości i wolności”.

2011-05-02
PO POLSKU.
Wczoraj na placu św. Piotra blisko 100 tysięcy Polaków usłyszało z usta Benedykta XVI w homilii dwa piękne zdania po polsku: „Swoim świadectwem wiary, miłości i odwagi apostolskiej, pełnym ludzkiej wrażliwości, ten znakomity Syn narodu polskiego, pomógł chrześcijanom na całym świecie, by nie lękali się być chrześcijanami, należeć do Kościoła, głosić Ewangelię. Jednym słowem: pomógł nam nie lękać się prawdy, gdyż prawda jest gwarancją wolności”.
To była przyjemna niespodzianka dla wszystkich Polaków na świecie.

2011-05-01
BEATYFIKACJA.
Nigdy wcześniej nie było takiego 1 Maja! Rzym zapełnił się półtoramilionową rzeszą pielgrzymów. Liturgia na pl. Św. Piotra wspaniała. Benedykt XVI już na początku Mszy św. ogłosił prawo chrześcijan do nazywania Jana Pawła II „błogosławionym”. W małych i wielkich miastach Polacy odpowiedzieli gromkimi brawami wtórując tym, co w Rzymie. To dziwne, wszyscy jesteśmy głęboko przekonani, że polski Papież zostawiając na Watykanie ciało, duszą bez reszty zamieszkał w Domu Ojca niebieskiego, jednak czekaliśmy na tę „kropkę nad i” postawioną przez jego następcę. Ulżyło nam. Bez napięcia i z łagodnością serca obserwowaliśmy przed telewizorami białą siostrą Simone Pierre niosącą w skupieniu do ołtarza relikwie Jana Pawła II, który wyprosił u Pana jej uzdrowienie. Jezus wysłuchał i potwierdził heroiczność cnót wielkiego Świętego. Czyż to nie piękne?! Poprzez ludzkie znaki na naszych oczach Bóg otwierał swa boską Tajemnicę Obecności. Jak zaczarowany słuchałem homilii Benedykta XVI. Tłumy na pl. Św. Piotra podobnie. Zniknęły flagi i transparenty, na fali ciszy rozchodziły się słowa Konsekracji.
A na koniec otrzymałem niespodziankę: z placu beatyfikacyjnego dotarły do mnie sms-y z pozdrowieniami od młodych przyjaciół. Specyficzna to wioska globalna!

2011-04-30
WIELKI RODAK.
W eterze istna sieczka na temat Jana Pawła II w przeddzień beatyfikacji. Nie ma dziedziny, gdzie nie sadzano by wielkiego Polaka na najwyższym miejscu. Śmieszne i nudne. Benedykt XVI uratował dziś to błogosławione imię swą zwięzłą trafnością. „Drodzy Polacy, pragnę dzielić z wami radość, jaka napełnia moje serce, gdy myślę, że dane mi będzie wynieść do chwały ołtarzy Waszego wielkiego Rodaka a mojego czcigodnego Poprzednika na Stolicy Piotrowej. Jan Paweł II był prawdziwym człowiekiem Bożym, wiernym i odważnym naśladowcą Chrystusa, uległym natchnieniom Ducha Świętego, opatrznościowym przewodnikiem na drodze ku nowemu tysiącleciu”.

2011-04-29
RURA.
Londyn świętuje. Cały świat ogląda anglikańską ceremonię ślubu małżeńskiego pary książęcej Williama (starszego syna księcia Karola i Diany Spencer) z Katy Middleton, córką przebogatego bankiera (bez kropli błękitnej krwi). On książę z urodzenia, ona od dziś księżniczka przez zamęście. Ten ślub wszystko wyrównuje dla ich ewentualnych dzieci. Milionowa rzesza gości, turystów i gapiów wypełnia ulice i place między Westminster Abbey a Buckingham Palace. Przyjechali z różnych stron świata, by przeżyć własnymi oczami kolorową bajkę z pocałunkiem książęcym w zakończeniu: i żyli długo i szczęśliwie…
Panie zachwycały się skromną, „ale jakże przylegającą do urody” suknią ślubną panny młodej lub komentowały niepoliczalne morze przedziwnych w kolorze i kształcie damskich nakryć głowy. Panowie przy mikrofonach i kamerach zachodzili w głowę nad zjawiskiem nieobecności szefów dwóch ostatnich rządów. Zjawisko to jest kształtu politycznego, czy towarzyskiego? Do czego porównać to wszystko? – Do długiej czerwono-złotej rury. W środku tradycyjna pustka.

2011-04-28
APOSTAZJA.
Zatelefonował dziś do kancelarii młody mężczyzna ze stanowczym oświadczeniem, że chce „wypisać się” z Kościoła. Rozmawialiśmy dłuższą chwilę. Mama go ochrzciła niemowlęciem. Na lekcje religii nie chciał chodzić (potwierdza ten fakt zapis kolędowy w kartotece). Nigdy nie czuł się katolikiem i do końca życia nie chce należeć do Kościoła. Teraz postanowił uporządkować swoje sprawy życiowe i chce dokonać formalnego wystąpienia z Kościoła katolickiego. Smutek mnie ogarnął, nie usłyszałem w jego słowach żadnej myśli z życia duchowego. W głowie ma tylko opowieści szkolnego historyka o draństwach chrześcijan i dokłada do tego „to, co się dzieje dziś w Polsce”.
Zabolało mnie mocno w duchu. – I dlaczego właśnie teraz to się dzieje? Kościół przecież świętuje swą podwójną radość: prawdę o zmartwychwstaniu Chrystusa i beatyfikację Jana Pawła II. Mróz przeszedł mi po grzbiecie: Kościół czasem odpoczywa, diabeł nigdy!

2011-04-26
WĄTROBA.
Z GW: Klękanie przed Janem Pawłem II się nie skończyło – wyrozumywuje red. Wiśniewska: „przez cały pontyfikat do papieża i jego nauki Kościół podchodził z nabożeństwem graniczącym z uwielbieniem, które on sam tak często wykpiwał” .
Hmm, po świętach pani redaktor ma chorą wątrobę. Współczuję.

2011-04-25
ŚMIGUS-DYNGUS.
W lany poniedziałek na pytanie ankieterów przez telefon: których polityków chciałby pan/pani oblać wodą? – odpowiedzi były jednoznaczne: wszystkich. Ankieta śmigusowo-dyngusowa może być niebezpieczna dla panów polityków. Oblać i wylać! Nawet jeżeli jedna opcja chciałaby zostawić kilku, to opcja przeciwna zaraz by się wzięła właśnie za nich.
A może jednak wylać i zacząć zupełnie od nowa? -Niestety, nie zanosi się na to. Zaczyna rozgrzewać się akcja przedwyborcza i już widać, że nienawiść będzie siłą pierwszą.

2011-04-20
PODZIAŁY.
Zbliżają się święta wielkanocne, a zaraz potem, w Niedzielę Miłosierdzia, uroczystość beatyfikacyjna Polaka, Jana Pawła II – papieża. Czy to otworzy uszy, odmieni serca polskich polityków i zmieni głosy płatnych ujadaczy medialnych? O, szczęśliwy Karolu z Wadowic! Przeszedłeś zwycięsko drogę od domu dzieciństwa do dojrzałego kierowania sercami ludzkości na Watykanie, starałeś się wlewać balsam miłości na jątrzące rany podziałów europejskich – i hitleryzmu, i komunizmu , i innych. Dziś jakże jest Ci smutno! Z Nieba patrzysz na Ojczyznę i pewnie nadal posyłasz nam słowa łagodnej, ojcowskiej perswazji. Pokazujesz nam, jak można leczyć podziały miedzy nami Polakami: „A siły ducha są w człowieku. I działa też w sercach ludzkich miłość, która jest z Ducha Świętego. A zatem – podjąć to, co każdy z nas ma w sobie z ducha i z Ducha Świętego. Nie dać się też uwikłać całej tej cywilizacji pożądania i użycia, która panoszy się wśród nas i nadaje sobie nazwę europejskości, panoszy się wśród nas, korzystając z różnych środków przekazu i uwodzenia”.

