2007

2007-12-31

OGIEŃ.

Koniec roku mija pod znakiem ognia. Blisko sto osób ogień pokaleczył i wysłał do szpitala. Kilkanaście młodych i starych osób zaczadzonych, poparzonych i spalonych rozstało się z doczesnością. Miej, Panie, miłosierdzie dla dusz w tak tragicznych okolicznościach stających przed Twym Boskim Majestatem.
A co można powiedzieć o tych, którzy postanowili zabawić się petardami i już nigdy na zabawie sylwestrowej nie pokażą swej twarzy, nie zobaczą już kolorów i nigdy nie dotkną niczego własnymi palcami?… Kto się zlituje nad ich głupotą?

2007-12-30

MAŁŻEŃSTWO.

Dzisiejszy list Episkopatu o rodzinie przypomina jednoznacznie: „U podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie […] Tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa”

Czy wszyscy Polacy mogą pokochać biskupów za te słowa? – Mogą, jeżeli autentycznie pokochają Chrystusa. To nie do wiary, jak mocno Chrystus Pan szczęście małżonków i trwałość ich miłości związał ze swoją w nich obecnością.

2007-12-29

IN VITRO.

Problem refundowania kosztów zabiegu zapłodnienia „in vitro” porusza dziś polskie umysły. Populistyczne obietnice premiera i pani minister zdrowia postawiły ludzi przeciwko sobie. Strony walczące nie chcą słuchać siebie nawzajem. Profesor nauk medycznych, lekarz ginekolog, biolog czy inżynier biotechnik widzą w zarodku jedynie materiał biologiczny nadający się do prowadzenia wszelkich eksperymentów i to w celu polepszenia życia i zdrowia ludzkiego. A więc, dlaczego nie eksperymentować? Ileż szczęścia i radości ze spełnionych marzeń może otrzymać rodzina, której urodziło się wreszcie dziecko „z próbówki”?  Myślę jednak, że byłoby o wiele mniej szczęścia w oczach tych rodziców, gdyby mogli zobaczyć gromadę rówieśników ich wymarzonego dziecka przy tej okazji pozbawionych życia.
Z punktu widzenia Kościoła z człowiekiem mamy do czynienia od chwili zapłodnienia. Z woli Stwórcy człowiek, jego życie i jego nadprzyrodzona godność należą do najwyższych wartości na ziemi. Nie można ich bezkarnie bezcześcić nawet dla eksperymentów naukowych, a tym bardziej w celach komercyjnych. W zapłodnieniu „in vitro” tworzy się wiele zarodków życia ludzkiego, a w organizm kobiety wszczepia się tylko jeden. Co z resztą? Trzeba będzie je uśmiercić. Wyraźnie mamy tu do czynienia z zabiciem istoty ludzkiej – przy okazji spełnienia marzeń bezdzietnej rodziny i przy zadowoleniu nielicho opłacanych pracowników kliniki nowoczesnej.

2007-12-28

HEROD ŻYJE.

Liturgiczne wspomnienie rzezi niewiniątek. Dzień pełen krwi, płaczu dzieci i rozpaczy matek. Niestety, to nie jest tylko wspomnienie. Antychryst nie złożył broni. Lata i wieki mijają, a Herod wciąż odradza się w każdym szaleńcu poddanym słodkim obietnicom demona nienawiści. Świat ciągle jest wielkim zagonem jego siejby niezgody i żniwa śmierci. Wczoraj w Pakistanie terrorysta zastrzelił byłą premier, która wróciła z wygnania – Benazir Bhutto, następnie zdetonował na sobie ładunek wybuchowy, zabijając przy tym kilkanaście osób. Nie ma dnia, aby agencje informacyjne nie odkrywały nowych w świecie miejsc ognia, krwi i rozpaczy.
Jezus uszedł bezpiecznie do neutralnego kraju. Ale gdy wrócił, co z Nim zrobili? Czy dziś Chrystus może stać się ratunkiem dla takiego świata?… Dzieci zherodowane wciąż wołają o miłość!

 

2007-12-27

NIEZROZUMIENIE.

Skąd się bierze u 18-latka pragnienie kontemplacji? Czym wytłumaczyć u niego potrzebę wyciszenia aż tak przejmującego, że cały świat ze swym hałasem przestaje istnieć, a rzeczywistość staje się jednym punktem? Gdy inni czas swój przegrywają na komputerach w przygodowych grach lub w oglądaniu „obrazków”, on zatapia się w lekturze książki na temat życia pustelniczego. Nie szuka metod modlitwy myślnej, co jakiś czas we wspólnocie modli się z innymi, pochylając się nad Pismem św. i dzieląc się słowem Bożym, ale gdy przychodzi cichy wieczór, czuje w sobie przemożne pragnienie, jak mówi, „kontemplacji”. Jedno imię: JEZUS obecne w duszy wystarcza, by był ogarnięty pokojem i… miłością. Nie dziwię się, że rodzice go nie rozumieją.

2007-12-26

ŁASKA.

Szaweł z Tarsu przyglądał się kamienowaniu diakona Szczepana za murami Jerozolimy. Najwidoczniej przyzwalał na ten mord, skoro wykonawcy złożyli swe szaty u jego stóp. To jest miara wielkości łaski nawrócenia, jakiej doznał później pod Damaszkiem. Co ten młody faryzeusz miał na samym dnie swej duszy, że Jezus dogonił go i ogarnął tak wielkim Miłosierdziem?

Choć z niechęcią myślę o generale, autorze stanu wojennego, to jednak zapytałem dziś Jezusa w modlitwie: Panie, czy tylko jedną miałeś tak wielką Łaskę?

2007-12-25

WZRUSZENIE.

Dużo słów pięknych dziś dało się słyszeć w eterze. Telefon i sieć dostarczyły mi sporo ciepłych myśli i uczuć. Taki to już jest ten dzień: Boże Narodzenie. Ale ja wzruszyłem się dopiero wieczorem, oglądając dobranockę dla dzieci przed Wiadomościami TVP 1.Pokazano film rysunkowy z historią betlejemskiego narodzenia Jezusa. Podobał mi się ten kolorowy przekaz, historia pięknie opowiedziana. Ale najbardziej wzruszył mnie fakt, że taki film został wyemitowany w tym dniu. Pamiętam usiłowania w Polsce, by Boże Narodzenie zastąpić „świętami rodzinnymi” czy „świętami zimowymi”. Nic pobożnego nie zobaczyłeś na srebrnym ekranie, tym bardziej w audycji dla dzieci. Próbowano zastąpić treści religijne różnymi bajkami, czasem nawet potrafiącymi rozśmieszyć. Podobnie próbowano zmienić nazwę „Katowice” na „Stalinogród”. Jak wiele zmieniło się w Polsce! – Ta właśnie refleksja tak mocno mnie dziś wieczorem wzruszyła. Doprawdy, jestem już dzieckiem…

2007-12-24
WIGILIA. Czasem myślę, że chciałbym spotkać prarodziców, Adama i Ewę, i zadać im kilka pytań. Gdy widzę wielkie, niczym nieusprawiedliwione cierpienia, pięści same się zaciskają i gdybym ich spotkał, rozkwasiłbym im nosy. No, bo jak można usprawiedliwiać swą chorobliwą ciekawość pragnieniem usprawiedliwienia czy obrony Boga przed szatanem? Ze złym duchem się nie pertraktuje, zwłaszcza gdy ten przybiera postać przebiegłego węża.

2007-12-23
SZADŹ.
Nocna mgła nad ranem osiadła szadzią na dachach, na drzewach i krzakach. Zabieliła świat dokoła. Nie jest to wymarzony puszysty śnieg, którego biel doprawdy czyni świat odświętnym, uroczystym.
Ale podobną naskórkowość można spotkać coraz częściej w Polsce. Polityk, gdy mówi o miłości, to mówi. Jego działania nie spieszą za słowami. Pod cienką warstwą czarujących wyznań ukrywa się (albo nie ukrywa, bo po co? – przecież już po wyborach) ten sam człowiek, który zrobił wszystko, by zdobyć władzę.

2007-12-22

CZAS PRZYŁAPANY.

Książka się przyjęła. Od kilku dni otrzymuję telefony, mejle i sms-y z gratulacjami i podziękowaniami za ten pamiętnik. Moi korespondenci dzielą się także wspomnieniami. Każdy z nich miał swój udział w trudnych wydarzeniach stanu wojennego. W każdej stronie Polski byli odważni księża, ofiarni drukarze, zdecydowani łącznicy i radiowcy. W wielu domach były skrzynki kontaktowe, skrytki z bibułą. Wielu bezinteresownie, a zawsze z narażeniem swej wolności, służyło w różny sposób działaczom Solidarności. Wielu użyczało swych samochodów, a przecież z benzyną było krucho, któż nie pamięta kilometrowych kolejek nocami przed stacjami paliw. Dziś na każdym większym skrzyżowaniu można zatankować, a wtedy Wrocław miał jedynie kilka stacji benzynowych. Benzyna, jak wszystko, była na kartki.

Pomysł pana Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, by nagradzać i dekorować orderami właśnie tych „niezauważonych ludzi walki o wolność” jest ze wszech miar utrafiony! Może warto by zrobić jeszcze coś, by każdy z tych anonimowych solidarnościowców był uhonorowany, a przynajmniej zauważony chociażby w grupie. Może warto ustanowić „dzień bezimiennego bojownika o wolność”, czy „święto cichego sługi wolności”…

2007-12-21
SCHENGEN.
Radość przez całą noc na granicy. Otwarcie bram. Śpiewy, gratulacje, piwo i fajerwerki! Mam przed sobą niedawno wydaną przez Znak książkę Jonathana Fenby’ego: „Alianci. Stalin, Roosevelt, Churchill. Tajne rozgrywki zwycięzców II wojny światowej”. Różnili się osobowościowo wszystkim prócz jednego: mieli c z ł o w i e k a głęboko w d… Zadali tyle cierpień milionom ludzi, racząc się wyszukanym jedzeniem, cygarami i alkoholem. Trzeba było ponad sześćdziesięciu lat, aby odkręcić to, co zapętlili – kończąc wojnę – na Kremlu, w Teheranie i Jałcie. Przedzielili Europę żelazną kurtyną.
Dziś granice znów otwarto! Ale ile wysiłku opłaconego cierpieniem wielu szlachetnych ludzi poprzedziło tę chwilę. Mam na myśli chociażby soborowych biskupów polskich z kardynałem Stefanem Wyszyńskim na czele, którzy przez mur berliński i zasieki graniczne wyciągnęli pojednawczo ręce do biskupów niemieckich, katolików i protestantów. Mam przed oczyma niewybredną i krzywdzącą nagonkę władzy ludowej organizowaną we wszystkich środowiskach na abpa Bolesława Kominka, głównego autora orędzia pojednania. Ale też pamiętam satysfakcję, jaką wrocławianie w kilkutysięcznym tłumie dali swemu ordynariuszowi słuchając w wielkiej ciszy jego mądrego kazania w katedrze po powrocie z Soboru Watykańskiego.

2007-12-20

NIEWINNOŚĆ.

Uniewinniona nie znaczy niewinna!

Nawet wtedy, gdy dotyczy to kultury na koturnach.

2007-12-19

SZKOLNE REWELACJE.

Oczy dziś przecierałem z niedowierzaniem, słuchając młodego człowieka w telewizji, który podawał się za rzecznika praw ucznia. Niesłychane! Nauczyciel nie ma prawa zadawać uczniom zadania domowego. Kompletna nieznajomość procesu przyswajania i utrwalania wiedzy. Druga rewelacja: uczeń nie ma obowiązku uczęszczać na lekcje w szkole! Bo to szkoła jest dla ucznia, a nie uczeń dla szkoły!

Albo ktoś pomylił daty, biorąc dzień dzisiejszy za 1. kwietnia, albo jest to demontaż szkoły polskiej, który zaczął się kilkanaście lat temu, gdy religia w polskiej szkole stała się solą w oku  liberalnych klubów.

2007-12-18
POTRZEBA ROZMOWY.

Tydzień temu o. Tadeusz Rydzyk napisał otwarty list do obecnego premiera, uświadamiając go w kilku punktach, że, cytuję: „niechęć, którą wyrażał Pan i Pana ugrupowanie od paru lat wobec Radia Maryja, nie skończyła się, ale przeobraziła w działanie prowadzące do jego zniszczenia” (Wiadomości KAI, nr 51, s. 7).  Czy premier zareaguje, trudno przewidzieć. Ale boję się, że na czyjś rozkaz w mediach znów rozpocznie się walka z dzielnym i nieugiętym redemptorystą, znowu kubły inwektyw będą wylewane na Radio Maryja w Toruniu. I popłynie od nowa rzeka nienawiści przez Polskę…

Ale z drugiej strony, czy można milczeć, widząc napastliwe działania ze strony ministrów? Na miejscu o. Dyrektora udałbym się na najzwyklejszą rozmowę do gabinetu szefa rządu.

2007-12-17

GENEALOGIE.

Rodowód Jezusa Chrystusa, syna Dawidowego… Dziś czytałem w Ewangelii. Po co to komu potrzebne? Sam Jezus nie wystarczy?– zapytał mnie lektor po Mszy św. Niestety, nie znajduję w sobie żydowskiego przywiązania do praprzodków i myślę, że na swój autorytet powinien każdy pracować osobiście bez posługiwania się protezami genealogicznymi. Ale właśnie to pytanie starszego ministranta przypomniało mi dawne lekcje historii Polski w liceum, gdy wmawiano nam, młodym chłopakom i dziewczynom, że wszystko zaczęło się od „Manifestu Lipcowego” komunistów w 1944 roku, że to był początek Polski. Zakłamywanie naszych dziejów poszło tak daleko, że z trudem można było znaleźć miejsce w Polsce, gdzie uczono prawdy. O Miłoszu i całej pięknej literaturze emigracyjnej dowiedziałem się dopiero na studiach polonistycznych na KUL-u. Stało się coś jeszcze straszniejszego. Odrąbywanie świadomości młodych Polaków od korzeni tysiącletniego narodu sprawiało, że twórcy Polski Ludowej czuli się nieskrępowani w tropieniu przeciwnych opcji historycznych i bezkarni w likwidowaniu ich upartych wyznawców. Ta walka z praprzodkami przymnożyła mogił na ziemi polskiej po zakończeniu drugiej wojny światowej.

2007-12-16

ORGANA SPRAWIEDLIWOŚCI.

Zbrodnia Krajowej Rady Ocalenia Narodowego (z generałami Jaruzelskim i Kiszczakiem na czele), dokonana siłami ZOMO, po 26 latach nie została jeszcze osądzona przez polskie sądy. Tak jak nie wskazano jeszcze winnych tragedii w Gdańsku w 1970 roku. Kto jeszcze ma w Polsce czelność powoływać się na niezawisłość organów sprawiedliwości?! Politycy często w minionym ćwierćwieczu przywoływali tę zasadę w obronie swych stołków.
Czy zapowiedziane dziś przez premiera Tuska powołanie specjalnego trybunału przyniesie zmianę w tej kuriozalnej sytuacji?… A któż inny przerwał proces deubekizacji?

2007-12-15

TRUDNOŚĆ.

Czy ktoś mnie kiedyś nauczy zwracać uwagę (słuszną) komuś, kogo lubię i szanuję? To chyba najtrudniejsze dla mojego serca. Chodzę niezadowolony, gdy widzę niedoróbę i jestem struty, gdy zwrócę uwagę komuś, że zrobił źle, nie tak jak potrzeba.

Wiem, Panie Jezu, że powiedziałeś Piotrowi: „Idź precz, szatanie!” (Mt 4,10). Ale ja tak nie potrafię. Czy mam Cię prosić o taką łaskę?

 

2007-12-14

STOICYZM.

Od kilku tygodni czekam na przesyłki z książkami. Dawno zamówione, opłacone i obwarowane obietnicą, że zamówienie będzie zrealizowane w ciągu 24 godzin. Dziś księgarnia internetowa dodała komunikat, że czas przedświąteczny może spowodować wydłużenie okresu dostarczenia przesyłek. Do kogo te słowa? Przecież kiepskie wykonywanie obowiązków przez pracowników poczty (źle opłacanych) znane jest na długo przed okresem świątecznym. Poczta Polska ze stoickim spokojem przyjmuje wyższą opłatę za list z pieczątką „priorytet” wiedząc, że zamiast nazajutrz list dotrze do adresata po trzech tygodniach. Nikt nikogo nie przeprasza, ani pieniędzy nie zwraca. Czym wytłumaczyć ten niezrozumiały stoicyzm?

2007-12-13

ODCZAROWANIE.

Koniecznie trzeba odczarować tę feralną datę! W auli Politechniki Wrocławskiej na promocji mego internetowego „Dziennika”, który w druku uzyskał tytuł „Czas przyłapany”, ktoś z sali, widząc książkę w moim ręku, zapytał: dlaczego taka czerwona? Odpowiedziałem: żeby odczarować kolor czerwony zawłaszczony przez komunę. To jest kolor ognia i ciepła, kolor życia i miłości, kolor najświętszej Ofiary, trzeba go odebrać zbrodniarzom, rewolucyjnym krwiopijcom spod Bastylii i z „Aurory”.
Podobnie należy zdjąć obelgę nałożoną w 1981 roku przez moskiewskich janczarów na dzień św. Łucji, dziewicy i męczennicy z pierwszych wieków chrześcijaństwa. Przed południem przy pomniku „Solidarności” prof. Wiszniewski powiedział: stan wojenny paradoksalnie przybliżył nam utęsknioną wolność i obecną demokrację. Stąd to biorą się te uroczystości rocznicowe 13. grudnia. Polacy różne mają pomysły na odczarowanie tej feralnej daty. Niedawno otrzymałem list z Pomorza od Jarka, który założył rodzinę i chciał zbudować wspólny, własny dom: „Marzyliśmy. Chcieliśmy znaleźć jakiś dom na końcu świata i żyć spokojnie. […] Mieszkamy. Trzynastego grudnia miną trzy lata. I tak też odczarowaliśmy tę datę. Dla nas to dzień radości, a nie smutna rocznica”. Niezły sposób.

2007-12-12

PASKUDNA WIGILIA.

Za niewiele godzin miał w 81 wybuchnąć stan wojenny. Dziś widać wyraźnie: Polska była podzielona na tych co wiedzą i na tych co nie wiedzą o tym, co stanie się za niedługo. Ogromna mniejszość szykowała zgubny los całej reszcie. Towarzysze bogowie postanowili zdyscyplinować los niewygodnego motłochu, niewartego wolności, skoro nie rozumie jedyności i wystarczalności socjalizmu – źródła niebiańskiego pokoju. Nocą, z uzbrojoną po zęby odwagą, rzucili się na naród. Stali się szybkimi zwycięzcami. Wszędzie porozstawiali swe militarne znaki, od rzeczy, przez przepisy aż po osoby, aby gnębić i zabijać innych, ale nie wiedzieli jednego, że jest to ich bój ostatni. Z butą wywoływali z przyszłości sąd historii, który ma uznać i nagrodzić ich wojnę.
Sąd historii rzeczywiście, po ćwierćwieczu, już się wykluwa ze stosów i kilometrów esbeckich i wojskowych materiałów odkrywanych przez IPN. Jak brzmi wyrok? Hańba! Rośnie z każdym dniem hańba towarzyszy zbrodniarzy, im więcej świadectw cierpienia wychodzi na światło dzienne.

2007-12-11

CUD PRZED NAMI.

Żelazna Dama w Berlinie z ustabilizowaną mimiką trzymała twardą ręką interes Niemców zerkających ku źródłom ropy hen ponad Polską, a jej słodki Gość zza Odry, tonąc w uśmiechach, gładko połykał zapewnienia, że na wszystko jeszcze za wcześnie. Nie pomogły zapewnienia o rozmowach (także o Gdańsku) w atmosferze przyjacielskiej, media orzekły: przełomu nie było. Tak więc pierwszy (zagraniczny) cud jeszcze przed nami.

2007-12-10

LUSTRO.

Co bardziej podziwiać u tych ludzi, którzy przez powałę spuścili na noszach chorego człowieka i położyli tuż przed nauczającym w mieszkaniu Jezusem? Św. Łukasz zauważa, iż Nauczyciel podkreślił ich wiarę (Łk 5, 20). Była mocna, skoro dla niej właśnie Jezus uleczył duszę i ciało sparaliżowanego. Ale by ten wewnętrzny dar „uruchomić”, ci ludzie musieli mieć jeszcze inne bogactwa duszy: wyobraźnię, determinację, przyjaźń i dobroć, czy wreszcie niebywałą fantazję. To są cechy, które gromadzą ludzi i pomagają tworzyć skutecznie działającą wspólnotę…. Zdecydowanie częściej ludzie prawicy winni przeglądać się w Ewangelii jak w lustrze.

2007-12-09

NAWRÓCENIE.

Niesamowita postać Jana Chrzciciela, człowieka z pustyni z pasem skórzanym wokół bioder, i jego gromkie wołanie: Nawróćcie się! Wołanie tym dramatyczniejsze, gdy pojawia się „siekiera przyłożona do korzenia”, siekiera skierowana do arystokracji religijnej narodu wybranego.
Żeby się prawdziwie nawrócić, trzeba zrobić dwa ruchy i to radykalnie w przeciwnych kierunkach. Najpierw trzeba się odwrócić od…, a następnie zwrócić ku… Wydaje się, że PiS-owska arystokracja nie potrafi zrobić pierwszego ruchu, ani też wie, w którą stronę  ma ją skierować drugi ruch. Czyli Kongres bezowocny, pomijając jeden owoc, który bał się, że spadnie, ale nie spadł.

