2006

2006-12-25
JA CIĘ KOCHAM.
Dziś po Mszy św. dla dzieci poprosiłem wszystkie maluchy, aby podeszły do szopki, i tam wspólnie adorowaliśmy Nowonarodzonego. Najpierw była wspólna adoracja, dzieci razem powtarzały modlitwę; a następnie poprosiłem, aby każde dziecko zastanowiło się w ciszy i pomyślało o sobie: kto mnie kocha?… Dzieci wyciszyły się, zamknęły oczka, i w tej ciszy podpowiadałem cichutko pytanie: kto mnie kocha?… kto mnie kocha?… W pewnym momencie usłyszałem cieniutki głosik dziewczynki: ja cię kocham…
Czyż to nie piękne?

2006-12-24
BÓG TO JEST BÓG.
Bóg niewidzialny, istniejący poza czasem, postanowił pokazać się człowiekowi żyjącemu w czasie. Uczynił to najzwyczajniej: stał się człowiekiem.
Czy Bogu znudziło się być niewidzialnym? Czy samotność Mu dokuczyła? Dlaczego chciał spróbować chleba powszedniego w świecie przez siebie stworzonym? Dlaczego Bóg – Duch najprostszy, niestworzony i wiekuisty – chciał się uwikłać w złożoność i nieklarowność spraw swego stworzenia? Czy ktoś może zrozumieć tak postępującego Boga?…
Na te wszystkie pytania jest tylko jedna odpowiedź: Bóg uczynił to dla człowieka! Upadłego w grzech chciał na nowo wynieść na wysokość swej świętości… I to też jest nie do zrozumienia. Nikt z ludzi tak nie postępuje.
Bóg to jest Bóg! To zupełnie inna klasa!

2006-12-22
POLSKIE PIEKIEŁKO.
Gazeta Polska zarzuciła ks. abpowi Wielgusowi współpracę z reżimem komunistycznym przez 20 lat. Obwiniony oświadcza: nigdy nie współpracowałem ze służbami peerelowskimi. Stolica Apostolska wyraża pełne zaufanie nominatowi na biskupią stolicę warszawską. Episkopat polski zapowiada, że zapozna się dokładnie z zawartością teczki pomawianego biskupa. Media międlą te same frazy po tysiąckroć na różne sposoby w różnych serwisach. Oprócz oskarżeń nie ma nic więcej, żadnych dowodów współpracy. Gazeta Polska nie robi dalszego ciągu, rzekomo, aby nie wyjawić innych prominentnych nazwisk. Sprytne, co?…
Tak się rozpala lustracyjne piekiełko, ciągle od nowa, i tak się ubiega lewicową konkurencję w drodze do większego nakładu wydawniczego.

2006-12-21
PRZED WIGILIĄ.
Antyfony z dzisiejszej Jutrzni brewiarzowej wpisują się do „moich psalmów”:
Do Ciebie wznoszę moją duszę, przyjdź i wybaw mnie, Panie, gdy uciekam się do Ciebie.
Dusza moja przysiadła nieco, Panie.
Starzejące się i coraz częściej mało sprawne ciało
jest jej kulą u nogi. Ziemia ją więzi
w śmiesznych wygodach i przyzwyczajeniach.
Daj mi, Panie, długie ręce, bym umiał wznosić wysoko
moją duszę do nieba. Ono jest moją tęsknotą.
Każdy dzień od nowa jest ucieczką do Ciebie,
mój miłosierny Wybawicielu.

Daj, Panie, zapłatę czekającym na Ciebie, aby się okazała prawdomówność proroków.
Wszystkie me mowy ofiaruję Tobie, Panie,
i poddaję Twemu łaskawemu osądowi.
Ty moje słowa wyprowadzasz z ust moich,
i nadajesz im walor ważności.
Ty je czynisz kluczem do serc słuchających
i otwierasz bramy nieba czekającym na Ciebie.
Uczyń mnie, Panie, wiernym sługą
i prorokiem Twojej Prawdy.

Zwróć się ku nam, Panie, i nie opóźniaj swego przyjścia do sług Twoich.
Pragnę wpatrywać się w oblicze Twoje, Panie,
a moja tęsknota łzami się zalewa,
gdy rozważam radość i szczęście sług Twoich wiernych
nagrodzonych wiekuiście Niebem.
Przyjmuję z poddaniem Twoje wyroki na ziemi
i dokładnie obserwuję ścieżkę Twoją, Panie,
jaka wydeptałeś, zdążając do Nieba.
Przyspiesz swe kroki, przychodzący Boże,
uraduj duszę sługi Twego nieużytecznego.

2006-12-20
MNIEJSZE ZŁO.
Wczoraj wieczorem odeszła do Wieczności świetna piosenkarka i aktorka polska Danuta Rinn. Spotkałem panią Danutę w okresie stanu wojennego. Był to czas, gdy dobrowolny bojkot teatrów państwowych (a czy były niepaństwowe?) wyprowadził aktorów na zewnątrz. Szli w Polskę! Angażowali się w imprezy patriotyczne w kościołach, salach katechetycznych czy w świetlicach wiejskich. Wszędzie przyciągali wielkie tłumy, wywoływali ogromny aplauz, nagradzani byli oklaskami na stojąco. Doprawdy, poezja romantyczna trafiała przez nich pod strzechy. Ludzie prości rozumieli sytuację życiową aktorów, dzielili się z nimi, czym mogli. Dzięki temu artyści mogli przeżyć stan wojenny bez głodu. To był piękny czas, gdy artyści dali się poznać od całkiem nowej strony. Ich patriotyzm i entuzjazm w objawianiu sprzeciwu wobec junty Jaruzelskiego podnosiły ludziom głowy, napawały serca nadzieją.
Pani Rinn na każdej scenie czy estradzie, nawet tej parafialnej, zawsze była jak wulkan energii spontanicznej. Zapalała do wielkich idei i prawdziwie wzruszała. Wieczór spędzony na słuchaniu jej piosenek i komentarzy do sytuacji politycznej zawsze był zastrzykiem optymizmu. Ludzie z uśmiechem wracali do domów.
Kiedy usłyszałem, że umarła po czterech latach pobytu w Skolimowie, w domu starych, nikomu już niepotrzebnych artystów, przypomniałem sobie pewien wieczór po koncercie patriotycznym. Gdy tłum wiwatował i domagał się jeszcze jednego bisu, pani Danuta za kulisami, to znaczy w małej sali katechetycznej, usiadła przy mnie w ławce szkolnej i nagle powiedziała z płaczem: żeby ksiądz wiedział, jak mi jest ciężko! To nie do uwierzenia, jak zło polityczne może pokiereszować los pojedynczego człowieka. Doprawdy, nie ma mniejszego zła!

2006-12-16
PAMIĘĆ KOPALNI „WUJEK”.

Żołnierz, który strzela (wydaje rozkaz), mając życie ludzkie za nic, jest bandytą.

Gdy strzela do swoich, jest mordercą i zdrajcą bez dwóch zdań.

Gdy strzela do swoich w obronie obcych idei i interesów, jest zbrodniarzem.

2006-12-15

PONIECHANIE.

Coraz więcej głosów słychać w kraju  na temat wojskowej degradacji gen. Wojciecha Jaruzelskiego za wojnę z Narodem. Obrońcy generała podają m.in. argument starczego wieku i choroby twórcy stanu wojennego.

Myślę, że to jest jedyny argument, który można by wziąć pod uwagę przy poniechaniu tej sprawy.

 

2006-12-14

ROZMODLENIE.

Piękna i uroczysta była wczorajsza południowa koncelebra w katedrze wrocławskiej pod przewodnictwem ordynariusza, ks. abpa Mariana Gołębiewskiego: dziękczynne oddanie Bogu wszystkich wydarzeń – złych i dobrych – jakie się przetoczyły przez Polskę w minionym ćwierćwieczu, a które były również nie bez znaczenia dla narodów ościennych.

W stallach wokół ołtarza zasiadali wszyscy biskupi wrocławscy z ks. kard. Henrykiem Gulbinowiczem, seniorem. Katedra wypełniona była ludźmi wiernymi Bogu i Ojczyźnie. Poczty sztandarowe „Solidarności” zajęły pół nawy bocznej. Tuż u wejścia do prezbiterium w nawie głównej zajął specjalnie przygotowane miejsce pan Prezydent RP Lech Kaczyński. Często obserwowałem jego skupienie modlitewne podczas Mszy świętych „państwowych” w TVP. I tutaj też. To jest uderzająca prawda: Prezydent modli się i nie ukrywa tego. Myślę, że z tej potrzeby serca czerpie siły do pokonywania oporów na drodze do w pełni wolnej Polski.

Gdy 12 godzin wcześniej, po północy 13 grudnia, w hali PAFAWAG-u (dziś „Bombardier) pan Prezydent przypinał mi do sutanny kawalerski krzyż „Polonia Restituta”, podziękowałem mu właśnie za to rozmodlenie. Ono uczy mnie pokory przed Bogiem Najwyższym.

 

2006-12-13
ZWYCIĘSTWO.
Po raz pierwszy, po 25 latach, usłyszałem słowo „zwycięstwo”. I to we Wrocławiu! Wypowiedział je Prezydent RP, pan Lech Kaczyński, podsumowując ćwierćwiecze, jakie upłynęło od ogłoszenia dekretu tak zwanej (za przeproszeniem!) Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego.
Autorzy stanu wojennego przerazili się swego końca wyzierającego spoza realnego zjednoczenia inteligencji z robotnikami. Została im tylko przemoc, by obalić tego 10-milionowego kolosa równo kroczącego ku Wolności. Ruszyli do wojny z Narodem i… przegrali! Ból i nieszczęście, cierpienie i śmierć, zadawane przez wiele miesięcy Polakom przez narzuconą władzę, przyniosło, wbrew wszelkim nadziejom, zwycięstwo Narodu.
Prezydent dekorując krzyżem Polonia Restituta pomijanych i spychanych w nieważność członków „Solidarności”, jej współtwórców, sympatyków i obrońców, wyraził najpełniej fundamentalną treść polskiego słowa „zwycięstwo”.

2006-12-11

PRZEKRĘT.

Niesłychane! Gazeta Wyborcza sfingowała wywiad swoich dwóch redaktorów z o. Tadeuszem Rydzykiem. Oczywiście, treść wywiadu ukazuje dyrektora Radia Maryja od najgorszej strony. Przecieram oczy, w wolnej Polsce takie ubeckie metody! I to się dzieje pod egidą byłego wielkiego, osobistego przyjaciela ks. profesora Józefa Tischnera.

Przypominam sobie podobną manipulację dokonaną z wydrukowanym tekstem jednego z „Kazań świętokrzyskich” wygłaszanych corocznie w uroczystość Trzech Króli w katedrze warszawskiej przez Prymasa Tysiąclecia. Ubecja wydrukowała kazanie w identycznej formie, z identycznymi okładkami i krojem czcionki i upowszechniła w całym kraju. Treść kazania została pokrętnie zmieniona na niekorzyść poczucia patriotyzmu i mądrości ks. kard. Stefana Wyszyńskiego. Na szczęście inteligentnych ludzi wtedy w Polsce nie brakowało, przekręt natychmiast wykryto i wyśmiano. Ale, jak widać, nieuczciwość i bezwstyd zostały i pokutują do dziś w kręgach antykościelnych.

 

2006-12-10

BEZWSTYD.

Paskudztwo rozlało się po całym kraju wszystkimi kanałami medialnymi. Polityk powiedział: szambo. Nie wiem, czy akurat on to powinien powiedzieć, ale rzeczywiście niezdrowy odór unosi się nad polityką polską. Wszyscy dziennikarze, nie wykluczając pań, z jakąś lubością opowiadają o badaniach DNA i o kobiecie, która zapomniała, kto z polityków jest ojcem jej trzeciego dziecka. Stosy podejrzeń, przypuszczeń, podpowiedzi kierunku dalszych poszukiwań, ale nikt nie myśli o odzieraniu kobiety z jej godności i o… bezwstydzie publicznym.

Czy aż tak można się zatracić w gonitwie po władzę?…

 

2006-12-06
MĄDROŚĆ ZAUWAŻONA.

Ks. bp Stanisław Wielgus, ordynariusz płocki, nominowany został przez Benedykta XVI na arcybiskupa i metropolitę warszawskiego. To będzie ważne wydarzenie dla Kościoła w Polsce. O mądrości ks. Wielgusa zaczęto głośno mówić już od początku jego rektorowania na KUL-u. Kierował uniwersytetem przez trzy kadencje, 9 lat, w niełatwym okresie zagospodarowywania polskiej wolności. Przybyło studentów na katolickiej uczelni i rozwieściło się o niej daleko poza krajem. W Płocku biskup Stanisław zauważył natychmiast, że  naprawianie sytuacji Kościoła trzeba rozpocząć od odbudowy wiary i wiedzy religijnej w rodzinach. I zdopingował duchowieństwo do tej naprawy.

Trzyma rękę na pulsie spraw publicznych w Polsce. W wywiadzie dla Radia Watykańskiego powiedział: „Kościołem jesteśmy wszyscy i Kościół to jest nasze wspólne, bardzo ważne zadanie (…) Jest dużo zła we współczesnym świecie. Nie można tego ukrywać, niemniej jednak nie można również tego zła demonizować. Jestem przekonany, że dobra jest więcej”.

 

2006-12-05

WIEPRZE.

Czytam i słucham doniesień medialnych o grzesznym procederze wśród polityków (oczywiście, nie wszystkich!) rozdających kobietom stanowiska pracy za usługi seksualne. Dlaczego przychodzi mi na myśl ewangeliczna historia Gedareńczyków, wśród których Chrystus uwolnił legion szatanów i posłał w stado wieprzów?

Może dlatego, że dziś z rana usłyszałem u fryzjera taki „aktualny” komentarz: No, co się, pan, dziwisz? Wieprz zawsze jest świnią! Nie wystarczy mu dorwanie się do koryta. Gdy się nażre, potrzeba mu czegoś więcej…

Jasny gwint, aleśmy się dorobili polityków!

 

2006-12-01
Z TARCZĄ.
Ojciec św. wrócił dziś do Watykanu cały i szczęśliwy, aczkolwiek mocno zmęczony. Widać było na jego twarzy ten trudny i pracowity czas szczególnie dziś podczas Eucharystii w katedrze Ducha Świętego w Istambule. Ale właśnie dziś po Mszy św. Benedykt XVI szeroko się uśmiechał do katolików otaczających go i wiwatujących przy wyjściu ze świątyni. Zupełnie inne, niż te przed pielgrzymką, komentarze światowej prasy, z turecką włącznie, towarzyszą powrotowi Ojca św. do Watykanu. Benedykt XVI zdobył Turków swoją pokorą i rozmodleniem. Prawosławni cenili sobie obecność rzymskiego Papieża w katedrze św. Jerzego podczas uroczystości ich największego patrona – św. Andrzeja apostoła. Muzułmanie uważnie obserwowali jego skupioną twarz w Błękitnym Meczecie.
Prysnął w końcu mit męża mądrego, lecz nieprzyjaznego, wytrwale budowany przez reklamę muzułmańską po wrześniowym wykładzie Benedykta XVI w Ratyzbonie. Papież na pożegnanie Turcji powiedział: zostawiam tutaj część mego serca. Powrócił z tarczą!

2006-11-29
TURCJA.

Wczoraj Benedykt XVI był spięty na twarzy. Przestraszony? Nie dziwię się. Podziwiam Go za odwagę i determinację.

Dziś twarz ojca św. była bardziej wygładzona, częściej się uśmiechał. Przed południem przy ołtarzu w Efezie był taki jak zwykle. Bije z niego wiara, gdy celebruje Eucharystię, choć to jest jakoś inaczej niż widziałem to przed tym pontyfikatem. O Janie Pawle II przy ołtarzy powiedziałbym spontanicznie: promieniuje z niego wiara (łagodniej). Oczy Benedykta są czujne, a Jana Pawła były: uważne.

W czasie tej pielgrzymki modlę się kilka razy dziennie za papieża w Turcji. Tam wszystko może się zdarzyć, niestety. Nikt tego lęku nie ukrywa.

 

2006-11-27

PRZYKROŚĆ.