2011-04-15
GŁUCHOTA.
Rocznica smoleńska nie przyniosła pojednania w wojnie polsko – polskiej. Wszystko było obchodzone osobno i dwa razy. I wszystko w skórze chrześcijańskiej. Grubej skórze, tylko z wierzchu religijnej, bo słowo Boże do żadnego sumienia się nie przedostało. Daremnie tłumaczy św. Paweł Apostoł: „Teraz w Chrystusie Jezusie wy, którzy niegdyś byliście daleko, staliście się bliscy przez krew Chrystusa. On bowiem jest naszym pokojem. On, który obie części [ludzkości] uczynił jednością, bo zburzył rozdzielający je mur – wrogość. W swym ciele pozbawił On mocy Prawo przykazań, wyrażone w zarządzeniach, aby z dwóch [rodzajów ludzi]stworzyć w sobie jednego nowego człowieka, wprowadzając pokój, i [w ten sposób] jednych, jak i drugich znów pojednać z Bogiem w jednym Ciele przez krzyż, w sobie zadawszy śmierć wrogości”(Ef 2,13-16).

2011-04-10
MITRA.
W warszawskiej katedrze uroczystą Mszą św., z prymasem i kardynałami, z rządowymi i wojskowymi oficjelami, i z ludem Bożym na zewnątrz świątyni, celebrował kard. Kazimierz Nycz. Homilię wygłosił abp poznański, ks. Stanisław Gądecki. O dzisiejszej sytuacji w Polsce i o wizji przyszłości powiedział: „Odnosiło się wrażenie, że z solidarnościowej erupcji narodzi się nowa Polska. Tymczasem wysoka temperatura opadła. (…) Odrodzonej Ojczyźnie zaczęło brakować skrzydeł. Nie udało się uzdrowić życia społecznego. Wręcz przeciwnie. Korzystając z deprawujących wzorców przeszłości, stworzył się aspołeczny kodeks zachowań pozbawiony wszelkich hamulców. (…) Nasze państwo stało się areną nieustających igrzysk prowadzonych przez zwalczające się partie, partyjki, w których liczy się jedynie zdobycie władzy, wygrana w wyborach i podział łupów. (…) Relatywizm, apoteoza sukcesu, bogactwa, miraż łatwego życia bez rozterek sumienia – oto proponowana wizja przyszłości”. Słuchałem i patrzyłem na pana prezydenta Komorowskiego. Czekałem, kiedy podejdzie do kaznodziei i zwymyśla go. Nie podszedł… Za wysoka czapka dla jego politycznej determinacji!

2011-04-09
NIESPODZIANKA.
W sobotę pierwszych pielgrzymów z Polski przybyłych na miejsce katastrofy smoleńskiej niemile zaskoczyła zmiana inskrypcji na tablicy upamiętniającej tragiczne wydarzenie sprzed roku. W tekście zredagowanym przez Rodzinę Katyńską: Pamięci 96 Polaków na czele z prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej Lechem Kaczyńskim, którzy 10 kwietnia 2010 r. zginęli w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem, w drodze na uroczystości upamiętnienia 70. rocznicy sowieckiej zbrodni ludobójstwa w Lesie Katyńskim dokonanej na jeńcach wojennych, na oficerach Wojska Polskiego w 1940 r. – Rosjanie zlikwidowali informację o „sowieckiej zbrodni ludobójstwa”. Wrzawa stała się okrutna. Pan Prezydent jutro złoży, czy nie złoży, wieniec pod taką inskrypcją?

2011-04-07
SIŁA NARODU.
Przed pierwszą rocznicą katastrofy smoleńskiej aż kotłuje się w mediach. Czy może mówi się młodemu pokoleniu o stalinowskim mordzie w Katyniu, albo o patriotycznej służbie Krajowi Prezydenta Kaczyńskiego i jego współpracowników? Nic podobnego. Na łamach „Polityki” minister w Kancelarii Premiera Michał Boni wspominając uroczystości pogrzebowe na Placu Piłsudskiego, krytykuje abpa Józefa Michalika za „złamanie wspólnoty”, bo zamiast krótkiego komunikatu dał sobie prawo do przemawiania ponad 10 minut! Wolno tu zauważyć, że to przemówienie było nagrodzone przez wspólnotę gromkimi brawami, gdy najwyżsi notable państwowi zostali skwitowani milczeniem. Warto zapamiętać fragment o sile polskiego Narodu, który „przez własnych swoich synów był przez ostatnie lata niejednokrotnie boleśnie wyszydzany, jako ten, który rzekomo nie potrafi skorzystać ani z nauczania papieża Jana Pawła II, ani z ofiarowanej mu wolności, a co gorsza, stróżem Majestatu Rzeczypospolitej uczynił człowieka, który nie pasował do ich kryteriów współczesności. Jest jednak jakaś siła w naszym narodzie, jest wrażliwość i poczucie godności, i jakaś mądrość w jego nauczycielach, którą dziś ujawniają ludzie szlachetni i dobrzy, ludzie prości i uczeni, profesorowie i młodzież przychodząca do kamer albo niosąca swój znicz na ulice, aby powiedzieć, że to był ich Prezydent, że to byli ich przedstawiciele, ponieważ udawali się w podróż, aby oddać hołd pamięci ich i naszym bohaterom zamordowanym w Katyniu, Charkowie i Miednoje, przez dziesiątki lat wykreślanym z narodowej pamięci”.
No cóż, widocznie pan minister pana premiera nie ze wszystkich wyzuł się kamaszy z czasów współpracy z ubecją, a samo przyznanie się do niej przed przyjęciem teki nie było kąpielą uzdrawiającą.

2011-04-06
DUSZA.
Lekarz nigdy nie może stanąć na równi wobec Jezusa. Ale dobrze jest, gdy od czasu do czasu stanie jako pacjent przed Bogiem uzdrawiającym. W podobieństwie do ewangelicznego urzędnika królewskiego stojącego przed Jezusem, mając na myśli swą duszę, powie: Panie, przyjdź, zanim umrze moje dziecko (J 4,49). Dusza jest „boskim dzieckiem” danym człowiekowi z samej niezmierzonej głębi nieśmiertelnego Boga. Została także zadana . Człowiek powinien ją czystą i zdrową przenieść w swym ciele ścieżkami ziemskiej wędrówki aż do Nieba. Co ma zrobić lekarz, gdy jego dusza choruje? Choć sam był kształcony, by leczyć innych, dobrze się stanie, gdy zbierze dokładnie resztki swej pokory, stanie przed Jezusem i w autentycznym bólu będzie wołał: przyjdź, bo już nie wytrzymuję, nie potrafię uleczyć mojej duszy na wieczność. Przez kratki konfesjonału można łatwo dojrzeć, że do wieczności nie jest za daleko.

2011-04-05
PRZY ŁÓŻKU.
W jakiej kondycji uzdrawiania staje lekarz wobec śmiertelnie chorego pacjenta? Ma bardzo niewielki arsenał środków atakujących chorobę, a doświadczenie mówi mu zbyt często: z tego się nie wychodzi. Są jednak ludzie, którzy wspominając ostatnie dni swego krewnego w szpitalu, dają piękne świadectwo o delikatności, wrażliwości i współczucia, jakie lekarz na ich oczach ofiarował pacjentowi. Z takim pięknym darem przechodzi chory człowiek na drugą stronę życia, a jego bliscy wychodzą ze szpitala, a potem z cmentarza, z mniejszym ciężarem żalu. Są jednak sytuacje przy łóżku ciężko chorego pacjenta, gdy wrażliwy i współczujący lekarz z bólem patrzy bezradnie w oczy pacjenta i szuka w swej duszy spojrzenia Boga, by Mu rzucić w twarz kamień bluźnierstwa: Nie ma Cię! Uciekłeś! Jak mogłeś dopuścić? Gdzie Twoja miłość? – Tylko wiarą można uśmierzyć ten terminalny ból duszy. Jezus przemawia w sercu lekarza (i pacjenta) z razu cichutko, a potem coraz wyraźniej: Ja jestem z wami po wszystkie dni (Mt 28,20). Wystarczy wtedy uważnie patrzeć na krzyż.