2007-12-08

NIEPOKALANA.

Aż trudno zrozumieć, że kult i formuła dogmatu o niepokalanym poczęciu Maryi, matki Syna Bożego, musiała mieć tak długie i burzliwe dzieje. Czyż Stworzyciela nie stać na specjalne przygotowanie najczystszego mieszkania dla swego Syna wcielonego? Czy Przedwieczny miałby być skrępowany czasem w aplikowaniu Maryi zasług Jezusowych wysłużonych na krzyżu? Przecież od początku dziejów grzechu pierworodnego Bóg w swym planie zbawczym miał miejsce dla Niewiasty z Dzieckiem, które zniszczy moc szatana, sprawcy grzechu. Ta bezpośrednia bliskość Matki i Syna sprzeciwia się obecności w niej najmniejszego nawet skażenia grzechem.
Wielowiekowa historia dojrzewania dogmatu dodatkowo jest dowodem na wielką cierpliwość i delikatność Ducha Świętego, który nie łamie barier ograniczających zdolność poznania ludzkiego. Metoda objawienia przez Boga ludziom tej prawdy była dziecięco prosta: od serca przez modlitwę do pojęcia umysłowego. Wiara całego Kościoła wymogła na Urzędzie Nauczycielskim sformułowanie dogmatu. Stało się to dopiero w roku 1854. Kropkę nad i, zaledwie 4 lata później, postawiła sama Maryja w Lourdes, mówiąc wyraźnie do Bernadety Soubirous: „Jestem niepokalanie poczęta”. I jakże w porannej modlitwie można nie powitać serdecznie Maryi: Witaj, Najpiękniejsza! Witaj, Niepokalana! To jest moja codzienna radość.

2007-12-07

MYDLENIE OCZU.

Wczoraj w Brukseli polska delegacja nowego rządu odblokowała veto starego rządu w sprawie ustanowienia dnia 10 października „Europejskim Dniem przeciwko Karze Śmierci”, nie widząc żadnego powodu, dla którego to veto powinno istnieć. Dziś więc Rada Unii Europejskiej dokonała odłożonego we wrześniu tego ustanowienia. Darmo szukać w wypowiedzi delegata Polski dla prasy zagranicznej odniesienia do faktycznej przyczyny postawienia polskiego veta. Ówczesny premier J. Kaczyński domagał się na forum UE rozpatrywania problemu odbierania życia człowiekowi  w majestacie prawa w szerokim kontekście kary śmierci, aborcji i eutanazji. Rządy europejskie nie chcą o tym słyszeć, bo w wielu krajach uchwalono już prawo do eutanazji i aborcji. Czymże więc jest ustanowienie dnia sprzeciwu wobec kary śmierci? Mydleniem oczu, udawaniem, że wszystko jest w porządku, ucieczką od prawdy. Tymczasem prawda od wieków jest tak samo wyraźna. Bóg powiedział: „Nie zabijaj!”. Czy można bardziej lapidarnie ująć problem prawa człowieka do życia? Nie wolno okrawać prawdy!!!

2007-12-06

ŚWIĘTY MIKOŁAJ.

Bardzo mało rodziców przyprowadziło dziś do kościoła dzieci na spotkanie ze św. Mikołajem. Rodzice nie mają czasu zajmować się kompletowaniem prezentów i przynoszeniem wcześniej do kościoła. Poza tym duchowny przebrany w szaty biskupie jest wymagający, pyta dzieci pacierza, domaga się poprawy zachowania w domu i w szkole, zadaje pytania z religii i czasami nawet postawi rodziców w niezręcznej sytuacji prosząc, by zechcieli podpowiedzieć dziecku właściwe słowo. Po co taki stres, gdy w supermarkecie wystarczy zatelefonować i ustalić wysokość ceny prezentu, a krasnale w czerwonych czapkach wszystko już sprawnie przeprowadzą… I tak bezboleśnie przebiega proces sekularyzacji życia polskiej rodziny katolickiej. Bez jakiegokolwiek nacisku.

2007-12-05

KONSOLATA.

Dziś dobiegła mnie wieść z Opola o śmierci mej dawnej znajomej, przełożonej wspólnoty klasztornej szkolnych sióstr w Świebodzicach. Siostra Konsolata była człowiekiem wielkiej wiary. Jej zawierzenie Bogu dawało się łatwo rozpoznać po jej modlitwie, a z rozmodlenia wynikało jej wyciszenie. Zawsze delikatna, gdy rozmawiała, patrzyła w oczy, zawsze umiała pocieszyć. Kochały ją współsiostry i garnęły się do niej dzieci niepełnosprawne z Zakładu, w którym zakonnice mogły pracować. W latach pięćdziesiątych władza ludowa zabrała Kościołowi wszelkie szkoły i ośrodki wychowawcze, ale przy dzieciach niedorozwiniętych fizycznie i psychicznie pozwolono siostrom pracować, gdyż nikogo innego nie stać było na tyle miłości, ile potrzebowały te biedne istoty. Siostra Konsolata obdarzała miłością nie tylko te dzieci, ale również przygarniała do matczynego serca siostry pielęgniarki i opiekunki, gdy zupełnie zmordowane kończyły dyżury przy dzieciach. Ostatni etap długiego życia poświęciła pracy w domu prowincjalnym w Opolu.

2007-12-04

ENCYKLIKA.

Ojciec św. Benedykt XVI ogłosił drugą swoją encyklikę. Tym razem o nadziei. Pierwsza była o miłości, druga jest o nadziei, a o czym będzie trzecia? Nietrudno zgadnąć – o wierze – ale pewności mieć nie można. Trzeba czekać, oczywiście rozczytując się w tym, co już zostało napisane. Pojawiły się pierwsze komentarze i omówienia w Europie. To dobrze. Ja czekam na tekst po polsku. Pali mnie ciekawość, bo przecież już przeżywaliśmy ten temat na Kongresie Eucharystycznym we Wrocławiu. Jak ten czas ucieka! To już 10 lat minęło, jak z bicza trzasł.

2007-12-03

MIĘDZYNARODOWE SANKTUARIUM.

Po południu, tuż przed piętnastą, Bazylika zaczęła się wypełniać pielgrzymami. U wejścia słychać różne języki europejskie. Piękny śpiew sióstr rozpoczął Godzinę Miłosierdzia. Cisza jak makiem zasiał. Rozważania płynęły najpierw w języku polskim, a potem w angielskim. Koronkę również odmawiano dwujęzycznie. Sanktuarium łagiewnickie jest już międzynarodowym centrum kultu Miłosierdzia Bożego. Zapalona przez siostrę Faustynę iskra miłosierdzia rozpłomienia się w świecie… Tylu młodych Amerykanów spotkałem dziś przed Bazyliką Miłosierdzia! Wysypali się z dwóch ogromnych busów. Dwa razy ich obserwowałem. Raz w sklepie pamiątkowym i z napojami chłodzącymi, to był żywioł nie do okiełznania, wszystkiego ciekawy. Oczywiście każdy natychmiast musiał sobie zafundować coś rodzimego, bliskiego: „coca-colę”. Drugi raz zauważyłem tych samych młodych w Bazylice podczas Godziny Miłosierdzia. Wielu z nich, zapatrzonych w obraz „Jezu, ufam Tobie” i w Tabernakulum, cały czas na klęczkach odmawiało Koronkę. Wszystkich nas ogarniała, jakby z góry spływająca, święta, dobra cisza.

2007-12-02

OJCZYZNA.

Sanktuarium Miłosierdzia pięknieje. Za każdym przyjazdem widzę tu coś nowego, coś dokończonego. Dostrzegłem dziś wielki hol pod bazyliką, a z niego długi korytarz prowadzący do kaplicy św. siostry Faustyny. Tam sprawowaliśmy codziennie Eucharystię. Tam też przed ołtarzem, na wysokości serca klęczącego człowieka, umieszczono relikwie świętej Zakonnicy. Ucałowałem je, lubię się tak witać z Faustyną! W tej kaplicy, otoczonej innymi pomieszczeniami, jest cisza wręcz doskonała. Tu człowiek niejako otrzymuje pozwolenie na wyłączenie się z gwaru świata dookolnego.   Obok spotykam nową kaplicę z kolorową mozaiką świętych kobiet i mężczyzn polskich. Głowa przy głowie, na  dwu przeciwległych ścianach, dwa długie szeregi twarzy ludzi, którzy kiedyś chodzili po tej samej, wspólnej naszej ziemi. Patrząc na tych świętych, łatwiej wydobyć z serca odpowiedź na pytanie, co to jest Ojczyzna. Święci polscy obejmują w czasie i w przestrzeni naszą Ojczyznę i unoszą ją ku Niebu. Taka była ich droga i tak swym życiem dźwigają naszą wspólną Ojczyznę. I jeszcze jedna kaplica, ufundowana przez greko-katolików, została gustownie wyposażona w ikonostas i główną bramę do prezbiterium oraz skromne i piękne ikony Maryi i świętych wschodnich. To też jest historyczny aspekt Polski.

2007-12-01

OD NOWA!

Myślę, że pięknie rozpocząłem nowy rok kościelny, byłem na rekolekcjach. W wieczór andrzejkowy, zamiast lać wosk i inne tego typu rzeczy robić, słuchałem (prze)mądrego liturgisty dominikańskiego w Sanktuarium Miłosierdzia Bożego nad Solvayem i nad Krakowem. Powiem szczerze, mówienie na tych rekolekcjach nie było najmocniejszą ich stroną. Cisza była porywająca. Gdy wszedłem pierwszy raz do betonowego walca poprzecinanego pionowymi prześwitami witraży pełnych mieniących się zielenią i błękitem prosto w górę idących roślin, natychmiast zostałem otulony miłą, ciepłą i przyjazną ciszą. Wszystko inne przestało się liczyć. Była tylko wołająca światłem monstrancja z białym, najświętszym krążkiem Chleba. Ciszy, ciszy mi było potrzeba.

2007-11-26
Tu się kończy pierwszy tom „Dziennika”, który w druku nosi tytuł ” Czas przyłapany. Raptularz niecodzienny 2005-2007″. Książka ukaże się drukiem jeszcze w grudniu br.

2007-11-25

MÓJ KRÓL.

Niedziela dzisiejsza obiecuje mi: zobaczysz swego Króla… Jak każdy słaby człowiek potrzebuję oparcia w kimś mocnym. Potrzebuję opoki, chcę zawierzyć komuś siebie bez reszty. I choć słowo „król” przywołuje nienajlepsze skojarzenia historyczne, to jednak potrzebuję Króla, który byłby źródłem mojej pewności i zabezpieczeniem osobistej suwerenności, który potrafiłby też zobaczyć moje serce.

Ale liturgia prowadzi mnie pod krzyże na Golgocie. Ukazuje mi konającą twarz Jezusa. Tak, ma koronę na skroniach, ale uwitą z krzaka cierniowego. Krew cienkimi stróżkami spływa po obolałych policzkach. Tłum żydowski stoi i patrzy, a mający władzę nad sumieniami, widząc to ogromne cierpienie, urządzają haniebne igraszki słowne, drwią bezwstydnie, bluźnią i bawią się tym.

I to ma być mój Król!? Oczy nie chcą wierzyć. Jednak uszy każą mi się zatrzymać. Z krzyża obok wiatr przynosi umęczoną i pokorną prośbę: „Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa” (Łk 23,42). Na oczach gasnących Jezusa powieki lekko się uniosły, a z ust spłynęło ciche, ale wyraźne, zapewnienie: „Dziś ze mną będziesz w raju” (Łk 23,43). Serce mało mi piersi nie rozwaliło. Tak! – krzyczę głośno – chcę takiego Króla! Któż inny potrafi usłyszeć moją skargę i moją prośbę, gdy wołam z głębi mej grzeszności? Jezu, jesteś moim Królem! „Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam także na wieki” (Hbr 13,8).

 

2007-11-17

JUBILEUSZ I DZIĘKCZYNIENIE.

Dziś, w sobotę przed południem, korki na ulicach jak w godzinach szczytu sądnego dnia! Do katedry jechałem taksówką 45 minut, dystans, który pokonuję pieszo spokojnie w pół godziny… I oczywiście spóźniłem się na dziękczynną koncelebrę za beatyfikację założycielki ss. elżbietanek, matki Marii Luizy Merkert, w dniu patronalnym św. Elżbiety Węgierskiej, która urodziła się przed 800 laty. Siedziałem jak czarna owca w prezbiterium między białymi i złotymi ornatami, nad którymi wokół ołtarza poruszało się siedem infuł biskupich i jedna niebiskupia. Trzy diecezje dolnośląskie były godnie reprezentowane. Kiepsko człek uczestniczy we Mszy św., gdy ominie go akt pokuty na początku, a tym samym zbyt szybko kazanie zaatakuje uszy (kiedy ja się przyzwyczaję do tych słów czytanych jak wbijanie młotkiem gwoździ do mózgu?). Ale słuchałem z całą moją uwagą; dwaj klerycy naprzeciwko również słuchali uważnie. Gdy kaznodzieja wspomniał o św. Elżbiecie, że złożyła ślub czystości po śmierci męża, dwa spojrzenia znaczące skrzyżowały się wzajemnie i utonęły w dyskretnych uśmiechach. Może bym i osiągnął łatwiej skupienie, gdyby nie zażywna głowa pewnego koncelebransa, która nieopodal kręciła się jak na patyku i półgłosem z iście generalską swadą serwowała sąsiadowi swe komentarze.
W ogóle w wielkich celebrach liturgicznych, myślę, że  tylko święci kapłani potrafią utrzymać swój skupiony kontakt z Jezusem. A co z innymi? Ecclesia supplet?… Po Mszy długo więc na klęczkach przepraszałem Jezusa. Wstydziłem się wobec świętej Elżbiety, bo to o niej rano przeczytałem słowa jej spowiednika: „Wobec Boga stwierdzam, że pomimo jej czynnego życia rzadko spotykałem niewiastę, która by w tak wysokim stopniu obdarzona była darem kontemplacji”(Godzina czytań). W końcu odważyłem się pójść do ucałowania jej świętych relikwii.

2007-11-16

WIARA.

„Głupi już z natury są wszyscy ludzie, którzy nie poznali Boga: z dóbr widzialnych nie zdołali poznać Tego, który jest, patrząc na dzieła nie poznali Twórcy, […] nie są bez winy: jeśli się bowiem zdobyli na tyle wiedzy, by móc ogarnąć wszechświat – jakże nie mogli rychlej znaleźć jego Pana?” (Mdr 13,1.8-9).
Zdumiewając się ostrością sądu o ludziach uczonych wydanego przez Mędrca Starego Testamentu, piszącego pod natchnieniem Bożej Mądrości, myślę o Święcie Wrocławskiej Nauki, które rozpoczęło się wczoraj poranną Mszą św. w kościele N. Serca Pana Jezusa, obok Politechniki Wrocławskiej. Dostrzegłem od ołtarza skromną grupę starych profesorów Politechniki z jej rektorem Tadeuszem Lutym w pierwszej ławce. Widziałem też jednego profesora z Uniwersytetu Wrocławskiego, matematyka Józefa Łukaszewicza, który jeszcze długą chwilę po Eucharystii trwał na modlitwie adoracyjnej. Nie widać było młodych twarzy. Jeszcze 20 i 30 lat temu mówiło się (i po kolędzie można było to sprawdzić), że stara kadra profesorska ze Lwowa to przeważnie agnostycy, Bogu istnieć nie przeszkadzali, ale żeby się Nim zajmować?… Można było w tej czy tamtej rodzinie pośpiewać kolędy, ale zaproszenie na Mszę niedzielną zbywali miłym uśmiechem. O biskupach i księżach mówili krytycznie albo humorystycznie. Młodzi naukowcy, już wrocławscy, byli bardziej przyjaźni Kościołowi. Wielu z nich nawróciło się podczas „wojny jaruzelskiej”. Ci są wierni do dziś. Ale czy wychowali w duchu wiary młode pokolenie swych następców?

2007-11-15

DOBRY PRECEDENS.

Mieszam stopami opadłe między starymi bukami kolory jesieni. Patrzę w niebieskość z przelatującymi ciężkimi chmurami i, w drodze od sióstr karmelitanek, z podziwem myślę o św. Rafale Kalinowskim, który umarł w Wadowicach dokładnie przed stu laty. Był inżynierem, nauczycielem i wychowawcą, walczył w powstaniu styczniowym, przeżył katorgę na Syberii. Wrócił do kraju, by rzucić się w przepaść niezgłębionej miłości Bożej. Wstąpił do zakonu karmelitańskiego, założył klasztor w Wadowicach. Służył ludziom jako niezmordowany niewolnik konfesjonału i wielu duszom przywrócił sens życia i nadzieję zbawienia. Kochał go, jako wzór wiary, młody wadowiczanin Karol Wojtyła i naśladował go w pracowitości jako ksiądz, a później papież Jan Paweł II. On też wyniósł o. Rafała do chwały ołtarzy. Łączyła ich ta sama duchowość czerpana z pism św. Jana od Krzyża i św. Teresy z Avila. Teraz już obaj są w Domu Ojca. Senat Rzeczpospolitej Polskiej w dniu 14 września br. jednogłośnie podjął uchwałę w sprawie uznania św. o. Rafała za wzór Polaka „bez reszty oddanego sprawom Ojczyzny, budującego fundamenty narodu w oparciu o jego moralną przemianę, poszukującego jedności społecznej”. Uchwała bezprecedensowa!!! Przeżywamy w kraju i wśród Polonii, zwłaszcza na wschodzie, „Rok Świętego Ojca Rafała Kalinowskiego”.

 

2007-11-10

KATYŃSKIE EGZEKWIE.

Wczoraj i dziś przez cały dzień od rana trwa na Placu Piłsudskiego w Warszawie odczytywanie nazwisk w ramach uroczystości nadania przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej pośmiertnie wyższych stopni oficerskich i służbowych żołnierzom Wojska Polskiego oraz funkcjonariuszom policji, straży  granicznej i służby więziennej zamordowanym przez NKWD w Katyniu, Charkowie i Miednoje. Lista odznaczonych pośmiertnie, w 67 roku po ich zamordowaniu, wynosi 14.112 osób zidentyfikowanych. Ta uroczystość to prawdziwie narodowe egzekwie, które zakończy wieczorem Msza św. żałobna. Naród się modli. Rodacy wspierają swych przodków, wypraszając im Boże miłosierdzie na drodze do szczęśliwej Wieczności.
Jutro Święto Niepodległości. Dzień dziękczynienia Bogu za zwycięstwa, a ludziom za bohaterską daninę krwi i życia, a także potu codziennego w budowaniu Ojczyzny.

2007-11-08

JESIEŃ CUDNA.

Droga do Karmelu (przez park Szczytnicki) usłana już złocisto-brązowym dywanem!

 

2007-11-06

ODWET.

Z samego rana strzał w plecy. Przywitał mnie krótki mejlik: jak można nazywać porzucenie sutanny łagodnym światłem? Atak, choć niecelny, jednak zmuszający do odwetu. Kończę właśnie lekturę niewielkiej książki ks. Piotra Dzedzeja „Porzucone sutanny” (Znak 2007). Wyznania odważnych duchownych, którzy zdecydowali się rozmawiać o swym odejściu z szeregów kapłańskich. Z każdej rozmowy tchnie przeraźliwy smutek, nawet jeżeli któremuś eks-księdzu udało się (z pomocą znajomych, czy urzędników wydziału wyznań) przyzwoicie ułożyć swe życie we dwoje, czy nawet od razu we troje. Z moich czasów kleryckich pamiętam szok na wieść o „ożenku” starszego kolegi w trzy miesiące po przyjęciu święceń kapłańskich.

Mejl znad morza prawdziwie przyniósł mi „łagodne światło”, bo czytam w nim: „Księdzem nie zostałem i po latach oceniam to jako właściwy wybór”. Ile trzeba mieć w sobie mocy, jaki charakter w tak młodym wieku, by oprzeć się ogromnej presji opinii społecznej (parafialnej!), a przede wszystkim nie ugiąć się pod ciężarem wielkiego żalu kochającej matki. Taka decyzja przed święceniami – po wewnętrznym rozpoznaniu drogi życiowej – ma znamiona bohaterstwa. Tym bardziej dziś, bo nie przepadła wiedza teologiczna zdobyta w seminarium duchownym. Młody mąż i ojciec uczy religii w szkole, jest kochany przez dzieci i szanowany przez ich rodziców.

 

2007-11-05

SICUT ERAT.

Nowa kadencja parlamentu i… sicut erat! Politycy sami dopraszają się, by nie traktować ich poważnie. Przedszkole. Żadnej klasy! Ani w sejmie, ani w senacie.

 

 

2007-11-04

ŁAGODNE ŚWIATŁO.