Pani Gronkiewicz-Waltz wygrała ostatnią rundę z panem Marcinkiewiczem w wyścigu do pierwszego fotela w Ratuszu warszawskim. Od samego początku zachowuje się przed kamerami jakoś mało przyzwoicie, a na pewno zupełnie bez pokory. Czyżby zapomniała o naukach, jakie pobierała w Odnowie w Duchu Świętym?… Odbieram to z wielką przykrością.

Pamiętam zachowanie p. Millera, który gwałtownie i bez żadnej przyzwoitości atakował premiera Buzka. Kiedy sam bardzo butnie obejmował stanowisko pierwszego ministra, pomyślałem sobie: ten polityk kiepsko skończy, bo taka niecnota musi być ukarana. I tak się stało. Cała Polska obserwowała niechlubne odejście postkomunistycznego premiera.

 

2006-11-23
WIECZÓR AUTORSKI.
Nadspodziewanie wielu uczestników. Genius loci pewnie to sprawił. Spotkanie odbyło się w rodzinnym domu Edyty Stein – św. siostry Benedykty od Krzyża, karmelitanki bosej, przy ul. Nowowiejskiej 38. Tu dziś po raz pierwszy usłyszałem śpiewanie mego wiersza o św. Edycie – jasnym kamieniu… i po raz pierwszy publicznie odczytałem drugi wiersz o tej świętej wrocławiance. Wiem, to za mało… Prof. Edyta Stein jest tak wielką osobowością, że mogę jedynie w pokorze spoglądać na jej fotografie i myśleć z zachwytem o łaskawości kochającego Jezusa. Jej droga od judaizmu przez ateizm do Chrystusa wymagała od niej ogromnej uczciwości wewnętrznej na każdym z tych etapów. Zwyciężył Chrystus Zmartwychwstały.
Wspomniałem też dziś księdza Aleksandra Zienkiewicza, który po wojnie przyjechał tu z Polesia i zupełnie oddał się prowadzeniu młodych ludzi do Chrystusa. Do niedawna jeszcze chodził ulicami Wrocławia, wieczorami najczęściej z różańcem w ręku. Przez jego dobroć i delikatność wielu dziś ludzi na całym świecie wie, gdzie jest miasto Wrocław. I jak tu nie być dumnym ze swego miasta! Proste i wyraźne znajdziesz tu ślady obecności Boga.
Czytałem wiersze w wielkim skupieniu słuchaczy. Podpisywałem tomiki z prawdziwą radością.

 

2006-11-22

HALEMBA.

W Rudzie Śląskiej wielki i nieustający ruch po wczorajszym wybuchu metanu 1000 m pod ziemią w kopalni „Halemba”. Katastrofa uwięziła 23 ludzi. Dziś ośmiu martwych wydobyto, o dalszych piętnastu nie wiadomo, czy żyją. Rozpacz w rodzinach po stracie najbliższych, u innych odrobina nadziei, że może uda się pozostałych żywych wydobyć.

Wielka ogólnopolska, autentyczna krzątanina wokół tej katastrofy jest zrozumiała i potrzebna, a zaangażowanie emocjonalne, nawet płacz, zupełnie na miejscu.

Zauważam jednak, obserwując modlitwę ogarniającą tę tragedię, że im dalej od miejsca wypadku, tym refleksja jest bardziej uwznioślona. Na Śląsku ludzie modlą się o cud, błagają Boga o wydobycie żywych spod ziemi. W Warszawie ktoś modlił się dziś gorąco o to, by można było tych górników spotkać kiedyś w Niebie.

Czy oddalenie w czasie od tej tragedii przyniesie podobny skutek w sercach najbliższych?

 

 

2006-11-18
NIEMOC.
Konsternacja! W szkole podkarpackiej nie przydaje się ustawa przeciwko przemocy. Tu trzeba lekarstwa przeciwko niemocy. Młody samobójca był zbyt delikatny psychicznie i słaby duchowo, by oprzeć się parciu bezwzględnych konieczności i wymagań życia rodzinnego i szkolnego. Bezradność. Coś trzeba zrobić, ale co?
Czy ktoś teraz zapyta nauczycieli o fundament, na którym opierają rozróżnienie między dobrem a złem? Czy ktoś poradzi rodzicom, by między jednym a drugim swoim interesem zajrzeli częściej do pokoju dziecka i ofiarowali mu więcej swego czasu i serca? Czy ktoś z nich wpadnie na pomysł uczciwej współpracy z wychowawcą dziecka, bez kłótni w obronie „swej pociechy”? Czy ktoś przywoła Chrystusa, najlepszego lekarza w sprawach Miłości? Czy ktoś odważy się powiedzieć młodym chłopcom i dziewczynom, że bez Boga ani do proga? Czy ktoś ogłosi desperatom, że każde życie i każda śmierć to nie prywatna sprawa, lecz przestrzeń między człowiekiem a Bogiem? Że tę przestrzeń rozświetla Eucharystia i że wchodzi się tam przez niełatwy korytarz pokuty i zadośćuczynienia?…
I najważniejsze pytanie: czy ktoś tych wezwań zechce słuchać i usłuchać???

2006-11-17

GDZIE JEST DEKALOG?

Znowu smutna wiadomość: chłopak z gimnazjum powiesił się na strychu we własnym domu. Tym razem na Podkarpaciu. Ojca nie ma w domu. Matka wyjechała na Ukrainę w interesach. Koleżanki szkolne mówią: nałapał sporo jedynek; dziwne, przecież był taki spokojny i milczący.

I co teraz będzie? Dyrekcja szkoły pewnie rozpuści wici po całej Polsce w poszukiwaniu psychologów. Będą lekcje wychowawcze, wyrazy ubolewania, kiwanie głowami… Ktoś będzie chciał uczniów pocieszyć po amerykańsku: to nie wasza wina. Rodzice stwierdzą: jesteśmy w szoku, a kaznodzieja pogrzebowy (może nawet w białej mitrze) wygłosi arcyważną maksymę: winne jest całe społeczeństwo!

Ciekaw jestem, czy ktoś pokusi się o odnalezienie Dekalogu?

 

2006-11-09
GŁUCHOTA.
Czytam znów Słowackiego i myślę sobie, jak bardzo potrzebna jest dziś szeroka debata mądrych ludzi nad stanem moralności Polaków. Potrzebna jest wielka mobilizacja ku odnowie ducha narodu. Po latach programowanej ateizacji komunistycznej, która niepostrzeżenie nauczyła Polaków życia, jakby Boga nie było, bardzo szybko i bez przeszkód wlewa się w duszę polską importowany z Zachodu praktyczny ateizm i permisywizm moralny. Oczywiście, nie bez znaczenia było tu zmasowane bombardowanie  Kościoła niewybrednymi inwektywami, a szczególnie duchowieństwa, na początku lat nowej wolności. Wskrzeszane myślenie libertyńskie, jako modne w środowiskach opiniotwórczych, wchłaniane jest jak narkotyk. Wychowanie bez stresu już zrobiło wyraźnie dostrzegane spustoszenie w porządku wartości rodzinnych. Wszystko i każdemu wolno mówić i robić, bo jest… demokracja. Przedziwnie przepoczwarzył się na naszej ziemi homo sovieticus. Naród polski przestał słuchać Boga! Narzekanie teologów i moralistów, że Polacy nie usłuchali Jana Pawła II, tylko dowodzi tej wielkiej głuchoty. Proroctwo Poety romantycznego iści się i przeraża:
Panie! Jeżeli zamkniesz słuch narodu,
Na próżno człek swe głosy natęża:
Choćby miał siłę i odwagę męża,
Z niemiłowania umrze tak jak z głodu.

2006-11-08

ŚLEPOTA.

Czy wszyscy oślepli? Przecież gołym okiem widać, co się dzieje w polskiej szkole. Samobójstwo uczennicy w Gdańsku to wierzchołek góry śniegowej. Zaraz po wrzawie medialnej potoczyła się lawina nowych wybryków śmiertelnych wśród młodzieży. Marsze przeciwko przemocy straciły sens, bo trzeba by maszerować codziennie i przez całą Polskę. Ministerstwo Edukacji ogłasza twardy program kar dla opornych uczniów: „Zero tolerancji”. Nauczyciele z dyrektorami szkół kręcą głowami na tak i na nie. Uczniowie wieszają w szkole portret ministra i do kamer z nieśmiałym uśmiechem mówią, że tak trzeba. Media niezbyt dyskretnie wszystko obśmiewają. Interes polityczny się kręci! Wybiórczość mediów zupełnie bezkarna, bo sprytna. A połykacze serwisów informacyjnych uwierzyli, że wiedzą wszystko i najpewniej. Jest o czym mówić u cioci na imieninach. Istny taniec chocholi! Miałby dziś Breughel niemało modelów do obrazów o ślepcach.

A jednak, w taki czy inny sposób, nie wystarczy neutralizować bąbelki na powierzchni stawu, gdy trup leży na dnie.

 

2006-11-07
HOMILIA.
Od kilku dni otrzymuję pytania o homilię u św. Rodziny na temat ks. Popiełuszki. Dziwne, bo w samą rocznicę śmierci powietrze między ustami w Polsce było gładkie, jak tafla jeziora na bezwietrzu. Cisza zasmucająca.
Informuję pytających: homilię „Prostota i wierność kapłańskiego serca” z dnia 21 października br. włączyłem do działu „Proza” na tej stronce.

2006-10-31

ŚLEPY ZAUŁEK.

Za miesiąc kuria krakowska wydrukuje książkę na temat SB wobec księży. Konkurencyjne wydanie w stosunku do złożonego w Znaku opracowania ks. Zaleskiego „Księża wobec SB”. Jak wielki musi być strach doradców księdza kardynała, skoro tak się spieszą! W stresie człowiek może zrobić największe głupstwa nie do odżałowania….

Widać już ślepy zaułek, w ciemnościach czai się wzmożona niechęć wiernych świeckich do Kościoła duchownych.

A stary biskup Krasicki kiwa palcem karcąco: „Chłopcy, przestańcie, bo się źle bawicie!”.

 

2006-10-26

ŚMIERĆ ZAGLĄDA DO SZKOŁY.

Ania, czternastoletnia gimnazjalistka w Gdańsku, odebrała sobie życie po tym, jak cała klasa przypatrywała się haniebnej zabawie jej kolegów symulujących zbiorowy gwałt na jej rozebranym brutalnie do naga ciele. Nikt nie ratował, robiono film aparatami komórkowymi. Wrażliwa dziewczyna nie uniosła tego ogromnego ciężaru poniżenia jej godności.

Media wrzasnęły: szok!!! To nie jest szok. To jest owoc długoletniej, systematycznej pracy nad ateizacją szkoły. Do młodzieży dobierano się nie tylko poprzez wypieranie treści religijnych z umysłów i sumień, ale skuteczniej od strony używania. Nie mogłem pojąć, dlaczego kiedyś w sejmie debatowano długo i nie potrafiono przegłosować zakazu używania tak zwanych lekkich narkotyków. Prawda była niesłychanie prosta: panowie posłowie oponenci po prostu zażywali te podniecające specyfiki w ich trudnej, stresującej pracy. Jeden z nich, autor i naczelny autorytet wychowawczy, wraz z pewną panią autorką (brzydką i niemłodą) przyjeżdżali do szkół i odkrywali młodzieży tajemnice i metody zabawy w seks, zabawy w łóżku. Głosili hasło: młodzież ma prawo do radości i wolności. Rosło grono podstarzałych i doświadczonych przyjaciół młodzieży, śpiewających słodką pieśn uwielbienia ciała, w różnych kolorowych pismach trafiających nawet do wiejskich kiosków. Potem przyszły bardzo twórczo traktowane przez niektórych nauczycieli lekcje o świadomym i bezpiecznym życiu seksualnym z ćwiczeniami nakładania prezerwatyw na banana. Istna groteska! Można było się pośmiać.

Tak, ale ten śmiech zamienił się teraz w żałobę i lament pogrzebowy. Nie mogło być inaczej.

 

2006-10-24

WĘGIERSKIE WYPADKI.

Po 50 latach na Węgrzech znów polała się bratnia krew. Mnóstwo rannych. Ongiś przybyli sowieci i strzelali z czołgów i armat do zdesperowanych biedą i niewolą tłumów. Dziś policja w obronie porządku postkomunistycznego strzelała do demonstrantów, którzy zaatakowali lokale oszukującej naród lewicy.

Pamiętam grozę w sercu, z jaką przeżywaliśmy każdy komunikat o wydarzeniach węgierskich (choć to były mocno zdeformowane wiadomości). Baliśmy się podobnego rozwoju wypadków w Polsce. My jednak mieliśmy bohaterskiego Prymasa Tysiąclecia, który po zwolnieniu z więzienia swą mądrością kierował nastrojami narodu tak, by nie dopuścić do rozlewu polskiej krwi. Węgierski prymas, ks. Jozsef Mindszenty, amnestionowany z dożywotniego więzienia w 1956 roku, potępił komunizm i musiał się schronić przed sowietami do ambasady amerykańskiej w Budapeszcie. Pozostał bohaterem nieszczęśliwym, do końca życia odseparowanym od swego narodu.

Przed półwieczem wojska sowieckie najechały na Węgry legitymując się przyjaźnią demoludów. Dziś postkomuna węgierska powołuje się na konstytucję i demokratyczne wybory… I tu również Polska dzisiejsza znalazła lepsze, bezkrwawe rozwiązanie.

 

2006-10-19

CISZA.

Nigdzie dziś nie przeczytałem na temat 22 rocznicy męczeńskiej śmierci sługi Bożego ks. Jerzego Popiełuszki. Ani na papierze, ani w cyber – prasie.   No, nie mówię o „Naszym Dzienniku”. Aż dziw bierze, amnezja kompletna! Niepisanie na rozkaz, czy autocenzura? Niebezpieczna to cisza! Może pęknąć mit o wolnej prasie, bez dyktatu… :-)))

2006-10-18
GRZYWNA.
Dyrektor Polskiego Radia BIS zagroził swym dziennikarzom grzywną 1000,-zł za używanie na antenie nazwy „święto zmarłych” na określanie dnia 1 listopada, który jest uroczystością „Wszystkich świętych”. Wydawać by się mogło, że to sprawa czysto wewnętrzna radia BIS, a jednak dość szeroko poruszyła środowisko dziennikarskie. Czy tylko chodzi tu o sprzeciw wobec uderzenia po kieszeni?…
Walka komuny z Kościołem była nie tylko wyrazem zachłannej zazdrości politycznej o „rząd dusz”. Wypływała ona z głębokiego urazu psychicznego u ludzi, którzy powiedzieli Panu Bogu „non serviam!”. Dlatego wojujący ateizm, przywleczony po wojnie z czerwonej Moskwy, starał się za wszelką cenę wytrzeć ze świadomości Polaków ślady obecności Boga. Stąd się wzięły hasła: „wiara jest sprawą prywatną” – przy jednoczesnym obniżaniu statusu społecznego i wyrzucaniu z pracy ludzi wierzących i praktykujących; „człowiek nowoczesny nie wierzy w Boga” – przy jednoczesnym powszechnym ateizowaniu szkół i przedszkoli; „Kościół i kler to ciemnogród czyhający na twoją wolność” – przy jednoczesnej nagonce medialnej niszczącej dobre imię biskupów, księży i zakonników; „socjalizm przyszłością narodu” – z jednoczesnym usuwaniem lekcji religii ze szkół oraz emblematów religijnych z miejsc publicznych; „idee Lenina wiecznie żywe” wraz z embargiem na przepływ nauki, sztuki i religii zza żelaznej kurtyny.
Z tego samego źródła brały się różne akcje polityczne: procesy sądowe, aresztowania i więzienie biskupów i Prymasa Polski; nachodzenie i nękanie psychiczne duszpasterzy na plebaniach, nakładanie kar za czytanie listów pasterskich w kościołach; obozy pracy dla zakonnic masowo eksmitowanych z ich klasztorów; wyrzucenie ze szpitali pielęgniarek zakonnych, likwidowanie ochronek i przedszkoli kościelnych. Szczytem zacietrzewienia było dyskontowanie uroczystości milenijnych chrztu Polski przez równolegle organizowane wiece 1000-lecia państwa polskiego.
Zacieranie śladów Boga działo się także w życiu rodzinnym. Nakazano obowiązkowy ślub cywilny dla małżeństw, wprowadzono świeckie uroczyste nadanie imienia noworodkom, rozbudowano ceremoniał pogrzebu bez księdza, ale z orkiestrą; znoszono kościelne święta i ustanawiano nowe świeckie święta i „dni”, np. „dzień kobiet”. Do absurdów dochodziło, np., gdy ekspedientki w sklepach czy panienki na poczcie musiały się nauczyć mówić „proszę pana” zamiast „proszę księdza” do osób duchownych… W takim to ateistycznym procederze zacierania śladów obecności Pana Boga znalazło się również przemianowanie 1. listopada z uroczystości „Wszystkich Świętych” na „Dzień  zmarłych”, mimo że tuż, tuż, 2. listopada jest „Dzień zaduszny – wspomnienie wszystkich wiernych zmarłych”.
Kto może być dziś oburzony groźbą grzywny w radiu BIS? Dwie grupy dziennikarzy: 1. starzy – z dworu postkomunistycznego, i 2. młodzi – bywalcy modnych salonów politycznych. Jednych i drugich strach ogarnia. Młodych pocieszyłbym: potraktujcie to jak grę towarzyską „pięć złotych za brzydkie słowo”. Dla starych postkomunistów nie mam słowa pociechy. Rozpoczęło się sprzątanie Polski i musi być dokończone.

