2005

2005-12-23
DZIEŃ SZCZEGÓLNY
Była w tym dniu jakaś wyczuwana godność, namaszczenie historią (zwłaszcza poprzez homilię ks. Prymasa Józefa Glempa)i dużo spokoju. Zaprzysiężenie nowego Prezydenta Rzeczypospolitej Polskej, pana Lecha Kaczyńskiego, miało swój wypracowany na nowo rytm: najpierw gmach Sejmu, potem Katedra Warszawska, następnie Pałac Królewski i Plac Piłsudskiego. Spokój na twarzy Prezydenta w każdym z tych punktów czasowych ceremonii oraz naturalność podczas pierwszego wywiadu prezydenckiego p. Kaczyńskiego były znakami normalności służby Narodowi najwyższego organu państwa. (Miałem wrażenie, że media do końca tego jeszcze nie rozumiały). Początek nowej prezydentury obył sie bez kłamstwa i trzeba mieć nadzieję, że koniec obejdzie się bez kolesiostwa.
Pamietam sprzed ponad ćwierćwiecza, że wieść o wyborze Polaka na Stolicę Piotrową bardzo powoli nabierała wagi w oczach świata. Ale wiadomo było już od początku, że stało się coś nowego nie tylko na Watykanie, nie tylko w mentalności kardynałów wybierających nowego papieża w XX wieku… Jestem przekonany, że i teraz w Kraju jest dość znaków zapowiadających ważność rozpoczętego nową prezydenturą polskiego czasu.

2005-12-11
W KLASZTORZE.
Niedawno odwiedziłem klasztor znajomych sióstr, u których dawnymi laty kapelanowałem i nieco edukowałem uczennice w ich szkole średniej. Okazję odwiedzin stworzył Złoty Jubileusz dawnej siostry przełożonej, zakonnicy o niezwykle dobrym i wrażliwym sercu. Atmosferę ciepłej modlitwy w kaplicy i serdecznej zażyłości przy stole w pięknym barokowym refektarzu tworzyliśmy wszyscy, siostry i goście, niejako pod egidą księdza Biskupa z Częstochowy, kolegi ze studiów siostry Jubilatki. Oczywiście, były życzenia, śpiewy, prezenty i bardzo smaczny, obfity (choć niewystawny) obiad piątkowy.
Nie można w żaden sposób lekceważyć czy traktować z przymrużeniem oka (co się zdarza poniektórym duchownym)jubileuszy sióstr zakonnych. Przecież to jest wyraz dziękczynnego uwielbienia Boga w drugim człowieku, który całe swe niełatwe życie ofiarował Bogu! Podziękować Jubilatce za jej dobroć, wytrwałość, cierpliwość, wierność i całoduszne skierowanie swego życia ku Wiecznemu Bogu powinno być dla każdego okazją do radości i podniesienia głowy ku niebu!
Przychodząc do klasztoru rozpytywałem o jedną siostrę, która jako przełożona ongiś okazała mi wielkie serce i dzieliła się swoją mądrością. Ciekawe rozmowy toczyliśmy wieczorami w kręgu znajomych podczas „wojny jaruzelskiej”. Po przełomie ’89 roku siostra jako katechetka w szkole porwała młodzież, całymi klasami zostawali na jej katechezach, wisieli na jej ustach. A przecież kontakt jej z uczniami nie kończył się na lekcji religii. Były częste, długie, umówione rozmowy o bólach rodzenia się ku dojrzałości…
W refektarzu nie zauważyłem siostry Katechetki. Zapytałem, gdzie jest? Odpowiedziano: w celi, chora, bidulka. Czy cierpi? – spytałem. Tak. No tak, pomyślałem, przecież i wiek już po temu. I wtedy przypomniałem sobie pewną rozmowę, w której siostra Katechetka wyjaśniła mi pełne cierpienia umieranie spracowanej, wiernej zakonnicy: Pan Jezus bardzo kocha swe siostry zakonne, chce je widzieć tuż obok siebie przy tronie w niebie, dlatego przed śmiercią dokładnie je oczyszcza ogniem cierpienia.
Spostrzeżenie cenne i na tyle prawdziwe, na ile trudne w przeżywaniu… Siostro Katechetko, mój drogi przyjacielu, modlę się za Ciebie, byś wygrała próbę ognia!

2005-11-18
PRZYJAŹŃ
Jakim darem jest przyjaźń?… Czy darmo danym, jak Łaska Boża? Tak, Przyjaźń Jezusa jest zawsze niezasłużona i zawsze trwa wiernie przy mnie. Mogę tu tylko rozważać moją niewierność i moją niedowzroczność. Mówi czasem ktoś: Jezus odszedł, ale mówi to w chwili, gdy sam się oddalił od Jezusa. Przyjaźń Boża jest równoważna miłości, pojęcia są wymienne. Bóg ogarnia zawsze całkowicie, bez różnicy płci, wieku, umysłowości, kultury, koloru skóry, piękna czy elegancji… Bóg gdy kocha, jest Przyjacielem, jest Opiekunem. Jest Przewodnikiem, prowadzi ostatecznie do Nieba, ale wcześniej, jeśli chce, doprowadza człowieka do ekstazy. Wielcy mistycy mówią o zakochaniu się w Bogu! O, ileż radości daje rozczytywanie się w pismach św. Jana od Krzyża, św. Teresy z Avili, czy w „Dzienniczku” św. Siostry Faustyny!!!

Przyjaźń między ludźmi, czy jest kiedy darem bezinteresownym?… Gdy daję, zawsze się spodziewam odzewu; kiedy nie jestem w niej odwzajemniony, cierpię. Nawet gdy ktoś mówi: kocham bezinteresownie, lubuje się w swej „bezinteresowności” i stąd czerpie dla siebie specyficzną radość.
Mogę niczego nie chcieć i nie spodziewać się od przyjaciela, ale już sama świadomość istnienia tej przyjaźni jest źródłem mej radości. Więc gdzie tu miejsce na dar bezinteresowny?… Najwidoczniej ludzkie miłowanie jest bardzo odległe od Jezusowego.
A jednak, gdy odkrywam przyjaciela, moja wdzięczność spontanicznie kieruje się ku Jezusowi!

2005-11-13
Święto Narodowe przeżyłem w niewysokich górach wśród drzew rozdzianych z liści. Szwendałem się ścieżkami po łagodnych stokach, brodząc stopami w jeszcze pięknym, jeszcze wzruszającym bogactwie ciepłych kolorów wyrwanym przemocą przez targające wichury. Bezsilne, obnażone, szare drzewa. Od źródełka, gdzie zwykle pełno turystów, a dziś całkowita pustka, wspinałem się na Górę Krzyżową. U stóp białego krzyża rozlega się bezszelestna nostalgia, wisi nieruchomo nad maryjną doliną. Owszem w dole szosą jadą małe i wielkie samochody tam i z powrotem. Po szynach sunie długi wąż pustych wagonów… Ale tutaj panuje mleczno-szara cisza. Na przeciwległych stokach jedynie modrzewie żółtymi plamami krzyczą w proteście przeciwko konieczności odchodzenia. To ostatni krzyk tegorocznej złotej jesieni.
W drodze powrotnej spotkałem staruszkę zakonnicę. Szła powoli z różańcem w ręku. Gdy mnie zauważyła, rozpoznała zza grubych okularów, uniosła dłonie i powiedziała z rozradowanym uśmiechem: zwyciężyliśmy! -Gdzie, kto? -proszę siostry! W parlamencie rząd nasz przeszedł! 40 głosów przewagi!!! Nie zdążyłem ochłonąć, zakonnica poczłapała dalej mrucząc zdrowaśki.
Na dole wieczorem w Bazylice Matki Bożej Bardzkiej wysłuchałem patriotycznego kazania o roku 1918, o generale Fochu podpisującym w pociągu traktat pokojowy, o Piłsudskim , Radzie Regencyjnej i o rozbrajaniu Niemców, o wielkiej radości Polaków od 123 lat tęskniących za wolna Ojczyzną… Słuchałem i na koniec pomyślałem sobie: kto dziś rozbroi rzesze Polaków karmiących się chętnie bezinteresowną, podbijaną przez media, nienawiścią? Kto nauczy liberałów sztuki przegrywania dla dobra Ojczyzny?

2005-10-22
Dziś w Teatrze Polskim we Wrocławiu podczas Walnego Zebrania Delegatów Regionu Dolny Śląsk z okazji XXV-lecia „Solidarności” specjalnymi okolicznościowymi medalami „ZAWSZE SOLIDARNI” uhonorowano 25 ludzi, którzy „Solidarność” tworzyli, którzy „Solidarności” bronili i którzy wiernie trwają przy jej ideałach. Wśród uhonorowanych dolnoślązaków znaleźli się także księża. Słuszną inicjatywą jest uhonorowanie również zasłużonych solidarnościowców, którzy nie doczekali tej chwili. Medale odebrały rodziny.
Trzeba docenić tę uroczystość, bo dziś tak rzadko słyszy się proste słowo „dziekuję”.

2005-10-20
Pewien europoseł wczoraj wyjawił: badania odnalezionych dokumentów, ekspertyza ubrania Chrostowskiego, odsłuchane rozmowy mecenasa Wende z esbecją przed 21 laty stawiają w zupełnie nowym świetle datę i okoliczności śmierci księdza Jerzego Popiełuszki. Stąd domysł: była jakaś zmowa (kogo z kim?), by jedną wymyśloną i ustaloną wersję wydarzeń podać do publicznej wiadomości. Jaką cenę i kto komu za to zapłacił? Kim był W. Chrostowski wobec ks. Jerzego? Jaką rolę w istocie odegrał mec. Wende?… Oto są pytania! I nowa zgroza…
Chrystus kiedyś powiedział: „wszystko, co powiedzieliście w mroku, w świetle będzie słyszane, a coście w izbie szeptali do ucha, głosić będą na dachach”(Łk 12,3).

2005-10-19
POPIEŁUSZKO.
Kult ks. Jerzego rozpoczął sie w dniu pierwszej wzmianki o jego zaginięciu. Ludzie pośpieszyli natychmiast do kościoła św. Stanisława Kostki na modlitwę o powrót, o odnalezienie się duszpasterza żoliborskiego. Jan Paweł II prosił o to Królową Polski podczas modlitwy na placu św. Piotra. Potem przyszły tragiczne wieści o porwaniu księdza, ilość modlących się wzrastała nie tylko w tym kościele. Wiadomość o odnalezieniu ciała księdza Jerzego na dnie Wisły powaliła Naród na kolana przed Bogiem. Nawet niewierzący mówili: no, to komuniści doigrali się! Tłumy wiernych z całego kraju gwieździście całą noc przybywały na pogrzeb. Cała Polska płakała i modliła się. Żal i zgroza zamieszkała w naszych domach. Jedynie Mądrość Boża wiedziała, że komuniści mordując księdza, kopią sobie grób.
Ostatnia batalia o miejsce spoczynku kapelana Solidarności została wygrana przez prostych ludzi. Uparli się: nie na Powązkach! Straszliwie zmaltretowane ciało księdza Jerzego spoczęło w ziemi przy kościele, gdzie służył Bogu i ludziom.
Ta mogiła, tak licznie odwiedzana od 21 lat przez pielgrzymów – znanych i nieznanych, wielkich i małych – z całego świata, pozwala nam pamiętać o słowach Chrystusa: „Lecz mówię wam, przyjaciołom moim: Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, a potem nic więcej uczynić nie mogą”(Łk 12,4).
Wiecej uczynić może tylko Bóg!
Już dziś, dzięki Janowi Pawłowi II, możemy mówić o księdzu Jerzym: „sługa Boży”. I możemy z nadzieją modlić się o beatyfikację kapłana męczennika.