Napisał mejla po wielu, wielu latach… Poznałem go kiedyś w wakacyjnym kościele nad morzem, był klerykiem. Zwracał wszystkich uwagę wszystkim, co robił, jak chodził, klękał, podawał ampułki, czytał lekcję, modlił się. Ksiądz proboszcz nie wyrażał głośno swego zdania, ale mama była synem w sutannie zachwycona, no i dziewczęta w parafii. Trzymał je na dystans, jednocześnie czarując uśmiechem, spojrzeniem, czy słowem rzadkim, wypowiadanym od niechcenia. Był nietykalny. A przecież nie stronił od rówieśników, w grupie wyraźnie grał pierwsze skrzypce. Po jakimś czasie dotarła do mnie wiadomość, że ksiądz kleryk, po piątym roku studiów, zdjął sutannę. Na zawsze. Zaskoczenie totalne. Nie wiem do dziś, dlaczego, czy dla kogo? Znikł z horyzontu. Kamień w wodę. Nie szukałem… Aż tu nagle ten mejl niespodziany: „Znalazłem u znajomej w internecie adres i postanowiłem przesłać pozdrowienia. Czy ksiądz mnie pamięta?” – Pamiętam, odpisałem, nie oceniałem Cię. Pamiętam… Sam nie wiem, w jaki przedziwny sposób otwarła się moja skołatana pamięć. Przecież rozmów w sumie było niewiele. Może jednak były ważne… Na tle niedawnych przeżyć Uroczystości Wszystkich Świętych ten mejl odebrałem jak „światło z zaświatów”. Bardzo łagodne światło dobrej pamięci.

 

2007-11-03

ZMIANA.

Widzę wyraźną zmianę w komentowaniu Uroczystości Wszystkich Świętych i Dnia Zadusznego w mediach państwowych. Zachwyt nad „Halloween” zredukowano maksymalnie. W „Teleexpressie” wyjaśniono nawet kto, kiedy i po co „założył” w komunie „święto zmarłych”. Zdumiony pomyślałem pół serio, pół żartem, że pewnie redaktor rano był w kościele na Mszy św. i wysłuchał uważnie dobrego kazania. To dobra zmiana, potwierdzająca ciąg dalszy powracania do prawdy po jej gruchotaniu i eliminowaniu w PRL-u.

 

2007-11-02

PRACOWITA SIOSTRA.

Śmierć jest codziennością! Donoszą o tym dzienniki całego świata wraz z bułkami na śniadanie. Śmierć pracuje intensywnie. Z samochodów ciężarowych przesiada się do limuzyn, jeździ na gapę furgonetkami, nie gardzi rowerami i motocyklami. Czasem próbuje podróży extra na motolotniach czy szybowcach, od czasu do czasu lokuje się na wielkich maszynach latających. Lubi niebotyczność. Bez lęku wędruje po lodowcach i wspina się na najwyższe, ośnieżone szczyty. Czy stamtąd bliżej jej do domu?…

Śmierć nie boi się morza, kocha wszelkie sztormowe szaleństwa, zwłaszcza na kutrach rybackich, wpada też na ciężkie, wypakowane samochodami i ludźmi międzynarodowe promy. Potrafi nawiedzić nawet najnowocześniejsze, skomputeryzowane jachty i łodzie bogaczy. Nie stroni od eleganckich, ogromnych transatlantyków. Ech, gdzie jej nie spotkasz?! Po prostu jest wszędzie i codziennie. Na wiejskiej drodze, na ulicy, w bramie, na parterze i na piętrze, w windzie…

Tak często jest pośród nas, a jednak boimy się jej, bo w każdym wypadku tragicznym widzimy jedynie poszarpane, zniekształcone ciało ludzkie, martwe zwłoki. Ktoś, kto patrzy z tamtej strony, widzi siostrę miłosierdzia, która zdezorientowaną duszę podejmuje z ziemi i wiedzie do domu Ojca. A na cmentarzu?… Coś próbujesz zrozumieć, czujesz ją, bo wstrząsa cię zimnym dreszczem wspomnienia. Bywa, że łzy wyciska, a czasem budzi nostalgię, zupełnie niezrozumiałą.

 

2007-11-01

TRYUMF KOŚCIOŁA.

W ubiegłą niedzielę w watykańskiej bazylice św. Piotra beatyfikowano 498 Hiszpanów zamordowanych podczas wojny domowej. Nie są męczennikami wojny, lecz oddali życie za wiarę w Jezusa Chrystusa i byli wierni Jego Kościołowi. Ich krew męczeńska wołała potężnym wołaniem do Ojca w Niebie. I każdy z nich osobno został osądzony przez Stwórcę. Chrystus natychmiast wprowadził ich do Bożego Królestwa. Śmierć męczeńska gładzi wszystkie grzechy tak, jak sakrament chrztu.

W wojnie hiszpańskiej (1936-1939) zginęło niemal siedem tysięcy osób duchownych. Księży nie tylko rozstrzeliwano, ale bywało, że krzyżowano, duszono, wyrzucano z okien wielopiętrowych budynków. Siostry zakonne były gwałcone, a kościoły bezczeszczone i burzone. – Kto to uczynił? – Ten sam diabeł, który czynił spustoszenie śmierci w Kościele podczas rewolucji francuskiej. Ten sam, który po 1917 roku przeciwników bezbożnictwa zamykał w łagrach, bestialsko mordował i zagłodził na śmierć miliony ludzi w imperium sowieckim. Ten sam diabeł, który swe śmiercionośne machiny i uzbrojone hordy żądne zabijania i zdobywania cudzego przetoczył w XX wieku dwa razy przez Europę tam i z powrotem. Ten sam diabeł, który przetrzebił bezlitośnie plemiona i narody afrykańskie, i wznieca burze wojenne w Azji i w Ameryce Południowej. Ten sam! Nigdy nie spoczywa, a imię jego anty-Chryst, czyli nienawiść do Boga i wszystkiego, co chwałę Boga w sobie nosi. Zawsze potrafi znaleźć i opętać swych wyznawców, i rozniecić w nich piekielny ogień nienawiści… A czyż on nie pęta się po naszym kraju? Czasem z podkulonym ogonem, a kiedy indziej z głową arogancko uniesioną…

Dzisiejsza uroczystość, ukazująca radość świętych w Niebie, przynosi nam potwierdzenie nadziei: to Chrystus jest zwycięzcą, On ma ostatnie słowo w dziejach wszechświata.

 

2007-10-23

WĘGRZY NIEZADOWOLENI.

Węgierska Rewolucja wybuchła 23 października 1956 roku. Sowieci na czołgach wjechali do węgierskiej stolicy 4 listopada i krwawo stłumili wolnościowe powstanie naszych Bratanków. Zginęło 2700 Węgrów, 20 tysięcy zostało rannych, a 200 tysięcy opuściło swoją ojczyznę.

Ponad pół wieku uciekło, zdawać by się mogło bezpowrotnie, od tamtych wydarzeń, a jednak demokratyczni Węgrzy boją się powrotu czerwonego Brata i corocznie wyrażają swój sprzeciw wobec rządu kierowanego przez socjalistycznego premiera. Boją się moskwicina,  który, jako odźwierny państwa otworzy bramy nacierającym wyzwolicielom.

2007-10-22

PO WYBORACH.

Eksprezydent Kwaśniewski ogłosił: to koniec IV Rzeczpospolitej, a wicemarszałek senatu Putra zripostował: to koniec Kwaśniewskiego, bo opowiada od dłuższego czasu głupoty.

PiS przechodzi do opozycji. PO zastanawia się nad budową koalicji. LiD mało zadowolona, bo tylko 13% wyborców oddało na nią głosy, ale uwaga! – tej hydrze wciąż odrastają głowy. Ciekawe, że geniusz żydowski przykleja się zwykle do partii bezbożnych. PSL weszła do parlamentu dzięki spokojowi i wyważonej w obietnicach kampanii przedwyborczej. Na pewno będą się targować o stołki przy wejściu do koalicji. Nie będzie w polskim parlamencie ani LPR-u, ani Samoobrony z Lepperem (już go prokurator zaczął ścigać).

Liderzy PO i LiD-u zakrzyknęli: wygrała demokracja! – I to jest, niestety, nieprawda, a jeżeli już, to tej wygranej dokonano bardzo brudnymi rękami i w sposób obrażający bardzo wielu Polaków. Twarze krzykaczy powinny raczej okryć się czerwieńcem wstydu.
Psalmista Pański przestrzega: Kto wstąpi na górę Pana, kto stanie w Jego świętym miejscu?
Człowiek o rękach nieskalanych i o czystym sercu, który nie skłonił swej duszy ku marnościom i nie przysięgał fałszywie (Ps 24,3-4).

2007-10-20

JUBILEUSZ AKCh.

Dziś aż w trzech miejscach po kolei obchodzony był srebrny jubileusz działania Arcybiskupiego Komitetu Charytatywnego: w katedrze, w auli seminaryjnej i w muzeum.

W katedrze wrocławskiej była Msza dziękczynna za to minione ćwierćwiecze praktycznej realizacji słów Jeden drugiego brzemiona noście (Gal 6,2), która rozpoczęła się na wieść o aresztowaniach i internowaniach po 13 grudnia 1981 roku. Modliliśmy się pod przewodnictwem Metropolity Wrocławskiego, ks. abpa Mariana Gołębiewskiego, za pracowników, wolontariuszy i licznych darczyńców z kraju i z zagranicy. Dziękowaliśmy za to ogromne dobro, które udało się nam za Łaską Bożą uczynić w zdecydowanej odpowiedzi na dotykalne, fizyczne i moralne zło, jakie komuna zafundowała polskiemu narodowi w stanie wojennym i długo jeszcze potem. Polecaliśmy Bogu żyjących i tych, którzy już zostali powołani po nagrodę w Niebie.

W seminarium była akademia: wspomnienia, wykład o działaniach ubecji przeciw członkom Komitetu oraz wyróżnienia dyplomami i nagrodzenie najwierniejszych członków srebrnymi pierścieniami z wizerunkiem romańskiego krzyża pektoralnego pierwszego biskupa wrocławskiego Jana. Pierścienie wręczał ks. kard. Henryk Gulbinowicz, wierny świadek i ostoja od pierwszych dni działalności Komitetu. Osiemdziesięcioczteroletni Kardynał był w świetnej kondycji psychofizycznej, tryskał humorem opowiadając historie, które wtedy budziły lęk i niepewność. Wyraźnie dawał poznać, że jest dumny z tego jubileuszu i bardzo wdzięczny Komitetowi.

W Muzeum Archidiecezjalnym otwarta została wystawa dokumentów i fotografii obrazująca działanie niezmordowanego, wolnego ducha Polaków. Uczestnicy tłumnie gromadzili się przy fotogramach, pokazywali siebie na wspólnych zdjęciach i odczytywali różne ulotki, spisy internowanych i uwięzionych oraz dokumenty unaoczniające grozę i niebezpieczeństwa, ale też i radości, i małe i duże zwycięstwa dobra w tamtym czasie.

Dzisiejsza uroczystość zamykająca działanie AKCh była oddaniem hołdu i serdecznym podziękowaniem setkom ludzi spontanicznie i konkretnie miłujących bliźniego. Prawdziwie byli bohaterami.

2007-10-19

DZIEŃ NARODZIN.

W roku 1984 to był również piątek. Na krótko przed północą rozegrała się ponura tragedia na tamie we Włocławku. Trzej mordercy z urzędu wyznań wrzucili w worku obciążone kamieniami ciało księdza Jerzego Popiełuszki do Wisły. Dusza Męczennika wiernego Chrystusowi w chwili śmierci narodziła się do szczęścia wiecznego, znalazła się w rękach Boga. Od 2001 roku czekamy na beatyfikację najwspanialszego kapłana naszych czasów, żyjącego gorącą wiarą w Chrystusa, całkowicie oddanego powierzonym mu ludziom. Najczęściej modlitwa była jego odpowiedzią na terror władzy w stanie wojennym. W prostocie swego serca zwracał się do Chrystusa i powierzał Mu bieżące, ważne sprawy Ojczyzny: Musimy być silni Tobą, Jezu Chryste, aby nie dać się uwieść tym, którzy chcą budować naszą Ojczyznę na tym, co ziemskie, na tym, co przemijające, którzy wlewają w serca, zwłaszcza dzieci i młodzieży, ateizm. Był młodym człowiekiem i w sercu nosił głęboką troskę o młode pokolenie. Nauczał w ostatnim roku swego życia: Jedynie wspólny wysiłek Kościoła, rodziców i wychowawców może uchronić młodzież od tego, aby bocznym torem nie odeszła od zdrowego nurtu Bożego, od zdrowego patriotyzmu, który płynie przez nasz Naród od przeszło dziesięciu wieków.
Kto dziś bierze sobie do serca te słowa? A przecież komunistyczna ideologia bezbożnictwa zastępowana jest obecnie ateizmem praktycznym uwalniającym wszystkie hamulce moralne dla używania łatwych rozkoszy bez żadnej odpowiedzialności.
Ksiądz Jerzy ze swoją twórczą miłością Ojczyzny musi dopukać się do świadomości młodych Polaków!

2007-10-18

PAMIĘĆ OŻYWIA SERCA.

Jest we Wrocławiu na Wielkiej Wyspie niewielki cmentarz parafialny. Ten szczególny skrawek ziemi, zwyczajowo nazywany „miastem umarłych”, jest w pewnym sensie zaprzeczeniem swej nazwy. Tutaj dostrzega się dynamiczne życie pamięci i to nie tylko w Uroczystość Wszystkich Świętych czy w Dniu Zadusznym. Tutaj przy pomniku Orląt Lwowskich starzy lwowiacy i młodzi wrocławianie ogarniają swą modlitwą przeszłe pokolenia Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Tutaj przy Krzyżu Katyńskim zapalają światła pamięci żony, dzieci i wnuki polskich oficerów zamordowanych strzałem w tył głowy i wrzuconych do dołów w Charkowie, Miednoje i Katyniu. Tutaj dziś, jak co roku, „Solidarność” dolnośląska oddała hołd męczennikowi za wiarę i prawdy zasad chrześcijańskich, słudze Bożemu ks. Jerzemu Popiełuszce. Pod prostym, czarnym krzyżem leży duża płyta granitowa poświęcona pamięci kapelana „Solidarności”, a wokół niej mniejsze tablice ku czci księży zamordowanych przez komunę w czasach PRL-u. Najpierw modliliśmy się tłumnie na Mszy św. w kościele wypełnionym przez delegacje i poczty sztandarowe „Solidarności”. Najbardziej jednak cieszyła obecność nauczycieli i uczniów z okolicznych szkół. Przyszli ubrani odświętnie ze swoimi sztandarami szkolnymi. Kaznodzieja, ks. profesor Piotr Nitecki, szczególnie do nich, licealistów i gimnazjalistów, skierował swe słowo o miłości Ojczyzny, która ma swe źródło w niezachwianym zaufaniu Bogu. Na cmentarzu śpiewaliśmy, oczywiście, pieśń stanu wojennego: Ojczyzno ma, tyle razy we krwi skąpana… Młodzi słuchali w zadumie. Wieńce i wiązanki kwiatów zasłały całe miejsce wokół krzyża księdza Jerzego. Wolno mi było dziś pomyśleć, że mimo tej niechęci i nienawiści gotującej się przed wyborami w głowach polityków biegnących po władzę, w sercach młodych Polaków jest miejsce na piękny patriotyzm. Iszczą się już życzenia Jana Pawła II nad mogiłą kapłana – męczennika: Oby z tej ofiary wynikło dobro tak, jak ze śmierci zmartwychwstanie.

2007-10-16

LEKCJA PATRIOTYZMU.

Dziś odbyło się pożegnanie śp. ks. prałata Zdzisława Peszkowskiego. Pogrzeb iście królewski. Kilka tysięcy rozmodlonych ludzi przyszło do katedry warszawskiej, aby podziękować kapelanowi Rodzin Katyńskich za jego uparte drążenie prawdy o potwornym ludobójstwie służb stalinowskich, za otwieranie oczu świata na kłamstwo komunistów i za obnażanie perfidnej zmowy milczenia polityków zachodnich na temat Golgoty Wschodu.

Ta uroczystość pożegnalna była przede wszystkim wyrazem hołdu dla kapłana – Polaka, dla jego święcie spełnianego powołania, jego modlitewnego pośrednictwa między ofiarami zbrodni a miłosiernym Bogiem. Gorące modlitwy płynęły z serc tych, którzy przez tę zbrodnię zostali osieroceni i długo musieli żyć w niewiedzy, pustej tęsknocie i fałszywej nadziei na powrót z wojny. Ks. prałat Peszkowski jak dobry ojciec gromadził na modlitwie , koił bóle sieroce, tulił do Serca Jezusowego. Swoją modlitwą wlewał w dusze nową nadzieję, nadprzyrodzoną, na spotkanie z utraconymi najbliższymi.

Wzruszająca była obecność wielkiej liczby młodych ludzi na pogrzebie. Wszystko bowiem, co się działo wokół trumny zasłużonego dla Polski kapłana, było piękną lekcją patriotyzmu, ujawnianiem siły wewnętrznej człowieka kochającego swych rodaków.  Źródłem tej siły była w sposób oczywisty jego wiara w Boga.

2007-10-15

DONALD – OLO!

Do czego służyła ta debata? Do promowania partii, a sposób promowania nie omijał żadnego grzechu, jaki można popełnić mową ludzką. Transmisja telewizyjna tej debaty powinna być poprzedzona ostrzeżeniem: tylko dla dorosłych.

Nie tak dawno w pewnym liceum odpytywany z ostatniej katechezy uczeń (syn wykształconych i bogatych rodziców) odpowiedział księdzu: odpieprz się, czego się czepiasz!… A politycy domagają się nowych debat. A dziennikarze nadal ripostują: obywatel ma prawo widzieć i usłyszeć…

Wszystko to dzieje się w Kraju, gdzie kolejna rocznica wyboru Polaka na Stolicę Piotrową otaczana jest wielkim świętowaniem pod hasłem: „Jan Paweł II – obrońca godności człowieka”. O, Wielki Polaku, sługo Boży, jak wiele jeszcze musisz z Nieba pracować nad swymi współrodakami!!!

 

2007-10-13

WIEŻA.

Ni stąd, ni zowąd zjawiła mi się przed oczami wieża. Jedyna w swoim rodzaju, niepowtarzalna, przyciągająca wzrok: Tour d’Eiffel. Stojąc kiedyś na jej platformie widokowej, zamiast dachów Paryża czy miejsc znaczących w panoramie miasta, zobaczyłem grubą siatkę drucianą. Była tak blisko, tuż przed oczami. Dlaczego taka nachalna? Po co się tu znalazła? W przewodniku zaznaczono jednym zdaniem: to przed samobójcami.

Ludzie dobrowolnie rzucają się w dół? Nikt, kto kocha, nie rzuca się w ramiona śmierci. Kto stracił miłość, chce umierać. Mój Boże! Ci wszyscy, którzy skoczyli z wieży Eiffela są szczególnymi świadkami miłości, że jest i może stać się… nieosiągalna. Poza miłością jest ciemność i pustka: wsysa człowieka i staje się śmierć! Zupełnie inaczej niż u Norwida, a przecież w tym samym mieście.

2007-10-12

DEBATA.

Można by jej nie zauważyć, gdyby nie wrzaskliwa publika za plecami sprzeczających się polityków.

I był jeszcze jeden świecący punkt na tym ringu wcale niepolitycznym: blond włosa księżniczka w TVN, jak onegdaj w TVP, błyskotliwie zapominająca o uszanowaniu dla rozmówcy.

2007-10-11

BETANKI.

Wojna dwuletnia w Kazimierzu wczoraj zakończona. Mienie zakonne zostało przez komornika odzyskane. Do pięknych, pod lśniącymi dachami, budynków wprowadziły się „prawowite właścicielki”.

Ale co będzie z kopą młodych dziewcząt, postulantek i kandydatek na zakonnice, wyprowadzonych z eskortą policyjną poza mury klasztoru?

Omamiła je wizjonerka. Nie rozpoznały jej choroby. Była ich najwyższą przełożoną w zgromadzeniu. Chciały być jej posłuszne, bo to święty obowiązek w zakonie, a poza tym przełożona grała na ich najpiękniejszych uczuciach miłości do Pana Boga. Która młoda dziewczyna w takiej sytuacji może bez trudu zdobyć się na dystans psychiczny wobec swego świętego oczarowania?…

Ktoś jednak w Kościele musi wziąć za nie odpowiedzialność i to nie tylko za uraz psychiczny, ale za skrzywienie duchowości, wypaczenie ścieżki do Pana Boga. Czy Duch Święty nie dał Kościołowi mocy do walki ze złym duchem, ojcem wszelkiego kłamstwa i omamów? Czy pełnia Ducha Świętego nie spoczęła w dniu konsekracji na ojcu diecezji? Czy zostały użyte wszystkie środki, jakie daje Ewangelia, by uratować te młode powołania?

2007-10-10

WESOŁA ROCZNICA.