2006-10-17

BŁĄD STRATEGICZNY.

Ks. Isakowicz – Zaleski napisał książkę o penetracji przez komunę krakowskich środowisk duchownych, o bohaterstwie inwigilowanych i niszczonych księży w terenie i o niektórych kapłanach współpracujących z ubecją, donoszących na współbraci. Książka została złożona w wydawnictwie „Znak”, ogłosił to autor wyjaśniając publicznie, że muszą ją jeszcze dokładnie przestudiować profesjonalni historycy.

Nie minęło wiele czasu, a ks. Tadeusz otrzymał pismo z Kurii Krakowskiej, że skończyły mu się uprawnienia duszpasterza Ormian w Polsce. Czyli co? Jest wolny, ma dużo czasu i będzie mógł owocnie współpracować z komisją diecezjalną, która bada teczki księży – tajnych współpracowników z reżymem!

Chyba jednak nie. Pewnie popełniono tu błąd strategiczny. Ks. Isakowicz otrzymał z Kurii polecenie powstrzymania się od publicznego wypowiadania się na temat tego, co odkrył w toku swych badań. Dowiedział się w liście urzędowym, że „poważnie nadużył zaufania” swego ordynariusza i że jego działalność „narusza poważnie komunię Kościoła”. Ważkie to słowa. Komuś bardzo zależy, żeby ta książka się nie ukazała. Nieraz już zdarzało się w historii, że zwierzchnik tracił głowę przy współpracy kiepskich doradców. Ten błąd strategiczny, dziś niby mało znaczący incydent, może w przyszłości drogo kosztować nie tylko lokalny Kościół krakowski.

 

2006-10-13
ZŁOTA JESIEŃ.
Mamy polską, złotą jesień. Od początku września taka piękna! Ludzie starsi ode mnie jakoś dziwnie odbierają ten mój zachwyt. Pewna osiemdziesięcioletnia pani powiedziała: w trzydziestym dziewiątym też była słoneczna jesień. Jej opowieść o latach gehenny sprzed ponad półwiecza obfituje w straszne epizody niszczenia człowieka przez machinę wojenną. Ucieczki nocą z domu najpierw przed Niemcami, a potem przed Sowietami, utrata najbliższych mężczyzn, tułaczka i poniewierka, Sybir, głód i choroby, nienawiść wrogów i bezsilność swoich. A najgorsze było to, że nie było jak, ani do kogo zwrócić się  ze skargą czy z prośbą o pomoc. Mówiła: żyliśmy wśród mrozów i śniegów, wyglądało, jakby cała reszta świata znikła, zapadła się w nic… Uciekałam wtedy w modlitwę. Zrobiłam sobie różaniec z ususzonych jagód jarzębiny i kiedy mi było tak źle i bez żadnej nadziei, zwijałam się w kłębek z bólu i ściskałam mocno w garści te ziarenka związane nitką. Zdrowaśki mnie uspokajały. Powracała cisza w duszy, ból powoli mijał…
Mamy polską, złotą jesień. Chcę dziękować Bogu, że nie zwiastuje ona gehenny wojennej. Ale jakże trudno dziś zachować ciszę w duszy, gdy diabeł tłucze nienawistnie sercami i głowami polskich polityków…

2006-10-11

SZAFA PUŁKOWNIKA.

Obserwuję aferę UOP-u, o tym, że służby specjalne po 1990 roku inwigilowały opozycję, i dziwi mnie, że ludzie się dziwią! Oduczył mnie tego dziwienia się pewien gruby ubek w stanie wojennym, który chciał mnie zwinąć po kazaniu w katedrze wrocławskiej podczas jednej z kolejnych Mszy za Ojczyznę. Chciał zwinąć, ale nie mógł, bo księża i świecy koledzy otoczyli mnie wychodzącego z katedry i odprowadzili do domu przy Katedralnej 4. Jednakże w recepcji na parterze zażyczył sobie rozmowy. Zażądałem obecności kilku świadków. Rozmowa była krótka: tekstu kazania nie podałem, ani nie potwierdziłem zarzutu, że kazanie godziło w dobre imię Polski. Na koniec jednak, już na korytarzu przy wyjściu, nie odmówiłem sobie pytania: i pan się nie wstydzi tego, co robi? Przecież wcześniej, czy później komuna padnie, wyleci pan na bruk. Co pan wtedy będzie robił? A gruby ubek na to: niech się ksiądz nie martwi. Rządy się zmieniają, a my zostajemy. Tej czy innej ekipie zawsze będziemy potrzebni.

 

2006-10-09

WERBOWANIE.

Odwiedził mnie Jasiek, dawny robotnik PAFAWAG-u. Przyszedł z podziękowaniem za dobrą radę. Nie poznałem go, bo przecież od pierwszego naszego spotkania minęły dwadzieścia cztery lata. Wtedy Jasiek był dwudziestoparoletnim robotnikiem. Wracał nad ranem z libacji imieninowej od kolegi. Czuł się błogo, śpiewał i wykrzykiwał jakieś hasła przeciwko Jaruzelskiemu i WRON-ie, był zupełnie nieskrępowany. Ale nie był bezpieczny. Zatrzymała się przy nim szara wołga i facet o pociągłej twarzy wciągnął go do środka. Na posterunku MO, po dokładnym wylegitymowaniu, odczytano mu paragrafy stanu wojennego i twardo zagrożono kilkuletnim pozbawieniem wolności za obrazę władzy ludowej. Jaśkowi mina zrzedła, a pan o pociągłej twarzy wystąpił z propozycją współpracy, obiecując, że władza puści w niepamięć cały incydent. Jasiek podpisał lojalkę. Do świtu przesiedział na ławce przy Podwalu. Tam wytrzeźwiał zupełnie i wtedy postanowił odnaleźć kaznodzieję z katedry, którego słuchał na Mszach za ojczyznę. W ten sposób doszło do naszego spotkania. Poradziłem młodemu, zrozpaczonemu robotnikowi, by opowiedział z detalami całą swą przygodę kolegom w PAFAWAG-u. Było trochę śmiechu z Jaśka, nikt go jednak nie odtrącił, chociaż też nikt mu nie zwierzał się, ani nie dopuszczano go do wspólnych spraw w zakładzie. Stał się w ten sposób bezowocny dla ubecji. Poniechano go po dwóch spotkaniach.

Kiedy wspominaliśmy tamte lata, Jasiek nagle stężał na twarzy i powiedział przygnębiony: ciekawe, co ten sukinsyn z pociągłą twarzą zostawił w mojej teczce? Czy utkwiłem tam jako TW?… Niech go szlag, pewnie zafajdał mi pamięć!

 

2006-10-08

MOWA POLITYKÓW.

Czy już naprawdę żaden polityk nie widzi tych stosów strasznych słów, które nie tylko zaśmiecają ziemię, miejsce naszej obecności, ale zalegają przestrzeń między człowiekiem a Bogiem?… Góry toksycznych, wypowiadanych odpadów! Potężne zwały grzechów mowy! Czy jeszcze kiedyś powrócimy w polityce do słów prostych i jasnych: DOBRO, PRAWDA, PIĘKNO… Kiedy znów Bóg będzie wielbiony szlachetnym słowem?…

 

2006-10-06

HRABIA.

Pan hrabia Wojciech Dzieduszycki, lwowska maskotka powojennych wrocławian, był tajnym współpracownikiem ubecji od 1949 roku! Przyznał się i przeprasza… Nie jest to tak wielki szok, jak w przypadku ks. Czajkowskiego, ale poruszenie w mieście, szczególnie w rodzinach lwowiaków, ogromne.

Trwał wtedy okrutny reżym stalinowski w Polsce. Wielu akowców, którzy ukrywali się we Wrocławiu, zostało skrytobójczo pozbawionych życia. Pan Dzieduszycki został zwerbowany na TW, gdy siedział w więzieniu za „przekręty gospodarcze”.

Wrocław pamięta jego długoletnią popularność artystyczną i doznania, jakie dawał na scenach i estradach. Tunio śpiewał wzruszające piosenki lwowskie. Innym to się nie udawało. Był transparentem komuny broniącej się przed zarzutem likwidowania ziemiaństwa przedwojennego. Należy mocno się dziwić rajcom wrocławskim, którzy w roku 1999, gdy za zasługi nadawali gratisowo panu hrabiemu honorowe obywatelstwo miasta, nie pomyśleli wcześniej o brutalnie realizowanej praktyce Polski Ludowej: „nic za darmo”. Nie musieliby dziś męczyć się z dylematem: odebrać, czy nie odebrać honoru?

Pan Wojciech dobiega dziewięćdziesięciu pięciu lat. Nie jest to finisz słodki, ani bohaterski. Gdy debiutował na deskach opery lwowskiej, jego wuj pogratulował i powiedział, że rodzina Dzieduszyckich nie będzie się go wstydziła. Kiepski prorok. Wrocław aż kipi od anatem. Określenia: hańba, zdrada i wstyd aż syczą i parzą, choć także krzyżują się z wyrozumieniem… A może po słowach przyznania się i przeproszenia ta sytuacja, tak trudna przecież dla prawie stuletniego starca, to początek pokuty, która jest niezbędna do oczyszczenia sumienia, a której miłosierny Bóg z całą pewnością nie pozostawi bezowocną.

 

2006-10-04

BEZ GŁOWY.

Dziesiąty raz zimna Nike przewędrowała ścieżkami najnowszej polskiej literatury i, jak nigdy dotąd, wznieca gorące emocje czytelnicze. Wypromowanie „Pawia królowej” Doroty Masłowskiej, która w ub. roku otrzymała nominację do tej samej nagrody za debiut „Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną”, najelastyczniej uwyraźnia gusty literackie jury nagrody. Lobby Agory i Gazety Wyborczej zdecydowanie ryje bruzdę w poprzek polskiej literatury pięknej. Po przeczytaniu kilku stronic ma się wrażenie, że to po prostu słowny rynsztok. A przewodniczący jury, Henryk Bereza, pieje z zachwytu: „To jest napisane tak doskonale i dojrzale, że aż trudno uwierzyć”. Żal mi innych nagrodzonych, których ustawiono obok…

 

2006-09-29
BURZA.

Nad krajem rozszalała się groźna burza niszczących emocji. Inwektywy, słowa obraźliwe, nabrzmiałe nienawiścią przelatują tam i z powrotem w gęstej mazi medialnej.

Złe anioły rodzimych polityków wzięły się za rogi. A gdzie się podziały dobre anioły? Czyżby ich w ogóle nie było? Może tylko stchórzyły?…

Zło jest okrutne, ale ma jedną pozytywną stronę: pokazuje jak źle jest bez dobra. Ciężko się oddycha pod polskim niebem, od czasu, gdy zabrakło Jana Pawła II.

 

2006-09-21

TWARZ.

Pani Maria ma osiemdziesiąt pięć lat. Mówię o niej: moja kochana, najmłodsza parafianka. Ma piękną twarz. Zwykle siada w ławce z tyłu kościoła, po krótkiej chwili jej twarz jakby marmurzeje, Pani Maria zapada się w siebie i jest gdzieś daleko. Gdy dotykam jej ramienia, błyskają oczy, jasne i pełne życia. Dają Światło. Jej spojrzeniu zawsze towarzyszy delikatny uśmiech.

Ta twarz, mocno zbrużdżona, jest jak ciemne, jesienne pole, na którym widać głębokie ślady ciężkiej pracy wczesnych wschodów i późnych zachodów słońca. I jest jak miniaturowa topograficzna mapa świata, po której wodzi palcem Bóg ciekawy ludzkich dokonań.

Kiedy spotykam ją lekko przygarbioną na ulicy, gdy wraca od swoich podopiecznych w parafii, chętnie przy niej zatrzymuję się. Widzę, jak z trudem patrzy pod słońce i ociera pot z czoła dłonią równie spracowaną i pomarszczoną. Ile dobrych dzieł dźwigają te drobne kobiece dłonie! Czasem z wielkim szacunkiem przytulam tę piękną twarz do serca i myślę sobie, że naprawdę święci chodzą po naszej ziemi.

 

2006-09-19

FALLACI.

Zmarła „wściekła i dumna”, i nieustraszona dziennikarka, sumienie Zachodu, Oriana Fallaci. Prowadziła rozmowy z wielkimi tego świata. Nie oszczędzała w swych wywiadach nikogo. Stawała bez lęku przed islamskim cesarzem czy ajatollahem. Była wieloletnią korespondentką wojenną na Bliskim Wschodzie, choć wiedziała, że może przypłacić to życiem.. Nauczyła się przesiewać blask wielkich tego świata przez sito śmierci w bezsensownych wojnach. Miała wiernych przyjaciół i zagorzałych wrogów. Po 11 września 2001 roku zdecydowanie opowiadała się przeciwko infiltracji muzułmanów w środowiska europejskie. Mówiła, że „wróg jest już nie pod bramami naszego miasta, ale w samym mieście”. Była ścigana przez sąd śledczy we Włoszech za obrazę islamu. Miała wyrok śmierci od wiernych muzułmańskich.

Przyjechała z Nowego Jorku zakończyć życie w swej rodzinnej Florencji. Celebrowała ostatni spacer ulicami swego magicznego miasta, pełnego duchów wielkiej sztuki. Patrząc na posąg „Dawida”, czy rozmawiała z Michałem Aniołem, jak tam jest za ostatnią rzeką?… Sama siebie nazywała chrześcijańską ateistką. Miała okres ostrego krytykowania Kościoła za wszystko, co ją oburzało. Wiek XXI przyniósł jej na tym polu wyciszenie i przyjazne traktowanie hierarchów katolickich. Spotkała się z Benedyktem XVI. Odwiedził ją przed śmiercią watykański kardynał… Jednakże dar wiary może przynieść do serca spragnionego Boga jedynie Jezus Chrystus.

 

2006-09-17
Ratyzbona.
Oburzenie świata muzułmańskiego i żądanie przeprosin zostało wywołane przytoczeniem przez ojca św. Benedykta XVI podczas wykładu w Ratyzbonie słów średniowiecznego władcy Bizancjum Manuela II: „Wskaż mi więc, co Mahomet wymyślił nowego. Znajdziesz tylko złe i nieludzkie rzeczy, takie jak rozkaz szerzenia jego nauki za pomocą miecza”.
Cytat sprzed wieków doskonale podkreśla współczesną myśl papieską o naganności, czy wręcz niedopuszczalności, religijnego motywowania przemocy. W całości wykładu gra on swoją maleńką rolę uplastycznienia wywodu myślowego. Tymczasem media zachodnie, zamiast zanalizować i uprzystępnić trudny wykład niemieckiego teologa, wypreparowały fragment z cytatem i rzuciły autora na pożarcie nieopanowanej emocjonalności arabskiej. To jest jeszcze jeden dowód na prymitywizm mediów, które za wszelką cenę lansują zasadę sensacyjności doniesień. Rozpętana burza zatacza coraz szersze kręgi. Politycy islamscy, którym się nie podoba zamiar wizyty apostolskiej Benedykta XVI w Turcji, otrzymali celny oręż do ręki.
Papież w tej chwili bierze razy nie tylko od świata religii islamskiej, ale i od świata kultury zachodniej. Nieprzychylne komentarze w prasie pozwalają przypuszczać, że Zachód bierze odwet na papieżu za jego zdecydowane potępienie  pogardy Boga  i objawianego w mediach cynizmu, który w imię wolności tworzenia nie waha się szydzić z tego co święte. Islam, bijąc papieża, pośrednio uderza w Zachód, który jawnie wypiera się swych chrześcijańskich korzeni. Paradoks czasów!