2005-10-16
PRAWDA. W mediach i w kościołach Dzień Papieski. Jan Paweł II żyje w świadomości Polaków. Pięknie mówił Benedykt XVI do polskiego księdza o wręcz wyczuwalnej obecności duchowej swego wielkiego Poprzednika. Świadectwo wzruszające i pogłębiające sympatię dla jego autora. Nigdy wcześniej nie słyszałem żadnego papieża tak mówiącego o swoim poprzedniku.
Hasło Dnia: „Jan Paweł II – orędownik Prawdy”.
W dwóch aspektach widzę to papieskie orędownictwo:
1.W makrokosmosie: nie ma sprzeczności między wiarą, a nauką, bo nauka odkrywa prawa rządzące kosmosem nadane przez tego samego Boga, który objawia się duszy ludzkiej i do niej przemawia.
2.W mikrokosmosie sumienia ludzkiego: nie ma sprzeczności między wolą Bożą, a dążeniami ludzkimi. Dobrze uformowane sumienie, zdrowe i pewne, jest indywidualnym odbiciem, odwzorowaniem pozytywnego prawa Bożego.
Jeżeli pojawia sie sprzeczność, to tylko z niedoskonałości wolitywno-poznawczych człowieka.

2005-10-05
SŁOWO.
Dwa dni temu w TVP odgrzebywano problem potrzeby kodeksu etycznego dla polityków (to się powtarza co jakiś czas). Podkreślano konieczność jasnego sformułowania tego, co wolno i czego nie wolno czynić politykowi. A jako przykład podawano wszechobecną korupcję w środowiskach partyjnych. Nikt nie widział palącej potrzeby odnowy etycznej polityków na arenie słowa wypowiadanego. Teraz w dniach prezydenckiej kampanii wyborczej w Polsce powietrze aż ciężkie od grzechów wobec Słowa i wobec słów wypowiadanych. Politycy wspólnie (bez wzgledu na opcje partyjną) zamordowali szacunek dla własnego słowa.

2005-09-24
POJEDNANIE.
Listu biskupów polskich do niemieckich przed czterdziestu laty prasa krajowa nie podała do wiadomości. Byliśmy natomiast uderzeni zmasowaną, wściekłą propagandą antykościelną. Pranie mózgów było totalne poczynając od klasy robotniczej aż po wszelkiego autoramentu inteligencję. Czytałem ze smutkiem wypowiedzi artystów, naukowców, działaczy społecznych, studentów wyrażajacych swe oburzenie na hierarchów polskich za zdradę narodową. Wszędzie na wiecach smażono tyle nienawiści, iż miałem wrażenie, że to diabeł „hajcuje” pod kotłem…

Dziś też mi było smutno. Ożywienie pamięci o tym, co przed 40-tu laty zapoczątkowało proces wykluwania się dobra, którym dziś możemy żyć, zlokalizowano na Ostrowie Tumskim we Wrocławiu i skwitowano krótkimi niusami w wiadomościach agencyjnych. Bez transmisji…
Kto to dziś pracuje nad zacieraniem wizerunku prawdy o pracy Kościoła dla dobra naszej Ojczyzny, dla Polaków?…

2005-09-23
Siedzę w tym ciepłym (przez szybę) słoneczku pierwszego dnia jesieni, patrzę na rudziejące powoli szaty kołyszących się nad domami wysokich drzew, sięgam wzrokiem jeszcze wyżej, aż do błękitu, a serce moje śpiewa cichutko pieśń, którą rozumieją wszystkie stworzenia świata proste i szczere – pieśń wdzięczności. Myślę, że pierwszym wyrazem i zwiastunem miłości jest właśnie wdzięczność.
Zastanawiałem sie od dawna, skąd się bierze moja wdzięcznoś wobec Pana Boga? Mogę bowiem zaświadczyć o dobroci Bożej, obdarzającej mnie życiem, wiarą, różnymi talentami, wrażliwością duchową, uczuciowością, poczuciem humoru, odpowiedzialnością, ukochaniem pracy w słowie… Dziś po latach życia, nauki, roboty, grzechu, modlitwy, cierpienia… mogę powiedzieć z całą pewnością: moja wdzięczność jest odpowiedzią na Miłosierdzie Boga. Moja wdzięczność, jako postawa egzystencjalna, ma źródło nie w moim, a w Boga Sercu.

I pewnie to dlatego dziś z radością witam złotą jesień, tak adekwatnie przystającą do obecnego mego okresu życia, z sercem zalanym wdzięcznością… Bóg daje mi też poznać, ile zawdzięczam ludziom, zwłaszcza bliskim.

2005-09-21
Jeszcze raz przekonałem się o głęboko egzystencjalnym sensie przysłowia: „Jakie życie, taka śmierć”.
Człowiek konający nie ma sił, ani fizycznych, ani psychicznych, by się nawracać, zmieniać swoje życie, uczyć się nowego myślenia i postępowania. Najczęściej jest zagubiony, to co się z nim dzieje, tak w ciele jak i w duszy, przerasta go; jest zdezorientowany i zdany na otaczających go ludzi. Jeżeli żył wiarą w Boga i otoczenie jego to ludzie wierzący, sprawa jest prosta i optymistyczna. Wszyscy i wszystko pomaga mu do spotkania z Chrystusem.
Gorzej natomiast, gdy ktoś swe nawrócenie odkładał całe życie na sam koniec. Nawet długa choroba nie potrafi zwrócic go ku światłu wiecznemu. Chory jest całkowicie zaangażowany w swe chorowanie, w swój ból i uśmierzanie go. Perspektywa wieczności wciąż nie ma szans na otwarcie. Odwiedzający z uśmiechami przyklejonymi do twarzy mówią mu jedynie o lekarstwach, zupkach, przecierach czy owocach… To jest ta mroczna strona łaski (odrzuconej).

2005-09-10
Byłem dziś przed południem na konferencji „rejonowej” duchowieństwa wrocławskiego. Uprzedzono w zawiadomieniu kurialnym, że będzie przewodniczył sam ordynariusz. Dotychczas niewiele miałem okazji, by spotkać się z nowym gospodarzem archidiecezji. Szedłem z nadzieją, że usłyszę pasterza, a usłyszałem urzędnika…:-(

2005-09-05
PRZEPROSIĆ
Do powszechnej wiadomości podano dopiero teraz informację o strajku tramwajarzy równoległym do protestu stoczniowców w Gdańsku. Jedna z pań motorniczych dała świadectwo: Postanowiliśmy strajkować razem ze stoczniowcami. Bałam się linczu pasażerów, gdy zatrzymałam tramwaj oznajmiając im, że dalej idą pieszo do pracy. Wiedziałam jednak, że muszę to zrobić. Lęk i determinacja.
Z pewnością przychylności u pasażerów ta pani wtedy nie zyskała. Niejeden na pewno przeklinał na czym świat stoi. Pewnie wiązanki leciały w jej stronę i bolały jak uderzenia kamieniami…
Ciekaw jestem, czy dziś znalazł się ktoś z tamtych pasażerów i przeprosił tę panią…

2005-09-04
ŚWIĘTOWANIE W PLENERZE
Starzy solidarnościowcy porwali mnie na Mszę św. jubileuszową do Wysokiego Kościoła. Rzeczywiście stoi na wzniesieniu, góruje nad równiną trzebnicką. Pogoda piękna, uczestników Eucharystii niemało. Koncelebra ze wszystkimi atrybutami uroczystości. Nawet znalazł się kanonik świętokrzyski i swoją purpurą wybitnie ozdobił prezbiterium. Bardzo rzadko zdarza mi się celebrować w takiej oprawie.

W homilii chciałem ukazać Pana Jezusa obecnago zawsze z ludźmi, a już szczególnie dzielącego ich niedolę, gdy są doświadczani przez nienawiść innych. Przywołałem stan wojenny, „internaty”, brutalność zomowców wobec modlących sie ludzi w kościołach i cynizm ówczesnych władców. Cytowałem poezję wrocławianina (juz nieżyjącego) Lothara Herbsta zrodzoną w poniżeniu drastycznego pozbawienia wolności. Z tych wspomnień tragicznych wysnuwał się samorzutnie wniosek: „Solidarność” jest dziś również potrzebna do obrony Człowieka, jego niezbywalnych praw danych przez Stwórcę i do ukazywania istotnych, nieprzemijających wartości ludzkich. Jak dawniej komuniści, tak dziś lewica libertyńska stwarza przez masmedia zasłonę z populistycznych haseł dla zaciemnienia i unieważnienia tego co w człowieku duchowo wielkie, piękne i wieczne.

„Solidarność” musi odkryć siebie na nowo, uwierzyć, że jest niezbędna i stać się ostoją milionów Polaków i obywaleli ościennych narodów wyzwolonych spod totalitaryzmu sowieckiego…. Potrzebni są ludzie wielkiego formatu. Potrzebni są nowi ludzie czystego sumienia.

Po Mszy św. prof. Andrzej Wiszniewski, uczestnik walki i dotkliwych cierpień stanu wojennego (któż go nie zna w Polsce i za granicą!), dobitnie i klarownie, „jak rzecz tego wymagała”, przedstawił sylwetkę sługi Bożego Jana Pawła II upominającego się o „Solidarność” i o ludzkie prawa Polaków. Słuchałem z zapartym tchem tego ognistego wykładu. Andrzej głosił iście z prorockim zapałem!

No, a potem był wyjazd na łąkę pod lasem. Były rozmowy starych znajomych, ukłony, podziękowania i przyjacielskie wyznania: „dobrze, że jesteś!”. Była też grochówka z harcerskiego kotła, kiełbaski z rożna, po czym, gdy sił uszczuplonych wielogodzinną powagą przybyło, rozpoczęło się wspólne patriotycznych pieśni i piosenek śpiewanie.

2005-08-31
ŚWIĘTOWANIE
Kantata Jana Kaczmarka była przepiękna, a wykonanie bardzo trafnie obłożone światłem i obrazami morza i ludzi, i stawania się „Solidarności”. W odwieczną: i mroczną i pełną blasku słonecznego pracę morza wplata się życie człowieka: mroczne czasami jak burza, a kiedy indziej pełne blasku i chwały. Dziś w Gdańsku premierowo wyśpiewano chwałę Wolności. Nie ma Wolności bez Solidarności!

Gdy na zakończenie koncertu pod Krzyżami gdańskimi Autor i Dyrygent wzięli kosz ofiarowanych im kwiatów i postawili przed Lechem Wałęsą, pomyślałem sobie: co teraz robi pan Jaruzelski? Przed ćwierćwieczem powiedział z butą: nie mam się czego wstydzić, historia właściwie oceni stan wojenny.
Właśnie dziś Historia oceniła. Gdzie jest teraz generał Jaruzelski? Chochlik historii spłatał generałowi paskudnego figla!