Rok 1982. Wtedy była to niedziela. Przed południem na Placu św. Piotra w Rzymie odbywała się uroczystość wyniesienia na ołtarze św. Maksymiliana Marii Kolbego. Z Polski komuniści wypuścili niewielką grupę pielgrzymów. Ks. prymas Józef Glemp w ponurej sytuacji, jaka panowała wówczas u nas (stan wojenny), postanowił pozostać w kraju. Jan Paweł II mówił o łzach, jakie dostrzegł na twarzach polskich pielgrzymów, a nie były to łzy radości. Tak, to była bardzo poważna i smutna sytuacja w Polsce. Komuna bardzo bała się tej uroczystości. Transmisja w TVP była przesunięta z godz. 10-tej na 17-tą. Cenzorzy mocno musieli pracować. Paralele historyczne były aż nadto wyraźne. W Katedrze podczas Mszy akademickiej południowej nawiązałem do sytuacji hitlerowskiej, w jakiej znalazł się święty Maksymilian w obozie koncentracyjnym w Auschwitz: gdy rządzą nieprzyjaciele Boga, nikt z ludzi nie jest bezpieczny. Zwykle ubecy przychodzili po mnie na trzeci lub drugi dzień po kazaniu, tym razem zasadzili się na całej ul. Katedralnej już po południu. Nie mieli szczęścia, bo kto inny o tej porze miał kazanie w Katedrze. Ale i ja nie miałem szczęścia. Jeden z ubeków z Podwala rozpoznał mnie niedaleko „Czwórki”, gdzie mieszkałem. Kiedy spostrzegłem, że jestem otoczony smutnymi twarzami, w ostatniej chwili rzuciłem się w najbliższą bramę i zatrzasnąłem im przed nosem, czterech ich było. Ogródkami nad Odrą przeszedłem na taras rezydencji arcybiskupiej i zapukałem w oszklone weneckie drzwi. Gospodarz był w Rzymie, zakonnice oglądały transmisję. Dosiadłem się, ale siostry dziwnie na mnie patrzyły, byłem ponoć blady jak ściana. Poprosiłem o herbatę. Wezwany telefonicznie ks. Andrzej Dziełak przykrył mnie kocem w swym samochodzie i pod okiem ubeków, okupujących główne wejście naszego duszpasterstwa akademickiego, wywiózł mnie z Wrocławia w góry, na plebanię przedobrego i bardzo radosnego ks. Ludwika Sosnowskiego. Kiedy ochłonąłem za miastem, zacząłem się długo, serdecznie śmiać. Do dziś jest to dla mnie  wesoła rocznica.

 

2007-10-09

MECZ.

Trwa wielki mecz przedwyborczy. Politycy garną się koniecznie na ring pod jupitery! Nie widać, by im chodziło o Polskę. Oni grają o władzę! Dzisiejszy wynik między lewicą a prawicą dla Polaków brzmi: jeden do jednego. Oba gole samobójcze.
W Szczecinie na spotkaniu lewicy eksprezydent, lokomotywa LiD-u, przysnął sobie na moment zmożony tym, co wcześniej wlał w siebie. W Krakowie eksminister, gorący sympatyk PO, znowu użył swego autorytetu i charakterystycznego „słowotoku”, by innych (nie postkomunistów!) podeptać swymi wątpliwej jakości skojarzeniami. Zasłużony skądinąd staruszek schodził z mównicy z uśmiechem pod okularami i wśród oklasków, ale zauważyłem jednocześnie, że nie na wszystkich otaczających twarzach gościła wesołość. Pojawił się niesmak, a może i troska.
Kwaśniewskiego kocham od zawsze tak, jak Pan Jezus nakazał w przykazaniu miłości nieprzyjaciół. Ale niech mi ktoś powie, jak mam teraz kochać profesora Bartoszewskiego? Z politowaniem???

2007-10-08

PRAŁAT PESZKOWSKI.

Dzisiaj rano Bóg odwołał do wieczności 89-letniego, siwiuteńkiego lecz pogodnego, ks. prałata Zdzisława Peszkowskiego, kapelana Sybiraków. Na wojennym wschodzie Bóg zachował go przy życiu, wybierając spośród tysięcy polskich jeńców zamordowanych na rozkaz Stalina wiosną 1940 roku. Cudownie uratowany 22-letni Zdzisław z armią gen. Andersa przedostał się na Zachód, następnie ukończył studia teologiczne i przyjął święcenia kapłańskie. Gdy po zawarciu pokoju żołnierze wracali do domów, pragnąc jak najszybciej zapomnieć o okropnościach strasznej wojny światowej, ks. Peszkowski zrozumiał, że podarowane mu życie nie do niego już należy, lecz do kolegów, których ciała zakopane pozostały w wielu zbiorowych mogiłach na „nieludzkiej ziemi”. Jego wielką zasługą pozostanie dla pokoleń odkłamywanie i umieszczenie w świadomości Europejczyków prawdy o „Golgocie Wschodu”. Swą modlitwą kapłańską jak bandażem opatrywał broczącą bólem pamięć o sowieckim ludobójstwie i tulił do Serca Jezusowego pogrążone w smutku „rodziny katyńskie”. Dziś już stoi przed tronem sprawiedliwości Bożej. Matka Boża katyńska, pochylona nad człowiekiem z przestrzeloną czaszką, niech mu wybłaga u  Syna swojego wieczną radość i dołączenie w Niebie do kolegów wojennych.

2007-10-05

SIOSTRA FAUSTYNA

Dziś w liturgii wspominamy św. Faustynę, „sekretarkę Miłosierdzia Bożego”. Jak żadna Polka potrafi w naszych czasach umocnić człowieka wiarą żyjącego.
Cóż to szkodzi mi żyć otoczona sercami niechętnymi, gdy mam pełnię szczęścia w duszy własnej? Albo co mi pomoże życzliwość serc innych, jeżeli nie posiadam we własnym wnętrzu Boga? Kiedy mam Boga we własnym wnętrzu, cóż mi kto szkodzić może? (Dz. 455).

2007-10-04

PRZED WYBORAMI

Księża biskupi wczoraj w Warszawie przypomnieli, że Kościół nie ma żadnej politycznej reprezentacji, a co za tym idzie partii politycznej, która miałaby prawo przemawiac w imieniu Kościoła lub powoływać się na jego poparcie. Zauważamy jednak, że programy niektórych ugrupowań politycznych i ich praktyka zaangażowania politycznego są bliższe chrześcijańskiej wizji człowieka i społeczeństwa, zaś programy innych partii są odległe od nauczania Kościoła lub wręcz z nim sprzeczne. Stąd odpowiedzialne oddanie głosu w wyborach wymaga rzetelnego rozeznania zarówno kandydatów, jak i programów.
Apelujemy o kulturę prowadzenia kampanii wyborczej. Nie może w niej być miejsca na wzajemną agresję i narastający konflikt. Nie powinniśmy ranić podczas kampanii wspólnoty, którą nazywamy naszą Ojczyzną, gdyż zawsze potrzebuje ona solidarności opartej na prawdzie.
Ten apel jest trochę spóźniony, ale do wyborów jeszcze ponad dwa tygodnie, więc może się przydać taki głos tonujący emocje i studzący głowy polityków i dziennikarzy.

2007-10-03

PIĄTE PRZYKAZANIE.

Cóż z tego, że w tym czy innym szpitalu lekarze wydębili swoją wyższą dolę u swych dyrektorów, skoro w innym mieście inny chorzy zostali opuszczeni? Fala prób uzyskiwania w ten sposób wyższych pensji może przejść przez całą Polskę… Najsmutniejsze jest to, że właśnie na naszej ziemi dobre imię lekarza zostało zszargane. Zaufanie mocno nadwątlone. Mieliśmy wejść do mrocznej moralnie Europy z naszym światłem wiary. Tymczasem Piąte Przykazanie Dekalogu przez ludzi mających służyć życiu i zdrowiu, zostało unieważnione. Dla jakich celów?

 

2007-10-01
LEKARZE.
Gorąco się zrobiło w polskich szpitalach. Nadszedł czas dobrowolnych wymówień pracy lekarzy. Sale pustoszeją, karetki uwijają się, przewożąc chorych do innych miast. Pacjenci w rozgoryczeniu przeklinają służbę zdrowia i wypominają lekarzom: za nasze pieniądze przecież kształcili się! Spora część ofiarnych lekarzy pracuje ponad siły, zastępując kolegów, którzy opuścili ludzi powierzonych ich opiece. Wśród odchodzących młodych panów doktorów słychać cyniczne usprawiedliwienie: nie będę pracował dla idei… Doktor Judym obśmiany totalnie!
Bezideowość jest świadectwem bezduszności i bezbożności.
Kto usensowni pracę lekarza na powrót jako powołanie? Kto pokaże kierunek młodym ludziom zagubionym wśród pseudowartości? Medycy emigrujący za chlebem z szynką niech po drodze wstąpią na grób Jana Pawła II, może tam usłyszą w duszy echo jego nauczania na polskiej ziemi: „Dzisiaj, kiedy zmagamy się o przyszły kształt naszego życia społecznego, pamiętajcie, że ten kształt zależy od tego, jaki będzie człowiek. Nie pragnijmy takiej Polski, która by nas nic nie kosztowała. Naród zaś jest przede wszystkim bogaty ludźmi. Bogaty człowiekiem!” (Jasna Góra, 18.06.1983).

2007-09-29
NIEPRZYZWOITOŚĆ.
Nie wiem, na jakiej podstawie ludzie mediów przyznają politykom w czasie kampanii wyborczej większe, niż kiedy indziej, prawo do nieprzyzwoitości. Wszyscy na tym przecież tracą. Nie ma już autorytetów. Polska to jedno wielkie klepisko, gdzie diabli cepami na oślep młócą. Jaki z tego może być chleb?
Licznie nagradzany osiemdziesięciopięcioletni polityk, były minister spraw zagranicznych, celując w swych przeciwników ideowych, wypowiada słowa, których by z pewnością nie powiedział w czasach niewoli i udręki ojczyzny. Czy to ferwor przedwyborczy go poniósł, czy huraganowy aplauz pośród swoich, czy co?… Pokalał się staruszek.

2007-09-24

CHORY CZŁOWIEK.

Jak się zachować wobec cierpienia drugiego człowieka? Czy wziąć go na ręce i nieść?… (Choroba upokarza, wywołuje falę wstydu; chowamy sprzed oczu innych swe niedołęstwo. Ukrywamy się chorując nie tylko dlatego, że potrzeba nam spokoju).

Łatwiej jest trwać przy człowieku, który pogodził się z chorobą i umie już przyjmować pomoc przyjaciół. Ale jak patrzeć człowiekowi w oczy, który udaje, że wszystko jest w najlepszym porządku? Uszanować jego postawę? Udawać podobnie?… Grać przed nim komedię?

Co robił Chrystus? Uzdrawiał wymagając wiary. Czyli domagał się prawdy: żaden ślepiec, chromy, czy głuchoniemy nie udawał przed Nim. Trzeba nieść drugiego tak, by się czuł jak idący o własnych siłach.

 

2007-09-23
NOWINA.
Kwaśniewski pijany! Ależ mi to nowina!!! A gdzie on nauczył się tak rosyjskiego?…

2007-09-22
KATYŃ NA FILMIE.
W liceum najpierw na propozycję pójścia na film o Katyniu odpowiedzieli wzruszeniem ramion. Pani wychowawczyni klasy przekonywała, namawiała, wreszcie zaproponowała wspólne wyjście i tanie bilety. Poszli. Cisza zapadła od pierwszych kadrów na ekranie. W ciemności każdy po swojemu przeżywał spotkanie z zupełnie nowym tematem. Wyobraźnia ładowała się niespotykanymi obrazami. Wojna rozdzierająca, straszna, a jednocześnie przykuwająca uwagę, bo pokazująca ludzi żyjących po wojnie. Ludzi oczekujących, tęskniących, poszukujących, niepoddających się kłamstwu i rozpaczy. Ludzi bliskich teraźniejszości młodych widzów i ich rodziców. Nawet koniec seansu nie spłoszył ciszy, a zapalające się światła sali objawiły twarze poważne i skupione.
Magiczne i jakże potrzebne działanie kina na dzisiejszą świadomość młodych ludzi. Otrzymali lekcję historii i potężną dawkę dobrych, patriotycznych uczuć. Meblowanie umysłu i wypełnianie serca.

2007-09-20
SZLABAN I CIERPIENIE.
A propos tego, co stało się wczoraj w Polsacie, pamięć moja przywołuje podobne wydarzenie z lat dziewięćdziesiątych, gdy dyrektorowałem Katolickiemu Radiu RODZINA we Wrocławiu. Przygotowywano wybory. Podczas narady redaktorów ustaliliśmy, że promujemy wszystkie środowiska polityczne oprócz lewicowych. Wszystkie środowiska pozbawione jadu komunistycznego traktujemy równo, jednakowy czas im przydzielając. Na ogół w naszym małym Radiu wszyscy mieliśmy do siebie zaufanie. Niestety, zaperzenie polityczne potrafi wszystko zrujnować między ludźmi. Panowie z redakcji spraw politycznych wybrali tylko jedno ugrupowanie i je promowali. Założyłem szlaban na emisję cyklu przedwyborczego. Panowie się pogniewali, redakcja się rozpadła. Do dziś jestem przekonany o słuszności tamtej decyzji i do dziś cierpię, bo utraciłem przyjaźń rodziny Marka.

2007-09-19
LIS.
„Chodzi lis koło drogi,
nie ma ręki ani nogi…”
Wierszyk z dziecinnej zabawy dawno, dawno temu, ale…

2007-09-17
ZAGROŻENIE.
Dokładnie 20 lat temu Jan Paweł II mówił do Amerykanów w Monterey: „W tych ostatnich latach XX wieku, u progu trzeciego tysiąclecia ery chrześcijańskiej, część ludzkiej rodziny […] ma szczególną pokusę, aby naśladować dawny wzór wszelkiego grzechu: pierworodny bunt wyrażony słowami: „Nie będę służył”. Pokusę próby zbudowania świata dla siebie samych, zapominając Stwórcę, Jego zamysł i Jego czułą opatrzność. Ale prędzej czy później musimy zrozumieć, że zapominanie Boga, udawanie, że Bóg umarł, prowadzi do śmierci człowieka i całej cywilizacji. Jest zagrożeniem egzystencji jednostek, wspólnot i całych społeczeństw”. Warto przypomnieć te słowa nie tylko z okazji 86. rocznicy napadu na Polskę wielkiego imperium ateistycznego, którego już dziś nie widać. Te słowa w niespodziewany sposób aktualizują się w Polsce dziś, gdy paranoiczny bieg po władzę przekracza wszelkie granice uszanowania dla osoby ludzkiej. Politycy udają, że Bóg umarł. Zapomnieli Stwórcę, na którego obraz i podobieństwo został stworzony człowiek.

2007-09-16
ŻYWY CUD.
Księża Marianie, duszpasterze tysięcy pielgrzymów i budowniczy Bazyliki maryjnej w Licheniu, przeżywali dziś swe wielkie święto. Podczas uroczystej sumy legat papieski, sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej, ks. kard. Tarcisio Bertone w otoczeniu 120 koncelebransów zaliczył do chwały błogosławionych ojca Stanisława Papczyńskiego (XVII w.), założyciela zakonu Marianów. Jak powszechnie wiadomo, do beatyfikacji potrzebne jest stwierdzenie autentycznego cudu dokonanego za przyczyną kandydata na ołtarze. Podczas tej uroczystości uczestnicy mogli przeżyć niesłychanie wzruszający moment. W procesji z darami na Ofiarowanie do ołtarza szedł sześcioletni chłopiec wraz ze swoimi rodzicami, niosąc relikwie Błogosławionego. Jak powiedział komentator Liturgii Eucharystycznej, jego uzdrowienie w łonie matki – po tym, jak lekarze orzekli wcześniej, że płód za martwy – uznano za cud dokonany za wstawiennictwem o. Stanisława Papczyńskiego.
W ten przepiękny sposób Pan Bóg jeszcze raz potwierdził swe słowa do ludzi bardzo dawno wypowiedziane: „Myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami – wyrocznia Pana” (Iz 55:8).

2007-09-13
KAMPANIA PRZEDWYBORCZA.
Dzisiejsza scena polityczna jest bardzo ruchoma, obrotowa, z częstą zmianą kulis, tła i światła. O horyzoncie zapomniano i stąd ten widok spłaszczony… Chyba mechanizm opuszczania kurtyny został zablokowany, bo wszelkie zmiany dokonują się na oczach wszystkich. Bez przerwy, czy to z prawa, czy z lewa, ktoś manipuluje przy zapadni.
A co grają? Znów nieboską komedię, okropnie ludzką i haha-demokratyczną.

2007-09-11
WŁADEK.
Oniemiałem z wrażenia, gdy zobaczyłem w TV Władysława Frasyniuka, na niedzielnej konwencji nowej postkomunistycznej partii LiD, wykrzykującego hasło: Mówimy „nie” dla konserwatywno-katolickiej prawicy w Polsce! Ten „chłopak z MPK”, jak go nazywają we Wrocławiu, od „Solidarności” przebył krętą drogę po różnych formacjach demokratyczno-liberalnych i wylądował u Kwaśniewskiego. Wyprzedziła go o kilkanaście lat Labudowa, też wrocławianka.
Nie rozumiem, jak człowiek myślący może aż tak zagubić się w życiu. Współczuję serdecznie księdzu Stachowi Orzechowskiemu, który całą duszą bronił i wspomagał Władka w tragicznych latach stanu wojennego.

2007-09-10
BENEDYKT XVI.
Apostolski Pielgrzym powiedział w Austrii: „Wspólny dom europejski będzie miejscem dobrym do zamieszkania tylko wtedy, gdy zostanie zbudowany na solidnym kulturalnym i moralnym fundamencie wspólnych wartości, jakie przekazały mu jego dzieje i tradycja”.
Nie mogę się nadziwić smutnemu faktowi, że o chrześcijańskich korzeniach Europy trzeba zachodnich Europejczyków przekonywać, dowodzić…

2007-09-09
DON LUCIANO.
O Pavarottim mówi się dziś wszędzie! Ten, który swym głosem oczarował cały świat, dziś już nie żyje. Wczoraj cała Italia żegnała swego ulubieńca, króla tenorów. W Modenie rozdzwoniły się wszystkie dzwony kościelne w czasie Mszy pogrzebowej. Płakali z pewnością ubodzy, bo tam, w swym rodzinnym mieście, Don Luciano dał pierwszy koncert charytatywny. Pamiętam szał, jaki opanował melomanów w 1990 roku po koncercie Trzech Tenorów w Rzymie. Płyta z nagraniem koncertu rozeszła się w Polsce natychmiast. Luciano Pavarotti królował z białym szalikiem (ręcznikiem?) na szyi. Trudno było oderwać oczy od obrazu. W tle ukazywały się ruiny term Karakalli. Wspaniała, pod gołym niebem opera.
Dziś w autobusie tuż przede mną siedziała matka ze swą 8- albo 9-letnią córką i czytała gazetę. Dziewczynka zaglądała jej przez ramię. W pewnym momencie słyszę ściszone pytanie: mamo, czy to prawda, że Pavarotti miał cudowny, anielski głos? Hmm – odpowiedziała matka – można tak powiedzieć. –No to pewnie jest teraz w Niebie – kontynuowała córeczka. Pewnie jest – zakończyła matka składając zadrukowane płachty papieru. Posmutniałem, bo nie wiem, jak Luciano Pavarotti wytłumaczy się św. Piotrowi(?) w bramie niebieskiej ze swego rozwodu. To przecież nie jest sprawa błaha, ani tu, ani Tam.

2007-09-08
ŚWIŃSTWO.
Paskudne wieści rozchodzą się szybko i w niewybredny sposób. Na przystanku autobusowym, tymczasowym, bo przecież komunikacja miejska u nas jest do góry nogami przewrócona, złapał mnie samotny „perrorysta” i nadawał: słyszał ksiądz, co zrobił ten Kwaśniewski? –Który? –No były prezydent za przeproszeniem, poradził Niemcom, żeby Polakom śrubę dokręcili. Jak Sowiet jaki. –Jaką śrubę, co pan mówi? –No polityczną… Już on tam wie jaką. Niech ksiądz tylko pomyśli, on jechał z naszym papieżem na jednym wózku, papamobile znaczy się. Ten sukinkot wstydu nie ma. Świństwo i wieprzowina! Wykrzyknął, zapalił papierosa i poszedł dalej.

2007-09-07
JEZUS JEST PANEM.
Późnym wieczorem zadzwonił do mnie student z południowo-wschodniego krańca Polski. Pełen radosnych emocji zaczął z miejsca: byłem dziś na rekolekcjach jubileuszowych. Było piękne kazanie o Jezusie. Jezus jest wspaniały, cudowny, kochany. Kocham Jezusa! Kiedy misjonarz zaproponował, by ludzie podeszli do krzyża, ja też podszedłem i powiedziałem głośno „Jezus jest moim Panem”. Proszę księdza, jestem szczęśliwy!
Czułem to. Łzy zakręciły się mi w oczach. Dobrze, że tego nie widać przez telefon.

2007-09-03
BEZ ZGODY.
Tekst kardynała Dziwisza wygłoszony do ordynariuszy diecezji polskich, postulujący zmianę zarządu Radia Maryja i Telewizji Trwam, redaktor krakowskiego Tygodnika Powszechnego, który szanuje powolną i bez rozgłosu pracę instytucji kościelnych, odważył się opublikować bez zgody autora (swego szefa!), wiedząc ponadto, że tekst ten nie był przeznaczony do druku. Poważne wykroczenie przeciwko prawu prasowemu i karygodne uchybienie wobec autora (chyba, że autor machnął ręką i powiedział: drukuj, ale ja nic o tym nie chcę wiedzieć; tak też mogło być).
Zastanawiam się ze smutkiem, ile musi być w sercu księdza redaktora dobrowolnej, darmowej i bezinteresownej nieżyczliwości wobec ojca Rydzyka?… I ilu współ-myślicieli z GW, TVN czy PO, klaskaniem mających obrzękłe prawice?…

2007-09-01
INTELIGENCKA TKANKA.
Czymkolwiek są podsłuchane rozmowy telefoniczne polityków, jakie zaprezentowano wczoraj w telewizji, mówią one o jednym: kultura klasy politycznej sięgnęła dna. Kto tych polityków kształcił i wychowywał, do jakich szkół chodzili?…
Tak owocuje wybicie do nogi podczas wojny i po wojnie całej inteligencji polskiej. Z pustego i Salomon nie naleje! Pół wieku minęło od katastrofy światowej! Polska woła o ludzi sumienia, jak to już wcześniej zauważył Jan Paweł II. Woła też o ludzi uformowanych głęboko patriotycznie, którzy służby Ojczyźnie nie będą zamieniać na robienie własnej kasy.
Ile lat, a może i wieków, musi upłynąć, by odrodziła się tkanka inteligencji w „mistycznym ciele ojczyzny”?