2006-08-30

WIELKIE RZECZY.

Czułem wtedy, że dzieją się „ wielkie rzeczy” w kraju. Słyszałem, że Pan Przewodniczący jest charyzmatycznym przywódcą, a „Solidarność” to trwały monolit narodowy. Byłem pewien, że nie istnieje „ludzka twarz socjalizmu” i że już dłużej bez wolności żyć niepodobna. Kształt jej rysował się z utrącanych marzeń i wciąż tlących się tęsknot schodzącego pokolenia międzywojennego, a także z pragnień i twórczej wyobraźni ludzi już nie mogących pomieścić swoich aspiracji w za ciasnych gorsetach uczelni PRL-u. Wielu wiedziało, iż mądra myśl o wolności musi być wyartykułowana energią prostych ludzi w należnym człowiekowi dążeniu do szczęścia. I stało się tak. Iskra została rozpłomieniona podmuchem dziesięciu milionów polskich serc. Widziałem też Jana Pawła II i Prymasa Tysiąclecia. Jak umiałem, działałem.

A co czuję teraz?… Wielkie rzeczy zaprowadzono w kąt ludzkiej mowy i myśli. Pan Przewodniczący awansował na epigona własnej charyzmy; ciągle wie, jak naprawiać, ale inni mu w tym przeszkadzają i historia inaczej chce się toczyć. Monolit „Solidarności” osunął się w rozkawałkowanie, choć w wielu umysłach i sercach cenne jest pamięci jego świętowanie. Z socjalizmu pozostał gorzki śmiech i góra niezniszczonych teczek. Wolna ojczyzna stoi w drzwiach Europy jak matka opłakująca swe dzieci bez pożegnania wybywające za granicę.

Bez zmian pozostali: Prymas Tysiąclecia i Jan Paweł II, choć odeszli do wieczności.

Pozostała ich niezmienna wizja człowieka zrodzonego z Ewangelii Jezusa Chrystusa.

Jest na czym budować.

 

2006-08-26
ŚLUBOWANIE.
Dziś na Jasnej Górze i w każdej polskiej parafii katolicy odnawiali sprzed 50-ciu lat Jasnogórskie Ślubowanie Narodu. Miałem wtedy 16 lat, byłem pierwszy raz u Królowej Polski. Czy obchodziły mnie wtedy tak ważne sprawy?… A jednak dzisiejsze Ślubowanie, które było poprzedzone nowenną modlitw parafialnych i rozważaniami na temat „wielkich rzeczy”, które Pan Bóg nam uczynił w minionym półwieczu, przejęło mnie niespodzianie. Przez pryzmat spojrzenia Prymasa Tysiąclecia dostrzegam ogrom pracy duszpasterskiej, która czeka na każdego księdza w Polsce, bo wielkie jest pole grzechu i zaniedbań w życiu naszym. Nowenna mnie nie radowała. Dziś czuję się przybity i ogromnie zmęczony. A przecież są dziś takie wielkie grzechy i upadki, o których Prymas jeszcze nie wiedział… Doczekałem się własnej wielkiej bezradności.
Jest jedno wspomnienie z tamtego czasu, które wnosi ciepło w moje serce. Och, jak ja wtedy przed cudownym Obrazem modliłem się! Oderwać się nie mogłem od krat w kaplicy. Jakże mocno błagałem Maryję o wstawiennictwo u Jezusa! Jak ja wtedy gorąco kochałem Jego najświętsze Kapłaństwo! Marzyć o kapłaństwie nie śmiałem, ale modliłem się o powołanie. Czułem się grzesznikiem, a równocześnie unosiłem się w Niebo na skrzydłach chłopięcej modlitwy. Mama przed wyjazdem powiedziała mi: kto pierwszy raz na Jasnej Górze o coś się gorąco modli, otrzymuje.

2006-08-20

NIEPOROZUMIENIE.

Ks. kard. Dziwisz i ks. Zaleski chcą tego samego: prawdy lustracyjnej w odniesieniu do kapłanów swej diecezji. Tak próbują na temat konfliktu miedzy nimi pisać redaktorzy katoliccy.

Obaj wiedzę teologiczną maja tę samą. Skąd więc to wielkie i dziwne nieporozumienie?

Najpewniej bierze się stąd, że ks. Zaleski dużo wycierpiał od ubecji na skutek księżowskich donosów, a ks. Kardynał nie.

 

2006-08-17

NIEPOKÓJ.
Niemiecki noblista, „gdańszczanin”, na starość uchylający rąbka tajemnicy swego młodego życia w zbrodniczej organizacji podczas wojny i polski dziennikarz z Wprost-u, paskudnie plotkujący ze znajomkami na zmarłego poetę w czasie pokoju we wspólnej Europie. Oni mają coś wspólnego, ale co?… A może raczej czegoś im zabrakło?

Ta myśl od kilku dni nie daje mi spokoju.

2006-08-11
DWIE WYSTAWY.
Jedna we Wrocławiu na Rynku. Od miesiąca spędza z oczu sen i pozbawia poczucia bezpieczeństwa u tych, którzy po II wojnie światowej „pracowali” w SB, pozbawiając setki Polaków nie tylko prawa do osobistego bezpieczeństwa, ale wszelkich praw, z prawem do życia włącznie. Ze szczególnym smutkiem  oglądają te fotogramy rodziny zamordowanych wrocławian, których mogiły, kamuflowane przez długie lata terroru esbeckiego w zaroślach cmentarza na Osobowicach, odkryte zostały dopiero przez ludzi Solidarności, gdy dogorywała komuna.  Obecna wystawa jest koniecznym „dalszym ciągiem” manifestacyjnego pogrzebu zgotowanego przez społeczeństwo wrocławskie ofiarom zbrodniarzy reżymu komunistycznego, z których wielu jeszcze żyje i to dostatnio. Wrocław pamięta.
Drugą wystawę otwarli dziś Niemcy w Berlinie, chcąc pokazać okrutny los przesiedleńców niemieckich na zachód pod koniec II wojny światowej. Tej wystawy nie chcą oglądać ci, którzy pamiętają głębiej i wyraźnie widzą wcześniej prące na wschód wojska niemieckie z Berlina, po drodze podporządkowujące sobie wszystko, co „nierasowe”, budujące na zdobycznych terenach obozy koncentracyjne i krematoria dla „pod-ludzi”.
Nie zwiedzę tej wystawy i ja, który pamiętam swe wypędzenie wraz ze współrodakami zza Buga aż na opuszczone ziemie zachodnie.
Obie wystawy upamiętniają to, co działo się w połowie XX wieku w dorzeczu Odry.
Obie wystawy mówią o pamięci, a jakże odmiennie dotykają Prawdy!

2006-08-09
MIŁOŚĆ.
Kochać i „kochać”. Jak to rozróżnić? Co jest prawdą, a co udawaniem w miłości? Chyba nie intensywność uczucia. Po najmocniejszych przeżyciach we dwoje w niejednym wypadku nawet wspomnienia znikają jak woda rozlana na pustyni w samo południe. Jaka jest rola znaków miłości i tzw. „dowodów”? Czy pieszczoty to tylko ćwiczenia prokreacyjne? Dlaczego pierwsza miłość szybko wietrzeje…. Czy to była miłość? – pytamy po rozstaniu. Tyle rozwodów w Polsce, liczba porzuconych rośnie. Czy wszyscy „kochający” są kłamcami? Z jednej strony bez miłości niepodobna żyć, a z drugiej morze łez i bolesne poranienia… Czy jest jeszcze inna strona miłości? Kto zna całą prawdę o Miłości?
Benedykt XVI omawiając dziś na audiencji generalnej teksty św. Jana apostoła powiedział: „Bóg jest miłością(1J4,8). Trzeba uważnie dostrzec: nie mamy zwykłego stwierdzenia, że Bóg kocha, ani że miłość jest Bogiem! (…) Św. Jan chce powiedzieć, że fundamentalne bycie Boga jest miłością, a zatem całe działanie Boga rodzi się z miłości i naznaczone jest miłością. To wszystko co Bóg czyni, czyni w miłości i z miłością, chociaż nie zawsze możemy natychmiast zrozumieć, że jest to miłość – miłość prawdziwa”.
Po odpowiedź więc trzeba iść do źródła, a nie czerpać z jakiegoś, choćby i najpiękniej obudowanego, bajorka.

2006-08-06
ŚWIATŁO.
Niesamowita przygoda! Szli z Mistrzem: Piotr, Jakub i Jan na górę Tabor. Rozmawiali ze sobą. Na szczycie dołączyły do nich dwie postaci starotestamentowe: Mojżesz i Eliasz – świadkowie z Nieba.
I nagle ten kosmiczny rozbłysk światła! Sama najczystsza biel,  Wielkie Światło, które przenikało ich serca poczuciem szczęścia: „Panie, dobrze nam tu być!”. Zatracili się doszczętnie w głosie Jahwe płynącym jak muzyka wszechogarniająca z Nieba: „Ten jest mój Syn umiłowany”. Chcieli tu służyć: „Postawimy trzy namioty”…
Jahwe jednak inaczej rozpisał partyturę ich powołania. Czekała na nich następna góra: Golgota, wielka próba życiowa, łamiąca wszelkie schematy mesjańskie. Dopiero po jej doświadczeniu, trzeciego dnia, powróciło do nich to Wielkie Światło przemieniające, zwycięskie.

2006-08-05

HOLOKAUST.

W Bejrucie znowu masakra izraelska pośród cywilów libańskich. Za dwóch pojmanych żołnierzy zabili już setki niewinnych ludzi: kobiety i dzieci. Zburzyli im domy, zrujnowali ulice, zniszczyli mosty. Niszczą i zabijają, i nie godzą się na koniec zabijania chociażby z przyczyn humanitarnych. Tryskają butną świadomością najlepszego uzbrojenia swej armii na Bliskim Wschodzie. A co na to JAHWE, Bóg wszechwidzący? – Nie pytają.

I pomyśleć, że ta wola i to zabijanie wychodzi od tych, którzy dla upamiętnienia własnych strat wojennych powiedzieli: „Kto uratował choćby jedno życie, uratował cały świat”.

Niezbicie Żydzi w ten sposób tracą prawo do płakania przed całym światem nad holokaustem sprzed półwiecza. Nie mogą mieć też pretensji do nikogo, jak tylko do siebie, za budzący się znów w cywilizowanym świecie antysemityzm.

 

 

2006-07-25

SZMIRA.

Przeczytałem wreszcie „Kod Leonarda da Vinci” Dana Browna. Uffff, kawał szmiry!

Po Harrym Poterze druga książka na zamówienie pisana i nagłaśniana. Autorom udało się sporo zarobić, nawet w Polsce, na chłonności ludzkiego bezkrytycyzmu…  Hmm, ale sprawa Judasza jakoś już przycichła… Czyżby niewypał?

Na literackie, już nie ścieżki, ale bite trakty, wstąpiła odwieczna wojna z Kościołem.

Przeciwnik jednak nie liczy się z prawdą, ani historyczną, ani teologiczną, jakby jej nie trawił.

Ostateczna porażka wpisana jest we wszystko, co sprzeciwia się Prawdzie. Wiadomo, nie do kłamstwa należy ostatnie słowo.

2006-07-23

KRZYWE LINIE.

Bejrut straszy najnowszymi, coraz rozleglejszymi ruinami. W Hajfie rakiety Hezbollahu zabijają kobiety i dzieci na ulicach. Ludzie pozbawieni domów błąkają się zagubieni w chaosie niezrozumiałej wojny.

Przed dwoma tysiącami lat zanegowane przez Miłość stare prawo „oko za oko, ząb za ząb” znów ożyło.

Benedykt XVI zaprasza chrześcijan, żydów i muzułmanów do modlitwy i pokuty w intencji pokoju na Bliskim Wschodzie. „Caritas” katolicka przygotowuje pomoc humanitarną dla Libanu.

Świat oszalał, tylko Pan Bóg wciąż pisze prosto na krzywych liniach ludzkiej woli.

2006-07-15

OBCY.

Dzisiejszy Polak, który z sympatią ocenia wysiłki prawicowego rządu nad odbudową Ojczyzny podobny jest do obcego, który idzie wśród gruzów Polski Ludowej i musi oganiać się od zajadle szczekających i złowrogo warczących psów przywiązanych rzetelnie do swych bud postkomunistycznego porządku.

Ujadanie wpisuje się w rozległą kakofonię głosów: od wściekłych nie-taktów wobec osób na najwyższych urzędach państwowych aż po kasandryczne wieszczenia losów każdego nowego projektu rządowego.

2006-07-14

PRZYZNANIE SIĘ.

Ks. Michał Czajkowski wyznał swoje draństwo i przeprosił wszystkich za 20-letnie donoszenie władzom komunistycznym na swego biskupa, na ks. Jerzego Popiełuszkę i innych…

Potwierdzenie tej współpracy z ubecją przez ks. Michała jest dla niejednego katolika w Polsce wielkim ciosem w serce. Boli zapadnięcie się autorytetu, roztrzaskanie zaufania.

Myśle jednak, że ważniejsze jest teraz Michałowe serce.Otchłań kłębiących się i pomieszanych ze sobą dobrych intencji i złych czynów… Od chwili morderstwa, jakiego dokonali funkcjonariusze władzy na osobie ks. Jerzego, po zerwaniu współpracy z u.b., ks. Michał z pewnością  nosił w sobie ciemną przepaść wewnętrznego cierpienia. Permanentny stan zapalny! Czy miał jakąś irracjonalną nadzieję, że ta puszka Pandory nie pęknie?… Pewnie codziennie rano z lękiem otwierał oczy: czy to już dziś wszystko się wyda? Czy media dobrały się do mojej teczki? A może teczka została zniszczona? Przecież….

To istny czyściec! Przyznanie się i przeproszenie z pewnością przyniosło ulgę umęczonemu sercu. Teraz pewnie Bóg przyjmie jego pokutę.

2006-06-28

WSPOMNIENIA ROCZNICOWE_3

Oczywiście władza nie dawała za wygraną. Podczas ferii i wakacji ubecy odwiedzali kleryków w domach rodzinnych. Ja takie odwiedziny miałem już podczas pierwszych ferii bożonarodzeniowych. Agent tak umiał się zakamuflować, że mama, w oczekiwaniu na mój powrót z plebanii po Mszy św. porannej, ugościła go serdecznie jako przedstawiciela seminarium duchownego. Miał dokładne dane dotyczące mego życia szkolnego przed maturą zdawaną w Jaworze. Najpierw chwalił, potem szantażował, a wreszcie groził namawiając do spotkań w ciągu roku we Wrocławiu. Oczywiście, strach mnie obleciał, gdy przypominał mi moje „reakcyjne i wrogie Polsce Ludowej” zachowanie w szkole średniej. Paradoksalnie moc do przeciwstawiania się jego propozycjom czerpałem z narastającego uczucia obrzydzenia, o mało co nie zwymiotowałem, zwłaszcza wtedy gdy napomknął, że i on był kiedyś w seminarium duchownym.
Domyślam się, że po tej rozmowie założono moją teczkę w ubecji. „Czas teczki” w Polsce, przy tylu zmianach dziejowych, trwa do dziś, owocując wielką nienawiścią, niesprawiedliwością, a także bólem…

2006-06-27

WSPOMNIENIA ROCZNICOWE_2

Jako klerycy byliśmy chronieni  przez przełożonych od bezpośrednich ciosów mocnej pięści ludowej władzy. Zachowały się  jednak w pamięci echa zdecydowanego „Non possumus” biskupów polskich wypowiedzianych wobec promoskiewskich czynowników. Pamiętam wspaniałe reakcje naszych profesorów, gdy na wykłady przychodzili smutni panowie, a jeden z nich zawsze trzymał rękę w zanadrzu pod długim szarym płaszczem. Ks. prof. Kokoszka natychmiast przechodził na język łaciński w wykładzie z prawa kanonicznego i opowiadał nam anegdoty, z czego śmialiśmy się do rozpuku. Profesor Gawlik natomiast wyjaśniał „quinque viae sancte Thomae” w rozumowym dochodzeniu do poznania Pana Boga. Mówił po polsku podkreślając, że każdy kto używa rozumu, nie może negować możliwości poznania Boga. Najdowcipniejszy był prof. Wiertelak, salezjanin, który w specyficzny dla siebie, radosny sposób ubolewał nad powojenną inteligencją „z nadania”, pozbawioną czasu, by nauczyć się języka łacińskiego. Po takim przyjęciu agentów ubecji w seminariach duchownych, praktyka odwiedzin wykładowych szybko pomarła. Ks. rektor mocno pilnował, by żaden z ”wizytatorów” nie wszedł na wykład z teologii.