2011-04-04
DLA LEKARZY.
Zgodziłem się na głoszenie nauk rekolekcyjnych dla lekarzy. Tym sposobem pragnę spłacić dług wdzięczności wobec wrocławskiej służby zdrowia za opiekę w stanie wojennym jak i w niedawnej chorobie raka płuc. Dużo się modliłem dobierając tematy codzienne.
Lekarz chyba częściej niż ktokolwiek inny staje wobec drugiego człowieka podobnie jak Jezus na kartach Ewangelii. Z tą różnicą, że lekarz o wielekroć częściej staje bezradny wobec choroby pacjenta i nieszczęścia członków jego rodziny. Jezus rozporządzał całą Boską mocą, by skutecznie odpowiadać na wołanie człowieka. Był Bogiem i Jego pojawienie się na świecie nie ograniczało się do wyprowadzania człowieka z chorób fizycznych czy psychicznych, choć to czynił nierzadko. On, posłany od Ojca, który jest w Niebie, przyszedł, aby oswobodzić nas z niewoli grzechu. Istotą bowiem nieszczęścia człowieka jest zatracanie swej wolności właśnie w momencie absolutnego nieskrępowania.

2011-04-03
APEL PAPIESKI.
Mam w wyobraźni głęboko osadzone czarne źrenice głównego celebransa uroczystości pogrzebowej Jana Pawła II (jego następcy po dwóch tygodniach) w wielkim napięciu wpatrzone w tłum skandujący „Santo subito!”. Wołanie okazało się skuteczne, nowy papież skrócił maksymalnie okres oczekiwania na rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego. To trochę zmniejszyło zawód i pretensje młodych, że nie „subito”.
No cóż, nawet po kilku latach nie można rozstać się z tamtymi wspomnieniami. Wciąż wzruszają i przenikają pamięć serca. Wczoraj w naszym kościele odbył się, wzorem tych sprzed sześciu lat, Apel Papieski o godz. 21: 00. Przed ikoną naszej Patronki Częstochowskiej otoczyliśmy portret Jana Pawła II kwiatami i zapaliliśmy wielkie woskowe światło. Śpiewaliśmy na cześć naszej Królowej w Niebie, słuchaliśmy nauki polskiego Papieża i dziękowaliśmy Bogu za już pewną i zbliżającą się beatyfikację. Wzruszenie przepływało przez wypełniony kościół wielką ciszą.

2011-04-02
NA JATKACH.
Nikt dzisiaj nie może być usprawiedliwiony za niewiedzę rocznicowo-papieską. W całej Polsce coś się dzieje (większego lub mniejszego) dla uczczenia sługi Bożego Jana Pawła II, który przed sześciu laty (w bohatersko znoszonych cierpieniach) odchodził na oczach całego świata do Nieba. Pamiętam, jak w homilii pogrzebowej kard. Joseph Ratzinger już „beatyfikował” zmarłego papieża, mówiąc, że z okna domu Ojca błogosławi nam.
We Wrocławiu Na Jatkach po raz szósty odbył się ku czci ś. p. polskiego Papieża wernisaż wystawy pt. „Czas wzrastania”. Oglądaliśmy dziś na ścianach małe i większe dzieła plastyczne artystów z całej polski i słuchaliśmy recytacji wierszy powstałych w związku z tą rocznicą.
Jak co roku zostałem zaproszony do udziału w tym wydarzeniu i poproszony o wiersz (niestety, plastykiem jeszcze się nie stałem). To było bardzo trudne zadanie, bo nie potrafię pisać na zamówienie z zewnątrz. Przeprosiłem i odmówiłem. We wnętrzu jednak czułem niepokój, bo przecież sercem codziennie wręcz obcuję w modlitwie z Janem Pawłem II. I któregoś późnego wieczora wiersz sam się przelał na papier. Zdążyłem zapisać go na mojej stronie internetowej w „Poezji” i przesłać do organizatorów . Tytuł: „Moje oczy”.

2011-03-31
POCIECHA.
-Kongres Kobiet wciąga. Zostałam w ich gabinecie cieni ministrem ds. świeckości państwa i wielo-kulturowości – przyznaje na łamach „Polityki” Barbara Labuda. Jej zdaniem duchowość może się rozwijać tylko wtedy, gdy nie ma dominacji jednej grupy wyznaniowej. – A u nas można mówić o dominacji potężnej instytucji, jaką jest Kościół katolicki. Dlatego tak brakuje praktyki świeckości państwa – mówi Labuda. Za niedopuszczalne uznaje, że uroczystości państwowe mają charakter religijny. Krytykuje też „wszechobecność krzyży, które nie są już symbolem duchowym, ale znakiem dominacji instytucji Kościoła”.
Przytoczyłem ten skrót informacyjny z KAI-u z dwóch powodów. Po pierwsze jest mi smutno, bo pani Łabuda jest wrocławianką i w stanie wojennym chroniła się pod skrzydłami Kościoła. A po drugie: krew mnie zalewa, gdy widzę taką desapiencjalizację kobiety polskiej. Pociechą może być obserwacja, że tylko kilka takich spustoszeń mamy w dzisiejszej damskiej polityce.

2011-03-28
BOŻA MIŁOŚĆ.
Dopiero dziś obejrzałem z płytki DVD francuski film „Ludzie Boga”, który otrzymał tegoroczną nagrodę Grand Prix w Cannes. Doskonale opowiedziana autentyczna historia trapistów żyjących w górach Atlasu, w północno-zachodniej Afryce, obok arabskiej wioski zamieszkanej przez wyznawców Allacha. Kontakty zakonników z muzułmanami były, mało powiedzieć, poprawne. Ci Arabowie uważali, że ich życie w wiosce zależy od tego wieloletniego istnienia opactwa w sąsiedztwie. Mówili: my jesteśmy ptakami, a wy gałęzią, na której siadamy. Gdy zbliżał się dla zakonników spodziewany i nieuchronny czas dylematu: opuścić, czy zostać w tym miejscu, nikt w klasztorze nie mógł być obojętny. Proces i sposoby rozwiązywania tego dylematu przez poszczególnych trapistów właściwie jest treścią tego dwugodzinnego filmu. Dramat „psychologiczny”, a jednak nie pozwala się nudzić. W fazie końcowej oglądania wzruszenie było tak wielkie, że oczy musiały się spocić.
Dedykowałbym ten film każdemu księdzu traktującemu swe zadania duszpasterskie jako „pracę na umowę z firmą”.

2011-03-25
RATUNEK.
Trzydzieści osób naszej parafii przyjęło dziś podczas uroczystej Mszy św. zobowiązanie duchowej adopcji. Na współczesne diaboliczne głoszenie prawa kobiet do aborcji trzeba odpowiedzieć uzbrajaniem się mocą Ducha Świętego właśnie przez modlitwę. Gdy wciąż licznie matki i ojcowie w towarzystwie służby zdrowia mordują nienarodzone dzieci, wydobywając porozrywane szczątki z ich naturalnego środowiska, łona matczynego, człowiek wierzący w Chrystusa musi usłyszeć wołanie najniewinniejszego z niewinnych: ”Ratuj mnie!”.