2005-08-30
WROCŁAWSKA ZAJEZDNIA
Tu się zaczęło we Wrocławiu przed 25 laty. Tu też dzisiaj na Mszy św. spotkał się Region Dolnośląski „Solidarności”. Kazanie wygłosił, jak przed ćwierćwieczem, legendarny duszpasterz ludzi pracy, ks. prałat Stanisław Orzechowski.
Z mego listu do szefostwa Regionu Dolny Śląsk:
„…Przede wszystkim należy dziś wyśpiewać wielką wdzięczność. Najpierw Panu Bogu za to, że dożyliśmy tej rocznicy. Byliśmy przecież w sytuacjach, w których potrzeba było dużo wiary i nadziei na przeżycie. Uszanowanie należy złożyć ludziom o sercach szczerych i prostych; ludziom działającym wiernie i bezpretensjonalnie, w pewności własnego sumienia, że miłość Ojczyzny to przede wszystkim tworzenie i ochrona wspólnego, narodowego Dobra, a nie budowanie własnego gniazdka. Przepełnione w stanie wojennym więzienia, areszty i „internaty”, mimo swego smutnego charakteru, promieniowały jasną łuną patriotyzmu. (…)
„Solidarność” dziś powinna dać wielkie, powszechne poparcie tym wszystkim, którzy w Polsce tropią afery gospodarcze i dążą do sprawiedliwego potraktowania ich sprawców. „Solidarność”, która wywalczyła nam wolność, ma teraz ogromne zadanie wysprzątania polskiego domu! (…) Niech Bóg prowadzi ku dalszym zwycięstwom!”

2005-08-29
ŚWIĘTOWANIE PO POLSKU.
Wtedy była wielka mobilizacja ducha patriotycznego. Trzeba było organizować obronę prawną dla więźniów, uczestniczyć w rozprawach sądowych. Za kratami mądrzy ludzie uczyli młodych robotników, co to jest społeczeństwo obywatelskie. Biskupi odwiedzali internaty i więzienia i… przenosili grypsy w obie strony. To było zupełnie inne życie, nowe doświadczenie Polski: „Ojczyzno ma, tyle razy we krwi skąpana…”. Były także trupy i nieznani sprawcy. Był ks. Jerzy Popiełuszko i Zalew Wiślany. Bogata i niełatwa droga „Solidarności”.
A dziś: koncerty, przemówienia w Sejmie, brawa, zjazdy, goszczenie się w pensjonatach i… wóda! Gdzieś z boku słychać (wewnątrz Związku) posądzenia o zdradę, ujawniają się podziały, nienawiść polityczna. Pani Walentynowicz, pan Gwiazda i pan Maciarewicz mają rację, gdy nie chcą zasiadać w jednej sali z panami Kwaśniewskim, Cimoszewiczem czy Pastusiakiem dla podziękowania i uczczenia ludzi „Solidarności”. Jednak chyba się zagubili wybierając drogę podziałów we własnym gnieździe, metodę wrogości i obrzucania drugich nieparlamentarnymi słowami. To jest bardzo smutny i, niestety, polski aspekt świętowania. Tysiąc lat nie starczyło, by wyrwać chwasty z chrześcijańskich sumień Polaków, solidarnościowców… Smętnie i pusto na tym wesołym ściernisku.

2005-08-29
BÓG WIDZIAŁ.
Pan Bóg widział wszystko inaczej i działał odważniej niż my! Ale i my staliśmy mocno przy Panu. Księża nocowali w stoczniach, zjeżdżali z górnikami pod ziemię, odprawiali polowe Msze święte, spowiadali w kątach hal fabrycznych. Na uczelniach głosili rekolekcje akademickie. Kościoły stawały się galeriami, salami koncertowymi i teatrami. Po pierwszym miesiącu stanu wojennego naród powstał z klęczek. Ducha odzyskiwał na Mszach świętych za Ojczyznę. Z Watykanu rozlegała się na cały świat gorąca modlitwa Jana Pawła II do Pani Jasnogórskiej. Świat skupił się wokół Polski. Zaczęły napływać zewsząd wyrazy solidarności i tiry z darami, po prostu z jedzeniem. Zawiązywały się diecezjalne i parafialne komitety pomocy charytatywnej. Przybywało niedzielnych uczestników na Eucharystii. Modliliśmy się za internowanych i posadzonych, i dbaliśmy o ich rodziny na wolności. Na ulicach pojawił się uśmiech; po 13 stycznia 1982 roku zaczęły krążyć pierwsze kawały polityczne. Pomarańczowa alternatywa lokowała się na placach i deptakach, i śmiała się w kułak z władzy ludowej. Młodzież przestała się wreszcie bać. Manifestowała wszędzie i modliła się w kościołach nie bacząc, że po Mszy zomowcy zgarną dziewczyny i chłopaków do suk i będą bić na komisariatach, i wywozić do internatów.

2005-08-29
ROCZNICA.
Zaczęły się koncerty, akademie, debaty, odznaczenia… Wesoły czas! Czy tak było przed ćwierćwieczem? Strajki rodziły się z głodu, z kolejek, z bezsensu i buntu. Komu się chciało wtedy śpiewać?…. Ludzie się bali, że z tego nic nie będzie. Niewielu wierzyło, że komuna może paść, a już pułapu bluźnierstwa sięgała myśl, że „Wielki Brat” na swych glinianych nogach runie. Marzenia wtedy sięgały co najwyżej poziomu „socjalizmu o ludzkiej twarzy”…
Jak bestia może mieć ludzką twarz?!

2005-08-21
DOROSŁOŚĆ
To wzruszające, jak nastolatek tęskni za dorosłościa, jak intensywnie, z jaką pełnią radości przeżywa swoją pierwszą „osiemnastkę”(druga będzie zupełnie inna, a następnie jeszcze inna i jeszcze inna, i… już może nie będzie).
Tylko w wieku opierzenia dorosłość przylatuje na skrzydłach przyszłości. W każdym następnym okresie dorosłość siedzi człowiekowi na karku i orze nim jak wołem w jarzmie.
Może dlatego miło jest czasem spotkać młodych i cieszyć się ich rodościami, odetchnąć przy nich choć na chwilę.

2005-08-19
KOLONIA

To był imponujący widok. Tłumy nad Renem witały Benedykta XVI płynącego statkiem. Rybak na łodzi?… Niektórzy snują takie porównania. Rzeczywiście, może to i znak jakiś najnowszy papiestwa? Może to sygnał nowego stylu „papieżowania? Przecież nowy papież nie bedzie w nieskończoność powielał (nieudolnie zresztą) gestów Jana Pawła II. Ten entuzjazm młodych jest nadzieją na dalszy ciąg wiosny Kościoła. Będzie to samo, to na pewno, ale będzie inaczej. Od czasów II wojny światowej papiestwo to jak przekładaniec osobowości. Każdy następny papież był odmienny w swej psychice od poprzednika. Dwa ciągi osobowości wzajemnie się przeplatające – kurialiści: Pius XII – Paweł VI – Benedykt XVI oraz duszpasterze: Jan XXIII – Jan Paweł I i Jan Paweł II. Jedna linia uprządkowania, stateczności, uspokojenia, scalania doktrynalnego i druga linia dynamizmu i spontaniczności, ruszania z posad bryły Kościoła i rozsadzanie skostniałych zaszłości. A Może nowy papież potrafi sterować nawą Kościoła trzymając w rękach obie te linie jak lejce na rydwanie galopującego czasu?… Zobaczymy. Czy ja zobaczę?…

2005-08-18
ROGER SCHUTZ
Z wielu miejsc otrzymuję wieści od znajomych na temat bolesnego zdumienia i żałoby w związku z morderstwem Brata Rogera. Wielu w kompletnym szoku woła: czy to możliwe?… Dlaczego?… To absurd!… Świat oszalał!!!
Doprawdy, szok jest ogromny. W telewizji polskiej przypominają spotkania z Bratem, pokazują młodzież w Taize z braćmi w „katedrze pod skowronkiem”, przytaczają wypowiedzi Brata na temat Boga, człowieczeństwa, wolności i Chrystusa obecnego w każdym człowieku. Podkreślają jego zaangażowanie na rzecz jedności ludzi na świecie nie przez artykuły i kazania, ale przez życie z ludźmi różnych ras, kultur i religii… Młodzież z całego świata ciągnie do Taize, by po prostu pobyć z Bratem Rogerem i z braćmi. Woła ich tam potrzeba modlitwy, wyciszenia i mądrości życiowej i religijnej podawanej w super delikatnej formie.

Wiek XX dał Kościołowi i światu trzy wielkie postaci: Matkę Teresę z Kalkuty, Jana Pawła II i Brata Rogera, trzy klarowne drogowskazy moralne na drogach ludzkich. Pan Bóg pozostawiał ich długie lata pośród nas. Dziś już ich nie ma… Ale jak powiedział w XIX wieku Cyprian Kamil Norwid: wielcy poeci rodzą się, gdy zabrakło wielkich poetów!
Mamy więc czas oczekiwania.

2005-08-17
WSTRZĄSAJĄCA WIADOMOŚĆ.
Założyciel wspólnoty ekumenicznej z Taize, 90-letni ewangelik brat Roger zmarł we wtorek wieczorem (16.08.2005) wskutek trzech ciosów zadanych nożem przez 36-letnią Rumunkę. Do ataku doszło ok. godz. 20.30 podczas wieczornych modłów w Taize, w których uczestniczyło 2,5 tys. ludzi. Brat Roger zmarł na miejscu, mimo natychmiastowego przyjazdu karetki pogotowia.Była godzina 21:00. Kobietę zatrzymała policja.
Tyle komunikat medialny.