2006-06-26

WSPOMNIENIA ROCZNICOWE_1

Jakże zmienił się świat! Myślę dziś o tym świecie, w którym dane jest mi żyć od 42 lat w kapłaństwie. Szmat czasu. Przed kapłaństwem żyłem 24 lata, w tym 6 lat seminaryjnych jako bufor „między dawnymi a nowymi laty”. Gdy przyszedłem pierwszy raz do seminarium wrocławskiego, a był to również pierwszy mój przyjazd do Wrocławia, miasto stwarzało doskonały obraz do kręcenia filmów wojennych. Wszędzie gruzy, wielkie puste, zarośnięte place, odrapane kamienice, ciemne, powybijane okna w straszących nieprzyjemnymi niespodziankami podejrzanych melinach. Katedra była pięknie odbudowana, ale cały Ostrów Tumski był jednym wielkim wołaniem o lepszą przyszłość (albo o świetną przeszłość). Przez pierwszy rok studiów jeszcze zacieraliśmy ślady wojenne w wielkim gmachu. Ogród wewnętrzny, który do dziś urzeka figurą Matki Bożej Wspomożenia Wiernych stojącą nad fontanną wśród kwiatów i soczystej zieleni, wtedy miał swój początek. Własnymi rękoma  dźwigaliśmy i układali kamienie pod cokół maryjny. Tam też śpiewaliśmy litanię w majowe wieczory…

2006-06-15

BOŻE CIAŁO.

Dziś Twoje wielkie święto, Jezu Eucharystyczny. Niosłem Cię ulicami naszej parafii w monstrancji złocistej i bardzo zirytowany przepraszałem Cię za samochód rozkraczony na jezdni (mogli go przecież zaparkować na chodniku), za psa ujadającego jak na polowaniu podczas przechodzenia procesji (mogli go przecież zamknąć w domu), za puste, nieudekorowane okna (mogli przecież wystawić obraz święty czy kwiaty, lub jakiś emblemat pobożny przykleić na szybie), za mamuśkę z tobołem płatków przepychającą się do swojej córeczki z koszykiem na kwiatki (mogła przecież zrobić to wcześniej i delikatniej), za tatuśka, który swojej czteroletniej pociesze co krok robił zdjęcie przy sypaniu kwiatków(mógłby przecież okazać więcej opanowania), za dziewczynę w półnegliżu i chłopaka w krótkich spodniach zupełnie zagadanych w sobie (mogliby przecież zauważyć, że to jest procesja religijna, a nie spacer w palącym słońcu)… Gdy tak Cię przepraszałem naokoło, ogarnęła mnie nagle straszliwa cisza, jakbym wstąpił w dziwne pole głuchoty. Przeraziłem się. W tej ciszy zobaczyłem swoja irytację, jakbym patrzył we własną twarz zniesmaczoną, po prostu brzydką. I wtedy właśnie dopłynęła do mnie w tym gorącym powietrzu chłodna myśl: A jednak nas kochasz! Wszystkich bez wyjątku!!! Jaki wielki jesteś, Boże eucharystyczny…

2006-06-14

REKTOR W OGRODZIE.

W dzieciństwie oglądałem dagerotypy z pięknymi ogrodami angielskimi. W młodzieńczym wieku czytając poetów angielskich, nie stroniłem od barwnych opisów przestrzeni ogrodowej i tego co można w niej, wśród zielonych, równo przyciętych drzew wyprawiać! Ale przedwczoraj w Londynie zbaraniałem zupełnie widząc rektora seminarium duchownego recytującego ze schodów w ogrodzie poemat o sztuce ogrodniczej na cześć swego kleryka, który dwie godziny wcześniej otrzymał święcenia diakonatu, a który przez pięć lat jak cicha mysz polna – ostatni w kolejce do zaszczytów – zmieniał zaniedbane asfaltowe obejście seminaryjne w pachnący, kolorowy ogród, miejsce wypoczynku dla kleryków i profesorów. Jego Magnificencja studentowi!… Polsko, obudź się!!!

2006-06-02
PRZED ZIELONYMI ŚWIĄTKAMI.
No i mamy wiatr, ale niestety, nie z nieba. Raczej tylko szum… W każdym programie TV ktoś zwołuje gremium mędrców i debatują nad lustracją księży. W Jedynce złotowłosa księżniczka jak lwica broni swych niesłusznie skrzywdzonych i pomiatanych przez opinię, raz po raz swym upartym pytankiem dając po nosie adwersarzom po drugiej stronie lady opiniotwórczej…
Na Polsacie nawet jest chór klakierów (prawie jak w tragedii u Sofoklesa!) otaczający zaproszone gremium autoryteckie, znające się, oczywiście, na Kościele, podzielone demokratycznie (a jakże!) na dwa obozy. Sam wielki autor ze swego naczelnego miejsca dyskretnie (niby) czuwa nad kierunkiem sprzeczania się. Lisia robota na 102! No, bo niby wszystko tam jest, jak u Greków starożytnych, jest nawet świetnie sprzedające się hasło w tytule. Tylko prawdziwej troski o Polskę ani krzty. Jest szum… koniunkturalny, autokreacja dziennikarska, ale Ducha tam nie ma!

2006-05-31
BEZ SERCA.
Coś się zaczęło dziać po rocznej przerwie w lustracyjnej nieprzejrzystości księży. Kuria krakowska dała początek, czy najlepszy to sprawa dyskusyjna, bo zaczęto kończąc. Zamknięto usta kanonicznym kneblem kapłanowi prześladowanemu w stanie wojennym przez bezpiekę, której jednocześnie wtedy udawało się kaptować duchownych do współpracy. Ks. Isakowicz-Zaleski znając kilkanaście nazwisk księży, którzy wg niego byli agentami ubecji, okazał wielką niecierpliwość. A może bardziej krzywda od owych księży doznana dopingowała go do odkrywania prawdy na własną rękę? Chęć ujawnienia nazwisk nie miała przemyślanego dalszego ciągu, gdyż ks. Isakowicz nie ma żadnej mocy rozwiązywania dalej tej sprawy. Skutkiem byłby wielki tumult i ogromny kwik medialny. Ociężałość urzędu kościelnego w badaniu dokumentów z IPN-u u jednych budzi zgorszenie, a u innych kiwanie głowami z przymrużeniem oka i z domyślnym pytaniem: kto tam trzyma łapę na pulsie?… Jeżeli ks. Isakowicz po roku niecierpliwego czekania próbował podpędzić urząd, to ma, czego chciał. Żaden urzędnik nie da sobie w kaszę dmuchać! Ale wyraźnie zabrakło serca ojcowego. I tu chyba jest pies pogrzebany… A tumult wzrośnie i kwik spotężnieje.

2006-05-29
NOWY JORK.
Żydzi w Nowym Jorku są niezadowoleni z treści przemówienia Benedykta XVI w Birkenau. Uważają, że za holokaust odpowiadają nie tylko naziści niemieccy, jak mówił papież. Winą okładają cały naród niemiecki. Wypominają chłopakowi Josephowi Ratzingerowi, że był wcielony do Hitlerjugend.

Jakże daleko jeszcze do pojednania żydowsko – chrześcijańskiego! Trochę zrozumienia tej opieszałości daje pokorna lektura Biblii, która aż krzyczy o częstym braku posłuszeństwa narodu wybranego wobec swego Boga Jahwe. O tę pokorę i dziś chyba łatwiej Europejczykowi niż nowojorczykowi.

2006-05-28
ŚWIADECTWO.
Przejmujące i wzruszające usłyszałem dziś świadectwo kardynała J.M. Loustigera, żyda ochrzczonego w 14 roku życia, który dzięki temu uratował się, ale jego matka została zamordowana w Auschwitz. Wypowiedź papieża w Birkenau skomentował krótko: takie słowa właśnie tu, z tych ust powinny paść i… padły. Na jego twarzy malowało się głębokie wzruszenie.
A Benedykt XVI m.in. powiedział: „Ile pytań nasuwa się w tym miejscu! Ciągle powraca jedno: Gdzie był Bóg w tamtych dniach? Dlaczego milczał? Jak mógł pozwolić na tak wielkie zniszczenie, na ten tryumf zła? (…)Nie potrafimy przeniknąć tajemnicy Boga – widzimy tylko jej fragmenty i błądzimy, gdy chcemy stać się sędziami Boga i historii. Nie obronimy w ten sposób człowieka, przeciwnie, przyczynimy się do jego zniszczenia. Nie – ostatecznie powinniśmy wytrwale, pokornie, ale i natarczywie wołać do Boga: Przebudź się! Nie zapominaj o człowieku, którego stworzyłeś! To nasze wołanie do Boga winno jednocześnie przenikać i przemieniać nasze własne serca, aby obudzić ukrytą w nas obecność Boga – aby Jego moc, którą złożył w naszych sercach, nie została stłumiona i zagrzebana w nas przez muł egoizmu, strachu przed ludźmi, obojętności i oportunizmu…”

2006-05-27
BOGACTWO DUCHA.
Benedykt XVI – co za głowa!!! Nie można tego, co dziś powiedział papież w tylu miejscach: Wadowice, Kalwaria Zebrzydowska, Łagiewniki, Błonia, łatwo skonsumować duchowo. Za dużo tego! Dziennikarze brodzą w wątkach jak rybacy w stawie, łowiąc poszczególne zdania, myśli… Ich rozmówcy zaproszeni do studia w Krakowie wzruszają ramionami, rozkładają ręce, dukają, sylabizują idee papieskie i… uciekają się do swoich subiektywnych pomysłów rozpoznawania… Wyraźnie widać, że nad przemówieniami Benedykta XVI trzeba dłużej posiedzieć z nosem utkwionym w tekst. Trzeba czasu i myślenia!
Jestem oszołomiony wyrazistością i obszernością idei wypływających z przesłania papieskiego tej pielgrzymki: „Trwajcie mocni w wierze”. Śledziłem dziś uważnie, z jaką precyzją i przejrzystością omawiał w Wadowicach temat wiary w oparciu o doświadczenie chrztu i parafii rodzinnej Jana Pawła II. Tchu brakowało! Za jednym zamachem namalował dwa obrazy myślowe: bogaty, kolorowy obraz wiary swego poprzednika oraz projekt mojej wiary, słuchacza.

2006-05-26
PLAC HISTORYCZNY.
Wielka Eucharystia Papieska. Ponad 350 tysięcy uczestników pod gołym, bardzo mokrym, niebem!
W homilii (częściowo po polsku) Benedykt zaczął od szczerych i gorących podziękowań Opatrzności:
1. za możliwość obecności i modlitwy z Polakami na historycznym i znaczącym dla Polaków placu Marszałka Józefa Piłsudskiego,
2. za dwóch wielkich Polaków, osobiście znanych papieżowi, Jana Pawła II i kard. Stefana Wyszyńskiego, przez Opatrzność mocno związanych ze sobą jako ludzi Kościoła.
Temat główny, oczywiście, wywodził się z przesłania tej pielgrzymki: „Trwajcie mocni w wierze!”. Trwałość wiary buduje się w trzech przestrzeniach działania Ducha Świętego:
1. między wiarą i wyznaniem Bożej Prawdy,
2. między wiarą i całkowitym poświęceniem się Jezusowi w miłości,
3. między wiarą i życiem według przykazań Bożych.
Zakończenie bardzo krótkie, pełne życzliwości papieża dla Polaków:
„Niech Maryja, Królowa Polski, wskazuje wam drogę do swego Syna i towarzyszy wam na drodze do szczęśliwej i pełnej pokoju przyszłości. Niech nigdy nie zabraknie w Waszych sercach miłości do Chrystusa i Jego Kościoła”. Amen.

2006-05-25
BENEDYKT XVI.
Przyjechał i przemówił… po polsku! Bardzo miłe zaskoczenie, bo choć to były tylko „polskie rodzynki we włoskim cieście”, to jednak przyjemna niespodzianka. Tym właśnie zwycięskim(!) zmaganiem się z polszczyzną papież już na samym początku zjednał sobie sympatię chyba wszystkich Polaków. Na lotnisku mówił krótko, o wiele krócej niż nasz prezydent Lech Kaczyński, ale od progu sprawę postawił jasno: jest to pielgrzymka wiary, sentymenty na drugi plan! Rasowy więc teolog, ale i świadomy swego głównego zadania apostoł. Przyjechał, aby umocnić naszą wiarę, wszak hasło tej pielgrzymki brzmi: Wytrwajcie mocni w wierze! Przyjechał jednakże pełen pokory, bo dodał: chcę także posilić się waszą wiarą.
W katedrze warszawskiej przemówił do kapłanów. To zrozumiałe, odnowa wiary w społeczeństwie musi się zaczynać od umocnienia wiary samych jej głosicieli. Mają być świadkami Jezusa wśród ludzi. Powiem szczerze, to przemówienie wstrząsnęło mną. Papież mocno ustawił hierarchię wartości w życiu kapłańskim. Sprawy duchowe mają absolutny priorytet w działalności księdza. Gdy stwierdził, że kapłani mają być specjalistami od spotkania człowieka z Bogiem, z odległej przeszłości przybiegły mi na pamięć słowa mego pierwszego seminaryjnego ojca duchownego ks. Antoniego Kamińskiego: Mirek, musisz być specjalistą od modlitwy! Niczego więcej Pan Jezus nie będzie od ciebie oczekiwał… Mój Boże, ale ludzie wciąż ode mnie chcą czegoś innego! Papież ciągnął dalej swoją myśl, że do innych spraw są inni specjaliści. Czy nie jest to wyraźna wskazówka, że Kościół w Polsce musi się odklerykalizować?… Chyba inni księża podobnie odczuwają, świadczy o tym po homilii serdeczne skandowanie w katedrze: Benedetto! Benedetto!
Mam wrażenie, że Benedykt XVI zaczyna u nas nową epokę praktykowania wiary.

2006-05-22
CELNICY.
W Tygodniku Powszechnym ks. abp A. Nossol opowiada o tym, jak walczył z celnikiem dederowskim o książkę teologiczną ks. Josepha Ratzingera, którą udało mu się, przy niemałych wyrzeczeniach finansowych, kupić w Szwajcarii. Gdy mu na granicy celnik zabrał książkę, ks. Nossol wydarł mu ją z ręki wołając: ja dla niej głodowałem! I nie oddał. Niemiec z miną niezwyciężonego powiadomił celnika polskiego o przemytniku zakazanych książek. Polak z całą stanowczością zażądał oddania książki, a na ucho szepnął zmartwionemu pasażerowi, że książkę znajdzie w WC. Ciekawy jestem, czy ktoś z młodego pokolenia przyjmie bez niedowierzania tę historyjkę dziejącą się ongiś przy przekraczaniu żelaznej kurtyny? A jednak tak było.
Pamiętam podobny taki mój powrót, z Francji. Tuż przed wyjazdem z Paryża księża pallotyni wsadzili mi do torby podróżnej świeżutkie, pachnące jeszcze farbą, dwa opasłe tomy listów pasterskich episkopatu i ks. kard. Wyszyńskiego. Nie było już czasu przepakować bagażu dla zamaskowania tak cennego nabytku, oczywiście, zakazanego przez peerelowskie prawo! Książki leżały tuż pod zamkiem błyskawicznym wielkiej torby. Jechałem z drżeniem serca zwłaszcza przed przekroczeniem niemiecko-polskiej granicy. W przedziale ze mną jechał Francuz polskiego pochodzenia, profesor Liceum Króla Stasia w Nancy. Rozmawialiśmy o literaturze, o pamiątkach polskich w Lotaryngii, o przyjaźni polsko-francuskiej i o historycznych ciągotkach artystów polskich do stolicy kulturalnego świata, Paryża. Gdy przyszedł celnik polski, rozejrzał się po półkach, oczywiście zauważył moją do granic możliwości wypchaną torbę… Uważnie popatrzył nam w twarze i zapytał, czyja ta torba? Moja, powiedziałem. Czy pan przewozi druki zakazane?… Odpowiedziałem pytaniem: co to są druki zakazane? Celnik odparł z wyraźnym niezdecydowaniem i wyczekiwaniem: nnno… no, na przykład pisma pornograficzne… Odetchnąłem z ulgą i zagadnąłem mego towarzysza podróży z miną zdziwionego niewiniątka : czy ja wyglądam na takiego, co przemyca pisma pornograficzne? Pan profesor zareplikował skwapliwie: nie, pan nie wygląda. Celnik polski zasalutował i z delikatnym półuśmiechem pod wąsem wyszedł z przedziału.
Wspominając tamte nie do wiary czasy, myślę sobie, że polska dusza nawet w najtrudniejszych po ludzku czasach nie utraciła sumienia, czy chociażby zdrowego rozsądku.