2011-03-24
NA KLEPISKU.
Gdy w Polsce i w innych krajach Europy przechodzą przez główne miasta Marsze dla Jezusa pod hasłem „Tak dla życia” – w Wielkiej Brytanii ginekolodzy otrzymali nakaz informowania pacjentek, że ciąża jest przedsięwzięciem ryzykownym, a aborcja może im wiele zagrożeń zaoszczędzić; aborcja jest dla kobiety zasadniczo bezpieczniejsza niż donoszenie ciąży aż do porodu. Co więcej, powinni również kłamać, że większość kobiet, które zdecydowały się na usunięcie ciąży, nie doświadczyło negatywnych konsekwencji psychicznych . Niesłychane! Stary, kulturalny Albion stał się klepiskiem, na którym zły duch kłamstwa bez żenady łupi Anglików cepem wygodnictwa i samozadowolenia.

2011-03-21
WĄTKI.
Dziwna cisza zaległa w eterze i na papierze, pewnie pokryły się żałobą pewne wątki medialne po „zdelegalizowaniu” stanu wojennego przez Trybunał Konstytucyjny. A może zadziałały tu względy humanitarne, wszak autor tragedii narodowej leży w szpitalu wojskowym. Orzeczenie o nieważności stanu wojennego niewiele dziś pomoże ofiarom represji, to jednak ludziom walczącym o uwolnienie od wielkiego brata czerwonego przynosi satysfakcję moralną. Mieliśmy słuszność i racja stanu była tam, gdzie stawaliśmy do obrony wolności i solidarności naszej Ojczyzny.
Cierpliwości, może doczekamy się nawrócenia mediów, które zazwyczaj niewybrednie i częściej brały pod nóż wątek IPN-u aniżeli WRON-y.

2011-03-19
PIĘKNE 19 marca
Dzisiejsza prasa licznie odnotowała i skomentowała wczorajszy wyrok strasburski. W Wyborczej odezwał się, oczywiście, dyżurny katolik: „Owszem, krzyż jest dla mnie znakiem najświętszym z najświętszych. Więcej – jest dla mnie symbolem najgłębiej humanistycznym. (…) Krzyż jest zarazem znakiem największej pokory. Mam wciąż w pamięci drukowaną kiedyś w „Gazecie Wyborczej” myśl Joanny Jurewicz, że gdyby Jezus zobaczył z krzyża, że on kogoś razi, zszedłby zeń, wziął go na ramiona i zaniósł w inne miejsce” .
Piękne! Gdyby Pan Jezus poczytywał nawet czasem Gazetę Wyborczą, wziąłby pokornie pana redaktora na ramiona i zaniósł w inne miejsce.

2011-03-18
WYWALCZONY WYROK.
Krzyże mogą wisieć w klasach szkolnych! Tak orzekł dziś Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu, odwołując w ten sposób wcześniejszy swój przeciwny wyrok. Skończyła się wojna europejsko-europejska. Tak, ale pytanie o jej sens pozostaje. Dla nas, katolików w Polsce, jest oczywistością obecność krzyża na publicznym miejscu, a nakaz usunięcia go rozumiemy jako czysty nonsens. Okres PRL-u umocnił mnie w przekonaniu, że życie bez krzyża jest niemądre, trudne i nieudane. Skutki tego okresu ciągną się aż do dziś. Zauważyłem je chociażby wtedy, gdy lewica, po pierwszym strasburskim wyroku jesienią 2009 roku, natychmiast zaczęła medialnie urabiać opinię Polaków, w tym młodzieży licealnej, że i w naszych szkołach powinny zniknąć ze ścian krzyże.
W Polsce doskonale wiemy, kto jest wrogiem krzyża – ludzie nieludzkich systemów reżimowych i różnej maści antyteiści. Widocznie inne narody wolnej Europy tego nie wiedzą. Bo czyż to nie jest skandaliczny paradoks, że wojnę krzyżowi, podcinając chrześcijańskie korzenie Europy, wydali ludzie zasiadający w Europejskim Trybunale Praw Człowieka? Tylko walcząca niewiara może podpowiadać człowiekowi taką wojnę. Potrzebne więc było nasze zdecydowanie w obronie krzyża i ukazywanie Europejczykom autentycznych korzeni kulturowych naszego kontynentu. Bogu niech będą dzięki. I ludziom.

2011-03-15
TALENT.
Na Powązkach w Warszawie odbył się wczoraj pogrzeb aktorki Ireny Kwiatkowskiej, zmarłej 3 marca. Msza św. pogrzebowa została odprawiona w pięknie odnowionym wnętrzu kościoła św. Krzyża na Krakowskim Przedmieściu. I ks. Wiesław Niewęgłowski, duszpasterz środowisk twórczych, w homilii, i ks. kardynał Kazimierz Nycz w liście przeczytanym na początku Mszy, obaj pokusili się o piękne laurki na cześć zmarłej, prawie stuletniej kobiety, która swą sztuką słowa i gestu bawiła kilka pokoleń Polaków. Chrystus Zmartwychwstały, niestety, stał gdzieś schowany w cieniu, chyba w podobny sposób, jak pani Irena, gdy często modliła się w tym kościele schowana gdzieś w kącie.
Z mej młodości pamiętam pewien wywiad radiowy pani Ireny Kwiatkowskiej, w którym opowiadała, jak jej głos i talent aktorski uratował jej życie podczas okupacji w Warszawie. Była łączniczką w czasie Powstania Warszawskiego. Kiedyś, gdy esesmani zaczęli dobijać się do jej mieszkania, ona przerażona śmiertelnie cieniutkim, spłakanym głosikiem dziecka, zaczęła tłumaczyć przez zamknięte drzwi, że mamusi nie ma w domu, a ona jest sama i nie może otworzyć bez klucza. Okupanci odeszli zapowiadając ponowne przyjście. Tymczasem pani Irena spakowała się i opuściła mieszkanie. Talent jest prawdziwie darem Bożym radującym ludzi i ratującym człowieka.

2011-03-14
AKITA.
Sięgnąłem po książkę ( przed rokiem otrzymałem ją w prezencie), w której opisane są objawienia Najświętszej Maryi Panny w japońskiej miejscowości Akita. Młodej stygmatyczce, siostrze Agnieszce, zakonnicy ze Zgromadzenia Służebnic Eucharystii, Matka Boża przekazała dramatyczne ostrzeżenie przed straszliwym kataklizmem i prosiła – podobnie jak w Fatimie – o modlitwę różańcową za grzeszników. „Jeśli ludzie nie będą pokutować i nie poprawią się, Ojciec ześle straszną karę na całą ludzkość. Będzie to kara większa niż potop, taka, jakiej nikt nigdy przedtem nie widział. Ogień spadnie z nieba i zmiecie z powierzchni ziemi wielką część ludzkości, zarówno dobrych jak i złych, nie oszczędzając ani kapłanów, ani świeckich. (…) Kapłani, którzy Mnie czczą, będą pogardzani i wystąpią przeciwko nim ich współbracia. Kościoły i ołtarze zostaną splądrowane. (…) Szatan będzie występował szczególnie nieubłaganie przeciw duszom poświęconym Bogu. Myśl o utracie tak wielu dusz jest przyczyną Mojego smutku. Jeśli zwiększy się liczba i ciężar grzechów, nie będzie już dla nich przebaczenia”. Jest o czym myśleć i o co modlić się.