Myśli nie mogę pozbierać. W piersi dech mi zaparło dziś rano, gdy usłyszałem tę wiadomość. To naprawdę straszne!
Śmierć Jana Pawła II wywołała ból serdeczny, ale morderstwo Brata Rogera wywołało grozę. Zasztyletowano człowieka podczas modlitwy w kościele we wspólnocie z innymi. Szatan szaleje!!! Komu wadził ten przedobry, rozmodlony, zatopiony w Bogu Starzec kochający młodzież?…

Dwa razy spotkałem Brata Rogera: w Taize i we Wrocławiu. Za drugim razem był jeszcze starszy i jeszcze bardziej bezbronny. Jego uśmiech rozbrajał każdego, kto go widział. Jego twarz kazała myśleć o Bogu. Spotkanie z nim wyzwalało w sercu tęsknotę za Dobrem, za Miłością, za życiem delikatnym… Wspomnienie jego świątobliwej postaci rodzi we mnie także żal za czymś utraconym w życiu… Przybył do Taize w roku mego przyjścia na świat, to też mnie przybliżało do niego…

2005-08-09

EDITH STEIN.
Z wnętrza pamięci sierpniowego cierpienia i bohaterstwa, obok o. Maksymiliana, wynurza się postać s. Teresy Benedykty od Krzyża. Mam w tym jakąś wyraźną radość, gdy sobie pomyślę, że chadzam tymi samymi ulicami co Edith Stein, wrocławianka. We wszystkich Jej książkach, a nawet w wielu książkach o Niej, spostrzegam przedziwną równowagę. I Jej twarz na wszystkich fotografiach nosi znamię spokoju. Jej twarz uwyraźnia wewnętrzną równowagę ducha. Myślę, że niełatwo było hitlerowcom w Echt patrzeć w Jej twarz, gdy przyszli z rozkazem aresztowania i wywózki do Auschwitz-Birkenau. Nie pozostał po niej nawet najmniejszy fragment ciała, spokój ducha natomiast trwa do dziś…

2005-08-08
BRAT ORZECH.
Wczoraj na trasie zapytałem Staszka Orzechowskiego: jesteś szczęśliwy? Odpowiedział: jestem!
Dwadzieścia pięć lat wrocławskiego pielgrzymowania to przede wszystkim jego zasługa. Brat Przewodnik to nie tylko ten, co idzie na przedzie, prowadząc pielgrzymów na Jasną Górę, to przede wszystkim „siłacz”, który to pielgrzymowanie dźwiga na swych barkach przez cały rok. Nie da się ukryć, że ks. Stanisław ma wielką charyzmę tworzenia środowiska akademickiego, przepajania go duchem miłości ewangelicznej ku Bogu i ku ludziom, tworzenia zeń ogniska twórczego, z którego emanują energie budujące przeróżne dzieła dobroci. Z drugiej strony Orzech jest człowiekiem z krwi i kości. Potrafi ostro zareagować na niesubordynację, a wszelkie niezdrowe przerosty religijności uczuciowej ucina zdecydowanie i bez wyrzutów sumienia. Dziewczęta, co raczej łatwo zrozumiałe, ale i chłopcy ubiegają się o status przyjaźni z Orzechem. Uznają to za wielki zaszczyt móc współpracować z Bratem Przewodnikiem w Duszpasterstwie Akademickim „Wawrzyny”. Orzech, szeroki w plecach, dźwigający coraz trudniej swoje ponad sto kilo, podpierając się grubą laską na nierównej drodze, małymi krokami idzie prosto do Nieba.

2005-08-07
SREBRNY JUBILEUSZ
Brałem dziś udział w szczególnej uroczystości. Wrocławska Piesza Pielgrzymka na Jasną Górę w tym roku idzie już po raz 25. Zawsze pod przewodnictwem księdza Stanisława Orzechowskiego, mego kolegi z tego samego roku seminaryjnego. W trzech pierwszych pielgrzymkach brałem udział jako ojciec duchowny… Zawsze było sporo roboty kaznodziejskiej i konfesyjnej. Rok 1980 to był rok narodzin „Solidarności”, która obudziła wielkie potrzeby w ludzkich duszach. Polacy garnęli się do Kościoła. W kilkunastu grupach szło nawet po 800 pielgrzymów w każdej. Było bardzo dużo młodzieży. Nie ułatwiało to życia ani ojcu duchownemu, ani służbie porządkowej. Było jednak wspaniale. Zasłuchanych pielgrzymów nigdy nie brakowało. Najpiękniejsze były chwile zadumy modlitewnej przeplatane śpiewami przy ogniskach podczas Apelu po godz. 21.
Obok ducha religijnego uczestnicy wnosili liczne akcenty patriotyczne. Wszyscy garnęli się do wykładów historyczno-religijnych. Każdego ranka jak kwiaty na łące, a raczej na ściernisku, rozkwitały nad głowami transparenty o aktualnych treściach politycznych. Ubecja zgrzytała zębami widząc parkan u podnóża Jasnej Góry obwieszony kolorowymi transparentami z różnych stron Polski. Wrogowie Kościoła imali się najpodlejszych sposobów walki z ruchem pielgrzymkowym, nie wyłączając aresztowań na trasie. Do wędrowania na Jasną Górę trzeba było mieć nie tylko animusz, ale i odwagę cywilną.

2005-08-06
PRZEMIENIENIE PAŃSKIE
Pamiętam zawsze w tym dniu o śmierci papieża Pawła VI. Konał kilka dni w Castel Gandolfo. Po nim był Jan Paweł I tylko 33 dni. A następnym był Jan Paweł II, „papież słowiański”… I on już przeszedł przez ziemię, dosłownie przeszedł przez cały glob. Juz piąty miesiąc mija od jego smierci, a pielgrzymki z całego świata całymi dniami ciągną do jego grobu. Tego nikt sie nie spodziewał! Trzeba było wykuć specjalne wejście z zewnątrz do podziemi bazyliki świętopiotrowej. Nastepca, Benedykt XVI, wciąż go wspomina i twierdzi, że czuje jego obecność przy sobie. To także jest niezwykłe.
Pan Jezus w przeróżny sposób (i w naszych czasach) przemienia się, ukazując swą Boską moc i światło.

2005-07-31
ZACHODY SŁOŃCA.
Od pięknych miejsc trzeba wreszcie kiedyś odejść… Ale można zabrać ze sobą wspomnienia w buteleczce czasu. Utknąłem między blokami, za zasłoną omdlałych z upału drzew zachodzi słońce. Stoję w gęstym powietrzu i śledzę oczami w listowiu szaro-zielonego parku spadające duże i małe pomarańczowo-złote krople słońca. Kula spada poszarpana, dramatycznie czepiając się gałęzi. Wreszcie gdzieś znika w śmietniku miasta… Smutno mi dziś.
Inaczej było nad morzem. Zupełnie inaczej. Zwykle słońce wchodziło przed snem do kąpieli. Oczy można było rozbawić metalicznymi blaskami pławiącymi się w słonej wodzie. Czasami niebo na horyzoncie, gdy fale były wysokie, podkładało ręce z ciemnych chmur, by ostrożnie, delikatnie ułożyć króla do snu. Wtedy kolebka szybciej ciemnością się zasnuwała, a wiatr zachodni świstał kołysankę.
Mogłeś stać i patrzeć, i patrzeć… Każdego wieczoru inaczej. Tłumy wylegały na plażę, bo pożegnać zasypiającego w morzu dobroczyńcę dnia. Cisza i wzruszenie, i zamyślenie. Przeszłość codziennie odpływa.

2005-07-30
KANIKUŁA.
Słońce z deszczem chodzą w parze. Biją się codziennie o to, któremu więcej ma przypaść dni w miesiącu. W lipcu mogłem zobaczyć różne oblicza Bałtyku: w pełnym słońcu wzburzone; o zachodzie wyciszone; i w welonie gęstym podczas deszczu. Chmury są nieodzownym atrybutem morza, upiększają widoki morskie. Chmury są ogromnym darem nieba dla morza… Hmm, niebo także potrzebuje chmur, by nie opatrzyć się ludziom jako płaska deska niebieska. Chmury czynią głębię, dodają dramatyczności widokom. Często są wielkim dramatem w spółce z morzem. Biedny człowiek samotny wobec morza i ciemnych chmur. Dlatego bardziej lubimy czyste niebo i spokojne morze… Chyba że nie jesteśmy sami.
Samotność na plaży to nieudany pomysł. Tylko wielką siłą woli i samozaparcia może czasem się udawać! Dlatego samotnik niech ucieka w góry :-)… Tam echo pomaga poczuć, że sam nie jest sam, a jednocześnie z nikim.

2005-06-28
TISCHNER.
Czas galopuje, to już pięć lat minęło od śmierci ks. Józefa Tischnera. Pamiętam ten dzień, bo wszedł w buty mojego rocznicowego dnia święceń kapłańskich. Wiadomość o śmierci ks. Profesora spadła na mnie w Krakowie u salwatorianów podczas rekolekcji. Wszyscyśmy tam odczuli wielki smutek, była cisza i modlitwa. Dziękowałem Bogu za to przebogate życie kapłańskie, ale również za to, że skończyło się wielkie cierpienie ks. Józefa. Nie pisano w prasie o tym ostatnim etapie życia, a szkoda. Dowiedziałem się od rodziny z Rogoźnika. Stamtąd otrzymywałem wieści o trudnym i długim umieraniu wujka-kapłana. Potwierdzenie znalazłem potem w telegramie kondolencyjnym Jana Pawła II.
Ks. Tischner był człowiekiem spotkania. Bardzo chętnie pracował intelektualnie z młodymi. Znał swój wielki autorytet i „spoko” pozwalał młodzieży na swobodne zachowanie na spotkaniach. Był zawsze serdeczny, pełen humoru, wyciągający jak z przepastnego worka zabawne góralskie przypowiastki. Taki był dla świeckich chłopaków i dziewczyn, jak i dla kleryków. Obserwowałem to, gdy odwiedził nas podczas rekolekcji w seminarium sercanów w Stadnikach. Przepadali też za nim artyści. Radość i medytacja, tak było podczas odwiedzin ks. Profesora w Pewli Małej podczas rekolekcji, które prowadziłem dla twórców. Wiele, wiele dobrych wspomnień! Największą radość sprawił mi ks. Profesor, gdy nie odmówił przyjęcia rekolekcji dla inteligencji Wrocławia w katedrze. Długo wtedy trwały pogodne wieczory. Rozmawialiśmy o sumieniu i o nadziei. Przecież czas tamtejszy wołał o fundamentalne wartości w ojczyźnie naszej.
Piękne świadectwo o śp. księdzu Józefie Tischnerze dał nazajutrz Papież Polak: „Głęboko odczuwam stratę tego Kapłana, który był człowiekiem Kościoła, zawsze zatroskanym o to, by w obronie prawdy nie stracić z oczu człowieka, którego Bóg wybrał, umiłował i odkupił (…) Stworzył duchowe podstawy etyki solidarności, która dziś nadaje kierunek trudnym zmaganiom narodu polskiego o taki kształt demokracji, w której byłaby respektowana godność każdej osoby ludzkiej”(z telegramu).

2005-06-26
Jak wóz ognisty o północy 24. czerwca przejechała przez nasze Miasto (dotarła do Zalesia) Święta Tereska w swoim sarkofagu. Gdy dotarła, roznieciła płomienie modlitwy spontanicznej i pełnej radości. Najpierw była Msza św. o świętej Teresie od Dzieciątka Jezus z homilią i Komunią św. A potem kilkugodzinne czuwanie. Noc cała w karmelu przebiegła jak jedna chwila. Chwaliliśmy Boga wraz z siostrami karmelitankami, uczyliśmy się ich skupienia i wewnętrznej radości. Świętojańska noc (pogańska) stała się świętą „nocą terezjańską”. Ileż światła i zapachu róż! Nie wiliśmy wianków i nie rzucaliśmy na Odrę, ale obsypaliśmy płatkami róż przepiękny relikwiarz Małej Tereski. Otrzymała moc pocałunków… Tak trwało do czwartej nad ranem. Później ustąpiliśmy placu siostrom karmelitankom. Wyszły z klauzury na specjalną audiencję do kaplicy. Tu już nic nie wiem, co się wtedy działo!
Podziwiałem brać studencką z Maciejówki. Jak oni pięknie modlili się, jak cudownie śpiewali kanony! Ich duch wiary roznosił się po całej kaplicy, dobierał się do każdej duszy tam przytomnej. Sen pierzchał, gdy słychac było wewnętrzne wynurzenia świętej Teresy ongiś zapisane, a teraz odczytywane przy akompaniamencie gitary. Słowa te wraz z kanonami budowały świętą przestrzeń, z której powoli, wraz z coraz gorętszymi uczuciami w duszy, objawiała się Jezusowa Miłość Miłosierna. Poczuliśmy się dziećmi miłującego Boga, miłującego nas mimo naszych grzechów. Kończąca czuwanie Koronka do Miłosierdzia Bożego była jak stopnie wspinania się do tej pewności: Jezu, ufam Tobie! Miłujesz nas, więc nie odrzucisz! Św. Tereska wraz ze św. Faustyną potwierdzały tę pewność… Z nią wychodziliśmy w budzący się poranek pełen śpiewu ptaków dotkniętych pierwszymi promieniami słońca w Parku Szczytnickim.