2006-05-21
PRZED PIELGRZYMKĄ PAPIESKĄ.
Od śmierci Piusa XII nie przypominam sobie, by następny papież często wspominał swego poprzednika. Nawet Jan Paweł II czynił to bardzo rzadko. Pewnie wynikało to ze zwyczajów watykańskich. Benedykt XVI łamie zwyczaje kurialne i kieruje się potrzebą serca pełnego admiracji dla ogromnego bogactwa duchowego swego Poprzednika. Dlatego z przyjemnym zdziwieniem przyjmuję fakt bardzo częstego i bardzo ciepłego wspominania Polaka na Stolicy Apostolskiej przez jego następcę Niemca Benedykta XVI. Znamienne też jest, że papież po wizycie w Kolonii najpierw przyjeżdża do Polski, a potem dopiero pojedzie do swej rodzinnej Bawarii. Słuchając niedzielnych i środowych audiencji na placu św. Piotra z podziwieniem spostrzegam owoce wysiłków papieża, by do Polaków przemówić po polsku. Polszczyzna papieska jest coraz płynniejsza. Niechybnie przyjazd Benedykta XVI do Polski to wielkie wyzwanie dla niego, ogromny wysiłek językowy, ale może też i wyrzut samokrytyczny: tyle razy byłem w Polsce, dlaczego nie uczyłem się tego języka?… No, ale kto jest w stanie przewidzieć drogi Opatrzności Bożej?.

2006-05-19
MORZE.
Miguela de Unamuno nie da się czytać jednym tchem, chociaż w „Chrystusie Velazqueza” jest taki rytm frazy, który wręcz wymusza przyspieszanie duszy konsumującej tę niesamowitą poezję. W dalszym ciągu trwam w podziwie nad odwagą skojarzeń i rozległością wyobraźni poety:
Morze, drżące odbicie oczu
Pana, pierwsza kolebka życia;
zawsze obnażone i dyszące morze
– na jego błękitnym czole, bez śladu człowieka,
wilgotny jeszcze, pierwszy pocałunek Boga –
 (…)
Morze, we wszystkich wymiarach nieskończone, tak że zdolne jest pomieścić Tajemnicę Boga i tajemnicę człowieka. Bóg wcielony staje się człowiekiem „u-morzonym”. Morze uczłowieczone ma kolor oczu Pana, bo odbija niebo, które jest głową Boga. Jest kołysanką dla pierwszego Adama i pieśnią opłakującą śmierć drugiego Adama. Morze przyjmując krzyż, a na nim człowieka, otrzymuje ufne uspokojenie.
Przedziwną i straszną masz głowę, hiszpański Starcze, zbuntowany ziemski pielgrzymie, chodzący jednak przez całe życie na smyczy Boga!

2006-05-18
KODOWANIE UMYSŁÓW.
Nie jestem pewien, czy wielki eksperymentator z XV wieku, Leonardo da Vinci, rodem z Toskanii, byłby zachwycony, gdyby go obudzono dziś tym jazgotem massmediów dookoła rzekomo zakodowanej „Ostatniej Wieczerzy”. Czy byłby uszczęśliwiony rozgłosem jego nazwiska w XXI wieku? Za jego czasów, na przełomie wieków XV/XVI, choć niezbędna była mamona do życia, to jednak pieniądza nie stawiano ponad Prawdą. W Renesansie choć piękno człowieka oceniano bardzo wysoko, może nawet i za wysoko, to jednak nie był on pozbawiany sumienia!
Dziś profesjonalni czytacze zamykając książkę, czy oglądacze wychodząc z sali kinowej, mówią najspokojniej: przecież to jest świat fikcji zrodzony w głowach twórców. Nie ma się co przejmować pytaniem: czy tak było naprawdę?… Oczywiście, przejmowano by się tylko wtedy, gdyby wydawcy i producenci nie zarobili milionów dolarów na naiwności ludzkiej! Kto z nich pyta się dziś o szkody moralne w duszach młodych, nieumocnionych w wierze ludzi, którym zatrząsł się świat zbudowany na Ewangelii i zaufaniu do Kościoła?… Prasa podaje, że 20% Francuzów wierzy w to, co napisał Dan Brown. Brawo, 200 lat po zburzeniu Bastylii stary Wolter zaciera ręce z radości: rzucaj błotem, nawet na najczystszym zawsze zostanie coś z tego! Stary encyklopedysta, wróg Kościoła katolickiego, wskrzesza się dziś mentalnie nie tylko w tysiącach Francuzów. Reklama światowa, maszynka do robienia grubej forsy, uruchomiona dla wypromowania filmu Rona Howarda na podstawie tej powieści, nie widzi żadnych ograniczeń w rujnowaniu tego co jasne i piękne w kulturze chrześcijańskiej, stworzonej przez wieki wiarą tysięcy oddanych Bogu wyznawców i męczenników.
Kto więc się dziś najbardziej cieszy z bogatego żniwa naiwności i żądzy sensacji?…

2006-05-17
KS. MICHAŁ CZAJKOWSKI.
Agentem bezpieki? Donosicielem na abpa Kominka i ks. Popiełuszkę??? Wierzyć mi się nie chce! Przecież on na pewno był świadomy, że przed Jahwe nic się nie ukryje… Chyba nikt w Polsce nie może w to uwierzyć! On sam mówi, że to nieprawda… Ale skąd ten wątek wycofania się z kolaboracji po zamordowaniu ks. Jerzego?… Czy w tym wszystkim jest jakaś logika?… A może to już apokaliptyka???

2006-05-13
PAWŁOKOMA.
Dwa nurty uczuć można zauważyć w komentarzach na temat dzisiejszego polsko-ukraińskiego pojednania. Jedni ubolewają nad ludobójstwem, opowiadając o zamordowaniu w 1945 r. przez AK 150 Ukraińców we wsi podkarpackiej Pawłokoma. Inni natomiast wzburzeni przywołują kilkuletnią akcję „tworzenia” państwa ukraińskiego, pod okupacją tak sowiecką jak i niemiecką, drogą fizycznej likwidacji Polaków zamieszkujących ziemie uważane przez nacjonalistów za „etnicznie ukraińskie”.
Czy odwet na Ukraińcach dokonany przez Polaków może być usprawiedliwiony? Po przeszło 60 latach z pewnością liczba usprawiedliwiających ten mord zmniejszyła się wyraźnie i to nie tylko dlatego, że powymierali. Dziś, gdy emocje opadły, łatwiej jest spojrzeć w stronę Dekalogu i Ewangelii. Tak, ale trzeba spojrzeć w „Duchu i w Prawdzie”. Prawda domaga się wydobycia na światło dzienne całego dzieła nienawiści po obu stronach i wyrażenia skruchy przez winnych, a Duch woła o oddanie całej sprawy w ręce miłosiernego Boga. Samo „przepraszam” może nie wystarczać, jeśli wpierw, jednakowo Polak i Ukrainiec, nie spojrzy we własne serce i nie zobaczy, że właśnie tam leży źródło każdego odwetu. Prezydenckie przywołanie Modlitwy Pańskiej: „ odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom” musi stać się pobudzającym nerwem wszelkiego pojednania między spadkobiercami tak ofiar jak i morderców. Obie strony są chrześcijańskie, muszą więc w „Duchu i w Prawdzie” stanąć wobec Chrystusa.
Moje życie zostało mi drugi raz podarowane we wczesnym dzieciństwie, gdy moja – zraniona nożem w szyję -matka zdołała mnie ocalić w ucieczce z płonącego domu w czasie rzezi ukraińskiej pod Łuckiem. Podczas odwiedzin Wołynia w latach 90-tych nie odnalazłem ani na mapie, ani w rzeczywistości wsi mego urodzenia, została zrównana z ziemią. Udźwignąć ten ciężar psychiczny pomógł mi list biskupów polskich do niemieckich w czasie Soboru Watykańskiego II. Pełne pokory i pragnienia prawdy ewangeliczne słowa Polaków do Niemców „przebaczamy i prosimy o przebaczenie” pozwoliły mi uporać się ze swoją zadrą w sercu wobec Ukraińców.

2006-05-05
Dziś lekarze znów strajkują. Setki, a może i tysiące, ludzi będzie bez opieki medycznej. Pomoc lekarska zredukowana do najgwałtowniejszych przypadków. Wielu odejdzie z kwitkiem od tych, którzy dotychczas zawsze zasługiwali na zaufanie w niesieniu pomocy. Dla wielu pacjentów szpitalnych oczekujących na operację znów przedłuży się pasmo niepewności i strachu o życie, o przyszłość…
A tymczasem strajk: wołanie o godne (dostatnie) życie lekarzy.
Jak rozwiązać ten węzeł gordyjski? Jaki miecz jest tu potrzebny?

2006-04-28
GERMANIZM CZY POST-KOMUNIZM.
Życie potrafi wciąż sprawiać niespodzianki!
Dziś uczestniczyłem w pogrzebie mego kolegi ze studiów seminaryjnych (przed ponad 40-tu laty) w Oleśnicy, ks. profesora Jana Choroszego, wykładowcy na Papieskim Fakultecie i na wydziale filozofii Uniwersytetu Wrocławskiego. Pełna bazylika ludzi modlących się, sporo księży, dwaj arcybiskupi…. Były delegacje uczelniane… Z wielu ust padało wiele pięknych słów malujących sylwetkę zmarłego księdza profesora. Nad grobem poprosiła o głos pewna niemłoda pani z delegacji uniwersyteckiej. Mówiła rzeczowo, zwracając się do zmarłego kapłana raz i drugi przez: „panie profesorze”. Germanizm?…
Na stypie przy stole komentowano ten kazus. Ktoś się głośno zastanawiał: czy to jest skutek zapomnienia się językowego, czy raczej świadectwo pozostałości obyczajowej po ciemnych latach bierutowskiego uniwersytetu…
Przypominam sobie z tamtej epoki takie odzywki do panów w sutannie lub koloratce od (wyraźnie przeszkolonych) pań czy panów w urzędach, ekspedientek w sklepie, konduktorek w tramwaju, „panienek z okienek” na poczcie; no a milicjant podczas rewizji dokumentów używał dumnego: „obywatelu”…

2006-04-23
NIEDZIELA MIŁOSIERDZIA.
Z „Dzienniczka” św. s. Faustyny:
„Kiedy raz spowiednik kazał mi się zapytać Pana Jezusa, co oznaczaja te dwa promienie, które są w tym obrazie, odpowiedziałam, że dobrze, zapytam sie Pana.
W czasie modlitwy usłyszałam te słowa wewnętrznie: Te dwa promienie oznaczają krew i wodę – blady promień oznacza wodę, która usprawiedliwia dusze; czerwony promień oznacza krew, która jest życiem dusz…
Te dwa promienie wyszły z wnętrzności miłosierdzia mojego wówczas, kiedy konające serce moje zostało włócznią otwarte na krzyżu.
Te promienie osłaniają dusze przed zagniewaniem Ojca mojego. Szczęśliwy, kto w ich cieniu żyć będzie, bo nie dosiegnie go sprawiedliwa ręka Boga. Pragne, ażeby pierwsza niedziela po Wielkanocy była świętem Miłosierdzia. 
(299).

2006-04-22
JEZUS MIŁOSIERNY.
Z „Dzienniczka” św. Faustyny:
„Wieczorem, kiedy byłam w celi, ujrzałam Pana Jezusa ubranego w szacie białej. Jedna ręka wzniesiona do błogosławieństwa, a druga dotykała szaty na piersiach. Z uchylenia szaty na piersiach wychodziły dwa wielkie promienie, jeden czerwony, a drugi biały. W milczeniu wpatrywałam się w Pana, dusza moja była przejęta bojaźnią, ale i radością wielką. Po chwili powiedział mi Jezus: Wymaluj obraz według rysunku, który widzisz, z podpisem: Jezu, ufam Tobie. Pragnę, aby ten obraz czczono najpierw w kaplicy waszej i na całym świecie.
Obiecuję, że dusza, która czcić będzie ten obraz, nie zginie. Obiecuję także, już tu na ziemi, zwycięstwo nad nieprzyjaciółmi, a szczególnie w godzinę śmierci. Ja sam bronić ją będę jako swej chwały.
” (47,48).

2006-04-21
ZBRODNIA KATYŃSKA.
Polityk rosyjski mówi: nie było zbrodni w Katyniu! Autorytety światowe ze zdumieniem słuchają i… milczą sterroryzowani prawem „demokratycznej” wolności. Wolność Tomku w swoim domku. Trzeba więc skarżyć do międzynarodowej sprawiedliwości, bo tu chodzi o godność tysięcy Polaków pomordowanych i o honor milionów dziś żyjących we własnym kraju, budujących swą przyszłość na fundamentach chrześcijańskiej kultury zachodniej. Norwid w XIX wieku, patrząc ku wschodniej stronie, widział tam dzicz azjatycką. Czy w naszym wieku coś się zmieniło w tym obrazie?… Wierzę mocno w sprawiedliwość Przedwiecznego.

2006-04-19
PIERWSZY ROK.
Jak ten czas szybko biegnie! Już minął cały rok od konklawe po śmierci Jana Pawła II. Przypominam sobie zakończenie drugiej części Tryptyku Rzymskiego:
„Ty, który wszystko przenikasz – wskaż!
On wskaże…”
I wskazał. Najpierw ukazała się godność i piękno, i namaszczenie duchowością z wysoka samego konklawe. A potem Kościół ujrzał porozumienie i zgodę kardynałów co do jednego z nich: Josepha Ratzingera. Wybrano kandydata tak bardzo różnego od Karola Wojtyły, że dziennikarze natychmiast zaczęli się bać „pancernego kardynała”. A jednak pokazuje się po roku czasu, że wybrano człowieka z charyzmatem i z charakterem. Benedykt XVI nie boi się być sobą. Jest jednocześnie pokorny i odważny. Kocha swego świętego Poprzednika, a jednocześnie swoimi sposobami kieruje nawą Kościoła. Polsce na różne sposoby wywdzięcza się za Jana Pawła II. Zna dziś stan wiary w Kościele tak samo jak za czasów swej prefektury w Kongregacji Wiary, a jednak pierwszą encyklikę napisał o miłości. Jego czarne, głęboko osadzone oczy są tak samo przenikliwie patrzące i jednocześnie jakby skrywał się w nich lęk.
To na pewno będzie bardzo ważny pontyfikat, naznaczony silną osobowością Ratzingera, poddaną zupełnie i we wszystkim Duchowi Świętemu.