2011-03-13
HONSIU.
Trudno bez wzruszenia i niepokoju w duszy oglądać obrazy, jakie pokazują media światowe. Na zdjęciach satelitarnych widać całe miasta zrujnowane, zupełnie zrównane z ziemią. Na plaży północno-wschodniej wielkiej wyspy Honsiu, po ustąpieniu wysokiej na 10 metrów fali tsunami, znaleziono 200 ciał ludzkich. Doliczono się już dziś ponad10 tysięcy ofiar śmiertelnych, drugie tyle ludzi zaginęło, rodziny szukają bezskutecznie, rannych trudno przeliczyć. Japończycy starzy i młodzi tysiącami wędrują na południe, komunikacja po przejściu tsunami nie istnieje. Kilka pociągów zagarnęła wysoka fala. Brakuje energii elektrycznej i wody pitnej. Powietrze w promieniu ponad 150 kilometrów skażone napromieniowaniem po katastrofie reaktorów jądrowych elektrowni atomowej Fukushima. Dramatyczne obrazy grozy i rozpaczy w miejscach boleśnie nawiedzonych przez trzęsienie ziemi o sile 8,9 stopnia w skali Richtera. Co myśleć?…

2011-03-11
BUDZENIE PAMIĘCI.
Dziś lekkim popołudniem (w Polsce po godzinie szóstej) potężne trzęsienie ziemi ruszyło Japonię. Dalszy ciąg końca świata! – tak wołali niektórzy ocaleni, oglądający na własne oczy szalejące żywioły wody i ognia. My patrzyliśmy w telewizory. Mądrzy ludzie zaraz wszystko tłumaczyli całemu światu. Po prostu dwie płyty tektoniczne na dnie oceanu natarły na siebie i potężne, ponad 10-metrowe, fale rzuciły się na ląd niszcząc i zabierając ze sobą wszystko, co było na drodze: elektrownie, fabryki, domy, samochody i statki. Czterem milionom ludzi w jednym momencie zabrakło energii elektrycznej. Ludziom przerażonym na ulicach i we wnętrzach wieżowców ręce opadły, siły życiowe opuściły, oczy i usta japońskie wołały jedno wielkie, przestraszone „O”. Media światowe plotły dyrdymały o przyzwyczajeniu Japończyków do takiej grozy i o sprawnym, bezpanicznym reagowaniu. Niestety, ofiar od tego gadania nie ubywało. Biznesmeni na świecie szybko zaczęli obliczać straty, w jakich już utonęły ich interesy. Jedyne kilka sekund ruchu skorupy ziemskiej potrafiło tak mocno potrząsnąć pewnością siebie możnych tego świata.
Jak bardzo kruche jest dzieło rąk ludzkich! Czy świat sobie przypomni, kto powiedział te niezauważane i zapomniane słowa: „Beze mnie nic uczynić nie możecie”?…

2011-03-05
LEGENDA.
Książka redaktora Romana Graczyka o krakowskim środowisku Tygodnika Powszechnego porusza coraz więcej ludzi, jedni bronią TP, inni dokładają, ile wlezie, temu spiżowemu pomnikowi, a sam autor spokojnie wyjaśnia, odpowiadając na pytania np. Dziennika Polskiego.
„ – Czy ma Pan poczucie, że obalił Pan pewną legendę? Legendę „Tygodnika” jako niezłomnego, sztandarowego ośrodka antykomunistycznej opozycji, oczywiście koncesjonowanej, ale twardej i moralnie bez skazy.
– W tym rozumieniu – tak. Ta legenda okazała się nieprawdziwa. Jednak jeżeli ktoś zastanowi się na serio nad naturą komunizmu, to zrozumie, że taki wyidealizowany twór był po prostu niemożliwy. Funkcjonowanie takiego ośrodka, jak „Tygodnik Powszechny” wymagało wtedy pewnych gestów uległości. I te gesty wykonywano, co opisałem. A owa „złota legenda”, jaką wokół „Tygodnika” zbudowano, pewnych faktów nie uwzględniała. Nie mówiąc o tym, że problem kontaktów wielu ludzi z tego środowiska ze Służbą Bezpieczeństwa w ogóle w owej legendzie nie istniał. Owszem, przyznawano, że wśród pracowników niższego szczebla zdarzali się współpracownicy, nie dotyczyło to jednak osób z tzw. pierwszego szeregu. I w tym sensie owa legenda także uległa zniszczeniu. Trzeba jednak dodać, że nie jest tak, by te osoby, o których piszę, Halina Bortnowska, Stefan Wilkanowicz, Mieczysław Pszon czy Marek Skwarnicki, były agentami, takimi jak na przykład Lesław Maleszka czy szef administracji „TP” Tadeusz Nowak. Różnica polegała na tym, że typowy współpracownik nie miał żadnej autonomii. Agent jest pionkiem, wykonuje rozkazy czy zlecenia, dostaje zadania. Przywołane powyżej osoby cieszyły się jednak pewną autonomią, nie były esbeckimi popychadłami. Po drugie, ostateczna korzyść, jaką wynosiła SB z ich współpracy, była dalece niezadowalająca. SB miała trzy cele. Po pierwsze, informacja ze środowiska, i ten cel realizowała, pozyskując informacje także od Skwarnickiego czy Pszona. Drugi cel to – jak oni mówili – „przenoszenie naszych opinii na teren obiektu” i to się w pewnym stopniu też udawało, ale w mniejszym niż ten pierwszy cel. Trzeci, najważniejszy cel, to uzyskanie wpływu na linię gazety. I tego SB z pewnością nie osiągnęła”.

2011-03-04
DZIEJE I WZROSTY.
Z pustego i Salomon nie naleje. Do niedawna jeszcze pan premier przy różnych okazjach wmawiał Polakom, że nasza gospodarka, mimo kryzysu światowego, rozwija się i zwyżkuje. Dziś pierwszy polityk dalej robi dobrą minę do złej gry zwrócony w stronę kamer, a tyłem do wzrastającego bezrobocia i rosnących cen. A gdy ktoś odważy się pytać o poziom życia Polaków, ze smutkiem informuje, że wzrasta ilość środowisk, które go nie lubią. Rzeczywiście nie lubią, bo nie mają za co lubić, szczególnie rodziny polskie po podwyżce VAT-u z 8 na 23% artykułów dziecięcych. A co robią czołobitne media? Wymyślają temat zastępczy, oczywiście bardzo ważny, kto z kim i w jakim samolocie poleci na beatyfikację Jana Pawła II do Rzymu. A dla większej sensacji przędą rozważania: zaprosić, czy nie zaprosić gen. Jaruzelskiego do wspólnego samolotu pobożnych VIP-ów. Oj, dzieje się, dzieje, bo dziać się musi!

2011-02-27

ZAPEWNIENIE.

Z ulgą wyraźną i z poczuciem opływającego mnie pokoju czytałem dziś na świętej Eucharystii Boże zapewnienie: „Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet, gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie” (Iz 49,15).


2011-02-22
APOKALIPSA.
Nowa Zelandia, wyspa południowa, miasto Christchurch, dziś 51 minut po północy naszego czasu ziemia się zatrzęsła z siłą 6,3 stopnia w skali Richtera. 63 osoby zabite, 200 rannych, ale ile następnych ofiar przykryły gruzy mieszkań, urzędów i kościołów? Tego nikt nie wie. Agencje informacyjne całego świata pokazują zdjęcia ogromnych zniszczeń w mieście. To był czas wielkiego ruchu na ulicach – ich czas wyprzedza nasz o 11 godzin – ludzie pracowali, robili zakupy, załatwiali swe sprawy, modlili się. I nagle ziemia zaczęła chwiać się im pod nogami. Ściany wielkich domów waliły się na ulice przykrywając pędzące samochody i pieszych na chodnikach. Straszne! A jednak niełatwo jest wierzyć, że to może być czas Apokalipsy, choć widok iście apokaliptyczny i częstotliwość zdarzania się na przestrzeni kilku minionych dekad dość duża. 
Takie wydarzenie czasami trwa zaledwie kilka czy kilkanaście sekund, a potem cisza. Ludzie otrząsają się z wrażenia i idą dalej, bo nic się nie zawaliło. A ponadto ci, co dziś byli z dala od epicentrum, przeczytali gazetę, dopili kawę i ruszyli do swych zajęć z ciężkim westchnieniem na temat dynamicznej urody powulkanicznego kraju. Przecież to wszystko jest naturalne, zapisane w prawach przyrody. Ale, gdy się przedłuża trzęsienie ziemi, niestety, dzieje się tak, jak dziś w Christchurch, czy przed rokiem na Haiti – ruiny otaczają człowieka. Czas Apokalipsy wcale nie musi być liczony na godziny. A kto powiedział, że Bóg nie może używać zjawisk przyrody jako znaków zapowiedzianych i zapowiadających Apokalipsę?