2005-06-12
Dotarły do mnie fragmenty książki niemieckiego dziennikarza Andreasa Englischa, który opisał swe podróże reporterskie z Janem Pawłem II.
W istocie to nie jest książka o Janie Pawle II. Raczej Andreas Englisch opowiada o swoim widzeniu, postrzeganiu papieża. W rezultacie jest to piękna opowieść o dziennikarzu, o jego przemianie wewnętrznej podczas swej pracy, która mu pozwalała być bardzo blisko Jana Pawła II. Jeżeli się tę prawdę odkryje, przestaje denerwować natrętne imputowanie myśli czy wkładanie słów autora w usta papieża… Oglądając obrazy słowne malowane przez Englischa z życia Jana Pawła II, czytelnik może dostrzec Tajemnicę działającego Boga w duszy dziennikarza – obserwatora – uczestnika – wreszcie świadka.

2005-06-09
Znów studentek przybywa na nabożeństwie czerwcowym. Zaczynają się zaliczenia, egzaminy. Szybko wybiegają, zaraz po błogosławieństwie. Krótki czas. Ciekawe, nie widzę tu studentów… Czy sa mądrzejsi, bardziej pracowici, odważniejsi, uczyli się cały semestr, czy lekceważą wszystko?… Kogo wyraźniej określa słowo Boże: „poznacie ich po ich owocach…”(Mt 7,20)?

2005-06-02
Mija drugi miesiąc od chwili, gdy nasz Papa odszedł po nagrodę do Pana. Pamięć żyje… na rynku medialnym. Dziesiatki płyt z filmami, gazet ze zdjeciami i przemówieniami, piosenkami…. Zawrotną karierę robi nagranie z Wadowic, gdzie Ojciec św. mówił o kremówkach i pięknie się przy tym uśmiechnął. Gazeta Wyborcza również sprzedaje papieża… Przed kilku dniami okazało się, że zdolni są do wszystkiego, by nie zmniejszał się nakład codzienny…
Jak patrzeć na to zarabianie na świętościach pieczołowicie noszonych w sercach ludzi wierzących?… Czy to jest odmiana dawnych żydowskich kramów oblepiających Jasną Górę, Kalwarię Zebrzydowską, czy inne miejsca święte (zjawisko kulturowe)?… Może trzeba przy tym, idąc za przypowieścią Chrystusa o dzieciach tego świata sprawnie operujących mamoną, uczyć się wszelkimi sposobami ducha zdobywać Królestwo niebieskie (zjawisko kulturotwórcze)?…

2005-05-31
Katastrofa ekologiczna! Dziś miasto oblicza straty: trakcje elektryczne i tramwajowe pozrywane, tory zablokowane, na ulicach leżą potężne kłody bardzo starych drzew, wiele zmażdżonych samochodów, troje ludzi zabitych.
Śmierc przyszła do nich jak straszny, dziki, rozwścieczony zwierz i pożarła. Wszystko stało się nagle, zaledwie w ciągu kilkunastu minut.Dosłownie ciemność pokryła ziemię. Jak w Apokalipsie. Nie znacie dnia, ani godziny.
Ludzie z różnych resortów władzy wytykają błędy w obserwowaniu i ostrzeganiu przed kataklizmem, obwiniają się wzajemnie, boją się konfrontacji. Złośc miesza się z bezsilnością. Tak jest u „racjonalistów”.
A u „wierzących”? Ci chodzą zgorszeni i pytają Boga: jak mogłeś coś takiego nam zrobić???

Czy ktoś, choć jeden wrocławianin, zapalił świecę w tej ciemności i uklęknął przy Bogu? Przecież Bóg cierpi bardziej niż jego dzieci, widząc, jak grzech ciagle sieje zniszczenie, ból i niepokój wśród ludzi. Zło nie od Boga pochodzi. Wolność źle użyta przez człowieka rodzi wszelkie katastrofy.

2005-05-28
Boże Ciało. Pojęcie tak bliskie od dzieciństwa. Procesja, która zawsze mnie intrygowała. Mama mówiła: zawsze my chodzimy w odwiedziny do Pana Jezusa, dzisiaj On przychodzi do nas. Zawsze sprzątałem mój kąt do nauki w pokoju, ale nigdy Gościa się nie doczekałem. Szedł tylko ulica między domami. To nawet dobrze, bo tak naprawdę nigdy nie udawało mi się zdążyć ze sprzątaniem… Przez długi czas byłem pewien, że to chodzi o celebransa, zawsze był jakiś ważny gość, który był prowadzony pod ręce przez dwóch panów pod baldachimem, a w rękach trzymał „niezwykły Skarb” – tak mama mówiła.
Później dowiedziałem się, o KOGO naprawdę chodziło. Wtedy też nauczyłem się klękać na ulicy przed Najświętszym Sakramentem. Robiłem to nawet jako maturzysta, gdy widziałem księdza w komży i z bursą na piersiach idącego do człowieka chorego. Czasami szedł przed nim ministrant ze światłem. To był bardzo czytelny znak: Bóg chodzi naszymi drogami. A przecież były to czasy nieprzyjaznej Bogu i ludziom komuny…

2005-05-22
Generał, były prezydent, stary, zniszczony człowiek, Jaruzelski. Prawdziwy biedak moralny. Niczego złego nie widział i o niczym, co widział każdy Polak na ulicy, nie wiedział. Ma pecha! Zawiódł się na historii, która miała wysoko ocenić stan wojenny… Bez śmiechu: to prawdziwe jego nieszczęście.

2005-05-21
W katedrze do południa ani się przecisnąć. Przyjechali goście: rodzice, rodzeństwo, przyjaciele dwudziestu jeden młodych ludzi, którzy legli pod całunem litanii do wszystkich świętych jak skoszone kwiaty na łące świata. Na służbę Bogu, nie światu, oddali swe dusze i ciała. Duch Święty przyszedł do nich z darem Kapłaństwa Chrystusowego. Umocnił ich przez włożenie rąk otaczającego licznie Prezbiterium. Cisza przejmujaca wypełniła całe wnętrze katedry. Młodzi chłopcy patrzyli ufnie w oczy Arcybiskupa, który jak ojciec brał w swe ręce ich dłonie i namaszczał Boską Charyzmą. Przyjmując ich wolę posłuszeństwa, przytulał do serca na znak pokoju, by posłać każdego z nich z Miłością w sercu i z Ewangelią na ustach do dzisiejszego świata. Wrócili do świata, z którego kiedyś wyszli, ale już innymi ludźmi.
Działy się dziś w katedrze Nowe Rzeczy! A na zewnątrz nic się nie zmieniło. Ten sam szum świata. Ten sam niepokój, bieganina i pełzanie… Popatrzyłem w słońce na błękitnym niebie i pomyślałem: och, jak bardzo świat potrzebuje nowej dawki świętości! Pan jest wspaniałomyślny.

2005-05-18
Urodziny Jana Pawła II. Koncerty, spotkania, piosenki, wiersze, modlitwy w grupach dużych i małych, znicze i świece w oknach… Pamięć. Żywa pamięć. Dziś w Wadowicach zlot uczniów ze szkół im. Jana Pawła II. Sześć tysięcy rozśpiewanych twarzy, mimo deszczu.

Myslę dziś o życiu, jaką wielką jest tajemnicą. Konsumujemy życie po kawałku i dlatego nie umiemy je zobaczyć w całości. Chyba tylko Bóg widzi wszystko co istnieje w „jednym kawałku”. 85 lat temu urodził się przyszły papież. Człowiek, który odwrócił ziemię, jak rolnik skibę ku słońcu, by mógł Duch Święty ją przemieniać, odnawiać. Był maj roku 1920, suwerenność Polski taka młodziutka, wolność jeszcze zielona i szalona. Wolność nieostrożna, gdy na wschodzie zbierają się czarne kumulusy nienawiści… Tyle nieszczęść miało przetoczyć się przez Polskę i świat w tych ośmiu dekadach, a Bóg planuje wiosnę Kościoła, przygotowuje człowieka pokoju i zwiastuna miłośći… Kto z nas by się na to odważył? Bóg jest niebywale odważny!

2005-05-15
Zesłanie Ducha Świętego. Nocą tyle ludzi w tylu kościołach naszego miasta czuwało na modlitwie. Widać zmęczenie na twarzach, ale też wyczuwam w nich wielki spokój. Prawdziwy dar Ducha Świętego.

Dziś byłem na wsi na odpuście, podczas którego dziękowano Bogu za 25 lat kapłaństwa tamtejszego proboszcza. Mógł mi się nie podobać wystrój wiejskiego kościoła, mogłem z trudnością słuchać trąbki podczas Podniesienia i na jeszcze kilka innych spraw mogłem z trudnością przymykać oko, ale na pewno nie mogłem nie zauważyć żywiołowego, gorącego okazywania uczuć szacunlu i wdzięczności wiernych dla swego duszpasterza; a także jego niekłamanego wzruszenia. I to było najpiękniejsze w całej tej wiejskiej uroczystości Zesłania Ducha Świętego!

2005-05-13
Dziś mija 88 lat od objawień Matki Bożej w Fatimie. Mijają też 24 lata od uratowania Jana Pawła II od śmierci. Lata lecą, emocje opadają… Kwiecień tego roku jakby wprowadził ciszę w tę historię. I dziś Benedykt XVI, nie odczekując pięciu lat, podjął kroki prowadzące do beatyfikacji swego Wielkiego Poprzednika. Opatrzność nie chce czekać.
Nie pamietam (bo i jak?) roku 1917, ale doczekałem wydarzenia na skalę europejską, gdy figura Matki Bożej z Fatimy stanęła na Placu Czerwonym w Moskwie i przyciągnęła ludzi do modlitwy. Proroctwo Matki Jezusa o nawróceniu Rosji chyba zaczęło się wypełniać na naszych oczach. Być może jeszcze daleko do finału, ale czymże jest czas u Miłosiernego Boga?
Ciarki przechodzą po grzbiecie. Żyjemy w oku Bożego cyklonu. Bóg realizuje swoje plany… Zupełnie jak w historii Noego i jego synów.

2005-05-09
Co można powiedzieć o tej dzisiejszej paradzie moskiewskiej?… Satysfakcja dla weteranów? Do kamery śpiewają wszyscy staruszkowie na jedną nutę. – Co by powiedzieli ci, którzy polegli, sporo milionów przecież!
Stalin nie szanował ludzi, pogardzał nimi, używał dla swych celów imperialnych… Przerażające jest to, że kłamstwo wtedy rzucane w tłum zakorzeniło się i wzrosło. Putin je podlewa defiladą i wódką.
Opozycja cicho w kącie mówi o potrzebie oczyszczenia narodu i odsłaniania prawdy… Kto więc dziś zajmie się młodzieżą rosyjską, by nie wzrastała w zakłamaniu? Z pewnością przydaliby się tam nowi polscy nauczyciele historii…
Dwuznacznie zaszemrał głos naszego prezydenta nad mogiłami zdradziecko zamordowanych w Moskwie członków rzadu państwa podziemnego. Kto to mówił?… Postkomuniści polscy, rokująca ongiś nadzieje młodzież peerelu, czują się poniżeni brakiem zauważenia na defiladzie… Wyraźnie zostali ukarani. A Jaruzelski pojechał i dostał medal… Tak się nagradza wierność! Cha, cha.