2006-04-17
PONIEDZIAŁEK WIELKANOCNY.
„Ci więc wzięli pieniądze i uczynili, jak ich pouczono. I tak rozniosła się ta pogłoska między Żydami i trwa aż do dnia dzisiejszego”(Mt 28,15). Znany to tekst biblijny o łapówce żydowskiej dla żołnierzy rzymskich. Cisza za pieniądze i rozgłaszanie za pieniądze. Kłamstwo za pieniądze! A przecież w tym samym czasie nieopodal Jezus Zmartwychwstały mówi: Jam jest! Nie lękajcie sie! Pokój wam.
Czy można przyklasnąć sumieniom redaktorów poczytnego pisma za ich przyznanie się do niezbyt dokładnego (mówiąc delikatnie)opracowania tematu „ewangelii Judasza” podczas rozmowy z księdzem Markiem Starowiejskim, największym znawcą literatury starożytnego chrześcijaństwa?… Przecież można było przed wydrukowaniem niedorobionego, a więc nieuczciwego, materiału skonsultować się z autorytetem.
Mówi się, że pracodawca płaci i pracodawca wymaga! W tym wypadku akurat pracodawca postanowił nie wymagać… A pieniądz, jak za czasów rzymskich, i dziś nie śmierdzi. Pecunia non olet!!!

2006-04-16
WIELKA NIEDZIELA.
Unamuno patrząc na białe i świetliste ciało Ukrzyżowanego, namalowane przez Velazqueza, mówi o nim jak o księżycu:
„biały księżyc w noc gwiaździstą,
czarną jak obfitość czarnych włosów
Nazareńczyka. Biały księżyc
jak ciało Człowieka na krzyżu, zwierciadło
słońca życia, co nie umiera nigdy.”
Mysli i obrazy poety chadzają tak różnymi od teologów drogami, a przecież i jednych i drugich kroki krążą wokół tej samej Prawdy. Człowieczeństwo Jezusa przynosi nam blask Boga, który ukrywa się po tamtej stronie rzeczywistości. Świeci odbitym blaskiem autentycznego Słońca, gdy tutaj jeszcze trwa noc.
Chwała poetom, gdy umieją w nocy śmierci zobaczyć poranek zmartwychwstania!

2006-04-15
WIELKA SOBOTA.
Dziś podczas „Jutrzni” odprawianej z wiernymi w naszym kościele ogarnęła mnie cisza rozlewna, zagarniająca. Cisza kontemplacji tego, co wczoraj się stało: człowiek ukrzyżował Boga!
Człowiek nadal krzyżuje Boga obecnego we współczesnym świecie. Wczoraj w nocy uczestniczyłem (przez TVP 1) w „papieskiej” Drodze Krzyżowej. Słuchałem z uwagą rozważań ks. abpa Angelo Comastriego. Bardzo jednoznacznie charakteryzował obraz dzisiejszego świata lansowany przez media zachodnie, zło nazywając po prostu złem. W III Stacji pierwszego upadku Chrystusa padły bardzo wyraziste słowa: „Dziś przez oszukańczą propagandę szerzy się głupia apologia zła, absurdalny kult szatana, szalone pragnienie łamania zasad, kłamliwa i pusta wolność, która wynosi kaprys, wadę i egoizm, ukazując je jako zdobycze cywilizacji”.
Te słowa wyszły spod pióra archiprezbitera Bazyliki św. Piotra, bliskiego współpracownika ojca św. Benedykta XVI. Wcześniej podobnego tonu nie można było zauważyć w wypowiedziach duchownych watykańczyków. Czyżby to była nowa linia po Vaticanum II, a – być może – przed Vaticanum III?…
Podobną wyrazistość i konkretność w widzeniu współczesnego świata już dawniej zauważyłem w „Raporcie o stanie wiary” Josepha Ratzingera.

2006-04-14
WIELKI PIĄTEK.
Dzisiejsze ceremonie są przejmujące. Im prościej odprawiane, tym głębiej wchodzą w duszę. Przeżyłem jednak ostry zgrzyt podczas modlitwy całego Kościoła w różnych intencjach. Zdawałem sobie sprawę, że włączam się w krwioobieg modlitewny Mistycznego Ciała. Czułem wagę mego skupienia i mych słów z innymi wypowiadanych… Ale przy intencji „za Żydów” zawahałem się, niestety.
Natychmiast przypomniałem sobie niedawną wypowiedź Marama Sterna, zastępcy sekretarza generalnego Światowego Kongresu Żydów, upierającego się wciąż, mimo protestów i wyjaśnień historyków badających okres II wojny światowej, przy nazwie z gruntu kłamliwej i dla Polaków krzywdzącej: „polskie obozy koncentracyjne”. Skąd ten upór: z niewiedzy zawinionej czy z nienawiści?
Cisza modlitewna przdłużała się, a Jezus się spierał ze mną: „Miłujcie nieprzyjaciół waszych”! W końcu wyszeptałem: Panie, łatwiej jest kochać nieprzyjaciół mądrych.

2006-04-13
WIELKI CZWARTEK.
Zabrakło mi dziś listu kapłańskiego od Ojca św. Zawsze był. Jan Paweł się nie spóźniał. Dziś nie ma i… nie będzie. Właśnie takie drobne wydarzenia rodzą wielkie przeżycia. Doprawdy wzmaga się we mnie tęsknota za Janem Pawłem II. Dziwne, nie umiem nawet tego nazwać, ale czuję, że należę do nieprzerwanego strumienia pielgrzymów licznie nawiedzających grób papieża Polaka na Watykanie. Pierwsza rocznica odejścia Karola Wojtyły ze służby Kościołowi na ziemi uświadomiła mi, że nie jestem sam. Takich nieutulonych są miliony na całym świecie. Miliony młodych i starych tęskniących za Ojcem św.
A kapłani dzisiaj mogą nadal cieszyć się Jego szczególną obecnością i pocieszeniem. Otwieram zbiór listów do kapłanów na roku 1989. Czytam, smakuję, raduję się, czuję Jego obecność. „Również i w tym roku pragnę dać wyraz wielkości tego dnia, który łączy nas wszystkich wokół Chrystusa. W Triduum sacrum Kościół cały pogłębia świadomość tajemnicy paschalnej. Do nas w sposób szczególny jest skierowany dzień Wielkiego Czwartku. Pamiątka Ostatniej Wieczerzy ożywia i uobecnia się w tym dniu w sposób szczególny – my zaś odnajdujemy w niej to, czym żyjemy, to, kim z łaski Bożej jesteśmy”.
Jakże nie cieszyć się tymi słowami, które są świadectwem nieprzerwanej obecności, towarzyszenia nadal Ojca św. na mojej drodze kapłańskiej!

2006-04-12
TOLERANCJA.
Znów niektóre media podniosły wrzawę w wielkim oburzeniu, że wice minister edukacji odważył się mówić do nauczycieli o potrzebie modlitwy w procesie wychowania szkolnego. Zarzut główny to: złamanie konstytucyjnego prawa świeckości szkoły. Media więc stanęły w obronie rzekomo zagrożonej tolerancji!
A jak jest faktycznie?
Świeckość w żadnym wypadku nie jest tu zagrożona. Gołym okiem to widać, modlą się przecież także ludzie świeccy! Prawdziwa modlitwa może wypływać tylko z wolnego serca ludzkiego: tak wychowawcy jak i ucznia. Nikt nie może nikomu odbierać tej wolności. Ponadto wpływ modlitwy na dobre wychowanie pokoleń Polaków potwierdzają całe wieki trudnej przecież naszej historii. A patrząc obiektywnie niedaleko wstecz, łatwo zauważyć, że do nieszczęść, jakie spotkały nasz kraj w połowie XX wieku, doprowadził nazizm, a potem komunizm, obie ideologie ze źródeł ateistycznych wywodzące się.
Deprecjonowanie więc roli modlitwy w szkolnym procesie wychowawczym faktycznie nie jest upominaniem się o konstytucyjne prawo świeckości szkoły, lecz walką o szkołę ateistyczną. Tak to wygląda rozumienie tolerancji w niektórych mediach polskich, już prawie niepolskich.
Dodam jeszcze jeden argument: z Jana Pawła II! Nikt w naszych czasach nie objaśnił lepiej pojęcia i stosowania tolerancji, a przecież był to Człowiek wielkiej modlitwy!

2006-04-11
NOC ZDRADY.
Niesamowite przeżycie przekazuje Jan Ewangelista opisując Ostatnią Wieczerzę z Chrystusem. Jezus zastosował zupełnie nowy rytuał. Umoczył chleb i podał kawałek Judaszowi, o którym wiedział, że zaraz wyjdzie z Wieczernika, aby Go zdradzić. Jan też wiedział. Od Jezusa. Jan bacznie obserwował sytuację i w końcu stwierdził: Judasz „po spożyciu kawałka chleba zaraz wyszedł. A była noc” (J 13,30). Noc przecież już była wcześniej, ale jej nie zauważono, była czymś naturalnym, zmysłowym. Wyjście zdrajcy do zdrady rozciąga noc w duszy. Jan, najbardziej wrażliwy apostoł Jezusa, zobaczył ją.

2006-04-10
DIABEŁ – NIEDIABEŁ.
Dziś rano w Jedynce radiowej przytoczono słowa pana Jana Rokity znów krytykującego poczynania rządu. Pewnie bym nie pamiętał tych „finezyjnych” złośliwości gwiazdora polityki opozycyjnej, gdyby nie rozmowa usłyszana dziś w kolejce na poczcie. Jedna pani mówiła do drugiej: Wiesz, słuchałam rano Rokity i gdy mówił, że naszemu rządowi nic się nie uda, a zwłaszcza gdy nazwał go „nierządem”, żałowałam, że nie stoję przy nim, bo bym mu zdarła ze łba ten jego czarny kapelusz i ujawniła jego rogi! – No tak, pomyslałem: nomen – omen. Skoro rokita to i rogi powinny być. Śmiech się rozległ w kolejce, ale ze zdziwieniem stwierdziłem, że nie było w niej ani jadnego moherowego beretu.
Mam jednak wrażenie, że ta pani raczej myliła się, ulegając swej wielkiej niechęci do złośliwego polityka, bo przecież diabeł jest za inteligentny, by paradować w rogach.

2006-04-09
JUDASZOWE ODKRYCIE.
Nowa sensacja! Najpierw był „Kod Leonarda da Vinci”. Ten przynajmniej ma autora, nie ukrywa się i można było stante pede dać mu odpowiedź rzetelności… Ale że poprzewracał w głowach młodych, których nie stać na przeczytanie drugiej książki na ten sam temat, tego się nie da ukryć. I chyba na to liczył pomysłodawca tematu (pomijając liczenie na grubą kasę!).
Sprawa z odnalezieniem rzekomego dokumentu Judasza Iskarioty, apostoła Jezusowego, jest sprytniej uknuta i z zaangażowaniem środowisk naukowych. Trochę minie czasu nim naukowcy dojdą do rozszyfrowania tej mistyfikacji antychrześcijańskiej, a w tym czasie sprzeda się niemało książek już przetłumaczonych na kilka języków. Ten pośpiech propagandowy i zaskakująco dokładnie przygotowana reklama „znaleziska”, rozpoczęta właśnie pod koniec Wielkiego Postu, obudziły we mnie ostrożność w dawaniu wiary temu „wydarzeniu”…
Zresztą pomysł ze znalezieniem czegoś „starożytnego”, podważającego fundamenty chrześcijańskiej wiary, nie jest niczym nowym. Ameryka wyprodukowała już kilka podobnych „odkryć”. Były powieści, były filmy mające świadczyć o „wielkim zatroskaniu” środowisk antychrześcijańskich (wielkiego biznesu)o przyszłość Kościoła katolickiego, że umiera… Jakoś nie umarł. Na pewno po tych wieściach nadal będę spał spokojnie.

2006-03-26
DOBRE WYCHOWANIE.
To zaczyna być i denerwujące, i niesmaczne, i nie może nie budzić zaniepokojenia. Różni dziennikarze telewizyjni przybierają pozę „autorytetów narodowych”. Po każdej wiadomości, więcej lub mniej skomentowanej, jest przywoływany „z zewnątrz” jegomość (rzadziej jejmościanka!) i wygłasza zgrabnie ułożoną tezę na dany temat. Pytam: co się dzieje? Czy ci państwo redaktorzy nie widzą, jak są śmieszni???
Jest jeszcze jeden, chyba ważniejszy, problem. Kto dziś polskich dziennikarzy uczy etyki, i czy w ogóle uczy? Należałoby, choćby w bardzo wąskim zakresie, przysposobić absolwentów studiów dziennikarskich do okazywania szacunku dla osoby rozmówcy, czy dla osoby omawianej, bez względu na jej przekonania polityczne lub religijne, także bez względu na jej status społeczny. W tej materii świadomość granicy między dobrem a złem, między szacunkiem a lekceważeniem jest tak samo konieczna, jak przygotowanie pedagogiczno-psychologiczne dla nauczyciela jakiegokolwiek przedmiotu w szkole.

2006-03-23
REKOLEKCJE.
Właśnie się skończyły. Prowadził młody jezuita, zaledwie 10-latek zakonny, a w kapłaństwie tylko dwa lata. Pomagała mu grupa młodych przyjaciół nieźle uzdolnionych muzycznie.
Kiedy byłem nastolatkiem przed maturą, „polowałem” na rekolekcjonistów ze stażem. Wsłuchiwałem się w „doświadczenie życiowe” ich wiary. Myślałem, że trzeba uczyć się od starszych, jak żyć w dojrzałości. Ich skarbiec życiowy był jakimś oparciem, zapleczem dla budowania mojej nadziei na przyszłość.
Dziś, zauważam, jest odwrotnie. Młodzi księża są słuchani z uwagą przez chłopców i dziewczęta projektujacych swą przyszłość. Potrzebny jest im nie ten, co posprawdzał już swe życie, ale ten co z nimi razem smakuje życie. U młodych dziś zauważa się wielkie zapotrzebowanie na autentycznych świadków, żyjących tu i teraz. Starsi dla nich są niebezpieczni, bo mogą się wymądrzać! Stary mówi: idź tu, nie chodź tam… Młody proponuje: chodźmy tam, chwyta za rękę i mówi: pobiegnijmy razem…

2006-03-01
POPIELEC.
Bardzo dużo ludzi podeszło dziś do ołtarza z pochylonymi głowami po popiół. Środa Popielcowa należy do bardzo trwałej tradycji w Polsce, na równi ze „święconką” wielkosobotnią. Popiół sypany na głowę to mocny i poruszający znak. Tak, ale czego znak? Nawrócenia, ale jak głębokiego?… Chyba bardziej widać w tym pochyleniu głowy pod popiół poczucie znikomości, kruchości życia, niewydolnej kondycji ludzkiej… Dobre i to, ale w nawróceniu potrzeba jeszcze ruchu w kierunku Mocy, w kierunku Źródła odnowienia życia. Niestety, do Komunii św. przyszła znikoma ilość „spopielałych”.

Czyż nie dzieje się podobnie w Wielką Sobotę? Przed południem tłumy z koszyczkami przed kościołem… Na Rezurekcji mocno przerzedzona częstotliwość obecności.