2011-02-18
REQUIEM.
Nie wiem, czy podoba mi się to wożenie nieboszczyka w mitrze i w trumnie po kraju. Jeszcze mniej mam w tym upodobania, gdy widzę, jak medialnie wozi go Gazeta Wyborcza. Szczątki ludzkie to jeszcze nie relikwie, a zmarły Arcybiskup to jeszcze nie święty Andrzej Bobola. Wieczny odpoczynek racz mu dać, Panie.

2011-02-12
SZCZELINA.
Upadł na pysk autorytet, który był mi podporą w trudnych politycznie czasach mej młodości w mojej Ojczyźnie. Wielcy Polacy z „Tygodnika Powszechnego”: Halina Bortnowska, Stefan Wilkanowicz, Marek Skwarnicki i nieżyjący dziś Mieczysław Pszon – wszyscy w jakiś sposób współpracowali ze Służbą Bezpieczeństwa . Trzej panowie byli zarejestrowani jako TW, a pani jako kontakt operacyjny. Tak tnie mieczem krakowską zasłonę Roman Graczyk, publicysta tegoż Tygodnika, poproszony przez swe środowisko o zajęcie się teczkami esbeckimi ludzi TP. Wszystko, co wyciągnął z teczek, opisał w swej książce „Cena przetrwania? SB wobec Tygodnika Powszechnego”. Książka niebawem ukaże się w sprzedaży. Ludzie będą kupować, czytać i dyskutować o czymś, co było skrzętnie skrywane za krakowską, nobliwie katolicką kotarą. Skandal pewnie szybko się uśmierzy, bo czasy są o wiele trudniejsze niż onegdaj, ale pozostanie szczelina, przez którą przesącza się jasną strugą odpowiedź na pytanie, dlaczego środowiska inteligenckie, nie tylko Krakowa, tak zaciekle (w wydaniu niemałych autorytetów politycznych, czy naukowych, czy tylko towarzyskich) optowały za zaryglowaniem lustracji.


2011-02-10
ŻYCIE.
Jak grom z jasnego nieba, niespodziana wieść o śmierci lubelskiego ordynariusza, ks. abpa Józefa Życińskiego. Jedni podają jako przyczynę zawał serca, inni wylew do mózgu. Jedno i drugie może być wynikiem przepracowania i super aktywności. Od rana dziś pracował w Rzymie, o 16-tej miał spotkać się z księżmi „rzymianami” lubelskimi. Gdy przyszli, spotkali nieboszczyka, Niebo upomniało się o biskupa. Pogrzeb odbędzie się 19 lutego w Katedrze Lubelskiej… Tyle razy tam modliłem się za czasów studiów kulowskich. Później nawet głosiłem rekolekcje dla inteligencji. Pamiętam, artyści przygotowali wtedy wspaniałą scenerię na placu przed Zamkiem dla modlitwy za zamordowanych przez reżim. Był to wielki płonący żywym ogniem krzyż. Jeszcze później zaprosiłem ks. prof. Józefa Życińskiego na rekolekcje dla inteligencji technicznej w Katedrze Wrocławskiej. I oto zamknął się pewien krąg życia.



2011-02-09
NIEZGODA.
Jutro ma się rozpocząć w Krakowie sprzedaż nowej, już okrzyczanej w mediach, książki Grossa „Złote żniwa”. Na wczorajszej prezentacji pani dyrektor Znaku, Danuta Skóra, stwierdziła, że zgadza się z wielu autorami e-maili przysłanych do wydawnictwa, iż jest to książka tendencyjna, krzywdząca wielu ludzi. „Tych, którzy czują się nią dotknięci, bardzo przepraszam”. Natomiast pan Henryk Woźniakowski, jako prezes zarządu wydawnictwa, zupełnie nie zgadzał się z panią dyrektor. Przekonywał mądrze, że książka wpisuje się w ramy wieloletniej „pracy nad pamięcią” i rozbijania stereotypów dotyczących stosunków Polaków z ich sąsiadami. Być może jego sumienie (jednak niespokojne) kazało mu dodać, że dochód ze sprzedaży książki wydawnictwo przeznaczy na cele społeczne. Suma nie będzie mała, bo książkę wydrukowano aż w 50 tysiącach egzemplarzy! Hmm, skąd my to znamy? Może sprzed wojny i na pewno z Ewangelii(np. Mt 23,23).


2011-02-05
O MAKACH.
Przeżyliśmy i śpiewaliśmy, mimo zakazu komuchów, przez dziesiątki lat w całej Polsce „Czerwone maki na Monte Cassino”. Maki były bohaterskie, patriotyczne, honorowe i mimo smutku piękne. Dziś mamy nowy, jeden czerwony MAK, głosy o nim nie ustają. Rząd Donalda Tuska chciałby położyć kres tym „niepotrzebnym” roztrząsaniom, przecież racją stanu (czyjego?) jest zgoda z wielką Rosją (i z Putinem). Moskiewski MAK całą winę za katastrofę polskiego samolotu pod Smoleńskiem zrzucił na pilotów polskich. Jak kłamliwe są i obrażające nie tylko osoby ofiar katastrofy i ich żyjących rodzin, ale wszystkich czujących i wrażliwych patriotycznie Polaków, pokazuje nieustanna dyskusja analizująca okoliczności katastrofy. Tych wydarzeń coraz więcej wychodzi na światło dzienne dzięki upartej analizie poważnych specjalistów lotniczych i nieustępliwych dziennikarzy. Krzywdząca, niesprawiedliwa opinia, niestety, poszła w świat. Nie widać i nie słychać wołania na wschód o sprostowanie, ani kierowania wyjaśnień na zachód. Czyżby nasi rządzący wyrzucili z serca pieśń o polskiej krwi w imię honoru, ojczyzny i Boga przelanej za wolność całej Europy?


2011-02-02
DAR MIŁOŚCI.
Dzisiaj, w Dniu Życia Konsekrowanego, w polskich sanktuariach i katedrach księża biskupi przemawiali do ludzi, którzy przez potrójne śluby zakonne oddali swe życie Jezusowi Chrystusowi. W wypełnionych świątyniach przeważały siostry zakonne. Tak było np. w katedrze wrocławskiej. Nieciekawy obraz tematyczny wyłania się z zestawienia, jakie wyczytałem wieczorem z Internetowego Dziennika Katolickiego . Każde z tych wystąpień wydaje się być w porządku, ale z całości tego święta wykreowanego przez konsekrowane usta następców apostołów wionie chłód. Zabrakło blasku i ognia Ducha Świętego. Z tego chłodu nie zrodzą się nowe powołania. Pod amboną słuchały dziś dziewczęta, które na początku ofiarowania swego życia Jezusowi żyją gorącą, radosną miłością Jezusa. One, a także ich starsze koleżanki po ślubach wieczystych, czekały na potwierdzenie tej radości od człowieka dojrzałego i umocnionego w swym charyzmacie. Były tam również wiekowe zakonnice, ich miłość do Jezusa była często poraniona przez brak miłości współsióstr, czy mało wrażliwej przełożonej – one potrzebowały pocieszenia i współczucia. Nie brakowało tam sióstr, które w swoim życiu wewnętrznym przeżywały długą, trudną i ciemną noc, one czekały na podtrzymanie na duchu, na podzielenie się podobnym doświadczeniem biskupa, który zna te stany wewnętrznych rozterek. I wreszcie wszystkie siostry, zdrowe fizycznie i schorowane, przyszły modlić się w wielkiej diecezjalnej wspólnocie z ojcem diecezji na czele. Przyszły na modlitwę, która prowadzi do Serca Jezusowego nie tylko utartymi bruzdami liturgicznymi, ale wiedziona jest Duchem Świętym. Kazanie w tym dorocznym święcie wspólnoty niech by było o Jezusowej Miłości, pięknej, cudownej, rozgrzewającej, rozwijającej, pocieszającej i tworzącej nowego człowieka. Miłości przebaczającej i odradzającej, przygarniającej i przytulającej. Niech by siostra pomyślała podczas kazania dla niej: jak dobrze być siostrą, przyjaciółką i oblubienicą Jezusa. Jak dobrze być kochaną i kochać Pana Jezusa!
Ileż razy można powiedzieć takie kazanie? – A chociażby co roku! Piękna miłość potrafi pokazywać się ciągle w coraz to innych barwach i światłach. Miłość się nie znudzi.