2005-04-27
Casus: Hejmo. Padła komuna, lecz pozostawiła mroczny, toksyczny czas. Nowa sytuacja unaocznia swój rozmiar coraz wyraźniej. Jeżeli za komuny każdy uczciwy Polak wiedział, kto jest wrogiem, a kto jest swój, dziś zakotłowało się, wymieszało, nie ma ostrej granicy. Zło przybrało piramidalne kształty i nie widać końca. Kuriozalność zaczyna się od wierzchołka: postkomuniści opłakują Katyń,a spod habitu wypełza na światło dzienne zdrada na Watykanie.

2005-04-24
Inauguracja nowego pontyfikatu była bardzo uroczysta, prosta i skromna, jak sam nowy papież. Homilia ciepła i bardzo bogata, wiele wątków. Zamiast przedstawiania programu Benedykt XVI zapowiedział uważne wsłuchiwanie się wraz z całym Kościołem w wolę Bożą i wypełnianie jej zawsze. Wszystkich uderzyło, oczywiście, kilkakrotne odniesienie się do swego poprzednika Polaka. Mnie urzekło na samym początku homilii usytuowanie Jana Pawła II wśród Świętych cieszących się chwałą Bożą w Niebie. Była to po prostu nieformalna kanonizacja! Myślę, że proces kanoniczny rozpocznie sie bardzo szybko.

Oto fragment homilii inauguracyjnej Benedykta XVI:
Jakże czuliśmy się opuszczeni po śmierci Jana Pawła II, papieża, który przez ponad 26 lat był naszym pasterzem i przewodnikiem po drogach czasu. Przekraczał on próg innego życia, wchodząc w tajemnicę samego Boga. Ale nie czynił tego samotnie. Ten, kto wierzy, nigdy nie jest sam — nie jest sam ani za życia ani w chwili śmierci. Obecnie mogliśmy wzywać świętych wszystkich czasów — jego przyjaciół, jego braci w wierze, będąc przekonani, że stanowią oni żywy orszak wprowadzający go w tę inną przestrzeń, aż do chwały Boga. Wiedzieliśmy, że jego przybycie było oczekiwane. Teraz wiemy, że znajduje się on pośród swoich i jest naprawdę w swoim domu.

2005-04-23
Dziś pierwsze spotkanie papieża z dziennikarzami. Benedykt XVI nie ucieka od mediów, a więc nie jest pancernym papieżem! Nowy Piotr idzie w ślady swego poprzednika. Do Jana Pawła II na pierwszą audiencję przybyło półtora tysiąca dziennikarzy, dziś zapowiedziało się około siedem tysięcy! Porównania nasuwają się same. Pogrzeb naszego Papieża był ogromną manifestacją wiary, modlitwy, miłości i żalu po odejściu. Przewidywania na jutrzejszą Inaugurację Pontyfikatu mówią o półmilionowej rzeszy przybyszów ze wszystkich kontynentów. Jak na początek będzie to bardzo wielka manifestacja radości Kościoła i poparcia dla byłego Prefekta Kongregacji Nauki Wiary. W tym kontekście proroczo wręcz umieszcza się przedśmiertne „danke” Jana Pawła II dla swego bliskiego, kompetentnego i wiernego współpracownika.

2005-04-20
Wzruszająco dziś rano mówił Benedykt XVI do kardynałów podczas swej pierwszej papieskiej Mszy św. Wyraził przekonanie, że to Jan Paweł II wyjednał mu w Niebie tę łaskę wyboru na papieża. Pełen obaw i nieśmiałości wobec zadań, jakie stawia przed nim ten wybór, wyznał: „Zdaje mi się, że czuję jego silną dłoń ściskającą moją rękę, zdaje mi się, że widzę jego pełne uśmiechu oczy i słyszę jego słowa skierowane w tej chwili zwłaszcza do mnie – Nie lękaj się”. Polacy już polubili nowego Ojca św. Chyba inaczej niż Niemcy, jak słychać w europejskich mediach.

2005-04-19
Mamy papieża! W czwartym głosowaniu został wybrany Benedykt XVI. Nie wątpię, że jest to wybór według Serca Jezusowego. Josepf Ratzinger to przede wszystkim człowiek głębokiej i mocnej wiary. Po Janie Pawle II, który na klęczkach sprawował swą pasterską służbę Kościołowi i światu, kontynuacja takiego stylu to konieczność. Człowiek w dzisiejszym świecie jest złakniony jasno określanej Prawdy i potrzebuje coraz bardziej autentycznych świadków wiary. Siły niewiary w Europie tak bardzo sie rozpanoszyły! Ratzinger jako stróż doktryny teologicznej przy Janie Pawle II zna dobrze te sytuację. Z niemiecką precyzją będzie wskazywał drogę prawości i prawdy. Nikomu nie da okazji do usprawiedliwiania swego tkwienia w sferze szarości: między białym a czarnym.
Czy bedzie miał serce? Zobaczymy, z pewnością niejednego nauczył się od Wojtyły, także tego, jak być blisko innych.
Podziwiam jego odwagę przyjęcia tego wyboru. Jego brat rodzony, kapłan, słusznie zauważył: w tym wieku już się myśli o emeryturze… Joseph Ratzinger nie miał czasu o niej myśleć. Wiernie służył Kościołowi przy papieżu. Teraz,jak sam sie określił w pierwszym słowie: „robotnik prosty i skromny w winnicy Pana”, ufny w pomoc Bożą, odważnie wziął do ręki pług po Janie Pawle II. Benedykt XVI będzie energicznie odświeżał Kościół, reanimował chrześcijańską Europę na zachodzie i uświęcał pogruchotany klęskami świat. Deo gratias!

2005-04-19
Konklawe 2. dzień.Dziś w południe na Placu św. Piotra wielkie poruszenie. Dym najpierw nijaki, potem, niestety, czarny. Gdy nadzieje opadły, nagle odezwał się dzwon watykański. Według nowego prawa miał on potwierdzić wybór nowego papieża. Napięcie natychmiast wzrosło. Krzyki i wiwaty! Ale to był dzwon obwieszczający południe (jak codzień) i wzywajacy do modlitwy maryjnej,”Regina Coeli…”. Znowu zawód na twarzach oczekujących na placu.

2005-04-18
Konklawe. Chyba nigdy wyraźniej nie można zobaczyć zdecydowanej granicy między światem zewnętrznym a duchowością, którą nosi w sobie człowiek pełen prawdziwej wiary. Wokół Sykstyny setki talerzy satelitarnych, łączy, przekaźników, kamer i mikrofonów na długich lancach. Cała armia ludzi uzdatnionych elektronicznie, by zaatakować Tajemnicę Ducha Świętego.
A wewnątrz kaplicy wielki spokój na twarzach kardynałów i rozmodlenie. Dostojność ceremonii i namaszczenie religijne rozpoczęcia konklawe przenosi całe to wydarzenie w inny wymiar rzeczywistości. Elektorzy zdają sobie sprawę, że ich rola jest służebna: mają się otworzyć na działanie Ducha Świętego. On wskaże im nowego papieża.
Zrozumiałe więc jest ich odosobnienie i zabezpieczenie tajemnicy wielką pieczęcią przysięgi z ręką na Biblii.

2005-04-16
Po pogrzebie trwa wciąż żywa pamięć i potrzeba „kontaktu” z Janem Pawłem II. Apel Jasnogórski w naszym kościele o 21:00 gromadzi bardzo wielu parafian na modlitwie. Nagrania przemówień Ojca św. czy też poezji jego przyjmowane sa w absolutnej ciszy. Czasami potrzebne jest krótkie wprowadzenie na temat okoliczności historycznych przemówienia, przychodzi bowiem dużo młodych ludzi. Śpiewają. O godz. 21:37 wszystko sie urywa. Cisza. Wychodzimy w milczeniu.

2005-04-14
Prasa pełna domysłów, spekulacji i…ofert na Stolicę Piotrową: dowartościować Amerykę Południową; kard. Francis Arinze poprowadzi dalej dialog ekumeniczny; kard. Ratzinger mógłby być, bo Kościół niemiecki widzi potrzebę dalszej reformy; kard. Martini, mediolańczyk, najmocniejszym kontrkandydatem Niemców…
Nikt tu – dosłownie nikt! – nie myśli o Duchu Świetym!!!
A przecież: „On wskaże” – wyraźnie konkluduje Jan Paweł II w „Tryptyku Rzymskim” zapatrzony w polichromię Kaplicy Sykstyńskiej.

2005-04-11
Kibice pobili sie na boiskach. Na tak niewiele czasu starczyło im emocji i podniosłości ducha… Ktoś powiedział w towarzystwie, że dawno nie było wojny, więc chłopcy się nudzą. Tamci wojenni mieli się z kim bić.
Pewnie jest w tym tylko pół prawdy, albo i wcale… Tamci musieli się bić o Ojczyznę, o to, co kochali. Dzisiejsi „bitnicy” biją innych, bo nie są kochani i nie umieją kochać. Ten kruchy pokój szalikowców był próba pokochania kogoś… Nie udało się. miłość nie jest łatwa. Do miłości trzeba długo dorastać i to w odpowiednim klimacie.

2005-04-09
Sobota. Deszczowo. Smutno. Ludzie wracają z Rzymu.
Miejsce pochówku naszego Papieża będzie udostępnione dla pielgrzymów dopiero w przyszłym tygodniu. Polacy ledwie kryją swe niezadowolenie z powodu niemożliwości pomodlenia się na grobie Jana Pawła II. Przecież to była kosztowna wyprawa, czy jeszcze kiedyś uciułają na ponowny wyjazd?… Wydaje mi się, że głosy o sercu Ojca św. złożonym na Wawelu, uciszone uroczystościami pogrzebowymi, wybuchną na nowo za jakiś czas.

Wczoraj na wieczorną Mszę św. w intencji śp. Jana Pawła II przyszło bardzo dużo parafian. Pełny kościół Matki Bożej Częstochowskiej. Podobnie było w innych kościołach wrocławskich. Z Katedry ogromny tłum po Mszy św. i po koncercie żałobnym wyruszył na Rynek. Tu odbył sie uroczysty Apel prowadzony przez akademików. O godz. 21:37 zgasły na chwilę wszystkie światła. Zapadła grobowa cisza.

2005-04-08
Koniec uroczystości. Trumna cedrowa z ciałem Jana Pawła II zniknęła za ciężką kotarą wielkich drzwi Bazyliki św. Piotra. Ciemność. Kamera tam już nie sięgała. Naprawdę już go nie ma?…
Kłam tym słowom zadał kard. Joseph Ratzinger, pod koniec pięknie uporządkowanej homilii, w obrazie papieża błogosławiącego z okna domu Ojca niebieskiego.
Młodzież na placu zaczęła skandować śpiewnie: „Giovani Paolo – santo!”, „Santo subito”. Święty natychmiast, już teraz. Kardynał zasłuchany wpatrywał się swymi czarnymi, głęboko osadzonymi oczami w skandujacy tłum, jakby chciał wyłowić z tego morza emocji ton świętego pragnienia, głos ludu Bożego. Vox populi – vox Dei!