2007-08-31
PAMIĘĆ BRZEMIENNA.
Dziś mija 25 lat od dnia walki ZOMO z robotnikami Lubina (warto zajrzeć na stronę: www.lubin82.pl/). Uroczystości przypominające te smutne wydarzenia sprzed ćwierćwiecza zaszczycił swą obecnością pan Prezydent.
Pamiętam tamten czas. Cały rok 1982 był rokiem wielkiej działalności Solidarności w podziemiu. Śmierć trzech robotników w Lubinie pobudziła na nowo społeczeństwo. Artyści zaczęli działać pod skrzydłami Kościoła w parafiach. Rok 1982 był jednocześnie rokiem przygotowań do przyjazdu Jana Pawła II do Polski. Duszpasterstwo Środowisk Twórczych we Wrocławiu przywitało Ojca św. w czerwcu 1983 roku ogólnokrajową wystawę i sympozjum „Droga i Prawda”. W ogromnym kościele św. Krzyża znalazło miejsce ponad sześćset obrazów i rzeźb profesjonalnych artystów i amatorów. Pamiętam uderzający widok w świątyni naprzeciw wejścia: trzy wielkie płótna amatorskie przypominające wydarzenia lubińskie: mostek, na który padły śmiercionośne kule z karabinów milicyjnych, grupa robotników dźwigających śmiertelnie ranionego kolegę i wielki, samotny trampek zgubiony w pośpiesznej akcji ratowania życia na ulicy zaatakowanej przez ZOMO. Te obrazy uświadomiły wielu ludziom tragedię stanu wojennego. Dramatyczne obrazy z Lubina głęboko przemawiały do serc wielotysięcznej rzeszy Polaków zwiedzających wystawę przez kilka tygodni. Wizyta Ojca św. otoczyła jakby ochronnym parasolem tę cenną inicjatywę wolnych twórców, nieprzerażonych groźbami cenzora ubeckiego.
Kończy się sierpień, miesiąc brzemiennej narodowej pamięci. W wielu rodzinach polskich zachowano abstynencję alkoholową dyktowaną właśnie tą pamięcią patriotyczną, przypomnianą przez biskupów polskich.

2007-08-26
WYWIAD.
W dzisiejszym, weekendowym wydaniu „Rzeczpospolita” wydrukowała wywiad z poetą Jarosławem Markiem Rymkiewiczem z Warszawy: „Jarosław Kaczyński ugryzł żubra”. Jest to tekst dosłownie: niesłychany! Dziś tak nikt nie mówi, ani pisze. Naprawdę tekst fragmentami jest fascynujący, jeden z niewielu dziś, przy którym można się pogodnie uśmiechnąć.
„Pytanie: A dlaczego krytycy Kaczyńskich mieliby chcieć, żeby było gorzej? Odpowiedź: Dlatego, że jak tu będzie gorzej, to im będzie lepiej. Dowiodły tego lata dziewięćdziesiąte – wszyscy wiemy, komu się wtedy w Polsce dobrze żyło. To właśnie ci ludzie mówią teraz, że w Polsce nie ma demokracji i że to jest państwo totalitarne. Pytanie: Ale to, że Jarosław Kaczyński ma ciągoty autorytarne, jest rutynową tezą podnoszoną w potyczkach publicystycznych(…)Może coś w tym jest? Odpowiedź: W Polsce nie wolno robić tylko jednej rzeczy – nie wolno szkodzić Polsce. Ci, którzy mówią, że bracia Kaczyńscy zaprowadzają rządy autorytarne czy totalitarne, szkodzą Polsce. Chcą odebrać Polsce, czyli nam wszystkim, tę wielką szansę, którą dostaliśmy, jakimś cudem, po latach niewoli. […] Gdyby Polacy uwierzyli w to, co mówi telewizja i co piszą niektóre gazety, to już dawno by wypluli ze swoich ust braci Kaczyńskich. Nie wypluli, czyli nie wierzą gazetom. […] Życie mówi zaś Polakom coś zupełnie innego. Mówi im, że w Polsce dzieje się teraz coś wspaniałego. I Polacy – to jest rzecz dla mnie niezwykle ważna – znów są dumni z tego, że są Polakami. Słyszę to i widzę naokoło – że cieszą się ze swojego tutejszego życia. To jest właśnie wspaniałe, bo przecież jeszcze kilkanaście lat temu wstydzili się Polski i tego, że są z tego kraju”.

2007-08-25
KONWENCJA.
Na Konwencji PiS-u w gdańskiej Hali Olivia pani wicepremier i minister finansów Zyta Gilowska swe wystąpienie zakończyła emocjonalnie: „Człowieku, co cię napadło? Co cię napadło?!”. Była to niekonwencjonalna riposta na niesłychaną ocenę pracy premiera Kaczyńskiego przez lidera PO Tuska: „Człowiek uczciwy nie może pracować z Kaczyńskim”.
Prof. Religia, minister zdrowia, zareagował właściwym sobie tonem refleksyjnym: Patrząc wstecz na dwa lata swej pracy w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, mam prawo powiedzieć: „Religa, ty jesteś uczciwy człowiek!”. Zgromadzeni w Olivii zaśpiewali Profesorowi „Sto lat”.

2007-08-15
CHWILA WZRUSZENIA.
Wróciliśmy z kościoła po uroczystej celebrze maryjnej. Ks. Richard stanął przede mną, popatrzył głęboko w oczy i powiedział cicho, ze wzruszeniem: Emirze, i kto by pomyślał?…
Rzeczywiście, kto by pomyślał przed 17 laty, że ten nauczyciel języka angielskiego z Cambridge, kompletny ateista, poszukiwacz przygód stanie ze mną przy jednym ołtarzu w kapłańskim ornacie. Nadziwić się nie mogę Bożej Opatrzności. Ale też, czy można nie dziękować Przedwiecznemu za taką łaskę Bożego Serca?…

2007-08-15
MODLITWA ZA POLSKĘ WE WROCŁAWIU.
Królowo Korony Polskiej! Najświętsza Matko naszego Narodu! Nie mamy sił, aby pielgrzymować do Twego Jasnogórskiego tronu, dlatego przychodzimy przed Twe cudami opromienione oblicze we wrocławskim sanktuarium na Zalesiu i składamy u stóp Jezusa, Twojego Syna, nasze serca gorące, spragnione miłości i pokoju, ale również w tych czasach ponad miarę przepełnione smutkiem, rozterkami i zgorszeniami.
Nienawiść i odwet rządzące na szczytach elit, rozlewane przez media na cały kraj, budzą w nas najwyższy niepokój i troskę o los młodego pokolenia. Jesteśmy bezradni wobec dławienia Prawdy i niszczenia autorytetu Bożego.
Przychodzimy do Ciebie i prosimy pokornie o pomoc.
Miłujemy Cię, Matko Najświętsza, bo Twój Syn pierwszy Cię ukochał najgoręcej i najwdzięczniej. Oddajemy Ci hołd królewski, bo przez wieki nie opuściłaś nas w żadnej narodowej potrzebie.
I dziś spójrz łaskawym okiem na naszą Ojczyznę. Bądź Orędowniczką naszą przed tronem Miłosierdzia Bożego. Jak kiedyś uratowałaś Naród przed zbrojną ekspansją bolszewizmu, tak teraz bądź naszą potężną obroną i mocą w walce z wrogiem atakującym Polaków od wnętrza, niszczącym wrażliwość na głos sumienia, na głos przemawiającego Boga w duszy ludzkiej.
Nie opuszczaj nas, bądź z nami, zwycięska Królowo!

2007-08-13
SPRZĄTANIE.
Chyba nikt nie myślał, że łatwe będzie sprzątanie IV Rzeczpospolitej. Ale odszczurzanie jest jeszcze trudniejsze, bo bardzo niebezpieczne. Można być boleśnie pogryzionym.
Szczury się kocą czy lęgną???

2007-08-06
ŚWIĘTA STOLICA.
Dziś kolejna rocznica odejścia do Nieba papieża Pawła VI; było to w roku 1978 w Castel Gandolfo, oddał Bogu swe ostatnie tchnienie o godz. 21:40 (sic!). 15 lat służył Kościołowi jako sługa sług Bożych. Był człowiekiem cichej mądrości, wielkiej delikatności serca i tradycyjnej dyplomacji watykańskiej. Jego przeżywanie podróży apostolskiej do Ziemi świętej ukazało współczesnym, jak można rozczytać na ziemi ślady Jezusa zanotowane w Ewangelii i spotkać Go w Betlejem, w Nazarecie czy nad Jordanem. Paweł VI otworzył drogę do pierścienia Rybaka, przez włączenie do kolegium kardynalskiego,aż trzem swoim następcom: Albino Lucianiemu (późniejszemu Janowi Pawłowi I), Karolowi Wojtyle (późniejszemu Janowi Pawłowi II) i Josephowi Ratzingerowi (dziś Benedyktowi XVI). Papież Polak rozpoczął jego proces beatyfikacyjny. Pamiętam, że w dniu Przemienienia Pańskiego późnym wieczorem, gdy usłyszałem przez radio o śmierci papieża, powiedziałem sobie: wyprowadził go Pan na górę wysoką i tam się przemienił przed jego oczyma. Śmierć daje człowiekowi oczy zdolne pomieścić boski blask Jezusa.
Koleje życia ostatnich papieży (za mojego dotychczasowego życia) wyraźnie świadczą o tym, że Stolica Piotrowa jest istotnie świętą Stolicą. Obecnie toczy się w Rzymie proces beatyfikacyjny Piusa XII. Jego następca Jan XXIII już został ogłoszony błogosławionym. Proces beatyfikacyjny Pawła VI trwa. O Albino Lucianim od początku jego pontyfikatu mówiono: papież dobrego uśmiechu. Jana Pawła II w dniu pogrzebu nieoficjalnie „kanonizował” jego następca, a lud Boży okrzyknął „świętym natychmiast”. Benedykt XVI promieniuje na cały Kościół współczesny swą mądrością teologiczną, modlitwą i pokorą.

2007-08-02

POWSTANIE.

Uroczyste wspominanie powstania warszawskiego. 63 lata minęły od tamtych tragicznych, ciemnych i krwawych dwóch miesięcy. Zginęło w tamtym czasie kilkaset tysięcy ludzi w Warszawie… Jak to możliwe, że do dnia dzisiejszego w Europie i na świecie są kraje, w których nie słyszano o tym zrywie wolnościowym Polaków pod okupacją niemiecką, albo myli się go z powstaniem w getcie warszawskim?…

Niech mi nikt nie mówi o wolności słowa we współczesnych mediach!

 

2007-07-30

CIEPŁO UFNOŚCI.

Od niedawna leży na stoliku przy moim łóżku komputerowy wydruk obrazu Zbawiciela wg. św. siostry Faustyny z napisem „Jezu, ufam Tobie”. Są to pierwsze słowa, jakie tuż po przebudzeniu wypowiadają Bogu moje oczy. Dotąd zwykle zaczynałem dzień od słów dziękczynienia za dar wiary, za noc i wczorajszy dzień, za wszystkie dni i noce, po prostu za całe życie. Teraz mój dzień zaczyna się od cudownego poczucia bezpieczeństwa, jakie płynie od Jezusa poprzez świadomość ufności. Ciepło odchodzącej nocy nie opuszcza mnie, nadal jestem zanurzony w Bożej Miłości, otulony jak dziecko dobrymi ramionami ojca. Po staremu zostało, na zakończenie tego pierwszego kontaktu, pozdrowienie Niepokalanej Maryi i powierzenie Jej wszystkich parafian oraz moich bliskich i dalekich.

 

2007-07-25

OBRAZ BOGA.

W „Notatkach z lektur i życia” Kazimierza Brandysa przeczytałem: „Nie wiedzieliśmy o tym, że wiek XX, w którym żyliśmy, będzie nazywany opoką, gdy człowiek miał najwięcej powodów, aby nienawidzić Boga”. Hmm… Usprawiedliwianie grzechu swego ateizmu?… Jak echo z lat szkolnych dolatuje pytanie: dokąd wywędrował Bóg z Oświęcimia, Treblinki, Dachu?… Dziś również można usłyszeć tu i tam zarzut: dlaczego Bóg nie uratował pielgrzymów maryjnych wracających z La Salette?

Obarczać  Boga winą za katastrofy czy błędy człowieka może tylko ten, kto wykoncypował sobie boga na swój obraz i podobieństwo; stworzył obraz boga na własny użytek i wygodę swoją.

Duch Święty przez wieki w Kościele zabezpiecza nieskażoność prawdy, że przez wcielenie i odkupienie w Jezusie Chrystusie Bóg stanął najbliżej człowieka. Gdzie dzieje się zło, wobec którego człowiek jest bezradny, tam zawsze jest obecny Bóg ze swym nieskończonym miłosierdziem. Bóg płacze z płaczącymi i pomaga z pomagającymi. Z każdym dniem widać to coraz wyraźniej w Grenoble i w Polsce.

 

2007-07-22

NIEDZIELA ŻAŁOBNA

Niesposób dziś nie przyłożyć serca do smutku i żalu tych, którzy dotknięci zostali skutkami ciężkiej katastrofy autobusu z pomorskimi pielgrzymami wracającymi od Matki Bożej w La Salette, w Alpach francuskich niedaleko Grenoble. Byłem tam przed wielu laty.

Ciężko i mniej rannym została oddana cała uwaga mediów i władz państwowych Francji i Polski. Pomoc jest organizowana materialna i psychologiczna dla pielgrzymów uratowanych ze spalonego kompletnie autobusu i dla ich rodzin w kraju.

Myślę w tej chwili o tych, których ciała z trudnością są identyfikowane, a których dusze już stanęły na progu Wieczności. Całym sercem wierzę, iż Maryja otoczyła ich swoją czułą opieką i uprasza u Bożego Miłosierdzia wejście ich do Królestwa Niebieskiego.

Czyż ci pielgrzymi nie wędrowali ścieżkami, które ongiś wyznaczyło objawianie się Matki Bożej małym dzieciom na hali alpejskiej? Czyż nie wsłuchiwali się w Jej orędzie modlitewne w sanktuarium wysokogórskim, nie otwierali przed Nią swych serc? Czyż nie napawali się pięknem krajobrazu i słońcem intensywnym, wszechogarniającym swymi promieniami? A przecież ono jest zaledwie małym odblaskiem Światłości Przedwiecznej mieszkającej w tabernakulum. Czyż nie nakarmili się Ciałem Chrystusa w czasie Najświętszej Ofiary, nie oddali Mu siebie i swoich najbliższych w tej Ofierze? Doprawdy, wiele jest znaków nadziei wlewającej się pokojem do serca w tej strasznej katastrofie.

Kościół w każdej chwili poleca Chrystusowi dusze wyjęte z czasu, stające na progu domu Ojca Niebieskiego. Dobry Jezu, a nasz Panie, daj im wieczne spoczywanie.

Przykładam moje serce do smutku i żalu wszystkich, którym dziś pod Grenoble darowano jeszcze raz życie, i z całą mocą wołam: Jezu, ufam Tobie!

 

2007-07-21

TAJFUN.

Trąba powietrzna przetoczyła się przez północne brzegi Śląska. Bardzo duże szkody! Dużo płaczu i zgorszonych wejrzeń kierowanych w niebo. Mówią niektórzy: wiele bram otworzyliśmy na nowości z Ameryki, przyleciał za nimi wreszcie tajfun…

 

 

 

 

 

 

2007-07-19

NIE MÓWIĄ.

Nad morzem, gdzie bawię od dwóch dni, pogoda wspaniała. Upał zelżał, burza oczyściła powietrze. Wczoraj po południu do gościnnego domu zakonnego przyjechał znany i lubiany tu kardiolog z rodzinką. Na niewielkim podwórku „zacumowała” z właściwym sobie warkotem stara skoda, a z niej wysypała się gromadka dzieci. Z serdecznym powitaniem przybiegł superior klasztoru. Krzykom radosnym i uściskom nie było końca. Pani doktorowa musiała dyskretnie mitygować rozradowane pociechy.

Podszedłem i ja nieśmiało, uścisnąłem rękę doktora i spoglądając na wysłużony wehikuł, spytałem zaciekawiony: a pan nie strajkuje? – Nie. Nie wchodzę w politykę. Spojrzał na mnie uważniej i widząc koloratkę dodał: to jest zła polityka, niepotrzebna teraz Polsce.

Zastanawiam się, dlaczego media o tym nie mówią?…

P.S.

Dziś po południu usłyszałem w radiu, że minister zdrowia powiadomił prokuraturę w sprawie podejrzenia o przestępstwo. Mianowicie kolejno w trzech szpitalach odmówiono przyjęcia chorego człowieka.

2007-07-10

SANATORIUM.

Jestem w sanatorium. Tu mnie zagnał ból, jaki od dłuższego czasu czuję w kolanach i w okolicach kręgów szyjnych. Pogoda nie najlepsza, pada już drugi dzień bez przerwy. Kolejki przed gabinetami zabiegowymi dłuższe niż zwykle. A w kolejkach można usłyszeć ciekawe rozmowy. Jedna zaciekawiła mnie żywiej. Starsza pani zaczęła:

– Już siódmy raz jestem w sanatorium, poznałam różne warunki w różnych domach. Tutaj jest nieźle, bo to prywatne, chociaż na ubezpieczalnię…

– A ja jestem pierwszy raz w sanatorium – włączył się przygarbiony mężczyzna podpierający się kulą. Przymierzałem się już kilka razy, ale zawsze słyszałem od lekarza biadolenie: wolne miejsce będzie dopiero za dwa lata. Wreszcie poszedł ze mną mój zięć i powiedział lekarzowi, że my przyszliśmy prywatnie. Rozpoczęła się zupełnie inna rozmowa. Miejsce znalazło się zaraz. W ciągu trzech dni miałem potrzebne skierowania i zrobione wszystkie badania.

– No tak, ale to musiało nieźle zięcia kosztować – westchnęła staruszka.

– A kosztowało, kosztowało – odrzekł mężczyzna. 70 zł za 3 minuty rozmowy, wypisanie jednego papierka i umówienie się na następną wizytę. A za każde badanie trzeba było osobno płacić…

– No i popatrz, pan – odezwała się druga kobieta – i oni jeszcze strajkują!

– Nie mają prawa! – zdecydowanie stwierdził zgarbiony mężczyzna.

– Chyba że młodzi, bo oni po studiach mają najgorzej – dodała młodsza pani.

– Ale zobacz pani – zareplikował mężczyzna – młodzi nie strajkują… A zresztą, czy komuś z nas po studiach zaraz rosły kokosy? Człowiek uczciwy dorabiał się powoli.

 

2007-06-21
PRZEWROTNOŚĆ.
Pielęgniarki zostały dziś siłą zepchnięte przez policję z jezdni na chodnik przed urzędem premiera. Jedna pani poturbowana, została opatrzona na miejscu, a drugą zawieziono z osłabłym sercem do szpitala. Oczywiście, doskonała okazja dla medialnych wzruszeń i dobrych uczynków dla politycznych samarytan. Z samego rana przyszła do protestujących pań pierwsza dama trzeciej Rzeczypospolitej z poczęstunkiem, a z nią inne damy i inni panowie z czym kto mógł. Młodzieżówka lewicowa przyniosła nawet czynną kafeterię. Czyż to nie wzruszające?…
Szkoda tylko, że tak późno. Mąż pierwszej damy mógł przecież przez dwie pełne kadencje poprawiać los pielęgniarek polskich tak, że miałyby wszystkiego pod dostatkiem i nie musiałyby ani wybywać za granicę, ani protestować przed urzędem państwowym.
Chyba jednak prawdą jest, że przewrotność ludzka najpełniej realizuje się w polityce.

2007-06-20
WCHODZENIE W WIECZNOŚĆ.
Rafał odszedł dziś do Pana. Piszę te słowa z całą świadomością głębi prawdy: został powołany do Wieczności. Bóg doświadczył go wielkim cierpieniem. Tylko oglądanie oczyma wiary prawa Stwórcy do swojego stworzenia pozwala pogodzić się z tą, po ludzku niezrozumiałą, sprawą powolnego umierania 20-latka. W rozmowach z Rafałem widać było wielką wolę życia i piękne planowanie młodości, a przecież w ostatnich dniach zadziwił swą pogodą ducha, z jaką przyjmował każde nowe bolesne doświadczenie. Wiedział, że rak zżera sukcesywnie po kawałku jego życie, a jednocześnie wierzył w wysiłki lekarzy i cenił ich poświęcenie w ratowaniu jego zdrowia. Cieszył się każdą modlitwą ofiarowaną przez bliskich w intencji uzdrowienia. W sposób niezauważalny przez otoczenie zbliżał się ku Światłu. Odprawił spowiedź św. z całego życia i z wielką godnością przyjął Wiatyk – pokarm na drogę do Wieczności. Jak ciężko utrudzony pielgrzym (wiedząc dokąd zmierza!) z radością witał każdy nowy, może ostatni, dzień. Doprawdy, to była wielka przemiana. Ten niedawny jeszcze maturzysta z pełną dojrzałością wchodził w Wieczność. Kilka dni przed ostatnim westchnieniem przeleżał w śpiączce. Długo naszeptywałem mu do ucha w ostatni wieczór słowa nadziei i zapewnienia o miłości Pana Jezusa. Gorąco zapewniałem go, że Zbawiciel ofiaruje jego piękne, oczyszczone przez cierpienie, życie w dobre, Ojcowe ręce Przedwiecznego. Udzieliłem odpustu zupełnego. Odszedł dziś w Godzinie Miłosierdzia. Rodzice i jego dziewczyna, Kasia, z pokorą przyjęli jego ostatnie westchnienie.