2011-01-29
MODLITWA DO CZŁOWIEKA.
Pewnej starszej pani, znanej z łamów Tygodnika Powszechnego i Gazety Wyborczej, znów niewygodnie ze słowem „beatyfikacja”. Znów, bo pamiętam jej wypisywane obstrukcje wobec głosów w Kościele wołających o beatyfikację Jana XXIII. Dziś swą niewygodę usprawiedliwia tak: „Nigdy nie modliłam się do żadnego człowieka. (…) Więc też – oczywiście – nigdy nie modliłam się do papieża, ani za jego życia, ani po śmierci. Właściwą rzeczą jest modlić się do Boga samego”. Dziwne to słowa jak na byłą katechetkę uczącą religii dzieci katolickie. Kościół przez beatyfikację nie nakazuje przecież modlić się do człowieka beatyfikowanego czy kanonizowanego jak do Boga. Kalendarz liturgiczny wskazujący dni, w których wspominamy przyjaciół Chrystusa, realizujących w stopniu heroicznym Jego cnoty, pokazuje, jak wielki jest odzew serc i umysłów ludzkich na głoszenie Ewangelii. W tajemnicy „obcowania świętych” chrześcijanie w niebie i na ziemi rozmawiają ze sobą – to jest modlitwa, która ukazuje majestat, miłość i świętość Boga. W ten sposób także całe Niebo z Jezusem Chrystusem na czele siedzącym „po prawicy Ojca”, pośredniczy miedzy człowiekiem i Bogiem. Tak rozmawiamy z Maryją Matką Jezusa, ze św. Piotrem, Janem, Jadwigą, Maksymilianem, księdzem Jerzym… Dlaczego nie mielibyśmy rozmawiać z Janem XXIII czy Janem Pawłem II?


2011-01-26
ECHA HISTORII.
Dziś spotkałem na kolędzie ponad 90-cioletniego parafianina, który obdarzył mnie swoimi wspomnieniami z czasów wojny. Doskonale pamiętał szczegóły swej walki partyzanckiej po rozwiązaniu AK. Wspominał bez bólu o bardzo ciężkich przeżyciach. Z podziwem obserwowałem jego opanowanie emocjonalne nawet wtedy, gdy mówił o zdradzie i fizycznym likwidowaniu akowców ujawniających się po wojnie na apel nowej władzy w Polsce. Wielu żołnierzy Armii Krajowej, widząc oszukańcze manipulacje sowieckiego naczalstwa armii, postanowiło nie ujawniać się, dalej walczyć o wolną Polskę. Powinno być bezpiecznie wśród swoich na wioskach, ale nie było. – Dlaczego? – zapytałem. – Dlatego, że po odejściu Niemców, w Polsce zaroiło się od Żydów wysługujących się przybywającym sowietom. Znali środowiska wiejskie i denuncjowali ukrywających się partyzantów, a to skutkowało kulką w tył głowy. Wstrząsnęło mną to opowiadanie, bo o tym, co czasem mówiło się w towarzystwie „u cioci na imieninach”, usłyszałem z ust naocznego świadka.
Wracając z kolędy myślałem o panu Grossie i jego książkach. Jaki jest sens wydawania w Polsce takich jednostronnych książek, zwłaszcza, gdy środowiska żydowskie skandalicznie co rusz pomawiają Polaków. Po powrocie do domu koniecznie musiałem zajrzeć do książki wrocławskiego IPN-u na temat wojewódzkiej bezpieki po wojnie; ciekawie zaprezentowane jest to środowisko w II części. Pojawiają się tam często imiona znane nam ze Starego Testamentu.


2011-01-22
SATYSFAKCJA.
Uff… Zmęczony jestem do imentu. Sześć godzin kolędowania i to tylko po jednej ulicy. A jutro niedziela! Zdążyłem jeszcze napisać ogłoszenia parafialne, podać dalszy ciąg wizyty w domach. Siedzę nad kompem i mimo zmęczenia czuję radość. Jeszcze nigdy tak pozytywnie nie przeżywałem kolędy parafialnej. W każdej prawie rodzinie czułem wielką sympatię. Cieszono się widząc mnie w dobrym zdrowiu. Wiele osób w rozmowie o mej chorobie mówiło, modliliśmy się gorąco za księdza. Bogu niech będą dzięki. – I jak tu ich nie kochać!


2011-01-18
RADOŚĆ.
Podczas wizyty duszpasterskiej w każdym wręcz domu widziałem uśmiech radości na twarzach, gdy rozmawialiśmy o wyznaczonej dacie beatyfikacji Jana Pawła II. U starszych nawet pojawiały się łzy wzruszenia. Nasz święty Papież, mówili. Niektórzy pytali, dlaczego tak długo Ojciec Święty nie ogłaszał swej decyzji, przecież od początku był pewny świętości swego poprzednika, znał go przecież doskonale i długo. Kilkakrotnie starsi dzielili się własną wiedzą na temat choroby Parkinsona, zawsze współczuli Janowi Pawłowi i z podziwem obserwowali jego zmagania z chorobą. Ktoś powiedział nawet: to był bohater na Watykanie. 
Niestety, w naszej parafii w kilku domach ta choroba zniedołężnia i upokarza ludzi, a ich opiekunom stawia wielkie wymagania. Podziwiałem do niedawna wierną miłość pewnej babci, która przez 14 lat pielęgnowała swego męża, w ostatnim stadium leżącego w łóżku jak „kłoda patrząca”. Pan Bóg z pewnością wynagrodzi ją pięknym Niebem.


2011-01-14
ROMA LOCUTA.
Wołali Santo subito! Młodzi, rozgorączkowani, z transparentami i oklaskami na placu św. Piotra chcieli Świętego natychmiast, a otrzymali po pięciu i pół latach. Subito na ziemi różne ma długości, tylko w Niebie natychmiast znaczy natychmiast. Tylko Bóg w jednej iskierce istnienia może zmieścić całe dzieje ludzkości. Bezsprzecznie teraz życie Karola Wojtyły może istnieć jak maleńka, ale wyraźna, kropka na niebie, by mogło wszędzie i bez przeszkód dotrzeć do ludzkiej biedy i potrzeby. I jednocześnie teraz życie Karola Wojtyły może rozciągać się jak cała wieczność, by mogło na Niebie być dostrzeżone z każdego punktu na ziemi. Przedziwne i niepojęte jest życie człowieka zawarte we wnętrzu Boga! 
Nie nudziłem się, ani denerwowałem przez te więcej niż pięciolecie. W spokoju czekałem. Od początku widziałem gdzieś we wnętrzu, tak jak wielu na świecie, że Jan Paweł II to nie tylko Wielki Papież, to Człowiek Święty. Ale też razem z innymi ucieszyłem się dziś, gdy Benedykt XVI zakończył proces beatyfikacyjny: Roma locuta, causa finita! To już koniec wszelkich dywagacji i spekulacji, i wszelkich ruchów szatańskich próbujących zamącić prostą drogę Polaka do chwały ołtarzy.