2005-04-08
Dziś pogrzeb. Treść testamentu Jana Pawła II już wczoraj została opublikowana. Dokument (w Wordzie na niecałych trzech stronicach) sprawia wrażenie luźnych zapisków rekolekcyjnych. Papież swe doroczne skupienia przeżywał także w perspektywie odejścia do Wieczności. Refleksje te są przejmujące, chwytają za serce: Ojciec św. od początku zawsze ten sam – rozmiłowany w Jezusie, oddany Mu całkowicie w Maryi – Totus Tuus. Nigdy, ani na moment w życiu, nie odwołał swego zawierzenia i swego zapatrzenia.
Z biegiem lat myśl starzejącego się, schorowanego Człowieka biegnie coraz wyraźniej ku ludziom. Wyraża Bogu wdzięczność za tych, którzy są wokół niego i tych, do których dotarł w swym pielgrzymowaniu apostolskim. Jest ich tak dużo! Papieżowi jakby tchu brakuje, wymienia więc tylko grupy, środowiska, którym tak wiele zawdzięcza.
Testament nie ma klasycznego zakończenia, ale i tak wszystko wiadomo: najważniejsza sprawa dla Piotra naszych czasów to zbawienie – w Jezusie Chrystusie – człowieka, każdego człowieka.

2005-04-07
Wszystkie media pytają o testament duchowy Jana Pawła II. Ponoć liczy 15 stron i napisany został odręcznie w języku polskim. Pisał go Ojciec św. przez cały czas trwania pontyfikatu.

Trochę mnie dziwi ta niecierpliwość dziennikarzy. Przecież duchowość Jana Pawła widoczna była przez całe jego życie: zjednoczony z Chrystusem, otoczony płaszczem opieki Matki Bożej, zanurzony w modlitwie, wychylony najmocniej jak można ku człowiekowi.

2005-04-06
Kilka milionów ludzi z różnych stron świata jedzie do Rzymu. W 90 procentach to młodzież. Z Polski już dojechało i jedzie milion pielgrzymów. Już okolice Watykanu zamknięte. Telebimy rozstawione po całym wielkim Rzymie, daleko od centrum. Młodzi kpią sobie z trudności, na twarzach mają radość. Doprawdy, to jest autentyczna odpowiedź młodych na słowa umierającego Ojca św.: „Szukałem was całe życie”.

2005-04-05
Nigdy jeszcze nie widziałem, jak wczoraj podczas Mszy w intencji ś.p. Jana Pawła II, Rynku wrocławskiego tak szczelnie zapełnionego ludźmi, i to przeważnie młodymi. Papież działa. Wciąż działa. Ciało spoczęło, ale duch dalej niezmordowany.

2005-04-04
Ranek. Przebudziłem się i suchy szloch przerwał moją modlitwę. Nie ma Jana Pawła II… Całą wczorajszą niedzielę głosiłem od ołtarza radość wielkanocną i na jej tle próbowałem ukazać ogrom miłosierdzia Jezusowego. Nieodparcie jawiła się postać zmarłego Ojca św., który podjął pałeczkę głoszenia Orędzia Miłosierdzia od św. Faustyny. Dziś rozpłakałem się. Poczułem dziwną pustkę, jakiś dotkliwy brak we wnętrzu. Niby wszystko w porządku, praca idzie normalnym torem, nabożeństwo żałobne dla dzieci, spotkania, telefony, kancelaria… a w sercu smutek.

2005-04-02
Późny wieczór sobotni. Komunikaty z Watykanu tak rzadkie! Prasa spekuluje i zmyśla. Telewizja w kółko opowiada to samo. Swoisty show wokół człowieka umierającego.

W kościołach skupienie. Dziś widać zwrot w intencjach modlitewnych: już nie o zdrowie, a o skrócenie męki konania. Ojciec św. momentami traci przytomność. Główne organy wewnętrzne źle i coraz gorzej pracują. Już druga doba konania i cierpienia. Kard. Ratzinger oznajmił po wizycie przy łóżku: „papież wie, że umiera”. Pan Bóg dokładnie „szoruje” duszę Karola Wojtyły! Wyczyszcza i wygłębia ją ze wszystkiego, co nie jest święte.
Strach pomyśleć o własnej śmierci i o czyśćcu…

Stało się! Jan Paweł II odszedł do Pana w Niebie. Na ziemi pozostała (na stałe już) godz. 21:37.Odszedł pięknie, świadomie, wsród modlitw najbliższych osób. Ostatnie słowo wypowiedziane: Amen.

Ludzie zaczęli napływać znów do naszego kościoła, przeważnie studenci. Trwali na modlitwie jeszcze po północy. Modliliśmy się o rychłą beatyfikacje Jana Pawła II.

2005-04-02
Poranek sobotni. Zdrowie Jana Pawła II jeszcze bardziej pogorszyło się. Do 70 tysięcy ludzi tej nocy modliło się i trwało w skupieniu na Placu św. Piotra. W Polsce było wiele skupisk nocnego czuwania, nie tylko Jasna Góra czy Wadowice… I nie tylko katolicy w świecie myślą dziś o Ojcu św. Cud jedności?… Umieranie – ostatnia, jakże długa i trudna, katecheza Jana Pawła II. Rankiem napisał na kartce (z pomocą abpa Dziwisza) do swoich domowników: „Jestem zadowolony i wy też bądźcie. Módlmy się z radością. Trwajmy z Maryją w radości”. Czy to nie jest nadludzkie?… A jednak ludzkie, chrześcijańskie. Czy było już kiedy tak w historii, że cały glob spowity jest świetą chmurą modlitw i dobrych myśli?…

2005-04-01
Wieczór. Tysiące, tysiące ludzi modlących się w bazylikach, katedrach, kościołach o zdrowie dla Jana Pawła II. Apel Jasnogórski przyprowadził tłumy pielgrzymów do kaplicy cudownego obrtazu i wokół Jasneg Góry. Jest wielu obcokrajowców. Podobna modlitwa na Placu św. Piotra zgromadziła setki tysięcy modlacych się. Liczni biskupi i księża. Wszedzie widać młode twarze. Pełna powaga i spokój. W modlitwie często padają słowa poruszające serce i wywołujące łzy. Paryz, Monachium, Jerozolima, Betlejem, Pekin, Moskwa, Filipiny – to miejsca, gdzie wielkie rzesze w skupieniu modlą się o cud uzdrowienia Ojca św.
Komunikat, na który wszyscy czekali z obawą w sercach i z drżeniem rąk, nie przynosi dobrych wiadomości. Stan zdrowia pogorszył sie znacznie: krótki oddech, niewydolność nerek, wysoka gorączka… Przy tym wszystkim papież jest całkiem przytomny. Mianował dziś nowych biskupów i nuncjuszy, poświęcił złote korony dla obrazów Matki Bożej Częstochowskiej na Jasnej Górze i w podziemiach bazyliki św. Piotra. Biskup modlący się przed bazyliką św. Piotra powiedział: dziś wieczorem lub nocą Chrystus otworzy drzwi papieżowi i w nich pojawi się Maryja i powita utrudzonego pielgrzyma.

2005-04-01
B. Południe. Kardynał Andrzej Deskur: „Papież gaśnie pogodnie”. To nie przesada: cały świat zgromadził sie przy papieżu, który odchodzi z tej ziemi. Wszystkie media światowe donoszą o modlitwach za Ojca św. na wszystkich kontynentach. Ta modlitewna batalia przekracza wszelkie granice, nawet różnic religijnych. Główny rabin Rzymu przybył na Plac św. Piotra, by się modlić za papieża. Polscy Tatarzy modlą sie za Ojca św. – Polaka.
Komunikat prasowy: papież jest przytomny, pogodny. Odmówił Liturgię Godzin, wziął udział w Drodze Krzyżowej. Słuchał lektury Pisma św. Papież ma trudności z oddychaniem. Papież ma wielką wolę życia – mówią różni ludzie w mediach. Czy to jest wielka wola życia, czy to raczej potężne przylgnięcie do woli Boga?!

2005-04-01
B. Noc pełna smutku i trwogi. Wczoraj wieczorem stan zdrowia Ojca św. bardzo się pogorszył: wysoka gorączka i znaczne obniżenie ciśnienia tętniczego krwi. W nocy miał zapaść sercowo-naczyniową. O godz. 6:00 złożył Bogu Najświętszą Ofiarę liturgiczną. Jakąż siłę ducha ma ten CZŁOWIEK!!! Teraz oddycha wspomagany respiratorem. Kard. Grocholewski dziś w Polskim Radiu określił chyba najgłębiej ten stan papieża: przybity do Krzyża Jezusowego. W pismach mistyków hiszpańskich istnieje pojęcie „ogołocenia duszy”. Jan Paweł II zna je dobrze, bo pisał na temat sposobu zjednoczenia duszy z Bogiem u św. Jana od Krzyża. Teraz całą swoją osobą ogarniętą cierpieniem, powtarzając często „Totus Tuus”, daje świadectwo swego zjednoczenia z Chrystusem. W „Drodze na Górę Karmel” można przeczytać: miłować to ogołocić się dla Boga ze wszystkiego, co nie jest Bogiem. Karol Wojtyła był na tej drodze od swej młodości, gdy okrył swe życie szkaplerzem karmelitańskim. Chrystus kochając do końca tych, którzy Mu oddali siebie, konsekwentnie odbiera im wszystko przed śmiercią, pozostając ich jedynym Skarbem i Wartością. W ten sposób przemienia ich w Siebie i oddaje Ojcu w Niebie. Papież – pielgrzym – pozbawiony został siły w nogach. Papież – nowy ewangelista – pozbawiony został możliwości wydobycia głosu z krtani. Papież – niestrudzony szafarz sakramentów świętych – przykuty został do łóżka szpitalnego i aparatury wspomagającej jego fizyczność. Jedynie pozostał mu jasny umysł i wolna wola – najwyższy znak człowieczeństwa.
Modlę się za Ojca św. patrząc na krzyż Chrystusowy i rozważam słowa z Listu do Filipian: „On, istniejąc w postaci Bożej,(…) ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, (…) uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej. Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię”(2,6-9).

2005-03-31
Amerykanka Terri Schiavo umarła dziś z głodu i pragnienia z pomocą amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości. Morderstwo w majestacie prawa. Obstawanie sądów, by nie dopuścić do dalszego odżywiania rurką 41-letniej kobiety pozostającej od 15 lat na poziomie (tylko?) funkcji wegetatywnych jest co najmniej niezrozumiałe w kraju, gdzie walczy się o prawa zwierząt do życia i surowo karze się ludzi za znęcanie się nad zwierzętami.
Zwyciężyło praktyczno-ekonomiczne spojrzenie na życie człowieka. 15 lat sztucznego odżywiania i wydatków finansowych z tym związanych to dla męża kobiety wystarczający okres jego mordęgi jako opiekuna. Zresztą od lat już mieszkał z inną kobietą i miał z nią dwójkę dzieci. Postanowił usunąć wreszcie przeszkodę do własnego szczęścia, zwrócił się o pomoc do sądu i otrzymał skuteczną. Wszystko jest możliwe tam, gdzie nie ma jasno zdefiniowanej definicji osoby ludzkiej i uznania jej nadrzędnej wartości. Dzieje się tak w kraju, gdzie w sądach składa się przysięgę prawdomówności z ręką na Biblii, a jednocześnie usuwa się sprzed gmachu sądu pomnik Dekalogu, przypominający o istnieniu Prawa Bożego.