Naskórkowa wiara?…

2006-02-21
WALKA
Gdy w dzieciństwie uczyłem się historii, gdzie zawsze było mnóstwo konfliktów wielkich i małych, miedzynarodowych, międzywyznaniowych i międzyosobowych, obraz zwykle wyłaniał się dwubarwny: biali to przyjaciele Boga, a czarni to wrogowie. Oczywiście wytłumaczenie istnienia tych konfliktów bardzo łatwo znajdowałem na samym początku Biblii, w opisie pierwszego zabójstwa: Kain zabija Abla. Tak już pozostanie na zawsze po grzechu pierworodnym: muszą być przyjaciele Boga i muszą być wrogowie Boga. I musi być między nimi walka!
Zupełnie niedawno rozmyła mi się ta dychotomia czarno-biała. Pobożne siostry betanki w przepięknym Kazimierzu Dolnym, z zabytkową farą górującą nad uroczym Rynkiem, poradziły sobie inaczej, skoro za murami klasztornymi nie ma wrogów Pana Boga, trzeba ich stworzyć (albo obudzić)! Pion charyzmatyczny skrzyżował miecze z pionem władzy (nawet papieskiej!) Uparta walka trwa o dobre imię Boga i Kościoła. Nie ma dziś już ani Germańca, ani Rusa, więc… A po soborze skończyły się czasy, gdy to tylko rycerscy mężowie toczyli boje, a białogłowy nudziły się oczekiwaniem na wyniki…
Ale i wśród mężczyzn nie jest gorzej. Byłem zaproszony na obiad z okazji pewnego naukowego osiągnięcia w pewnej kościelnej uczelni. Zdawało się, że spotkali się tam sami przyjaciele Boga. Jednak już przy zajmowaniu miejsc objawiało się wyraźnie, że nie. A gdy przyszedł czas na toasty, umizgi towarzyskie i tokowanie na oczach super szefa, w końcu stołu usłyszeć można było słowa znudzenia, dezaprobaty, posądzenia o nieszczerość i wreszcie kilka uczonych koloratek wyniosło się cichaczem, rzekomo po angielsku.
Tak jest, walkę mamy wpisaną w trzewia nasze. Może to dlatego, że Kain i Abel byli braćmi zanim stali się wrogami?…

2006-02-16
SKARGA
O. Rydzyk ma prawdziwego pecha! Gdyby nie był zakonnikiem, założyłby sobie rozgłośnię radiową czy telewizję prywatną i jedynym wielkim problemem, jaki by go trapił, byłaby umiejętność zdobywania pieniędzy na każdy następny program.
Prywatne media lewicowe, czy mają inny wielki problem? Szukają pieniędzy (i popytu) wszędzie, gdzie i jak się da, nie omijając ani osób (filmy, wkładki o Janie Pawle II), ani miejsc, ani obrazów świętych… A ileż tam swobody! Nie tylko w komentarzach, nawet wiadomości podawane są tak, że aż błyszczą od złośliwości wobec inaczej myślących, a ironia sączy się strużkami z kącików ust niewinnie uśmiechających się prezenterek. „Homo sovieticus” przeniósł się do socjalistycznej Europy wielkiego biznesu i stamtąd buduje sobie w naszym kraju wygodny byt.
Ciężki orzech do zgryzienia ma przełożony ojca Rydzyka. List – skarga biskupów polskich na media prowadzone przez zakonnika to nie przelewki. Trzeba zmierzyć się odpowiedzialnie z tym problemem… Jak zwykle warto sięgnąć do Biblii. Święci hagiografowie biblijni rzadko używali opozycji: prawica – lewica. Jeżeli ktoś jest prawy, to przeciwnik jego może być tylko nieprawy. Cały obóz polityków dzisiaj stojących u władzy i ci, którzy ich nagłaśniają, muszą wpoić sobie głęboko w umysł i serce prostą prawdę: żeby być „prawicą”, nie wystarczy nie być „lewicą”.

Biblia, z księgi Przypowieści Salomona:
„Nieprawy otrzyma zysk zawodny, pewna nagroda dla siewcy prawości” (11:18);
„Z winy swych ust nieprawy w potrzasku, mąż prawy uniknie nieszczęścia” (12:13);
„Człowiek nieprawy zło gotuje i ogień mu płonie na wargach” (16:27).

2006-02-08
KARYKATURY MAHOMETA
Wielka wrzawa dokoła karykatur Proroka muzułmanów. Media podnoszą larum we wszystkich możliwych kierunkach, rozstrząsają wszelkie aspekty wolności i braku tolerancji. A przecież wyraźnie nieobecny jest tu wątek o wartościach, o świętościach, dla których się naraża życie i (co teraz widać wyraźnie) których sponiewieranie nie może ujść bezkarnie.

Pogańska Europa w swym rozpasaniu wolnością już zdążyła wyśmiać i podeptać wszystko co święte w chrześcijaństwie. A ci, którzy ośmielali się podnosić głos sprzeciwu już nazwani zostali fundamentalistami. Nieposkromiona ręka liberalizmu sięgnęła świętokradczo po sakrum islamu.
I oto mamy bolesną lekcję: marna to wolność, która prowokuje ból i wściekłość.

Co myślą o nas pierwsi chrześcijanie, którzy życie oddawali za wiarę w Chrystusa??? I dopóki zostanie bez odpowiedzi wołanie Jana Pawła II: „Otwórzcie drzwi Chrystusowi”?…

2006-02-02
DZIEŃ ŻYCIA KONSEKROWANEGO
Święto osób konsekrowanych! Łatwo i przyjemnie się o tym myśli, widząc solenną Mszę konwentualną w koncelebrze wielu zakonników lub gdy się uczestniczy w uroczystości składania ślubów zakonnych, a nawet gdy jest możliwość rozmawiania z siostrami karmelitankami za kratą klauzurową…
Ale „konsekracja” to nie tylko uroczystość.
Pamiętam z pierwszych lat wikariatu gospodynię na plebanii w Kudowie Zdroju. Należała do zgromadzenia służebniczek śląskich. Była „niemożebnie” gruba, wtaczała się jak czołg do wielkiej kuchni i robiło się wtedy jasno nawet w pochmurny dzień, a to dzięki jej słonecznemu uśmiechowi. W swoich zasmarowanych fartuchach kursowała między kuchnią, pralnią, strychem, piwnicą i ogrodem, i zawsze była gotowa przyjąć nowe dyspozycje do niespodzianego zajęcia. Gotowała bardzo smacznie. Kiedy przychodziłem po katechezie do kuchni, pytała zagadkowo: „księżoszku, chcielibyście coś zmaszkecić? Zajrzycie no do bifeju”. A niespodzianki były zawsze smaczne i pożywne. Nazywaliśmy ją po prostu „muter”.
Wiele lat później spotkałem w Świebodzicach siostrę notredamkę, ogrodniczkę. Jej żywiołem był skrawek ziemi za domem dla dzieci niesprawnych psychicznie i fizycznie. Całymi dniami tkwiła zgarbiona na grządkach. Do kaplicy czy na posiłki człapała na końcu, często po drodze wydłubując ziemię spod paznokci. Nigdy nie narzekała. Cichutka i malutka. Jej ogród nie tylko zaspokajał potrzeby wszystkich mieszkańców domu, ale wiosną mienił się kolorami jak pyszny dywan perski.

Te kobiety miały w sobie szczególne piękno, nosiły w duszy przedziwny pokój, który odbijał się radością na twarzy. Mimo ciężkiej pracy były prawdziwie wolne, bo potrafiły kochać; każda w swoisty sposób, choć te same potrójne śluby je wiązały.
Czyż nie to jest właśnie cudownym dziełem Boskiej konsekracji życia na ziemi?… Osoby konsekrowane są zapowiedzią błogosławionego życia w Niebie.

2006-02-01
PROFANACJA
Zakład pogrzebowy miał miejsce na przechowanie zaledwie sześciu nieboszczyków, a przyjął tyle, ile pracownicy zdołali wynieść spod gruzów zawalonej katowickiej hali, czyli o wiele, wiele ponad normę. Musiało więc dojść do profanacji ciała ludzkiego.
Bez religilnej definicji człowieka do profanacji w zakładzie pogrzebowym może dojść z bylejakiego powodu: z lekceważenia przepisów pracy, z wygodnictwa i bezmyślności pracowników, z pazerności finansowej kierownictwa, a nawet ze swoiście pojmowanej chęci niesienia pomocy rodzinom licznych zmarłych…
Zastosowane rygory prawa mogą wiele naprawić, ale dopóki nie będzie w sumieniu religijnej wizji człowieka: z ciałem i duszą, nie uniknie się poniżania człowieka po śmierci. Bez bojaźni Bożej w sercu bardzo łatwo jest stoczyć się na dno hitlerowskich krematoriów.

2006-01-30
PODAROWANE ŻYCIE
Żałoba w Polsce trwa. Jakże czynna to żałoba! Zweryfikowano ilość śmiertelnych ofiar: 62 osoby, a nie 67. Wszystkie media wciąż mówią o katastrofie. Nie pomijają faktu wyrażenia współczucia Polakom przez ojca św. Benedykta XVI, ani nie milczą o modłach zanoszonych w kościołach jak Polska długa i szeroka. Portale internetowe zmieniły kolor na barwy czarno-białe. Caritas i PCK otwarły specjalne konta bankowe, wpłaty płyną z całego kraju. Sieci komórkowe otwarły specjalny numer 72720 dla SMS-ów o treści: „Katowice”. W punktach krwiodawstwa długie kolejki ofiarodawców. Rośnie liczba wolontariuszy pomagających w różnych akcjach wokół katastrofy. Wielkie zapotrzebowanie na psychologów… Dlaczego się nie mówi o pomocy niesionej przez kapłanów?…
W szpitalach ranni już mają siłę i ochotę opowiadać o swoich przeżyciach. Najbardziej wzruszająco brzmią wyznania typu: Zostałem uratowany… Bałem się, długo pukałem w blachę, czekałem, ale mnie znaleźli… Żyję od nowa… Bóg podarował mi nowe życie… Tam odkryłem, że nic się nie liczy poza miłością… Moje życie teraz należy tylko do moich bliskich…
Te wypowiedzi mają moc budowania Nadziei!
Prawdę o „życiu podarowanym” po raz pierwszy usłyszałem dawno temu z ust księdza Franciszka Blachnickiego, także Ślązaka. Gdy sowieci skazali go na śmierć, Pan Bóg wyprowadził go z niej obronną ręką. Kiedy znalazł się bezpieczny, zrozumiał i powiedział sobie: „moje życie już do mnie nie należy!”. W ten sposób narodził sie Ruch Oazowy Światło, Życie.

2006-01-29
KATASTROFA W CHORZOWIE
Pod zawalonym halowym dachem ponad 200 osób poszkodowanych, w tym 66 śmiertelnie. Pokryła się żałobą Polska, zamarł Śląsk w żalu, umilkli kibice pod Wielką Krokwią w Zakopanem. Nie słychać w eterze panów, ani Tuska, ani Rokity – ogólnonarodowych przeszkadzaczy i poganiaczy rządu… Czyżby politycy rzeczywiście zrozumieli w obliczu tak wielkiej katastrofy, że najważniejszy jest człowiek, że to na nim trzeba skoncentrować swą troskę o przyszłość kraju?…
Nie torpedować lecz współdziałać!

2006-01-18
KS. JAN TWARDOWSKI
Dziś wieczorem odszedł do Wieczności ks. Jan Twardowski. Poeta wiary, nadziei i miłości prostej i śpieszącej się, bo ludzie „tak szybko odchodzą”. Poeta od Pana Boga niewidzialnego i widzianego w najmniejszych stworzonkach bożych. „Bóg jest tak wielki, że nie ogarnia Go wszechświat i tak wielki, że może się pomieścić w tym co najmniejsze”.
Spotkałem księdza Jana jeszcze w mych latach kleryckich, właściwie był w moim kapłańskim życiu od zawsze. Na obrazku prymicyjnym umieściłem fragment jego wiersza:
„Własnego kapłaństwa się boję,
własnego kapłaństwa się lękam
i przed kapłaństwem w proch padam
i przed kapłaństwem klękam”.
Już ponad czterdzieści lat te słowa uczą mnie pokory wobec Najwyższego Kapłana i niekłamanej czci dla braci w kapłaństwie.
Ks. Jan Twardowski odchodził dziś spokojnie otoczony przyjaciółmi w Warszawie, a w niebie oczekiwali go jego ulubieni święci. Przewidział wcześniej tę drogę:
„Zaufałem drodze
wąskiej
takiej na łeb na szyję
z dziurami po kolana
takiej nie w porę jak w listopadzie spóźnione buraki
i wyszedłem na łąkę stała Święta Agnieszka
– nareszcie – powiedziała
– martwiłam się już
że poszedłeś inaczej
prościej
po asfalcie
autostradą do nieba – z nagrodą od ministra
i że cię diabli wzięli”.
Przeżył ponad dziewięćdziesiąt lat, zawsze oddany najgłębiej swemu kapłaństwu, a jednocześnie w niezmiennej wolności ducha. Obdarzył nas jednak lawiną swych wierszy dopiero wtedy, gdy komuna wypuściła z rąk cugle swej władzy, także nad procesem drukowania. Jego wiersze są jak światełka w ciemności, jak kamienie położone przez rzekę na drugi brzeg człowieka, jak szczeble drabiny do Nieba.

2006-01-13
ŻYCIE
Codziennie, nawiedzając mieszkania parafian, dotykam ciężkiego, prawdziwego życia.
Oboje rodzice bez pracy, żyją z zasiłku przy dopłatach ze strony dziadków; starsi państwo mówią z rozbrajającym uśmiechem: nam już wiele nie potrzeba…
Inna rodzina: matka w domu przy trójce dzieci. Ojciec „złapał” pracę w prywatnej firmie zagranicznej, wychodzi z domu na ósmą i wraca po dwudziestej. Czym jest dla niego niedziela? – Wielkim spaniem. A dzieci?…. Praktycznie nie widują taty.
Gdzie indziej: kobieta samotna. Mąż od lat w Niemczech zarabia w firmie remontującej mieszkania. Syn po studiach wyjechał w ubiegłym roku do Anglii. Mieszka z innymi Polakami w sześciosobowym pokoju. Pracuje nocami u Polaka, który płaci,lub nie płaci, ile chce i kiedy chce. Kiepska sprawa, ale ma nadzieję, że to się zmieni, zapisał się na kurs językowy…
Na końcu ulicy rodzina czterodzietna, drobiazg szkolny. Ojciec niezrównoważony psychicznie, przepada często na kilka dni. Matka drobniutka, zabiedzona, choć jej twarz mówi jeszcze o pięknie, które, niestety, przemija… Troska o czwórkę dzieci i stresy związane z mężem zrobiły swoje. Brakuje na wszystko pieniędzy.
Dziś kilka kopert wpłynęło do mojej kieszeni. Trzeba je zostawić w tej rodzinie. Sprawiedliwość o to woła.

A w tym samym dokładnie czasie politycy w sejmie gadają do pustych foteli, spierają się o daty pierwszego czy drugiego czytania, wylewają rzeki słów, by nic nie powiedzieć, częstują sie pakietami zgoła nieparlamentarnych epitetów, przerywają obrady, umawiają się za kulisami, zwołują konwent seniorów, zadrukowują tony papieru. Rzekłbys: praca jak w ulu…
Media ogłaszają każdy ruch, każde słowo posła czy posłanki głośną tubą i na pierwszym miejscu w wiadomościach radiowych, telewizyjnych. Prasa woła tłustym drukiem: „zerwany sejm”, „zamach stanu”, „koniec rządu”. A nazajutrz: „nowe porozumienie”, „jest nadzieja” itp… Dokładnie: papierowe życie.
Czy to Polska właśnie?…

2006-01-12
MYŚLI
Dlaczego warto kończyć wieczór dobrymi myślami? Poczytać piękną książkę, rozwinąć modlitwę dziękczynną, porozmawiać przez telefon z przyjacielem, przyjaciółką, napisać miły list do rodziców…
Po prostu: piękne, dobre myśli wrócą do nas rankiem i ozłocą nawet najpochmurniejsze pierwsze chwile nowego dnia.
Złe myśli wieczorne dopadną nas o poranku i zatrują cały dzień.

2006-01-10
CHODZENIE PO KOLĘDZIE
Z wieczora na wieczór wzrasta nie tylko ilość metrów, czy kilometrów, odczuwanych w stopach. Rośnie ciężar smutku. Nie ma niemalże domu, w którym by się nie rozegrała jakaś, większa lub mniejsza, dawniej czy obecnie, tragedia rodzinna… Czy ktoś się domyśla, z jakim garbem psychicznym wychodzę z jego mieszkania?

2006-01-08

BISKUP ANDRZEJ.

Jak w rodzinie upływ czasu poświadczają rodzące się nowe dzieci, tak w Kościele o przemijaniu powiadamiają coraz to młodsi biskupi. Uczniowie przychodzą, my odchodzimy.

Bp Andrzej był młodym studentem, gdy w jego domu szukałem schronienia przed poszukującą ubecją po którymś z kazań katedralnych. Matka jego, pani Profesor Politechniki Wrocławskiej, ani przez chwilę nie wahała się, by ukryć księdza. W blokowisku łatwiej umknąć oczom ciekawskich niż na ulicy willowej, ale meta musiała być krótkotrwała, gdyż w nowych mieszkaniach każdy uczciwy wrocławianin miał po kilku sąsiadów ubeków. Pani Profesor była głęboko wierzącą katoliczką, nawróconą z ateizmu. Młody Andrzej dojrzewał życiowo w gorącej atmosferze religijnej i patriotycznej. A poza tym był niesamowicie zdolny i chłonny umysłowo.

2006-01-06
WCIELENIE
Człowiek jest istotą straszną!
Potrafi się we wszystko wcielić.