Zdobywca podniebnych szczytów
ze wszystkimi linami hakami
i czekanem
kiedy spada na śmierć
staje goły i bezbronny

Ale czy bez szans
zapytuje Anioł Himalajów

W świetle nowego słońca
w iskrzeniu srebrnym lodowców
(z czasu i wieczności zarazem)
wyłania się Ktoś
z wyciągniętą ręką
i przeprowadza lekko
ponad przepaścią