JAK ROZMOWA…

Trudno się rozmawia z kimś, kogo się nie widzi… I trzeba też uważać, by nie ‚rozmawiać’ z sobowtórem wirtualnym, który gdzieś siedzi we wnętrzu naszych myśli, pragnień i wyobrażeń. To byłoby wielkie siebie oszukiwanie, albo łudzenie, że rozmawiam z kimś autonomicznym.
Na szczęście w modlitwie nie ja muszę się starać o obecność Boga. To ON, jeśli zechce, przyjdzie do mnie. To ON uczyni mnie zdolnym do odebrania sygnałów JEGO obecności. ON mnie dotknie.
Ja jedynie mam być czujny, otwarty. Mam pozwolić Bogu wlewać w moją duszę JEGO obecność. Tylko ON potrafi mnie uskrzydlić i ustrzelić!…
Zastygam. Wszystko dookoła odpływa ode mnie, cały świat ginie gdzieś w szarości… A we mnie jest tylko jedno uczucie: DOBRZE MI Z TOBĄ.
To trwa czasem zaledwie jedną chwilę, a wychodzę z niej jakby po tysiącu latach…
Przedziwna to rozmowa… Choć króciutka, zostaje na długo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.