2007-06-16
ŚWIĘCENIA.
Richard Nesbitt został księdzem katolickim. Jak z bicza trzasł, minęło 6 lat formacji i studiów seminaryjnych w Londynie, do których Richard znalazł drogę (której szukał w Polsce od jedenastu lat) przynaglony głosem Jana Pawła II w roku Wielkiego Jubileuszu.
Stałem dziś w westminsterskiej katedrze wśród księży londyńskich, otaczających ołtarz i swego kardynała z rękoma nad głową Richarda, i nadziwić się nie mogłem piękności planu Bożego i prostocie ścieżki, po której Pan przeprowadził młodego człowieka od kompletnej nieznajomości Jezusa aż do całkowitego powierzenia Mu swego życia w służbie kapłańskiej. W tej dynamicznej, 17 lat stwarzanej, mozaice każdy kamyk ma swoje miejsce mocno uzasadnione. Każda osoba spotkana, każde wydarzenie przeżyte, każde miejsce odwiedzone – wszystko: każda radość i każde cierpienie – zostało z precyzyjną dokładnością wyemitowane z przepastnej głębi Bożej Miłości. I jak tu nie łączyć się z zachwytem Psalmisty:
„O Panie, nasz Boże,
czym jest człowiek, że o nim pamiętasz,
i czym syn człowieczy, że się nim zajmujesz?” (Ps 8).

2007-06-13
SUPERDYDAKTYK.
Znowu gorąca dyskusja w mediach, tym razem: co biskupom polskim wolno, a czego nie wolno mówić na kazaniach. Wypowiadają się różne autorytety. Znam ten ton sprzed lat. W tej materii, czym się różni totalitaryzm od demokracji?… Nie wiem, jaka była w praktyce demokracja grecka czy rzymska, ale widzę, że dzisiejsza „demokracja medialna” jest takim samym używaniem władzy (przez różnych ludzi o różnej orientacji ideowej) jak za komuny (jednej jedynej orientacji). Pan dziennikarz, katolik, od początku roku specjalista od „łżenia arcybiskupa”, po Bożym Ciele wykreował się już na superdydaktyka episkopatu. Używa tonu rodem z gomułkowszczyzny: „Polscy hierarchowie – jeśli zamierzają nadal wypowiadać się na tematy publiczne – muszą nauczyć się (…)” itd. itp. Dla uwyraźnienia fachowości swej wypowiedzi, publicysta „Rzeczypospolitej” przywołuje na pamięć profesjonalizm episkopatu niemieckiego. Meisterstück!

2007-06-11
CO W SERCU?
Znów otrzymałem list z prośbą o modlitwę o zdrowie. Coraz więcej takich listów do księdza w kraju, gdzie lekarze straszą porzuceniem chorych na łóżkach szpitalnych. Moja witryna od początku służyła także jako cyber-skrzynka na kartki z prośbami, ale teraz notuję próśb więcej, właśnie o zdrowie, bo lekarze walczą o inne sprawy. Ludzie chorzy czują się bezradni, opuszczeni. Wielu przestało ufać lekarzom.
Ojciec św. Jan Paweł II codziennie nowe prośby wkładał do skrzynki w swym klęczniku. Na razie wszystkie prośby noszę w pamięci i w różnych chwilach podrzucam je Panu Jezusowi i Jego Najświętszej Matce. Ale też pytam Pana na modlitwie: dlaczego medycy zapominają, że zostali obdarzeni wyjątkowo ważnym powołaniem do służby człowiekowi choremu. Czy nie znają tej ogromnej nagrody, jaka czeka na nich w Niebie?
Wędruję ulicami mej parafii, mijam wille lekarzy, przy każdej stoi piękny samochód. Wiem, że samochody się psują i że trzeba dalej zarabiać na nowy. Wiem też, że na zachodzie zarabia się więcej. Ale czy to ma być wszystko, co warto mieć w sercu?…

2007-06-08
10 LAT MINĘŁO.
Pytali mnie koledzy wczoraj, po procesji Bożego Ciała, czy miło mi było, gdy cała Hala Stulecia (6 tysięcy osób) śpiewała Hymn Kongresu Eucharystycznego sprzed dziesięciu lat… Pewnie, że było mi miło. Śpiewałem również. Wczoraj w sercu zagościła znów na chwilkę radość, jaką odczułem podczas Statio Orbis, gdy Jan Paweł II cytował w homilii słowa Hymnu. O, wtedy radość była spontaniczna, gdy znajomi bezwstydnie przybiegli z gratulacjami (Panie, przebacz to rozproszenie na świętej liturgii). A Ojciec św. mówił: „Śpiewamy w hymnie kongresowym: „Ty zostawiłeś nam dar Eucharystii, by ład wewnętrznej tworzyć wolności”. Jest to bardzo istotne stwierdzenie”… Wyraźnie widzę tę postać w ornacie przy ołtarzu kongresowym, jak mocnym głosem naucza o tym, co istotne w wolności i dla wolności człowieka.
Minęło już 10 lat. Papież Polak już w Niebie.

2007-06-07
BOŻE CIAŁO I KREW.
O jakże różnych, z pewnością bardzo ważnych, sprawach mówili dziś nasi biskupi niosący eucharystycznego Chrystusa ulicami polskich miast. Poza Italią chyba nigdzie w Europie dzień dzisiejszy nie daje hierarchom takiej okazji. Słuchałem sprawozdań z różnych stolic diecezjalnych i nigdzie nie dosłuchałem się tematu o strajku lekarzy polskich, a przecież on trwa już tak długo, za długo!. Na oczach całego Kościoła w Polsce, dokonuje się demontaż służby dla chorego i biednego człowieka. Następstwa tej antyhumanitarnej walki politycznej mogą okazać się niebywale tragiczne dla zubożałej części społeczeństwa polskiego.
Boże Ciało i Krew to w istocie ludzkie ciało i krew. Czy wolno nie mówić o człowieku, o jego ciele i jego krwi, gdy uroczyście honoruje się eucharystyczne postaci Boga wcielonego?
Święty Jan Apostoł napisał: „Kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi” (1 J 4:20).

2007-06-04
W SZPITALU.
Patrzę na 20-latka na łóżku, na oddziale chirurgicznym. Od miesięcy rak zżera jego czerwone ciałka krwi. Już zaczął plądrować po całym organizmie, przerzucił się do płuc. A wcześniej zdążył zniszczyć mu prawą rękę. Został mały zwisający kikut zamiast ramienia. Czarne szwy zamykają skórę na odpiłowanej kości. Pytam: boli? – Nie. Odpowiada pogodny, z lekkim uśmiechem na (opuchniętej?) twarzy. Na ostrzyżonej głowie pęcznieją coraz wyraźniejsze guzy.
Rafał jest pogodny, ale czy pogodzony?… Wiem, że to kiepskie pytanie na jego lata. W jego myślach istnieje tylko jedna ewentualność: wyzdrowienie. Przecież rodzice są tacy pobożni. Jego szkoła trwa przy nim sercem na modlitwie. Jego dziewczyna dyżuruje przy nim dzień i noc.
Patrzę w jego spokojne oczy. Rozmawiamy już długo. Wycieram duże krople potu na jego czole i zachodzę w głowę, jak skierować jego myślenie ku Niebu. Modlę się, by było mu oszczędzone załamanie wiary: w zdrowie, w pobożność, w moc modlitwy. Nadzieja tylko w Panu. Jezu, ufam Tobie!
A lekarze strajkują.

2007-05-28
KARDYNAŁ WYSZYŃSKI.
Przed 26 laty odszedł po nagrodę wieczną do Nieba wierny sługa Boży, pasterz Kościoła w Polsce dany jako światło i moc ducha w ciemnych czasach zbrodniczego systemu politycznego – Stefan Kardynał Wyszyński. Swą postawą duchowo – moralną budził lękliwy respekt w ludziach komunistycznej władzy. Walczyli z nim, nie żałując mu żadnego poniżenia, z utratą wolności włącznie, a jednocześnie przyznawali, że jest to prawdziwy Książę Kościoła. Naród polski, który w setkach tysięcy osób gromadził się w okresie obchodów Millenium na jego homiliach, nazwał go Prymasem Tysiąclecia.
Już w roku 1971 powiedział do stoczniowców:
„W Polsce zaczęło się budzić zrozumienie, że jesteśmy we własnej ojczyźnie i jako obywatele wolni w wolnej ojczyźnie, mamy prawo do pełnego szacunku, do rozumienia naszych praw i obowiązków. (…)
Walka jest smutną koniecznością, rodzi boleści. Dlatego normalny stosunek obywateli do władz jest następujący: my oczekujemy od odpowiednich władz, aby nas miłowano i traktowano jak obywateli. Jeżeli tak będą z nami postępować i my nie poskąpimy im serca, ofiary, trudu, poświęcenia i zrozumienia trudnej sytuacji, w jakiej znajduje się nasza ojczyzna. Jednakże obowiązuje prawo wzajemności: za miłość, której doznamy, zapłacimy miłością! Oczekujemy na tę miłość ciągle i przypominamy, że ponad wszystkie ustawy, prawa, zarządzenia, rozporządzenia, instrukcje, które mogą być wydane dla uładzenia życia, współżycia i pracy – większa jest miłość”.

2007-05-25
DO KAPłANóW.
Przed rokiem w Warszawie Benedykt XVI powiedział do kapłanów: „Poprzez liturgiczny znak nałożenia rąk w obrzędzie święceń, Chrystus wziął was w swoją szczególną opiekę. Jesteście ukryci w Jego dłoniach i w Jego Sercu. Zanurzcie się w Jego miłość i oddajcie Mu waszą! A odkąd wasze ręce zostały namaszczone olejem, znakiem Ducha Świętego, zostały przeznaczone na służbę Pana jako Jego ręce w dzisiejszym świecie. (…) Wielkość Chrystusowego kapłaństwa może przerażać. Jak św. Piotr możemy wołać: ‘Wyjdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny’ (Łk 5, 8), bo z trudem przychodzi nam uwierzyć, że to właśnie nas Chrystus powołał. Czy nie mógł On wybrać kogoś innego, bardziej zdolnego, bardziej świętego? A właśnie na każdego z nas padło pełne miłości spojrzenie Jezusa, i temu Jego spojrzeniu trzeba zaufać. Nie ulegajmy pokusie pośpiechu, a czas oddany Chrystusowi w cichej, osobistej modlitwie niech nie wydaje się czasem straconym. (…) Świat, w którym jest tak wiele hałasu, tak wiele zagubienia, potrzebuje milczącej adoracji Jezusa, ukrytego w hostii. Trwajcie w modlitwie adoracji i uczcie wiernych tej modlitwy. W niej znajdą pocieszenie i światło przede wszystkim ludzie strapieni. (…) Chrystus potrzebuje kapłanów, którzy będą dojrzali, męscy, zdolni do praktykowania duchowego ojcostwa”.

2007-05-23
NORWID.
Przed 124 laty na przedmieściu paryskim Ivry w przytułku dla bezdomnych emigrantów zasnął w Panu Cyprian Kamil Norwid. Dosłownie umarł we śnie. Żył w świecie ludzi bogatych, a skończył jak żebrak, jego listy do przyjaciół nie ukrywają próśb o pieniądze. Kochał kobietę najszczerszej i najdelikatniej, a był za tę miłość cynicznie poniżany; w towarzystwie zupełnie zapomniany. Płonął w nim wielki talent poetycki, a przez ziomków zepchnięty został w głęboki cień narodowych wieszczów, obwołany poetą niezrozumiałym. Był patriotą najgłębiej oddanym sprawie polskiej, choć nie bezkrytycznie, a rodacy do dziś nie znają miejsca jego wiecznego spoczynku. Był myślicielem najgłębiej po katolicku interpretującym świat i to, co na świecie, a jego przyjaciele zmartwychwstańcy odrzucili prośbę o przyjęcie do zgromadzenia.
Norwid dźwigał swoje życie autentycznie jako wielki krzyż. W chwili śmierci z pewnością ten krzyż stał mu się bramą! Usnął, nie bał się śmierci, „bo Człek od niej starszy”.

2007-05-22
NIEUCZCIWOŚĆ.
Podróżowałem dziś autostradą na Górny Śląsk. Jedzie się pięknie! Wygodnie i szybko. Oznakowane wyjazdy, stylowe wiadukty, przestrzenne parkingi z czystymi toaletami…
A przecież znam tę drogę od kilku dziesiątków lat. Była nierówna jak tara do ręcznego kiedyś prania, dziurawa i bez zaplecza logistycznego. Mogła kierowcę umęczyć setnie od granicy zachodniej do Gliwic. A do tego za Wrocławiem kończył się jej drugi pas jezdni. Ponad pół wieku trzeba było czekać od wojny na tę przebudowę.
Nawet takie skutki czasu wojny mogą utrudniać życie człowiekowi aż tak długo. Niech nikt nie próbuje widzieć w wojnie elementów popychających cywilizację w rozwoju!!! To nie jest uczciwe.

2007-05-19
KAPŁAŃSTWO
Dziś w katedrze odbyły się święcenia kapłańskie. Co roku ten dzień przeżywam, bliżej czy dalej od katedry, nie bez dreszczyku emocjonalnego. Słuchając pięknych, mocno wypowiedzianych słów podziękowania za dar kapłaństwa, stanąłem znienacka w swych myślach wobec lekko uszczypliwego pytania: na ile tobie, młody bracie, wystarczy tej energii? Na ile wystarczy piękna i wdzięczności w sprawowaniu służby kapłańskiej?…
Nigdy wcześniej nie odważyłbym się na taką uszczypliwość, aż dopiero po tym, gdy usłyszałem opowieść o pewnym młodym księdzu, który przyszedł (przyjechał własnym samochodem) do pracy w parafii i w szkole nie z Ewangelią, ani z katechizmem w ręku, ale z Kodeksem Pracy. Pierwszy problem jaki postanowił rozwiązać to wolny dzień. Kto go wychowywał i przygotowywał do Kapłaństwa?…
Na pewno nie mój ojciec duchowny, który zaraz po wojnie na Dolnym Śląsku miał tygodniowo 40 godzin katechezy i do kilku punktów dojeżdżał rowerem. Cieszył się jak dziecko, gdy na klęczkach kończył dzień Kompletą i miał szczęście zdążyć przed północą… Kto jego wychowywał?…

2007-05-14
TRYBUNAŁ.
Konstytucją demokratyczną, uchwaloną dwa wieki wstecz, możemy się do dziś szczycić w Europie i przed całym światem, ale Trybunał Konstytucyjny zupełnie nam się nie udał! Jedynie postkomuniści i ci, którzy dopiero teraz zaczynają rozpoznawać, że istnieje coś takiego jak wstyd (a może strach) przed rodakami, mogą cieszyć się z jego wyroku na temat lustracji.

2007-05-13
KURIOZUM.
Jak można było wyłączyć dziennikarzy z lustracji?! Przecież to dziennikarze służyli wiernopoddańczo systemowi zbrodniczemu, byli narzędziem kłamstwa i nienawiści, niszczyli życie ludzkie, odzierając patriotów polskich z czci i chwały. Czy któryś z nich odwołał kłamstwa i oszczerstwa? Czy przeprosił za bolesne skutki artykułowanej nienawiści?
Niezrozumiałe jest wyłączenie spod lustracji cenzorów. Przecież oni swymi werdyktami na rozkaz władzy niszczyli kulturę polską, łamali kariery artystyczne, zamykali drzwi na świat naukowcom. Budowali piramidalną bzdurę miernoty intelektualnej. Doskonale służyli systemowi niszczącemu wszystko co nieczerwone. Mój tomik poetycki wydany w stanie wojennym przez legnicką „Solidarność” był tak pocięty przez cenzora, że nie było co czytać. Można było się jedynie pośmiać (gorzko)! Gdybym był posłuszny cenzorowi wrocławskiemu, który zarzucał mnie zakazami, to nigdy byśmy w Duszpasterstwie Środowisk Twórczych nie zorganizowali w stanie wojennym żadnego spektaklu czy sympozjum, ani żadnej wystawy w kościołach. Cenzura komunistyczna była narzędziem niszczenia duszy Narodu!
Kuriozalnie dziś brzmi w wielu miejscach wyrok Trybunału Konstytucyjnego.

2007-05-04
PLAKIETKA.
Wspomnienia nie ustępują. Pamiętam pewną groźną sytuację z wojennego czasu. Wracałem z konferencji duszpasterzy akademickich w Warszawie. Na Okęciu podczas kontroli dokumentów podszedł do mnie wysoki, barczysty żołnierz i gdy zauważył maleńką plakietkę „Solidarność”, powiedział z naciskiem: pan to zdejmie. – Dlaczego mam „to” zdjąć? – Bo mi się nie podoba! – wykrzyknął. To niech pan sam zdejmie – odrzekłem. Zdenerwowany wrzasnął: Pan to zdejmie!! – Nie zdejmę – odpowiedziałem spokojnie. Żołnierz stanął przede mną w dumnym rozkroku, z dłońmi na biodrach i wysyczał przez zęby: zdejmiesz albo nie polecisz! Odsunąłem się od niego pod ścianę i usiadłem na jedynym krześle. Uzbrojony dryblas w kolorze khaki zniknął wściekły za drzwiami. Po bardzo długiej ciszy weszła pani i prosiła z bolesną twarzą: Niech ksiądz zdejmie tę plakietkę, bo on nie wpuści księdza do samolotu. Odpowiedziałem zmartwionej kobiecie: przecież pozwoliłem mu zdjąć, nie skorzystał… Kilka godzin czekałem na następny samolot, nie wiedząc, czy mi pozwolą lecieć. Gdy ogłaszano porę ostatniego odlotu, podeszła do mnie ta sama pani i szepnęła: On skończył służbę. Przeszedłem spokojnie przez bramkę do samolotu.

2007-05-04
FLAGI.
Odwiedzając dziś chorych w domach, ze smutkiem zauważałem na każdej ulicy, że niewiele biało-czerwonych flag powiewało przed budynkami. W śródmieściu widać było flagi na urzędach. Widocznie apele medialne nie trafiły do wszystkich serc. Z leniwych przyzwyczajeń nie tak łatwo wypędzić masy. Ongiś chorągiewki wywieszały służby porządkowe. Przed „świętem pracy” wyjeżdżały na ulice transportery z podnośnikami i dekorowano miasto kolorowymi trójkami: dwie flagi czerwone i jedna biało-czerwona, albo wszystkie czerwone. Nazajutrz po święcie z samego rana te same służby zdejmowały barwne stroiki. Nie mogły zdobić miasta w święto demokracji wszystkich w uroczystość Królowej Polski. Szeregowy obywatel był zwolniony z obowiązku patriotycznego.
Stan wojenny obudził młode społeczeństwo. Studenci wychodzili na ulice z elektronicznymi opornikami na koszulach, swetrach, bluzach czy kurtkach w okolicy serca. Oczywiście, za to można było trafić do aresztu na 48 godzin, bo ubecja odczytywała to jako znak obywatelskiego nieposłuszeństwa wobec władzy wojennej.

2007-05-02
JAKI ZNAK TWÓJ?
Media nazywają dzisiejszy dzień „świętem flagi”. Spikerzy telewizyjni pokazują się z biało-czerwoną pętelką w klapie garnituru. Namawiają do wywieszania przed domami polskich barw, przywołując przykład Amerykanów. Polskie symbole i znaki są bardzo potrzebne do budowania patriotyzmu i do ożywiania dumy z przynależności do własnego narodu. W czasach komuny za wywieszenie flagi biało-czerwonej w rocznicę Konstytucji 3 Maja można było pomedytować nieco w więzieniu albo zapłacić grzywnę, i podobnie za niewywieszenie czerwonej flagi w dniu 1 maja. Czy PRL to była Polska, czy tylko na ziemi polskiej?…
Jarzy mi się w pamięci pewne wspomnienie z czasu stanu wojennego. Kiedyś trzeba było jechać w poszukiwaniu zaginionego studenta, który wybrał się z bibułą solidarnościową z Wrocławia do Wiednia. Po wielu dniach znaleźliśmy go w więzieniu w Bratysławie. Nie było możliwości żadnego kontaktu z nim; przez potężną bramę więzienną głos w słuchawce niezmiennie powtarzał: „ne możno”. Nazajutrz odszukaliśmy siedzibę konsulatu polskiego. Pan konsul mile uśmiechał się do nas aż do czasu, gdy dowiedział się, o jaką sprawę chodzi. Twarz mu stężała i nagle czas audiencji począł się szybko kurczyć. Nie otrzymaliśmy pomocy. Wychodząc z salonu zauważyłem w klapie marynarki pana konsula znaczek w kształcie granic naszego kraju, ale wnętrze tej „Polski” wypełniał monogram „PZPR”. Wszystko stało się jasne.