2011-01-12
METODA.
Szok w Polsce po ogłoszeniu przez Rosjan końcowego Raportu MAK nt. katastrofy smoleńskiej. Rosjanie napisali, co chcieli, bez uwzględnienia wcześniejszych uwag polskiej strony do tego dokumentu. I co z tego się wywinie? – pytają wszyscy w Polsce zaskoczeni bez względu na formację polityczną.
Myślę, że nie ma się czemu tak bardzo dziwić. Dlaczegoż to Rosjanie w tej sprawie mieliby nie pamiętać swej zwykłej metody? Jeżeli nawet nie tak dawno dokonała się pierestrojka – przepierzenie się z komuny na federację, to – widać jak na dłoni – metoda została ta sama. Co powiedziano i wydrukowano, toż to jest prawda! Nie ma innej. Prawda ma służyć państwu.


2011-01-06

ORSZAK.

Nasza pani Maria, moja „najmłodsza” parafianka, niestrudzenie pomagająca najbiedniejszym ludziom w naszej wspólnocie, dziś ukończyła 90 lat! Modliliśmy się na sumie w jej intencjach. Ze Lwowa wywiozła tego niezłomnego ducha w wyznawaniu Ewangelii na 100%. Nie poddawała się okolicznościom, była wierna Chrystusowi podczas okupacji, a po wojnie we Wrocławiu nie potrafiła usiedzieć w miejscu. Jeszcze przed paru miesiącami była najruchliwszą działaczką charytatywną w parafii, znała biedne rodziny, nie bała się „psychików”, umiała mile rozmawiać z ludźmi pogubionymi, osamotnionymi. Dla każdego miała nie tylko słowo dobre, ale zawsze dopasowane do sytuacji pocieszenia rozmówcy. Chętnie brała udział w dyżurach dla potrzebujących. Swą permanentną edukację religijną uzupełniała na cotygodniowych godzinach biblijnych. Nie dyskutowała, słuchała jak dziecko, łaknęła słowa Bożego. Mieszka przy rodzinie swej córki. Jest mocno wyciszona, zamknięta już w sobie. Modli się i często… płacze. Martwi ją to, że nie umiała w życiu więcej uczynić dobra. Czasu brakuje, a potrzeb tak wiele. Trzeba ją pocieszać i mówić o nieskończonym miłosierdziu Jezusa. Raduje się każdym spotkaniem z księdzem. Sama, lub z pomocą córki, przychodzi na Mszę św. Jej modlitwa to zastyganie w gęstej ciszy mistycznej. Jakie dzieją się w niej jasne uniesienia czy mroczne zapaści duszy, jedynie sam Jezus to wie.

Jezus najwyraźniej ją pociąga. To nie przypadek, że urodziła się w uroczystość Trzech Króli. Ona przez całe życie kroczy w orszaku królewskim do Betlejem. Myślę, że gdyby nie ten uciążliwy charyzmat wiekowości, znalazłaby się dziś w śród tysięcy wrocławian wędrujących w kolorowym orszaku Trzech Króli spod kościoła św. Krzyża do Rynku, prowadzonym przez ks. bpa Andrzeja. Ciało tak, ale duch pani Marii nie zestarzał się.



2011-01-05
POWRÓT.
Biskupi nasi w liście pasterskim na temat jutrzejszej Uroczystości m.in. napisali: „Radość z przeżywania tajemnicy Objawienia Pańskiego posiada w tym roku dodatkowy motyw. Święto Trzech Króli będzie w naszej Ojczyźnie znowu dniem wolnym od pracy. Tak jest od wieków w wielu krajach Europy, np. w Austrii, w Niemczech, we Włoszech, w Hiszpanii i w Szwecji. Podobnie było również w naszej Ojczyźnie przez stulecia, aż do 1960 roku, kiedy to władze komunistyczne odebrały wiernym dzień wolny od pracy w święto Trzech Króli. (…) Składamy serdeczne podziękowanie tym wszystkim, którzy swoją modlitwą, zatroskaniem o tradycję Kościoła oraz konkretnymi działaniami z determinacją wspierali zamysł przywrócenia uroczystości Objawienia Pańskiego należnego jej miejsca w życiu społecznym i religijnym Polaków”.
Ja jednak mam smutną refleksję. Dopiero po 50-ciu latach my, Polacy – katolicy, odebraliśmy z powrotem naszą uroczystość! I to z jakim trudem, i w jakże długim bojowaniu! Każdy mądry obserwator wie, że wcale nie wzbogaciliśmy się tym jednym więcej dniem niewolnym od pracy. Bo nie o to chodziło. To była walka o polską duszę, o pomniejszenie uroczystej przestrzeni religijnej Polaków. Czy wygraliśmy tę walkę? Czy na pewno w stu procentach?… Z rozgoryczeniem obserwowałem opór materii politycznej w Sejmie i w rządzie, gdy bezskutecznie setkami tysięcy podpisów wołaliśmy o powrót święta Trzech Króli. 


2011-01-01
TEMPERATURA.
Sobota. Ślisko na chodnikach. Niska frekwencja na porannych Mszach św. Stary rok przekazał nowemu w Polsce niewiędnącą zimę. Wiatr wielki w mieście. Na wsiach, w otwartych przestrzeniach uciążliwe zamiecie, zaspy na drogach. Temperatura dzienna tańczy wokół zera. Jednak w południe nasze eleganckie panie, lekko zaróżowione, dyskretnie rozpinają swe futra i futerka, młode dziewczyny zamaszyście pod chórem rozwijają kilometrowe wełniane węże oplatające ich szyje. Żal mi niewiast, wyglądają teraz tak nieefektownie, a przecież to Nowy Rok!
Cóż powiedzieć? Przecież to zupełne NIC wobec kilkunastu pożarów, w których spłonęli śpiący w tej przełomowej nocy ludzie. Jaką musieli przyjąć na siebie temperaturę?


ŚWIATŁO WIARY
Wczoraj papież Franciszek ogłosił swa pierwsza encyklikę „Lumen fidei” o wierze, encyklikę, jak sam nazwał „na cztery ręce”. Benedykt rozpoczał jej pisanie jako ostatnia – po „Deus caritas est” o miłości i po „Spe salvi” o nadziei – część teologicznej trylogii o cnotach boskich i ludzkich. Franciszek podjał trud dokończenia listu Benedykta XVI do Kościoła w dzisiejszym świecie. We wstępie zaznaczył pokornie: „Jestem mu za to głęboko wdzięczny i w duchu Chrystusowego braterstwa przejmuję jego cenne dzieło, dodajac do tekstu kilka przemyśleń”. 
W KAI-u już można odczytać po polsku cały tekst. Skorzystałem z tego i podczas kazania odpustowego w Dukielce dziś podzieliłem się z wiernymi tym, co mnie urzekło w encyklice na temat wiary. Wyniosłem z tej lektury obraz wiary jako światła, które ukazuje moja drogę z przeszłości, niejako za mna, i z… Przyszłości; stamtad wychodzi mi na spotkanie Chrystus zmartwychwstały. Na tak oświetlonej drodze nie rozminę się ani z odwieczna Prawda, ani z ludzka rozumnościa. Idac taka droga nie muszę schodzić na inne w poszukiwaniu sensu tego, co przeżywam tak w sobie jak i w łaczności z innymi w rodzinie, w Kościele czy w Narodzie. Wiara – niezwykły dar Boży pozwala mi poznawać otaczajaca rzeczywistość dalej niż pozwala mój umysł. Wiara przeprowadza przez granicę stad do niepoznawalnego, a objawionego w Bogu. W świetle wiary na mej drodze najgłębszy wymiar otrzymuje spotkane piękno i dobro, i wypełniana miłość. Cierpienie, w które nieraz muszę wejść, nie wrzuca mnie w ciemność rozpaczy i bezradności – światło wiary ukazuje mi Krzyż i zmartwychwstanie mego Zbawiciela. Następca św. Piotra pisze, cytujac św. Klemensa Aleksandryjskiego: „Chrześcijanie, świadomi, jak wielki horyzont otwiera przed nimi wiara, nazywali Chrystusa prawdziwym słońcem, którego promienie daja życie”.