W SZPITALU

Panie mój, Stworzycielu,
dziś wróciłem ze szpitala onkologicznego,
chodziłem po salach i korytarzach
i zaglądałem w gasnące źrenice;
żadnej dłoni uniesionej na powitanie,
żadnej iskry nadziei w wygłodzonych twarzach;
przy każdym łóżku czuwał anioł śmierci.
Pod czaszką łomotała mi myśl: prochem jesteś
i w proch się obrócisz…

Ogromną czarną dziurę uczułem w mózgu!
Uciekłem stamtąd spłoszony i przerażony.
I proszę cię: przebacz mi to tchórzostwo.
I błagam Cię teraz późną nocą:
O, Wszechmogący! O, Wiekuisty Stwórco!
Przywróć nadzieję, odrobinę blasku
tym kościom obleczonym w pergamin.
Niech zajrzy w ich studnie oczu
Święty Duch Zmartwychwstania. Amen.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.