2007-04-30
POPARCIE.
Co za historia! I jaka szybka! Do dwóch demokratycznych gangsterów dołączył trzeci, ale z lewa. Kiedyś pełnił rolę respiratora zdychającego systemu. Był ostatnią i jedyną nadzieją; dał sobie to wmówić, ale niestety, terapia nie udała się. Teraz pewnie wspólnie założą podwórkowy klub zbrzydzonych, aby głośniej wołać: nie poddamy się demonicznemu duchowi obnażania!
No, no, to nie musiałoby być całkiem bezowocne, bo przecież każdy z nich znalazłby spore poparcie w środowiskach zachodnich, a może i wschodnich…

2007-04-29
POMNIK.
Zamieszki uliczne w Tallinie przy demontażu pomnika radzieckiego żołnierza to nie tylko okazja dla młodych Rosjan do rozbijania witryn sklepowych i upijania się cudzą wódką. To przede wszystkim emanująca z Kremla walka o pamięć. Imperializm sowiecki nie umarł w odrodzonej Rosji. Osiedleni przed laty w Estonii Rosjanie (25% całej populacji) mają zadanie obrony pamięci o „wyzwolicielach”. Niestety, po półwieczu nakaz historii zabrzmiał: wycofać się! Imperium wróciło jak zraniony dziki zwierz do matecznika, ale zostawiło wyraźny ślad – to ma ułatwić powrót, gdy pazury odrosną.
Co dziś robią Estończycy w swej suwerennej ojczyźnie? Zacierają ślady zniewolonej przeszłości i robią korektę prawdy historycznej: nie „wyzwoliciel”, lecz po prostu okupant. Jego pomnik – jeśli już musi być – to na cmentarzu!
Kiedyś, w latach pięćdziesiątych, przy negocjacjach z Austriakami o wycofaniu czerwonoarmistów, Stalin zażądał pozostawienia pomnika żołnierzy radzieckich w Wiedniu. To była cena (czy tylko jedna?), jaką zapłacili obywatele zachodniego państwa za wyjście okupanta z ich granic. Generalissimus, ciesząc się, że pozostała w jego ręku cała wschodnia Europa, otrąbił odwrót, ale nie zapomniał o pozostawieniu trwałego śladu pamięci. Jego następcy nie byli przed kilkunastu laty tacy przewidujący i stąd te zamieszki w Tallinie.

2007-04-25
NOWY TERRORYZM.
No i mamy już dwóch nowych gangsterów na politycznym podwórku! Obaj wiedzą, co robią i dlaczego to robią. Użyli broni ważnej – zobaczymy, czy skutecznej. Dwaj starsi panowie, politycy doświadczeni i dobrze postrzegani w Europie i w Stanach Zjednoczonych, rzucili swój autorytet na szalę, wypowiadając posłuszeństwo prawu ustanowionemu przez polski parlament. Na naszych oczach rodzi się swoistego rodzaju terroryzm polityczny: zrobimy wszystko, aby pomniejszyć rządzących, skoro nie możemy rządzić!

2007-04-24
BRAUN KONTRA MIODEK.
Obu panów znam od dawna i obu darzę dużą sympatią. Dziś jednak czuję dyskomfort wewnętrzny. Starszy pan, profesor UWr i członek PAN, sprzeciwia się lustracji środowisk naukowych, a młody człowiek, reżyser i publicysta tropiący anomalie społeczne, nie może strawić jego „moralnych skrupułów, jakie wywołuje lustracja”. Sięga do zastrzeżonych zasobów po-ubeckich (jak to było możliwe?) i wyprowadza stamtąd gołe oskarżenie profesora o współpracę z milicją polityczną PRL-u. I mamy skandal lustracyjny. Skandal, bo przecież nie może nie mieć racji Rada Etyki Mediów, która ostro gani Grzegorza Brauna za niepotwierdzenie dowodami zarzutów stawianych wobec Jana Miodka. Ale też nie można u tak wysokiego autorytetu pochwalić nieprzemyślanych („i ja, idiota, to podpisałem!”) działań, które mogą skutkować zszarganiem opinii.
Kazus prof. Miodka uczy jednego: nie udało mi się wyjść z zupełnie czystymi rękoma (nie mówię tu o sumieniu!) z jednej afery, nie wkładam ich w następną, choćby po wielu latach i przy diametralnie różnych układach na scenie politycznej. Po prostu: wiarygodność buduje się czystymi rękoma!

2007-04-23
BOHATERSTWO.
Uroczystość św. Wojciecha, męczennika. Rozpoczął szlak krwi przelanej na świadectwo wiary w Chrystusa Pana. Tradycja mówi o zroszonych krwią męczeńską początkach drogi Kościoła w Polsce. Iluż następnych stanęło na tym świętym i bohaterskim szlaku!
Kościół nie zmusza nikogo do bohaterstwa, ale jednocześnie skwapliwie zapamiętuje i podnosi ku niebiosom chwałę bohaterów, dziękując Bogu za łaskę, jaką otrzymali : mężnego świadczenia o Chrystusie , Bogu – Człowieku, który ukrzyżowany umarł i trzeciego dnia zmartwychwstał.
W dzisiejszej Polsce na tle lustracji, czyli odkrywania zachowań Polaków w czasach komuny, wyłania się znaczący i pouczający dwugłos. Jedni, sensacyjnie nagłaśniani przez media jako przyłapani „in flagranti”, wypierają się lub wydają oświadczenia, że musieli, ale nikogo nie skrzywdzili (nie myślę tu o cynikach, którzy współpracę z ubecją nazywają ciekawą przygodą). Drudzy, wyciszeni i odnajdywani raczej tylko w kręgach towarzyskich czy rodzinnych, mówią jasnym głosem: można było postawić ubecję wobec twardego NIE! – opłacając to znoszeniem uciążliwych szykan, embargiem wyjazdów paszportowych czy ograniczeniem sławy w karierze naukowej lub artystycznej. Mówią: można było! I z tych słów nie sączy się żadne potępienie; one są mocne, wyrażają pokój wewnętrzny. Wierność jest bohaterstwem wiary. „Prosta jest ścieżka sprawiedliwego, Ty równasz jego drogę szlachetną” (Iz 26,7).
Święty Wojciechu, co byś powiedział o naszych czasach?

2007-04-18
POCZEKAJMY.
Rzecznik Prokuratury Okręgowej potwierdził dziś doniesienia Życia Warszawy, że warszawska prokuratura bada, czy doszło do przestępstwa sfałszowania ubeckiej teczki ks. abpa Stanisława Wielgusa. Doniesienie w tej sprawie złożył już 6 marca senator Adam Biela, prof. KUL.
Poczekajmy. Cierpliwości!

2007-04-13
SPĘTANE KONIE.
O godności człowieka i jej źródłach, o życiu człowieka w czasie i poza czasem, o początku człowieka i o jego ostatecznym celu, o śmierci człowieka i powołaniu do wieczności powinni rozmawiać filozofowie i teologowie, a nie politycy. Wczorajsza debata sejmowa aż nadto potwierdziła tę zasadę. Politycy rżeli na siebie jak konie spętane ideologiami własnych partii.
Zabrakło Mądrości. Gdzież się podziali pokorni i odważni słudzy Odwiecznej Mądrości?… Bo przecież nie są nimi tzw. „eksperci prawni”.

2007-04-12
WIOSNA.
Pochowaliśmy księdza Staszka. Przyszło na pogrzeb bardzo wielu kapłanów; byli dwaj arcybiskupi, nasz wrocławski i z Przemyśla grecko-katolicki, Jaś z roku.
Pogoda wręcz cudowna, wszystko chce żyć! My w tę wiosnę wnosiliśmy trumnę z nieboszczykiem. A może wynosiliśmy?…

2007-04-10
DIALOG.
Wzruszająco zabrzmiał mi dziś podczas liturgii dialog między Magdaleną a Chrystusem Zmartwychwstałym. Wystarczyły tylko dwa słowa. Dwa serdeczne imiona: Mario! i Rabbuni! Pełne wzajemne rozpoznanie serc.
W niedzielę wielkanocną zapytałem na GG pewnego 16-latka:
-Byłeś już dziś w kościele?
-Byłem.
-Spotkałeś Jezusa?
-Spotkałem.
-I co Mu powiedziałeś?
-Że Go kocham.
-Odpowiedział ci?…
-Tak, że zawsze będzie przy mnie.

2007-04-08
ZMARTWYCHWSTANIE.
Wielkanoc. Dwie wiadomości o śmierci dobiegły mnie dzisiaj. Umarła dziś po południu matka Ewy, artystki. Długo chorowała, leżała w szpitalu. Ewa musiała oderwać swój wzrok od malowanych obrazów, jej oczy wpatrywały się w gasnący powoli płomyk życia. Oczy łzawią, serce płacze, bo śmierć matki zawsze przebiega przez środek serca dziecka. Bez matki już nic nie będzie jak dawniej.
Późnym wieczorem zmarł kolega seminaryjny z mojego roku, Stasiu Dudek. Był wykładowcą na wydziale teologicznym i jednocześnie proboszczował na Ołtaszynie. Anioł śmierci zjawił się nagle, choć Staszek w ostatnich latach tężyznę fizyczną jedynie pozorował dla obcych oczu. Chyba dobrze, że tak nagle, bo kto by czuwał przy jego łóżku? A czy ktoś serdecznie zapłacze nad jego trumną? Ks. dziekan załatwi ostatnie formalności, koledzy dołączą do celebry parafialnej, ks. arcybiskup zmówi modlitwę nad grobem. Śmierć księdza jest ostatnim aktem oddania samotności kapłańskiej Chrystusowi ukrzyżowanemu. „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?!” (Mt 27,46). Ciarki przez grzbiet przebiegają.
Dzisiejsze święto uczy czegoś więcej i odtwarza nadzieję. Śmierć człowieka jest zaśnięciem w czasie i przebudzeniem w wieczności. Śmierć jest jednocześnie zmartwychwstaniem.

2007-04-06
SERCE.
Wielki Piątek. Dziś o świcie kardiochirurdzy w Opolu zszyli pęknięte serce dziewiętnastolatka potrąconego przez samochód na drodze. I jak tu nie pobiec myślą do Serca Jezusowego, które właśnie „dziś” zostało otwarte włócznią dla naszego uzdrowienia?… Myślę z troską i modlitwą o młodym Łukaszu ze szczęśliwie zszytym sercem, i uwielbiam otwartą ranę serca Jezusowego, źródło miłosierdzia i wszelkiej łaskawości.

2007-04-05
GAFA LUSTRACYJNA.
Wielki Czwartek. Rano w Katedrze wrocławskiej księża otoczyli przy ołtarzu swego Arcypasterza: całe prezbiterium i pół nawy głównej. Przemówił w homilii bardzo bogatej w cytowania Biblii. Było kilka wątków, a pośród nich wybijający się temat lustracji. Z pewnością potrzebny temat wśród duchowieństwa, bo kapłani ostatnimi czasy często byli obrzucani nim z różnych stron jak kamieniami. Bardzo przydatne były słowa dziękujące i podnoszące na duchu kler szeregowy za postawę niezłomnego sprzeciwu wobec komuny. Przecież dzielnych księży była ogromna większość w parafiach Dolnego Śląska.
Brakło mi jednak w tej homilii słowa „przepraszam” wobec laikatu za księży, którzy zdradzili Kościół. W homilii obraz Kościoła wyzuty był z ludzi świeckich, chociaż zajmowali na Mszy św. drugą połowę nawy katedralnej, i przecież to świeckim mężczyznom umywano stopy w liturgii. A historia Kościoła w Polsce komunistycznej jest także historią bardzo wielu bohaterów świeckich we wszystkich środowiskach. Im i ich rodzinom należy się od hierarchów choćby skromne przeproszenie za nieudanych i małych pasterzy.

2007-04-04
INNOWACJA.
Wielka Środa: skończyły się wieczorem rekolekcje parafialne. Spowiednicy stukali do późna. Koncert Wrocławskiej Diakonii Muzycznej zatrzymał sporą liczbę parafian po Mszy w kościele. Wspólne śpiewanie, brawa i bisy. Nastrój radości.
W tym roku wprowadziłem nowość do rekolekcji: dialog przed Mszą św. Do rozmowy zaprosiłem panów profesorów z wrocławskich wyższych uczelni. Wspólnie wybraliśmy trzy tematy: 1.Jak żyć w prawdzie? 2.Co to znaczy być człowiekiem przyzwoitym? 3.O jedności w Kościele i w małżeństwie. Każdy dialog miał wiele odniesień do bieżącej sytuacji w Kościele polskim. Każdy temat był gruntowany teologicznie podczas mej homilii.
Otrzymałem od parafian wiele telefonów z podziękowaniami za tę ożywiającą innowację. Przyznam szczerze, iż byłem pełen obaw przed rekolekcjami, tym bardziej, że kapłani ze Świętej Wyspy z powątpiewaniem patrzyli na ten pomysł. W katedrze prowadził rekolekcje świecki profesor, tłumy przyszły go posłuchać, ale penitentów przy konfesjonałach malutko. To był koronny ich argument. No, w moim kościele, dzięki Bogu, ten scenariusz się nie sprawdził. Penitentów aż nadto…

2007-03-29
PIERWSZY CUD.
Mamy już pierwszy uznany cud Jana Pawła II! Dwa lata minie za kilka dni od śmierci polskiego Papieża. Ucichły wołania „Santo subito”, a Watykan wciąż pracuje nad beatyfikacją i nie pozwala na jupitery i kamery wokół tej mrówczej roboty. Dopiero dziś świat poznał nazwisko zakonnicy francuskiej uzdrowionej z choroby Parkinsona. Ciężko chora siostra zaczęła prosić Jana Pawła II o uzdrowienie jej z choroby tuż po rozpoczęciu procesu beatyfikacyjnego. Wiedziała, że Papież podobnie chorował i często podziwiała jego męstwo, z jakim wykonywał swe obowiązki. Kiedy już nawet nie potrafiła napisać wyraźnie imię papieża, wtedy usłyszała wewnętrzny głos: napisz teraz to imię. Napisała, i to zupełnie wyraźnie. Poczuła przypływ sił. Powiedziała współsiostrom, że jest zupełnie zdrowa. Lekarz ze zdumieniem stwierdził brak jakichkolwiek objawów choroby. Z pewnością oficjalne stwierdzenie cudu uzdrowienia za przyczyna Jana Pawła II mocno przybliży beatyfikację Papieża.

2007-03-16
SPRZECIW.
Nie rozumiem, dlaczego dziennikarze tak mocno sprzeciwiają się lustracji ich środowiska. Przecież powszechnie wiadomo, że w PRL-u pracownicy mass mediów służyli interesom jednej partii – jedynie słusznej wykładni myślenia i pragnień narodu! Innej możliwości nie było, chyba że w podziemiu. Można było uciekać w peryferie, można było wypowiadać się na marginesach życia politycznego, ale czy to nie był grzech zaniechania? Zresztą polityka kłamstwa obowiązywała zawsze i wszędzie. Służenie dziennikarzy temu systemowi działo się w bardzo wielu wypadkach z wielką krzywdą dla niewinnych ludzi: od cierpień fizycznych aż po zniesławienie. Przykładem mogą służyć sprawozdania z rozpraw sądowych w procesach politycznych w latach stalinowskich, czy też późniejsza nagonka na polskich biskupów za list wystosowany na Soborze do biskupów niemieckich… Czy tacy dziennikarze mogą służyć nadal ludziom w wolnej Polsce? Czy tacy ludzie nie powinni być ujawnieni?

2007-03-14
GŁOS.
Myślę o myśleniu profesorskim i ścieżki zgody na objawiony finał nie umiem znaleźć: dziwny jest wewnętrzny świat Tomasza Węcławskiego! Jako młody student usłyszał Głos i, jak miał w zwyczaju, poszedł zdecydowanie za Głosem, porzucając naukę na politechnice dla kapłańskiej teologii. A po 28 latach znowu przyszło zdecydowane, przemyślane porzucenie. Czy Głos był fałszywy? Czy może Głos ustał? Czy naczynie przerdzewiało, w którym Głos był przechowywany? Kto to wie?… Jedno jest pewne, że drogi ks. profesora i Głosu się rozminęły wyraźnie. Głos bowiem daje się słyszeć w Kościele i dla wspólnoty Kościoła.
A może prawdą jest, że jednak potrzebne są hamulce na drodze myślenia teologicznego? Geniuszom myślenia rzadko kiedy przychodzi ochota na pokorę. W Deklaracji teologa poznańskiego bardzo pięknie i poważnie odpowiedzialność za myślenie zatrzymuje się przed granicą śmierci. Tak, może to świadczyć o wielkiej tolerancji Chrystusa Zmartwychwstałego, ale jeżeli człowiek odchodząc od wspólnoty Kościoła zostawia Głos, to co mu zostaje (chociażby tylko) do śmierci?… Myślenie na własny rachunek, ale dla kogo?
Patrzę na fotografie prof. Węcławskiego rozrzucone ostatnio w prasie. Zieje z nich głęboki, bezgraniczny smutek. No i te słowa, by nikt nie szedł za nim, chyba że na własny rachunek, głucho wybrzmiewają w czarnym smutku. To wielki krzyk osamotnionego na pustym moście Muncha XXI wieku.

2007-03-10
NIEWIERNOŚĆ.
Z wielkim współczuciem myślę dziś o księdzu Marcinie Węcławskim. Poznałem go przed wielu laty w Karkonoszach, łaziliśmy po pustych i przestronnych szlakach w okolicach Szklarskiej Poręby. Namiętnie dyskutowaliśmy o kondycji życia kapłańskiego, o ascezie i modlitwie, o miłości i wierności wobec Jezusa. Młodziutki ksiądz Marcin nosił w sobie do żywego rozpalone wiarą serce kapłańskie. Dumny też był ze swego brata, księdza Tomasza, który studiował wtedy za granicą. Później o Tomaszu słyszałem same dobre i wzniosłe wieści, jakim to mądrym jest teologiem, dziekanem i reformatorem Wydziału w Poznaniu, autorytetem dla duchownych i świeckich, jak ostro walczył o usunięcie złego wpływu na kleryków abpa Paetza…
Dziś prof. Tomasz Węcławski rzucając sutannę, zdystansował się wobec instytucji i wspólnoty Kościoła. W 28 lat po święceniach odchodzi z kapłaństwa i pisze: „Wybrałem uczciwie, bo w prawdzie własnego sumienia”. Czy można mówić o uczciwości z pomijaniem wierności? „Prawda własnego sumienia” – to brzmi nieźle, ale pamiętam, że i rządzący komuniści powoływali się w mass mediach na własne sumienie. Przecież rasowy teolog musi wiedzieć o wychowywaniu sumienia. Czyż Jan Paweł II nie mówił o tym w Polsce?… Smutek napełnił moje serce. Bardzo współczuję księdzu Marcinowi. Jak on musi teraz cierpieć!

2007-03-06
SPÓR.
Problem prawnej regulacji procederu aborcji znów na tapecie polityków. Znowu podział Polaków na: „za” i „przeciw”. Poruszenie wśród katolików w kraju. Jedni: zawsze jest „dobry czas” na obroną życia nienarodzonych; drudzy: polityczne dziś to nie jest „dobry czas” na poprawianie istniejących ustaleń prawnych przeciwko aborcji. Powiało nieufnością, a nawet zawrzało. Czy politycy PiS-u nadal będą mieli wolny wstęp do Radia Maryja?…
Żadnej wątpliwości w sprawie życia nienarodzonego nie miała moja Matka, gdy 67 lat temu przyszło jej urodzić mnie w trudnych warunkach wojennych. Żadna wtedy z kobiet nie bajdurzyła o „prawie do swego brzucha”. Podłość powojennej propagandy ateistycznej polegała na tym, że ordynarnym kłamstwem o „wszechmożności” człowieka zatarła w umysłach Polaków zakorzenioną w tradycji naszej prawdę o jedynym źródle życia, jakim jest Bóg. Człowiek jest tu współpracownikiem Stwórcy i za życie swoje i innych odpowiada przed Bogiem.

2007-02-27
MAŁE ŚWIĘTO.
Wczoraj w parafii celebrowaliśmy małe święto wspólnoty parafialnej – imieniny proboszcza. Podziękowałem paniom, które autentycznie angażują się w przygotowanie tej integrującej akcji parafialnej. Agapa była przygotowana na medal. Kanapek nie zabrakło. Smakołyków w bród.
Wśród znajomych, gdzie się nie obrócę, coraz częściej słyszę: ja obchodzę urodziny, nie imieniny. Zachód wlewa się w polskie granice chyba nie najlepszym zwyczajem. Przecież imieniny to wspominanie świętego patrona, człowieka, który kiedyś żył na ziemi, a teraz jest w niebie. Gdy urodziny są raczej spojrzeniem, zwróceniem uwagi na siebie samego, imieniny pozwalają spojrzeć w górę, ku Bogu, przez uczczenie świętego patrona.