2005-03-28
Drugi dzień świąt wielkanocnych. Ojciec św. nie pojawił się w oknie 🙁 Wczorajsze milczące błogosławieństwo Urbi et Orbi nacechowane było wysiłkiem i cierpieniem malujacym się na twarzy. Mikrofon przekazał jedynie ciężki oddech papieża. Jan Paweł II uczy o sile woli człowieka, który do końca ma stać na miejscu , gdzie Bóg postawił.

2005-03-27
Późnym wieczorem słuchałem w radiu Ernesta Brylla „Wieczernik”. Piękne!! Zachwyt! Bryll z całą pewnością jest mistrzem słowa poetyckiego.

2005-03-25
Dopiero co skończyłem czytać list Jana Pawła II do kapłanów na Wielki Czwartek… Pamiętam zdumienie, radość i wdzięczność (papież o mnie pamięta!), gdy dotarł do mnie w Wielki Czwartek 1979 roku pierwszy taki list. Wszystkie moje godziny adoracji Najświętszego Sakramentu podczas Triduum Sacrum żywiły się treściami tego ojcowskiego świadectwa uszanowania…

Dziś Jan Paweł II, rozważając najświętsze słowa konsekracji eucharystycznej, mówi o kapłańskim istnieniu. Czyli: jak b y ć kapłanem.

Tylko święty kontemplatyk może wysnuć tak głębokie myśli ze słów codziennie (a nieraz i częściej)wypowiadanych…

2005-03-24
Nie odważyłem się wprowadzić ceremonii „obmycia nóg” do dzisiejszej, wielkoczwartkowej Mszy św. Ten symbol symbolu nie przekonuje mnie. A poza tym śmieszy mnie: ileż trzeba przygotowań do tej ceremonii, poczynając od zadbania, by kandydaci mieli wcześniej umyte stopy i czyste skarpetki.

Mam jednak głębokie przekonanie, że dziś obmywałem stopy bliźnich. Przez trzy godziny wędrowałem po piętrach w parafii z Panem Jezusem Eucharystycznym odwiedzając chorych, niedołężnych, starych i samotnych. Wielokrotnie trzeba było oczyszczać przedpole, nie tylko duchowe, dla Zbawiciela.

2005-03-21
Pierwszy dzień wiosny, wszyscy dokoła o tym dziś ćwierkają. Dzień jest słoneczny, choć powietrze zimne, momentami lodowate. Od kilku dni czytam najnowszą książkę Jana Pawła II: „Pamięć i tożsamość”. Pojawiła się w „Znaku” punktualnie, jak zapowiadano, 14 marca. Można ją kupić w internecie, w ksiegarniach różnych, a nawet w supermarkecie. Rzuciłem się na nią tym łapczywiej, że już fragmenty znałem i cytowałem wcześniej w kazaniu. Czytam nie po kolei, zatrzymuję się dłużej tam, gdzie mi w duszy zagra przy lekturze. Już za wiele spraw jestem wdzięczny Autorowi, zwłaszcza za poukładanie czasów, w których i ja żyję tu w Polsce, w Europie. Jest wielka mądrość w tej historiozoficznej logice i nazywaniu rzeczy, które się działy, po imieniu.

2005-03-20
Niedziela Palmowa. Dziś człowiek z telewizji nie spotkał na ulicy nikogo, nawet wśród tych, co trzymali w ręku palmy, kto umiałby powiedzieć, dlaczego święci się palmy. Istny bełkot na temat jakiejś tradycji… Ale skąd ta tradycja i jakie niesie treści?… Nikt nie wiedział. A przeciez wyszli co dopiero z kościoła! Czytano im fragment Ewangelii o wjeździe Jezusa na oślątku do Jerozolimy. Brak korelacji tego co w kościele z tym co w życiu. Smutne.

Ojciec św. dziś pomachał z okna gałązką oliwną tysiącom pielgrzymów na Placu św. Piotra i pewnie nam wszystkim przed telewizorami. Nie był zadowolony z tego, że nie może wypowiedzieć ani słowa. Cóż, takie doświadczenie jest bolesne wielorako. Któż bardziej ukochał tak wielkie osobiste zaangażowanie w liturgii Triduum Sacrum?… Jakże wyraźnie objawia się w tym trudnym losie chorego papieża Opatrzność Boża!… Doświadczanie przez surowo kochającego Ojca, który uczy pokory. Doświadczanie przez umęczonego Syna, który wskazuje drogę naśladowania. Doświadczanie przez Ducha Świętego, który pociesza ucząc zawierzenia Bogu we wszystkim. Jan Paweł II na wszystko ma jedną odpowiedź: TOTUS TUUS.

2005-03-14
Wczoraj rozpoczęliśmy w parafii rekolekcje ewangelizacyjne. Tak to się nazywa, choć nie wiem, czy słusznie, bo przecież nie można sobie wyobrazić rekolekcji nieewangelizacyjnych. Inność tych ćwiczeń polega na tym, że rekolekcjonista ma do pomocy grupę młodych ludzi, którzy grają, śpiewają, przedstawiaja pantomimę i dają świadectwo wyraźnej ingerencji Pana Boga w ich życie. Choć pantomima jest ciekawa i przykuwa uwagę parafian (frekwencja jest większa niż corocznie), ja jednak uważnie nasłuchuję tego, co młodzi mówią o „swoim” Bogu. Tu autentyzm przeżycia opowiedzianego szczerze może mnie rozbroić, wzruszyć do głębi. Jestem spragniony autentyku.

2005-03-13
Wieczorem Ojciec święty powrócił do Watykanu z kliniki. Mam nadzieję, że tym razem nie za wcześnie! Martwi mnie jego zmizerowana twarz, no i ta rurka w krtani. Jak on będzie przemawiał?… Doprawdy, Bóg wiele wymaga od Piotra Polaka! Mogę to sobie wytłumaczyć tylko wielką Bożą miłością oczyszczającą cierpieniem.

2005-03-09
Już po rekolekcjach. Zakończyliśmy nad ranem około czwartej. Nocne czuwanie dało młodym trochę wytchnienia przy Jezusie eucharystycznym, trochę do myślenia i okazję do spowiedzi bez śpieszenia się w komfortowych warunkach pustej sali. Było dużo śpiewania i grania (na bębnach także!), ale też był czas na ciszę i skupienie w kaplicy.
Miałem kilka dobrych, bo potrzebnych rozmów z młodymi. Zostawiam ich w dobrych rękach Jezusowych. Wyjeżdżam z poczuciem spełnienia. Zostawiam trochę siebie w Poznaniu.

2005-03-08
Same niespodzianki! Liderzy opowiadają piękne rzeczy o rozmowach w grupach. Sprawozdania na forum są tak bogate, różnorodne, dynamiczne i ciekawe… Co to znaczy młodość i mądra inspiracja wychowawców! Pantomima urzekająca pomysłowością i jasnością gestów… Ech, żal się starzeć!

2005-03-07
Na rekolekcjach młodzież chętnie modli się o zdrowie dla Ojca św. Wystarczy zapowiedzieć intencję, a robi się natychmiast cisza.

2005-03-06
Dziś mój prywatny „Dzień Matki”. 65 lat temu urodziła mnie. I cierpiała. A w dodatku była wtedy wojna, ucieczka i tułaczka… Jedynie modlitwą mogę się teraz odwdzięczyć za Jej autentyczne bohaterstwo. Dobry Jezu, a nasz Panie, daj Jej wieczne spoczywanie!

Po południu wsiadłem w pociąg do Poznania. Skorzystałem z promocji kolejowej i za pół ceny wygodnie podróżowałem pociągiem IC. Była dobra okazja do czytania. Jutro rekolekcje.

2005-02-26
Imieniny. Cieszę się, że stały się świętem parafialnym. Wspólna modlitwa zgromadziła nas wieczorem na Mszy św., a potem wielka agapa. To prawdziwa niespodzianka, bo nawet nie miałem czasu o tym pomyśleć. Nasze panie jednak pomyślały! Boże, dzięki Ci za ten krok do przodu w integrowaniu parafii.

2005-02-20
Jestem pochłonięty lekturą. Czytam dokumenty papieskie. W młodości zachwycałem się nowością tekstów soborowych, choc niełatwy to język. Teraz podobnie zatrzymują mnie sformułowania Jana Pawła II. On kocha przypowieści i wydarzenia ewangelijne. Ileż myśli wyprowadza z nich ważnych na dziś! Ecclesia de Eucharistia vivit! Sama głębia i pieknota!!! Ale język potrzebuje tłumaczenia duszpasterskiego…

2005-02-17
Zacząłem robić ściągi. Surfuję po sieci, przewracam książki w swej bibliotece i szukam mądrych i pięknych tekstów. Chcę podać trochę obroku liderom grup dyskusyjnych…
Chcę mówić o Kościele i o Eucharystii. Dokumenty papieskie są tu niewyczerpanym źródłem mądrości i wiary.

2005-02-10
Przyjąłem zaproszenie dyrekcji LO urszulańskiego w Poznaniu do przeprowadzenia rekolekcji wielkopostnych dla młodzieży.To stało się jeszcze jesienią. Chyba zbyt łatwo się zgodziłem… Było to w Bardzie Śląskim podczas dnia skupienia dla dyrektorek i nauczycielek urszulanek. Pewnie miła i podniosła atmosfera tamtego czasu sprawiła, że nie kontrolowałem swej woli przyjmując tę propozycję… Czuję lęk, czy podołam po tak długiej przerwie w kontaktach ze sredniakami… Zestarzałem się przecież.

2005-02-09
POPIELEC.
Sypałem popiół na głowy i powtarzałem aż do znużenia: pamiętaj, człowiecze, prochem jesteś i w proch się obrócisz. Sznury głów pochylonych, jakby pod ciężarem tej najbardziej egzystencjalnej prawdy, poddawały się pokornie sypkiemu znakowi pokuty. Moje palce całe unurzane w popiele, a moje myśli w nicości.
Chyba nigdy nie zapomnę szoku, jaki przeżyłem w chłopięcych latach na wycieczce w Sandomierzu. Jakimś trafem, wiedziony okropną ciekawością, znalazłem się w krypcie jakiegoś wiekowego kościoła na Starówce. Stały tam w wielkim nieładzie, niektóre otwarte, trumny z umrzykami w kapturach zakonnych. Coś mnie podkusiło dotknąć palcem zasuszonego nosa. Oniemiałem przerażony: nos się zapadł, nie było go. Tylko dziura została jak niemy krzyk nieboszczyka. Uciekłem w te pędy.
Dziś, dźwigając ponad kopę lat życia, po tylu odprawionych pogrzebach, już się nie przerażam obrazami śmierci, ale z każdym dniem coraz wyraźniej czuję swoją sypkość fizyczną.