2007-02-26
POKRZYWDZONY.
Dziś rano we wrocławskim IPN-ie uroczyście otrzymałem z rąk prof. Włodzimierza Sulei dokument przyznający mi status „pokrzywdzonego” przez komunę w myśl ustawy z dnia 18 grudnia 1998 r. o Instytucie Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Otrzymałem przy tej okazji dwie grube teczki z dokumentami paszportowymi oraz materiałami procesowymi z prokuratury wojskowej. Wszystkie te materiały były inwigilowane przez bezpiekę. Jednakże teczka z materiałami inwigilacji przez SB bezpośrednio mojej osoby, od pierwszego roku studiów seminaryjnych, została zniszczona. Ale i tak ciekawej lektury jest sporo. Znalazłem tam kilka kazań katedralnych przepisanych na maszynie i teksty przesłuchań na Podwalu w związku z tymi kazaniami. Któryś z obecnych na uroczystości dziennikarzy zapytał, czy czuję satysfakcję?… Hmm, przecież nie dla satysfakcji robiłem to, co robiłem i znosiłem to, co mi robiono. Jednakże przeglądanie mych teczek napełniło mnie wesołością. Przypominałem sobie różne wydarzenia, spotkania, słowa i ich konteksty i śmiałem się na głos. Wtedy bowiem nieraz czułem lęk wobec tych groźnych facetów grożących konsekwencjami prawnymi, a dziś widzę, że to oni powinni się bać przyszłości, nawet jeżeli w obecnej chwili jeszcze dobrze im się powodzi. Zło nigdy nie ma ostatniego słowa, a przyszłość jest w ręku Boga.

2007-02-21
DZIEŃ POKUTY.
Popiół na głowę sypany jest znakiem wielorakiej nośności. Słowa przy tym wypowiadane biegają wokół początków ludzkości i docierają do jednej z największych potrzeb człowieka, do potrzeby nawracania się.
Wiem, że jestem prochem, a więc nicością wobec nieskończoności i doskonałości Boga, ale Biblia jednocześnie mówi mi, że byłem w rękach Boga na samym początku. On sam, „własnoręcznie”, umieścił mnie we wszechświecie. Święty hagiograf opowiada, że Bóg lepił moje ciało, a więc najpierw jak garncarz ugniatał glinę zanim nadał jej pożądany kształt. Mój Stworzycielu, ileż to razy w życiu swym odczuwałem owo ugniatanie! Zawsze bałem się cierpienia, uciekałem w medycynę, ale gdy nie wypuszczałeś mego ciała ze swych rąk, oddawałem Ci pokornie i duszę moją.

2007-02-20
LIST DO BRATA.
Ojciec św. Benedykt napisał list do Abpa Stanisława Wielgusa, a w nim najkrócej, jak można, ocenił adresata i dał mu wskazówkę – życzenie: „Kiedy Ekscelencja miesiąc temu złożył rezygnację, świadomy, że sytuacja, która zaistniała, nie pozwala rozpocząć posługi biskupiej z niezbędnym jej autorytetem, wyraźnie widziałem w tym akcie głęboką wrażliwość na dobro Kościoła Warszawskiego i Kościoła w Polsce, a także pokorę i dystans do zaszczytów.
Chciałbym przede wszystkim skierować słowo zachęty, zapraszając do kroczenia naprzód z ufnością i pokojem w sercu. Wyrażam życzenie, by Ekscelencja podjął na nowo swoją działalność w służbie Chrystusowi w sposób, który będzie możliwy, aby zaowocowała rozległa i głęboka wiedza oraz pobożność kapłańska, dla dobra umiłowanego Kościoła w Polsce”.
List był pisany 12 lutego br.

2007-02-19
Corrida.
Sala sejmowa stała się areną walczących byków. Do walki stanęły niewyszukane słowa, wulgaryzmy, ostracyzmy. Politycy uparcie bronią swojej rozrywki. Mówią: sejm to nie sala wykładowa. Profesorowie od kultury języka próbują edukować i wychowywać. Proponują np. zamiast słów: „pan kłamie” lub „łże” użyć eleganckiego powiedzenia: „pan raczył rozminąć się z prawdą”.
Wydaje mi się, że tę arenę antykulturalną zafundowali nam obaj okupanci w połowie XX wieku, niszcząc całe rodziny inteligencji polskiej. Odradzanie się ducha szlachetności w kulturze osobistej ludzi wybieranych do pełnienia funkcji politycznych, okazuje się, nie jest sprawą ani oczywistą, ani łatwą.

2007-02-15
PUSTA TECZKA.
Duże brawa dla abpa Józefa Michalika! Pokazał publicznie swoją teczkę ubecką: była pusta. Ksiądz Abp był czysty, nieuwikłany we współpracę z komuchami. Przy tej okazji wylazło szydło z worka: kłamliwa i oszczercza metoda werbowania tajnych współpracowników. To nakazuje badającym dziś historykom baczniejsze i uczciwsze przyglądanie się materiałom składowanym w teczkach. Ten kazus dowodzi, że ubecy byli zdolni do wszelkich manipulacji w zarzucaniu sieci na księży. Niektórym parafianom tak trudno to zrozumieć…

2007-02-11
DRUGA LUSTRACJA.
Dzisiejszy Tygodnik Powszechny wypisuje rzewne opowiastki o mężczyznach, którzy ongiś ślubowali czystość ze względu na Królestwo Boże, czy też przyrzekali życie w celibacie ze względu na służbę w Kościele, a następnie, po latach, zechcieli być tatusiami. Aliści dochodzenie do bycia tatusiem, jak się okazuje, tylko na samym początku niesie ze sobą ciepłą rozkosz. Później jest okropnie. Wielebny Adam chciałby wołać na cały świat: „kocham moją Ewę!”, a tymczasem świat jest głuchy, co więcej, koledzy odwrócili się „od zdrajcy”, biskup nakrzyczał na niego i nazwał grzesznikiem. Do sakramentów nie może przystępować i musi czekać cicho na werdykt z Watykanu. Tymczasem przyszły na świat dzieci i wołają jeść! Kasy nie ma, bo tatuś zamiast korzystać ze swoich wybitnych talentów intelektualnych i wiedzy zdobytej na studiach teologicznych, pracuje… w warzywach. A i Ewa już nie zawsze wpatruje się w niego jak w obrazek. Ech, łza się w oku kręci…
Wielki artykuł, a na najważniejszy problem nie ma w nim miejsca… Ani Boga, ani duszy nieśmiertelnej. Ot, historyjka z jakiejś instytucji prywatnej. Czytam tę kobyłę tygodnikową i pytam, po co te historyjki rzewliwe o wielebnych nieudanych? Mało sensacji ma inteligencja polska? Mało jednej lustracji?… Jeszcze jedne brudy do wyprania na rynku w imię prawdy?…

2007-02-09
ROZRYWKA.
Niezły teatr komediowy. Pan Premier przestawia pionki i większe figury na szachownicy rządowej, nie tłumacząc się nikomu ze swych ruchów, a w mediach wre jak w ulu. Domysły, przypuszczenia, pomówienia, plotki… Trwa wyścig szczurów, kto zdąży do opinii publicznej jako pierwszy z najbardziej nieprawdopodobną sensacyjką. Stacje TV wynajmują do rozmów przed kamerami „kompetentnych” dziennikarzy znających się na podszewce polityki. W telewizyjnych przeglądach prasy cytuje się nawet brukowce i szmatławce. Żadnej klasy!
Komu potrzebna ta rozrywka z politykami w tle?

2007-02-05
CISZA.
Nie, media nie wpadły w szok, ani nie przeżywają zgryzoty. Po godzinie wiadomość wycofano z sieci i nałożono blokadę na dalsze wiadomości dotyczące sfałszowania przez ubeka podpisu ks. abpa Wielgusa. Cicho sza.

2007-02-02
SZOK.
Dziś rano dyrektor Centrum Ekspertyz Prawnych Zrzeszenia Prawników Polskich powiedział: „Mamy już dużą dozę pewności, że podpis arcybiskupa „Grey” w dokumencie SB został sfałszowany”.
Media polskie i europejskie pewnie wpadną w szok i zgryzotę? Czy ktoś kogoś przeprosi? Co zrobi nuncjusz apostolski w Warszawie?… Pytania cisną się do głowy… Dużo pytań.

2007-01-30
ŚWIADECTWO.
Ledwie książka się ukazała na rynku, a już niektórzy utopili jej autora w gorącej, dość śliskiej mazi. W mediach pobrzękują zarzuty, że ks. Stanisław Dziwisz selekcjonował wieści mające dotrzeć do świadomości Jana Pawła II. Najwyraźniej szybko zmienia się zapotrzebowanie mediów na cymesy tematyczne. Ciepły, wzruszający temacik wieloletniego, wiernego towarzyszenia życiu papieskiemu już ściągnięto z tapety. Zaczyna się węszenie i podgryzanie. A nuż się uda?… Trzeba szukać wszędzie dziury w całym i trzeba to podawać w sosie pikantnym. Najważniejsza jest oglądalność i rosnące nakłady zadrukowanego papieru.

2007-01-28
TAJEMNICA I MAJESTAT.
Nie boję się śmierci. Tak myślę i nie boję się tak mówić. Nikt mi nie wierzy. A nawet zabraniają mi mówić o śmierci jako fakcie moim. Nie wiem, czy oni się boją śmierci. Ale myślę sobie, że w jednym mogą mieć rację. W tym mianowicie, że przecież nigdy nie otarłem się blisko o własną śmierć i nie wiem, jak faktycznie zachowałbym się, gdyby przyszła. Tajemnica i majestat śmierci czy powinny mnie deprymować? Od dawna staram się wszystkie bóle i większe cierpienia ofiarować Bogu na wynagrodzenie za moje grzechy, na konto czyśćca, bo pragnę przy ostatnim westchnieniu pełną wolnością odetchnąć i przy ostatnim doczesnym blasku pod powiekami ujrzeć postać Jezusa.

2007-01-25
WEZWANIE.
Jakkolwiek rozstrzygnięty zostanie spór polityków i prawników o fotel prezydenta Stolicy, pani Gronkiewicz-Waltz już otrzymała wezwanie od Ducha Świętego do uczciwości i skromności.

2007-01-24
NIKIFOR.
Dziś odeszła do Wieczności wielkiej, choć drugiej, klasy aktorka Krystyna Feldman. Miała 86 lat, gdy Pan odwołał ją ze służby. Służyła do końca swym talentem. Była tak naturalna na scenie, że chciało się powiedzieć, iż wszędzie pokazywała siebie. Grane postaci otrzymywały jej twarz, posturę, spryt i inteligencję, jej osobowość. Dopiero w roli Nikifora artystka obaliła mi mój mit. Zaskoczony byłem tym, jak potrafiła siebie, cały swój talent, oddać na usługi przedstawianego człowieka. Służąc drugiemu, żyła drugim. Wieczny odpoczynek racz jej dać, Panie.

2007-01-23
HEBAN.
Zmarł Ryszard Kapuściński. Świeć, Panie nad jego duszą. Zwiedza zaciekawiony Niebo, czy raczej (wiedziony skażeniem zawodowym) wpadł na chwilę do Czyśćca sprawdzić swe wyobrażenia o tym miejscu lub stanie duszy? Przed śmiercią mocno cierpiał (zżerany przez raka, potem krojony przez chirurgów), może mieć jednak mało czasu na ten reportaż.
Chociaż w Polsce nie jest tak uwielbiany jak w Italii, jednak zauważyłem po kolędzie w wielu domach tytuły jego książek w biblioteczkach. Słowo „heban” będzie chyba jeszcze długo przywoływało jego nazwisko.

2007-01-20
JEST JEDNAK PROBLEM.
Nasz Ordynariusz wezwał księży do przepatrzenia swej pamięci w aspekcie kontaktów z ubecją, by wyłowić z jej zakamarków ewentualne „uwikłanie” we współpracę, a następnie do otwarcia się „w prawdzie wobec Chrystusa, wobec siebie i wobec lokalnego Kościoła”. Trzeba to zrobić do dnia 20 lutego br. Chodzi o „ułatwienie i przyśpieszenie prac naszej Komisji historycznej”.
Coś się wreszcie ruszyło. Ale, czy starczy księżom odwagi i zaufania?… Przecież w komisji pracują tylko ludzie, nie aniołowie. Powszechnie znane jest umiłowanie wśród duchowieństwa przecieków, nawet ze szczelin watykańskich. Któraż z nominacji nowych biskupów dotrwała w tajemnicy do swej daty ogłoszenia?…

2007-01-19
WICHER.
Potężny huragan przeczesał minionej nocy Europę. Straty ogromne. W Polsce 6 osób zostało zabranych do wieczności. Czy byli przygotowani? Co dzieje się w duszach ich krewnych i bliskich?…
Gdy w środku nocy z balkonu patrzyłem, jak wicher zmusza drzewa, by mu się pokłoniły aż do ziemi, pomyślałem: Pan nie jest w tym wichrze. Wycofałem się jak prorok do jaskini i zacząłem się modlić za tych na zewnątrz, którzy muszą zmagać się ze złą siłą.
W czasie porannej Eucharystii drzewa dokoła kościoła stały wyciszone. Po sąsiedzku słychać było odgłosy piły elektrycznej tnącej konar zwalony na siatkę ogrodzenia. Z ołtarza patrzyła na nas uspokajającym wzrokiem Matka Boga. Dzięki Ci, Maryjo, za ochronę.

2007-01-17
TEKSTY.
Ukazały się na rynku księgarskim trzy książki bardzo przydatne do rozeznania się w sytuacji lustracyjnej.
Znak wydał Romana Graczyka: „Tropem SB. Jak czytać teczki”. Można z autorem przeglądać dokumenty zgromadzone w ubeckich teczkach IPN-u i dowiedzieć się wiele na temat metod stosowanych przez SB, także wobec księży.
Wydawnictwo M zebrało w jednym tomie teksty drukowane w różnych czasopismach w 2006 roku: „O lustracji księży”. Autorami tekstów są: Józef Augustyn TJ, Stanisław Grygiel, Jacek Prusak TJ i Wojciech Zagrodzki CSsR. W tomie umieszczono też „Memoriał Episkopatu Polski w sprawie współpracy niektórych duchownych z organami bezpieczeństwa w Polsce w latach 1944-1989”.
Wydawnictwo Rafael wydało zbiór reportaży: „Kościół w godzinie próby”. Książka w sposób przejmujący ukazuje bohaterstwo księży, sióstr zakonnych i katolików świeckich niszczonych przez bezpiekę w drugiej połowie XX wieku. Wstęp napisał ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski.

2007-01-16
STAROŚĆ DRUGIEGO CZŁOWIEKA.
Spotykam po kolędzie rodziny, które muszą, a nie umieją, radzić sobie z osobą starą. Rodziny katolickie, a przecież ledwie potrafią ukryć swą wielką niechęć do osoby starej, zniedołężniałej, chorej, mającej własny(bardzo niewygodny dla innych) rytm dzienno-nocny. Z różnych przyczyn obecne są w rodzinie osoby blisko stuletnie. Widzę, jak trudno zdawać na co dzień przed Boskim Sędzią egzamin ze „starości drugiego człowieka”. Na egzaminie oceny pewnie będą różne i nagrody będą niejednakie, boć to przecież egzamin z miłości, ale strach pomyśleć, jak będzie wyglądała ocena niedostateczna, najniższa.

2007-01-15
GŁODNY.
Nadziwić się nie mogę! Wczoraj czytany z ambon List bpów ordynariuszy do wszystkich wiernych w Polsce został ocenzurowany w niektórych diecezjach… Jak to jest możliwe? Przecież w diecezji o wszystkim decyduje rządca tej diecezji… Ktoś jeszcze głodny skandalu?

2007-01-10
POJĘCIA NIE MAJĄ.
Chodząc po kolędzie, myślałem, że będę musiał borykać się z wielkimi dyskusjami na temat wydarzeń dokoła ingresu abpa Wielgusa. Nic podobnego. Wygląda na to, że ludzie „na dole” żyją zupełnie innymi problemami niż politycy i publicyści. Zanotowałem w pamięci jedynie dwa głosy. Emerytowany profesor, wykładowca na wielu uczelniach europejskich, opowiadał o „absolutnej niemożliwości” otrzymania paszportu bez obietnic złożonych służbie bezpieczeństwa. Drugi, prosty emeryt, mówił mi o straszliwych naciskach i groźbach, jakie przeżył od sowieckiego oficera przy rozbrajaniu jego akowskiej grupy partyzanckiej. Zakończył ze smutnym westchnieniem: „Księże, ci młodzi dziennikarze pojęcia nie mają, jak to się działo”.

2007-01-09
PIERWSZY OWOC.
Dziś rano premier rządu zapowiedział przez Polskie Radio „deesbekizację”, czyli uwolnienie do końca Polski od esbeków. Odnosząc się do peerelowskiego systemu łamania sumień, ocenił jednoznacznie burzę medialną wokół osoby abpa Wielgusa: „Kościół, który w tym półwieczu 1939-89 odegrał ogromną, jednoznacznie pozytywną i heroiczną rolę, (…) staje się [dziś] instytucją niemalże oskarżoną o udział w tym systemie. (…) Musimy bardzo intensywnie uświadamiać narodowi, kto tutaj był ofiarą, a kto był katem i trzeba tymi katami się zająć”.
Widzę w tym pierwszy sygnał Opatrzności, że cierpienie zlinczowanego arcybiskupa przyniesie dobre owoce dla kraju i dla Kościoła.

2007-01-07
LUSTRACJA.
Ingres do katedry warszawskiej odwołany! Zaiskrzyło na łączach między Warszawą a Watykanem. Wynik: ks. Prymas Józef Glemp administratorem archidiecezji warszawskiej. Zadowoleni dziennikarze nie kryją swych roześmianych twarzy. Ks. Prymas w homilii staje po stronie człowieka, nad którym dokonano sądu bez możliwości obrony, bez głębokiej analizy esbeckich mikrofilmów i bez powołania świadków łamania ludzkich sumień. Nie uznano za warte wiary dwu piątkowych wypowiedzi ks. abpa. Media osądziły tę obronę, jako sprzeciwienie się woli Stolicy Apostolskiej. Bzdura piramidalna!
W mediach w Polsce i na świecie mówi się o kryzysie w Kościele polskim. Wini się episkopat za odwlekanie lustracji duchowieństwa, nieumiejętność i brak pomysłu na jej przeprowadzenie. Po dzisiejszym doświadczeniu z ks. abpem Wielgusem, myślący i modlący się ludzie Kościoła w Polsce wiedzą z cała pewnością, że nie chcą takiej lustracji, jaka została dokonana na zakończenie okresu Bożego Narodzenia w Warszawie. Lustracja bez miłosierdzia – niszczenie osoby ludzkiej – czyste pogaństwo (przy udziale katolików)! Kościół musi wpatrywać się w Jezusa Chrystusa, który jest Prawdą i Miłosierdziem jednocześnie.

2007-01-05
JEST SŁOWO!
Cierpliwość, jeżeli jeszcze w polskich mediach ktoś miał, została nagrodzona. Ks. abp Stanisław Wielgus ogłosił swoje 3-stronicowe oświadczenie. Myślę, że Benedykt XVI mając od początku tę wiedzę, mógł ze spokojem mianować bpa płockiego arcybiskupem na stolicę warszawską.

PO OBJĘCIU URZĘDU METROPOLITY.
Burza trwa nadal mimo wyrażenia przez abpa skruchy i pokornej prośby o przyjęcie go jako brata, który chce na tym urzędzie jednoczyć, a nie dzielić. Wydaje się, że teraz dziennikarze, nawet katoliccy, poszli „na zaparte”. Rozbestwili się najwyraźniej! Wykrzykują słowo „łże!” jak chłystki z rozwścieczonego tłumu. Bardziej wierzą 68-miu kartkom napisanym przez chełpliwego esbeka, który w ten sposób zarabiał na życie, a nie umieją zobaczyć serca, które uczyniło pierwsze kroki ku naprawie i pragnie miłosierdzia. Tron metropolity zasłonił im serce grzesznika…
Ucieszył mnie dziś komentarz jednego z oo. dominikanów, który chce widzieć w abpie Wielgusie pasterza umiejącego patrzeć na grzesznika w Kościele nie z wysokości swego urzędu, lecz z poziomu własnego doświadczenia grzeszności. Może wreszcie Pan Jezus daje nam takiego hierarchę?! Zakończył swój komentarz w TVN24 wzruszającym, prostym wyznaniem: „Nie będę na Ingresie abpa, bo daleko, ale gdybym go spotkał na ulicy, ucałowałbym jego dłoń i wyspowiadałbym się przed nim”.

2007-01-04
CZARNY CZWARTEK ARCYBISKUPA.
Dziś pękła bania niepewności. Prawie wszystkie media ogłosiły na podstawie badań specjalnej komisji powołanej przez rzecznika obywatelskiego, że abp Stanisław Wielgus na pewno był współpracownikiem sb i wywiadu komunistycznego przez 20 lat. Rozpętała się burza medialna z największymi wyładowaniami uczuć i sensacyjności po obu stronach (ataku i obrony abpa), bowiem esbek podkreślając inteligencję i zdolności ks. Wielgusa, pseudo „Grey”, nakreślał wielkie zadania wywiadowcze zlecone mu do spełnienia. Badacze dokumentów wyssali stąd pewność, że „Grey” był wspaniałym TW. Dziennikarze drążyli i atakowali pytaniami różnych bpów. Nawet znani hierarchowie nie potrafili tonować swych emocji. Czy taka burza przynieść zdoła oczyszczenie powietrza dokoła tronu arcybiskupiego? Tą atmosferą przez długi czas, jak mniemam, będzie musiał oddychać cały Kościół w Polsce. Hierarcha milczy. Polska czeka na jego słowo. Przyjaciel ks. abpa, ks. prof. z KUL-u, wyznał ze smutkiem, że arcybiskup jest załamany. Jutro jest dzień kanonicznego objęcia stolicy warszawskich arcybiskupów przez ks. Stanisława Wielgusa.